ganges29
26.05.13, 21:45
Chyba zupełnie się wypaliłem. W dosłownym tego słowa znaczeniu. Na nic nie mam ochoty. Jednak rzecz najważniejsza: praca. 4 lata temu skończyłem weterynarię. Studia sporo mnie kosztowały, głównie pod względem psychiki. Nie dość, że mase nauki, kucie po nocach, to jeszcze same praktyki na wecie to mało przyjemna rzecz. Sporo brudu, smrodu. Praktyki w rzeźni to pikuś. Nie wszystkie zwierzątka są pachnące i zadbane. Niejednokrotnie trafiają się zwierzaki, których właściciele mieli przeróżne pomysły. Przypadki zarobaczenia i zapchlenia to w sumie przypadki łagodne. Rany, w których zalęgły się larwy much, obrażenia narz. wewnętrznych, bo właścicielowi się znudził zwierzak i zrobił sobie z niego worek treningowy, głodzenie - to jedne z wielu takich sytuacji. Dochodzi jeszcze masę operacji, porodów. I nie tylko pieski i kotki, ale wszelkiej maści gryzonie, ptaki, bydło.
Praca w klinice niewiele lepsza, o ile nie gorsza. Medycyna często zaskakuje. I powoli zaczynam żałować wyboru takiego zawodu. Czuje, że nie daje mi to satysfakcji. Zapał to był na początku, teraz bardziej przymus. Zniechęciły mnie studia. I tak to się ciągnie. Chodzę do pracy, bo muszę. Szkoda marnować tylu lat ciężkiej nauki. Z drugiej strony mam ochotę rzucić to w diabły, i znaleźć inną pracę. I tak się miotam dzień w dzień.
W sumie nie wiem, co zmienić i w jakim kierunku pójść. Czy zostać przy weterynarii, czy poszukać czegoś innego. Wiem, mało zdecydowany jestem. Ale tak już od dłuższego czasu.
I nie wiem, co zrobić, żeby znaleźć jak najlepsze wyjście.