z serii: matki i jak się uwolnić

27.08.13, 11:14
opisywałam tu swego czasu historyjke z matką. W ub. roku dała nam czadu przed ślubem, potem terroryzowała chorobą (wyzdrowiała już). Typowałam wcześniej, że się na nas uweźmie jak tylko tato umrze. Ech, żeby tak móc przewidzieć z takim prawdopodobieństwem totka. Ostatnio, jakieś 2 miesiące było poprawnie, matka z nudów w domu dostaje kota. Miasto wojewódzkie, a ona nie wie, co ze sobą na emeryturze zrobić. Przyszła raz do nas posprzątać...pod naszą nieobecność. Było to nawet zabawne, choć mnie już skóra swędziała. Nie raz proponowałam jej a to wycieczkę, a to kino, teatr, ksiązkę, NEGOWAŁA WSZYSTKO!! Ona lubi sprzątać. Nic więcej. Niiiic. Podziękowaliśmy i poprosiliśmy, by przychodziła jako gość a nie jako sprzątaczka. Jak było do przewidzenia, prośby miała w nosie. Codziennie posprzątane, "brudne gacie" wyciągnięte z pralki i zataszczone do niej. Ona pierze ręcznie, wszystko. I prasuje. Więc mieliśmy kilka razy folklor wyprasowanych skarpetek. nie zdzierżyłam, gdy sprała kilka rzeczy, w tym ulubioną koszulkę męża. Bo ona nie pierze w wodzie z dodatkiem płynu, ale w roztworze proszku z wodą. Rzeczy cuchną detergentami. Raz wymieniła nitkę ozdobną w koszuli męża. Dzwoni do mnie "a co ty nie masz czasu guzikow w bialej koszuli białą nitką przyszyć, tylko szyjesz czerwoną"? Wywalam gały, drapię się w głowę o co jej chodzi. Wisi koszula. Ja myślałam, że męża, mąż, że moja, bo żadne z nas nie poznało swego dobytku ;) Rozmawiam z nią, by już tego nie robiła, po czym kolejnego dnia zbiera z kosza na bieliznę gacie i niesie do domu. Robi pretekst by przychodzić juz...codziennie. Raz przyszłam z pracy wczesniej, czekałam na ważne popołudniowe spotkanie i chciałam się odświeżyć - polozyłam sie. Szur-szur w drzwiach mamuncia. Poprosiłam, by wyszła. Kiedyś mąż się rozchorował, leży a ta przyłazi. I jak go widzi to od razu wychodzi (bo ubzdurała sobie go nie lubić. A z resztą wolno jej - ale niech nie przychodzi tam, gdzie kogos nie lubi!). Ponawiam prośby o rzadsze wizyty. Zlewka. Miarka przebrała się w ub. tygodniu. Mąż wrócił po tygodniu pracy w delegacji zrąbany jak koń po westernie, śpi. Przezornie zostawił klucz przekręcony w zamku. Ta się dobija. Nie dzwoni, dobija się. Uwiesiła się na dzwonku, potem waliła w drzwi, potem zjechała na parter i jeszcze uwiesiła się na domofonie. Mąż dzwoni do mnie do pracy czy ma ją wpuścić, cholera już nas bierze. Mówię, że absolutrnie nie. Skoro tak się dobija to wie, że ktoś jest w domu, naprawdę nie dociera, że się nie chce wpuszczać niezapowiedzianych gosci?? Z resztą samochód stał na parkingu, na pewno zanotowała. Po południu spotykamy się na mieście, wracamy do domu, a tam kto?? Mamusia!! Patrze na nią, zbaraniałam, a ta wychodzi. Idiotyczna sytuacja. Pytam, czy to ona tak dzwoniła. A ta z głupim uśmiechem "och twój M. spał tak, że z armaty by go nie obudzono!" i wtedy M powiedział jej, że nie chciał otwierać bo by już puścił wiąchę. cyt: "gdyby to był jakiś dostawca pizzy albo roznosiciel ulotek to bym wziął za wsiarz". Jak można tak się komuś naprzykrzać? Poszła.

Minął tydzień, ja do niej dzwonię. Pytam, co u niej. Ona "nic". Ciągnę za język, opowiada jakieś bzdury o sąsiadkach. Pytam, czy się nie obraziła. Mówi, że nie...ale "takie lumpiarskie wyzwiska to M mógł sobie dla swojej matki zachować". Nie wyzwał jej, powiedział dobitnie jak odbiera się takie dobijanie do drzwi. Rozmowy z nią to jak rozmowy z poseł Pawłowicz. Czepi się przecinka i go przeinaczy. Mowie, że juz sie ojcu nie dziwie, ze szlag go trafial w rozmowach z nią (prawie 40 lat mi nadawała na ojca, jaki niedobry, przejrzałam na oczy przy jego śmierci). Ona mi na to "a ile ty rozmaawiałas z tatusiem?" (gdy żył, mówiła na niego po nazwisku, nigdy per tatuś). Oferowałam jej rozrywki, wszystkie odrzucała, ale pasowały jej codzienne wizyty u nas pod naszą nieobecność.

Mówię jej, że sama nie jest znana z zachowań godnych Wersalu. Nie raz przy nas bluzgała coś opowiadając. Wyliczyła, że skoro M spał kilka godzin po przyjeździe to się wyspał i mógł ją wpuścić! Uszom nie wierzę. Wylicza obcemu w sumie człowiekowi, co i kiedy ma robić? Od słowa do słowa oczywiście ja jestem tradycyjnie złą córką i "kiedyś będę żałowała" wyjścia za mąż. Mówie, że nie chce jej rad, że swoje życie wystarczająco spaprała, by nie mieć moralnego prawa rad udzielać i naprzykrzać się komukolwiek. Zabroniłam jej w ogóle przyłazić. Nie zrobiłabym tego, czułabym się źle, zrobiłam to, też tak się czuję. Ta baba robi wszystko by wywoływać w ludziach poczucie winy. Chcę trzymać ją na odległość, ona potrzebuje gnębić ofiarę. Czy dobrze robię?
    • airis1983 Re: z serii: matki i jak się uwolnić 27.08.13, 13:16
      Nie zazdroszczę... straszne jest to, co piszesz.

      Nie jestem pewna ile czasu to trwa,ale czym prędzej bym się odseparowała - przynajmniej na jakiś czas. W przeciwnym razie będziesz z mężem w ciągłych nerwach i nie dojdziecie do żadnego kompromisu. Wiem z doświadczenia, że brak zajęcia jest jednym z katalizatorów wszelkich kłótni. Moja teściowa kiedyś też interesowała się wszystkim co się tyczyło naszego życia, ale na pewno nie w takim stopniu, jak u Ciebie. Wszystko jednak skończyło się w momencie, kiedy poznała faceta i teraz cały Boży świat dla niej nie istnieje :)

      Bez postawienia granicy ciężko będzie o jakąkolwiek poprawę, nawet jeśli miałaby się obrazić - trudno. W Waszym ognisku domowym to Wy jesteście Szefami i nikt nie ma prawa się wtrącać, a na pewno nie w takim stopniu, jaki opisujesz.
      • noniewierze Re: z serii: matki i jak się uwolnić 27.08.13, 14:09
        zwyzywała mi męża dzień przed ślubem, potem dzwoniła z przeprosinami...tzn bala sie odrzucenia, jego NIE PRZEPROSILA NIGDY. Gdy byla w szpitalu tyrała mnie w sposob niepojety, np dziś każe wziac od siebie klucze i dokumenty bo w szpitalu ukradna , a kolejnego dnia wyzywa by natychmiast jej te rzeczy przywiezc bo ją to ubezwłasnowalnia (a lezy pod kroplowkami). Szlag mnie trafia, z pracy sie nie moge zwolnic i tez nie chce. Jestem u niej w szpitalu codziennie, opieprza mnie tam tak, ze az inni pacjenci zwracaja jej uwage. W koncu w dzien nie odbieram telefonow, bo sie skupic na pracy nie moge, wiec wydzwania do mojego męża. Ten mowi jej by przestała mnie tyrać, że się tego strasznie słucha. To w poczuciu obrazy przeinacza i mowi, ze ją mąż "przy wspolpracownikach zwyzywał". A wracał z pracy, jechał sam, co najwyżej mógł do mijanych w lesie saren pogadać. Matka przy tym kłamać nie potrafi, relacjonując zdarzenia używa określeń, których mąż (czy ja, czy ktokolwiek, kogo akurat obgaduje) nigdy by nie użył. Jej opowieści nie trzymają się kupy.

        Proponowałam rozrywki - źle, mowie jej ze nie tak powinny wyglądać wizyty, że mozemy isc na spacer ...nie dokonczyłam a ona "a twoj brat to mnie wozi, ja nie chce chodzic". No zesz ku* mać! Do mnie jezdzi tramwajem nieproszona a tu nagle spacerow nie lubi? Proponowalam jej : wycieczki, oczywiscie samochodem, zawiezienie (z mezem, ktorego wyzwala) do ogrodu dendrolkogicznego, pojscie do teatru, kina. Wszystko jest zle. Moiwie "przyniose ci ksiazki z biblioteki, zobaczysz, co lubisz". A ona na to "e tam teraz to takie glupie ksiazki pisza". Ile jeszcze byscie cos proponowali? Ona mowi, ze teraz jej wycieczki to cmentarz, do tatusia chadza. Kiedys to byl "ten cholerny iksiński". A teraz "tatuś". Cholerna *na hipokrytka. Nigdy nie wzieła wnuczki na spacer ale mi mowi ze "dzieci mnie nie obsiadły wiec moge jej doglądac". (a nie mamy dzieci z rożnych względów).

        Dlatego nie wierzyłam w jej dobre intencje z tym niechcianym sprzątaniem. Niszczyła przy tym rzeczy, przestawiała i zalewała mi kwiaty, wiecznie na karku zipał nam "duch mamuśki".

        Będę dzwonić do niej co miesiąc i tyle. Piszę to raz by to z siebie wyrzucić, a dwa ku przestrodze dla tych, których rodzice uzurpują sobie prawo do mieszania w ich życiu. Nawet gdy za rok stuknie im czterdziestka. To się nigdy nie polepsza i zawsze kończy źle.

        Ona ma 73 lata, wiec szansa na znalezienie nieszczesnika, ktory zatrzymałby się przy niej, jest równa jakiemuś promilowi.
        • airis1983 Re: z serii: matki i jak się uwolnić 27.08.13, 14:24
          A w taki sposób dosadny jak tutaj piszesz próbowałaś jej powiedzieć o jej zachowaniu - bez ogródek? Może trzeba wprost pokazać jej dziecinne próby manipulacji dorosłych ludzi - masakra. Ja bym tak zrobiła - załatwić to jej zachowaniem, skoro normalnie nie da rady.

          A jak piszesz o tych spacerach to zaraz mi się niektórzy starsi ludzie w komunikacji miejskiej przypominają, którzy "nagle" odzyskują wszystkie siły witalne podczas przepychania się w autobusach czy tramwajach :D

          P.S. A z tymi sarnami to dobre :D
          • noniewierze Re: z serii: matki i jak się uwolnić 27.08.13, 14:30
            mowilam nieraz. Tzn zawsze najpierw mowie delikatnie. Ale wyrypałam jej niejednoktornie co mysle o niej, jej manipulacjach ojcem itd. Powodowalo jedynie to, ze ona nie odzywala sie jakis czas a potem zachowywala sie jak by nigdy nic. Brala mnie na przeczekanie.

            Zadziwia mniej jej myslenie - niby nie trybi, czesto widac ze nie rozumie dluzszych wypowiedzi, ale w klotniach jest wybitna! Zachowuje sie jak najgorszy kaliber mochera, jak poslanka Pawlowicz z poslem Hoffmanem razem wzieci. Nie wiem skad sie to bierze. Siedzi teraz sama jak palec i knuje, brr.

            Miesiac temu przyniosla mi na imieniny poduszke z napisem "najwspanialsza corka na swiecie", czekoladki i kwiaty. Oczywiscie pod nasza nieobecnosc. Wprowadzila nas tym w konsternacje, takie ma zachowania nie wynikajace jedne z drugich. Ona caly czas gra cudowna żone, matke, babke, sąsiadke, ale lekko (sic!) przycisnieta do muru sypie wulgarami, bleh.
            • airis1983 Re: z serii: matki i jak się uwolnić 27.08.13, 14:35
              Prawie jak Dr. Jekyll i Mr. Hyde :D

              Oczywiście zrobisz to, co będziesz uważała za stosowne. Skoro bierze Ciebie na przeczekanie to przedłuż to przeczekanie - jeśli takie metody nie skutkują i ona nie chce tego zrozumieć, to trzeba użyć bardziej radykalnych, bo bez tego chyba wiele się nie zmieni.
              • noniewierze Re: z serii: matki i jak się uwolnić 27.08.13, 14:37
                nie zmieni się, tak sądzę. Ona potrzebuje fasadki, przysypywania g* pudrem. Ja nie, niestety mam głupią przypadłość traktowania jej jak człowieka, tłumaczenia. A należy zadzwonić raz na x i zapytać "co słychać". ech, znow dałam sie złapac w jej gierki
    • nvv Re: z serii: matki i jak się uwolnić 27.08.13, 20:25
      boi się odrzucania i go nieświadomie prowokuje; boi się że nie będzie potrzebna, więc stara się być potrzebna; a facetów najbardziej się boi; smutne (tzn. smutne z obu stron
      • aqua48 Zmienić zamek? 27.08.13, 22:40
        A jak matka wchodzi do Was pod Waszą nieobecność? Wystarczy zmienić zamek i nie dawać jej kluczy. Powiedzieć, że wizyty owszem, ale nie w tygodniu, jesteście zmęczeni po pracy i chcecie być sami nawet jak jesteście w domu, wobec tego nie otwieracie. Możecie się umówić w sobotę i nie w domu, tylko może się z Wami wybrać gdzieś np na rowery, spacer, do kina itp. Matka musi się nauczyć być sama, znaleźć sobie zajęcie, jest dorosła, da radę.
        • noniewierze Re: Zmienić zamek? 28.08.13, 07:41
          aqua48 napisała:

          > A jak matka wchodzi do Was pod Waszą nieobecność? Wystarczy zmienić zamek i nie
          > dawać jej kluczy. Powiedzieć, że wizyty owszem, ale nie w tygodniu, jesteście
          > zmęczeni po pracy i chcecie być sami nawet jak jesteście w domu, wobec tego nie
          > otwieracie. Możecie się umówić w sobotę i nie w domu, tylko może się z Wami wy
          > brać gdzieś np na rowery, spacer, do kina itp. Matka musi się nauczyć być sama,
          > znaleźć sobie zajęcie, jest dorosła, da radę.

          ma klucz na zasadzie w razie wyjazdu wpadnij". Chyba wiele osób ma jakąś bliską osobę, która ma klucze na takie okazje :) Owszem, już nie przylezie, ale nie mogłam jej tego wcześneij wyperswadować, aż do awantury i obrażania mi męża. To nie jest normalna relacja, ani to że z matką się nie widzę, za to widzę poskładane w kostkę gacie. Pal sześć moje, ale mąż czuje się z tym idiotycznie. Zezwalaliśmy jej na to na zasadzie "starsza pani się nudzi a widać że to dla niej rozrywka" no ale czym innym jest taka dziwaczna wizyta raz na tydzień a co innego codziennie ;)

          Możecie się umówić w sobotę i nie w domu, tylko może się z Wami wy
          > brać gdzieś np na rowery, spacer, do kina itp. Matka musi się nauczyć być sama,
          > znaleźć sobie zajęcie, jest dorosła, da radę.

          ha! prosiłam, namawiałam, mąż też: wyjedź z nami, jedziemy do ogrodu dendrologicznego/do lasu/na spacer,do teatru. Wszystko to jest wg niej bezsensowne i głupie i ona nie chce. A teraz mi małpa wypomniała, że mój brat ją zabiera co dwa dni na działkę (bzdura, może raz na 2 tygodnie) a ja ją chcę na spacery ciągać, a ona chce być wożona. Witki mi opadły. No żesz ku* jeszcze mam działkę kupować bo ona chce? Z resztą nigdy zieleniny nie lubiła, to jest tylko bzdurne gadanie. ech ;)

          Ona się kłóci jak sześciolatek. Ewidentnie wychodzi jej brak dzieciństwa (pokolenie wojenne, na dodatek późno mnie urodziła) i spokojnego dorastania (jej ojciec wygonił ją i resztę rodzeństwa z domu jak miała 14 lat, poradziła sobie ale od razu poszła do pracy).

          Ja ją probuję zrozumieć ale ona przekracza granice, wręcz chce mi zniszczyć życie. Tuż przed ślubem odstawiła nam taki numer, zwyzywała mi męża, bo...ślub mieliśmy za granicą, nie było wesela. Co ludzie powiedzą? Ona chce być taka, jak inni, drażni ją nieludzko to, że ja żyję po swojemu i mam (czasem) na to odwagę. Nawet nagrobek ojcu walnęła taki, jak wszystkie naokoło mimo że podsuwałam jej inne, ciekawe, delikatne pomysły. I wstawiłana nim sztuczne kwiatki, bo nie trzeba podlewać. Ale ludzie widzą, że zadbane. Cierpiętniczo jeździła do rodziny, której nienawidziła, ja zrobiłam czystkę wśród rodziny i nie zmuszam się do odwiedzin tam, gdzie atmosfera jest wiecznie oceniająco-szydercza. I też źle. Bo ona cierpi za milijony to i reszta świata powinna, a już jej córka to na pewno.

          Nic moje starania nie dają. I przyznaję, cierpliwości mi brak. Nie umiem współpracować, współżyć z osobą, dla której dialog jest dotąd dobry, dokąd ktoś postępuje wg jej zaleceń.
      • noniewierze Re: z serii: matki i jak się uwolnić 28.08.13, 07:27
        dziękuję za to, co napisałeś. Co gorsza to nie mąż ją odrzucił, tylko ona jego. Ona "wie swoje", przypiernicza sie do niego o wszystko, np miała pretensje, że nie poprosił jej o moją rękę (a oboje mamy w okolicach czterdziestki, więc...), że nie poprosił jej o zgodę na to, żebyśmy połączyli nazwiska ;) i że jej nie opowiedział o sobie (sic!!). Zapytałam jej czy jej nie brakuje randek, moze miał ją na jedną zabrać? Co do straty po ojcu to owszem, jakoś to przeżywa, wręcz nazywa to, że życie się skończyło. (nic to że mieli wcześniej jazdy takie, że niejedna patologia przy tym to przedszkole. Dziwię się wręcz że ojciec jej po prostu nie zabił.) Ona nigdy nie patrzy w jakim kto jest nastroju, po prostu rypie swoje wywody aż do zerzygania, ktoś może na nią wrzeszczeć, mówić "doooość" a ona nie milknie. Miała tak zawsze, nie znosiła sprzeciwu. Owszem, pracowala całe zycie jak wół wręcz i myśli, że to jej daje prawo do prostowania czyichś ścieżek. Przy czym jak już sobie kogoś upatrzy to ta osoba jest albo zła albo dobra, niezależnie od poczynań. Syn ją zlewa, traktuje jak chorą umysłowo, a ona go kocha. Na mnie się uwiesiła, ubzdurała też sobie, że mój mąż jest zły, bo jest uwaga.... za przystojny dla mnie :D Na szczęście żyję między ludźmi, bo gdybym żyła na jakimś odludziu tylko z mamuśką, to nie wyrosłabym z przekonania, że jestem brzydka, głupia, i "tylko mamusia ze mną wytrzyma". Proszę więc nie dziwić się powyższym opisom. Naprawdę wiem, co w tej babie siedzi i jednocześnie trudno mi się z tym pogodzić. Bo potrafi być miła a przede wszystkim nieskończenie oddana. Ale na sposób robota czy poddanego.
        • aqua48 Re: z serii: matki i jak się uwolnić 28.08.13, 14:47
          Dziwię się bardzo temu co wypisujesz, bo mnóstwo jest w tym nienawiści i zniecierpliwienia, które sobie starannie hodujesz. Matkę masz taką jaką masz, znasz ją od..urodzenia. Jeśli Ci nie odpowiadają jej zachowania, nie akceptujesz ich to zmień swoją postawę - nie oczekuj, ze przyjdzie wróżka, wypowie zaklęcie i zmieni Ci matkę w całkiem inna osobę. To Ty musisz zmienić swoje podejście do niej, żyć swoim życiem i cieszyć się nim bez akceptacji matki. To czy jej się podoba to co robisz, czy nie nie powinno mieć wpływu na Twoje zdanie, Twój humor, czy zachowania. Jesteście dwiema odrębnymi osobami.
          Matka chce jeździć z bratem na działkę? Wspaniale, powiedz jej: jak się cieszę mamusiu, że znalazłaś sobie wreszcie jakieś zajęcie, które Cię zajmuje i bawi. Koniec.
          Ty działki nie masz, wozić jej nie zamierzasz i lubisz spędzać czas inaczej. I masz do tego prawo, cokolwiek ona by na ten temat nie sądziła. To proste, tak jak nie udostępnianie kluczy od domu komuś kto pod naszą nieobecność grzebie w naszych rzeczach bez naszej zgody...
          • noniewierze Re: z serii: matki i jak się uwolnić 29.08.13, 11:44
            aqua48 napisała:

            > Dziwię się bardzo temu co wypisujesz, bo mnóstwo jest w tym nienawiści i znieci
            > erpliwienia, które sobie starannie hodujesz

            nie wiem, co jest dziwnego w nienawiści do manipulacji

            >To czy jej się pod
            > oba to co robisz, czy nie nie powinno mieć wpływu na Twoje zdanie, Twój humor,
            > czy zachowania. Jesteście dwiema odrębnymi osobami.

            Nie o tym piszę, nie tęsknię do jej akceptacji ale do tego, by zachowywała się równomiernie i by mi się do męża nie przypieprzała.

            > Matka chce jeździć z bratem na działkę? Wspaniale, powiedz jej: jak się cieszę
            > mamusiu, że znalazłaś sobie wreszcie jakieś zajęcie, które Cię zajmuje i bawi.
            > Koniec.

            czy pisałam, że mi się to nie podoba? Nie, pisałam, ze moje proby znalezienia jej rozrywek odrzuca a juz brata są ok. I nie jezdzi na te dzialke, klamie zwyczajnie. A wk* mnie gdy ktos klamie - jw.

            > Ty działki nie masz, wozić jej nie zamierzasz i lubisz spędzać czas inaczej.

            Czy Ty przeczytałaś/es choc jedną linijkę moich postow ze zrozumieniem? Gdzie napisalam, ze nie zamierzam jej nigdzie wozic, hmm?

            Nie mam cierpliwości ani do manipulacji ani do czytania czegos, co ktos napisal tylko po to by napisac bez przeczytania ze zrozumieniem tego, na co odpowiada. Nie jestem Matka Teresa, z resztą jak się okazało - niezłe z niej było ziółko ;)
            • aqua48 Re: z serii: matki i jak się uwolnić 29.08.13, 14:24
              noniewierze napisała:

              > Nie o tym piszę, nie tęsknię do jej akceptacji ale do tego, by zachowywała się
              > równomiernie i by mi się do męża nie przypieprzała.
              >moje proby znalezienia jej rozrywek odrzuca a juz brata są ok. I nie jezdzi na te dzialke, > > >klamie zwyczajnie.

              Ale masz matkę taką jaką masz i niestety wszelkie próby zmiany JEJ zachowania są skazane na niepowodzenie, niezależnie od tego jak bardzo Ci się nie podobają, denerwują Cię, czy wydają Ci się niesprawiedliwe.
              Zmienić możesz jedynie swoją postawę wobec matki i uniezależnić się od jej ocen, postaw, czy zachowania.
            • bakejfii Re: z serii: matki i jak się uwolnić 29.08.13, 17:00
              Niezly wampir z twojej starej.Zyje w zaklamaniu od lat i nie odroznia prawdy od klamstwa.
    • yadaxad Re: z serii: matki i jak się uwolnić 28.08.13, 15:48
      Pięcioletnie dziecko jesteś, bezbronne wobec zaburzeń matki? Chyba z tego nie wyrosłaś. Jesteś samodzielna, dorosła, masz dom, męża i bez matki z głodu nie umrzesz. To ustal zasady jak między dwojgiem dorosłych ludzi, a nie traktuj matki jak rozpuszczonego mopsa, który wam kanapę zje i poduszki porozrywa. To akceptujesz, a tego nie i nie ma przebacz, ani dyskusji.
      • zuzi.1 Re: z serii: matki i jak się uwolnić 29.08.13, 12:50
        Współczuję toksycznej matki, jeśli jeszcze nie czytałaś tych książek to serdecznie polecam, to ułatwi Ci zrozumiec z kim masz do czynienia w osobie matki i jak sobie z nią radzic: "toksyczni rodzice", "toksyczni ludzie" i "powrót do swego wewn. domu", "życ w rodzinie i przetrwac".
        • zuzi.1 Re: z serii: matki i jak się uwolnić 30.08.13, 13:09
          forum.gazeta.pl/forum/w,898,145208679,145208679,Toksyczni_rodzice_watek_zbiorczy.html
          polecam forum życie rodzinne, tam jest dużo wątków na ten temat
    • exwir Re: z serii: matki i jak się uwolnić 29.08.13, 20:58
      Ale dlaczego na publicznym forum jeździsz po swojej matce jak po łysej kobyle?
      Starsza pani może mieć już zmiany organiczne i stąd to uciążliwe zachowanie.
      • noniewierze Re: z serii: matki i jak się uwolnić 30.08.13, 08:02
        exwir napisał(a):

        > Ale dlaczego na publicznym forum jeździsz po swojej matce jak po łysej kobyle?
        > Starsza pani może mieć już zmiany organiczne i stąd to uciążliwe zachowanie.

        Co za zmiany organiczne? Naczytały się dzieciaki niedouczone po gazetach weekendowych i plotą wiedzą z kącika porad dla gospodyń domowych. Po to właśnie jest forum psychologia (a nie np do rozważań teologicznych).
      • leda16 Re: z serii: matki i jak się uwolnić 30.08.13, 08:21
        exwir napisał(a):

        > Ale dlaczego na publicznym forum jeździsz po swojej matce jak po łysej kobyle?


        Daj spokój exwir temu wątkowi. Nawet śliny szkoda, żeby na psychopatyczne ścierwo napluć.
        • noniewierze Re: z serii: matki i jak się uwolnić 30.08.13, 09:58
          leda16 napisała:

          > Daj spokój exwir temu wątkowi. Nawet śliny szkoda, żeby na psychopatyczne ścier
          > wo napluć.

          chora babo, tobie nawet współczuć szkoda. Nikt Cię tu nie chce, nie pisz w moich watkach, nie życzę sobie.
          • 1lapaz Re: z serii: matki i jak się uwolnić 30.08.13, 14:00
            ja bym nie znosła , a z drugiej strony wiedziała, ze jakoś znieść muszę ... ale mąż chociaż fajny ? coś w zyciu musi byc na plus ;)
            • kicia-76 Re: z serii: matki i jak się uwolnić 31.08.13, 17:22
              Droga Noniewierze, powiem Ci, ze jestem w szoku. To juz chyba nawet nie jest wampiryzm energetyczny / bo wampir nachlepcze sie energia i na jakis czas jest spokoj/. Postawic granice jest trudno wlasnej matce, bo jak sie je postawi to potem sa wyrzuty sumienia itd., zreszta z tego co piszesz wnioskuje ze Ona zadnych granic nie uwaza. Podziwiam tez Twojego meza, bo zieciowie roznie reaguja na takie sytuacje. Z jej pewnych wypowiedzi w stosunku do Ciebie wnioskuje, ze Ona jest po prostu zazdrosna o Twoje zycie / "za przystojny maz dla ciebie"/ ale ten "bluszcz", ktorym Was oplotla jest nie do zniesienia. Tak sie zastanawiam co bym zrobila w Twojej sytuacji, chybabym z kims porozmawiala / nie wiem, psycholog, jakis specjalista/. Uwazam, ze Jestescie / Ty i Maz/ wobec Niej w porzadku, bo sam fakt, ze chcecie ja gdzies zabrac, proponujecie rozrywki itd. , nie "opedzacie" sie od Niej jak od muchy. Tak pogadaj z profesjonastami. Pozdrawiam i zycze duzo, duzo cieprpliwoscui.
              • noniewierze Re: z serii: matki i jak się uwolnić 02.09.13, 10:30
                dziekuję za Twoje słowa. Rozmawiałam z psychologami, to oni otworzyli mi oczy na prawdziwe intencje mamuśki. I ona najbardziej sie wścieka gdy obnażam jej motywacje. Nic tak jej nie wścieka jak właśnie to. Na razie mam spokoj, szanowna rodzicielka jest obrażona. Odezwę się do niej na święta chyba dopiero. Nie jest to miłe. Nie jest to też tak zdeprawowana osoba jak choćby forumowa Leda, która o swoich dzieciach opowiada per sk*y. Dała mi z siebie dużo - finansowo, poświęcała czas na takie fizyczne tworzenie domu. I po tym wiem, że nie chce źle. Ale tak jej to paskudnie wychodzi że ja już nie daję rady jej wybaczać. Masz rację: ona jest zazdrosna o mnie już od dawna, jestem dla niej utożsamieniem młodości tym bardziej, że matka nigdy o siebie nie dbała i zawsze wyglądała staro. A tu jej się córka trafiła usportowiona i dbająca o siebie ;) Brat śmierdzi fajkami i zapuścił bebzon, jego żona nie jest osobą, która lubi czy umie się ubrać więc matka czuje się w ich towarzystwie doskonale. Ech te rodzinne zagrywki.
            • noniewierze Re: z serii: matki i jak się uwolnić 02.09.13, 10:24
              no pewnie że fajny :) I tu moja mamcia węszy podstęp. Bo jej się mąż nie udał więc każdy musi być do kitu. Z resztą teraz zupełnie inaczej patrzę na ojca. Dawało mi nie raz do myślenia: czemu ojciec u rodziny pomaga w domu a we własnym palcem nie kiwnie? I strasznie mi wstyd że dałam się matce własnej wpędzić w manowce złego myślenia o ojcu. Teraz widzę, jakie durnoty o moim mężu opowiada, jak przekręca moje słowa. Ona z każdego zrobi mroczny charakter, w każdym dobrym uczynku dopatruje się podstępu. Przez taką tresurę sama cholernie nie wierzyłam ludziom i świat widziałam długo w czarnych barwach a życie smętną drogą ku niechybnej śmierci. ;)
Pełna wersja