taka sobie historyjka

12.09.04, 14:26
Czasem, jak człowiek wyrzuci z siebie gdziekolwiek, to, co go ciśnie, odczuwa
ulgę, dlatego pewnie chcę opowiedzieć tu jedną z historyjek, jakich w życiu
każdego wiele:) Można się śmiać i rzucać błotem, można też zadumać się i byc
może znaleźć w tym coś podobnego do swoich przeżyć.
Były sobie dwie istoty - ludzkie jak najbardziej. Dwie kobiety - samotne, z
tą różnicą, że jedna z nich posiadała dziecko, w międzyczasie pogodziła się z
rozpadem pierwszego związku ( we wczesnej dość młodości i z powodu zdrady),
druga - bez dziecka, za to wspaniale wykształcona, z karierą. Pierwsza, choć
nigdy w wielkim dostatku, pogodzona ze swoim losem, swoją osobą lubiła wnosić
szczęście i optymizm - nie ten naiwny, ale ten będący wynikiem doświadczeń,
mówiący o tym, że w życiu normą zmienność jest. I że trzeba cieszyć się
najmniejszą chwilą, gdy dobrze... Wiecie sami - raz na, raz pod. Druga, zła
na cały świat, zwłaszcza na kobiety w jej mniemaniu, piekniejsze od niej,
przez które zajęci są wszyscy odpowiednio przystojni i mądrzy faceci, czująca
zawiść na widok szczęśliwej pary ludzi. Głucha na słowa tych, którzy starali
się przekonać, że uczuć drugiej osoby nie kupuje się wyglądem ani długością
nóg. Połączyła te dwie kobiety pewna zażyłość, ale ta pierwsza podlegała
ciągłym ocenom - "takie kobiety jak Ty, które na niczym się nie znają są
lubiane przez facetów" - mówiła, smiejąc się z politowaniem. Pierwsza nie
lubiła nigdy nadmuchanych rozmów i udowandniania swego
potencjału "intelektualnego", a jej zycie toczyło się tak, że z różnych
powodów nie dane było jej zaznawać poznawania rozkoszy tego świata płynących
z podrózy, o których zawsze marzyła.
Pierwsza, jakimś dziwnym trafem, nie oczekując tego, spotkała w pewnym
mężczyźnie bardzo bliską, podobnie postrzegającą i czującą świat duszę.
Każdy, kto przezył cos podobnego w związku z drugim człowiekiem - rozumie, o
co chodzi ( wcale nie o wyznania!). Nieoczekiwanie całkiem przez to
uczucie "zażyłość" zmieniła się w próbę udowodnienia TEJ naiwnej, jak
niewiele jest warta, że nie tego faceta, że próba zaufania i nie krycia
swoich uczuć w stosunku do osoby, która jasno i wyraźnie zadeklarowała swoje
intencje - jest głupotą, objawem "łatwości" i naiwności. Tak naprawdę nie
mogła przezyć ( jak zwykla mawiać), gdy widziała, jak on przy tej pierwszej
traci głowę, a "taki mądry". Zrobiła wszystko, by wedrzeć się między rodzące
się wśrod tych dwojga zaufanie, uczucie. Pierwsza była głupia - rozumiejąc,
że ten Ktoś drugi, kogo darzy uczuciem - ma prawo poznawać inne kobiety,
innych ludzi, bo inaczej być nie może. Rozumiała również, że w sytuacji, gdy
jest się odpowiedzialnym za dziecko uczucie nie zawsze może się spełnić, bo
przecież wtedy już nie chodzi tylko o związek między dwojgiem - a trojgiem
istot, co każdy przyzna - jest już niełatwą sztuką i wymaga większych
poświęcen. W końcu po dłuższych staraniach drugiej pani, pierwsza poczuła,
jak bardzo stoi na przeszkodzie, jak bardzo ją unieszczęsliwia. Bo ten
mężczyzna akurat spełniał wszelkie wymagania, łącznie z wyglądem, a pierwsza
tylko go zauważyła i podała na tacy. Została wyzwana do rywalizacji, której
nie podejmuje, bo to głupia rywalizacja - o uczucia się nie gra, a drugi
człowiek nie może być celem przedmiotowym. Każdy ma swoją wolę, ale być
źdźbłem w czyimś oku? Pozwalać niszczyć w sobie poczucie własnej wartości,
słuchać zarzutów o tym, że potrafi się znosić upokorzenia - kiedy ten Ktoś
nigdy nie upokorzył, wysłuchiwac, że jest się łatwą dupą tylko dlatego, iż ma
się odwagę nie skrywac uczuc? W efekcie pierwsza kobieta zniszczyła w sobie
pragnienia, które być może nigdy nie powinny się rozwijać. Zamknęła się
całkiem niezrozumiale, w stosunku do przyjaciela... Chce zachować umiejętność
cieszenia się na widok szczęsliwych ludzi, chce kochać i być kochana, ale nie
uwikłana w gierki podstępne, choć może to znacznie ciekawsze jest od
prostolinijności, może, ale nie każdy musi to lubić. Zakończyłam tę historię -
z szacunku dla wszystkich, a przede wszystkim dlatego, że kocham go takim
jakim jest, z jego samowolą - czasem upartą. Wiem, że naprawdę nie zrobił
nic, co mogłoby mnie skrzywdzić. Zakończyłam to, bo chcę mieć szacunek dla
siebie samej - on byc może tego nie rozumie do końca, bo nie potrafiłam z nim
o niej rozmawiać, żeby nie wyszło, że zazdrosna jestem, bo nie. Po prostu
nigdy nie wdzieram się między ludzi i nie próbuję niszczyć czegoś z
egoistycznych pobudek. Nie zasiewam zwątpienia, gdy którys z przyjaciół
pozostaje w związku, nie ściągam na ziemię, bo uważam, że związek to proces,
który wymaga wiecznej pracy i nie trzeba osobom trzecim wzbudzać nieufności,
zasiewać ziarna zwątpienia. Nasze pożegnanie? Kilkakrotnie podkreślał, że to
moja decyzja ( pamiętaj, że to Ty tego chcesz), faktycznie - moja decyzja. No
i moja wina, ze tak nisko cenię siebie i jestem całkowicie nieprzystosowana
do walki o swoje, może tak - nie po trupach. często słyszę, naucz się myśleć
o sobie, ale co to znaczy? Może za parę lat stanę się mniej wyrozumiała i
wtedy być może będę potrafiła walczyć, tylko czy warto się zmieniać aż tak,
żeby poza czubkiem własnego nosa i swoich uczuć własnych nie widzieć, że
świadomie krzywdzi się innych? Czas pokaże. W każdym razie wiem, że
postąpiłam w zgodzie z samą sobą i nie złorzeczę nikomu, tylko sobie. Wiem,
jak wiele muszę jeszcze pracować, by zyskać wiarę w siebie, nie we własne
siły, bo tych mam sporo. Prawda jest taka, że tą wiarę musimy dać sobie sami.
Frazesy w typie "bo wszystkie kobiety są takie, a faceci tacy" to bzdury
najokropniejsze, ale ludzie są różni - to fakt i nigdy nie wiadomo, z której
strony padnie cios, którego do końca nie rozumiemy. Kiedy zapytałam ją,
dlaczego mi to robi, dlaczego chce mi pokazać, "ile naprawdę jestem
niewarta" - opuściła oczy, nie odpowiedziała nic. Zyczę jej, żeby poznała
smak prawdziwego szczęścia ( nie ironizuję) i jeszcze jednego - by potrafiła
owo szczęście pielęgnować i rozwijać. Nigdy jej nie poniżyłam i nie zrobię
tego, bo wcale nie poczuję się lepiej. Nie potrzebuję dowartościowywać się
cudzym kosztem - każdy jest przecież inny. Wierzę, że przez tę historię nie
zmienię sie w zgorzkniałą, zawistną babę, nawet jeśli teraz ona sobie ze mnie
kpi - naprawdę nie ma do tego powodu. Kolejna, jakże banalna historyjka,
prawda? Nie prosze o ocenę, chciałam to po prostu opowiedzieć tak, jak nie
potrafię opowiedzieć Komuś, z kim pożegnałam się, nie licząc na to, że sprawy
przyjmą bieg korzystny dla mnie...
    • vielonick Re: taka sobie historyjka 13.09.04, 20:29
      smutna historia nieodwzajemnionego uczucia...

      postapilas w zgodzie ze soba
      i to jest najwazniejsze
      a reszta....
      podlych kobiet zatrzesienie
      (wiem cos o tym...:/)
      niezdecydowanych mezczyzn rowniez

      moze to z nia jest najszczesliwszy
      a moze juz o wszystkim zapomnial
      albo poznal kogos trzeciego

      najwazniejsze to byc szczerym i mowic co sie czuje
      to daje sile i dobrze rokuje
      nawet gdy dzieje sie nie to co chcemy w danym momencie
      tylko, ze ja mam wrazenie, ze nie bylas z nim szczera...?
      czy on wie co czujesz i dlaczego?
      dalas mu szanse zareagowania i opowiedzenia sie ?

      nie chcialas oceny tylko sie wygadac
      (i tak juz za duzo napisalam :)
      moze choc to na cos Ci sie przyda:
      "serca przepelnione miloscia nigdy od siebie daleko nie odejda"

      pozdraviam :)
      • historyjka Re: taka sobie historyjka 14.09.04, 21:29
        Dziękuję Vielonicku. Czy dałam szansę - nie, bo o pewnych rzeczach nie mówię,
        cenię wolność wyboru drugiego człowieka, a On - sądził, że wierzę i wiem, kim
        jestem, co znaczę. Kiedyś jednak powiedział, iz sam wyrabia sobie zdanie o
        innych, w jej próbach zbliżenia nie widział zagrożenia dla mnie i sądził, że ja
        tak własnie będe myśleć. I wierzę, nadal. Tylko nie potrafiłam znieść jej
        poniżania mnie - z jego powodu. Nie chcę narażać się na czyjąś nienawiść, na
        to, żeby pogrywała na moich i jego emocjach, by ostentacyjnie okazywała gniew -
        zaznaczam - tylko w mojej obecności. A ja nie rywalizuje nigdy ani o przyjaźń,
        ani o miłość, więcej nawet - źle się czuję, gdy moje koleżanki to czynią w
        stosunku do mnie. Zostałam wyzwana do rywalizacji, a to w pewnym sensie obraża
        i Jego - mam rację, czy mylę się? Tymczasem postąpiłam zgodnie z tym, jak
        czuję - nie chcę grać i tym nakręcać uczuć - taka już jestem. Teraz jest mi
        dobrze, usmiecham się, czuję spokój w sercu i wierzę, że nie dostanę w życiu ni
        mniej, ni więcej niż mam dostać.
        PS. Chciałabym umieć opowiedzieć mu to wszystko i nie czuć się, jak donosiciel.
        Czego oczekuję? By nie stracić swojej radości, by nigdy nie czuć zawiści na
        widok szcześcia innych ludzi ( nie tylko zakochanych), by nigdy nie zrodziła
        się we mnie pokusa zepsucia komus czegos tylko dlatego, że ja nie mogę czegoś
        miec. Tyle tylko chcę:)
        • vielonick Re: taka sobie historyjka 15.09.04, 00:24
          nie viem co Ci napisac...
          przykro mi ze tak sie czujesz
          i sadze, ze jedymym lekarstwem bedzie szczera rozmowa
          z nim
          moze rowniez z nia...?

          skoro Cie ponizala i wyraznie krzywdzila
          powinna to wiedziec

          chociaz caly czas piszesz, ze jestes spokojna i radosna
          to przeciez wszytskie te niedopowiedzenia
          caly czas Cie drecza
          i nie przestana dopuki ich nie wyrzucisz
          po sie zatruwac?

          zdaje sobie sprawe, ze to trudne - otworzyc sie
          moze chociaz poslij mu ten link?
          i nie bardzo rozumiem czemu masz byc donosicielem??
          muvisz o SWOICH uczuciach przeciez!

          re rywalizacja: mezczyzni inaczej to odbieraja
          dla nich jest to poswiadczenie meskosci
          atrakcyjnosci dla doch kobiet
          w zadnej mierze ponizenie

          to kobiety czuja sie ponizone brakiem reakcji ich faceta
          na zakusy innej
          ale mezcyznom to pochlebia
          baby sie tluka a facet jest zachwycony...:/

          powtorze jeszcze raz:
          nie ma co sie gryzc ani rozpamietywac
          tylko roziazac sprawe
          i zaczac zycie na nowo juz bez balastu

          a mysle, ze tak wrazliwa i delikatna kobieta
          z czystym kontem
          trafi na tego jedynego predzej niz sie spodziewa :)))
      • Gość: Renka Re: taka sobie historyjka IP: *.home.cgocable.net 15.09.04, 05:08
        Zbulwersowana jestem.Zycze ci wszystkiego najlepszego, nie mysl zle o swojej
        rodzinie. Wybacz im.Niemozliwe zeby byli potworami tylko dlatego, ze ty mialas
        milosc. Wszak tylko ciebie babcia kochala.To niemozliwe ze zazdroscili ci tej
        milosci i chcieli ci za to przywalic na kazdym kroku.
        Pomysl o swojej babci, ktora miala w sobie milosc, milosc, ktora tobie
        przekazala. Milosc jest potezna sila. Potrafi w locie zatrzymac strzale
        zla.Wykorzystaj ja.
    • Gość: swierszczzakominem Re: do historyjki. IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 13.09.04, 20:54
      Jestes Sliczna.. Ty, ktora opowiadasz.
      • historyjka Re: do historyjki. 14.09.04, 21:31
        Gość portalu: swierszczzakominem napisał(a):

        > Jestes Sliczna.. Ty, ktora opowiadasz.

        Swierszczuzakominem - chciałabym tylko zawsze - nim wydam sąd obejrzeć rzecz z
        każdej strony, a to nie zawsze jest piekne.
        Pozdrawiam i dziękuję
    • Gość: etta Re: taka sobie historyjka IP: 195.94.207.* 15.09.04, 07:12
      nie popełniłaś żadnego błędu
      to nie był mężczyzna dla Ciebie
      prędzej czy później skrzywdził by Cię
Pełna wersja