Dodaj do ulubionych

jestem okropna, jak sobie pomóc

IP: *.aster.pl 11.09.04, 20:02
...konfliktowa, wybuchowa, niemiła, "zwalniam" kogoś co chwila, zarzucam
niekompetencję, przybieram chłodny, "ważny" ton głosu. Po ochłonięciu jest mi
głupio. Zdaję sobie że ranię innych. Na szczęście umiem powiedzieć
przepraszam. Nie zawsze mam taka okazję- czasami obrywa się obcej osobie,
komuś kto wydawał mi się niemiły i go zjechałam, wręcz zmieszałam z błotem.
Zdaję sobie sprawę że wiele spraw można załatwić inaczej, z uśmiechem na
ustach a nie zaczynając od ustawiania kogoś w kącie, okazywania
niezadowolenia.

Sama nie mogę ze sobą momentami wytrzymac, a co mówić o innych. Co robić?
Życie jest takie zapędzone, stresujące. Jak sobie pomóc? W jaki sposób
odreagowywac inaczej? Nie zawsze taka byłam. Nie wiem- może jestem
choleryczką i w tym problem, ale chyba jest jakieś lekarstwo na okiełzanie
niewyparzonego języka.
Obserwuj wątek
    • witch-witch Re: jestem okropna, jak sobie pomóc 11.09.04, 20:08
      Zyjemy w takich czasach,ze nasz organizm nie zawsze jest w stanie przerobic
      chemii jaka stoi za stresem. Stres wiedzie do ogromnej ilosci chorob a
      zwlaszcza raka. To co opisujesz to reakcje czlowieka przemeczonego. Mozesz tez
      miec jakas inne ukryte schorzenie np. depresje. Uwazam,ze nic zlego sie nie
      stanie jezeli porozmawiasz z psychologiem a nawet z psychiatra, sa dobre leki
      na poprawe humorú.
      Pozdrawiam...
    • Gość: kluczyk wiolinowy Re: jestem okropna, jak sobie pomóc IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 11.09.04, 20:40
      Myślę, że jesteś nieszczęśliwą osobą. brak ci uczuć i stąd cała reszta. Nie
      masz przyjaciół, nikomu nie ufasz.
      Nie przytulasz się codziennie do kogoś miłego, nikt za Tobą nie tęskni.:(
      Spotykaj się z ludźmi, pij piwko, winko i gadaj o niczym.
      Zapewne wmówiłaś sobie, że jesteś strasznie profesjonalna i to wszystko
      dlatego. mniej kontroli, więcej spontaniczności.
      Taka moja rada... ;-)
      • Gość: nutka Re: jestem okropna, jak sobie pomóc IP: *.aster.pl 11.09.04, 20:59
        Ależ ja tryskam całą gamą uczuć! Wszelakich! Mam bardzo duzo pozytywnych uczuć
        w sobie. Myślę że mój post swiadczy chociażby tyci tyci o mojej trosce o
        innych. Lubię być przydatna, pomocna, jestem wrazliwa na krzywdę ludzi,
        zwierzat, wzruszam się z byle powodów. Cierpię gdy kogoś zranię. Mam
        przyjaciół. To jednak nie tak. Nie jestem sama i nie czuje się nie akceptowana.
        Czy nieszczęśliwa - sama nie wiem. Czuję się jakbym siedziała na beczce z
        prochem- mix emocji róznej maści. Radość, złość, miłość, niechęc, odwaga,
        strach, pewnośc siebie, zagubienie. Strasznie potrzebuję przytulania,
        zapewniania że jestem kochana i jednocześnie odczuwam ciągły deficyt. Taki
        worek bez dna.

        Ale co zrobić aby się wyciszyć i kulturalnie, bez wdawania się w konflikty
        rozwiązywać problemy?
        • Gość: kluczyk wiolinowy Re: jestem okropna, jak sobie pomóc IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 11.09.04, 21:07
          co zrobić?
          uśmiechać się do ludzi i nie wybuchać.
          ZAWSZE, gdy ma się wybuchnąć uśmiechnąć się, zastanowić, odłożyć problem na
          kilka dłuższych chwil.
          A przytulanie... cóż.. gdy brak przytulania, brak zaufania, oddania, brak też
          zrozumienia innych ludzi.
          Oni nie sa gorsi, a inni... :)
          Twój post to wołanie o pomoc, bo kogoś takiego otoczenia akceptuje, gdy musi, a
          Ty chcesz, by Cie akceptowano z sympatii, a nie przymusu.
          Post nie świadczy o trosce o innych, a o siebie ;)
          Jeśli masz przyjaciół, spotykaj się z nimi i zwierzaj, rozmawiaj, otwieraj.
    • mskaiq Re: jestem okropna, jak sobie pomóc 12.09.04, 08:44
      Znam ten problem, mialem go. Jedyny sposob to kontrolowanie siebie. Jak masz
      cos powiedziec zatrzymaj sie na chwile, odliczyc do 5 za nim cos powiesz. Ta
      chwila zatrzymania pomaga, nie mniej warto robic codzienne spacery, bieg albo
      rower albo cokolwiek co lubisz z cwiczen fizycznych. To pozwala kontrolowac
      emocje i stres to wlasnie pod ich wplywem traci sie kontrole nad soba.
    • magdak12 Re: najlepsza kicia 14.09.04, 12:22
      przygarnij sobie kotka, mówie serio. Nawet nie wiesz ile wnosi radości w domu.
      Codzienne zabawy z nim, kupowanie jedzonka, niezliczonej ilości piłeczek do
      zabawy i myszek bardzo poprawia chumor. Koty bardzo odstresowują, będziesz sie
      koncentrować nie tylko na sobie i swoich odczuciach. To co piszesz to
      przemęczenie związane z pracą. Występujesz tam w roli "kierownika" więc
      znajdujesz upust na biednych Bogu ducha winnych ludziom.
      podsumowując:
      czyli - kup sobie kotka:):)

      ps. ta co zawsze mówiła że nie lubi zwierząt wszelkiej maści:)
      pozdr. J.
        • Gość: Sel Re: najlepsza kicia IP: *.aster.pl 17.09.04, 22:59
          Nutka, rozumiem Cie. Mam Kogos Waznego, do kogo moge sie przytulac, jest mi
          dobrze, harmonijnie w zyciu, psa tez mam, na spacery chodze i na basen, na
          rowerze czasem do pracy jezdze, raczej wielkich stresow nie przezywam... a
          jednak znam to uczucie. Czasami przychodzi nagle i dalej samo sie nakreca.
          Szukam odpowiedzi w roznych Madrych Ksiazkach. Niektorzy mowia, ze astrologiczne
          barany tak zawsze maja.
          • Gość: nutka Re: najlepsza kicia IP: *.aster.pl 19.09.04, 00:47
            Ja jestem spod bliźniąt, nie wiem jak to się ma do mojej wybuchowości.
            Przyznam, że od kilku dni jestem spokojniejsza, reaguję spokojniej i jestem
            bardziej wyrozumiała, cierpliwsza, grzeczniejsza. Nie mam pewności, ale może
            huśtawka hormonalna ma wpływ na stan rozdrażnienia, poziomu tolerancji,
            nerwowej wytrzymałości?
            • Gość: hippa Re: najlepsza kicia IP: *.net.plj.pl 19.09.04, 13:43
              ja tez jestem spod blizniat, wiekszosc znanych mi blizniat ma z tym problem
              (wiec cos w tym jest)
              ...ja czesto sie zruszam, jestem czasem nawet zbyt uczuciowa do tego stopnia ze
              umiem sie wzruszyc, poplakac przy nowo poznanej osobie, nie umiem przejsc
              obojetnie kolo osoby, czy zwierzecia, ktore potrzebuje pomocy, a czasem irytuje
              sie bardzo szybko, albo mam kamienna twarz pokerzysty...i w malo kontrolowany
              sposob "napadam"na innych...co prawda coraz rzadziej mi sie to zdarza, ale mimo
              wszystko za czesto...
              probowalam wiele sposobow...pies, spacery, piwko ze znajomymi, ksiazki,
              filmy...wszelkie sposoby wyciszenia sa skuteczne, ale nigdy nie starczaly na
              dlugo...teraz staram sie bardzo dbac o to, zeby niwelowac stresy w moim zyciu a
              przede wszystkim, zeby sie kontrolowac...kiedy czuje ze wybuchne to staram sie
              wtedy wyjsc z pokoju albo przerwac na chwile rozmowe z osoba, ktora mnie
              zdenerwowala i powrocic do niej jak ochlone, wszystko sobie przemysle i
              zastanawie sie na spokojnie nad tym, co mnie zdenerwowalo albo przynajmniej w
              czasie rozmowy biore bardzo gleboki oddech...reagowanie ad hoc przy
              takim "problemie" w szczegolnosci w pracy nie sa wskazane, lepiej trzy razy sie
              zastanowic i dzialac na spokojnie...
              wiem, ze to bardzo trudne ale przede wszystkim trzeba nabrac dystansu do tego
              co nas otacza (ja wlasnie z tym mam nawiekszy problem)...
              podobno tai chi jest bardzo skuteczne...ale od lekow trzymalabym sie z daleka,
              a z kwestia chormonow to masz racje, tak reaguja wszystkie kobiety tylko u
              jednych jest to mniej lub bardziej widoczne dla otoczenia.
              zycze ci wiecej spokoju i przede wszystkim powodzenia!
              trzymam kciuki!
Inne wątki na temat:

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka