qwerty1711
21.04.13, 13:08
Witam.
Mam 23 lata i przez to, że jeszcze studiuję niestety mieszkam jeszcze z rodzicami... Pewnie potrwa to jeszcze ze 2 lata bo planuję magisterkę też w swoim mieście...
Problem polega na relacjach z mamą, powiem wprost - są chore!
Jak wspomniałem mam 23 lata, nie ma ze mną żadnych problemów, jestem normalny, spokojny, robię swoje, mam dziewczynę... Niestety mama ma jakieś niepoważne podejście do życia... Ogranicza mnie na tyle, że po 22 z domu wyjść nie mogę - ani wrócić po tej godzinie. Nie interesuje jej, że moi znajomi (zupełnie normalni ludzie) od czasu do czasu wyjdą na imprezę. Pilnuje mnie jak niepoważna. I nie chodzi tylko o to, to był przykład. Ona ma ewidentnie problemy z nerwami... Wielu z Was pomyślało pewnie: 'człowieku, trzeba było się postawić i robić swoje' - nie do końca... W takiej sytuacji ona robi w domu po prostu awantury a ze względu na to, że tata ma drobne problemy z sercem po prostu staram się tego unikać. Czy to nie jest w jakiś sposób ograniczanie wolności? Tłumaczy to tym, że do czasu mieszkania pod jej dachem mam robić to co ona chce... Dla mnie jest to chora sytuacja tym bardziej, że nie ma ze mną żadnych problemów - tata w pełni mnie popiera ale cóż... Pytanie mam proste... Jak powinienem do sprawy podejść? Obawiam się, że ani ja ani tata możemy nie wytrzymać nerwowo następnych 3 lat... Z góry dzięki za odpowiedzi i pozdrawiam! :)
Dodam tylko, że nie chodzi o ograniczenia czasowe, ja po prostu mam robić to co ona chce a moje sprawy, moje życie - to się nie liczy :) Wydaje mi się, że ona wychowała mnie do chwalenia się mną koleżankami co to ja nie osiągnąłem... Widzę to po tym jak mnie porównuje do innych. Może odgrywa się za to, że ona niewiele osiągnęła, nie ma wykształcenia i nie pracuje tak jak by chciała? Nie wiem... Ale dalej tak się nie da po prostu... A i tak długo wytrzymałem...