Gość: Córka
IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl
18.08.04, 10:21
Mama z synem kawalerem i córka z mężem i dziećmi mieszkają razem,małżeństwo
otrzymuje mieszkanie-wyprowadza się,ale przyjeżdżają i pomagają we wszystkim
mamie(działka,remont mieszkania,sprzątanie itp)Syn kawaler żeni
się,zamieszkuje z żoną u mamusi która zapisuje im mieszkanie w zamian za
dożywotnią opiekę.Córka nadal pomaga,ale ???????!!!Młodzi nie dają
matce,żadnej opieki ani medycznej ani fizycznej w domu.Mama (utrzymuje z
renty cały dom)starsza nosi węgiel na piętro a synowa jeszcze marudzi,że za
zimno.Córka zwraca uwagę swojemu bratu(żonkosiowi)np.nanoś mamie
węgla,wystarczy że napali, to już nie na jej siły(obraza obojga-wtrącam się)
Do sprzątania ,remontowania i zawiezienia do lekarza jest nadal
córka.Zbuntowałam się powiedziałam ,że mamy pokój owszem posprzątam u nich
nie mam zamiaru,wiem ,że mama im to robi(a niech tam)i tak jej pracy nie
docenią ,mama ich broni ,nie da słowa na nich powiedzieć ,jak mówię ,że to
oni powinni się nią opiekować na codzień (nie wymiguję się)nawet leków jej
nie powtórzą ,ja muszę 20 km.jeżdzić po mamę i ją do lekarza zawozić(bratowa
mówi,że nie mam co robić i mamie choroby wymyślam)a ona jest na I grupie i
wymaga opieki innych osób.Bratowa,wręcz powiedziała,że za często
przyjeżdżamy.Chętnie bym nie jeździła,ale jak mamę mam tak zostawić?Do siebie
na stałe nie mogę zabrać(małe mieszkanie)poza tym,przyzwyczajona u siebie u
nas na 2 dzień już jej czegoś brakuje. Czy młodzi ludzi dzisiaj nie mają
poczucia obowiązku(brat jest młodszy o 20 lat)?Czy ja się czepiam?Jestem
zacofana?Jak zachować się w tej sytuacji?