ooo
16.08.04, 16:40
Mam skłonność do płaczu. Co nie znaczy, że ja chcę płakać. Po prostu, ilekroć
chciałabym komuś ostrzej odpowiedzieć, albo powiedzieć coś na swoją obronę
(nawet w bardzo błahej sprawie), wybucham płaczem. To jest całkowicie
niekontrolowana reakcja, której wcale nie chcę, której jednak nie potrafię
powstrzymać. Wstydzę się tego i staram się nie reagować na konflikty. Doszło
do tego, że często zgadzam się na to, by o różnych moich sprawach decydowały
inne osoby, czasem czuję się z tego powodu wykorzystywana. Ale nie reaguję,
bo wiem, że zamiast drugiego zdania byłby wybuch płaczu... czytałam różne
poradniki i wiem - teoretycznie - jak radzić sobie z konfliktami. Czasem
układam sobie w mysli, że porozmawiam z daną osobą, powiem jej to i to - ale
oczywiście tego nie robię. Nie chcę się zbłaźnić. Ostatnio MUSIAŁAM
zareagować - moja nieletnia siostra wróciła b. późno do domu i chciałam jej
po prostu powiedzieć, że się martwiłam przez całą noc, więc żeby następnego
razu nie robiła mi takiego świństwa tylko przynajmniej zadzwoniła, że wróci
poźniej. Oczywiście wydukałam tylko "Ola, słuchaj..." i już ryczę.
Czy coś takiego można wyleczyć? Bo mi się zdaje, że to nawet nie jest problem
psychologiczny, tylko fizjologiczny.