O dowcipnym mezu dobrej Ludwiki

08.09.04, 22:27
Jest taki przekaz, ze smiac sie jest dobrze.
'Smiech to zdrowie', 'to taki wesoly czlowiek', 'usmiech z jego twarzy nie
schodzi', itd itd. Smiech jednak, oprocz oswajania ludzi i rzeczywistosci w
ogole (np czarny humor pomaga oswoic emocjonalnie cierpienie i smierc), moze
tez skutecznie bronic przed rzeczywistoscia - w sensie zabojczym, czyli
budowania barier, filtrowania otaczajacego swiata tak, zeby nie dotknal do
tego, co w nas najwrazliwsze. Moze chronic przed kontaktem z samym soba.

Rechot, brechtanie, szyderczy chichocik - to mam na mysli. Wiecznie goszczacy
na twarzy usmieszek moze swiadczyc tylko o tym, ze do do swiata mamy stosunek
ironiczno - sakrkastyczny; czujni, zwarci i gotowi wysmiac wszystkie przejawy
wrazliwosci, wyszydzic to, co wazne czy podniosle.

Tyle, ze - upre sie - to zabija.

zet
    • procesor Re: O dowcipnym mezu dobrej Ludwiki 08.09.04, 22:29
      Jak sie spojrzy pod tym kątem na forum..

      Zmilczę.
      • Gość: az Re: O dowcipnym mezu dobrej Ludwiki IP: *.magtel.net.pl 08.09.04, 22:36
        No no.
        buuuuahahahahahahahaha... ?
        • zwierciadelko Re: O dowcipnym mezu dobrej Ludwiki 08.09.04, 22:39
          O Az sie obudzil, bo wyczul zimne morze buahahahahaha
        • procesor Re: O dowcipnym mezu dobrej Ludwiki 08.09.04, 22:58
          Gość portalu: az napisał(a):
          > No no.
          > buuuuahahahahahahahaha... ?

          Ten rodzaj smiechu do ciebie nie pasuje Azie. :)
          • Gość: az Re: O dowcipnym mezu dobrej Ludwiki IP: *.magtel.net.pl 08.09.04, 23:30
            > > buuuuahahahahahahahaha... ?
            >
            > Ten rodzaj smiechu do ciebie nie pasuje Azie. :)

            Pewnie, że nie.
            Bo to często śmiech niemocy i rozpaczy.
    • Gość: Luty Re: O dowcipnym mezu dobrej Ludwiki IP: *.dialup.mindspring.com 08.09.04, 22:38
      A ja mialem prosbe do Ciebie Ziemio w innym watku...olalas?
      • komandos57 [...] 08.09.04, 22:42
        Wiadomość została usunięta ze względu na złamanie prawa lub regulaminu.
      • ziemiomorze Re: O dowcipnym mezu dobrej Ludwiki 08.09.04, 22:42
        Nie-e - po prostu nie umiem; Ty sie nie odkrywasz tak, jak I.

        pzdr,
        z.
        • Gość: Luty Re: O dowcipnym mezu dobrej Ludwiki IP: *.dialup.mindspring.com 08.09.04, 22:47
          To tez jakas charakterystyka...
          Cus Ty mi na psychologa wygladasz...
          Pozdrawiam...
    • komandos57 [...] 08.09.04, 22:52
      Wiadomość została usunięta ze względu na złamanie prawa lub regulaminu.
    • fnoll o Ludwice, która się sroma 08.09.04, 23:00
      bywa, bywa...

      z drugiej strony - czy nie ciężko żyje się w terrorze czyjejś wrażliwości,
      potencjalnych uraz? wrażliwość też może być środkiem tłamszenia, podbijania,
      rozszerzania sfer kontroli, tak samo jak zimne szyderstwo

      dlatego nie czczę podniosłości i wierzę w autoironiczne poczucie humoru na
      najwyższych półkach bytu, wyśmiewam siebie za wczasu i nie hoduję w sobie nic,
      co by mi kazało zatykać usta bliźnim w jakiś kwestiach, chodzę przed sobą cały
      odkryty

      i nie straszny mi kwaskowaty mąż dobrej Ludwiki :D ani ona - matrona
      histeryczna!

      chętnie stanę do pojedynku na miny! ale - tylko w ramach sparingu [nie mnie
      bawić się w armię radziecką, wolność na bagnetach i sztandarowiska]

      a despotycznie wrażliwych - omijam (gdyby oni jeszcze zechcieli omijać galerie
      sztuki i kina, na przykład)
      • ziemiomorze Re: o Ludwice, która się sroma 09.09.04, 13:00
        fnoll napisał:

        > z drugiej strony - czy nie ciężko żyje się w terrorze czyjejś wrażliwości,
        > potencjalnych uraz? wrażliwość też może być środkiem tłamszenia, podbijania,
        > rozszerzania sfer kontroli, tak samo jak zimne szyderstwo

        Nie pisalam o czyjejs wrazliwosci, o tym, co zewnetrzne, ale o wlasnej, od
        ktorej sie odcinamy rechotem. To zreszta trudno odroznic, bo najczesciej
        dystansowanie sie od siebie jest rownowazne z dystansowaniem sie od innych i na
        odwrot; jesli czegos nie chcemy rozpoznac w sobie, niechecia napawa nas to tez
        w otoczeniu.

        A wrazliwosc, ktora jest forma despotyzmu, to zadna wrazliwosc :-)

        > dlatego nie czczę podniosłości i wierzę w autoironiczne poczucie humoru na
        > najwyższych półkach bytu, wyśmiewam siebie za wczasu i nie hoduję w sobie
        > nic, co by mi kazało zatykać usta bliźnim w jakiś kwestiach, chodzę przed
        > sobą cały odkryty i nie straszny mi kwaskowaty mąż dobrej Ludwiki :D ani ona -
        > matrona histeryczna!

        Bo Ty, fnoll, jestes trikster, i Tobie akurat wolno :-)

        > chętnie stanę do pojedynku na miny! ale - tylko w ramach sparingu [nie mnie
        > bawić się w armię radziecką, wolność na bagnetach i sztandarowiska]

        Hehe.
        Konia z rzedem, jesli znajdziesz tu kogos, kto by sie nie bal.

        > a despotycznie wrażliwych - omijam (gdyby oni jeszcze zechcieli omijać
        > galerie sztuki i kina, na przykład)

        A co z niedespotycznie wrazliwymi?

        z.
        • fnoll Re: o Ludwice, która się sroma 09.09.04, 13:09
          ziemiomorze napisała:

          > A co z niedespotycznie wrazliwymi?

          niedespotycznie wrażliwi wiedzą, że ich radość to ich radość, ich smutek, to
          ich smutek - ktoś może się nimi "zarazić", ale nikt nie może
          ich "dotknąć", "podeptać" czy "zabrać"

          np. jeśli ktoś niedespotycznie wrażliwemu powie: jesteś banalny i wsiowy z tym
          soim medalikiem po babce, który tak uparcie nosisz do współczesnych kreacji;
          to... wzruszy ramionami - przecież nie mamy konrroli nad patrzeniem innych, to
          ICH PATRZENIE - a medalik pozostaje NIETKNIĘTY, bo NIEROZPOZNANY

          słowem, wrażliwość to taka norma, jak dla mnie - wrażliwa skóra, wrażliwy węch,
          w żadnym wypadku histerie i egzaltacje i choleryczne wybuchy


          piszesz, że śmiech odgradza coś w nas? tak, tak - ja bym stawiał na NERWOWY
          ŚMIESZEK - gdy para ucieka bokiem w takie chi, chi, chi

          czyli, że nie tyle odgradza, co jest ujściem w warunkach ogrodzenia

          :D
          • ziemiomorze Re: o Ludwice, która się sroma 09.09.04, 13:21
            fnoll napisał:
            > piszesz, że śmiech odgradza coś w nas? tak, tak - ja bym stawiał na NERWOWY
            > ŚMIESZEK - gdy para ucieka bokiem w takie chi, chi, chi
            >
            > czyli, że nie tyle odgradza, co jest ujściem w warunkach ogrodzenia

            Wiem, o czym Ty, ja o czym innym troche: czasem lek przed konfrontacja z samymi
            soba jest tak wielki, ze szuka rechotu.
            I nie daje sie tym sobie szansy na nic, oprocz chwilowej ulgi.

            z.
            • fnoll Re: o Ludwice, która się sroma 09.09.04, 13:25
              prawdaż, jedni się drapią, drudzy sięgają po papierosa, trzeci po frytki z
              majonezem, a czwarci chichoczą

              a co by to było, gdyby tak przycisło, że człek by zaczął to wszystko naraz, he?

              nie no już zdrowiej ograniczyć się do buhahania... :D
            • melanie Re: o Ludwice, która się sroma 09.09.04, 13:26
              Wiem o czym mowisz, ziemiomorze. Tak uwazam, ze z poczuciem chumoru malo ma
              wspolnego takie zachowanie. Raczej maska. Swojego rodzaju obrona przed
              problemami, rowniez tak mi sie wydaje potrzeba bycia lubianym, bo "taki rowny
              gosc, zawsze wesoly".
              • melanie Re: o Ludwice, która się sroma 09.09.04, 13:27
                humoru oczywiscie. Znowu literowki
        • j_ar Re: o Ludwice, która się sroma 09.09.04, 13:35
          > bo najczesciej
          > dystansowanie sie od siebie jest rownowazne z dystansowaniem sie od innych i
          na odwrot; jesli czegos nie chcemy rozpoznac w sobie, niechecia napawa nas to
          >tez w otoczeniu.

          czyli, uwazasz, ze dystans do siebie oznacza rowniez brak zrozumienia innych?
          dobrze zrozumialem?

          hihihi.. huhuhu..buhuhuhuhu ..buahahaha..hahaha..hehehe..hrehuhrehu... to z
          nerwow oczywiscie i dla zamaskowania sie hehehe


          • ziemiomorze Re: o Ludwice, która się sroma 09.09.04, 13:39
            j_ar napisał:

            > czyli, uwazasz, ze dystans do siebie oznacza rowniez brak zrozumienia innych?
            > dobrze zrozumialem?

            Nie - pisalam o czym innym: sa pewne sprawy, sfery wrazliwosci, ktorych w sobie
            nie chcemy widziec i napotykajac je u innych takze nie zauwazamy; odgradzamy
            sie sakrazmem albo rechocikiem.

            Ale to zastanawiajace, ze zrozumiales to wlasnie tak, jak zrozumiales

            Hehehe
            z.
            • j_ar Re: o Ludwice, która się sroma 09.09.04, 13:42
              > dystansowanie sie od siebie jest rownowazne z dystansowaniem sie od innych

              hmm.. uwazasz, ze mozna to inaczej zrozumiec? jak?


              > Nie - pisalam o czym innym: sa pewne sprawy, sfery wrazliwosci, ktorych w
              sobie nie chcemy widziec i napotykajac je u innych takze nie zauwazamy;
              odgradzamy sie sakrazmem albo rechocikiem.

              a to juz jest dalsza czesc wypowiedzi, zaraz do niej wroce

              > Ale to zastanawiajace, ze zrozumiales to wlasnie tak, jak zrozumiales

              > Hehehe

              hehehe
              • ziemiomorze Re: o Ludwice, która się sroma 09.09.04, 13:49
                j_ar napisał:

                > > dystansowanie sie od siebie jest rownowazne z dystansowaniem sie od innyc
                > h
                >
                > hmm.. uwazasz, ze mozna to inaczej zrozumiec? jak?

                Jesli to wyrwiesz z kontekstu - istotnie, inaczej nie mozna. Jesli nie
                wyrwiesz - mam wrazenie, ze owszem, da sie
                (Napisalam: "Nie pisalam o czyjejs wrazliwosci, o tym, co zewnetrzne, ale o
                wlasnej, od ktorej sie odcinamy rechotem. To zreszta trudno odroznic, bo
                najczesciej dystansowanie sie od siebie jest rownowazne z dystansowaniem sie od
                innych i na odwrot; jesli czegos nie chcemy rozpoznac w sobie, niechecia napawa
                nas to tez w otoczeniu.")

                > a to juz jest dalsza czesc wypowiedzi, zaraz do niej wroce

                A to milo, wroce wieczorem.
                z.
                • j_ar Re: o Ludwice, która się sroma 09.09.04, 13:55
                  > Jesli to wyrwiesz z kontekstu - istotnie, inaczej nie mozna. Jesli nie
                  > wyrwiesz - mam wrazenie, ze owszem, da sie
                  > (Napisalam: "Nie pisalam o czyjejs wrazliwosci, o tym, co zewnetrzne, ale o
                  > wlasnej, od ktorej sie odcinamy rechotem. To zreszta trudno odroznic, bo
                  > najczesciej dystansowanie sie od siebie jest rownowazne z dystansowaniem sie
                  >od innych i na odwrot; jesli czegos nie chcemy rozpoznac w sobie, niechecia
                  >napawa nas to tez w otoczeniu.")

                  ale przeciez zagluszanie rechotem wlasnych lekow nie mozna nazwac
                  dystansowaniem sie do siebie...no tyle w tym zdaniu zlozonym roznych opinii, ze
                  zem sie pogubil, no ;(

                  > > a to juz jest dalsza czesc wypowiedzi, zaraz do niej wroce
                  >
                  > A to milo, wroce wieczorem.
                  > z.
Inne wątki na temat:
Pełna wersja