drgonzo9
10.05.13, 21:02
Nie wiem, czy z tym wątkiem wpasowałem się do dobrej tematyki forum, więc jeżeli nie, to z góry przepraszam.
W zasadzie nawet nie wiem, w jakim celu tu pisze. Chyba bardziej po to, żeby się wygadać.
No więc właśnie jestem studentem pierwszego roku matematyki. I jak się okazało: prawdopodobnie najgorszym. Przynajmniej w moim mniemaniu. Ciężko mi idzie. To był dla mnie kierunek marzen, ale jak się okazało chyba przeceniłem swoje mozliwości intelektualne. Niby jakoś zaliczam, ale zdaje się, że coś się porobiło z moim logicznym myśleniem. Zastanawiam się nad rzuceniem studiów. Z drugiej strony słysze od rodzinki, że szkoda rezygnować z takiego kierunku, że po nim mam pewną pracę, i jako ścisłowiec nie skończę na zmywaku czy jako robol (czy podobne gadki). Ale ja ogólnie nie wyrabiam. Lecę na wspomagaczach. Ja wiem, to głupota, i tutaj mi nie pomoże, ale tak jako tako ciągnę.
Z samą grupą na studiach tez się nie dogaduje. Nie umiem z nimi znaleźć wspólnego języka.
Zresztą czuję, że nie pasuje do tej grupy (chociaż ciężko powiedzieć czemu). Zawsze stoję na uboczu. I tak od początku było.
Z drugiej strony chyba sam od siebie ludzi odpycham, a z drugiej czasami mi brakuje tych kontaktów międzyludzkich.
Tak, zaraz ktos napisze, że to durne użalania studencika, który nie ma innych problemów na głowie, ale chciałem to wywalić z siebie. Bo jest mi ciężko.