Gość: sonika
IP: *.piotrkow.cvx.ppp.tpnet.pl
06.09.04, 09:59
Nie wiem co robić, może panikuje, oby...ale nie chce tego lekceważyć.
Zerwałam z mężczyzną, był we mnie zakochany na amen (nawet moje przyjaciółki
mówiły ze jak książe w bajce). Ma trochę gorącą duszę...oj, jakie on
przeurocze rzeczy wymyślał gdy bylismy razem. Rozstalismy się nie z braku
uczuć, ale były sprawy, które nie pozwalają mi na bycie znim, ale nie o to
chodzi. On się nie umie z tym podogodzic...Załamał się. Ma ponad 30lat, to
strasznie wrażliwy i delikatny facet. Przez kilka lat byl w nieudanym
małżeństwie, ma corke, rozwiedli sie 2 lata temu, żona jednak jest daleko, a
spotkania z dzieckiem dosc sporadyczne. Jest jedynakim, a rodzice nie
zyją..zmarli ok.rok temu, a on byl bardzo z nimi zwiazany. Przezyl wiec to
bardzo.Nie ma żadnej rodziny, takiej bliskiej. Najlepszy kumpel, wspólnik,
oszukał go, starcił sporo pieniądzy, w zasadzie dorobek wielu lat. Mieszka w
jakims starym wynajetym pokoju u wujka . Ja ponoć dodawałam mu sił by zyć,
wierzył, że załozy w koncu szczęśliwą rodzinę, miał kilka pomysłów na
firmę...Odeszłam jednak. Jak gwóźdź do trumny...można powiedzieć.
Załamał się. Choc się nie widujemy, to mamy kontakt mailowy. Miałam nie
odpisywać na te listy, ale nie potrafia go olać. Dalej mi na nim zalezy,
brakuje mi go..ale być z nim nie mogę.Mowilam ze moze liczyc na moja
pomoc...jesli bedzie mnie potrzebowal. On w pierwszych dniach po rozstaniu
mówil, ze nie chce zyc, ze sie tylko boi bólu, nie wie jeszcze jak to
zrobić.choc ma dostep do broni, moze wypadek samochodowy......ale na niczym
mu nie zalezy, ze jedyna osoba zktóra moze porozmawiac jestem ja i dlatego
pisze (zawsze mówilismy sobie o wszystkim). Zareagowałam ostro, zeby
przestal gadac bzdury..przeprosil, potem mówil, ze to w emocjach, juz sie
uspokoil, ale nadal nie widzi sensu by zyc.
W jego rodzinie byly dwa przykłady samobójstw (mężczyzni z milości do
kobiety). Kiedys gdy mi to mowil dziwil sie takim rzeczom, juz sie nie
dziwi, rozumie...
On mi zawsze w mailu taka mysl przemyci, wiem ze samobójcy o tym dużo mówią,
szukają pomocy...no wlasnie jak to jest?. Nie mam komu powiedziec,uprzedzic,
bo on mieszka sam, ja jestem dla niego najblizsza osoba. Powiedzial mi tez
ze jakby co to do mnie napisze kilka pożegnalnych słów bo nie ma nikogo
innego...Jeju...
Nie wiem jak mam sie zachowywac, ignorować???Jak mu pomóc, co mu mówić? Może
ktoś mi pomoże??Prosze