czy to dobry pomysł?

IP: *.internetdsl.tpnet.pl 28.07.04, 15:17
Właśnie widze, ze "koleżanka" mojego lubego na gg jest i aż mnie korci, zeby
jej nawtykać. Czy to dobry pomysł? I zastanawiałam się czy nie spotkać się z
jej mężem, zeby pogadac o naszych współmałżonkach, skoro oni mogą. A moze
dowiemy się czegoś ciekawego, bo cos mi się wydaje że "koleżanka" niecałą
prawdę o swoim małżeństwie mówi mojemu mężowi
    • Gość: Mańka Re: czy to dobry pomysł? IP: 213.17.240.* 28.07.04, 15:20
      Odpusc sobie, po co Ci to?
    • paco_lopez Poudawaj swego misia n/t 28.07.04, 15:24
    • Gość: Ala Re: czy to dobry pomysł? IP: *.lubin.dialog.net.pl 28.07.04, 15:30
      słuchaj zaszkodzisz sobie jeszcze bardziej. Zacznij pracować nad swoim
      poczuciem wartości i godności, bo nie widać u Ciebie szacunku dla siebie ani za
      grosz. Twoje psychiczne uzależnienie powoli przeradza się w obsesję. Nie masz
      kontaktu ze swoim wnętrzem. Zrób coś zanim będzie za późno i zostaniesz bez
      szacunku do siebie samej.
    • twoja_cholera Re: czy to dobry pomysł? 28.07.04, 15:32
      po co???
      jeśli sie dowie a dowie się jesteś tego świadoma to zrobi ci jazdę jak nic -
      tego chcesz?
      wydawało mi się że chcesz ratować małżeństwo i poprawic stosnki z mężem a nie
      je jeszcze pogorszyć i udowodnić mu że jesteś skończoną kretynką która czepia
      się ludzi dookoła
      za telefon już oberwałaś - i nic cię to nie nie nauczyło?


      • Gość: chryzokola Re: czy to dobry pomysł? IP: *.internetdsl.tpnet.pl 28.07.04, 15:39
        Macie rację, ale szlag mnie momentami trafia a tu trzeba spokojnie i obchodzic
        się z mężem i z nią jak z jajkiem. Jestem akurat na jego pulpicie, bo coś
        potrezbowałam, a tu ona od razu z uśmieszkami itd. Od razu mi ciśnienie poszło
        w górę...Ale lepiej mi jak tu napisałam, już nie napiszę jej, ale człowiek
        czasem miałby ochotę wygarnąc jej i powiedziec jak dużo z złego zrobiła.
        Dlaczego raz w końcu nie mogę wybuchnąc i powiedzieć co ja myślę o tym
        wszystkim i jak się w tym wszsytkim czuję?!! A tylko słyszę wycisz się, nie
        myśl, nie wracaj do przeszłości itd. Ale to we mnie siedzi i życ nie pozwala!!!!
        Nie wiem jak długo wytrzymam.
        • twoja_cholera Re: czy to dobry pomysł? 28.07.04, 15:44
          zgadzam się z Alą popracuj nad sobą, skup się tylko na sobie a jego troszke
          pignoruj ja wiem jak to boli ale ZRÓB COŚ DLA SIEBIE
          • Gość: chryzokola Re: czy to dobry pomysł? IP: *.internetdsl.tpnet.pl 28.07.04, 15:48
            Boli i trudne jest, zwłaszcza jak sie ze soba mieszka i widzi. Moze jakbym
            wyjechała, wyprowadziła się na jakiś czas byłoby łatwiej?
        • Gość: Ala Re: czy to dobry pomysł? IP: *.lubin.dialog.net.pl 28.07.04, 15:48
          No to wykrzycz to!!! Ale licz się z tym, że właśnie po takim występie
          będziesz zmuszona wkońcu do wzięcia odpowiedzialności za swoje życie. Czy nie
          widzisz, że to wszystko działa na Twoją niekorzyść? Jesteś niewolnicą swojego
          uzależnienia psychicznego. Twój mąż trzyma stronę swojej kochanki. Nie wolno Ci
          do niej zadzwonić bo odrazu diagnozuje Cię jako histeryczkę. Czy to jest
          miłość?? to już jest forma zniewolenia i Ty na to pozwoliłaś.
          Wiem, że chciałabyć aby mąż trzymał Twoją stronę. Wiem, że emocjonalnie się
          gotujesz. Ale dopóki Ty nie zaczniesz szanować Samej Siebie to nie będzie Cię
          szanował też Twój mąż. Bo z tego co wyczytałam marny z niego człowiek.
          Zawalcz o siebie nawet kosztem małżeństwa.
          • Gość: chryzokola Re: czy to dobry pomysł? IP: *.internetdsl.tpnet.pl 28.07.04, 15:58
            No właśnie z jednej strony nie chcę go stracic, zalezy mi na małżeństwie ale z
            drugiej gdzies tam głeboko w srodku coś się buntuje i to coś podchodzi coraz
            wyzej i bedzie musiało wybuchnąć. Rozmawiałam z koleżanką, która wie o
            wszystkim i wczoraj powiedziała, ze moze nie powinna tego mówić, ale ma
            wrazenie, ze w tym wszystkim moje uczucia, emocje, potrzeby gdzieś zostały
            usunięte na bok. Ciągle tylko uczucia męża są ważne, jego zdanie, jego
            potrzeby, problemy. To on rozdaje karty, on mówi, on ocenia itd, a mnie nie ma.
            I to on musi się zastanowić czy mnie kocha, czy chce byc ze mną, on podejmie
            decyzje o rozwodzie, a ja? Czy ja nie mogę się tez zastanowić? Czy decyzja o
            rozwodzie nie moze byc podjęta wspólnie? Ja mam się tylko zastanawiać co JA
            złego zrobiłam, co JA mam zrobić zeby było dobrze itd. On się nie zmieni i już,
            a jesli czasem powiem, ze coś mi się w jego zachowaniu nie podoba to
            słyszę: "JAk ci się nie podoba to sobie zmień".Cholera to trudno przyjąć do
            wiadomości, ale gdzieś wewnetrznie zaczynam czuć, ze to wszystko prawda i
            zaczynam odczuwac złość!!
            • Gość: Ala Re: czy to dobry pomysł? IP: *.lubin.dialog.net.pl 28.07.04, 16:07
              No i ja mam dokładnie to samo wrażenie co Twoja koleżanka. Po przstudiowaniu
              Twojego wątku nasunęło mi się pytanie: Gdzie w tym wszystkim jest Twoja
              osoba??? Ale problem jest w tym, że Ty podświadomie rezygnujesz ze swoich praw.
              Dajesz mężowi odczuć, że zrobisz wszystko aby ratować to małżeństwo. W
              małżeństwie nie może być tak, że ktokolwiek stoi wyżej od żony/męża - nawet
              przyjaciel a tym bardziej kochanka. Jednakże ja widzę, że mąż już Ci przypisał
              miejsce daleko za innymi. Dlatego walcz o siebie bo masz prawo odczuwać złość.
    • Gość: krish Re: czy to dobry pomysł? IP: 62.233.233.* 28.07.04, 16:08
      dotad byłem po Twojej stronie
      ale Ty najwyraźniej na forum szukasz potwierdzenia, jaka jesteś biedna
      i chcesz już żyć w tej biedzie, by Ci wszyscy współczuli

      przeciez Ty już wszystko wiesz
      uciekasz od wyboru
      bo boli

      świat już zawsze bedzie inny
      musisz coś z tym zrobić
      albo to zaakceptować

      nie szukaj potwierdzenia na forum ze masz racje
      szkoda zycia
      upłynie jak upławy

      krish the cruel
      • Gość: chryzokola Re: czy to dobry pomysł? IP: *.internetdsl.tpnet.pl 28.07.04, 16:19
        Nie krish nie szukam potwierdzenia dla niczego, piszę, bo nie umiem z tego
        wyjść. I masz rację, gdzieś tam głeboko wiem, co powinnam i jak zrobić, ale
        jeszcze nie mam odwagi i stąd pewnie ta złość.A tu jest łatwiej powiedziec co
        siedzi w sercu niz wykrzyczeć to mężowi, zwłaszcza, ze jak powiedziała Ala mogę
        stracić go. I nie chcę życ w tej "biedzie", tylko wciąż się boje zawalczyć o
        swoje, nie ufam sobie, nie wierzę w siebie i wciąz mam wrazenie, zę jestem
        gorsza od tamtej. Ale zmieniła się reakcja na takie myślenie. Przedtem był
        płacz i rozpacz teraz jest złość. Nie wiem czy to dobrze czy źle?
        • Gość: Ala To dobrze, IP: *.lubin.dialog.net.pl 28.07.04, 16:29
          że teraz jest złość. Masz do tego prawo ale... za tym idą konsekwencje.
          Zaczynasz stawiać jakieś zaczątki granic bo gdzieś świta myśl, że masz do tego
          prawo. I rzeczywiście masz do tego prawo. Ale to prawo łaczy się z
          odpowiedzialnością. Gdy raz postawisz swoją granicę musisz się liczyć ze zmianą
          reakcji męża. A i te granice musisz umacniać, a poza tym będziesz MUSIAŁA wziąć
          w końcu odpowiedzialność za swoje życie. Taką na zawsze. Na początku będziesz
          robić dwa kroki do przodu jeden wstecz. To nie uniknione. Najważniejsze jest
          abyś w końcu zobaczyła siebie w tej relacji przez pryzmat godności do siebie a
          nie przez pryzmat lojalności wobec małżeństwa.

      • Gość: Moni Re: czy to dobry pomysł? IP: *.telprojekt.pl 28.07.04, 16:40
        Wyjąłeś mi to z ust, tylko ja bym chyba nie była taka powściągliwa...
        Nie chcesz tego zmienić i już, moja kochana. Nie wyciągnęłaś żadnych wniosków z
        wielu mądrych postów. A tyle wsparcia tu dostałaś. Wsparcie bierzesz, owszem,
        krytyki nie słyszysz. Skoro aż tak w tym tkwisz, to czemu nie pomyślisz o
        terapii? Przecież się męczysz? A może po prostu lubisz? To się nazwywa
        masochizm i całkiem życzliwie sugeruję leczenie.
    • Gość: chryzokola Re:jeszcze jedno... IP: *.internetdsl.tpnet.pl 28.07.04, 16:25
      I jeszce jedno. Nie szukam potwierdzenia swojej racji, bo nie wiem czy ją mam.
      W tym problem. Ja wciąż zastanawiam się czy on nie ma racji, i czy moze to ja
      jestem zła. Nie wiem, kto z nas ma rację. To ze tyle osób mówi, ze ja, nie
      znaczy ze takiej odpowiedzi oczekiwałam i jestem szczęśliwa z tego powodu. Mimo
      wszystko nadal zadaję sobie pytanie:"Które z nas ma rację"? Ale czytając
      wypowiedzi na forum gdzies coś sie poruszyło we mnie co już dawno usnęło. Nie
      wiem: szacunek do siebie, własne ja, swiadomość, ze nie wolno oddac siebie w
      całosci drugiemu człowiekowi, bo to wzbudza złe instynkty...?
      • Gość: Ala Re:jeszcze jedno... IP: *.lubin.dialog.net.pl 28.07.04, 16:36
        ja nie będę nikogo oceniać. Piszę do Ciebie bo to Ty (a nie Twój mąż)
        przedstawiasz nam (mi) swoją sytuację. To nie jest tak, że ktoś z was jest zły.
        Ty zgubiłaś siebie, swoją wartość, godność - ale to właśnie SOBIE robisz
        największą krzywdę takim postępowaniem. SOBIE.
      • Gość: krish Re:jeszcze jedno... IP: 62.233.233.* 28.07.04, 16:45
        nie do konca mnie zrozumiałaś
        ja tylko mam na myśli że
        najgorszą rzecza jaką możesz sobie zrobić
        jest teraz patroszenie swojego małżeństwa przed forum
        a to już chyba czwarty watek o tym samym
        to może doraźnie Ci pomaga
        ale uzależnia i utwierdza w bezruchu

        określ czego chcesz i to zrób
        a nie wyj do księżyca
        to Ci tylko szkodzi
        jak nic nie zrobisz bedzie bolało coraz mocniej

        ps. to nie jest rada że masz rozstac sie z mezem
        Twoje zycie Twoja sprawa
        ale jezeli macie zostać razem
        to też chyba duzo jest do zrobienia

        krish
        • komandos57 Re:jeszcze jedno... 28.07.04, 20:45
          Gość portalu: krish napisał(a):
          > to też chyba duzo jest do zrobienia
          xxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxx
          Chyba to pchla na chuju
          • Gość: krish Re:jeszcze jedno... IP: 62.233.233.* 28.07.04, 21:18
            rozjasnij
            cuś nie jarze metafury
            • komandos57 Re:jeszcze jedno... 28.07.04, 21:19
              Gość portalu: krish napisał(a):

              > rozjasnij
              > cuś nie jarze metafury
              xxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxx
              nie musisz jarzyc.naprawde nie musisz.Tobie........wystarczy byc.
              • Gość: krish Re:jeszcze jedno... IP: 62.233.233.* 28.07.04, 21:23
                takiś tajemniczy, że nie wiem
                czy popłakać sie z zalu
                czy z radości i dumy oddać sie masturbacji
                • komandos57 Re:jeszcze jedno... 28.07.04, 21:27
                  Gość portalu: krish napisał(a):
                  > czy z radości i dumy oddać sie masturbacji
                  xxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxx
                  Wsadz se pracie w maszynke do mielenia miesa,zakrec korbka i bedziesz w siodmym
                  niebie.Orgazm na 115 %.Nawet taki sflaczaly,jakiego ty masz,maszynka "przetrawi"
                  • Gość: krish Re:jeszcze jedno... IP: 62.233.233.* 28.07.04, 21:33
                    na uzyskiwanie orgazmu mam inne metody
                    z Twojej nie skorzystam, choć wierze Ci że jest super
                    moj sflaczały jak dotąd mi wystarcza

                    choć nie przypominam sobie bys go ogladał

                    ps. zjadłeś coś wrednego?
                    • komandos57 Re:jeszcze jedno... 28.07.04, 23:55
                      Gość portalu: krish napisał(a):

                      >
                      > choć nie przypominam sobie bys go ogladał
                      >
                      > ps. zjadłeś coś wrednego?
                      xxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxx
                      podgladam,ale Twojego nie widac.Taki tyci,tyci.Zem jeszcze nie jadl.Po
                      przechalaniu w Polsce dochodze do siebie......Takie pozegnanie koledzy mi
                      zrobili.......!!!!!!!!!!!!!!!
                      • Gość: krish Re:jeszcze jedno... IP: 62.233.233.* 30.07.04, 00:07
                        > podgladam,ale Twojego nie widac.Taki tyci,tyci

                        coż
                        żeby nie wyzywać sie publicznie o długość naszych kutasów
                        proponuje uznać że podglądasz mnie z daleka...

                        nawiasem mówiąc
                        z całym szacunkiem
                        nie jesteś w składzie jury, na opinii którego o moim kutasie by mi zależało

                        krish the shorty
                        • komandos57 Re:jeszcze jedno... 30.07.04, 00:10
                          Gość portalu: krish napisał(a):

                          > > podgladam,ale Twojego nie widac.Taki tyci,tyci
                          >
                          > coż
                          > żeby nie wyzywać sie publicznie o długość naszych kutasów
                          > proponuje uznać że podglądasz mnie z daleka...
                          >
                          > nawiasem mówiąc
                          > z całym szacunkiem
                          > nie jesteś w składzie jury, na opinii którego o moim kutasie by mi zależało
                          >
                          > krish the shorty
                          xxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxx
                          Z szacunkiem
    • mskaiq Re: czy to dobry pomysł? 28.07.04, 16:37
      Zwroc uwage ze w Tobie jest wybor ktory musisz dokonac, z jednej strony jest
      zlosc, chec porachowania sie z Mezem, z Jego znajoma i zniszczenia tego
      malzenstwa bez wzgledu na koszty. Z drugiej strony masz milosc, czujesz ja, to
      uczucie sklania Cie do kompromisow, bierzesz wtedy pod uwage wszystko co wazne
      jest dla Ciebie tzn Dzieci i Meza.
      Nikt tej decyzji nie podejmnie za Ciebie, Ty ja musisz podjac.
      Jesli zdecydujesz sie nie niszczyc tego to pomysl jak ulozyc Swoje sprawy z
      Mezem tak aby nie ranily Ciebie. Ja mysle ze Ty nie wierzysz ze mozesz cos
      zmienic w domu. Jest inaczej mozesz zmienic wszystko, czasem wystepujesz w roli
      ofiary ktora akceptujesz i wtedy czujesz sie bardzo pokrzywdzona, kiedy to
      uczucie sie pojawia gotowa jestes wszystko zniszczyc. Nie pozwalaj temu uczuciu
      decydowac o Tobie, nawet nie wiesz jak bardzo Cie moze skrzywdzic.
      Serdeczne pozdrowienia.

    • lune zacznij wreszcie 28.07.04, 19:24
      zrob cos ze swoim zyciem ;
      jesli masz w sobie troche odwagi - zabierz "w dalsza droge"
      tylko te niemile posty ;
      te pelne wspolczucia i zrozumienia zostaw ;
      wez z soba przykre (byc moze dla ciebie), ostre slowa, przemysl je
      i do roboty ; szkoda zycia (twojego i nie tylko), naprawde

      lune

      • lune i jeszcze 28.07.04, 19:27
        napisalam to bo pytasz w tytule "czy to dobry pomysl" ;
        nie, to idiotyczny pomysl ; mam wrazenie ze zaczynasz mnozyc
        dziwne pomysly by uciec od powaznych decyzji ;
        badz silna Chryzokolo, im bardziej zwlekasz - tym bardziej grzezniesz ;

        lune
    • megxx rozumiem, że cierpisz 28.07.04, 19:41
      Rozumiem co czujesz, ale jeżeli mąż nie zechce być dalej z Tobą, to nawet
      czepianie się jego na siłę, nic nie zmieni.
      Po pierwsze jeżeli chcesz ratować małżeństwo, a raczej podjąć taką próbę, to
      zajmij się sobą. Spotkania z przyjaciółmi, wyjście z domu, czasem tylko zmiana
      fryzury, to proste sygnały, które dają do myślenia mężowi. Bo normalnie to on
      wie, że jesteś, że czekasz, skręcasz się z tęsknoty. On to podświadomie wyczuwa.
      A gdy już straci trochę tej pewności, to będziecie mogli rozmawiać na innej
      płaszczyźnie. A Ty nie będziesz taka spięta.
      Jeżeli chcesz wyrzucić z siebie co czujesz do owej "koleżanki", napisz list,
      możesz wylać co czujesz, a potem schowaj go w sobie znane miejsce i gdy będziesz
      mieć odruch walki z nią, bierzesz list i dopisujesz...
      To nie ona tylko odrywa męża od Ciebie, to on sam szuka wrażeń poza Tobą. Do
      niego też możesz tak pisać i wcale nie obchodź się z nim jak z jajkiem, szkoda
      życia.

      A wszyscy, którzy na forum mają Ci za złe, że roztrząsasz tu swoje problemy,
      niech dziękują, że sami nie mają kłopotów.
      • lune do megxx 28.07.04, 19:53
        megxx napisała:

        > A wszyscy, którzy na forum mają Ci za złe, że roztrząsasz tu swoje problemy,
        > niech dziękują, że sami nie mają kłopotów.


        Nie sadze by wiele osob mialo za zle Chryzokoli ze opisuje swoje problemy.
        Klopot w tym ze to juz chyba trzeci czy czwarty watek.
        Czy czytalas wypowiedzi w tym najdluzszym ?

        forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=210&w=13801735
        Ty pewnie tez nie chcialabys aby Chryzokola poprzestala na dyskusji na forum -
        ale zeby podjela decyzje co dalej zamierza zrobic ze swoim zyciem.

        Naprawde wierzysz w to ze ludzie ktorzy TU nie pisza o swoich klopotach -
        nie maja problemow ???

        lune
      • Gość: chryzokola Re: rozumiem, że cierpisz IP: *.internetdsl.tpnet.pl 28.07.04, 20:00
        wiem, ze Wszyscy macie racje i powinnam w diabły to wszystko rzucić, bo niszczy
        mnie to wszsytko fizycznie i psychicznie. Tylko wciąż sie boję, boje sie
        powiedziec to co mi chodzi po głowie:" Nie mam siły tego dalej ciągnąc, mam
        dość, nie mam ochoty czekać w nieskończonośc, aż usłyszę od ciebie Kocham Cie.
        Nie zgadzam sie na sprzedanie mieszkania. Jak chcesz byc ze mną zdecyduj
        wreszcie: znajomość z tamtą czy nasze małżeństwo. Jesli chcesz spotykać się z
        tamta, proszę wyprowadx się z naszego domu, bo oszusta w nim nie zniosę. Któraś
        z nas Musi zniknąć z Twojego życia. Nie chciałam tak stawiać sprawy, ale nie
        umiem tak żyć w zawieszeniu: Moze będziemy ze soba moze nie, może mnie
        pokochasz moze nie, nie bedziesz się z nią spotykał ani dzwonił, ale jak ona to
        owszem.NIE<NIE , NIE". Kurczę i tego boję sie powiedzieć, choć mam wielką
        ochotę.
        • megxx Re: rozumiem, że cierpisz 28.07.04, 20:39
          Zaprzeczasz sobie, chcesz podjąć próbę ratowania małżeństwa i jesteś zdolna
          wybaczyć i zamilknąć, czy nie?
          Jeżeli nie wiesz co zrobić, nie podjęłaś jeszcze decyzji to spróbuj odsnąć się
          od centrum nerwów, wyjedź na kilka dni, z oddali sprawy wyglądają inaczej. Zaraz
          powiesz mi, że nie zostawisz go samego w mieszkaniu, że....
          Jeżeli nie zrobisz pierwszego małego kroku do przodu, to nie dość, że
          ugrzęźniesz jeszcze bardziej, ale wprowadzisz swój organizm w bezpośrednie
          zagrożenie chorobą.

          Działaj albo się dostosuj!
    • ailija Re: czy to dobry pomysł? 28.07.04, 21:39
      Gość portalu: chryzokola napisał(a):

      > Właśnie widze, ze "koleżanka" mojego lubego na gg jest i aż mnie korci, zeby
      > jej nawtykać. Czy to dobry pomysł? I zastanawiałam się czy nie spotkać się z
      > jej mężem, zeby pogadac o naszych współmałżonkach, skoro oni mogą. A moze
      > dowiemy się czegoś ciekawego, bo cos mi się wydaje że "koleżanka" niecałą
      > prawdę o swoim małżeństwie mówi mojemu mężowi

      A ile Ty masz lat?
      16? 17? Zgadłam?
    • cossa Re: czy to dobry pomysł? 28.07.04, 22:08
      chryzokola! u Ciebie widze wszystko sie sypie w malzenstwie
      albo jakis super-wow-kryzys

      wez Ty se wage
      i na szali dobre
      na drugiej zle rzeczy
      rozwaz

      pomysl co mozesz zrobic
      uswiadom sobie czego nie mozesz zmienic
      i do dziela!

      zdaje sobie sprawe, ze latwo sie mowi
      ale ktos juz wczesniej zauwazyl
      ze to ktorys z rzedu watek na podobny temat
      wiec zamiast analizowac drobiazgi

      wyjdz z siebie
      stan obok
      najlepiej ulec gdzies wysoko
      i ogarnij wszystko co sie dzieje w Twoim malzenstwie
      z lotu ptaka

      szkoda czasu na drobiazgi..

      pozdrawiam serdecznie
      zyczac trzezwego spojrzenia :)
      cossa
    • Gość: glajda jest lepszy IP: *.wmc.net.pl 28.07.04, 23:48
      Chryzokolo, nikt nie wie jak się sprawy potoczą, być może Twój ślubny zrozumie,
      zmieni i doceni, a być może nie. Ty natomiast zajmij się czymś pożytecznym, a
      mianowicie gromadzeniem dowodów przeciwko Niemu na wypadek sprawy rozwodowej.
      Przeczytałam cały Twój poprzedni baaaaaaaardzo dłuuugi wątek. Wygląda na to, że
      sama totalnie sie podkładasz swemu Panu. Jeżeli jest rzeczywiście manipulowany
      przez "koleżankę", to przygotuj się na czarny scenariusz - rozwód z Twojej
      winy, wówczas alimenty dostaniesz tylko na dzieci. Szok? A tak, bo przeciwko
      mężowi nie masz nic konkretnego. On sam w Sądzie powie o Twojej irracjonalnej
      zazdrości i awanturach, piekle które stworzyłaś jemu i dzieciom. Jak jeszcze
      opowiesz o małżeństwie "z przymusu" i swoich wahaniach i wątpliwościach wtedy,
      to pięknie Sądowi dopełnisz obraz. W najlepszym razie będzie wina obopólna.
      Choć to trudne, Chryzokolo, to weź sie w garść. Jesteś matką, myśl o dzieciach.
      Zbieraj dowody /nagrywaj rozmowy, telefoniczne i z gg, nagraj jak Twój luby
      opowiada jak to do pięt nie dorastasz tamtej Pani/, i najważniejsze - nie
      słuchaj rad typu "flirtuj lub stwórz pozory flirtu". To samobój, bo wówczas
      będziesz uznana za osobę równie nielojalną jak Mąż.
      Moje rady są o tyle praktyczne, że nawet jak skrupulatnie zgromadzone przez
      Ciebie dowody nie będą musiały być użyte, to sama czynność gromadzenia ich
      pomoże Ci zapanować nad sobą i nie robić z siebie żałosnej, godnej kopnięcia
      baby, którą z całą pewnością nie jesteś.
      Pozdrawiam, A.
    • komandos57 Ale tu ...a na tym watku!!Posarac sie mozna. 28.07.04, 23:56
Inne wątki na temat:
Pełna wersja