romans męża

IP: *.aster.pl / *.aster.pl 20.08.04, 22:05
Wiem, że wątek stary jak (internetowy) świat. Wiem.
Mimo to zaryzykuję - potrzebuję wsparcia, czyjejś obecności, kogoś życzliwego.

Mój mąż miał siedmiomiesięczny romans. Dowiedziałam się o tym siedem miesięcy
temu. Skończył to (ponoć? - bo jak wierzyć??) od razu. Od tamtej pory stara
się być ze mną. A ja chyba nie umiem. Czuję się fatalnie. Jakby zatrzymał się
czas. Czuję się jak śmieć wywalony na śmietnik. Odstawiona panienka zrobiła
swoje i przysłała mi list ze skrupulatnym opisem tego, co ze sobą robili. Nie
umiem się z tym pogodzić. Nie potrafię uznać, że tak po prostu było, że to
przeszłość i że teraz można coś od nowa.

Nie umiem żyć normalnie. Czuję jakby mnie nie było. Noszę się z tym sama.
Praktycznie nikt wokół o tym nie wie. Męczę się, dręczę...

Nie chcę być cierpiętnicą, nie chcę się nad sobą użalać. Wiem co było nie tak
w naszym związku. Myślę, że umiałabym zadbać, żeby było lepiej, ale ta zdrada
mnie blokuje i udaremnia wszelki wysiłek.

Czuję się podle.
Nie chce mi się żyć.
    • marusia_ogoniok Rower i sałata....dużo sałaty..., 20.08.04, 22:17
      ..... no i koniecznie pokochać tę panienkę
      • Gość: zdradzona Re: Rower i sałata....dużo sałaty..., IP: *.aster.pl / *.aster.pl 20.08.04, 22:18
        marusia?
        chcesz mnie kopnąć?
        pośmiać się?
        ok... w sumie to pieprzę...
        • marusia_ogoniok Re: Rower i sałata....dużo sałaty..., 20.08.04, 22:20
          Gość portalu: zdradzona napisał(a):

          > marusia?
          > chcesz mnie kopnąć?
          > pośmiać się?
          > ok... w sumie to pieprzę...
          Broń mnie panie Budda od tego... miałam objawienie, ze trzeba maskaiqa wyręczyć
          bo się schlał i leży....
          • Gość: zdradzona Re: Rower i sałata....dużo sałaty..., IP: *.aster.pl / *.aster.pl 20.08.04, 22:22
            ok, marusia, nie zrozumiałam
            nic nowego w sumie
            • marusia_ogoniok Re: Rower i sałata....dużo sałaty..., 20.08.04, 22:25
              Gość portalu: zdradzona napisał(a):

              > ok, marusia, nie zrozumiałam
              > nic nowego w sumie

              Jesteś na dobrej drodze do zrozumienia ale jeszcze daleko Ci do wiedzy... Wie
              tylko Luty, Bazylia i .... Moni niebezpiecznie zbliża się do nich... czyli do
              wiedzy...
              • Gość: zdradzona Re: Rower i sałata....dużo sałaty..., IP: *.aster.pl / *.aster.pl 20.08.04, 22:30
                a konkretniej? gdzie spotkać Bazylię w Lutym?
                i wolałabym bez moni... jakoś mi sie kiepsko kojarzy (i tyle)
    • joanna_1 Re: romans męża 20.08.04, 22:30
      No właśnie, nie męcz się i nie zadręczaj. Przecież to nie Ty nawaliłaś,
      nachlapane w papierach to ma mąż!
      Zagonić chłopa do przekopania ogródka, remontu mieszkania, gotowania obiadów i
      codziennych zakupów. Za dużo czasu na myślenie miał.
      A Ty weź wypłatę i marsz do salonu kosmetycznego, potem na wieczór z
      przyjaciółkami i żyj kobieto, szkoda dni!
      • Gość: zdradzona Re: romans męża IP: *.aster.pl / *.aster.pl 20.08.04, 22:36
        żyję, joanna, ale co to za życie...

        schudłam 13 kg, ujędrniłam jędrny biust, opaliłam się i zakupiłam szmatki-
        sratki...

        ale przecież to nie o to chodzi, nie o to chodzi...

        poczucie własnej wartości z powodzeniem mogę zbudować na tej cipci... dała tyle
        materiału, że ollla! nie czuję się gorsza od niej...
        ale mam świadomość zrujnowanej relacji, poczucie osamotnienia, bycia samą...
        czuję się ogólnie beznadziejnie (i pewnie k.... trudno czuć się inaczej)
        • joanna_1 Re: romans męża 20.08.04, 22:54
          noo, ja kiedys przytyłam 22 kilo :) każdy reaguje inaczej...

          Nie pozwolisz chyba na to, żeby panienka będąca epizodem zniszczyła trwale
          Wasze małżeństwo. Wasze są lata! Nie miesiące.
          A życie stale ma w sobie elementy zaskoczenia, radości, upadków, sukcesów.
          Jeśli jest miejsce na refleksję, postanowienie poprawy, pracę, wnioski, to jest
          dobrze. Jednakowóż mąż musi odczuć, że to on nawalił i to z jego strony musi
          wynikać spory nakład pracy.
          Nie ustawiaj siebie w kącie, jak małą dziewczynkę, tylko podnies czoło. To Ty
          nie uległaś i to Ty masz "spokój moralny". Rozglądnij się dobrze, pewnie jest
          wiele spraw którym teraz mogłabyś się poświęcić, bardziej zaangażować, a nawet
          się nie obejrzysz jak osamotnienie pryśnie. Jeśli nie jesteś zwolenniczką
          działania, to odpocznij. I wyrzucaj z siebie na bierząco brudy, żale. Jeśli za
          bardzo nie masz komu, to ukierunkuj ekspresję w coś twórczego.
    • Gość: Klusia ????? romans męża IP: 129.43.37.* 21.08.04, 00:11
      Nie wiem, ja probowalam wybaczyc, zapomniec........
      Blagal, zaklinal, obiecywal- ze do konca zycia bedzie pracowal
      nad tym zebym mu uwierzyla i przebaczyla.....
      Ale juz nigdy nie bylo tak samo- po prostu chcialam mu wierzyc,
      pracowalam nad tym bardzo ciezko ale gdzies tam
      tkwilo we mnie przeswiadczenie ze to zrobi "ZNOWU".
      Nigdy nie wspomialam/wypomialam mu tego co zrobil..
      Checi i energii wystarczylo mu na okolo roku, potem.....
      bylo roznie i inne kobiety (po konfronatacji oczywiscie,
      dowiedzialam sie ze mam urojenia, przeciez on by mnie nigdy nie oklamal,
      a przeciez "mial zawsze wysokie standarty moralne"Itp)
      I tu bogu dzieki za Internet i e-mail- slodkie listy milosne
      do K......Ci Co zdradzaja, beda zdradzac- jezeli tobie to nie przeszkadza
      lub mozesz zyc ze swiadomoscia ze tak naprawde nie mozesz ufac jemu
      to probuj.
      Przestroga:
      Po kolejnym razie bedzie sie tobie pozbierac jeszcze trudniej-
      bedziesz starsza, pewnie bedziesz miala wiecej do stracenie
      finansowo i jezeli wchodza w gre dzieci im starsze tym im
      trudniej i dluzej zajmuje sie znalezienie w tym calym balaganie.
      To samo Z toba...............
      Ale nie jestem w twojej skorze, nie znam calej sytuacji
      i nikt inny nie moze zyc twojego zycia tylko TY!!!!

      Wiem ze jestes i czujesz sie tak osamotniona(jakbys byla tylko jedyna
      osoba na tym swiecie) i ten koszmarny bol- dlaczego, dlaczego..??????
      Nie chcesz nikomu powiedziec- dlaczego-
      bo masz nadzieje ze sie to uda jakos przezyc i bedzie to tylko
      zlym czasem w twoim zyciu- nie chcesz go kompromitowac
      w oczach krewnych i znajomych. Moze szukasz winy w sobie- bo moze
      zrobilas cos nie tak, popelnilas bledy..........

      Pomysl i zastanow sie: Czy to jest naprawde mezczyzna z ktorym widzisz sie
      za 20-30 lat???
      Czy naprawde znajdujesz w swoim zwiazku wszystko, co myslalas powinno przyniesc
      malzenstwo??
      Czy jest w twoim zwiazku milosc[uczuciowa-emocjonalnie, nie fizyczna- (w moim
      przypadku seks juz nigdy nie byl taki jak przed jego zdrada)], szacunek i
      zaufanie, wsparcie..........


    • Gość: glajda Re: romans męża IP: *.wmc.net.pl 21.08.04, 00:56
      Kasa na kosmetyczkę to dobry pomysł, babskie spotkania, kino ,plotki też. Ale
      dużo ważniejsza jest psychoterapia, albo chociaż rozmowa z dobrym psychologiem.
      Pomoże Ci pozbierać się i podjąć decyzję - wybaczyć, czy...nie.
      Pozdrawiam, A.
    • Gość: JULITA30 Re: romans męża IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 21.08.04, 10:17
      Bardzo serdecznie Ci wspólczuje.Mam nadzieje , ze nie jestescie juz razem?Jesli
      uwolnisz sie od niego, to szybciej o wszystkim zapomnisz , zaczniesz zyc
      normalnie.Bo z tego małzeństwa i tak nic juz nie bedzie..chocby on nie wiem jak
      bardzo sie starał.Odejdz od niego, albo kaz mu sie wyprowadzić,wiierz mi--
      jeslli odseparujesz sie od tego......to szybciiej uda Ci sie stanąć na nogi,
      chociaz na pewno potrzeba tu czasu abby o całej sprawie zapomniec .Moje zdanie
      jjest konkrertne-ROZSTANIE.
    • lune Re: romans męża 21.08.04, 10:23
      gdy czytam watki o zdradach i ich cd. - uswiadamiam sobie ze choc 'sprawa stara
      jak swiat' to kazda z tych sytuacji jest inna i nie wolno przykladac do niej
      wprost 'linijki wlasnych doswiadczen'; mozna jedynie podzielic sie nimi,
      napisac o odczuciach i nic wiecej ;

      mysle ze dopoki czujesz ze go kochasz (choc cie skrzywdzil)powinnas robic
      wszystko by ratowac swoj zwiazek (on przeciez takze tego chce); bo wg. mnie nie
      istnieje "jedna prawda" ze skoro zdradzil raz - zrobi to po raz kolejny ;
      rozstanie - gdy kochasz - i czujesz ze on kocha ciebie - byloby zadaniem sobie
      bezsensownego bolu ; byc moze zalowalabys tego przez cale zycie ;
      ale tez nie ma w tej sytuacji zadnej pewnosci ze szansa zostanie wykorzystana ;
      ze on juz nigdy nie zawiedzie twojego zaufania ; nawet to - czy potrafisz na
      nowo zaufac - nie jest pewne ;

      czy ludzie ktorzy pobieraja sie mysla o tym ze im sie nie uda ? ze nie przezyja
      z soba calego zycia ? ze rozstana sie w bolu i zlosci ? ze beda sie ranic
      wzajemnie a ich zycie razem bedzie gorzkie jak piolun ?

      ufaja swojej milosci :) wierza ze bedzie zawsze ...

      nie ma doskonalych rozwiazan ; sa doswiadczone przez nas rozwiazania ktore choc
      skuteczne w jednym przypadku - sa kompletnie nietrafione w innym ;


      pozdrawiam serdecznie, lune

    • Gość: daisy_s Re: romans męża IP: *.036-52-73746f40.cust.bredbandsbolaget.se 21.08.04, 12:04
      Doszlas do progu konca milosci. Nie ma co sie oszukiwac. Po takich sytuacjach
      wiekszosc sie rozwodzi. W dojrzalej milosci bierze sie partnera takim jakim on
      jest z jego wszystkimi slabosciami ale czy jest w takiej milosci tzw. dojrzalej
      jest miejsce na zdrade? Chyba nie.Nie wybaczajac mu do konca istnieje ryzyko,
      ze cie zdradzi znowu, moze tym razem z inna panienka, ktora bedzie go
      pocieszac.Najlepiej daj sobie czas i nie wymuszaj na sobie niczego, a zwlaszcza
      faktu, ze "musisz" wybaczac skoro nie jestes gotowa na to.
    • noie Re: romans męża 21.08.04, 12:44
      No i znowu krew mnie zalewa...dlaczego ? Jak widze te odpowiedzi:Zostaw jak raz
      zdradzil to zawsze zdradzac bedzie albo...jestes u w rogu ( na koncu milosci(
      nie pamietam kto i jak to napisal).Ludzie, dlaczego wy od razu
      wywalacie,niszczycie i rezygnujecie ? Wydaje mi sie ze jesli zdradzona o tym
      pisze to nie mysli o rozstaniu. Moze nadal go kocha ? Moze chce mu dac jeszcze
      jedna szanse ? hej zdradzona! Wycisz sie....zapomnij (sprobuj) o codziennosci,
      wybierz sie gdziesz na 2-3 dni bez meza,wyplacz sie komus,porycz,wygadaj a
      potem decyduj. Wiadomo ze na poczatku nie bedzie latwo. nie idzie tak zapomniec
      o tym wszystkim w ciagu 5 min. Nie idzie wybaczyc i zaufac ponownie w ciagu
      miesiaca....Ale radze ci bys sie zastanowila nad jednym....Czy go kochasz? Czy
      kochasz go na tyle by jeszcze raz zaufac kiedys tam.....w przyszlosci...? Moze
      sie uda uratowac to co zostalo....moze bedzie cie znowu zdradzac ( jak inni
      pisza), moze pokocha cie jeszcze wiecej i bardziej za zrozumienie i
      wybaczenie....a moze....jest tyle mozliwosci...Nie wybieraj prosze
      pochopnie.Nie pozwul innym decydowac o twoim zyciu...To nie JA i nie INNNi
      powinni mowic ci co masz robic...Zycze ci zrozumienia siebie i swoich uczuc....
      Pozdrawiam
      noie
      • lune noie 21.08.04, 13:24
        ciesze sie ze to napisalas ; mysle podobnie :)

        rozwod w niektorych sytuacjach bywa dobrym rozwiazaniem i nie zawsze musi byc
        kleska - czasem jest poczatkiem innego, lepszego zycia ; czasem tylko
        zamknieciem pewnego waznego etapu w zyciu - bo nie ma innego wyboru ;
        ale gdy sie kocha ... warto sie po stokroc zastanowic nad taka decyzja ; milosc
        ktora jest szansa na dobry zwiazek - to przeciez najwazniejsze :)

        lune
      • Gość: Milka Re: romans męża IP: *.lyko.pl / *.internetdsl.tpnet.pl 21.08.04, 13:40
        NOIE, ale Ty głupia jesteś i obłudna do tego . Nic niczego nie zbudujesz na
        fundamentach , które runęły. Tym fundamentem jest zaufanie. Nie wiem po co
        czytam te wszystkie wasze bzdury bo tylko się wkurwiam
        • noie Re: romans męża 21.08.04, 14:09
          Przykro mi z twojego powodu. Musisz byc bardzo rozgoryczona i nieszczesliwa ,
          jesli tak reagujesz. Owszem nie mozna niczego zbudowac gdzie nie ma
          zaufania....ale tez nie bedziesz mogla zaufac jesli nie kochasz...Milosc
          cierpliwa jest....
          Pozdrawiam
          noie
    • Gość: Milka Re: romans męża IP: *.lyko.pl / *.internetdsl.tpnet.pl 21.08.04, 13:33
      Cześć, czytając forum z 13 sierpnia, odpowiedzią na problem "jak się zemścić
      na kochanicy męża" odpowiedziałam: dowiedz się czy ma kota. A jak ma to go
      zabij. Oczywiście wszystko to w cudzysłowie, wiadomo o co chodzi. Ja co prawda
      nie z mężem, ale z osobą, z którą byłam, przeżyłam to samo. Zdradził mnie i to
      w sposób bardzo podły i prymitywny. Ja oczywiście, zamiast od niego odejść,
      robiłam "jazdę" tej kobiecie. Starałam się udowodnić, jaka to ona jest
      beznadziejna, bezwartościowa itd, itp. Pozwoliłam "dać mu szansę"- tak to
      nazwał, ale uwierz, nic z tego nie wyszło. Będąc z nim po tyym wszystkim
      niszczyłam samą siebie. Mieszkaliśmy nadal razerm, ale nasz związek był jałowy.
      Już nie potrafiłam kochać się z nim, nie umiałam z nim rozmawiać. Runęło coś
      takiego jask zaufanie. Odeszłam od niego, znalazł się ktoś kto mi pomógł (jest
      w tym moim dobrym kolegą). Pomógł mi wyrwać się z gówna, zrozumieć, jakim bucem
      był mój eks. Teraz jestem szczęśliwa, wiem jak żyć, kogo szukać i jak traktować
      osobę, którą kocham. Na zemście niczego nie zbudujesz. Pozdrawiam
      Człowiek uczy się długo. A mężusia na Twoim miejscu sama bym spakowała, bo i
      tak nic z Was nie będzie. Polecam polski film "Nigdy w życiu", naprawdę warto
      zobaczyć
      • noie Re: romans męża 21.08.04, 14:06
        No wlasnie...czytajac cos takiego wchodze w przerazenie...Oko za oko ? Chcialas
        sie zemscic i sama tym zrujnowalas reszte rozsadku.... zemsta nie jest dobra
        odpowiedzia na taka obraze,policzek... Wydaje mi sie ( przepraszam moze cie
        obraze) ze nie kochalas go wystarczajaco mocno ....Jakis babsztyl wszedl
        miedzy was a ty zamiast znalezc rozwiazanie lub odejsc ( co zrobilas) chcialas
        jeszcze udowodnic ze ona jest troche lepsza od ciebie bo....mscilas sie na
        niej.... Nie wydaje mi sie ze mniezrozumiesz. nie licze tez na to...szkoda
        tylko ze sa ludzie ktoryz w ten sposob rozwiazuja swoje problemy...
        Pozdrawiam :-)
        noie
    • Gość: zdradzona Re: romans męża IP: *.aster.pl / *.aster.pl 21.08.04, 15:03
      Na wstępie jedno ważne wyjaśnienie, bo widzę pewne zamieszanie - nie ja jestem
      autorką topiku "jak dokopać kochanicy męża". Widzę, że mam ten sam nick, co
      tamta autorka, stąd mogą pojawiać się nieporozumienia. Chcę, żeby było jasne -
      tamta "zdradzona" to nie ja. Ja nie mam żadnych zamiarów odwetowych, nie pałam
      chęcią zemsty ani w stosunku do męża, ani - tym bardziej - do jego kochanki.
      Tak naprawdę tamta kobieta dla mnie już nie istnieje. Był czas, kiedy byłam na
      nią zła, wściekła, fakt, bo i dostało mi się od niej naprawdę paskudnie - ten
      okrutny list, potem głuche telefony, jakieś smsy - ale to minęło. Nic do niej
      nie mam. To nie moja historia, nie moja kochanka. Nie myślę o niej dobrze bo i
      nie mam takiego obowiązku, natomiast daleka jestem od "umilania" jej życia w
      jakikolwiek sposób.
      Tyle tytułem wyjaśnień.

      Dziękuję Wam, że się odzywacie. To dla mnie ważne w tej mojej samotni. Nie
      szukam jedynych i słusznych rad, nie oczekuję rozwiązania moich problemów przez
      innych. Zależy mi bardziej na obecności innych ludzi, na tym, by móc się
      wygadać i poczuć, że ktoś mnie słucha.

      Jestem oczywiście pełna bólu i obaw. To trwa siedem miesięcy. Jakiś czas temu
      podjęłam próbę wybaczenia, budowania na nowo, ale powoli chyba zaczynam
      widzieć, że nie daję rady... Może to dla mnie za trudne. Może to niemożliwe.
      Może jestem za słaba. Wydaje mi się, że kocham mojego męża (piszę "wydaje mi
      się" bo chyba niczego już nie jestem pewna)... Ale mam w sobie tyle obaw, tyle
      niepewności, tyle beznadziei... a do tego ten ból i ten żal, poczucie
      krzywdy... Czuję się jakbym się rozsypała w kawałeczki i ni cholery poskładać
      się od nowa, można tylko pozamiatać i wywalić na śmietnik.

      Wiem. Nic specjalnego. Nic nowego. To normalne tak się po tym czuć.
      Jestem po terapii, czekam na kolejną.
      Wiele rozumiem, ale jeśli idzie o czucie, to tak mi ogólnie nie za zbytnio.
      • noie Re: romans męża 21.08.04, 15:24
        Jestem szczesliwa ze nie palasz zemsta, ze starasz sie to widziec na trzezwo.To
        ze nie jestes pewna swoich uczuc w stosunku do meza rozumiem bardzo
        dobrze.jestes na skrzyzowaniu drog i kiedys bedziesz musiala ktoras wybrac. Nie
        wiesz ktora to jest jasne.Poradze ci tylko jeszcze jeden raz. Zanim cokolwiek
        zdecydujesz....zrozum siebie. bez okreslenia swoich uczuc do niego nie dasz
        rady wybrac drogi.Jak juz pisalam wybierz sie gdzies sama...postaraj sie o tym
        nie myslec...Pamietasz jak bylo w szkole ? Im blizej byla jakas klasowka,tym
        bardziej sie harowalo,uczylo az dzien wczesnije w panice zapominalo sie
        wszystko...Przed taka klasowka najlepiej gdzies wyjsc poszalec by zapomniec i z
        odprezonym umyslem do klasowki zasiasc.Zrob tak....jesli tylko mozesz...Wtedy
        zdecyduj...Tylko nie zapomnij porozmawiac jeszcze z mezem na ten temat...ale
        tak szczerze az do bolu...czasem czyni to cuda.
        Pozdrawiam i....usmiechnij sie... :-)

        noie
      • Gość: baba zona Re: romans męża IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 21.08.04, 16:13
        Mamy podobne doswiadczenia. Moje, tzn. romans meza - zakonczyl sie rowno rok
        temu. Od tej pory budujemy, budujemy, budujemy... Oboje tego chcemy. Nie zawsze
        jest swietnie. Ja miewam nawroty bolu i poczucia krzywdy. Natomiast zaczelam mu
        wierzyc i nie czuje falszu z jego strony. Kochamy sie pomimo wszystko i chcemy
        byc razem. Odkrywamy sie na nowo, takze smakujemy tez te nowa odslone uczucia.
        Jesli jest uczucie takie jak milosc, to uwazam, ze marnotrawstwem byloby je
        utracic. A ze czasem trudno... Tak naprawde, to wszystko zalezy od tego, czego
        sie chce, do czego sie dazy.
        Wiem, ze to zadna rada, ale moze cos Ci dadza te moje wypociny. Zycze Ci
        wygranej - niezaleznie od tego, jaka ona bedzie, ta Twoja wygrana :))))
      • trzydziestoletnia Re: romans męża 21.08.04, 18:18
        Gość portalu: zdradzona napisał(a):

        > Jestem po terapii, czekam na kolejną.

        A mozesz zdradzic czy poszlas na terapie w zwiazku z tą zdrada, czy to bylo cos
        z wczesniejszych spraw w Twoim zyciu? Wiele osob po skutecznych terapiach,
        paradoksalnie przezywaja kryzysy zwiazkowe, poniewaz się zmieniają, a co za tym
        idzie trzeba ksztaltowac na nowo relacje zwiazkowe. A swoja drogą to ciezko
        jest partnerom z osobami bioracymi udzial w terapiach, nielatwo sie zyje z
        nerwicowcami czy depresyjnymi. Nie wiem czy akurat Ciebie to dotyczy, ale tak
        mi sie skojarzylo.
        • Gość: zdradzona Re: romans męża IP: *.aster.pl / *.aster.pl 21.08.04, 18:21
          Nie twierdzę, że żyje się ze mną łatwo, ale na terapię trafiłam, kiedy
          dowiedziałam się o romansie męża.

    • Gość: zdradzona Re: romans męża IP: *.aster.pl / *.aster.pl 21.08.04, 17:18
      Dziękuję. Rozumiem wszystko, co piszecie. I o rozumieniu swoich uczuć, i o
      byciu na rozdrożu, i o trudnościach jakie niesie ze sobą próba budowania na
      nowo...
      Ja jestem chyba teraz w takim nawrocie bólu i poczucia krzywdy, o którym pisze
      baba zona. Dlatego nie mam siły ani ręką, ani nogą, ani mózgiem... Widać tak
      też ma być.

      Dzięki babo zono, że się odezwałaś. Czytałam Twoje posty w wątku "Siła
      zdradzonych" i pamiętam, że czerpałam z nich siłę.
      • Gość: Moni Re: romans męża IP: *.telprojekt.pl 21.08.04, 17:44
        Trochę boję się tu odezwać, bo mi zarzucają mentorskie tony a nie chciałabym
        Cię urazić. Poza tym masz ponoć uraz do Moni, choć mam nadzieję, że nie do mnie
        osobiście.

        Chcę Ci jednak powiedzieć po tym wszystkim co przeczytałam, że odnoszę
        wrażenie, że macie jednak szansę na odbudowanie związku. Z tego co piszesz i
        Tobie i jemu zależy.
        Nie mam wielkich doświadczeń w tej materii, jednak nie jestem pewna czy
        powinnaś zatrzymywać swoje emocje dla siebie. Wydaje mi sie, że Twój mąż
        powinien je znać. Przecież możesz bardzo życzliwie i w kontakcie ze sobą mówić
        mu jak się czujesz - że się boisz mu zaufać, że wciąż nosisz ranę w sobie.
        Wydaje mi się, że takie rozmowy mogą oczyścić atmosferę. Przecież to nie są
        zarzuty tylko prawda o Tobie.
        Pozdrawiam. Moni
        • Gość: zdradzona Re: romans męża IP: *.aster.pl / *.aster.pl 21.08.04, 17:54
          Nie ukrywam przed mężem swoich emocji. Ukrywam je przed wszystkimi innymi
          (znajomi, rodzina), ale nie przed nim. Kłopot w tym, że czasem rzeczywiście
          potrafię robić to życzliwie, spokojnie i jakoś przytomnie, w kontakcie z nim i
          ze sobą, ale czasem - zbyt często, zdaje się - wpadam w kanał agresywnych
          ataków, co, wiadomo, nie prowadzi do niczego dobrego.

          Wiem, że sztuką jest wyrażać te uczucia w formie prawdy o mnie zamiast w formie
          zarzutów i oskarżeń. Wiem. Ale czasem / często sobie nie radzę.
          On zresztą też sobie z tym moim wyrażaniem radzi niespecjalnie, niezależnie
          jaką formę wyrażanie przyjmuje. Wiadomo, ataki znosi gorzej, ale nawet ze
          spokojnie przedstawianą prawdą o moich uczuciach nie bardzo wie co robić...
          Nieważne. Ja nie wiem, to skąd on ma wiedzieć...
          • Gość: Moni Re: romans męża IP: *.telprojekt.pl 21.08.04, 18:15
            "Wiadomo, ataki znosi gorzej, ale nawet ze spokojnie przedstawianą prawdą o
            moich uczuciach nie bardzo wie co robić..."

            Co do radzenia sobie facetów z uczuciami... cóż, niewielu znam, którzy radzą
            sobie dobrze. Niewielka to chyba pociecha. Ale z tego co widzę, to my kobiety
            musimy uczyć i same siebie jak radzić sobie z uczuciamui, i facetom w tym pomóc.
            W każdym razie pozdrawiam i trzymam kciuki.
Inne wątki na temat:
Pełna wersja