amoka
12.09.04, 23:23
Kilka dni temu umarła bardzo bliska mi osoba - moja matka chrzestna.
Mieszkałam z Nia od kilku lat. Chorowała na nowotwór. Od kilku tygodni jej
stan bez przerwy sie pogarszał. Od tygodnia leżała w domu, opiekowałam sie
Nia. To były straszne chwile , przede wszsytkim dla Niej, ale dla mnie i Jej
syna również. Nie miałam do tej pory pojęcia, co to znaczy opiekować sie
umierajaca osoba w takim stanie ( świeżo po operacji, nie gojaca się rana
pooperacyjna i sztuczny odbyt ). Robilismy koło Niej wszystko co trzeba, nie
tsac nas było na pielegniarke, a do hospicjum nie chcialismy Jej oddać. Nie
było łatwo, każdy człowiek ma pewne bariery , nie zawsze jest w stanie sobie
poradzić w takiej sytuacji. Ale staralismy sie ze wszystkich sił.
W tą środe w południe Ola umarła. Trzymalismy ja za reke do ostatniego
oddechu. Patrzylismy jak odchodzi i nic nie moglismy zrobić.
To wszystko było bardzo trudne, ale chce napisać o czymś innym - od jej
smierci nie moge sobie poradzic sama w domu. Zwyczajnie boję sie zostać sama.
Wczoraj po raz pierwszy byłam sama kilka godzin po południu. A teraz jest juz
noc, a ja jestem sama. Boje sie , sama nie wiem czego. Boje sie patrzyc w
strone Jej pokoju, to wszystko jest takie trudne. Czuje sie źle, jestem
kompletnie przerażona. Czy to minie ? Kiedy minie ?
Jak mam sobie poradzic, jak to wytłumaczyc ? Co mam zrobic żeby to koszmarne
uczucie mineło ?