Overreacting

IP: *.wroclaw.cvx.ppp.tpnet.pl 03.08.04, 19:10
Mam pytanie do szanownych psychologów. Otóż mam taki problem, że czasami
reaguję nieadekwatnie do sytuacji. Już wyjaśniam o co chodzi. Przykładowa
sytuacja: będąc z moją dziewczyną (nie byliśmy w formalnym związku), po
dłuższym okresie bycia razem ona oświadcza mi, że chyba jest w ciąży.
Oczywiście - jest to zawsze mały szok, zwłaszcza, gdy człowieka spotyka coś
takiego po raz pierwszy. W dalszej rozmowie - a z jej reakcji wywnioskowałem,
że nie jest na to pod żadnym względem gotowa - delikatnie zasugerowałem, że
jest coś takiego jak środki wczesnoporonne. Akurat chyba nie takiej reakcji z
mojej strony oczekiwała, ale to nie ważne. Tak czy inaczej okazało się, że to
fałszywy alarm.
Ale do rzeczy: kiedy byłem na tzw. rekolekcjach przedmałżeńskich i pani
zaczęła mówić o aborcji - to spaliłem tzw. cegłę, bo odniosłem jej słowa do
swojej sytuacji. Generalnie nie czuję się zbyt swobodnie w grupie nieznanych
mi osób i stąd zapewne ta nadpobudliwość i skłonność do czerwienienia się,
ale sam się sobie dziwię, bo sytuacje, które na zdrowy rozum nie powinny
wprawiac mnie z zakłopotanie - czasem to powodują. Wydaje mi się, że nie jest
to kwestia wyrzutów sumienia, bo - jak już napisałem - sam się przed sobą z
tego rozgrzeszam i uważam, że nawet jesli popełniłem błąd to każdy ma prawo
to zrobić i nie ma sensu się z tego powodu jakoś "karać".
Problem dotyczy nielicznych innych przypadków z mojego życia, tzn. czasem jak
ktoś coś powie, co mi się skojarzy z czym takim wstydliwym to boję się, że
mogę się zaczerwienić sugerując innym, że mam coś na sumieniu (a nie mam bo
przecież np. nie przyczyniłem się do aborcji).
Trochę mnie to męczy, pewnie wielu z was stwierdzi, że to jest jakieś chore a
ja jestem jakiś nienormalny - ale ja też to postrzegam jako coś nienormalnego.
Możecie się w tej sprawie wypowiedzieć, może jakieś podobne doświadczenia?
Może da się coś z tym zronić? Proszę zwłaszcza o wypowiedzi osoby
kompetentne, ale oczywiście marusia_ogoniok też się może wypowiedzieć.. ;)
    • riebionek Re: Overreacting 03.08.04, 19:18
      Lotnik ćwiczy miesiącami na swoich przyrządach a Ty ćwicz na wykrywaczu
      kłamstw. Po kilku miesiącach nie będą Ci się pociły ręce, czerwieniła twarz,
      waliło serducho i przyspieszał oddech. Organizmu mozna tego nauczyć. A na
      magnetofon nagraj powtarzające się wciąż: "przyczyniłeś się do aborcji" i
      słuchaj tego w czasie ćwiczeń. Efekt murowany:-)
      • Gość: Męczennik sumienia Re: Overreacting IP: *.wroclaw.cvx.ppp.tpnet.pl 03.08.04, 23:14
        Ciekawa wypowiedź ;)
        Interesuje mnie generalnie "co na to lekarze"?
        Skąd się bierze taki sposób reagowania, czemu ma "służyć" ten mechanizm
        psychologiczny (co "tłumaczy"). Skąd ten dysonans pomiędzy tym co na ten temat
        obecnie myślę a jakichś (wtłoczonych za młodu przez społeczeństwo?) norm, skąd
        te "wyrzuty sumienia", czy te stany zakłopotania to jest jakaś nieuświadomiona
        forma "robienia sobie krzywdy" czy jedynie wyraz nadwrażliwości?
        Czy istnieje jakiś rodzaj katharsis (sam nie wiem, może kop w dupę z
        zaskoczenia? ;)
        Czy ta moja wypowiedź na tym forum i Wasze odpowiedzi będą jakąś formą
        oczyszczenia?
        Dodam, że to nie zdarza się często, ale czasem się zdarza.
        Jakieś pomysły? Moni?
    • Gość: Imagine Re: Overreacting IP: *.adsl.navix.net 03.08.04, 23:27
      kolego, poprzednie zycia daja o sobie znac ... w tym zyciu nie znajdziesz
      zadnej referencji do swych wstydliwych momentow ...
    • Gość: Moni Re: Overreacting IP: *.telprojekt.pl 03.08.04, 23:54
      To co myślisz, a to co czujesz to dwie odmienne sprawy. Rozgrzeszsz siebie w
      sferze intelektualnej. Organizm reaguje objawami, bo emocje zostają zachamowane
      ( nieuświadomione i nie dopuszczone). Nic nadzwyczjnego, a na pewno
      nie "nienormalnego". Wielu ludzi tak ma - jedni się czerwienią, inni jąkają lub
      mają jazdę po żołądku.

      Dotyczy to niewielu sytacji z Twojego życia, więc możesz to pominąć. Jeśli
      jednak to Ci dokucza, a tak może być skoro o tym piszesz, możesz spróbować
      sobie pozwolić na knfrontację z uczuciami dotyczącymi tych trudnych tematów.

      Żyjemy w czasch rozumu. Trafiją do Ciebie argumenty, że aborcja to nic takiego.
      Faktem jednak jest, że ogrom kobiet, które uwierzyły w taką wersję nie może
      sobie poradzić potem z poczuciem winy i objawami chorobowymi. I nie są to
      historie wynikające z nakazów koścoła czy przekonań moralnych. Często stoją
      właśnie w sprzeczności z poglądami. Warto jednak posłuchać serca. Każde życie
      bowiem zasługuje na uznanie. I zrozum mnie dobrze - nie jestem przeciwniczką
      aborcji - po prostu wiem jakie skutki emocjonalne wywołuje u osób, które nie są
      totalnie znieczulone. Taka "akcja" obciąża nawet żyjące rodzeństwo usuniętego
      dziecka, choćby nieświadome faktu, ale to już inna historia.

      • Gość: Męczennik sumienia Re: Overreacting IP: *.wroclaw.cvx.ppp.tpnet.pl 04.08.04, 22:24
        Byc może nie ma sensu ciągnąć tego wątku, ale jeszcze jedna uwaga.
        Oczywiście trafia do mnie Twoja argumentacja, ale tak naprawdę, nawet jeśli
        stwierdzimy, że aborcja (albo nawet pigułka wczesnoporonna) to Wielkie Zło to
        przecież tak czy inaczej do niczego w końcu nie doszło i byc może nawet by nie
        doszło do tego, gdyby się okazało, że dziewczyna jest jednak w ciąży - bo
        przecież od myśli do uczynku (zwłaszcza wątpliwego moralnie) jeszcze zwykle
        jest daleka droga.
        Tak więc jeśli nie mogę się rozgrzeszyć ("w sferze intelektualnej") z aborcji
        to z myśli o niej chyba już mogę? W końcu była to tylko reakcja emocjonalna na
        zaistniałą sytuację. Czyż wyrzuty sumienia nie są warte "lepszej sprawy"?
        Nie wiem skąd się u mnie biorą te stany, z pewnością da sie to jakoś wyjaśnić...
        Jeszcze jedno pytanie: co rozumiesz konkretnie przez "konfrontację z tymi
        uczuciami"?

        PS.
        Co do księży, kościoła i całej tej duchowości, to pewnie się wielu forumowiczom
        narażę, ale śmiem twierdzić że to nic więcej niż czysta psychologia. Ksiądz być
        może by mi pomógł, ale nie dlatego, że jest pomazańcem Boga i że ma wodę
        święconą i nie dlatego, że potrafi zamienić wino w krew itp. (bez urazy) tylko
        dlatego, że taka spowiedź byłaby li tylko zrzuceniem jakiegoś tam ciężaru
        (który notabene powstał u tego samego źródła - poprzez wtłaczane do głowy
        nakazy, zakazy i dogmaty). Już Freud o tym pisał - że nie żaden boski
        pierwiastek odpowiada za decycję o tym co dobre a co złe, tylko to co młody
        człowiek nauczył się od społeczości w której żyje.
        • Gość: Moni Re: Overreacting IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 05.08.04, 11:03
          Oczywiście mozna odłożyć sprawę jako nie byłą. To prawda - nic się nie stało. A
          jednak masz uczucia! To one są drogą. Może po prostu pozwól sobie na nie? Nie
          analizuj, nie próbuj zrozumieć. Mogło tak być, że realna sytuacja życiowa
          obudziła w Tobie jakieś ważne zepchnięte do podświadomości sprawy. Najtrudniej
          jest, gdy są to tematy, które dotyczą naszej przeszłości, i to z okresu
          nieświadomego. Mogła to np. być jakś aborcja w Twojej rodzinie (może miałbyś
          nieznane rodzeństwo - to oczywiście tylko hipoteza). To niewierygodne, ale
          takie zdarzenia mają wielki wplyw na psychikę. Można próbować zrozumieć i
          sprawdzać, ale tak naprawdę wszystko rozgrywa się w sferze uczuć - brak
          poczucia bezpieczeństwa, oskarżenie matki, żal, samotność. I nie dzieje się to
          broń Boże dlatego, że zaistniało Wielkie Zło. Przyczyną są uczucia winy u
          matki, wewnętrzny rozkład małżeństwa rodziców i zagrożenie własnego życia -
          skoro tamto życie nie mogło istnieć, to może i ja też zostanę usuniety?
          To wszystko moje gdybania, ale pytasz o konfrontację z uczuciami, więc zapodaję
          możliwy temat. Bądź uważny na emocje, które Ci sie pojawiają - jeśli zechcesz
          napisz jeszcze o nich. Oczywiście przyczyna może leżeć zupełnie gdzie indziej,
          ale Twoje uczucia mówią, że coś jest na rzeczy.

          Co do religijnych uwarunkowań, to się nie chcę wypowiadać. To bardzo rozległy
          temat. W każdym razie rozróżniam moralność i nakazy religijene oraz
          interpretacje kościelne od głębokiego wyzwolenia i odkrycia Miłości (patrz
          wątek o zniewoleniu strachem). Miłość jest bazą, a Freud coś tam burzył i
          szukał, ale też sedna nie odnalazł i nie jest dla mnie autorytetem. W kazdym
          razie to już inny temat.
          • Gość: Męczennik sumienia Re: Overreacting IP: *.prokom.pl 05.08.04, 13:55
            Hmm, nie spodziewałem się aż tak daleko idącej interpretacji. Nie znam się na
            psychologii - byc może jest jak mówisz, ale mam wrażenie, że jednak nie w moim
            przypadku (choć nigdy nic nie wiadomo). Trochę zeszliśmy z tematu. Wydaje mi
            się że głównym problemem nie jest problem aborcji jako takiej ale problem
            pojawiającego się (też w innych przypadkach) przesadnego poczucia winy.

            Widzę, że trochę zamąciłem moimi wypowiedziami, zwłaszcza na temat Kościoła.
            Ale tak sobie myślę, ze właśnie ta presja ze strony kościoła i mój konflikt
            wewnętrzny był przyczyną wielu emocji. Zawsze byłem bardzo wrażliwym dzieckiem,
            łatwo można mnie było wpędzić w wyrzuty sumienia, często robili to księża (być
            może "niechcący"). Dojrzewając musiałem pogodzić moją emocjonalność (i to
            otwarcie na religię, na Boga itp.) z wewnętrznymi rozterkami. Z jednej strony
            chciałem a z drugiej strony nie mogłem pewnych rzeczy zaakceptować. A kościół
            działa na zasadzie wszystko albo nic. Stąd ta moja niechęć do religii, wolałem
            się skupić na sednie i na poszukiwaniu ścieżki niż na dogmatach tej czy innej
            religii. Myślę, że jako dziecko bardzo przeżywałem te wewnętrzne rozterki.
            Pewnie gdybym się ich pozbył i zaakceptował "dla świętego spokoju" pewne
            rzeczy, przestałbym sie tym przejmować, to życie stałoby się prostsze. Ale wolę
            najwidoczniej być uczciwy wobec siebie niż robić to, czego oczekują inni (choć
            z tym ślubem to faktycznie można się czepiać)...
            Pozdrawiam.
    • procesor Re: Overreacting 03.08.04, 23:59
      "Myślą , mowa uczynkiem i zaniedbaniem"

      Znasz to?

      Wpojono ci kiedys pewne zasady. Dorosłeś, rozum popracował, doszedłeś do
      stworzenia swoich włąsnych norm. No i rozjazd!

      Jak dziewczyna w ciązy - to pozbyć sie "problemu". Ale jak ślub to na nauki
      przedmałżeńskie.
      Sam sie rozgrzeszyłeś? Księdzem z tego co piszesz nie jestes, hehe, więc nic z
      tego. Spróbuj na spowiedzi to powiedzieć. I zobacz jak ci potem z tym będzie.
      Tak to jest jak system wartości niespójny. Sumienie gryzie?? Sprawdź czy ma
      aktualna książeczkę szczepień.

      PS Z przedmałżeńskiego seksu tez sie sam rozgrzeszasz?? ;P
      • Gość: Męczennik sumienia Re: Overreacting IP: *.prokom.pl 04.08.04, 11:44

        Nie sądzę, że chodzi o "niespójny" system wartości. To co myślę na temat
        Kościoła to jest zupełnie inna sprawa, moja sprawa. Nie chodze do spowiedzi,
        nie mam obowiązku akceptować wszelkich dogmatów i przepisów kościoła, nawet
        jeśli chcę mieć ślub kościelny. Mogę chcieć slubować Bogu, a nie muszę zgadzać
        się z takim czy innym kościołem. Mogę chcieć mieć ślub kościelny bo tego
        oczekuje społęczeństwo a stawanie okoniem niczego dobrego nie wniesie. A nauki
        przedmałżeńskie są wymuszone.
        Seks przedmałżeński rozgrzeszam, choć księdzem nie jestem. Zresztą również
        ksiądz sam siebie nie rozgrzesza. A kwestia ciąży to problem wspólny - kobiety
        i mężczyzny - nie zamierzałem się specjalnie uchylać czy wymigiwać, chciałem
        podjąc najlepszą decyzje (i zgodną z decyzją mojej partnerki). I proszę
        darujcie sobie prawienie morałów ;)
        Po zastanowieniu dochodzę do wniosku, że problem być może polega na
        rozbieżności pomiędzy tym co JA sądzę i uważam i tym co INNI sądzą i uważają,
        oraz na mojej przesadnej reakcji na to jak ocenia mnie społeczeństwo, mojej
        potrzeby akceptacji (były okresy w moim zyciu, że tego mi brakowało).

        Dzięki za wypowiedzi i pozdrawiam.
        • procesor Re: Overreacting 04.08.04, 23:13
          Bez urazy. :)

          Wiesz, nie rozumiem cię.
          Po co uprawiac taka dulszczyznę?

          Z kościołem sie nie chcesz zgadzac (nie wnikam z którym, wsio rawno) - a ślub
          chcesz kościelny.
          Człowieku, do spowiedzi- nie, dogmaty- nie, przepisy - nie, czemu więc ta
          szopka z kościelnym slubem , z naukami?? Weź ty sobie cywilny..
          Bo zastanów sie - zamierzasz ślubować i przysięgać owszem przed Bogiem - ale
          tam pare rzeczy jednak dotyczy praktyk religijnych. Np. przyjąc i po katolicku
          wychować potomstwo (zakładam że ślub w KK bierzesz, nie wiem jak to jest
          protestanckich czy prawosławnych). Nie mówiąc o przeslubnej spowiedzi.

          Napisałeś:
          > Po zastanowieniu dochodzę do wniosku, że problem być może polega na
          > rozbieżności pomiędzy tym co JA sądzę i uważam i tym co INNI sądzą i uważają,
          > oraz na mojej przesadnej reakcji na to jak ocenia mnie społeczeństwo, mojej
          > potrzeby akceptacji (były okresy w moim zyciu, że tego mi brakowało).

          Ooooooooooooooo!!!!!!!!!!!!!!!!!!
          No właśnie. Twój organizm reaguje uczciwiej niż twój umysł.. :P
          BOISZ SIĘ.
          Boisz się wziąć odpowiedzialność za swoje przekonania. W tym przypadku
          religijne. Wierzysz w Boga (????) ale odrzucasz sformalizowana religie. Masz do
          tego święte prawo!! Tylko przestań na pokaz dla innych bawic sie w
          przedstawienia. Tak by było chyba uczciwiej??
          • Gość: Męczennik sumienia Re: Overreacting IP: *.prokom.pl 05.08.04, 13:24
            Dobrze, no ale czemu tak nerwowo? Miało być bez urazy. Nie zamierzam nikogo
            obrażać, każdy ma swoje przekonania - również Ty - i ma do tego prawo. Dlaczego
            nie dajesz mi prawa do moich przekonań? Załóżmy że moje przekonania sprowadzają
            się jedynie do określenia co można a co nie, tzn. jak należy w życiu
            postepować. Załóżmy że z KK moje poglądy zgadzają się w 80%. Załóżmy się, że
            kilku dogmatów (niepodważalnych) nie akceptuję, i nie chodzi mi w tym przypadku
            o aborcję. Dla kościoła jestem poza nawiasem. Mam się z tego spowiadać będąc
            świadomym, że nie żałuję (choćby ten seks przedmałżeński czy stosowanie
            antykoncepcji). Nie wiążę wiary w Boga czy przekonań moralnych z obrzędami
            konkretnego kościoła. Skoro inni tego potrzebują, to akceptują (wraz z
            oczywistymi absurdami) to ok. To chyba uczciwsze jest nie spowiadać się niż się
            spowiadać nieuczciwie, nie uważasz?
            O co Ci chodzi z tym slubem kościelnym? Sugerujesz, że nie powinienem go brać,
            że nie mam do tego prawa? Że skoro dla wszystkich naokoło ślub kościelny ma
            wymiar pewnej deklaracji w kwestii Boga (i niech już tak będzie) to dlaczego
            mam upierać się, że nie chcę tego ślubu. Ja osobiście ślub biorę przede
            wszystkim przed sobą samym i ksiądz mi do tego nie jest potrzebny. ślub to
            ślub. jeśli ktoś uważa że ślub cywilny to "tylko rejestracja" a kościelny to
            ten "prawdziwy" to dla mnie to jest dulszczyzna. Ślub to pewna deklaracja, a
            woda święcona nie ma tu nic do rzeczy.

            Pewnie Cię nie przekonałem, ale to nic, Pozdrawiam.
            • procesor Re: Overreacting 05.08.04, 23:48
              Po to napisałam "bez urazy" żebyś mi nie przypisywał oburzenia czy onbrażania
              sie. :)

              Bo ani mnie nie oburza twoja dwoistośc ani mnie nie obraża twoje podejście do
              spraw wiary..

              Dziwię sie. Zawsze sie dziwię ludziom którzy tak robią jak ty i nie widza w tym
              fałszu. Gdybym ja nie wierzyła, nie uznawała KK - to bym sobei nie zawracała
              głowy chodzeniem do kościoła , spowiedzią, naukami przedmałżeńskimi i
              koscielnym ślubem. Dziwię ci sie, ot tak po prostu. Bez oburzenia. :) Za
              leniwa jestem żebym tak sie poswięcała wbrew przekonaniom.

              Dlatego rozumiem ludzi którzy chca oficjalnie sie wypisać z KK. Na
              forum "religie" dyskutowalismy na ten temat. Szanuję ludzi którzy w jakis
              sposób chca być całkowicie w zgodzie ze swoimi przekonaniami. Nie udają dla
              swiętego spokoju.

              Dla mnie twoje postepowanie to dopiero dulszczyzna - co innego myślisz co
              innego robisz..

              Ale nie w tym rzecz, widze że ktoś już ci podrzucił dobry link z tym
              czerwienieniem.
              Więc sprawy nie ma. :))

              Czym sie.
              • Gość: Męczennik sumienia Re: Overreacting IP: *.wroclaw.cvx.ppp.tpnet.pl 06.08.04, 21:11
                Cóż, mnie natomiast niepokoi Twoja łatwość w ferowaniu wyroków na temat innych.
                Dziwisz się, nie rozumiesz... Może za mało w Tobie empatii, może nie chcesz
                zrozumieć, może po prostu masz to gdzieś. Może Twój świat jest prosty,
                nieskomplikowany. Może nieco wyidelizowany. Czujesz się w nim bezpiecznie, może
                nie spotkało Cię w życiu nic, co by zburzyło to słodkie, bazujące na
                pozytywnych emocjach (które nazywasz duchowością) wyobrażenie o świecie. Każdy
                człowiek tworzy swoją iluzję tego świata i nikt chętnie jej nie zmienia, bo to
                boli. "Nazywaj rzeczy po imieniu a zmienią się w oka mgnieniu" - znasz to?
                Co do mojej sytuacji to sprawa mojego ślubu to już historia - działo się to
                kilka ładnych lat temu, od tego czasu dużo się zmieniło w moim życiu, rozumiem
                więc że moje obecne poglądy, które się mocno przez ten czas zmieniły - mogą Cię
                razić.

                Spróbuję jeszcze raz uzmysłowić Ci, że to nie jest tak, że ja "nie dostrzegam
                fałszu" w swoim zachowaniu. Gorzej - to dla mnie ogromna wewnętrzna rozterka,
                to dramat, który jak widac doprowadzić może nawet do zaburzeń w postaci fobii
                społecznej. Twoje poglądy "szczęśliwie" zbiegają się z doktryną Kościoła - nie
                masz więc żadnego problemu. Ani z ludźmi pośród których żyjesz (i którzy
                oczekują od Ciebie takiej właśnie postawy), ani z dziećmi, które naturalnie
                idziesz ochrzcić. A ktoś taki jak ja? Co on ma zrobić? Mam się stawiać swoim
                rodzicom, rodzicom mojej kobiety, mam swoje dzieci (którch nie mam i mieć
                pewnie nie będę, choć chciałem je mieć) skazywać na to, żeby były wytykane
                palcami (mówimy o małomiasteczkowym środowisku) czy może jednak je ochrzcić?
                Wiem, że dla wielu ludzi sprawy Boga, Absolutu i sprzekonań moralnych nie
                obchodzą a mimo to są w tej społeczności Kościoła. Moja duża wrażliwość,
                skrupuły, chęć bycia w porządku wobec siebie, ale też liczenie się z innymi
                oraz - niestety - ogromna potrzeba akceptacji - powodują dramat. Dla Ciebie
                sprawa jest prosta - to dulszczyzna.
                Ale masz rację. Trzeba mieć odwagę by bronić swoich poglądów. Nawet za cenę
                odrzucenia...
                • procesor Re: Overreacting 06.08.04, 23:30
                  Widze że chcesz drązyć temat. Tylko czy jest sens?

                  Z określeniem dulszczyzna - ty wyjechałes. Ja ci tylko odpisałam że ja inaczej
                  rozumiem dulszczyznę.

                  Zauważ ż eja nie feruje wyroków - natomiast ty już mi pare rzczey przypisałes.
                  Nie dziw sie - nie znam cię, czytam tylko co pieszesz i z tych strzępów
                  informacji taki powstaje mi obraz twoich przekonań. Po to pisze "bez urazy" byś
                  nei zakłądał przy czytaniu tego co pisze agresji czy napastliwości. Co jak
                  widać i tak nie skutkuje.
                  Czemu dziwi cię :) że mnie dziwi twoje rozjechanie?? Ja nie grzmie na ciebie,
                  nie potępiam w czambuł, ja - tylko się zwyczajnie po ludzku dziwię. Nie tylko
                  tobie. To bardzo powszechna posatwa. Jesli cię to pocieszy to dziwę sie również
                  zajadłym zwolennikom Radia Maryja i entuzjastwom księdza Jankowskiego..
                  Ja w ogóle lubie sie dziwić. :)

                  Zacznij zakłądac że w moim tonie brzmi życzliwośc dla ciebie. Bo tak jest. Może
                  to pozwoli ci czytac inaczej, prawdziwiej to co pisze.

                  A co do mojego świata - dokłądnie odwrotnie do twojej wizji. Mój świat jest tak
                  pełen wzajemnych powiązań i skomplikowany ż enie chce wprowadzać komplikacji
                  tak gdzie można tego uniknąć. :) Pozytywne emocje, słodkie wyobrażenie o
                  świecie, ech, chłopie - a nie przyszło ci do głowy że dostałam od życia tak po
                  du**e że właśnie znam jedna i druga stronę?? Wiem jak dobry i jak zły bywa?
                  Myślisz że optymisci i zyczliwi to tylko ci co samego dobrego zaznaja w życiu?
                  To sie mylisz. Często wprost przeciwnie, sa to osoby które znaja wartośc kazdej
                  dobrej chwili - bo zaznali wielu złych.

                  Ty nie szukasz a przynajmniej nie piszesz nic o poszukiwaniu pogodzenia tego co
                  w tobie rozbieżne. Nie iwem jak w innych dziedzinach ale w kwestii wiary - nie
                  ty jeden masz taka schize. O, mam, wielu takich , mnóstwo. I wielu z nich
                  szuka. Szuka właśnie tego pogodzenia - te dzieci, chrzest, wytykanie - to
                  wymówka. Kiedyś okazywanie wiary wymagało odwagi - teraz bywa odwrotnie.

                  Piszesz o dramacie , o wrazliwosci, o potrzebie akceptacji. Wierze ci. Al eczy
                  kiedykolwiek szukałę? Czy uczciwie rozmawiałes o twoich rozterkach? Wrocław to
                  duże miasto, księzy co w nim dostatek chyba? Jeśłi naprawde to dla ciebie jest
                  ważne - czemu nie spróbowac? Chocby nawet efektem miało byc utwierdzenie w
                  odrzucenieu praw koscioła - chyb awarto o takich rozterkach porozmawiać z
                  kompetentna osoba? Byle nie z pierwszym lepszem księdzem bo rónie mozna trafić.


                  I jeszcze jedno - gdybys napisał uzasadniając sprawe ślubu nie jakims tam
                  wyimagonowanym "bo ludzie by gadali" ale tym ż etwojej narzeczonej na tym
                  zależało, że dla niej to nie tylko formalność - o, to juz mocny argument. To co
                  innego niz takie "a bo to tak tylko dla swiętego spokoju".

                  Ty chyba w ogóle masz skłonność do przejaskrawionych reakcji?? Jestes
                  cholerykiem? (Tylko znowu nie odbierz tego jako atak, litości, zwykłą ludzka
                  ciekawość!!)

                  -
                  procesor_ka
                • procesor PS 06.08.04, 23:47
                  Zerknij tu jak będziesz miał czas i ochote:

                  forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=10607&w=14704097&v=2&s=0
                  Przypadek że akurat dzis taki watek zaistniał. Może cos dla siebie znajdziesz
                  interesującego. Wczytaj sie.
    • procesor PS 04.08.04, 00:01
      Z tą aborcja to tylko przykład. Podejrzewam że masz tak zawsze w przypadku
      rozbiezności między sercem a rozumeme. :)

      I niech nikt nie krzyczy o starych ciotkach bo każdy odpowiada za swoej czyny -
      ja w niego kamieniami nie rzucam.. :))
    • vielonick Re: Overreacting 04.08.04, 01:35
      to jest temat dla ziemiomorze ale i ja sprobuje ;)

      im bardziej chcesz cos ukryc, zmiesc pod dywan - to wyjdzie
      gdybys sie rzeczywiscie sam rozgrzeszyl - nie byloby takich reakcji
      postepujesz tak naprawde wbrew sobie, wbrew 'wewnetrznym przepisom' i to wylazi
      potem na twarzy

      Ty tylko sobie mowisz, ze aborcja (to tylko przyklad) to nic
      ale w to nie wierzysz
      nie wyplywa to z Twego wewnetrznego przekonania
      i stad reakcje fizyczne na problem psychiki

    • arita Re: Overreacting 05.08.04, 14:29
      Moim zdaniem może chodzić w Twoim przypadku o erytrofobię - czyli lęk przed
      czerwienieniem się. Nieważny jest temat, po prostu jak pomyslisz w danej
      chwili, że temat jest ogólnie wstydliwy i mógłbyś się zaczerwienić, to
      mimowolnie się czerwienisz.
      Erytrofobia (ang. erythrophobia) - Lęk przed czerwienieniem się w sytuacjach
      interpersonalnych. Jest to zawężenie lęku występującego w SAD - objawiające się
      ciągłą kontrolą chorego, by nie znaleźć się w sytuacji, która szczególnie
      powoduje silny lęk i czerwienienie się twarzy. Osoba taka unika zatem
      przebywania w miejscach publicznych, gdzie spodziewa się możliwości wystąpienia
      objawu zaczerwienienia - np. szkoła, restauracja, spotkanie towarzyskie itp.

      Definicja pochodzi ze strony: www.erytrofobia.republika.pl/
      • Gość: Męczennik sumienia Re: Overreacting IP: *.wroclaw.cvx.ppp.tpnet.pl 05.08.04, 18:43
        Bardzo ciekawy link, poczytałem trochę. Widzę dużo punktów wspólnych z moją
        sytuacją, rzeczywiście to jest chyba odpowiedź na moje pytanie.
        Bardzo dziękuję i pozdrawiam.
    • ouk Re: Overreacting 05.08.04, 23:57
      Znaczy się masz problem bo sie czerwienisz przy byle okazji jak dziewczę
      przyłapane na zabawianiu sie wibratorem ??
      No brachu to masz rzeczywiscie zajebisty problem. Najgorsze jest to że nie wiem
      co zrobić, żeby przestać być takim świetojebliwym. Spróbuj może tą czerwoną
      mordkę obwiazywać szmatami !? Albo też kup sobie jakiś gustowny kapelusik z
      gestą woalką. Albo zacznij chlać i nikogo wtedy te pasy nie zdziwą.
      Trzym siem cieplusio w kazdym razie i łep do góry.
Pełna wersja