nerdep
04.09.14, 13:21
Zastanawiam się coraz częściej czy ze mną wszystko ok. Opiszę Wam w skrócie moje zycie i moje poczynania. Byłam u psychiatry, byłam u psychologa i żadnej różnicy w samopoczuciu nie widzę ani w sposobie myślenia zewsząd jednak , że mam się wziąść w garść i że jestem leniwa. Mam 35 lat. Wychowywałam się w rodzinie gdzie był alkohol (tylko ojciec pił) i ciągłe awantury. W wieku 7 lat rodzice się rozwiedli ja zostałam z siostrą o rok młodszą przy matce, która całymi dniami na nas wrzeszczała. Niby nas kochała, o nas dbała i spełniała zachcianki finansowe jednak to co wyprawiała teraz uświadomiłam sobie, że to była przemoc psychiczna. Codzienne poniżania, wyzwiska i niszczenie mi samooceny. Cały czas czułam lęk przed matką i uwielbiałam gdy była po za domem. Ze strachu robiłam wszystko co mi każe. Poszłam do szkoły gdzie ona mi kazała, ubierałam ciuchy, które mi kupiła i td. Nie sprawiałam żadnych problemów. Siostra traktowana była tak samo zaczęła wagarować, nie uczyła się, miała problem z narkotykami, obecnie z alkoholem. Miała już też próbę samobójczą w wieku 18 lat. Po maturze poszłam do pracy. W firmie przepracowałam 4 lata. Następnie ślub, kupno domu oddalonego od domu rodzinnego o dziesiątki km, dziecko,macierzyński, wychowawczy. Poszłam do nowej pracy. Byłam tam obgadywana, wyśmiewana (powód-ciągłe chwalenie mnie przez przełozonego). Po 4 miesiącach poszłam na L4. Zaczęły występować u mnie wybuchy paniki, problemy z koncentracją, pamięcią i myśleniem, odczuwałam brak siłi zmęczenie. Mogłam na okrągło spać. Lekarz stwierdził, że mam stan depresyjno-lękowy i przepisał seroxat. Szybko postawił mnie na nogi i zarazem wprowadził w stan euforii. Co jakiś czas mam wzloty i upadki. Jednak największym problemem jest dla mnie utrzymanie pracy. Od tamtego czasu miałam jeszcze kilka prób podjęcia pracy ale albo odchodziłam po paru miesiącach na l4 bo nie dawałam rady albo zostawałam zwolniona. Obecnie boję się iśc do pracy mimo, że dziecko ma już 10 lat. Boję się kolejnej porażki. Obawiam się ludzi, przełozonych oraz że nie podołam. Boję się obgadywania i wrzeszczenia. Boję się gadania, że znów porobiłam tylko chwilę i znów siedzę w domu bo jestem leniem i tak mi wygodniej. Nie znoszę też miejsca w którym mieszkam. Jest to wieś. Jest to zupełna różnica między miastem. Ludzie tu są wścibscy, fałszywi i dociekliwi. Wszystkim się interesują a ja potrzebuję anonimowości. Brakuje mi miejsca w którym sie wychowałam. Tu nie mam nikogo. Całymi dniami siedzę w domu. Wszyscy na około pytają się mnie czy już znalazłam pracę a ja czuję się jak zero :(. Mam zerową samoocenę i zerową odpornośc na stres. Nawet w pracy zdarzało mi się ryczeć z bezsilności. Problemem nie są pieniądze ale wstyd, że wszyscy pracują sie utrzymują tylko nie ja. Wciąż porównuje się do innych i zawsze na tym tle wychodzę najgorzej. Wsparcia nie mam w nikim. Mąż jest zadowolony z faktu że jestem w domu a gdy próbuję z nim porozmawiać o moich uczuciach i obawach staje się wściekły, że mam za dobrze i wymyślam i że nie jeden chciałby być na moim miejscu. Nie rozumie, że jestem nieszczęśliwa, że chcę to wszystko zmienić ale nie potrafię. Tkwię w bezczynności. I nie cieszą mnie ani oszczędności ani wyjazdy na zagraniczne wycieczki ani sukcesy męża. Całe moje zycie to porażka. I jak juz pisałam wcześniej psycholog i lekarz mi nie pomogli. Psycholog gadał swoje a ja myslałam swoje. Nie potrafię zmienić swojego toku myślenia. Nie potrafię wziąść się w garść i zacząć coś robić ze swoim życiem. Mam dość wegetacji i myślenia co inni o mnie myślą.