joaska_wawa
09.08.04, 09:45
Witam
Dwa tygodnie temu pisalam o tym ze dowiedzialam sie ze facet z ktorym
spotykam sie od pol roku "zapomnial" powiedziec mi ze tak wogole to ma zone i
zniknal na 3 tyg (urlop z szanowna malzonką) "zapominajac" mi o tym
powiedziec rowniez. Dluuugi ten watek sie rozrosl - wiec juz tam nie pisze
Kochani moi...jesli chcecie wiedziec jak sie skonczylo:
zadzwonil w niedziele , zaczal przepraszac - zepsuta komorka itd nie mial sie
jak skontaktwoac itp, powiedzialam ze jesli cokolwiek chce wyjasniac to nie
przez telefon tylko osbiscie, wsiadl w samochod i przyjechal...
dluga to byla rozmowa i bardzo dla mnie ciezka, mysle ze chyba dla niego tez
takie sprawial wrazenie przynajmniej...
nie plakalam, nie robilam scen, nie wyzywalam go od drani, chyba by mnie to
jeszcze bardziej porozbijalo psychicznie, pewnie napiszecie ze powinnam ze na
to zasluzyl, ale uznalam ze bede robila tak zeby sobie pomoc a nie zeby go
zdolowac za wszelka cene nawet za cene wlasnej psychiki, mialam juz dosc
wstrzasow przez ostatnie 3 tygodnie, wystarczy....
bylam bardzo spokojna, powiedzialm mu o czym wiem, o czym chcialabym sie
dowiedziec od niego, tlumaczyl sie ze na poczatku nie sadzil ze to cos
dluzszego bedzie wiec o zonie nie mowil a potem sie bal jak zaareaguje, ze
caly czas myslal jak mi o tym powiedziec. Nie komentowalam tego, przepraszal,
powiedzial ze chcialby byc ze mna ze nie wie jak powiedziec o nas zonie...
odpowiedzialam ze nie musi , bo "nas" juz nie ma..., powiedzial ze postara
sie skonczyc zwiazek z zona ale bedzie mu trudno (wspolne mieszkanie firma
itd), odpowiedzialam zeby nie robil sobie takich problemow, ja go o zaden
rozwod nie prosze...na koniec powiedzialam mu jak sie czulam przez te
tygonie, jak sie czuje teraz, nie wiem czy udalwal czy faktycznie zle sie z
tym poczul,niewazne...
na koniec powiedzialam ze myslalam ze sie zadaje z doroslym czlowiekiem, a
nie z kims kto ma psychike malego chlopca i brak jaj zeby po mesku wszystko
zakonczyc, ze sposob jaki wybral byl nagorszym z mozliwych, najbardziej mnie
upokarzajacym, i najbardziej bolesnym. Na koniec wstalam, wyjelam pieniadze
zl za swojego drinka, rzucilam mu na stol z tekstem ze powinno strczyc, ze
jesli on nie umial tego po mesku i po doroslemu skonczyc to w takim razie ja
musze... i wyszlam...
Moze powinnam zalatwic to inaczej, moze sie oszukuje, chcialabym zebyscie
mnie dobrze zrozumieli !!! ale...lepiej mi z mysla ze chcial dobrze tylko
jest nieodpowiedzialny i niedojrzaly niz ze jestem dla niego nikim... pewnie
to bledne myslenie, pewnie jest odwrotnie ale mi pomaga !!!. W knajpie mnie
nie zatrzymal chyba go jednak rabnelo, potem dzwonil wielkokrotnie- nie
odbieralam, zadzwonil z zastrzezonego odebralam i powiedzialam ze nie zycze
sobie dalszych telefonow, "nas" juz nie ma, zycze powodzenia w malzenstwie
itd, milych urlopow, milego zycia...ze to mnie juz nie obchodzi, wylaczylam
komorke...
No i koniec histori...
Wiecie czego sie boje? ze nikomu juz nie zaufam, ze przez jakis czas bede
sama (a zle mi z tym!), ze nie mam sie do kogo po prostu przytulic :) chyba
kupie sobie psa:)
boje sie ze w kazdym facecie bede widzial wady, boje sie ze bede ich
porownywac do X, boje sie tego uczucia jak sie czlowiek budzi rano sam w
lozku, ze juz nie czeka na zaden telefon...takie glupie- straszne
slowo "koniec"...
Ale poradze sobie (mam nadzieje) i powtarzam sobie ze moze juz byc tylko
lepiej, prawda?
Z forum nie znikam - tylko chyba zaloguje sie pod jakims nieglupim nickiem,
Wy mi pomogliscie serio! nie wiem czy bardziej radami, czy po prosstu tym ze
nie czulam sie sama z moim problemem. I dziekuje :) bardzo:)
pozdrawiam:)
joaska