kropidlo5
10.06.13, 13:25
Rozmawialem tutaj z Nanie i przypomnial mi sie pewien dylemat, moze ktos chce sie podzielic refleksja.
Jest teoria, ze wszelkie problemy mozna sprowadzic do rozbuchanego ego i wlasnych potrzeb, w tym krzywdy i urazy. Jesli ktos np mnie wyzywa a ja sie denerwuje- to jest to efekt mojej zbyt rozbuchanej potrzeby szacunku i uznania. Gdy ktos mnie oszuka i cierpie to mam zbyt wybujala potrzebe zaufania. Gdy mam kiepska prace i cierpie to jest to efekt mojego zbyt rozwinietego poczucia wyjatkowosci. Gdy stresuje sie brakiem pieniedzy to znaczy, ze mam zbyt wybujala potrzebe bezpieczdenstwa. Gdy zamartwiam sie ubogim zyciem erotycznym, to mam zbyt wybujale potrzeby seksualne. I tak dalej.
Pracujac nad soba czlowiek uczy sie znajdowania swoich wad, ktore sa powodem problemow.
I dalej- recepta na te cierpienia jest panowanie nad tymi swoimi wadami, czyli wybujalymi potrzebami i ego.
Z drugiej strony, inne teorie mowia o tym, ze zrodlem problemow jest zaprzeczanie wlasnym potrzebom, ignorowanie wlasnych uczuc, emocji, pragnien. Czyz juz nie pachnie sprzercznoscia? Dalej- czlowiek cierpi, poniewaz robi to co 'powinien' a nie to, co naprawde chce czy lubi robic. Wchodzi w relacje, pracuje, spedza czas wolny, ma taki a nie inny stosunek do pieniedzy czy wypoczynku- z zaprzeczeniu do samego siebie.
Tutaj element, taki 'buddyjski' laczacy te dwie kwestie jak klamra- ktory polega na odpowiedzi na pytanie- kim jestem? czego chce? co czuje? Czy jestem tym kim jestem, czy akceptuje to, kim jestem? I pojawia sie fundamentalne pytanie: czy moje potrzeby wymagaja poskromienia- czy odwrotnie, afirmacji? Ktore potrzeby sa autentyczne, a ktore maskuja inne potrzeby?
Np ktospisze tutaj, ze nalezy byc soba, wsluchac sie w siebie- a zarazem krytykuje uczucia leku, ktore kieruja czlowiekiem. To oddaje to zamieszanie, o ktorym mowie. Czy nalezy w ten lek wsluchac sie i uznac za swoj i wazny, czy odwrotnie- uznac, ze jest on obcy i trzebaby go zwalczac, ignorowac?
Mowia, ze nie ma zlych emocji, sa tylko przyjemne i nieprzyjemne- i wszystkie sa wazne, bo cos wskazuja. Zarazem chore emocje moga wskazywac zle. Czyli bycie 'soba' to wsluchanie sie w swoje istniejace emocje, ale zarazem zakwalifikowanie ich jako niewlasciwych i wymagajacych pracy. W kierunku jakiegos wzorca.
Pytanie- skad ten wzorzec wziac, jesli ma on byc zgodny z naszymi 'prawdziwymi' potrzebami- do ktorych przeciez nie mamy dostepu (bo maskuja go rozbuchane, zle emocje).