kropidlo5
13.05.13, 21:48
Moze ktos ma koncepcje?
Klamstwa mnie az tak nie irytuja, bardziej smiesza, natomiast polprawdy naprawde mnie zloszcza. Polprawdami nazywam twierdzenia, ktore w pewnym kontekscie sa prawda, a w innym kontekscie sa klamstwem. Albo ktore traktowane doslownie sa prawda, a kontekstowo nie sa.
Na przyklad rozmawialem z kims i ten ktos prezentowal bardzo wrogie poglady imigrantom. tzn imigrantom w Polsce z Azji czy skadstam. Probowalem bronic ich prawa pobytu tutaj az ten ktos uzywa argumentu 'tak ich bronisz, a oni ci zabiora prace'. I owszem, moze tak byc, ze mi 'zabiora', ale przeciez nie dokladnie mi, Polacy na zachiodzie tez 'zabieraja' prace' i tak dalej.
Inna dyskusja, z kumplem ktory ma dziwne sklonnosci do czarnowidztwa, napisalem do niego, ze Churchil to zabawny byl gosc i podeslalem mu linka do cytatow, a on odpowiada, ze Churchil owszem inteligentny, ale jako Polak nie mam go za co lubic, bo nas zdradzil.
I znowu, czemu mam go oceniac 'jako Polak', co to znaczy 'zdradzil' i tak dalej. Niby zdradzil, ale to jest uproszczenie.
To jest wlasnie to co mi dziala na nerwy, gdy dochodzi do jakichs uproszczen, wskutek ktorych co co jest nieprawdziwe albo nieweryfikowalne nagle staje sie argumentem, bo nie mozna go obalic bez wielogodzinnego wywodu.
to sie chyab nazywa demagogia, jak sie nie myle.