od kiedy rodzina?...

06.08.04, 13:04
Witam wszystkich ciepło i przy piątku :)

jak sądzicie (albo jak czuliście, jeśli kto założenie rodziny ma za sobą) -
w którym momencie ludzie stają się rodziną?
w chwili podjecia decyzji o wspólnym życiu?
a może w chwili ślubu?
a jak ktoś z Was nie brał ślubu - to trudniej?
a może dopiero jak pomieszkają razem - czy to jako małżeństwo czy nie -
dopiero z czasem przychodzi myślenie "my, rodzina" oraz "moja rodzina"?

od jakiego momentu jest się rodziną?

pozdrawiam :)
    • cossa Re: od kiedy rodzina?... 06.08.04, 13:08
      witaj piatkowo Alfiko :))

      rodzine rozpoznaje po tym
      ze wspolnie spedza swieta :)
      bo chce :)

      pozdr.cossa
      • alfika Re: od kiedy rodzina?... 06.08.04, 13:54
        a jak spędzą osobno to nie rodzina?
        coś mi tu wciskasz, Cosso :)
        ale po cichu Ci powiem, że podoba mi się taki sygnał rozpoznawczy

        tylko czasem przemyśliwują i spędzają osobno - oby chwilowo
        • cossa Re: od kiedy rodzina?... 08.08.04, 23:41
          osobno bywa z roznych powodow ;)
          oczywiscie chodzi mi o ogolna df
          bez wyjatkow, przypadkow i innych ozdobnikow

          zakladam swoja rodzine
          spedzam z nia swieta
          + ew. rodzina jednej lub drugej ze stron
          lub cuzamen do kupy
          + ew. przyjaciele, nieprzyjaciele
          wedrowcy wszelkiej masci

          ale trzon pozostaje ten sam.. ;)

          pozdr.cossa
    • scylla Re: od kiedy rodzina?... 06.08.04, 13:30
      :)
      Moim zdaniem to co tworzy rodzine, to głownie uczucia i chęci jej tworzenia.
      Zastanawiam co zmieni w moim życiu papierek, skoro już wcześniej zdecydowałem
      się żyć z osobą którą kocham, której oddaję się całym swoim sercem, swoimi
      zmysłami i oddaniem. Co zmieni ksiądz czy urzędnik w mojej miłości? Powie mi
      coś co już od dawna wiem. Nie potrzebuje aprobaty z ich strony.
      • alfika Re: od kiedy rodzina?... 06.08.04, 13:50
        może być bez papierka, szczególnie jeśli ona też ma taki pogląd na wspólne życie
        (a ma?)

        a kiedy Ty i Twoja wybranka poczuliście/poczujecie, że kochacie i chcecie razem
        być to już jesteście rodziną?
        i od razu oboje myśleliście/będziecie myśleć "my", "dla nas", "u nas"?
      • owsiwujek Re: od kiedy rodzina?... 06.08.04, 13:50
        scylla napisał:

        ### której oddaję się całym swoim sercem, swoimi zmysłami i oddaniem. Co zmieni
        ksiądz czy urzędnik w mojej miłości? Powie mi coś co już od dawna wiem. Nie
        potrzebuje aprobaty z ich strony.

        No brachu, skoro oddajesz się oddaniem to już niczyjej aprobaty nie
        potrzebujesz i na pewno wiesz co to jest minetka, bo nadal nie wiem co qw5
        odpowiedzieć...:(
        • scylla Re: od kiedy rodzina?... 06.08.04, 13:55
          To takie podwójne oddanie, tak bardzo jestem oddany.:)
          Co do Twojego pytania Brachu to szukaj dalej odpowiedzi, albo używaj słów
          których znasz znaczenie.
        • alfika Re: od kiedy rodzina?... 06.08.04, 14:01
          słuchaj, czy Ty się z tym brakiem słownika tak masz zamiar włóczyć po forum?
          bo wszędzie czytam, że chcesz nam Qw5 uświadamiać :)

          www.sjp.pwn.pl
          • owsiwujek Re: od kiedy rodzina?... 06.08.04, 14:08
            alfika napisała:

            > słuchaj, czy Ty się z tym brakiem słownika tak masz zamiar włóczyć po forum?
            > bo wszędzie czytam, że chcesz nam Qw5 uświadamiać :)
            >
            > www.sjp.pwn.pl
            >
            Qw5 trzeba koniecznie odpowiedzieć. Po to chyba dziewczyna pyta, żeby się
            dokształcić... Gdybym nie musiał iść z psem pytałbym do skutku. Taki jestem...:)
            • scylla Re: od kiedy rodzina?... 06.08.04, 14:16
              Dostałeś podpowiedź, chyba że nie wiesz znowu co to słownik. No postaraj się
              trochę, zdobywanie wiedzy to też trochę wysiłku, ale za to jak nagradzanego.
    • lune Re: od kiedy rodzina?... 06.08.04, 13:42
      alfika napisała:

      > Witam wszystkich ciepło i przy piątku :)
      >
      > jak sądzicie (albo jak czuliście, jeśli kto założenie rodziny ma za sobą) -
      > w którym momencie ludzie stają się rodziną?
      > w chwili podjecia decyzji o wspólnym życiu?
      > a może w chwili ślubu?
      > a jak ktoś z Was nie brał ślubu - to trudniej?
      > a może dopiero jak pomieszkają razem - czy to jako małżeństwo czy nie -
      > dopiero z czasem przychodzi myślenie "my, rodzina" oraz "moja rodzina"?
      >
      > od jakiego momentu jest się rodziną?
      >


      Cieplo i piatkowo :)

      mysle ze sam slub - jeszcze nie, dopiero zycie razem przez pewien czas -
      mieszkanie razem, wspolne radosci i klopoty, razem w zdrowiu i chorobie ;


      lune
      • alfika Re: od kiedy rodzina?... 06.08.04, 13:51
        a jak ktoś ma np. masę lat i ma problemy z przestawieniem się z "ja" na "my" -
        może sie zdarzyć, ze tego nie poczuje w ogóle?
        • scylla Re: od kiedy rodzina?... 06.08.04, 14:00
          Nie ma znaczenia ile masz lat, rodzine możesz stworzyć i w starszym wieku.
          Ważne czy jesteś gotowa i zdecydowana ją tworzyć i czy tego chce druga połowa
          • alfika Re: od kiedy rodzina?... 06.08.04, 14:04
            ale ludzie, którzy nie lubią nowości, bezpieczniej się czują w znanych
            sytuacjach - tacy ludzie mogą mieć kłopot z nowym wizerunkiem świata i nadal
            czuć się obco, z papierkiem czy bez
            no, po prostu bardzo chcą, kochają, ale nie mogą się przestawić i im nieswojo
            może tak być?

            nawet jeśli to kwestia nie wieku, ale zdolności przyzwyczajania się do nowych
            sytuacji
            • scylla Re: od kiedy rodzina?... 06.08.04, 14:14
              Kocham i jestem kochany, gdzie tu miejsce na czucie się nie swojo. Dlaczego mam
              się do czegoś przyzwyczajać skoro mogę być sobą. Zaskakiwać swoją miłością. Nie
              wiesz jak Ci ludzię będą się czuli w nowych sytuacjach, może to będzie właśnie
              to o czym tylko marzyli, a bali się spróbować.
              Może to właśnie to czego szukali?
              • alfika Re: od kiedy rodzina?... 06.08.04, 14:20
                jeśli coś się czuje całym sercem, to trzeba próbować - zdecydować się i po
                prostu - albo i nie po prostu - wprowadzać w czyn
                nawet największemu tchórzowi mogłabym to mówić
                ale czy potem nie może zdarzyć się tak, że ktoś nie przestawi się na nowe
                myślenie?
                bo w zasadzie od razu jest tak, że zwiazku się "nie czuje", że coś nie gra - a
                nie tak, ze wyłazi po zamieszkaniu razem albo po tym ślubie przed tym
                urzędnikiem czy ksiedzem czy kimkolwiek innym
                tak sądzisz?
                • scylla Re: od kiedy rodzina?... 06.08.04, 14:29
                  Uważam że jeżeli decydujęe się na stworzenie rodziny to o nią dbam, pilęgnuję,
                  walcze o jej dobro. Bedą kłótnie i problemy, ale po to jesteśmy aby się
                  wspierać i ochraniać. Rodziny trwają bo partnerzy mają na tyle poukładane w
                  głowach aby szanować. To jest decyzja do końca życia, bo jest podjęta bez
                  pzrymusu, z miłości, oparta na doświadczeniu życiowym, nie ma miejsca na błąd.
                  • alfika Re: od kiedy rodzina?... 06.08.04, 14:31
                    i nie chcesz tego powiedzieć przed urzędnikiem ani księdzem?
                    dlaczego, jeśli chcesz napisać?

                    gratuluję zdrowego umysłu :)
                    • scylla Re: od kiedy rodzina?... 06.08.04, 14:38
                      Nie mówie że nie chcę tego powiedzieć, tylko zastanawiam się co to zmieni.Będe
                      kochał bardziej, czy co?
                      • alfika Re: od kiedy rodzina?... 06.08.04, 14:43
                        nie napisałeś wcześniej, czy Twoja partnerka uważa tak samo - jesli przeoczyłeś
                        pytanie, to ok, ale może dlatego, że ona chce ślubu?
                        a poza tym - ślub rzeczywiście niczego nie zmienia :)
                        • scylla Re: od kiedy rodzina?... 06.08.04, 14:45
                          Nie przeoczyłem tego pytania, gdyby chciała ślubu to by to wyraźnie
                          powiedziała, bo jest cudownie zdecydowaną kobietą
                          • alfika Re: do Scylli 09.08.04, 10:08
                            mam parę pytań - jeśli chcesz, to proszę, odpowiedz:
                            - czyli macie już poczucie "jesteśmy rodziną" czy dopiero "my"?
                            czy mieszkacie razem? i jak długo?
                            czy macie dziecko?

                            ps. a tak na marginesie - powiedziałaby, że chce ślubu -
                            tak z oświadczeniem się Tobie? i jakiej Twojej reakcji by się spodziewała?
                            pozdr
                            • scylla Re: do Scylli 09.08.04, 10:30
                              Uważasz że dziecko musi być aby stworzyć rodzine? Czy to jest dla Ciebie
                              warunek? Z teściową nie będziesz miała dziecka, czy to będzie rodzina?
                              Mamy poczucie tego że jesteśmy rodziną, i to bez żadnych nawiasów.
                              Mamy dziecko.
                              Mieszkamy razem, Nasz dom tam gdzie Nasze serca.
                              Oświadczeniem się Tobie?Czy Ty nie jesteś zbyt przywiązana do tradycji?
                              Co do tego jakich reakcji ona oczekuje po mnie, musiała byś się jej zapytać.
                              • alfika Re: do Scylli 09.08.04, 11:01
                                scylla napisał:

                                > Uważasz że dziecko musi być aby stworzyć rodzine? Czy to jest dla Ciebie
                                > warunek?

                                nie jest :)


                                Z teściową nie będziesz miała dziecka, czy to będzie rodzina?


                                dla mnie - jak najbardziej
                                to jest pytanie bardziej do tych, którzy widzą powstawanie rodziny poprzez
                                pieluszki :)))


                                > Mamy poczucie tego że jesteśmy rodziną, i to bez żadnych nawiasów.
                                > Mamy dziecko.
                                > Mieszkamy razem, Nasz dom tam gdzie Nasze serca.

                                > Oświadczeniem się Tobie?Czy Ty nie jesteś zbyt przywiązana do tradycji?


                                mój pomysł chyba nie jest zbyt tradycyjny, kiedy kobieta oświadczyłaby się
                                mężczyźnie :)
                                (o ile by jej, pewnie teoretycznie, zależało na ślubie)

                                i nie sądzę, bym była przywiązana jakoś mocno do tradycji


                                > Co do tego jakich reakcji ona oczekuje po mnie, musiała byś się jej zapytać.

                                ok
                                ale jeśli ją naprawdę dobrze znasz - a na to wygląda - możesz to sobie z dużym
                                prawdopodobieństwem wyobrazić

                                chyba że to cos w rodzaju łamanie kołem albo topienie w Wiśle - to nie opisuj
                                szczegółów :)))
                                masz wyjątkowe podejście do ślubów, takie osobiste i pełne obrzydzenia?
                                • scylla Re: do Scylli 09.08.04, 13:20
                                  > masz wyjątkowe podejście do ślubów, takie osobiste i pełne obrzydzenia?
                                  tak właśnie takie osobiste i takie wyjątkowe, jednak nie ma w nim nawet skrawka
                                  obrzydzenia.Jednak widzę tu parę podobnych podejść.
                                  A Ty alfiko, jakie Ty masz podejście do ślubu?
                                  • alfika Re: do Scylli 09.08.04, 13:43
                                    każda para jak dla mnie powinna żyć na takich zasadach, jakie partnerom pasują -
                                    kwestia ustaleń między nimi

                                    każdy typ związku jest równocenny, nie ma dla mnie sensu w stwierdzeniach:
                                    lepsze jest małżeństwo albo lepszy jest konkubinat -
                                    liczy się miłość i to jest siła, która powinna powodować, że dwoje chce być
                                    razem, że chcą tworzyć rodzinę
                                    • scylla Re: do Scylli 09.08.04, 13:55
                                      Dziękuje!
                                      jednak proszę żebyś odpowiedziała jakie masz podejście do ślubu, ile i co dla
                                      Ciebie ślub oznacza?
                                      • alfika Re: do Scylli 09.08.04, 14:13
                                        Scylla, czy jesteś upartym człowiekiem?
                                        a. tak (100 pkt)
                                        b. nie (0 pkt)

                                        ślub to świętość - jaki by nie był, opiera się na przyrzeczeniu - dla ludzi,
                                        którzy nie widzą albo nie czują świętości swojego związku bez tego wydarzenia -
                                        może się zdarzyć, że im się związek rozleci i ślub moze od tego uchronić
                                        (co prawda jak ktoś sie uprze odejść, to i Świety Boże nie pomoże - ale...)

                                        wydaje mi się, że jeśli ludzie podejmują decyzję, by być ze sobą, widzą wartość
                                        swojego związku i traktują go jako świętość i wiedzą, że tak będzie zawsze - to
                                        żaden ślub nie jest im potrzebny

                                        - osobiście - nie potrzebuję, bo mój zwiazek jest dla mnie święty

                                        w innych sytuacjach - jeśli ktoś jest buntownikiem i woli czuć, że żyje wedle
                                        własnych chęci, to ślub może wręcz wszystko popsuć - traci się poczucie takiej
                                        całkowitej wolności i dopiero wtedy moze się narobić

                                        poza tym, jeśli wierzę w Boga - a wierzę - to też z drugiej strony nie mam nic
                                        przeciwko ślubowi -

                                        poza sprawami duchowymi jest parę umów prawnych do podpisania - a ślub załatwia
                                        te umowy odgórnie - ale to juz kwestia wygody, którą niekoniecznie trzeba się w
                                        życiu kierować
                                        • scylla Re: do Scylli 09.08.04, 14:28
                                          Odpowiedź: a:)
                                          Czy coś wygrałem?

                                          Czym moje przyżeczenie się rózni jeżeli je składam bezpośrednio do parntnerki,
                                          od tego samego kierowanego także do partnerki tylko że przed urzędnikiem czy
                                          księdzem.
                                          Nie chciałbym także aby to że wziołem ślub utrzymywało mój związek, bo dla mnie
                                          jest to porażka.
                                          A Twój partner jakie ma do tego podejscie?
                                          macie dzieci?
                                          Tworzycie rodzinę?
                                          > w innych sytuacjach - jeśli ktoś jest buntownikiem i woli czuć, że żyje wedle
                                          > własnych chęci, to ślub może wręcz wszystko popsuć - traci się poczucie
                                          takiej
                                          > całkowitej wolności i dopiero wtedy moze się narobić
                                          czyli dla Ciebie jest jakaś różnica przed i po ślubie?

                                          • alfika Re: do Scylli 09.08.04, 14:41
                                            scylla napisał:

                                            > Odpowiedź: a:)
                                            > Czy coś wygrałem?


                                            właściwie tak :)


                                            >
                                            > Czym moje przyżeczenie się rózni jeżeli je składam bezpośrednio do
                                            parntnerki,
                                            > od tego samego kierowanego także do partnerki tylko że przed urzędnikiem czy
                                            > księdzem.


                                            różni się o tyle, o ile sam w tym widzisz różnicę;
                                            jeśli szanujesz swoje słowo, nie potrzebujesz księdza ani urzędnika - i
                                            właśnie o to chodzi


                                            > Nie chciałbym także aby to że wziołem ślub utrzymywało mój związek, bo dla
                                            mnie
                                            >
                                            > jest to porażka.


                                            dokładnie tak
                                            wtedy się jest ze sobą - z lenistwa? ze strachu przed konsekwencjami rozstania?



                                            > A Twój partner jakie ma do tego podejscie?
                                            > macie dzieci?
                                            > Tworzycie rodzinę?


                                            bardzo zdrowe i otwarte
                                            tak
                                            tak


                                            > czyli dla Ciebie jest jakaś różnica przed i po ślubie?
                                            >

                                            to zawsze zależy od tego, co tworzy para ludzi:
                                            więc czasem tak, czasem nie
                                            czasem na początku mają szczere chęci i miłość zasłania świat, potem uważają,
                                            że nawet nie są małzeństwem, więc nic ważnego między sobą już nie dostrzegają,
                                            bo jakieś pokłady żalu im wszystko burzą - i niepotrzebnie mogą się wtedy
                                            rozstać

                                            każdy zwiazek jest inny i potrzebuje swoich zasad i ustaleń
                                            i tyle
                                            • scylla Re: do Scylli 09.08.04, 14:47
                                              A więc jestesie Szczęściarzami.
                                              • alfika Re: do Scylli 10.08.04, 08:45
                                                każdy, kto kieruje się sercem, wie, co jest najważniejsze w zyciu, w związku -
                                                i czuje to COŚ w swoim związku - jest szczęściarzem :)
                                                gorzej, kiedy z różnych względów stosuje rozwiązania siłowe albo wojenkę
                                                podjazdową - bo coś okazuje się ważniejsze od partnera
                                                • scylla Re: do Scylli 10.08.04, 10:15
                                                  Zgadzam się, czekałem na takie właśnie stwierdzenie.
                                                  iddziemy dalej ;)
                                                  CZy rodzina może być więzieniem, ograniczać, czy raczej rozwijać każdego z
                                                  partnerów???
                                                  • alfika Re: no nie... :) 10.08.04, 11:57
                                                    niech będzie, idźmy -

                                                    rodzina bywa więzieniem

                                                    a szkoda, bo - wg mnie - zadaniem rodziny jest rozwijanie człowieka,
                                                    pokazywanie mu jego własnych ograniczeń, wad - po to, by móc nad sobą pracować -
                                                    każdy nad sobą, nie nad urabianiem drugiego
                                                    (o ile kogoś taki cel w życiu interesuje, ofkors)
                                                    to nie musi być miłe - ale to tylko kwestia celów w życiu

                                                    poza tym rodzina ma za zadanie trwać, żeby człowiek przy okazjimiał poczucie
                                                    bezpieczeństwa - nie za cenę czyjegoś poświęcenia, ale zwykłej stałości w
                                                    decyzjach

                                                    podjęło się decyzję o tym raz na zawsze, a nie raz na trochę póki dobrze i miło
                                                    i koleżanki zazdroszczą/tak wypada


                                                    no i dodać też należy to niemodne słowo miłość
                                                    taka pełna przyjaźni, a nie oparta tylko na erotyzmie
                                                    - byle ciepła i czułości nie wykluczyć -
                                                    ale jak dwoje się poza kochaniem tak najnormalniej w świecie lubią - to chyba
                                                    nie jest jakieś wyjątkowo trudne

                                                    wiezienie jest wtedy, gdy zapętlimy się w ciągłych oczekiwaniach wobec
                                                    partnera -
                                                    gdy chcemy, żeby to działało wedle naszych i tylko naszych oczekiwań i planów
                                                    i gdy WYPADA, żeby ona/on masę rzeczy robił/a albo nie robił/a:

                                                    - siaty on nosił
                                                    - rozmawiał, bo tak piszą w pismach, o każdej porze, czy chce czy nie chce
                                                    - nie wychodził, bo nie lubimy
                                                    - wychodził, bo te zakupy ktoś musi robić
                                                    - zapraszał do lokalu i kupował kwiaty, bo ukochany zółty ser się nie liczy,
                                                    - oszczędzał jakoś na wakacje i niespodziankę zrobił kupując bilety na samolot,
                                                    - nie robił niespodzianek, bo nie ustalił wspólnie, a to oznaka braku szacunku
                                                    (a już NA PEWNO nie dobrej woli)...
                                                    - dzieci rodziła i wyglądała jak nastolatka, bo koledzy/bo lubi i co poradzić,
                                                    młode jest przecież ładniejsze, jak ustalono odgórnie,
                                                    - dom był czysty sam z siebie, a ona z zadbanym ciałkiem i ani grosza na
                                                    kosmetyki ( w końcu kobieta, która kupuje kosmetyki nie rozwija się
                                                    intelektualnie),
                                                    - niech gotuje jak mistrz kuchni i niech na to poświęca max. 5 minut,
                                                    - niech będzie nowoczesną kobietą, ale mojego auta nawet niech nie próbuje
                                                    tknąć!,
                                                    - niech umie rozmawiać o polityce i wygłasza światłe, odkrywcze poglądy,
                                                    najlepiej po spędzeniu wszystkich godzin popołudniowych z dzieckiem przy
                                                    lekcjach, bo męzczyźni nie są do tego stworzeni, poza tym muszą śledzić
                                                    wszystkie wydarzenia w tv, żeby się znać...
                                                    - niech będzie kontaktowa i lubiana, ale nie przez mężczyzn, bo mamy w końcu
                                                    prawo własności i kropka - a poza tym sąsiadki obgadają, no i co, że nie
                                                    zdradziła...
                                                  • scylla Re: no nie... :) 10.08.04, 12:37
                                                    Dobre!
                                                    Kto Ci powiedział o takich wymaganiach wobec kobiet? :)
                                                    Rodzina staje się więzieniem wtedy gdy jedno chce podporządkować sobie drugie,
                                                    bo zapominają że właśnie takich jakich siebie poznali na początku takich
                                                    właśnie pokochali.
                                                    Zgadzam się rodzina daje olbrzymie możliwości rozwoju wszystkim, zależy od nas
                                                    czy tego chcemy.
                                                    NIe chciałbym podziału na role, chcesz i czujesz to robisz to, pomagasz bo
                                                    więcej czasu spędzacie razem, kiedy potrzebujesz spokoju to partner wyczuje
                                                    albo mu powiesz, nie ma musu, chcesz sprzątasz, oprócz tego każdy z Nas jest
                                                    człowiekiem z zainteresowaniami, dlaczego sojemu partnerowi miałbym zabraniać
                                                    rozwijać się?, przecież to jest z korzyścią dla Nas, on jest spełniony i
                                                    szcześliwy, a jego szczęście jest moim. Bo jesteśmy RODZINĄ!!!!!
                                                    Rodzina to wzajemna tolerancja i wspólpraca partnerska, bez ograniczeń, wolna
                                                    bo płynąca z seerca.
                                                  • alfika Re: no nie... :) 10.08.04, 12:54
                                                    scylla napisał:

                                                    > Kto Ci powiedział o takich wymaganiach wobec kobiet? :)


                                                    nikt, sama dla równowagi wymyśliłam
                                                    a co, nie ma tak? :)))

                                                    ludzie mają czasem absurdalne oczekiwania,
                                                    nie bez kozery mistrzowie duchowi proponują, by nad każdym swoim pragnieniem
                                                    dobrze się zastanowić - czy na pewno o to nam chodzi

                                                    im mniej oczekiwań, tym człowiek bardziej spełniony i szczęśliwy

                                                    a tak na marginesie, czy Ty i Twoja partnerka nie macie wobec siebie żadnych
                                                    wymagań, oczekiwań?
                                                  • scylla Re: no nie... :) 10.08.04, 13:29
                                                    > nikt, sama dla równowagi wymyśliłam
                                                    > a co, nie ma tak? :)))
                                                    Skoro je wymyśliłaś to już są:))))
                                                    Ja w każdym bądz razie takich nie mam i raczej u ludzi których znam też ich nie
                                                    ma.Przynajmniej u większości:)
                                                    >
                                                    > a tak na marginesie, czy Ty i Twoja partnerka nie macie wobec siebie żadnych
                                                    > wymagań, oczekiwań?
                                                    Ja mam wymagania wobec Niej:
                                                    Żeby postępowało zgodnie z tym co czuje i kierowała się swoim sercem.Żeby była
                                                    wolna i nie zmuszała się do niczego, żeby była uczciwa wobec siebie i mnie.
                                                    A jak tam z Waszymi wymaganiami?
                                                  • alfika Re: no nie... :) 10.08.04, 14:17
                                                    scylla napisał:


                                                    > Skoro je wymyśliłaś to już są:))))
                                                    > Ja w każdym bądz razie takich nie mam i raczej u ludzi których znam też ich
                                                    nie
                                                    >
                                                    > ma.Przynajmniej u większości:)

                                                    > Ja mam wymagania wobec Niej:
                                                    > Żeby postępowało zgodnie z tym co czuje i kierowała się swoim sercem.Żeby
                                                    była
                                                    > wolna i nie zmuszała się do niczego, żeby była uczciwa wobec siebie i mnie.
                                                    > A jak tam z Waszymi wymaganiami?


                                                    Jako że jestem niezłą wiedźmą, to i wymagania miewam, a jakże:

                                                    żeby mi szczery był, nawet jakby mnie miało tąpnąć - na dłuższą metę to i tak
                                                    posłuży naszemu związkowi, i nam obojgu, i dziecku,
                                                    żeby z miłości ze mną był - i z żadnego innego powodu!,
                                                    żeby szedł trudniejszą drogą, ale nigdy na łatwiznę ani dla świętego spokoju,
                                                    żeby mi mówił, co go gryzie i co go zachwyca,

                                                    Mój Partner ma wymagania wobec mnie jeszcze straszniejsze, więc jakoś jeszcze
                                                    sumienie mnie nie zagryza przez te moje oczekiwania...
                                                  • scylla Re: no nie... :) 10.08.04, 14:33
                                                    Mój Partner ma wymagania wobec mnie jeszcze straszniejsze, więc jakoś jeszcze
                                                    > sumienie mnie nie zagryza przez te moje oczekiwania...

                                                    Starszniejsze? To znaczy?
                                                  • alfika Re: no nie... :) 10.08.04, 14:49
                                                    otóż mój Jedyny chce, żebym się nie zmieniała - a ja nie umiem tak zupełnie się
                                                    nie zmieniać.
                                                    I chce, żebym ubierała się całkiem na luzie,
                                                    chce, żebym rano wstawała do pracy - jak ja śpię,
                                                    chce, żebym jadła to, co sobie nałożę,
                                                    chce, żebym się denerwowała dopiero jak go wysłucham - ale potem, jak go
                                                    wysłucham, to już i tak nie mam szans się powkurzać.
                                                    No i sam widzisz.
                                                  • scylla Re: no nie... :) 11.08.04, 09:03
                                                    Każdy człowiek ma podstawowy człon, który się nie zmienia, podstawa na której
                                                    opiera swoje życie,baza, może chodzi mu o to żeby ta właśnie baza się nie
                                                    zmieniła,. Zmieniamy się, dochodzą przemyślenie i doświadczenie, ale baza
                                                    wyjściowa pozostaje to sama.

                                                    > chce, żebym rano wstawała do pracy - jak ja śpię,
                                                    Może Cię zna i wie że uwielbiasz swoją pracę bardziej niż sen, może daje Ci się
                                                    wyspać wtedy kiedy masz wolne

                                                    > chce, żebym jadła to, co sobie nałożę,
                                                    Może chce żebyś jadła to co lubisz, nie zmusza Cię, daje Ci wybór

                                                    > chce, żebym się denerwowała dopiero jak go wysłucham - ale potem, jak go
                                                    > wysłucham, to już i tak nie mam szans się powkurzać.
                                                    Może dba o Twoje zdrowie i jest człowiekiem który chce być wysłuchany

                                                    > I chce, żebym ubierała się całkiem na luzie,
                                                    No to to nie nachodzi mi inna myśl niż to że jest strasznym samolubem, muszę Ci
                                                    przyznać, ewidentnie pachnie mi tu samolubstwem, ewidentnie musisz mu się taka
                                                    podobać i wygląda na to żetu zadbał o swoje.

                                                    > No i sam widzisz.
                                                    Tak, sam widze, straszny z niego gość, nawet się go przestraszyłem.
                                                    O biedna Alfiko, jednak podpowiem Ci że możesz założyć wątek na jego temat i
                                                    pozwolić abyśmy mogli go ocenić.
                                                    Łącze się z Tobą w bólu. :)


                                                  • alfika Re: no nie... :) 11.08.04, 09:19
                                                    scylla napisał:

                                                    > Każdy człowiek ma podstawowy człon, który się nie zmienia, podstawa na której
                                                    > opiera swoje życie,baza, może chodzi mu o to żeby ta właśnie baza się nie
                                                    > zmieniła,. Zmieniamy się, dochodzą przemyślenie i doświadczenie, ale baza
                                                    > wyjściowa pozostaje to sama.


                                                    hmmm, może masz tu rację - albo wyłazi solidarność tzw. męska


                                                    może daje Ci się
                                                    > wyspać wtedy kiedy masz wolne


                                                    nie wiem, czy mnie budzi jak mam wolne, bo wtedy śpię - możliwe, że nie masz
                                                    racji

                                                    >
                                                    > > chce, żebym się denerwowała dopiero jak go wysłucham - ale potem, jak go
                                                    > > wysłucham, to już i tak nie mam szans się powkurzać.
                                                    > Może dba o Twoje zdrowie i jest człowiekiem który chce być wysłuchany


                                                    nie - On wie, że i tak go wysłucham



                                                    >
                                                    > > I chce, żebym ubierała się całkiem na luzie,
                                                    > No to to nie nachodzi mi inna myśl niż to że jest strasznym samolubem, muszę
                                                    Ci
                                                    >
                                                    > przyznać, ewidentnie pachnie mi tu samolubstwem, ewidentnie musisz mu się
                                                    taka
                                                    > podobać i wygląda na to żetu zadbał o swoje.


                                                    no i sam widzisz :)))


                                                    > Tak, sam widze, straszny z niego gość, nawet się go przestraszyłem.
                                                    > O biedna Alfiko, jednak podpowiem Ci że możesz założyć wątek na jego temat i
                                                    > pozwolić abyśmy mogli go ocenić.
                                                    > Łącze się z Tobą w bólu. :)
                                                    >

                                                    nie mogę, bo go znajdzie, przeczyta i dopiero będzie
                                                    dostanie czkawki ze śmiechu i co
                                                    a cukier wyszedł wczoraj i jak mu tą czkawkę zlikwidować?
                                                    bo skutecznie to tylko łyżeczką cukru
                                                  • scylla Re: no nie... :) 11.08.04, 09:50
                                                    Pisząc podstawowy człon, nie chodziło mi o podstawowy człon męski, ogólnie
                                                    pisałem o ludziach, a do ludzi zaliczam mężczyzn i kobiety, więc nie chodzi tu
                                                    o solidarność męską.

                                                    > nie wiem, czy mnie budzi jak mam wolne, bo wtedy śpię - możliwe, że nie masz
                                                    > racji
                                                    skoro Śpisz, to raczej Cię nie budzi.

                                                    > nie - On wie, że i tak go wysłucham
                                                    Anioł, nie człowiek

                                                    > no i sam widzisz :)))
                                                    j.w.

                                                    > nie mogę, bo go znajdzie, przeczyta i dopiero będzie
                                                    > dostanie czkawki ze śmiechu i co
                                                    > a cukier wyszedł wczoraj i jak mu tą czkawkę zlikwidować?
                                                    > bo skutecznie to tylko łyżeczką cukru

                                                    Smiech jest najbardziej potrzebny, śmieją się ludzie szczęśliwi.
                                                    A więc gdzieś tu krązy, ciekawe, bardzo ciekawe.
                                                    Nie lubisz jak on się śmieje?
                                                  • alfika Re: no nie... :) 11.08.04, 09:59
                                                    scylla napisał:

                                                    > Pisząc podstawowy człon, nie chodziło mi o podstawowy człon męski, ogólnie
                                                    > pisałem o ludziach, a do ludzi zaliczam mężczyzn i kobiety, więc nie chodzi
                                                    tu
                                                    > o solidarność męską.


                                                    Scyllo, solidarność męska nie przejawia się chyba tylko w sprawach seksu, więc
                                                    bądź spokojny, zrozumiałam, co pisałeś


                                                    >

                                                    > skoro Śpisz, to raczej Cię nie budzi.

                                                    nie przesadzaj, nie wiesz, co znaczy spać naprawdę mocnym snem :)))


                                                    > > nie mogę, bo go znajdzie, przeczyta i dopiero będzie
                                                    > > dostanie czkawki ze śmiechu i co
                                                    > > a cukier wyszedł wczoraj i jak mu tą czkawkę zlikwidować?
                                                    > > bo skutecznie to tylko łyżeczką cukru
                                                    >
                                                    > Smiech jest najbardziej potrzebny, śmieją się ludzie szczęśliwi.
                                                    > A więc gdzieś tu krązy, ciekawe, bardzo ciekawe.
                                                    > Nie lubisz jak on się śmieje?


                                                    uchowaj Boże, żeby miał krążyć jak czujka :)
                                                    ale może niechcący trafić - i nieszczęście gotowe

                                                    poza tym - któż nie lubi, jak jego Partner/ka się śmieje?!
                                                    ale żeby zaraz czkawką człowieka wykańczać?
                                                  • scylla Re: no nie... :) 11.08.04, 10:17
                                                    > nie przesadzaj, nie wiesz, co znaczy spać naprawdę mocnym snem :)))
                                                    Ciekawy wniosek, no ciekaw jestem z jakiego powodu tak sądzisz?

                                                    > uchowaj Boże, żeby miał krążyć jak czujka :)
                                                    > ale może niechcący trafić - i nieszczęście gotowe
                                                    >
                                                    > poza tym - któż nie lubi, jak jego Partner/ka się śmieje?!
                                                    > ale żeby zaraz czkawką człowieka wykańczać?
                                                    Widze że Ty dbasz też o niego, szkoda Ci cukru?
                                                  • alfika Re: no nie... :) 11.08.04, 10:21
                                                    scylla napisał:

                                                    > > nie przesadzaj, nie wiesz, co znaczy spać naprawdę mocnym snem :)))
                                                    > Ciekawy wniosek, no ciekaw jestem z jakiego powodu tak sądzisz?


                                                    bo byś wiedział, że obudzenie w takim stanie jest nie-moż-li-we
                                                    he he :)))

                                                    >
                                                    > > uchowaj Boże, żeby miał krążyć jak czujka :)
                                                    > > ale może niechcący trafić - i nieszczęście gotowe
                                                    > >
                                                    > > poza tym - któż nie lubi, jak jego Partner/ka się śmieje?!
                                                    > > ale żeby zaraz czkawką człowieka wykańczać?
                                                    > Widze że Ty dbasz też o niego, szkoda Ci cukru?

                                                    no i widzisz, mówiłam, żem wiedźma :)))
                                                    cukru mi nie żal -
                                                    ale on nawet nie wierzy w te czary z cukrem na czkawkę
                                                    i oporny w moim dbaniu o niego
                                                    bo dzielny i samodzielny
                                                  • scylla Re: no nie... :) 11.08.04, 10:31
                                                    > bo byś wiedział, że obudzenie w takim stanie jest nie-moż-li-we
                                                    > he he :)))
                                                    Może źle podchodzi do budzenia Ciebie? :)

                                                    > no i widzisz, mówiłam, żem wiedźma :)))
                                                    > cukru mi nie żal -
                                                    > ale on nawet nie wierzy w te czary z cukrem na czkawkę
                                                    > i oporny w moim dbaniu o niego
                                                    > bo dzielny i samodzielny
                                                    A w wiedźmy wierzy?

                                                  • alfika Re: no nie... :) 11.08.04, 10:43
                                                    scylla napisał:

                                                    > > bo byś wiedział, że obudzenie w takim stanie jest nie-moż-li-we
                                                    > > he he :)))
                                                    > Może źle podchodzi do budzenia Ciebie? :)


                                                    nawet jeśli - to bardzo dobrze, że tak źle podchodzi - chyba, że nie podchodzi
                                                    ale może podchodzi?
                                                    no nie wiem, w koncu wtedy śpię!
                                                    może podchodzi więc źle
                                                    ale to w sumie dobrze
                                                    no

                                                    >
                                                    > > no i widzisz, mówiłam, żem wiedźma :)))
                                                    > > cukru mi nie żal -
                                                    > > ale on nawet nie wierzy w te czary z cukrem na czkawkę
                                                    > > i oporny w moim dbaniu o niego
                                                    > > bo dzielny i samodzielny
                                                    > A w wiedźmy wierzy?
                                                    >

                                                    zobaczył to i uwierzył...
                                                    nie wiem, jak wcześniej, może nie wierzył
                                                    ha, sama jestem ciekawa!
                                                  • scylla Re: no nie... :) 11.08.04, 10:53
                                                    Może wstań wcześniej to się przekonasz, ale w sumiae po co, skoro Ci pasuje, a
                                                    może Ci nie pasuje, bo jak by Cię obudził w jakiś fajny sposób to by Ci
                                                    pasowało, albo nie pasowało, może ta nie wiedza Ci pasuje, tylko nie wiadomo
                                                    czy jemu pasuje to że Ty nie wiesz czy Ci pasuje, ale skoro Wam tak pasuje, to
                                                    chyba jesteście dopasowani.
                                                    :))))
                                                    > zobaczył to i uwierzył...
                                                    > nie wiem, jak wcześniej, może nie wierzył
                                                    > ha, sama jestem ciekawa!
                                                    Zapytaj się go, to będziesz wiedziała
                                                  • alfika Re: no nie... :) 11.08.04, 11:09
                                                    jak Ty możesz pisać, że jesteśmy dopasowani - choć naprawdę jesteśmy i nie ma
                                                    tu miejsca na jakąkolwiek niepewnosc, skoro dopasowanie wychodzi nam na każdym
                                                    kroku - skoro nie wiadomo, czy ta niewiedza mojemu Partnerowi pasuje -
                                                    przecież moze Mu nie pasuje, że ja śpię i że ja nie wiem, czy On mnie budzi czy
                                                    dba o moje wyspanie - więc dopiero muszę się dowiedzieć, czy mnie budzi i czy
                                                    Mu to pasuje, że mnie może budzi albo że mnie może nie budzi i wtedy bedę
                                                    wiedziała, czy Mu pasuje ta niewiedza - która zresztą wtedy będzie juz wiedzą,
                                                    no bo zapytam i będę wiedziała
                                                    ale tak naprawdę to ja wiem, bo jakby mnie budził, to ja bym się budziła
                                                    no ale dopiero jak zapytam On będzie wiedział i dopiero zobaczymy, czy mi
                                                    pasuje to budzenie i czy Jemu pasuje
                                                  • scylla Re: no nie... :) 11.08.04, 13:02
                                                    :))))
                                                    Sama widzisz,że to nie jest takie proste.
                                                    Więc się zapytaj.
                                                  • alfika Re: :))))))))) 11.08.04, 13:18
                                                    poradzę sobie z tym tematem
                                                    pozdrawiam
                        • scylla Re: od kiedy rodzina?... 06.08.04, 14:51
                          Musze lecieć. cześć WAm!
            • agaaska Re: od kiedy rodzina?... 09.08.04, 08:42
              Żeby nie szukać daleko to ja jestem takim człowiekiem, i wcale jeszcze nie mam
              aż tak wielu lat, akurat tyle, że wszyscy znajomi powoli zakładają rodziny, a
              ja choć od kilku lat jestem w związku nie potrafię zrobić kroku w przód nie
              potrafię z JA i ON zrobić MY.
              • scylla Re: od kiedy rodzina?... 09.08.04, 09:01
                Może po prostu tego nie czujesz.
                • agaaska Re: od kiedy rodzina?... 09.08.04, 10:50
                  Masz rację nie czuję. I zastanawiam się czy powinnam to poczuć? Czy powinnam
                  myśleć kategoriami mi zamiast JA, ON i kiedyś ONO.

                  Z matematycznego punktu widzenia to proste JA+ON+ONO=MY, ale ja tego nie czuję
                  dla mnie to 3 różne osoby, trzy osobne byty i nie potrafię zlać tego w jeden.
                  Chyba boję się, że jak zleję to w MY to nagle gdzieś zniknie JA a razem z JA
                  zniknę ja.
                  • scylla Re: od kiedy rodzina?... 09.08.04, 13:14
                    Moim zdaniem My to nie jest zatracenie mojego ja, trzy różne osoby jednak jak
                    bliskie, mające wspólny cel, dażące się miłośćią, tak kochające się nawzajem,
                    że pozwalają być sobą. Wtedy też odkrywasz cechy, których bez nich byś nie
                    odkryła.
                    Może będzie wtedy bardziej bogatsze Ja.
        • lune Re: od kiedy rodzina?... 06.08.04, 14:18
          alfika napisała:

          > a jak ktoś ma np. masę lat i ma problemy z przestawieniem się z "ja" na "my" -

          > może sie zdarzyć, ze tego nie poczuje w ogóle?
          >

          Nie wiem Alfiko, ale wiek chyba nie gra roli ; poza tym nie wiem czy dobrze cie
          rozumiem ? "ja" i "on" ale nie "my" ?
          dla mnie to bylo "my" - chyba dosc szybko, jak cos oczywistego

          lune
          • alfika Re: od kiedy rodzina?... 06.08.04, 14:22
            no tak, ale "my" to już się z reguły czuje w trakcie trwania związku, kiedy
            jeszcze się razem nie mieszka
            a kiedy powiesz "jesteśmy rodziną"?
            • scylla Re: od kiedy rodzina?... 06.08.04, 14:30
              W trakcie związku czujesz My, a po stwierdzeniu jesteśmy rodziną nie?N9e wydaje
              mi się to logiczne.
              • alfika Re: od kiedy rodzina?... 06.08.04, 14:32
                chodzi o to rozróżnienie między "my" a "jesteśmy rodziną" - to drugie jest
                jakby czymś bardziej bliskim, jak sądzę
                • scylla Re: od kiedy rodzina?... 06.08.04, 14:36
                  Zgadzam się, jednak jest to następstwem "MY", kolejny etap o wiele wspanialszy.
                  Nie byłoby rodziny gdyby nie wcześniejsze "MY".
            • lune Re: od kiedy rodzina?... 06.08.04, 14:33
              alfika napisała:

              > no tak, ale "my" to już się z reguły czuje w trakcie trwania związku, kiedy
              > jeszcze się razem nie mieszka
              > a kiedy powiesz "jesteśmy rodziną"?
              >

              "My" plynnie zmienia sie w "jestesmy rodzina" ......
              czy moze byc "my" do konca zycia bez poczucia "jestesmy rodzina" ?

              lune
              • alfika Re: od kiedy rodzina?... 06.08.04, 14:36
                ok
                płynnie - powoli, na przestrzeni czasu

                a znaczenie ślubu w tym wszystkim? - czy Ty, Lune, jeśli chcesz napisać -
                widzisz jakieś głębsze znaczenie zawierania ślubu przy tym przechodzeniu czy to
                nie ma znaczenia?
                i dlaczego?
                • lune Re: od kiedy rodzina?... 06.08.04, 15:24
                  alfika napisała:

                  > ok
                  > płynnie - powoli, na przestrzeni czasu
                  >
                  > a znaczenie ślubu w tym wszystkim? - czy Ty, Lune, jeśli chcesz napisać -
                  > widzisz jakieś głębsze znaczenie zawierania ślubu przy tym przechodzeniu czy
                  to
                  >
                  > nie ma znaczenia?
                  > i dlaczego?


                  Dla mnie slub byl formalnoscia (cywilny bez szczegolnego celebrowania i fety
                  weselnej). Nie mial znaczenia dla poczucia "my" czy pozniej "jestesmy rodzina".
                  Rownie dobrze moglo go nie byc ;)) wtedy jednak wiele rzeczy ulatwial - stad
                  decyzja.
                  Mysle ze slub koscielny - jest bardzo wazny dla osoby wierzacej. Ale czy zawsze
                  daje poczucie (to glebokie a nie formalne) "od teraz jestesmy rodzina" ? nie
                  wiem ;
                  Ja mysle Alfiko - ze ta wiez, bliskosc, swiadomosc ze wspolnie-razem
                  • owsiwujek Lune 06.08.04, 18:17
                    lune napisała:

                    > Dla mnie slub byl formalnoscia (cywilny bez szczegolnego celebrowania i fety
                    > weselnej). Nie mial znaczenia dla poczucia "my" czy pozniej "jestesmy
                    rodzina".
                    > Rownie dobrze moglo go nie byc ;)) wtedy jednak wiele rzeczy ulatwial - stad
                    > decyzja.
                    > lune

                    ...a kiedy i czy wogóle miałaś pokładziny? Czy wiesz coś w temacie minetki?
                    • lune :)))))))))) 06.08.04, 18:42
                      owsiwujek napisał:


                      > ...a kiedy i czy wogóle miałaś pokładziny? Czy wiesz coś w temacie minetki?


                      teraz na mnie padlo ?
                      ty tak strzelasz na oslep czy wybiorczo ?

                      lune

                      ps. pokladziny :) sliczne slowo, takie niedzisiejsze
                      • owsiwujek Brak mi zwierzeń twych.... 06.08.04, 19:02
                        lune napisała:

                        > owsiwujek napisał:
                        >
                        >
                        > > ...a kiedy i czy wogóle miałaś pokładziny? Czy wiesz coś w temacie minetk
                        > i?
                        >
                        >
                        > teraz na mnie padlo ?
                        > ty tak strzelasz na oslep czy wybiorczo ?
                        >
                        > lune
                        >
                        > ps. pokladziny :) sliczne slowo, takie niedzisiejsze

                        ...... ciszy twego snu....
                        • lune doczekanie twoje 06.08.04, 20:02

                          proscie a bedzie wam dane ;)


                          lune
                          • owsiwujek ooooooooooooch...Lune... 06.08.04, 20:18
                            lune napisała:

                            >
                            > proscie a bedzie wam dane ;)
                            >
                            >
                            > lune
    • vielonick Re: od kiedy rodzina?... 06.08.04, 16:21
      vitam chlodno bo nie lubie upalow ;D
      (u mnie wspaniale wieje :)

      mysle tak jak lune - rodzna to dluzsze, powazne bycie ze soba
      takie zakorzenienie, przebywanie rozwniez w towarzystwie rodziny swojej i (nie)
      meza.(nie)zony plus dzieci
      nawet jak dluzszego bycia ze soba nie ma a dziecko/i sa to ma sie poczucie
      stworzenia rodziny
      ludzie, ktorzy nie maja dziecka a bardzo chca czesto mowia ze nie
      stanowia "pelnej rodziny"
    • Gość: Moni Re: od kiedy rodzina?... IP: *.telprojekt.pl 06.08.04, 18:09
      Dla mnie slub nie był formalnością. Jest formą deklaracji: kocham Cię, chcę z
      Tobą żyć. Oczywiście można deklarować życiem (nawet trzeba), można to
      powiedzieć nad ranem w pościeli... Ale to uroczyste, trochę patetyczne "chcę"
      jest piękne. I to wcale nie myslę o dzisiejszych czasach, gdzie sukienka, lista
      gości (że nie wspomnę o prezentach) jest ważniejsza od reszty. Na myśl
      przychodzi mi ślub z "Braveheart" - cudeńko. A dla Was, które są najpiękniejsze?
      Mimo to rozumiem ten 'ślub - nie-ślub' z "Czterech wesel..".
      Pomijam aspekty prawne takiego zycia - problemy z diedziczeniem, informacją w
      szpitalu, dostępem do dziecka, gdy zaczną się kłopoty. Ostatnio czytałam o
      kobiecie porzuconej przez partnera po 20-tu latch wspólnego życia. Wyrzucił ją
      z domu (razem z dziećmi) i wprowadził się tam z nową panią - w końcu wszystko
      stało na niego, a że był to majątek wspólny, cóż...
      • Gość: Moni PS IP: *.telprojekt.pl 06.08.04, 18:12
        Też nie wiem co to minetka... Może wyręczycie lenia?
        • havlo Re: PS 08.08.04, 11:48
          Gość portalu: Moni napisał(a):

          > Też nie wiem co to minetka... Może wyręczycie lenia?

          To seks oralny - kiedy pan robi to pani :)
    • havlo Re: od kiedy rodzina?... 08.08.04, 12:07
      Jeśli pominiemy definicję prawną, to wg mnie, wygląda to mniej więcej tak:
      Rodzina to co najmniej trzy osoby: ona, on i dziecko. Związek partnerski
      rodziną nie jest. Mało istotne jest czy ona i on mają ślub, a już wcale, czy
      jest to ślub cywilny, kościelny, czy też oba do kupy. Rodzina to poczucie
      więzi, która łączy przynajmniej te trzy wymienione na wstępie osoby. To wspólne
      zamieszkiwanie, wspólne wychowywanie dzieci, wspólne wspieranie się w trudnych
      sytuacjach życiowych, wspólne rozwiązywanie problemów, wspólne pokonywanie
      przeciwności, wspólne przeżywanie radości i smutków dnia codziennego. Rodzina
      to wspólnota, w której dzielenie obowiązków i praw nie nie wynika z nakazu
      administracyjnego, tylko z nieprzymuszonej, wolnej woli wszystkich jej członków.
      • lune havlo :) 08.08.04, 14:58

        czy to znaczy ze bezdzietne malzenstwo nigdy nie bedzie rodzina ?
        gdy ludzie pragna dziecka - i nie moga miec - maja poczucie ze nie sa w pelni
        rodzina ; a co z tymi ktorzy nie chca miec (lub pogodzili sie z tym ze miec nie
        moga )?


        lune
        • havlo Re: havlo :) 08.08.04, 21:37
          To oznacza dokładnie to, co napisałem :)
          Bezdzietne małżeństwo, konkubinat, czy narzeczeństwo, to związki partnerskie, w
          których mogą istnieć rodzinne relacje, ale prawdziwą rodziną stają się dopiero
          w chwili, kiedy dołącza do nich to trzecie - dziecko. I nikt nie powiedział, że
          to dziecko musi być owocem tego związku - wyjściem dla bezdzietnych małżeństw
          jest np. adopcja.
          • Gość: Moni Re: havlo :) IP: *.telprojekt.pl 08.08.04, 22:57
            Dzięki za uświadomienie (rozumiem: rzeczownik określający czynność - robi się
            minetkę?).
            Co do poglądów zgadzam się w pełni i nie jest dla mnie istotna legalizacja.
            Choć moim zdaniem bardzo ułatwia sprawę, co nie znaczy, że nie utrudnia gdy
            rodzina się rozpada.
            Ale nie mam żadnych argumentów na poparcie takiego stanowiska. Może dlatego, że
            obecność dziecka wprowadza zupełnie inny zakres relacji?
            • procesor Re: havlo :) 08.08.04, 23:16
              Definicje rodziny mam taka jak Havlo. I dziwiłam sie nawet że nikt wcześniej
              takiej nie podał.

              Co do braku dziecka - i bycia nie-rodzina wtedy.
              Taka para to rodzina - ale tylko część rodziny jej i jego. Włączeni przez swój
              związek do kazdej z tych rodzin.
              Natomiast nowa wartość, nowa rodzina powstaje w momencie gdy pojawia sie
              dziecko.

              Gdy brak dziecka mozna rozstać sie cąłkowicie zrywając więzi. Dziecko wiąże
              nawet gdy para sie rozwodzi. Czy sie tego chce czy nie - na zawsze jest się
              matka i ojcem. Nie bez powodu słowa "rodzice" i "rodzina" i "RODZIĆ" sa ze soba
              powiązane wspólnym rdzeniem.
    • Gość: Im fine Re: od kiedy rodzina?... IP: *.250.105.12.Dial1.Weehawken1.Level3.net 09.08.04, 01:21
      jak sobie zrobia dzidzi to wtedy zaczyna byc rodzina
      bez dzidzi to tylko malzenstwo
    • alfika Re: dziecko???? 09.08.04, 10:14
      a dlaczego dopiero jak jest dziecko???
      czy to chrześcijańska tradycja?
      no bo co z rodziną, jak dziecko umiera?
      przecież nie można chyba mówić, że się rozpadła?
      a co, jak jeden z partnerów ma dziecko - jeśli kogoś pokocha i zdecydują się
      spędzić razem życie, to będą rodziną czy nie będą?
      a co, jak zamieszka z nimi teściowa, a dziecka nie będą mieli?
      to będzie rodzina - a bez teściowej nie???
      a w ogóle to które dziecko z własnej i nieprzymuszonej woli wchodzi do
      rodziny???
      raczej jest dośc mocno przymuszane bólami porodowymi...
      • havlo Re: dziecko???? 09.08.04, 10:53
        Nie, to nie jest chrześcijańska tradycja. Małżeństwo (lud dowolny inny związek)
        plus teściowa, to nie jest ta podstawowa, nowa wartość o jakiej mówimy - nie
        mówimy o rodzinie w znaczeniu ogólnym - wujkach, ciociach, stryjkach i
        dziadkach - mówimy o momencie, w którym powstaje rodzina jako nowa wartość.
        Jeśli jeden z partnerów ma np. dzieci z poprzedniego związku i wspólnie z
        drugim partnerem decydują się na ich wychowanie, to będą tworzyli rodzinę.
        Co się dzieje gdy dziecko umiera i zostają wyłącznie rodzice? Ano wg mnie
        rodzina przestaje istnieć - wraca do punktu wyjścia - to znowu tylko para,
        której więzi śmierć dziecka może umocnić, lub wręcz przeciwnie - może ich
        pozbawić. To zależy od wielu różnych czynników.
        Wolna wola, o której pisałem wcześniej, jest mocno obciążona obowiązkami wobec
        rodziny oraz całym systemem norm i nakazów - a więc tak naprawdę nie jest ona
        taka wolna :) (to chyba oczywiste, prawda?). Tyle, że jeśli te normy są przez
        nas akceptowane, to nie odczuwamy ich jako ograniczenia naszych swobód, są to
        np. wierność, lojalność, uczciwość, odpowiedzialność, miłość itp. itd.
        A tak na marginesie - przymuszaną do porodu bólami porodywymi jest zazwyczaj
        matka - bobas większego bólu nie odczuwa - no chyba, że lekarz coś schrzani...
        • alfika Re: dziecko???? 09.08.04, 11:23
          havlo napisał:

          > Nie, to nie jest chrześcijańska tradycja. Małżeństwo (lud dowolny inny
          związek)
          >
          > plus teściowa, to nie jest ta podstawowa, nowa wartość o jakiej mówimy - nie
          > mówimy o rodzinie w znaczeniu ogólnym - wujkach, ciociach, stryjkach i
          > dziadkach - mówimy o momencie, w którym powstaje rodzina jako nowa wartość.


          czy ta nowa wartość nie powstaje w chwili zdecydowania się na bycie razem do
          końca życia?


          > Jeśli jeden z partnerów ma np. dzieci z poprzedniego związku i wspólnie z
          > drugim partnerem decydują się na ich wychowanie, to będą tworzyli rodzinę.
          > Co się dzieje gdy dziecko umiera i zostają wyłącznie rodzice? Ano wg mnie
          > rodzina przestaje istnieć - wraca do punktu wyjścia - to znowu tylko para,
          > której więzi śmierć dziecka może umocnić, lub wręcz przeciwnie - może ich
          > pozbawić. To zależy od wielu różnych czynników.


          Nie dasz rady ludzi, którzy nauczyli się być rodziną, przestawić na inne tory,
          cofnąć do "bycia parą" - to sztuczny proces, jak sądzę



          > Wolna wola, o której pisałem wcześniej, jest mocno obciążona obowiązkami
          wobec
          > rodziny oraz całym systemem norm i nakazów - a więc tak naprawdę nie jest ona
          > taka wolna :) (to chyba oczywiste, prawda?).


          nie jest wcale takie oczywiste - sam dezydujesz, czy tego chcesz - więc
          wybierasz dokładnie wedle swojej woli
          jak nie chcesz, to sobie żyjesz sam i też masz to, co ci pasuje najbardziej



          Tyle, że jeśli te normy są przez
          > nas akceptowane, to nie odczuwamy ich jako ograniczenia naszych swobód, są to
          > np. wierność, lojalność, uczciwość, odpowiedzialność, miłość itp. itd.


          czyli chcesz -
          sam widzisz


          > A tak na marginesie - przymuszaną do porodu bólami porodywymi jest zazwyczaj
          > matka - bobas większego bólu nie odczuwa - no chyba, że lekarz coś schrzani...

          przypominam, że podczas porodu rodzi się dziecko, a nie matka :)
          matka odczuwa bóle, owszem, ale tu nie o bóle idzie, a o pojawienie się na
          świecie - czyli również w rodzinie


          ps. a samotna matka z dzieckiem albo samotny ojciec z dzieckiem - tworzą
          rodzinę czy też nie?
          • Gość: inka_s Re: dziecko???? IP: *.poleczki.dialup.inetia.pl 09.08.04, 11:57
            > ps. a samotna matka z dzieckiem albo samotny ojciec z dzieckiem - tworzą
            > rodzinę czy też nie?
            >

            Tworza niepełna rodzinę. Sporo zalezy jeszcze od tego czy ta rodzina była na
            poczatku pełna czy od razu była tylko samotna matka (z ojcem tez jest to
            mozliwe gdy matka po urodzeniu od razu porzuciła dziecko, jemu oddając je pod
            wyłączna opiekę).
            • alfika Re: dziecko???? 09.08.04, 12:11
              niepełna rodzina to ciągle rodzina, na szczęście
              • havlo Re: dziecko???? 09.08.04, 15:00
                alfika napisała:
                > niepełna rodzina to ciągle rodzina, na szczęście

                Chciałbym poznać czego bronisz - czy mogę prosić o Twoją definicję rodziny?
                • alfika Re: dziecko???? 10.08.04, 07:40
                  niczego nie bronię, możesz być spokojny :)
                  szukam rozeznania w temacie, z czystej, nieprzymuszonej czymkolwiek ciekawości -
                  po drodze rodzi się w definicji rodziny dziecko, to i trwa rozmowa
                  to normalne

                  i nie mam definicji jako takiej, przemyśliwuję - choć mi to dziecko nie pasuje
                  • Gość: inka_s Re: dziecko???? IP: *.poleczki.dialup.inetia.pl 10.08.04, 22:08
                    > i nie mam definicji jako takiej, przemyśliwuję - choć mi to dziecko nie pasuje
                    >

                    Jestem prawie pewna Alfiko, że nie chcesz miec dzieci? Pewnie więc chcesz mieć
                    rodzinę ale dziecko w jej definicji się nie zmiesci.
                    Jeśli chcesz mieć dzieci - to nie mam pomysłu dla którego dziecko nie
                    mieściłoby sie w definicji rodziny.
                    • alfika Re: dziecko???? 11.08.04, 09:26
                      Gość portalu: inka_s napisał(a):

                      > > i nie mam definicji jako takiej, przemyśliwuję - choć mi to dziecko nie p
                      > asuje
                      > >
                      >
                      > Jestem prawie pewna Alfiko, że nie chcesz miec dzieci? Pewnie więc chcesz
                      mieć
                      > rodzinę ale dziecko w jej definicji się nie zmiesci.
                      > Jeśli chcesz mieć dzieci - to nie mam pomysłu dla którego dziecko nie
                      > mieściłoby sie w definicji rodziny.


                      nie zrozumiałaś tego, co pisałam
                      to, czy chcę mieć dziecko czy nie - nie ma tu nic do rzeczy
                      chyba że ma? to chętnie o tym poczytam

                      dziecko jak najbardziej mieści sie w definicji rodziny - jeśli dziecko jest,
                      natomiast jeśli dziecka (z jakiegokolwiek powodu) nie ma, to i tak uważam, ze
                      dwoje ludzi jest rodziną

                      za szybko wyciągasz wnioski :)
      • Gość: inka_s Re: dziecko???? IP: *.poleczki.dialup.inetia.pl 09.08.04, 12:01
        > no bo co z rodziną, jak dziecko umiera?

        Często jest tak, że po smierci dziecka, szczególnie jeśli było to jedyne
        dziecko - rodzina się rozpada. Czasem ból jest tak wielki, że rodzice już nie
        chcę byc razem. Czasem jedno z nich tak pogrąża sie w bólu, że drugie nie może
        znieść tego braku kontaktu, dokonuje sie faktyczny rozkład związku. Inna sprawa
        że to świadczy o tym, że relacje między rodzicami były specyficzne przed
        śmiercia dziecka - czyli prawdopodobnie dziecko było stawiane na pierwszym
        miejscu, przed partnerem.
        • alfika Re: dziecko???? 09.08.04, 12:15
          ponieważ właśnie po smierci dziecka rodzina się czesto rozpada, tu tkwi
          szkopuł -
          gdybyśmy czuli się rodziną przed narodzinami dziecka, rodzina istniałaby dalej -
          razem - nawet w tak dramatycznej sytuacji
          • lune Re: dziecko???? 09.08.04, 15:07
            alfika napisała:

            > gdybyśmy czuli się rodziną przed narodzinami dziecka, rodzina istniałaby
            dalej
            > -
            > razem - nawet w tak dramatycznej sytuacji
            >

            Ale czy to mozliwe Alfiko ?
            Byc moze jest w tym wiele (ze smutkiem przyznam) racji - ze dziecko
            dopelnia "my" - i dopiero gdysmy rodzicami (naturalnymi czy z adopcji)- mozna o
            rodzinie mowic ;

            lune

            • alfika Re: dziecko???? 10.08.04, 07:46
              ja z kolei mogę jedynie przyznać, że rzeczywiście wiele osób tak podchodzi do
              obecnosci dziecka - konieczne by nazwać się rodziną

              niemniej dwa obrazki:
              ona i on, pełnia zrozumienia, szczerości, przyjaźni
              bez rywalizacji i podchodów
              niezwykła wspólnota i pięknie im razem ze sobą, bo naprawdę lubią ze sobą być
              wspólny adres, wspólne świeta, wspólne wakacje
              i w ogóle wszystko takie wspólne

              - nie rodzina???

              drugi: ona, on i ono
              każde w swoim kącie, ona ze swoimi książkami, on z gazetą
              ona manipuluje, on jej nawet nie lubi, nie ceni i nie ma za grosz partnerstwa
              ale jest to dziecko, niechcący, ale jest
              no i są rodziną???

              eeetam
              • lune Re: dziecko???? 10.08.04, 08:50
                alfiko :)
                ja mialam poczucie ze "jestesmy rodzina" pomimo ze bez dziecka ; bywalo ze inni
                probowali udowodnic mi ze tak nie jest - ze to "rodzina niepelna" ;

                kiedy czytam twoj watek - sama juz nie wiem czy to moje "czucie sie" bylo
                falszywe czy prawdziwe, pelne, niepelne ? w koncu - moglabym sobie to jedynie
                wyobrazic (tzn. my plus dziecko); po latach, licznych kryzysach - rozpadlo sie
                definitywnie ; ktos mowi - "bo nie bylo dziecka" - ale ja w to nie wierze ;

                lune

                ps. mam chyba przesyt watkow o zdradach - wchodze tu z przyjemnoscia :)
                • alfika Re: :) 10.08.04, 08:59
                  no pewnie, że Twoje czucie się rodziną było prawdziwe i słuszne :)
                  przecież tak to czułaś!
                  każdy ma swoją filozofię co do tego tematu - stąd wnioski, jak różnie można
                  odbierać powstawanie rodziny i jak różnie rodziny funkcjonują :)
                  przy okazji dyskutujemy :)

                  ps. ha, bo to taki anty-zdradowy wątek :))))))))))))
                • scylla Re: dziecko???? 10.08.04, 10:31
                  Ważne czy byłaś szczęśliwa?
                  ludzie mogą sobie gadać co chcą, ale tak naprawde to my czujemy czy jesteśmy
                  rodziną. To my decydujemy jak nasza rodzina ma wyglądać.
                  Jak kobieta nie może mieć dzieci, to nie może stworzyć rodziny? Bez sensu!
                  To jest kwestia tego co mamy w sercach.
                  • lune alfika i scylla :) 10.08.04, 10:47
                    to krzepiace, dzieki :)

                    no pewnie ze czulam sie szczesliwa w naszej mini rodzinie ;
                    a ze nie przetrwalismy razem ? pogodzilam sie z tym i poukladalam,
                    teraz usmiecham sie (z czuloscia)do wspomnien :),
                    ktore ten watek wywolal - uswiadomil mi (znow !) ze przezylam cos bardzo
                    cieplego z poczuciem wzajemnej bliskosci ; wiecej .... wierze w to ze
                    to sie jeszcze zdarzy :)

                    lune
                    • alfika Re: alfika i scylla :) 10.08.04, 11:24
                      cieszę się :)

                      a ja właśnie się dowiaduję, jak to jest stworzyć rodzinę
                      pierwszy raz mam takie odczucie -
                      i nie ma nic wspólnego z papierkami, rodzeniem
                      to stan ducha

                      - czyli podejście każdego człowieka z osobna, wychodzi mi na to
                    • scylla Re: alfika i scylla :) 10.08.04, 12:04
                      A więć świetnie! Tego Ci nikt nie zabierze.
                      Może coś się musiało skończyć, aby mogło zdarzyć się coś piękniejszego.
                      Podoba mi się Twoje podejście.
    • mathias_sammer Re: od kiedy rodzina?... 09.08.04, 12:18
      alfika napisała:

      > Witam wszystkich ciepło i przy piątku :)
      >
      > jak sądzicie (albo jak czuliście, jeśli kto założenie rodziny ma za sobą) -
      > w którym momencie ludzie stają się rodziną?
      > w chwili podjecia decyzji o wspólnym życiu?
      > a może w chwili ślubu?
      > a jak ktoś z Was nie brał ślubu - to trudniej?
      > a może dopiero jak pomieszkają razem - czy to jako małżeństwo czy nie -
      > dopiero z czasem przychodzi myślenie "my, rodzina" oraz "moja rodzina"?
      >
      > od jakiego momentu jest się rodziną?
      >
      > pozdrawiam :)
      >

      w swietle prawa wyglada inaczej, w swietle stworzonego zwiazku rowniez. Czy
      dwoch homoseksualistow jest rodzina?

      Wg mnie "manie lub nie-manie" dzieci nie stanowi o instytucji rodziny lecz o
      jej liczebnosci.

      M.S.

    • biseks Re: Różne definicje 09.08.04, 16:42
      alfika napisała:

      > Witam wszystkich ciepło i przy piątku :)
      >
      > jak sądzicie (albo jak czuliście, jeśli kto założenie rodziny ma za sobą) -
      > w którym momencie ludzie stają się rodziną?
      > w chwili podjecia decyzji o wspólnym życiu?
      > a może w chwili ślubu?
      > a jak ktoś z Was nie brał ślubu - to trudniej?
      > a może dopiero jak pomieszkają razem - czy to jako małżeństwo czy nie -
      > dopiero z czasem przychodzi myślenie "my, rodzina" oraz "moja rodzina"?
      >
      > od jakiego momentu jest się rodziną?
      >
      > pozdrawiam :)

      Z prawnego punktu widzenia, za rodzinę uznaje się związek dwojga ludzi, którzy zawarli związek małżeński oraz wszystkich zstępnych narodzonych, zaadoptowanych lub przysposobionych w trakcie jego trwania.

      Z punktu widzenia socjologii jest to różnie definiowane:
      - rodzina to związek dwojga ludzi zaślubionych,
      - rodzina to związek dwojga niespowinowaconych ludzi prowadzących wspólne gospodarstwo domowe i pozostających ze sobą w ścisłych związkach ekonomicznych, a także ich zstępnych,
      - rodzina to związek dwojga ludzi posiadających wspólne potomstwo i prowadzących wspólne gospodarstwo domowe.

      Do dzisiaj socjologia nie ustaliła jednoznacznej definicji. Inaczej wygląda to bowiem w ujęciu socjologów pozostających pod silnym wpływem chrześcijańskich wartości inaczej to wygląda przy próbach definiowania przez socjologów liberalnych.

      Ja osobiście optuję za definicją, która nakazuje już za rodzinę uznawać związek dwojga ludzi nie spowinowaconych ze sobą, a także ich zstępnych o ile pozostają te osoby we wspólnym gospodarstwie rodzinnym i łączą ich zależności ekonomiczne. Tym samym za rodzinę uważam:
      - związek dwojga ludzi pozostających w konkubinacie, mieszkających ze sobą i prowadzących wspólne gospodarstwo rodzinne, bez względu na płeć, i bez względu na fakt, czy posiadają wspólne potomstwo. Mam liberalne podejście do spraw rodzinnych i optuję za definicjami socjologii liberalnej.

      :-) biseks
    • j_ar Re: od kiedy rodzina?... 10.08.04, 10:34
      hmm..od..od pierwszego pocalunku?.. a moze to spojrzenie najpierw?..

      ;)
    • Gość: ruda Re: od kiedy rodzina?... IP: 62.148.79.* 11.08.04, 15:37
      definicja subiektywna: jesteśmy rodziną, od kiedy rodziną się czujemy
      czy jesteśmy rodziną, jeśli ja się rodziną czuję, a on nie (albo odwrotnie)?

      definicja obiektywna (moja): dwoje niespokrewnionych ludzi tworzy rodzinę, o
      ile są razem (co na ogół jest równoznaczne z prowadzeniem współnego
      gospodarstwa domowego, chociaż są wyjątki) i mają dziecko (jedno lub więcej,
      własnych, przysposobionych...)

      jeśli rodzina się kłóci, jeśli członkowie rodziny się na wzajem nie lubią, to i
      tak są rodziną, póki spełniają powyższe dwa warunki

      dziecko, które umarło, też jest dzieckiem, dorosłe dziecko też jest dzieckiem

      teściowa nie jest moją rodziną, nie była i nie będzie

      para ludzi bez dziecka, to para ludzi
      ten "drugi z pary" może być bliższy dla mnie, niż ktokolwiek inny, niż moja
      rodzina (ojciec, matka)
      ale póki nie ma dziecka, jesteśmy parą, a nie rodziną

      i nie ma w tym żadnego wartościowania "że rodzina lepsza, niż para" czy
      odwrotnie, po prostu te wyrazy mają dla mnie takie właśnie znaczenie

      pamiętam uczucie, że "ten człowiek jest dla mnie bliższy, niż ktokolwiek inny
      na świecie" - było to wcześniej, niż ślub, było to wcześniej, niż zamieszkanie
      razem (oczywiście, przecież było to warunkiem tych decyzji), ale było później,
      niż "zakochanie się", dużo później...

      pamiętam też uczucie, że "jesteśmy rodziną", było to zaraz po urodzeniu
      (pierwszego) dziecka
Inne wątki na temat:
Pełna wersja