Jestem już starą kobietą..

08.04.13, 14:36
po burzy życia,i do tej pory nie mogę poradzić sobie ze słowami mojej mamy"żyjesz dzięki ojcu ponieważ ja ciebie nie chciałam".Mam starszą siostrę o 13 lat,mama była zakochana w niej,oddała jej całą siebie,ale umierała w moim domu przy mnie.Mam dwie córki,ułożyły sobie życie jak chciały,nie oglądając się za siebie.Nikt mi nie powie,wiem jedno w życiu trzeba być egoistą,tylko nie każdy tak potrafi.Dlatego efektem tych co uważają,że może jednak ludzie nie są tacy,jest zamykanie się jak ślimak.
    • kropidlo5 Re: Jestem już starą kobietą.. 08.04.13, 14:48
      Sztuka to znalezc rownowage miedzy dawaniem i braniem. Aktywnie, bo jak czekac to sie mozna doczekac- rozczarowania. Kazdy musi walczyc przede wszystkim o swoje i to jest prawo natury. Kto tego nie rozumie, ten przegrywa. Zaczynaja sie rozczarowania, zal, depresja.

      To sie bierze stad, ze czlowiekowi gdzies kiedys wmowiono, ze ma nie walczyc o siebie, ze mu mniej wolno i ze jak walczy o swoje to zle robi. To jest powolny rozklad, taka wiara. Nie przez jakas ludzka podlosc, tylko przez niedostosowanie. Natura taka jest i tyle.

      Nie znaczy to, aby byc egoista, ale aby byc najpierw egoista, a jak starczy to altruista. Ja cale zycie myslalem inaczej i dostalem wiele kopow od zycia.

      Zreszta jak sie nie jest zdrowym egoista to na altruizm nie stac. Przewartosciuj myslenie, polub siebie, uznaj siebie za tak samo wazna jak inni, w niczym nie mniej wazna. Bo niby dlaczego pierwszy lepszy jest wazniejszy niz Ty/



      • ossownica48 Re: Jestem już starą kobietą.. 08.04.13, 14:57
        To co miałam oddałam,więc już nic więcej nie jestem w stanie dać.Teoria jest piękna,ale praktyka?W miarę poukładałam sobie życie,ale coś gorzkiego na dnie zostaje,i nic nie jest w stanie osłodzić:)).Tłumaczenia panów psychologów ,że z ruiny dom nie powstanie i takie tam teorie,nic nie dają.Życie bez względu na wszystko jest jak koszulka niemowlaka:))obs...ne:))
      • mona.blue Re: Jestem już starą kobietą.. 08.04.13, 15:01
        kropidlo5 napisał:

        > Sztuka to znalezc rownowage miedzy dawaniem i braniem. Aktywnie, bo jak czekac
        > to sie mozna doczekac- rozczarowania. Kazdy musi walczyc przede wszystkim o swo
        > je i to jest prawo natury. Kto tego nie rozumie, ten przegrywa. Zaczynaja sie r
        > ozczarowania, zal, depresja.

        Ja tego długo nie wiedziałam, byłam jak łódka bez stru, popychana przez innych nie w tę stronę, w którą chciałam.
        Teraz już sobie powoli uświadamiam, że trzeba walczyć o swoje i walczę.
        Kropidło, masz jakiś pomysł, jak nauczyć się dawać?

        > To sie bierze stad, ze czlowiekowi gdzies kiedys wmowiono, ze ma nie walczyc o
        > siebie, ze mu mniej wolno i ze jak walczy o swoje to zle robi. To jest powolny
        > rozklad, taka wiara. Nie przez jakas ludzka podlosc, tylko przez niedostosowani
        > e. Natura taka jest i tyle.

        Dokładnie, a potem klęski życiowe.

        > Nie znaczy to, aby byc egoista, ale aby byc najpierw egoista, a jak starczy to
        > altruista. Ja cale zycie myslalem inaczej i dostalem wiele kopow od zycia.

        Z tym mam pomieszanie pojęć. Bo z jednej strony tak się poświęcałam dla innych, nie umiałam być zdrową egoistką (dla tych, co nie było warto), a z drugiej strony nie umiałam dawać siebie tym, których kocham i zadbać o siebie :(
        Jak dać siebie, gdy warto?

        > Zreszta jak sie nie jest zdrowym egoista to na altruizm nie stac. Przewartosci
        > uj myslenie, polub siebie, uznaj siebie za tak samo wazna jak inni, w niczym ni
        > e mniej wazna. Bo niby dlaczego pierwszy lepszy jest wazniejszy niz Ty/
        >
        >Dokładnie, tak mnie nauczono w domu, że każdy jest ważniejszy niż ja, szczególnie rodzice, ich potrzeby. Również ważniejszy miał być mąż. A moje potrzeby niewaznie. O zaspakajaniu swoich potrzebach dowiedziałam się na terapii współuzaleznienia.
        Teraz właśnie skończyłam terapię DDA/DDD, myślę że pomoże mi to w zyciu, żebym była gotowa do związku i do pracy
        >
        • kropidlo5 Re: Jestem już starą kobietą.. 08.04.13, 17:21
          Dawac jak najbardziej, ale tylko i wylacznie wtedy, gdy chce sie dawac. Nie z poczucia obowiazku, nie bo ktos sie domaga czy zada. dar z serca to dar dobrowolny, a dar wymuszony to nie dar tylko uleglosc wobec przemocy.
          Druga rzecz- zeby dac, trzeba miec. Z pustego i Salmonella nie naleje:)

          Wyczytalem to i zrozumialem z ksiazki o wspolzaleznosci, czlowiek wchodzi w schemat, w ramach ktorego najpierw gra role 'zbawcy' i na sile pomaga innym, zgaduje ich zyczenia, z poczucia obowiazku, albo tez ulega zadaniom i wymaganiom, tez z poczucia obowiazku. Potem tak daje, daje i coraz bardziej sie frustruje, w koncu czuje sie pokrzywdzony i albo wpada w depresje, albo wszystko wypomina, albo w poczuciu krzywdy laknie sprawiedliwosci.

          Pomagac nalezy tylko ze szczerej checi, w miare wlasnych mozliwosci i takim osobom i w takich sytuacjach, gdy dana osoba tego potrzebuje. To gwarantuje brak frustracji, a zlamanie ktoregokolwiek z tych warunkow gwarantuje pozniejsza zlosc.

          Dodatkowo duza pokusa to popadniecie z jednej skrajnosci w skrajnosc- jak do tej pory bylem jeleniem, to teraz bede tratowal wszystko jak dzik. Po co, lepiej zachowac zdrowe elementy i wyciac tylko te chore. czyli nie przermiana z najmniej waznej osoby w najbardziej wazna, ale w przeecietna.

          To jest moje wielkie odkrycie, matra ktora wmawiam sobie dzien i noc: nie musze byc najlepszy, doskonaly, moge byc szary jak papier toaletowy i to jest ok, jestem taki sam jak inni- ani lepszy, ani gorszy. Ani bardziej ani mniej swiety. Nie ma ani mniej ani wiecej obowiazkow wobec swiata, i nie mam ani wiecej ani mniej praw niz inni.

          To jest ok byc przecietniakiem. Warto rozwijac sie w jakichs niszach i tam sie spelniac, ale jako istota ludzka- chce, pragne i bede najzwyczajniejszym z najzwyczajniejszych.

          To wielka ulga gdy nabywasz takiego stosunku do zycia. Wszystko sie prostuje i ulatwia.

          A jak czlowiek sam z siebie zrzuci to brzemie doskonalosci, to i inni ludzie nagle stana sie mniejszym ciezarem. Jak nie musze byc doskonaly, to juz niczyja krytyka mnie nie zamartwi. Nie musze czuc sie za wszystko odpowiedzialny. Moge sie mylic.



          • mona.blue Re: Jestem już starą kobietą.. 09.04.13, 14:14
            kropidlo5 napisał:

            > Dawac jak najbardziej, ale tylko i wylacznie wtedy, gdy chce sie dawac. Nie z p
            > oczucia obowiazku, nie bo ktos sie domaga czy zada. dar z serca to dar dobrowol
            > ny, a dar wymuszony to nie dar tylko uleglosc wobec przemocy.

            Rety, Kropidło, masz całkowitą rację. Że też ja wcześniej na to nie wpadłam. Wszystko "w wolności", jak u nas w neo się mówi.

            > Druga rzecz- zeby dac, trzeba miec. Z pustego i Salmonella nie naleje:)

            Tak, a skąd mieć?
            >
            > Wyczytalem to i zrozumialem z ksiazki o wspolzaleznosci, czlowiek wchodzi w sch
            > emat, w ramach ktorego najpierw gra role 'zbawcy' i na sile pomaga innym, zgadu
            > je ich zyczenia, z poczucia obowiazku, albo tez ulega zadaniom i wymaganiom, te
            > z z poczucia obowiazku. Potem tak daje, daje i coraz bardziej sie frustruje, w
            > koncu czuje sie pokrzywdzony i albo wpada w depresje, albo wszystko wypomina, a
            > lbo w poczuciu krzywdy laknie sprawiedliwosci.

            Też o tym czytałam, ale juz zapomniałam. Dzięki za przypomnienie :)
            >
            > Pomagac nalezy tylko ze szczerej checi, w miare wlasnych mozliwosci i takim oso
            > bom i w takich sytuacjach, gdy dana osoba tego potrzebuje. To gwarantuje brak f
            > rustracji, a zlamanie ktoregokolwiek z tych warunkow gwarantuje pozniejsza zlosc.

            Wiesz, mam taki problem z koleżanką. Ona jest niepełnosprawna, więc ewidentnie potrzebuje czasem pomocy. I dość często o nią prosi. Ja czuje się zobowiązana (chociaż sama jestem niepełnosprawna, ale mam samochód, a ona ma problemy z nogą po wypadku). Możliwości tez mam, tylko czasem chęci brakuje - ale czy w takiej sytuacji mam prawo odmówić? Drugim problemem jest to, że ona mnie osądza i dlatego nie jestem jej w pełni życzliwa, nie docenia też mojej pomocy, na ogół mi specjalnie nie dziękuje, uważa jakby że jej sie to należy. I w dodatku nie ma skrupułów, żeby o tę pomoc prosić, nawet jak sytuacja jest dla mnie niewygodna, jest trochę roszczeniowa, a może ja za mało asertywna. Ogólnie jakoś często mnie nie docenia, widzę, że krytycznie mnie ocenia. Ja w takim przypadku chyba nie prosiłabym drugiej osoby o pomoc, przynajmniej tak często.
            >
            > Dodatkowo duza pokusa to popadniecie z jednej skrajnosci w skrajnosc- jak do te
            > j pory bylem jeleniem, to teraz bede tratowal wszystko jak dzik. Po co, lepiej
            > zachowac zdrowe elementy i wyciac tylko te chore. czyli nie przermiana z najmni
            > ej waznej osoby w najbardziej wazna, ale w przeecietna.
            >
            > To jest moje wielkie odkrycie, matra ktora wmawiam sobie dzien i noc: nie musze
            > byc najlepszy, doskonaly, moge byc szary jak papier toaletowy i to jest ok, je
            > stem taki sam jak inni- ani lepszy, ani gorszy. Ani bardziej ani mniej swiety.
            > Nie ma ani mniej ani wiecej obowiazkow wobec swiata, i nie mam ani wiecej ani m
            > niej praw niz inni.
            >
            > To jest ok byc przecietniakiem. Warto rozwijac sie w jakichs niszach i tam sie
            > spelniac, ale jako istota ludzka- chce, pragne i bede najzwyczajniejszym z najz
            > wyczajniejszych.
            >
            > To wielka ulga gdy nabywasz takiego stosunku do zycia. Wszystko sie prostuje i
            > ulatwia.
            >
            > A jak czlowiek sam z siebie zrzuci to brzemie doskonalosci, to i inni ludzie na
            > gle stana sie mniejszym ciezarem. Jak nie musze byc doskonaly, to juz niczyja k
            > rytyka mnie nie zamartwi. Nie musze czuc sie za wszystko odpowiedzialny. Moge s
            > ie mylic.
            >
            >
            >
          • mona.blue Re: Jestem już starą kobietą.. 09.04.13, 14:17
            kropidlo5 napisał:
            > Dodatkowo duza pokusa to popadniecie z jednej skrajnosci w skrajnosc- jak do te
            > j pory bylem jeleniem, to teraz bede tratowal wszystko jak dzik.

            dokładnie

            Po co, lepiej zachowac zdrowe elementy i wyciac tylko te chore. czyli nie przermiana z najmni
            > ej waznej osoby w najbardziej wazna, ale w przeecietna.
            >
            to trudne

            > To jest moje wielkie odkrycie, matra ktora wmawiam sobie dzien i noc: nie musze
            > byc najlepszy, doskonaly, moge byc szary jak papier toaletowy i to jest ok, je
            > stem taki sam jak inni- ani lepszy, ani gorszy. Ani bardziej ani mniej swiety.
            > Nie ma ani mniej ani wiecej obowiazkow wobec swiata, i nie mam ani wiecej ani m
            > niej praw niz inni.

            ja też do tego niedawno stosunkowo doszłam, bo też się motałam z tym lepszy-gorszy
            jesteśmy wszyscy dziećmi Boga i wszystkich nas kocha

            > To jest ok byc przecietniakiem. Warto rozwijac sie w jakichs niszach i tam sie
            > spelniac, ale jako istota ludzka- chce, pragne i bede najzwyczajniejszym z najz
            > wyczajniejszych.
            >
            dobre podejście
            > To wielka ulga gdy nabywasz takiego stosunku do zycia. Wszystko sie prostuje i
            > ulatwia.
            >
            > A jak czlowiek sam z siebie zrzuci to brzemie doskonalosci, to i inni ludzie na
            > gle stana sie mniejszym ciezarem. Jak nie musze byc doskonaly, to juz niczyja k
            > rytyka mnie nie zamartwi. Nie musze czuc sie za wszystko odpowiedzialny. Moge s
            > ie mylic.
            >
            >
            >
    • aqua48 Re: Jestem już starą kobietą.. 08.04.13, 14:57
      ossownica48 napisała:

      > po burzy życia,i do tej pory nie mogę poradzić sobie ze słowami mojej mamy"żyje
      > sz dzięki ojcu ponieważ ja ciebie nie chciałam".Mam starszą siostrę o 13 lat,ma
      > ma była zakochana w niej,oddała jej całą siebie,ale umierała w moim domu przy m
      > nie.

      Czas się pogodzić z tym, że miałaś głupią i ograniczona matkę, a jej się trafiła wspaniała córka, ta młodsza?
      • ossownica48 Re: Jestem już starą kobietą.. 08.04.13, 15:00
        Też tak nie mogę powiedzieć,mama była jedynaczką,nie dzielącą się z nikim,bo nie było takiej potrzeby.A wiadomo,że najsłabszy zawsze jest najmłodszy,akurat na mnie trafiło.:))
        • maggpie Re: Jestem już starą kobietą.. 08.04.13, 16:03
          Najmłodszy najsłabszy? Baz żartów -w większości jak obserwuję są to zwykle najbardziej wychuchane i rozpieszczona przez wszystkich dzieci. Oczywiście -możliwe że byłaś wyjątkiem -dużo od osobistych preferencji rodzica zależy.

          A tak ad vocem to polecam ci lekturę esejów Emersona -może cię jakoś nakierują lub pocieszą;) Z moich intuicji, obserwacji i doświadczeń wynika, że bilans życia każdego człowieka zawsze wychodzi na zero. No i wszyscy tak naprawdę jesteśmy samotni;)
          • maggpie Re: Jestem już starą kobietą.. 08.04.13, 16:04
            maggpie napisała:

            > Najmłodszy najsłabszy? Baz żartów -w większości jak obserwuję są to zwykle najb
            > ardziej wychuchane i rozpieszczona

            * rozpieszczane
            ;)
        • facettt niezupelnie :) 08.04.13, 16:09
          ossownica48 napisała:
          > Też tak nie mogę powiedzieć, mama była jedynaczką,nie dzielącą się z nikim,bo ni
          > e było takiej potrzeby.

          - no mialas pecha :)

          A wiadomo,że najsłabszy zawsze jest najmłodszy, akurat na mnie trafiło.:))

          - ale to nieprawda. po prostu Ciebie (juz) nie chciala i tyle.
          przykre - rozumiem.
          moja matka mna i siostra sie w ogole nie zajmowala - mowiac, ze damy sobie i bez niej rade.
          cale serce poswiecala najmlodszemu.
          Tyle, ze dala mu za duzo tego serca. Zostal mamisynkiem, w ogole nie chcial sie ozenic
          i mieszka nadal z matka :)))
          Sobie zafundowala towarzystwo na starosc, ale co jemu ?
    • clarissa3 Re: Jestem już starą kobietą.. 08.04.13, 16:42
      No to zrobilas to co inni wymyslili ze powinnas robic, wiesz juz do czego to doprowadza, sprawdzilas, przezylas, mozesz opowiedziec jak to jest i zajac sie soba - i robic teraz to co TY chcesz i potrzebujesz robic. Nie tak latwo sie oswoic ze swoboda gdy sie w kieracie jest nauczonym chodzic ale nie niemozliwe! Dolacz moze do innych kobiet ktore tez oczy przecieraja, i tych co przetarly - na poczatek mozesz tu:
      kongreskobiet.pl/pl-PL/text/v_kongres_kobiet
      i powalcz razem o wiecej mozliwosci niz jedynie te na ktore sie nabrac dalas i ktore powoduja ze sie teraz juz za stara uwazasz!
      Powodzenia!
    • lifeisaparadox Re: Jestem już starą kobietą.. 08.04.13, 21:51
      Możliwe że znieczulica jest sposobem na złagodzenie własnych boleści, ale też na pewno tnie jak ostry lodowy szpikulec. Widocznie Twoja mama takie same boleści od swojej mamy musiała otrzymać i znieczulić się w taki sam sposób i rani Ciebie swoją obojętnością.
      Warto poszukać zranienia u osoby która nas zrani, bo wtedy wszystko nabiera sensu.
    • l_witch_l Nigdy za stara... 08.04.13, 23:17
      aby cieszyc sie zyciem.
    • ossownica48 Re: Jestem już starą kobietą.. 09.04.13, 10:51
      Dziękuje wszystkim za zainteresowanie:)),ale tak myślę,że teoria nie ma nic wspólnego z praktyką:(Bo jak pomimo,że myśli się" olej to",zostaw mamę niech druga córcia ta ukochana zajmie się nią,albo dorosłe dziecko ma problemy,jak mu nie pomóc?I przychodzi moment,że jednych już nie ma,drudzy dają sobie radę,a ty nie umiesz wykrztusić słowa,może wiecie,że ja jeszcze żyję?
      • aqua48 Re: Jestem już starą kobietą.. 09.04.13, 11:12
        ossownica48 napisała:

        przychodzi moment,że jednych już nie ma,drudzy dają sobie radę,a ty nie
        > umiesz wykrztusić słowa,może wiecie,że ja jeszcze żyję?

        Ale jak rozumiem teraz nareszcie jesteś wolna, nie masz obowiązków względem matki, nie musisz się przejmować specjalnie siostrą, pierwsza młodość za Tobą, czas zająć się swoimi sprawami swoimi przyjemnościami i żyć własnym życiem. Zastanów się nad tym na co zawsze miałaś ochotę, a nigdy okazji, może teraz na to pora?

        Pogódź się też z tym, że Twoja matka była skupiona na sobie osobą (jedynactwo nie jest tu decydujące, tylko paskudny charakter), ale poszukaj mimo tego dobrych chwil, które z nią spędziłaś i staraj się o nich pamiętać. Pomyśl też, że te raniące słowa, które Ci powiedziała, mogły być spowodowane zmianami w mózgu przed śmiercią, to jest bardzo częste u starych, schorowanych ludzi. Twoja depresja może też być objawem żałoby, daj sobie czas na jej przeżycie, czasami wymaga to paru lat, a jeśli nie radzisz sobie, to zwróć się bez wahania o pomoc do lekarza.
      • l_witch_l Matka tez czlowiek... 09.04.13, 11:46
        Problem jest dosc znany spolecznie...Jakos tak zwyklo sie oczekiwac czegos 'szczegolnego' od kobiet, ktore daja zycie. A prawda o nich jest zwykle banalna...

        Choc matki juz nie ma, to gorzkie jej slowa ciagle jak echo odbijaja sie w glowie.
        I czlowiek chcialby wiedzic dlaczego? Dlaczego to on byl ta gorsza corka, 'czarna owca' w rodzinie...
        Odpowiedz jest prosta. Bo matka nie byla osoba dojrzala emocjonalnie do roli bycia matka.To byla'mala' niedojrzala emocjonalnie dziewczynka, nie wiedzaca strasznych konsekwencji swoich poczynan i faworyzowania.

        Umierala u ciebie, ty bylas ta ktora sie nia opiekowala...Ty przejelas role matki dla matki. To nie jest zdrowy uklad dla ciebie.
        Bo musisz zaakceptowac wtedy dosc specyficzna forme- osierocenia.


        Narcystyczne kobiety kochaja wlasnie w taki jak wyzej opisany sposob. Faworyzuja jedne dzieci, a gardza drugimi. Faworyzuja te z ktorymi sie same identyfikuja. Widocznie Ty masz cos co robilo- ze do niej nie bylas podobna?Tak zgaduje, albo co jej przypominalo jej rodzica? Albo zwyczajnie nie miala nad toba kontroli? A co narystcyzne matki najbardziej drazni i wywoluje ich narcystyczny "system obrony" swojego ego, to fakt ze nie moga sie odnalezc w swoim wydumanym, fantazyjnym 'objekcie/dziecku' (i sie z nim 'zlac w calosc') , bo przypomina im o ich wlasnym malym poczuciu wartosci i niedoskonalosciach, bez liku....
        No coz, moze przestan idealizowac swoja matke, a zobacz ja, taka jaka ona byla. Bez rozowych okularow.

        Czy natura zna takie przypadki, gdzie samica bardziej kocha jednego potomka, a drugiego mniej? Tak!
        Sama bylam swiadkiem jak moja wlasna kotka po okoceniu sie faworyzowala jedne kociatko, a drugie traktowala po macoszemu. Te drugie dostawalo gorsze kaski, mniej ja lizala, byla zainteresowana, bawila sie, odsuwala dalej od siebie, gdy szly spac i nawet nie nauczyla te drugie- ladnie do kuwety siusiac....:=) Ten 'niekochany' kotek obrywal lapa, za najmniejsze przewinienie, musial czekac z jedzeniem...

        Pewnie pomyslisz ze kocica faworyzwala ta pierwsza kotke, bo byla bardziej do niej podobna? Otoz nie. Dziwne, wlasnie bylo na odwrot. To odrzucone kocie bylo bardziej podobne do matki....:=)
        • kropidlo5 Re: Matka tez czlowiek... 09.04.13, 13:15
          l_witch_l napisała:

          > Narcystyczne kobiety kochaja wlasnie w taki jak wyzej opisany sposob. Faworyzuj
          > a jedne dzieci, a gardza drugimi. Faworyzuja te z ktorymi sie same identyfikuja
          > . Widocznie Ty masz cos co robilo- ze do niej nie bylas podobna?Tak zgaduje, al
          > bo co jej przypominalo jej rodzica? Albo zwyczajnie nie miala nad toba kontroli
          > ? A co narystcyzne matki najbardziej drazni i wywoluje ich narcystyczny "system
          > obrony" swojego ego, to fakt ze nie moga sie odnalezc w swoim wydumanym, fanta
          > zyjnym 'objekcie/dziecku' (i sie z nim 'zlac w calosc') , bo przypomina im o ic
          > h wlasnym malym poczuciu wartosci i niedoskonalosciach, bez liku....


          Brzmi sensownie. Jedno dziecko jest 'mamusi' albo 'tatusia' a drugie odrzutkiem.
          • l_witch_l Kiciorozada.... 09.04.13, 13:44
            Mnie te doświadczenie z moimi kotkami pokazało coś o naturze...
            Kotka nie wybrała tego ze swoich narodzonych na faworyta, który był temperamentem i zachowaniem+ sprytem podobny do niej....A wybrała bystrzejszą, bardziej zdolną i pojętną kicię niż ona sama.

            Tak jakby instynkt natury mówił, że ten 'lepszy' kotek ma najlepsze szanse na przetrwanie i dłuższe życie.
            • kropidlo5 Re: Kiciorozada.... 09.04.13, 15:15
              Nie bede kwestionowac zachowania Twojej kotki, ale ta teoria raczej nie przeklada sie na realia w rodzinach ludzkich. Czasem tak, czasem nie. Czynnikow moze byc jednak wiele wiecej. Moze to byc charakter, wyglad, intelekt, moze byc podobienstwo lub jego brak. Moze byc nawet plec. Jak porownasz szanse na przetrwanie rodzenstwa obojga plci o podobnej urodzie i intelekcie? Nie wierze tez w taki intelekt matek, szczegolnie ze istnieje korelacja miedzy kiepskim wychowaniem a niska inteligencja i niskimi kompetencjami spolecznymi.

              W wielu krajach potomek kobieta to przeklenstwo, i nie ma na to wplywu ze ta akurat dziewczyna moze byc wybitnie uzdolniona, idzie aborcja, a w zamian urodzi sie chlopak, byle jaki, aby chlopak. Nie ma tutaj instynktu tylko kalkulacja w okreslonych warunkach pod katem wygody rodzicow. Bo piekna dziewczynka moglaby sparowac sie z pieknym mlodziencem i mie zdrowe, liczne potomstwo, a marny chlopak poslubi jakas pokrake i ich geny wygina w 3 pokolenia.


              • l_witch_l Re: Kiciorozada.... 09.04.13, 16:32
                Alez to zadna teoria...Poza tym zachowania kotki nie ma co kwestionowac. Choc wielu badaczy zachowan, bada najpierw zachowanie w naturze- posrod gatunkow zwierzat, a pozniej przeklada je na zachowania ludzkie, wszak i one bywaja dyktowane instynktami...

                Zachowanie kotki bylo jak najbardziej... ludzkie. Wszak sa ludzie, ktorzy obdarzaja swoje wlasne rodzone dzieci, te bardziej lotne i przedsiebiorcze, zaradne zyciowo, wiekszymi uczuciami i zainteresowaniem, niz te dzieci, ktore kuleja intelektualnie, czy wrecz umyslowo....No, ale dlaczego tak sie dzieje pewnie cie i nie interesuje...Szkoda poczekam z odpowiedzia na bardziej lotnego adwersiarza...:=)
    • szaman.ka Re: Jestem już starą kobietą.. 09.04.13, 11:31
      Wiesz,że to jest chyba regułą,że dziecko,które najmniej dostało od matki najwięcej jej od siebie daje.Ty jesteś potwierdzeniem tej reguły.Przynajmniej nie masz sobie nic do zarzucenia wobec niej.
      Postaraj się nie rozpamiętywać przeszłości.Żyj chwilą obecną,bo tylko ona jest .Przeszłości już nie ma. Przeszłość odeszła.Po co więc zadawać sobie ból i dodatkowo przeźywać udrękę?
      • malgosiagosia Re: Jestem już starą kobietą.. 09.04.13, 13:03
        Prawdopodobnie Autorce chodzi nie tylko o matke, ale tez o corki, ktore ' ulozyly sobie zycie jak chcialy, nie ogladajac sie za siebie'. Dlatego doszla do wniosku, ze lepiej byc egoista.
        No coz, ja tez doszlam do takiego wniosku.
      • kropidlo5 Re: Jestem już starą kobietą.. 09.04.13, 13:13
        Tak, to czesty schemat, na jaki natykam sie. Wypieszczony synalek albo coreczka ksiezniczka idzie w swiat i ma starych w tyleczku, bo co bedzie sie przejmowac jakimis starymi nudziarzami i to jeszcze pomarszczonymi i chorymi, nie pasuja do swiata mlodych, wspanialych, udanych i zadowolonych. Oni przeciez zyja dla siebie a swiat ma im nadskakiwac. No co, no kto im wpoil te myslenie? Mamuska i tatusiek. A teraz zbieraja owoce.
        Tymczasem to drugie, poniewierane, zaniedbane, cale zycie walczylo o rownouprawnienie i akceptacje i gowno, kopy w zad, i nabylo przekonania, ze ono jest od nadskakiwania rodzicom i tak ma byc. No i jako zaniedbane zachowuje jako taka przyzwoitosc, poczucie empatii, same dostalo w dupe to umie zrozumiec innych, niestety nie jest to sprawiedliwe ale tak czesto jest.
        Ani jeden ani drugi uklad nie jest zdrowy. Wyrodne pieszczochy powinny za kare byc objete ostracyzmem rodziny i spoleczenstwa, a sponiewieranym powinien byc oddany honor, ale tak nigdy nie jest, bo ludzie wchodza w role i ten, co gra role tego, co mu sie nalezly, w niej pozotanie, a ten drugi bedzie sluzyl jako praczak, szwaczka i sprzataczka dla byle luja, bo tak ma zjechana psychike.
        • malgosiagosia Re: Jestem już starą kobietą.. 09.04.13, 13:32
          Wyrodne pieszczochy powinny za kare
          > byc objete ostracyzmem rodziny i spoleczenstwa, a sponiewieranym powinien byc o
          > ddany honor, ale tak nigdy nie jest, bo ludzie wchodza w role i ten, co gra rol
          > e tego, co mu sie nalezly, w niej pozotanie, a ten drugi bedzie sluzyl jako pra
          > czak, szwaczka i sprzataczka dla byle luja, bo tak ma zjechana psychike.

          Najgorsze, gdy przyjdzie zyc pomiedzy poniewierajacym rodzicem - byle lujem i dzieckiem- pieszczochem, co ma w tyleczku. :)
          • kropidlo5 Re: Jestem już starą kobietą.. 09.04.13, 13:34
            malgosiagosia napisała:


            > Najgorsze, gdy przyjdzie zyc pomiedzy poniewierajacym rodzicem - byle lujem i d
            > zieckiem- pieszczochem, co ma w tyleczku. :)


            no w tej sytuacji to Auschwitz Birkenau, lepiej gryzc drut kolczasty i uciekac, nie baczac na strzaly z wiezyczki.
            • malgosiagosia Re: Jestem już starą kobietą.. 09.04.13, 13:42
              Nie ma sensu rzucac sie na druty. Trzeba znalezc sposob.
              • aqua48 Re: Jestem już starą kobietą.. 09.04.13, 14:10
                malgosiagosia napisała:

                > Nie ma sensu rzucac sie na druty. Trzeba znalezc sposob.

                Dobrym sposobem jest robienie tego co do człowieka należy bez oglądania się na to czy ktoś to docenia. Dla własnej satysfakcji i czystego sumienia, żeby zasypiać spokojnie i beztrosko. I odpowiednie wychowanie własnych dzieci - nie dla siebie i "pociechy na starość" tylko na samodzielnych, odpowiedzialnych i mądrych ludzi. Wtedy z ich powodzenia można czerpać radość, a żyć najlepiej własnym życiem i własnymi sprawami, a nie życiem dorosłych dzieci. Mieć swoje radości, zainteresowania, towarzystwo, przyjaciół, nie wisieć bezustannie najbliższej rodzinie nad głową i smęcić. Naprawdę się da.
                • malgosiagosia Re: Jestem już starą kobietą.. 09.04.13, 14:27
                  Nie rozsmieszysz mnie, mam troche inne poczucie humoru.
                  • mona.blue Re: Jestem już starą kobietą.. 09.04.13, 14:30
                    malgosiagosia napisała:

                    > Nie rozsmieszysz mnie, mam troche inne poczucie humoru.

                    A co w tym śmiesznego, co napisał Aqua? To sama prawda.
                    • malgosiagosia Re: Jestem już starą kobietą.. 09.04.13, 14:37
                      To nie jest prawda, to pobozne zyczenia. Gdybyz zycie bylo takie latwe.
                      • mona.blue Re: Jestem już starą kobietą.. 09.04.13, 15:13
                        malgosiagosia napisała:

                        > To nie jest prawda, to pobozne zyczenia. Gdybyz zycie bylo takie latwe.

                        A z czym się w tej wypowiedzi nie zgadzasz i dlaczego? Bez konkretów trudno o dyskusję.
                      • aqua48 Re: Jestem już starą kobietą.. 09.04.13, 15:15
                        malgosiagosia napisała:

                        > To nie jest prawda, to pobozne zyczenia. Gdybyz zycie bylo takie latwe.

                        Nikt nie obiecywał, że życie będzie łatwe, na dodatek nie ma okresu gwarancji ani książki życzeń, skarg i zażaleń :)
                        A co do tego co napisałam, to ja się staram tak żyć, więc nie widzę w tym nic dziwnego, ani śmiesznego.
                    • malgosiagosia Blue 09.04.13, 15:09
                      Jesli sama prawda, to zastosuj ja w swoim zyciu zamiast prosic forum o rady w sprawie wlasnej matki.
                      • mona.blue Re: Blue 09.04.13, 15:14
                        malgosiagosia napisała:

                        > Jesli sama prawda, to zastosuj ja w swoim zyciu zamiast prosic forum o rady w s
                        > prawie wlasnej matki.

                        Nie uważasz, że ataki personalne w dyskusji sa "poniżej pasa"?
                        • malgosiagosia Re: Blue 09.04.13, 15:22
                          To nie ataki personalne, to sarkazm. :)
                • malgosiagosia Re: Jestem już starą kobietą.. 09.04.13, 15:05
Inne wątki na temat:
Pełna wersja