Roznica wieku w zwiazku

14.09.04, 11:17
Witam

Mam nadzieje ze znajdzie sie tu pare osob, ktore maja jakies doswiadczenie o
tym co mam zamiar napisac.

Poznalem kobiete, ma 30 lat. Niby nic takiego tylko ze ja mam 23. Nie mam
jeszcze sprecyzowanych planow wobec niej , nie moge sie do konca zorientowac w
uczuciach, ale nie o tym chcialem pisac. Bardzo mi z nia dobrze, pod kazdym
wzgledem. Jedyne co mnie, ze tak powiem - hamuje to roznica wieku. Bylbym
wdzieczny za swoje doswiadczenia z tym zwiazane, Co ta roznica wieku za soba
ciągnie zarowno teraz jak i w przyszlosci. Mi osobiscie ona nie przeszkadza,
jednak mam pewne opory :(. Nadmienie tylko ze zapowiada sie to na moj drugi w
zyciu powazny zwiazek.

Dziekuje i pozdrawiam
    • j_ar Re: Roznica wieku w zwiazku 14.09.04, 11:23
      to zadna roznica obecnie... ale, poobracajcie sie troche posrod wspolnych
      znajomych to moze jakas roznice zobaczysz
      • inga2 Re: Roznica wieku w zwiazku 22.09.04, 14:04
        U mnie akurat jest inna sytuacja ,to ja jestem mlodsza od meza o piec
        lat.Jestesmy juz ze soba 21 lat.Ja uwazam ze kobiety sie wolniej starzeja.Tak
        jest w moim zwiazku.Ja czuje sie wciaz mlodo,jestem wysportowana ,pelna
        energii.Natomiast zauwazam u mojego meza spowolnienie,mniej
        energii,ociezalosc.Wiec nie przejmuj sie twoja partnerka moze wciaz tryskac
        energia i ta roznica wiekowa moze sie wyrownac.,jezeli bedzie dbac o swoje
        zdrowie i urode.
    • Gość: kasia Re: Roznica wieku w zwiazku IP: *.ohp.pl / 212.160.154.* 14.09.04, 12:23
      Od pół roku jestem w bardzo udanym zwiazku z facetem młodszym ode mnie o prawie
      6 lat. Początkowo tez miałam spore opory, ale z czasem okazało się, ze jest
      cudownie jak jeszcze nigdy dotąd. Oczywiście, ciągle wynikają jakieś mniejsze i
      większe problemy (np. trudno jest mieć wspólnych znajomych, docinki dalszej
      rodziny...), ale to wszystko drobiazgi, bo warto!Pozdrawiam!
    • lune opory i hamulce :) 14.09.04, 13:00
      lastman napisał:

      > Witam
      >
      > Mam nadzieje ze znajdzie sie tu pare osob, ktore maja jakies doswiadczenie o
      > tym co mam zamiar napisac.
      >
      > Poznalem kobiete, ma 30 lat. Niby nic takiego tylko ze ja mam 23. Nie mam
      > jeszcze sprecyzowanych planow wobec niej , nie moge sie do konca zorientowac w
      > uczuciach, ale nie o tym chcialem pisac. Bardzo mi z nia dobrze, pod kazdym
      > wzgledem. Jedyne co mnie, ze tak powiem - hamuje to roznica wieku. Bylbym
      > wdzieczny za swoje doswiadczenia z tym zwiazane, Co ta roznica wieku za soba
      > ciągnie zarowno teraz jak i w przyszlosci. Mi osobiscie ona nie przeszkadza,
      > jednak mam pewne opory :(. Nadmienie tylko ze zapowiada sie to na moj drugi w
      > zyciu powazny zwiazek.

      Jesli roznica wieku ci nie przeszkadza - to co ci przeszkadza ? ;)
      To co wokol - tzn. przyjaciele, rodzina, znajomi - ewent. zgrzyty czy roznice
      moga okazac sie kompletnie bez znaczenia - ale tez moga byc powazna przeszkoda.
      Przeciez wszystko zalezy od tego czy wiaze was duze uczucie :)
      Wiele razy dyskutowano na forum o szansach zwiazku z roznica wieku,
      wyksztalcenia itd. Nie ma na to madrego /wg. mnie/, zycie pokazuje ze zwiazki
      pozornie 'niedobrane' wiekowo itd. bywaja udane a inne pozornie 'swietnie
      dobrane' rozpadaja sie.
      Czy zwiazek z roznica wieku - to wieksze ryzyko ? Moim zdaniem - nie.

      Badzcie sobie razem jesli sie kochacie :)

      lune

      • lastman Re: opory i hamulce :) 14.09.04, 16:49
        lune napisała:

        > Jesli roznica wieku ci nie przeszkadza - to co ci przeszkadza ? ;)

        Mam obawy niesprecyzowane i lek przed nieznanym. Wiek mi nie przeszkadza, boje
        sie tylko ze "nam" moze bedzie przeszkadzał.

        > To co wokol - tzn. przyjaciele, rodzina, znajomi - ewent. zgrzyty czy roznice
        > moga okazac sie kompletnie bez znaczenia - ale tez moga byc powazna przeszkoda.

        Akurat jej matka jest przeciwko temu, moja z reszta tez ale dalaby sie
        przekonac. Podejzewam ze boi sie zostac sama. Intensywnie mysle nad
        przeprowadzka do mojej wybranki i to daleko od domu. Z jej matka bedzie chyba
        gorzej.

        > Przeciez wszystko zalezy od tego czy wiaze was duze uczucie :)

        No wlasnie to uczucie nie jest do konca rozpoznane, poza tym caly czas ewoluuje
        i mysle ze w dobrym kierunku.

        > Wiele razy dyskutowano na forum o szansach zwiazku z roznica wieku,
        > wyksztalcenia itd. Nie ma na to madrego /wg. mnie/, zycie pokazuje ze zwiazki
        > pozornie 'niedobrane' wiekowo itd. bywaja udane a inne pozornie 'swietnie
        > dobrane' rozpadaja sie.

        Przepraszam, postaram sie odszukac te starsze watki. Tylko czy akurat byl "na
        tapecie" taki przypadek jak moj? Spora roznica wieku, kobieta starsza (znalazlem
        jeden watek podobny tylko tam sytuacja byla odwrotna) no i w zasadzie poczatek
        mojego doroslego zycia.

        > Czy zwiazek z roznica wieku - to wieksze ryzyko ? Moim zdaniem - nie.

        Opierasz to na jakims doswiadczeniu? A moze ktos wsrod twoich znajomych mial
        taka sytuacje? Mam nadzieje ze nie ma wiekszego ryzyka, ale moze sa pewne
        problemy z tego wynikajace, takie typowe i moglbym mi ktos je przytoczyc zebym
        wiedzial czego sie spodziewac, zebym mogl z pelna swiadomoscia podejsc do tego
        zwiazku.

        > Badzcie sobie razem jesli sie kochacie :)
        >
        > lune
        >

        Dzieki na koniec za mile slowa. Nawet nie wiesz jak mile :)
        • lune Re: opory i hamulce :) 15.09.04, 13:10
          lastman napisał:

          > Mam obawy niesprecyzowane i lek przed nieznanym. Wiek mi nie przeszkadza, boje
          > sie tylko ze "nam" moze bedzie przeszkadzał.

          Wydaje mi sie ze 'lek przed nieznanym' ma kazdy odpowiedzialny czlowiek :)
          roznica wieku - nie wydaje mi sie duza, moze dlatego ze sama mam juz
          trooooooche lat ;)) i ludzie w przedziale wieku 20 - 30 lat - sa dla mnie po
          prostu mlodzi :)


          > Akurat jej matka jest przeciwko temu, moja z reszta tez ale dalaby sie
          > przekonac. Podejzewam ze boi sie zostac sama. Intensywnie mysle nad
          > przeprowadzka do mojej wybranki i to daleko od domu. Z jej matka bedzie chyba
          > gorzej.

          Wiec moze nie roznica wieku jest podstawowym argumentem - a w ogole fakt ze
          jest 'jakas kobieta' z ktora chcesz byc ? to czasami bywa dla matek trudne ;
          ale wszystko z czasem moze sie b.dobrze poukladac - to zalezy od Was, waszej
          milosci, cierpliwosci w 'ukladaniu' stosunkow z matkami ; ale jesli chcecie byc
          razem - trzeba zaryzykowac ze ten wybor nie bedzie na poczatku w pelni
          akceptowany ... bo to przeciez Wasze zycie a w nim milosc :)

          > No wlasnie to uczucie nie jest do konca rozpoznane, poza tym caly czas
          ewoluuje i mysle ze w dobrym kierunku.


          Nie zawsze wszystkiego jestesmy pewni ... taki nasz los, bywamy omylni ; zdarza
          sie ze nawet ta milosc ktorej jestesmy pewni i ma trwac do konca zycia - wypala
          sie po kilku latach - wiec mialoby to byc przestroga by nie ryzykowac wcale ???


          > Przepraszam, postaram sie odszukac te starsze watki. Tylko czy akurat byl "na
          > tapecie" taki przypadek jak moj? Spora roznica wieku, kobieta starsza
          (znalazle
          > m
          > jeden watek podobny tylko tam sytuacja byla odwrotna) no i w zasadzie poczatek
          > mojego doroslego zycia.

          Pewnie nie znajdziesz odpowiedzi na wszystkie pytania i watpliwosci ; roznica
          wieku czesto jest demonizowana - bo wypowiadaja sie np. ludzie mlodzi (ok. 20
          r. zycia) dla ktorych 30-latka to juz 'pani w srednim wieku' hahaha .... mnie
          to smieszy - bo to przeciez najwspanialszy czas dla kobiet, sa w pelni
          rozkwitu :)
          a wyobraz sobie co dzieje sie gdy sprawa dotyczy JESZCZE starszej kobiety ? no
          horrendum !!! bo to dla nich kobieta w wieku 'mamy' lub nawet 'babci' :)))))))
          i kompletnie juz nie wyobrazaja sobie ze kobiety w wieku 40 lat i wiecej - moga
          byc atrakcyjne ...... i wiazac sie z mlodszymi partnerami ;)
          zrob wiec poprawke - gdy bedziesz czytal tego rodzaju wypowiedzi na forum :)
          tak jak napisalam - milosc 'zaciera' roznice /wiekowe i inne/ :) podobnie jak
          pozwala nie dostrzegac wad /lub znacznie je pomniejsza/; z pewnoscia znasz
          takie pary :))

          > Opierasz to na jakims doswiadczeniu? A moze ktos wsrod twoich znajomych mial
          > taka sytuacje? Mam nadzieje ze nie ma wiekszego ryzyka, ale moze sa pewne
          > problemy z tego wynikajace, takie typowe i moglbym mi ktos je przytoczyc zebym
          > wiedzial czego sie spodziewac, zebym mogl z pelna swiadomoscia podejsc do tego
          > zwiazku.

          Sama jestem w sytuacji troszke podobnej :) i choc nie chce wchodzic w
          szczegoly - jedno wiem : warto zaryzykowac - nawet gdy otoczenie robi durne
          komentarze, gdy trudno przewidziec jakie moga pojawic sie problemy, gdy nie
          wszystko jest pewne ... warto - bo jesli zycie razem przynosi radosc i
          spelnienie zawsze warto zaryzykowac :)
          a rodzina ? jest 'za' ; otoczenie ? niektorzy rozumieja, inni nie - jak to w
          zyciu, nie da rady by wszyscy zawsze wszystko co robisz akceptowali :)

          problemy ? moga sie zawsze pojawic - nawet gdy wiaze sie z soba para
          rownolatkow z absolutna akceptacja obydwu mam /i calej rodziny/ ;


          > Dzieki na koniec za mile slowa. Nawet nie wiesz jak mile :)

          Bliski jest mi twoj 'problem', wahania i watpliwosci :) wydaje mi sie ze jestes
          bardzo odpowiedzialny, dojrzaly ... Wbrew stereotypom - ta roznica wieku moze
          byc bardzo korzystna dla waszego zwiazku :)
          Uwierz, inaczej widza to ludzie bardzo mlodzi a inaczej ci ktorzy juz troszke
          lat przezyli, byli w roznych zwiazkach ;

          pozdrawiam, lune
          • lastman Re: opory i hamulce :) 15.09.04, 13:35
            :)))))

            Jeju nie wiem jak to zaczac :)
            W zasadzie to od poczatku, jeszcze zanim tutaj pisalem to bylem zdecydowany
            kontynuowac ten zwiazek, mimo wszelkich przeciwnosci. Przejsc troche zycia z nia
            u boku i zobaczyc dokad nas to zaprowadzi. W koncu nie co dzien spotyka sie
            kobiete z ktora ma sie ochote po prostu byc prawda?
            Pisalem tutaj z czystej ciekaowsci jak to postrzegaja inni, pisalem po to zeby
            dowiedziec sie na jakie pulapki taka para moze sie natknac, ale widze, ze nie
            odbiega to jakos od tzw standartow :) Male wahanie zawsze pozostaje, ale to w
            kazdym przypadku nie tylko w moim chyba.

            No i wyjatkowa przyjemnoscia dla kogos w moim stanie jest czytac wypowiedzi w stylu:
            "Jak sie kochacie to badzcie ze sobą"

            Wszystkim tego zycze :)))
            • lune Re: opory i hamulce :) 15.09.04, 14:04
              lastman napisał:

              W koncu nie co dzien spotyka sie
              > kobiete z ktora ma sie ochote po prostu byc prawda?

              I nie na co dzien spotyka sie mezczyzne z ktorym ma sie ochote po prostu byc :))
              Dlatego to takie cenne i warto zaryzykowac by nie zaprzepascic szansy na
              szczescie :))

              > Pisalem po to zeby
              > dowiedziec sie na jakie pulapki taka para moze sie natknac, ale widze, ze nie
              > odbiega to jakos od tzw standartow :) Male wahanie zawsze pozostaje, ale to w
              > kazdym przypadku nie tylko w moim chyba.

              Wlasnie tak mysle :)


              > "Jak sie kochacie to badzcie ze sobą"
              >
              > Wszystkim tego zycze :)))


              Ja takze :)

              pozdrawiam serdecznie, lune
        • j_ar Re: opory i hamulce :) 15.09.04, 13:18
          wg mnie lastman to ty po prostu boisz sie, ze ona jest za stara dla ciebie, i
          nie chcesz jasno wylozyc tej swojej obawy, a obawiac sie mozesz bardzo wielu
          roznych rzeczy....
          • lastman Re: opory i hamulce :) 15.09.04, 13:27
            j_ar napisał:

            > wg mnie lastman to ty po prostu boisz sie, ze ona jest za stara dla ciebie, i
            > nie chcesz jasno wylozyc tej swojej obawy, a obawiac sie mozesz bardzo wielu
            > roznych rzeczy....
            >


            O matko no przeciez od poczatku napisalem ze obawiam sie tej roznicy wieku :))
            Przeciez o to tu chodzi i sie przyznalem do tego. Tylko czym jest ta obawa
            powodowana to jzu inan sprawa, na pewno nie tym ze ktos na mnie bedzie krzywo
            patrzyl czy po prostu przetsanei mi sie podobac bo milosc o ile sie jzu
            przekonalem to tak nie dziala :)
            • j_ar Re: opory i hamulce :) 15.09.04, 13:38
              lastman, z jednej strony piszesz, ze ci nie przeszkadza aby za chwile (badz
              wczesniej) dodac, ze masz opory ;), no to albo ci nie przeszkadza albo masz
              opory, nie da sie inaczej, tak wiec masz opory jak wnioskuje

              a czego sie boisz? np.
              - ze (mimo, iz chyba sie zastrzegles) urok ponetny gdzies w koncu minie
              - juz ogladasz sie za mlodszymi
              - nie chcesz miec powaznych ukladow typu malzenstwo dzieci, a ona juz by
              chciala (spoko spoko, ona sie bardziej boi niz ty pewnie)
              - nie traktuje cie az tak powaznie, abys mogl poczuc sie glowa rodziny
              - jest lepiej zorganizowana w zyciu niz ty i jest samodzielna, a ty moze nie
              - boisz sie, ze jednak jak co do czego dojdzie, to ona sie wycofa bo ty za
              mlody jestes i ci nie ufa az na tryle aby cos dalej isc, niz mile spotkanka
              - ma znajomych, straszych, eleganckich, wsrod ktorych czuje sie na luzie a ty
              jak szczawik
              - ona zle sie czuje z twoimi znajomymi, bo juz nie ma takiej ochoty na zabawy
              smiale i meczace
              - co ludzie powiedza (mimo, ze twierdzisz, iz to bez znaczenia)


              i cos tam jeszcze....

              no ;)
              • lastman Re: opory i hamulce :) 15.09.04, 13:59
                Jesli pozwolisz drogi j_arze to odpowiem w punktach. No wybacz ale z czystej
                sympatii to sie nie moge powstrzymac bo takiego strzalu kula w plot to dawno nie
                widzialem, chcoiaz to zabawne jest bo fakycznie twoje wnioski bylyby najbardziej
                prawdopodobne a jest wresz odwrotnie :)


                j_ar napisał:

                > lastman, z jednej strony piszesz, ze ci nie przeszkadza aby za chwile (badz
                > wczesniej) dodac, ze masz opory ;), no to albo ci nie przeszkadza albo masz
                > opory, nie da sie inaczej, tak wiec masz opory jak wnioskuje

                Mam opory mam co do wieku ale jak juz pisalem nie jej tylko obawy dotyczace
                istnienia tego zwiazku wsrod spoleczenstwa i jak to sie przelozy na nasze
                charaktery (jakos zamacilem strasznie ale nie potrafie tego ubrac w slowa w tej
                chwili)

                > a czego sie boisz? np.
                > - ze (mimo, iz chyba sie zastrzegles) urok ponetny gdzies w koncu minie

                Minie minie na pewno :) ale nie dla mnie jesli uczucie sie bedzie utrzymywac ( w
                koncu jak luna pisala nikt tego przewidziec nie moze) i wcale mi to nie przeszkadza

                > - juz ogladasz sie za mlodszymi

                Widziales faceta ktory by sie nie ogladal za pieknymi kobietami? :) (oprocz
                homoseksualistow rzecz jasna, chociaz znam jednego co sie oglada :)

                > - nie chcesz miec powaznych ukladow typu malzenstwo dzieci, a ona juz by
                > chciala (spoko spoko, ona sie bardziej boi niz ty pewnie)

                Moze to dziwne ale mam taki charakter ze nie potrafie sie zwiazac z kobieta nie
                majac tego w planach. Do tego juz doszlo ze planowalem gdzie najlepiej sie
                przeprowadzic biorac pod uwage rozwoj dziecka ehh, to jest moja wada i zbyt
                daleko siegam w przyszlosc

                > - nie traktuje cie az tak powaznie, abys mogl poczuc sie glowa rodziny

                Traktuje mnie bardzo powaznie to wiem na pewno.

                > - jest lepiej zorganizowana w zyciu niz ty i jest samodzielna, a ty moze nie

                No samodzielny nie jestem bo mieszkam z matką, to racja ale co do jej
                zorganizowania to powiem tylko ze ja sie jej przydam :)

                > - boisz sie, ze jednak jak co do czego dojdzie, to ona sie wycofa bo ty za
                > mlody jestes i ci nie ufa az na tryle aby cos dalej isc, niz mile spotkanka

                Juz mielismy wiecej niz mile spotkanka (bylismy na paru wyjazdach i mieszkalem u
                niej pare tygodni) poza tym rozmawialismy jzu o mojej ewentualnej przeprowadzce

                > - ma znajomych, straszych, eleganckich, wsrod ktorych czuje sie na luzie a ty
                > jak szczawik

                Kolejne pudło :)) Znajomi nasi sa wspolni :)) tzn ja ich znam krocej ale dluzej
                niz ją :) i chyba ciesza sie razem z nami.

                > - ona zle sie czuje z twoimi znajomymi, bo juz nie ma takiej ochoty na zabawy
                > smiale i meczace

                Patrz wyzej, poza tym no bez przesady 23 letnia "mlodziez" to juz nie takie
                dzikie zgraje tylko kulturalnie sie bawiacy ludzie :) Zreszta 30letnie kobiety
                to tez maja ochote na zabawe :)

                > - co ludzie powiedza (mimo, ze twierdzisz, iz to bez znaczenia)
                >

                Moze nie to co powiedza bo na tym mi nie zalezy tylko jak to bedzie wplywac na
                nasze zycie i nasze polozenie a nie na nas samych.

                > i cos tam jeszcze....
                >
                > no ;)
                >

                No wlasnie cos tam by sie jeszcze znalazlo :)



                PS. Jakos mi dzis lekko na sercu dlatego taki troche post z humorkiem.
                • j_ar Re: opory i hamulce :) 15.09.04, 14:07
                  to moge sie tylko cieszyc, ze tak niecelnie :))

                  "Moze nie to co powiedza bo na tym mi nie zalezy tylko jak to bedzie wplywac na
                  nasze zycie i nasze polozenie a nie na nas samych."

                  ale jak ma wplywac? kto ma wplywac i dlaczego akurat roznica wasza w wieku (bo
                  gdybys byl starszy od niej, to w zyciu bys nie wpadl na taki problem)ma na cos
                  wplywac?.... poza tym to nie jest roznica :)
                  • lastman Re: opory i hamulce :) 15.09.04, 14:10
                    j_ar napisał:

                    > ale jak ma wplywac?


                    No wlansie to ja sie pytam jak :)
                    Widze ze nie bedzie wplywac jakos wyjatkowo no to w takim razie znakomicie :)

                    Dzieki i pozdrawiam
                    • j_ar Re: opory i hamulce :) 15.09.04, 14:11
                      no, trzymajcie sie, i bez takich glupich mysli ;)
            • lune Re: opory i hamulce :) 15.09.04, 13:55
              lastman napisał:

              > O matko no przeciez od poczatku napisalem ze obawiam sie tej roznicy wieku :))
              > Przeciez o to tu chodzi i sie przyznalem do tego.

              Myslisz ze kobieta starzeje sie z szybkoscia blyskawicy ? ;))
              Kobieta ktora dba o siebie i jest kochana, starzeje sie baaaaaaardzo
              wolno :))))) powiedzialabym ze w kochajacych oczach - wrecz minimalnie ;))
              A jesli obawiasz sie momentu w ktorym ona bedzie miec menopauze - to macie
              jeszcze przed soba z 25 lat /lub wiecej/ zycia razem :))))))))))) gdy wasz syn
              bedzie konczyc studia i bedzie mial np. powazny problem ze zwiazkiem z kobieta
              o kilka lat starsza :))))))))))))))

              A 'na powaznie' ... to moze sie zdarzyc ze tak k. 40-tki /czyli za lat
              siedemnascie/- zaczniesz sie baczniej przygladac dwudziestoletnim laskom - ale
              to sie zdarza facetom niezaleznie od tego czy ich partnerka jest rownolatka,
              czy jest o kilka lat mlodsza czy o kilka lat starsza ; moze sie zdarzyc ze
              wam 'nie wyjdzie', ze po kilku, kilkunastu latach - rozstaniecie sie - no co w
              zwiazku z tym ???
              powtorze jeszcze raz : udane zycie razem zalezy od mnostwa spraw i rzeczy ;
              budowanie zwiazku naszpikowane jest trudnosciami ; taka roznica wieku - gdy
              obydwoje jestescie mlodzi :)) nie powinna byc zadna przeszkoda ; a czy bedzie w
              przyszlosci ??? zeby na to odpowiedziec - musicie sie razem 'zestarzec' w tym
              zwiazku :)) bo przeciez ludzie 'starzeja sie razem' w sposob rozny ; niektorzy
              przez dlugie lata maja wspaniale zycie, inni popadaja w nude po kilku latach ...
              i jaka tego przyczyna - jesli sa rownolatkami ???
              poczytaj na forum o zdradach, problemach, konfliktach ; przeciez w zadnym z
              tych dramatow przyczyna nie jest ..... roznica wieku :) jest wiele powodow dla
              ktorych ludzie przestaja sie rozumiec, kochac - ale nie dlatego ze dzieli ich 7
              lat :))

              lune
              • lastman Re: opory i hamulce :) 15.09.04, 14:14
                lune napisała:

                > macie jeszcze przed soba z 25 lat /lub wiecej/ zycia razem :))))))))))) gdy
                wasz > syn
                > bedzie konczyc studia i bedzie mial np. powazny problem ze zwiazkiem z kobieta
                > o kilka lat starsza :))))))))))))))
                >

                Akurat wcale by mnie to nie zdzwiwilo :) w mojej rodzinie juz nie pamietam kiedy
                bylo inaczej :)). Mezczyzni zenili sie ze starszymi kobietami, tylko jakos
                wczensiej na to nei zwrocilem uwagi. Czy to moze miec jakies genetyczne
                uwartunkowanie? :)
        • aretse11 jestem 5 lat starsza.. 21.09.04, 23:05
          ja mam 25,a on 20...mysle,ze roznica wieku juz zupelnie nie jest widoczna p[rzy
          30..i 35..ale wydawalo mi sie..ze skoro on ma 20..a tutaj mile
          rozczarowanie..mieszkamy razem..jest nam cudownie..nie patrzmy co inni
          powiedza..to nasze zycie..wazne ,zeby nam dwojgu bylo dobrze..reszta sie nie
          liczy
    • Gość: glajda Re: Roznica wieku w zwiazku IP: *.wmc.net.pl 14.09.04, 19:02
      To zależy, na jakich podstawach budujecie swój związek. Czy oboje jesteście
      dojrzali, czy oboje wiecie czego chcecie. Czy Ty potrafisz być dla Niej
      oparciem, czy podświadomie oczekujesz, że skoro Ona jest nieco /a dla Ciebie,
      sądzac z Twojego postu, DUŻO/ starsza, to POWINNA zrozumieć, ze Ty jesteś
      młodszy, dopiero wchodzisz w życie itp. Matkowanie, o ile ma miejsce, moze Jej
      się po prostu znudzić.
      Dlaczego masz opory? Czy obawiasz się, że jej atrakcyjnośc fizyczna wkrotce
      przeminie? Czy myślisz, ze Ty jako młody i piękny masz szansę na
      znalezienie "czegoś" lepszego?
      Pozdrawiam, A.
      • lastman Re: Roznica wieku w zwiazku 15.09.04, 13:17
        No ten post mi dal sporo do myslenia.

        Oparciem dla niej jestem bo dala mi to juz nie raz do zrozumienia. Co do
        "matkowania" to juz mi tego nie trzeba, chociaz przeciez kazdy mezczyzna ma w
        sobie cos z dziecka :).
        Dla mnie jest duzo starsza, no bo co tu ukrywac - nigdy sie nie spotkalem z
        takim zwiazkiem, nie mialem doswiadczenia ze starszymi ode mnie kobietami. Co do
        atrakcyjnosci fizycznej to zaczalem o tym myslec dopiero po tym poprzednim
        poscie, ale nie jest u mnei na pierwsyzm a ni nawet na drugim czy trzecim
        miejscu i czegos lepszego nie bede szukal na pewno ze wzgledu na to ze jej
        atrakcyjnosc sie zmniejszy bo wcale tak nie uwazam.
        Do tego dochodzi temat dzieci, zawsze myslalem ze dla mnie czas na dzieci
        przyjdzie za 2-3 lata, ona wtedy bedzie miec 32-33 lata. To nie bedzie jakos
        przeszkadzac?
        W ogole jeszcze nie odezwal sie nikt kto taki zwiazek przezyl albo w nim sie
        znajduje. Czy to naprawde sa takei rzadkie przypadki?
        • lune Re: Roznica wieku w zwiazku 15.09.04, 14:14
          lastman napisał:

          > No ten post mi dal sporo do myslenia.
          >
          > Oparciem dla niej jestem bo dala mi to juz nie raz do zrozumienia. Co do
          > "matkowania" to juz mi tego nie trzeba, chociaz przeciez kazdy mezczyzna ma w
          > sobie cos z dziecka :).

          Matkowanie ..... :) to zalezy i od kobiety i od mezczyzny ; znam przypadki
          matkowania rownolatkom :)) niektorzy faceci do poznej starosci pozostaja MALYMI
          CHLOPCZYKAMI oczywiscie za zgoda swoich zon :)))))))


          > Do tego dochodzi temat dzieci, zawsze myslalem ze dla mnie czas na dzieci
          > przyjdzie za 2-3 lata, ona wtedy bedzie miec 32-33 lata. To nie bedzie jakos
          > przeszkadzac?

          Oczywiscie NIE :) kobiety w tym wieku /i pozniej/ rodza dzieci ; zreszta zdarza
          sie to coraz czesciej /kobiety najpierw realizuja sie zawodowo, pozniej
          wychodza za maz i w wieku trzydziestu kilku lat decyduja sie na macierzynstwo/

          lune
    • Gość: kasia Re: Roznica wieku w zwiazku IP: *.ohp.pl / 212.160.154.* 15.09.04, 15:25
      Czytałam całą historię z duŻym zainteresowaniem, ponieważ chciałam spojrzeć na
      całą sytuację oczami mojego, o kilka lat młodszego chłopaka. I powiem szczerze,
      trochę się przestraszyłam. Piszesz, ze chciałbyś przejść TROCHĘ życia u jej
      boku - może się czepiam, ale TROCHĘ to znaczy ile? Rok? Dwa? Trzy?
      Poza tym mam wrażenie, że jesteś bardzo pewny siebie w tym związku. Jesteś
      pewnien, że ona traktuję Cię poważnie, lubi się bawić z Twoimi znajomymi...co
      do tej 23-letniej młodzieży, uwierz, ze troszkę starszej kobiecie wydaje się
      nie tak bardzo dojrzała i o ile spotkanie raz na pół roku moze być ciekawą
      odmianą to prowadzenie aktywnego życia towarzyskiego z "młodzieżą" nie jest
      szczytem marzeń. Nie bierzesz pod uwagę tego, że ona ma takie same albo nawet
      większe od Twoich wątpliwości? Wierzysz w to, ze nie ma takich momentów, w
      których ją poprostu drażnisz swoją dziecinnością (nawet jeśli Ty sam tego nie
      dostrzegasz)? Czasem to tylko drobiazgi, ale są.
      A propos uwagi, ze każdy facet się ogląda da kobietami: nieprawda - mój facet
      tego nie robi. Między innymi dlatego go kocham, jest wyjątkowy. Mimo tego, że o
      kilka lat młodszy.
      • lastman Re: Roznica wieku w zwiazku 15.09.04, 15:47
        Ciesze sie ze napisalas po drugiej stronei barykady troszke :) i widze ze
        piszesz o kilku sytuacjach ktore nie maja u mnei miejsca, moze interpretujesz
        moje slowa przez pryzmat wlasnych doswiadczen?

        Napisalem "troche" nie w znaczeniu ze pobedziemy troche i papa, tylko w
        znaczeniu ze minie troche czasu zanim dojdziemy czy o to nam chodzi i czy tego
        chcemy, ja mam nadzieje ze tak. Przeciez nie moge ani ja jej ani ona mnie
        zagwarantowac, ze jak juz jestesmy ze soba to bedziemy do konca zycia bo to
        przeciez byloby niedojrzale. Nie wiem czego sie spodziewac po tym zwiazku wiec
        napisalem ze przejdziemy kawalek zycia razem i zobaczymy dokad ta droga
        prowadzi. Poza tym jak juz pisalem mamy znajomych wspolnych i to nie tylko w
        wieku 23 lat (coscie sie tak uczepili :)) w zasadzie to od dwudziestu do
        trzydziestu paru lat :) NA pewno draznie ja w niektorych momentach swoim innym
        podejsciem do niektorych rzeczy i ona tez drazni mnie niektorymi swoimi
        pogladami, ale czy one akurat wynikaja z roznicy wieku? Watpie. Co do poczucia
        mojej pozycji to ja to po prostu czuje i ona swoja tez pewnie odczuwa, poza tmy
        duzo o tym rozmawiamy i o naszych uczcuiach. Obawa zawsze jest obecna wiec nie
        jestem az taki pewny jak ci sie wydaje.
        I znowu co ma do ogladania sie wiek? Chyba jednak masz jakas awersje do
        mlodszych osob (oczywiscie oprocz swojego wybranka :))

        Moglabys cos wiecej o was napisac, jak to z wami bylo i jest zamiast mnie
        oceniac po kilku linijkach tekstu :(.
        • Gość: kasia Re: Roznica wieku w zwiazku IP: *.ohp.pl / 212.160.154.* 16.09.04, 09:07
          Nie, nie ma awersji do młodszych!Nie pisałam, że oglądanie się za kobietami
          jest w jakikolwiek sposób związane z wiekiem, a jedynie, ze nie wszyscy
          mężczyźnie to robią, więc nie traktuję tego jako normy. Masz rację, że może
          piszę trochę przez pryzmat własnych doświadczeń, ale są to doświadczenia z
          początków mojego związku. Na takie problemy natrafialiśmy, a to przecież
          chciałeś usłyszeć. Ale skoro Ty piszesz, że ani środowisko, ani wzajemne
          niedopasowanie się wynikające z różnicy wieku, ani bezwzględny proces starzenia
          się (choć to dotyczy obu stron)nie są dla Was problemem, to...co jest?
          Na kążdą wątpliwość odpowiadasz, że Was to nie dotyczy. To świetnie. Tylko w
          takim razie, czy wszyscy powinni Ci pisać, jak to będzie wspaniale, jeśli tylko
          się kochacie. To przecież nie prawda! Takie związki sa dużo trudniejsze, niż
          te "dopasowane" i potrzeba dużo więcej wysiłku, POKORY, tolerancji i ...miłości
          też.
          Ja nie wypieram się tego, że my mamy trochę problemów wynikających właśnie z
          róznicy wieku. Mój chłopak mimo, że jest bardzo dojrzały jak na swój wiek, to
          czasem drażni mnie jakimś swoim dziecinnych zachowaniem, które jemu wydaje się
          zupełnie normalne, czasem brakiem samodzielnośći (też mieszka z rodzicami),
          wkurzają mnie też czasem jego za wcześnie upijający się znajomi a najbardziej
          podejście 'wszystko wiem, jestem przecież już dużym chłopcem" w sytuacjach
          ujawniajacych jego naiwność, niefrasoblibość i brak życiowego doświadczenia.
          Wiem, że ja też czasem go wkurzam, i nie wynika to z tego, że taka juz jestem,
          ale tylko i wyłącznie z tego, że dzieli nas te kilka lat. W tym wieku to
          dużo!!! I myślę, że nie przetrwalibyśmy tego razem gdybyśmy unikali mówienia o
          tym i zaprzeczali, ze takich problemów nie ma. No i oczywiście się bardzo
          kochamy, to wazne, ale uwierz - to nie wszystko.
          Mogę jeszcze tylko dodać, że młodszy facet niewątpliwie ma swoje ogromne
          zalety, które czynią go tak atrakcyjnym, że zapomina się o tych trochę gorszych
          momentach. Jestem przekonana, ze Twoja dziewczyna o tym doskonale wie.
          Pozdrawiam.
          • lastman Re: Roznica wieku w zwiazku 16.09.04, 11:00
            Moglabys napisac, bo mnie to bardzo interesuje ile mieliscie lat jak sie
            poznaliscie? Ile lat juz ze soba jestescie i jak to bylo na poczatku,
            szczegolnie jak to bylo z Toba bo bardzo bym chcial wiedziec co ona teraz czuje
            jakie ma watpliwosci. Byc moze takie same jak ty mialas.
    • j_ar Re: Roznica wieku w zwiazku 15.09.04, 15:54
      > Poznalem kobiete, ma 30 lat. Niby nic takiego tylko ze ja mam 23. Nie mam
      > jeszcze sprecyzowanych planow wobec niej , nie moge sie do konca zorientowac w
      > uczuciach, ale nie o tym chcialem pisac.

      "Moze to dziwne ale mam taki charakter ze nie potrafie sie zwiazac z kobieta nie
      majac tego w planach. Do tego juz doszlo ze planowalem gdzie najlepiej sie
      przeprowadzic biorac pod uwage rozwoj dziecka ehh, to jest moja wada i zbyt
      daleko siegam w przyszlosc"

      to w koncu jak? masz te plany czy nie masz :)
      • lastman Re: Roznica wieku w zwiazku 15.09.04, 16:09
        Znowu sie zle wyrazilem chyba :)

        Plany oczywsice ze mam tylko niesprecyzowane, tzn do konca nie wiem jak daleko
        mnie to zaprowadzi, ale jesli nie bralbym pod uwage np. malzenstwa, dzieci itd
        to nawet bym nie zaczynal. Po prostu nigdy nie interesowaly mnie "zwiazki" na
        jedna noc, jeden tydzien czy miesiac o ktorych wiedzial ze z gory sa skazane na
        porazke i szczerze mowiac nigdy takich nie mialem.

        Satyfakcjonuje Cie taka odpowiedz? :)
        • j_ar Re: Roznica wieku w zwiazku 16.09.04, 10:01
          chlopie, z tego co piszesz, to wy nie macie zadnych problemow, wiec.. w czym
          problem, bo juz sie pogubilem :)
          • lastman Re: Roznica wieku w zwiazku 16.09.04, 10:57
            No wlasnie, po pierwsze to szukam tych problemow bo sam ich nie znajduje
            (przynajmniej jesli chodzi o wiek) i probuje ustalic czy jakies o ktorych nie
            wiem. Po drugie to nie wiem czy ja kocham :( tzn chce z nia byc, chce dzielic
            jej smutki i radosc, chce z nia cos robic, przbeywac itp. ale nie wiem czy to
            jest akurat TO. A po trzecie to najzwyczajniej sie boje, boje sie ze cos
            zespuje, ze ja zranie, ze moze mi czegos zabraknac. W dodatku wczoraj mialem
            rozmowe z moja matka, do tej pory uwazalem ja za madra i obiektywna, ale wczoraj
            przeszla sama siebie. Zaczela mi opowiadac jak ja bede mial tyle lat to ona tyle
            , i ze to nie do pomyslenia jest itp itp, nie wysunela zadnego konkretnego
            argumentu. Skolowala mnie , tak ze jeszcze dzis to czuje. Ciezki dzien dzisiaj
            sie zapowiada :(
            • Gość: kasia Re: Roznica wieku w zwiazku IP: *.ohp.pl / 212.160.154.* 16.09.04, 13:12
              Jak widać sytuacja podobna, ale problemy zupełnie różne. Obawiałam się, że
              rodzice mojego chłopaka mnie nie zaakceptują a okazało się, że są cudowni i
              cieszą się razem z nami. Moi rodzice też widzą, że nam na sobie zależy i mimo
              początkowych wątpliwości też nas wspierają. Może po jakimś czasie Twoja mama
              też to zrozumie, że to ile Twoja dziewczyna będzie miała lat za jakiś czas to
              zupełnie nieistotne, Ty też nie staniesz się młodszy .Chyba, że myśli, że
              jesteś nieszczęśliwy, że tak naprawdę nie jesteś zakochany, że się martwisz.
              Nie wiem czy Twoja dziewczyna czuje podobnie, ale ja przez pierwsze kilka
              miesiecy miałam do całego związku ogromny dystans, nie dlatego, żeby mi nie
              było dobrze, ale dlatego, że bałam się, że za jakiś czas, kiedy on w
              pełni "rozkwitnie towarzysko" to zacznie się rozglądać za kimś innym, lub,
              jeśli jeśli już będzie za późno będzie żałował, ze za wcześnie podjął decyzję.
              Teraz, czyli po pół roku, moje obawy są coraz słabsze i coraz bardziej się
              angażuję.
              Różnica wieku jest podobna jak u Was, on ma 21 lat a ja 27. Boże! Jak się to
              napisze, to wygląda kiepsko. Ale ja zawsze czułam się młodsza, a on dojrzalszy.
              Jeśli chodzi o fizyczność, to też tej różnicy nie widać.
              Trzymaj się, jeśli Ci zależy walcz, ale jeśli nie jesteś pewien, to zastanów
              się 10 razy zanim coś zrobisz.
            • j_ar Re: Roznica wieku w zwiazku 16.09.04, 13:55
              lastman, czujesz sie dobrze, jestes szczesliwy, nie widzisz problemow w
              zwiazku..w takim razie, powiedz mi? po co starasz sie znalezc argument, ze nie
              jestes szczesliwy? nic z obaw do ciebie nie pasuje, no wiec..jak to jest?
              • Gość: curly Re: Roznica wieku w zwiazku IP: 213.173.205.* 16.09.04, 17:43
                Problem z różnicą wieku(ona starsza) jest bardziej w psychice niż w samym zyciu
                z taką osobą.
                Zwłaszcza gdy tej różnicy w ogóle nie widać.

                Czujemy, że jest nam dobrze, ale....towarzyszy nam myśl, że może kiedyś bedzie
                to problem i nawet nie umiemy określić, jaki?

                Kobieta oczekuje od faceta zdecydowania,inicjatywy, odpowiedzialności. A w
                takich związkach ta potrzeba jest jeszcze większa(on musi ją przekonac ze ta
                róznica jest bez znaczenia, że nie będzie mu matkowała).

                Druga rzecz to otoczenie-rodzice znajomi i to czy dają odczuć, że sie to im
                podoba, czy to akceptują.

                Mam za sobą znajomosc z chłopakiem o 6 lat młodszym(on miał wtedy 18 ja 24).
                Nie udało nam sie ale wspominam to baaardzo ciepło.....
                Myślę, że on nie udźwignął tego psychicznie, nie wiedział jak być ze mną....a i
                ja nie umiałam sie do końca otworzyć, bojąc się że nic z tego nie będzie
                (ukrywanie się przed swiatem nie może trwać wiecznie).

                Zupełny przypadek zrządził, że teraz mam męża, młodszego o 5 lat:)

                Najważniejsze było to ze on po prostu chciał byc ze mną.
                W ogóle go nie interesowały aluzje rodziców że pewnie "z niejednego pieca chleb
                jadłam"(wtedy jeszcze mnie nie znali i nie wiedzieli jak jestem). Po prostu nie
                pytał ich o zdanie.

                Kłamałabym gdybym nie powiedziała, że czasem nie myśle jak to bedzie kiedyś...
                Ale z drugiej strony. O co sie martwić, skoro nawet nie wiemy czy bedzie jakiś
                problem?

                Nawet sobie żartujemy z tej różnicy. Ja wychodze na "staruszkę" pamiętając
                jakies rzeczy z dzieciństwa.

                Jak sie kogos poznaje i coś miedzy ludzmi zaiskrzy to czy jest ta różnica wieku
                czy nie, to nie ma to znaczenia. Gdyby miała to pewnie nie doszło by do tego.

                Lastman, nie znam Cie ,ale gratuluję tej dziewczynie.
                Widać że fajny facet z Ciebie i że Ci na niej zalezy.
                Miłość to szczęście które trzeba trzymać w garści i nie puszczać!!!!!!!!

                Pozdrawiam







              • lastman Re: Roznica wieku w zwiazku 16.09.04, 21:36
                No wlasnie tak jak to napisala curly, lepiej chyab tego nie mozna ując:


                >Czujemy, że jest nam dobrze, ale....towarzyszy nam myśl, że może kiedyś bedzie
                >to problem i nawet nie umiemy określić, jaki?
                • j_ar Re: Roznica wieku w zwiazku 17.09.04, 08:11
                  > No wlasnie tak jak to napisala curly, lepiej chyab tego nie mozna ując:
                  >
                  >
                  > >Czujemy, że jest nam dobrze, ale....towarzyszy nam myśl, że może kiedyś be
                  > dzie
                  > >to problem i nawet nie umiemy określić, jaki?

                  a nie wydaje ci sie, ze to takie czekanie az bedzie jakis problem, aby wtedy
                  sobie powiedziec 'no tak, wlasnie..wiec nic z tego jednak' zamiast po prostu
                  rozwiazywac problemy, ktore napewno beda?
                  • lastman Re: Roznica wieku w zwiazku 17.09.04, 17:03
                    Nie szukam tzw dziury w całym, tylko chce wiedziec czego sie spodziewac. Za to
                    ty chyba szukasz "dziury" w moich postach :) Ale ok, zeby nie bylo za śłodko w
                    tym watku :). Dzisiaj mam dobry humor, bo jeszcze tydzien i sie z nia zobacze
                    ... na dluzej :)
                    • j_ar Re: Roznica wieku w zwiazku 18.09.04, 11:09
                      no szukam szukam:)

                      po prostu widze, ze emocje u ciebie duze i dobrze, ale tez, ze rowniez duza
                      naiwnosc (bez obrazy, tak po prostu), skoro tak szybko zes tyle wnioskow
                      wyciagnal i tak szybko zes kazda watpliwosc odrzucil... ale bedzie dobrze z
                      tego co sie wydaje:)
    • millka26 Re: Roznica wieku w zwiazku 16.09.04, 20:34
      Czesc,
      jestem w takim zwiazku juz ponad 5 lat. Na poczatku związku nie bylo różowo -
      były problemy ze strony mojej rodziny i Jego, znajomi troche dziwnie na nas
      patrzyli choc Jego szybciej zaakceptowali nasz zwiazek, mo musieli sie do Niego
      przekonac. Sami mielismy mase watpliwosci, podobnych do Twoich. Przez pewien
      czas spotykaliśmy sie po kryjomu i walczylismy z calym otaczajacym nas swiatem,
      po woli przekonujac do nas otoczenie. Największa bitwe stoczylismy z jego
      matka, bo moja rodzina bardzo szybko zaakceptowała mój wybór, moi znajomi przy
      blizszym spotkaniu byli zaskoczeni Jego dorosłością i sposobem bycia, bardzo
      szybko zjednal sobie przyjaciół. Natomiast Jego matka wydala mi 4 letnia bitwe
      o syna. Niejedna noc przez nia przeplakalismy, toporek zakopalismy w czasie
      ubiegłorocznych Swiat Bożego Narodzenia i to nie do konca.
      Ja balam sie tego, ze z Jego strony to chwilowe zauroczenie, ze nie da mi
      oparcia, poczucia bezpieczenstwa, ze moje oczekiwania przerosna Jego mozliwosci
      i checi, ze ja bede chciala miec dom rodzine a On nie bedzie na to gotowy, ze
      bede stara brzydka o On nadal piekny i mlody. :))
      Zamieszkalismy razem pół roku temu i o dziwo choc bardzo sie tego baliśmy nie
      ma miedzy nami spiec, choc wszyscy w okolo ostrzegali nas przed kryzysem
      wspolnego zamieszkania.
      Zawsze obawialam sie, ze w razie jakiejs trudnej zyciowej sytuacji moj chlopak
      nie bedzie potrafil wesprzec mnie, pocieszyc, ze to ja bede musiala byc ta
      mocniejsz strona zwiazku, niedawno przydarzyla nam sie wlasnie taka sytuacja i
      jestem z Niego bardzo bardzo dumna, sprostal wszystkim moim wymaganiom i mimo
      nieszczescia jestem szczesliwa, ze jestem z Nim i mam w Nim oparcie.
      Co jeszcze dal mi ten zwiazek ... radosc, wyluzowanie, patrzenie na problemy z
      dystansem, pozwolił mi odkryc siebie na nowo, dzieki niemu rozwinelam swoje
      umiejetnosci, zdobylam nowe, mobilizuje mnie do dzialania i pozytywnie nakreca
      do zycia.
      Co Jemu ... sam musial by odpowiedziec na to pytanie, wiem jedno na pewno
      musial szybciej dorosnac, zaczac podejmowac odpowiedzialne decyzje.
      Nasz zwiazek - tak mi sie przynajmniej wydaje- jest bardziej partnerski niz te
      wkoło nas, poza tym niczym sie nie różni kochamy sie i kłócimy i jak dotad
      zadna klótnia nie byla spowodowana różnica wieku.
      Jest jeszcze jeden plus - przelamalismy lody, 2 nasz kolezanki bez obaw
      wkroczyly w takie zwiazki, jedna bierze slub za tydzien druga planuje go w
      przyszlym roku a my ... my tez mamy plany ale najpierw musimy uporac sie z
      problemami ktore na nas spadly.
      Powodzenia.

      • lastman Re: Roznica wieku w zwiazku 16.09.04, 21:56
        Nie wiem jak zaczac, bo jestem pod wrazeniem twojej historii.
        Czytalem ja przechodzac od nadziei, radosci do niepokoju i watpliwosci.
        Dotarlem do konca i poczulem nadzieje :).

        Jednoczesnie Ci zazdroszcze, ze juz jestescie "na prostej", a jednoczesnie nie
        moge sie doczekac przezyc tego sam. Faktycznie chyba z matka jej i moja bedzie
        najwiekszy problem, ale nie mam zamiaru z czegos dla mnie ważnego zrezygnowac bo
        mojej rodzicielce sie to nie podoba.
        Troche mnie zastanowilo dlaczego tak pozno zdecydowaliscie sie razem zamieszkac.
        4 i pol roku to chyba dlugo, niestety w moim przypadku jest tak ze mieszkamy od
        siebie ok. 400km :(, dlatego rozwazam przeprowadzke do niej. Znamy sie ok 4
        miesiace (spotykamy co kilka tygodni), bylem u niej kilka tygodni bylo cudownie,
        nie moglismy praktycznie wyzwolic sie z objec. Nigdy czegos takiego nie
        doswiadczylem. Czy to nie za wczesnie na przeprowadzke? Strasznie za soba
        tesknimy, gadamy przez telefon godzinami (swoja droga rachunki nas puszcza
        torbami :( ). Bedzie trudno pogodzic prace, studia z tym wszystkim, ale jakos
        na sama mysl o tym czuje taki dziwny zapal, ze ze wszystkim sobie poradzimy.

        Mialem cos jeszcze napisac, ale zapomnialem zatapiajac sie w myslach.
        • j_ar Re: Roznica wieku w zwiazku 17.09.04, 08:17
          wiesz lastman, bardzo rozsadny gosc sie z ciebie wydaje, tak wiec po prostu sie
          do niej wprowadz.

          a tak swoja droga to po takiej (nie) znajomosci jak twja, ty juz zes tyle
          wnioskow wyciagnal i tyle obaw , zes odrzucil, ze ... cos sie chyba
          pospieszyles...

          przede wszystkim zamieszkajcie razem to sobie lepiej uzmyslowisz gdzie moga byc
          problemy i kwestia czy bedziecie chcieli je rozwiazac
          • lastman Re: Roznica wieku w zwiazku 17.09.04, 17:04
            j_ar napisał:

            > a tak swoja droga to po takiej (nie) znajomosci jak twja, ty juz zes tyle
            > wnioskow wyciagnal i tyle obaw , zes odrzucil, ze ... cos sie chyba
            > pospieszyles...
            >


            W jakim sensie? Moze i sobie za duzo wyobrazam, ale jakos inaczej nie potrafie.
            Angazuje sie mocno albo wcale. Moze to zle...
    • Gość: ryb Re: Roznica wieku w zwiazku IP: *.cable.ubr06.croy.blueyonder.co.uk 16.09.04, 21:42
      Moja babcia byla starsza od mojego dziadka o 11 lat...Bardzo udane malzenstwo.
      Tylko ze moja babcia zawsze mlodo wygladala i miala fiu-bzdziu w glowie. Nawet
      jak miala 90 lat...super kobieta.
    • lastman Re: Roznica wieku w zwiazku 16.09.04, 22:01
      Jeszcze jedno mnie ciekawi:

      Czy mozliwe jest, ze wybieranie sobie na partnerke starszej od siebie kobiety
      zapisane jest po czesci w genach? Pisalem chyba juz, ze moj dziadek ozenil sie z
      o 10 lat starsza kobieta a moj ojciec z kobieta o 4 lata starsza.
    • kotek_mru Re: Roznica wieku w zwiazku 16.09.04, 23:52
      obawy znajomych czy rodziny ,sa dla Ciebie istotne..???
      jesli jest wszystko ok,to nie widze problemu...znam kilka takich
      zwiazków,naleza do bardziej udanych:)
      mysl o sobie,nie o innych...ignoruj "baranków"od złych przepowiedni...
      młodsza ,starsza jakie to ma znaczenie...???...bzdura..;)
      • owsiwujek Re: Roznica wieku w zwiazku 17.09.04, 17:18
        kotek_mru napisała:

        > młodsza ,starsza jakie to ma znaczenie...???...bzdura..;)
        ...żadne........liczy się tylko..................dziura..;(

        Koteczku, jaką masz dyrkę? ciśniutką? pachnącą? może się po_mru_mramy?
        • kotek_mru Re: Roznica wieku w zwiazku 18.09.04, 08:21
          najlepiej w mozgu i na wylot:)
    • Gość: mona Re: Roznica wieku w zwiazku IP: *.sieradz.mediaclub.pl 22.09.04, 08:47
      witam, mam 32 lata, facet mojego zycia 25. jestemy razem od 8 miesicy, po
      szesciu zamieszkamy razem.jest cudownie. czy odczuwam roznice na co dzien?
      jasne! on nie zna bajek z MOJEGO dziecinstwa, dorostal w innej Polsce, jest
      nastawiony na szybki sukces zawodowy, podczas gdy ja czuje sie wypalona po 12
      latach pracy...jest jeszcze kilka podobnego tyu "roznic" - nie przeszkadza nam
      to w bycu razem, zycze powodzenia i wiecej wiary w nie!
      • barbara15 Re: Roznica wieku w zwiazku 24.09.04, 15:59
        Ja też mam 32 lata, mój mąż także jest kilka lat młodszy. Jego siostra, której
        mąż był rówieśnikiem i byli uznawani za wzorcową parę - rozwiedli się kilka
        miesięcy temu. My jesteśmy razem 7 lat. Nic nie wskazuje na jakieś grubsze
        konflikty. Czasami widać różnicę, jak u mojej przedmówczyni, ale są to raczej
        zabawne historie. Ważni jednak są wspólni znajomi. My razem jeździmy na
        przystanek Woodstock. Takie przygody czy podobne łączą ludzi na długo. Swojego
        męża poznałam w Jarocinie. Sięgał mi do ramion, dzisiaj jest już sporo wyższy.
        Sądzę,że różnica wieku często bywa atutem.
        • Gość: pola Re: Roznica wieku w zwiazku IP: *.cable.casema.nl 25.09.04, 16:10
          mam 31 lat,moj ukochany 25.Od dwoch lat mieszkamy razem.Od szesciu sie
          znamy.Teraz w ogole nie czuje roznicy wieku,ale poczatki byly trudne- glupie
          komentarze,glownie ze strony jego rodzicow,ktorzy i tak nie zakaceptowali mnie
          i chyba nigdy nie zaakceptuja (do dzis zdarza sie slyszec gadki w stylu 'ze
          starej sukienki nie zrobisz panienki',niby przypadkiem rzucone...A wiec JEGO
          rodzice to problem nr 1,Przypuszczam jednak,ze to zwyczajna zazdrosc o syna i
          nie ma nic wspolnego z roznica wieku,po prostu jest COS,czego sie mozna
          przyczepic.Problem nr 2 sie pojawil kilka miesiecy temu,kiedy stuknela 30-tka i
          zaczelam jakos myslec,ze chce miec rodzine,dzieci,ze juz moj czas.Niby
          wiedzielismy,ze to nastapi,ale ostatnio odbywaja sie burzliwe rozmowy i sie
          troche boje...On wlasnie skonczyl studia,ma prace,ale z pewnoscia nie mysli
          jeszcze o slubie,dziecku.Moj zegar tyka,zreszta nie tylko zegar,po prostu
          chce.I boje sie,ze bedzie za pozno.I nie wiem,jak to rozgrywac-rozmowy koncza
          sie zwykle brakiem konstruktywnych wnioskow,zreszta i tak tylko ja je
          prowokuje,wiec on sie czuje napastowany...Jakis taki moment przyszedl,ktory
          troche nas przerasta? Wszystkim parom :ona starsza,on mlodszy,zycze powodzenia
          i szczescia.Ciesze sie,ze nas wiecej;-)
          • Gość: pia Re: Roznica wieku w zwiazku IP: *.adsl.proxad.net 25.09.04, 20:58
            :))) Lubie spotykac sie z mlodszymi facetami. Bardzo. I nie mysle tu przez
            pryzmat seksu, ale o swiezosci, radosci zycia, checi do robienia czegos innego
            poza tv i praca, itp...
          • psychoguru Wiek i dojrzalosc 26.09.04, 16:42
            Gość portalu: pola napisał(a):

            >Problem nr 2 sie pojawil kilka miesiecy temu,kiedy stuknela 30-tka i
            > zaczelam jakos myslec,ze chce miec rodzine,dzieci,ze juz moj czas.Niby
            > wiedzielismy,ze to nastapi,ale ostatnio odbywaja sie burzliwe rozmowy i sie
            > troche boje...On wlasnie skonczyl studia,ma prace,ale z pewnoscia nie mysli
            > jeszcze o slubie,dziecku.Moj zegar tyka,zreszta nie tylko zegar,po prostu
            > chce.I boje sie,ze bedzie za pozno.I nie wiem,jak to rozgrywac-rozmowy koncza
            > sie zwykle brakiem konstruktywnych wnioskow,zreszta i tak tylko ja je
            > prowokuje,wiec on sie czuje napastowany...Jakis taki moment przyszedl,ktory
            > troche nas przerasta?

            Jesli sie mowi ze jakas tam roznica wieku nie ma zadnego znaczenia w zwiazku to
            jest wrecz przeciwnie z dojrzaloscia partnerow. Przy czym dojrzalosc nie zawsze
            idzie w parze z wiekiem. I jak widac na twoim przykladzie twoj partner nie
            dojrzal w waszym zwiazku pomimo ze jestescie ze soba dlugo razem. Niestety jest
            tu tez wina po twojej stronie bo przeciez swoj wiek znalas zawsze i mozna bylo
            przewidziec co bedzie i wybadac jego postawe wczesniej, nie jest madre
            pozostawanie w bardzo dlugich zwiazkach bez uzgodnienia oczekiwan na
            przyszlosc. W tej chwili sytuacja jest bardzo nieciekawa. Dlatego ze partner
            nie zachowuje sie odpowiedzialnie bo twoja przyszlosc nie jest dla niego wazna
            i mysli wciaz bardziej o sobie.

            Najgorsze byloby teraz zwlekanie przez czas nieokreslony co dalej bo czas
            dziala bardzo na twoja niekorzysac. Jedynym rozsadnym wyjsciem jest wiec
            doprowadzenie w krotkim czasie do ostatecznej decyzji, np. do konca roku
            decydujemy ze w przyszlym roku slub/dziecko.

            Smutna mozliwosc to tez ze niedojrzaly partner w obliczu koniecznosci powaznej
            decyzji zrobi po prostu hop na inna. W ten sposob bedzie mogl miec satysfakcje
            ze wykorzystal cie maksymalnie i pozbyl sie w odpowiedniej chwili.

            Wiec w koncu wynika z tego ze roznica wieku nie ma znaczenia ale tylko dla
            DOJRZALYCH partnerow.
            • Gość: pola Re: Wiek i dojrzalosc IP: *.cable.casema.nl 26.09.04, 21:28
              duzo w tym racjo,co piszesz...teraz pluje sobie w brode,ze bylam od poczatku
              taka tolerancyjna,wszystko pod haslem 'byle tylko niczego nie przyspieszac,nie
              zmuszac nikogo do niczego'.Zalozylam,ze nie mam prawa narzucac potrzeb swojego
              wieku facetowi,ktory dopiero wchodzi w doroslosc.No i z pewnoscia przyzwyczail
              sie.Moja wina.Dzis,kiedy zaczynam wymagac szacunku dla mojego rytmu,wieku i
              jego potrzeb,zwykle konczy sie to smutna klotnia/rozmowa.Czuje sie strasznie
              glupio w sytuacji -stawiam sprawe jasno,albo slub i dziecko za rok,albo do
              widzenia.Zawsze marzylam,ze to on zaproponuje,oswiadczy sie,zrobi pierwszy
              krok.Dziewczyny czesto pisza,ze stosuja rozne sposoby np.wysylaja zdjecia
              pierscionkow,jakie chcialyby dostac itp.-wszystko to wydaje mi sie tak banalne
              i plaskie...Tak,rzeczywiscie facet nie dojrzal i nie podejrzewal,ze ta roznica
              wieku bedzie w pewnym momencie ciezarem.Ja zawsze bylam
              tolerancyjna,ostrozna,nowoczesna,mlodziezowa.Teraz on otwiera ze zdziwnieniem
              oczy i czuje sie napastowany,kiedy ja zadam decyzji,opowiedzenia sie.Glupio sie
              w tym czuje;-(
            • barbara15 Re: Wiek i dojrzalosc 27.09.04, 19:09
              Nie sądzę,żeby ktoś z kim było się tak długo myślał w ten sposób, że mógł
              wykorzystać bliską mu osobę na maksa. Nie wierzę.
              Wydaje mi się Polu, że Twój facet musi przygotować się psychicznie do nowej
              roli, której Ty od niego oczekujesz. Potrzebuje czasu by oswoić się z czymś co
              do tej pory wydawało mu się dalekie. Może rozwiązaniem byłoby rozstanie na
              jakiś czas. To dałoby Wam obojgu do myślenia i przekonania się co możecie
              stracić. Nie łatwo być z kimś na codzień, tak długo. To trudna sztuka
              kompromisów. Jeśli postawisz mu ultimatum i on rzeczywiście odejdzie, to czy
              tak łatwo znajdziesz kogoś z kim będziesz chciała mieć dziecko. Jeśli tak to
              znowu trzeba czasu, aby nauczyć się żyć z kimś nowym , wszystko od początku.
              Ultimatum czyli coś na siłę, ja wybrałabym rozstanie, a potem jasne określenie
              swoich potrzeb . Facet przemyśli, potem ...........................jakaś
              reakcja z jego strony i wróci.
              Mężczyźni są wygodni ,wracają do utartych już przyzwyczajeń. Wcześniej czy
              później.
              Może łatwo mi się wymądrzać bo ja mam już dziecko. Może.
              U nas też trzeba było czasu, oboje musieliśmy dorosnąć. Gdy byłam w ciąży razem
              chodziliśmy do szkoły rodzenia, razem byliśmy przy porodzie. Byliśmy przerażeni
              oboje, a potem już wszystko zaczęło się układać.
              • psychoguru Mila nierealnosc 27.09.04, 23:51
                barbara15 napisała:

                > Nie sądzę,żeby ktoś z kim było się tak długo myślał w ten sposób, że mógł
                > wykorzystać bliską mu osobę na maksa. Nie wierzę.
                > Wydaje mi się Polu, że Twój facet musi przygotować się psychicznie do nowej
                > roli, której Ty od niego oczekujesz. Potrzebuje czasu by oswoić się z czymś
                >co do tej pory wydawało mu się dalekie.

                Milutko to napisalas i z duza wiara w ludzi, to ladnie. Pytanie jest tylko ile
                czasu na oswajanie? Czas liczony w tygodniach, miesiacach czy latach?


                > Może rozwiązaniem byłoby rozstanie na jakiś czas. To dałoby Wam obojgu do
                >myślenia i przekonania się co możecie stracić. Nie łatwo być z kimś na
                >codzień, tak długo.

                Znowu to mile. Ale tu chodzi o co innego, bylo latwo gdy nie bylo
                odpowiedzialnosci. A rozstanie jest potencjalnie bardzo ryzykowne,
                przeciez bardzo ulatwia czy wrecz zacheca partnera do hopa na inna.

                > kompromisów. Jeśli postawisz mu ultimatum i on rzeczywiście odejdzie, to czy
                > tak łatwo znajdziesz kogoś z kim będziesz chciała mieć dziecko. Jeśli tak to
                > znowu trzeba czasu, aby nauczyć się żyć z kimś nowym , wszystko od początku.
                > Ultimatum czyli coś na siłę, ja wybrałabym rozstanie, a potem jasne
                >określenie swoich potrzeb . Facet przemyśli,
                > potem ...........................jakaś reakcja z jego strony i wróci.
                > Mężczyźni są wygodni ,wracają do utartych już przyzwyczajeń. Wcześniej czy
                > później.

                Nie bierzesz pod uwage ze tu gra role wiek. Z opisu wynika ze facet jakby teraz
                zaczyna wkraczac w zycie. Bardzo wygodne i atrakcyjne bedzie dla niego
                rozejrzenie sie za swieza i mloda laseczka.

                > Może łatwo mi się wymądrzać bo ja mam już dziecko. Może.
                > U nas też trzeba było czasu, oboje musieliśmy dorosnąć. Gdy byłam w ciąży
                > razem chodziliśmy do szkoły rodzenia, razem byliśmy przy porodzie. Byliśmy
                >przerażeni oboje, a potem już wszystko zaczęło się układać.

                A twoj partner o ile lat jest mlodszy od ciebie?

                W opisywanym przypadku partnera najwyrazniej nie ruszaja argumenty o czasie.
                To swiadczy o braku wiezi ktora powinna byc po tylu latach. Wyjsciem jest tutaj
                jedynie jasne okreslenie stanowisk w dosc krotkim czasie. Najgorsze byloby,
                co tez sie zdarza, dac sie zwodzic latami az bedzie za pozno.


                • barbara15 Re: Mila nierealnosc 28.09.04, 18:25
                  No dobrze, ale jak to rokuje na przyszłość? Wymuszenie na kimś tak ważnej
                  decyzji, jaką jest dziecko. Nadal uważam, że rozstanie na jakiś czas jest
                  dobrym rozwiązaniem. Jeśli odejdzie do innej to lepiej jeśli zrobi to teraz, a
                  nie po narodzinach dziecka. Wymuszona decyzja wcale nie zmusi kogoś do bycia
                  odpowiedzialnym, a co gorsze do miłośći nawet do własnego dziecka. Kobiety
                  kochają maleństwo od początku (zazwyczaj) faceci muszą się tego uczyć, a nawet
                  jeśli to i tak jest sporo innych prozaicznych czynności związanych z
                  dzieckiem. Jeśli wtedy odejdzie gdyż poczuje, że już nie jest najważniejszy i
                  spada na dalszy plan - to co wtedy?Smutna perspektywa dla matki i dziecka.
                  Nikt nie lubi gdy fundamentalne decyzje mające wpływ na całe życie są
                  podejmowane przez drugą osobę. Dziecko nie jest kartą przetargową.Dziecka muszą
                  chcieć obydwie strony i stawianie ultimatum nie jest dobrą prognozą na
                  przyszłość.
                  Mój facet jest 4 lata młodszy ode mnie.
                  Nie jestem psychologiem, swoje wnioski opieram na obserwacji innych.Te wzorce
                  są właśnie takie. Smutne, ale prosto z życia.
                  Jeśli wysyłam jakiegoś posta, to oczekuję wsparcia, rady, a nie psychologicznej
                  analizy, każdego ze zdań. To chyba nie na tym polega.
                  Tym zajmują się terapeuci.
                  • psychoguru Rozstanie na probowanie 28.09.04, 22:31
                    barbara15 napisała:

                    > No dobrze, ale jak to rokuje na przyszłość? Wymuszenie na kimś tak ważnej
                    > decyzji, jaką jest dziecko.

                    Wymuszania nie mozna w ogole brac pod uwage. Chodzi tu o przyszlosc zwiazku
                    ktory trwa juz kilka lat. Partnerka ma tu pelna racje a partner zachowuje sie
                    bardzo egoistycznie ignorujac czynnik czasu. Wyglada na to ze pozostawal w
                    zwiazku dla uciech wykorzystujac partnerke (ktora tez z kolei popelnila blad
                    nie starajac sie okreslenia stanowisk wczesniej).

                    >Nadal uważam, że rozstanie na jakiś czas jest dobrym rozwiązaniem. Jeśli
                    >odejdzie do innej to lepiej jeśli zrobi to teraz, a nie po narodzinach
                    >dziecka. Wymuszona decyzja wcale nie zmusi kogoś do bycia odpowiedzialnym, a
                    >co gorsze do miłośći nawet do własnego dziecka.

                    Wymuszanie byloby absurdem, tu chodzi o jasne okreslenie sie partnera.

                    Rozstawanie sie po killku latach zwiazku po to zeby sprawdzic intencje
                    to nieporozumienie. I bez odpowiedzi pozostaje pytanie na jak dlugo mialoby
                    byc to rozstanie, czy mialoby scisle okreslony czas i na jakiej zasadzie
                    mialoby byc. Na przyklad czy to byloby rozstanie na kilka lat i partner moglby
                    korzystac z urokow innych laseczek zeby sie przekonac czy go jednak kreca tak
                    ze nie ma ochoty na bawienie sie w rozmnazanie?

                    Wiec jak to by mialo byc?
                  • Gość: pola Re: Mila nierealnosc IP: *.cable.casema.nl 28.09.04, 22:37
                    fajnie,ze piszecie...

                    rozstanie nie wydaje mi sie pomyslem-nie ze w ogole-tylko w naszym przypadku.Od
                    dwoch lat mieszkamy razem,od czerwca w nowym wyczekanym mieszkaniu (nie
                    wlasnym,ale...).Nic nie wydaje mi sie byc na ostrzu noza i AZ tak nie czuje sie
                    ogarnieta myslami,co dalej,zeby proponowac wyjscia drastyczne.Poza tym to
                    technicznie b.trudne,mieszkamy za granica,nie ma mieszkan na zawolanie...

                    ultimatum...Matko Swieta,jak ja sie bronie przed stawianiem komukolwiek
                    warunkow.A i facet taki,co nie cierpi presji- lepiej sie sprawdza spryt i
                    dlugotrwale zrzedzenie niz ultimatum-warunki-ostatecznosci.Oczywiscie jak chce
                    cos osiagniac z kategorii rzeczy zwyklych,moge zrzedzic i molestowac.Zwykle
                    efekt jest taki,ze po jakims czasie on stwierdza,ze SAM podjal decyzje lub-co
                    zabawniesze-sam na cos wpadl! Niewazne,wazne,ze skutek osiagniety;-)

                    Trudno mi sobie jednak wyobrazic stawianie ultimatum w sprawie- ozenisz sie czy
                    nie albo-kiedy dziecko i koniec!To sprawy strasznie delikatne,do tego owiane
                    romanycznym mitem (zawsze wierzylam,ze doczekam chwili,kiedy zaskoczy,padnie na
                    kolana,da pierscionek,poprosi o reke i tak mi smutno,kiedy musze to
                    forsowac,dyskutowac o tym,prosic!)...Poza tym on jako facet,co dopiero skonczyl
                    studia,ma prawo nie czuc sie wystarczajaco pewny,czy podola np.finansowo,kiedy
                    pojawilyby sie dzieci chocby.A facetom to poczucie jest szczegolnie
                    potrzebne,mysle.Sytuacja REALNA jest srednia-nie jest zle,ale pewnie finansowo
                    tez nie.Ja sie boje wielu rzeczy,ale z drugiej strony wiem,ze zawsze sa
                    jakies 'ale'...A czas leci.

                    no wiec na temat slubu ,owszem,troche dla zartu,a potem
                    powazniej,zapytalam,kiedy zamierza sie ze mna ozenic,jesli w ogole;-)
                    Powiedzial: w przyszlym roku.No tak.OK.Pierscionka jak dotad niet.Drobiazg;-)
                    Ale na moje oko jak ktos sie chce zenic w 2005,powinien cos konkretnego
                    zaplanowac- date orientacyjna,sposob organizacji,moze lojalnie uprzedzic
                    rodzicow ? Tymczasem nic.Cisza.Kiedy przy jakiejs okazji ( slubu kolezanki)
                    zagadalam,czy wesele,czy przyjecie,czy nic-skrzyczal mnie,ze JUZ chce wszystko
                    omawiac,planowac,moze jeszcze zaproszenia wysylac? Przykro mi sie zrobilo.Inna
                    rzecz,ze to facet,ktory moze sobie nie zdawac sprawy,ile zajmuje organizacja
                    takich imprez...Nie interesowalo go to w ogole.No coz,zostalam skrzyczana,ze
                    zajmuje sie JUZ tak wczesnie szczegolami,well.

                    nie chce rozmawiac,choc wie,ze kobiecie wiele daje sama rozmowa i ustalenie
                    czegos.Uwaza,ze gadanie nie ma sensu,jesli z niego cos nie wynika,tymczasem
                    mnie by to dalo poczucie bezpieczenstwa.No dobra.Ale o czym teraz gadac-
                    powiedzial przeciez,ze w przyszlym roku i na razie nic wiecej sie nie da
                    ustalic...wiec po co do tego wracac

                    nie wiem,jak to kobity robia,ze angazuja przyszlych mezow w przedslubne
                    przygotowania,a ci zajmuja sie kokardkami,zaproszeniami,zespolem,kolorem muszki

                    i jak to robia,ze decyduja sie na dziecko,kiedy tyle wokol niepewnosci,on mlody
                    i nie czuje sie wystarczajaco gotowy.Co mam mu powiedziec? Ze ja juz coraz
                    starsza,ze dla mnie niech sie zmusi,a potem ma mi to wypominac?
                    Okropne.Chce,zeby to z niego wyszlo,a nie pod presja.

                    albo nie umiem wywierac madrze presji...to na pewno...doradzcie,jak prowadzic
                    takie rozmowy,bo sie,kurka,gubie...

                    to sie pozalilam;-)


                    • barbara15 Re: Mila nierealnosc 29.09.04, 15:05
                      Siła kobiety tkwi nie w tym co mówi, ale ile razy to mówi.
                      Takie zdanie zapamiętałam z ćwiczeń filozofii. I tutaj zgadzam się z Tobą.
                      Także to, że facet sam musi podjąć decyzję, a to czy pomaga mu w tym nasz spryt
                      i taktyczne opracowanie strategi celu, to już domena kobiet. Liczy się to,że
                      On powiedział coś no i powinien poczuć się do realizacji swych zapewnień.
                      To gadanie jednak coś już dało. Ślub w przyszłym roku. No i to już pozytywne
                      przesłanki. Tak myślę.
                      Może tak zaprosić jakąś koleżankę, która ma takie same plany jak Ty, która już
                      ma pierścionek i niby od tak przypadkiem podsunąć mu pod nos ze
                      słowami "Popatrz jaki piękny pierścionek - zaręczynowy ". Wiem, że trochę
                      banalne, ale czasem skutkuje. Na innych weselach staraj się może dotrzeć do
                      jego męskiej ambicji np " pan młody tak świetnie to zorganizował, ............"
                      Może właśnie wykorzystać swój spryt, gadatliwość ( czasem faceci ustępują,
                      poddają się dla świętgo spokoju )
                      Ja też czasem muszę się tyle nagadać, żeby cokolwiek dotarło do mojego już męża.
                      Także to dobra zaprawa na przyszłość.
                      Co do ślubu i przygotowań, to większość facetów tego nie lubi. Często rodzice
                      przejmują incjatywę.
                      Pozdrawiam i życzę wytrwałości w oswajaniu przyszłego męża.




                      Żyję zgodnie z życiem.
                    • psychoguru Zdecydowac niezdecydowanego 29.09.04, 17:24
                      Gość portalu: pola napisał(a):

                      > Trudno mi sobie jednak wyobrazic stawianie ultimatum w sprawie- ozenisz sie
                      >czy nie albo-kiedy dziecko i koniec!

                      Jasne ze nikt nie lubi sytuacji wymuszonych i przymusu. Ale jest ale czyli
                      uplyw czasu wiec...

                      >To sprawy strasznie delikatne,do tego owiane romanycznym mitem (zawsze
                      >wierzylam,ze doczekam chwili,kiedy zaskoczy,padnie na kolana,da
                      >pierscionek,poprosi o reke i tak mi smutno,kiedy musze to forsowac,dyskutowac
                      >o tym,prosic!)...

                      ... po pierwsze po dwoch latach mieszkania razem nie jestes juz owa
                      staroswiecka narzeczona ze napalony facet zrobi wszystko by cie zdobyc.
                      Tu júz raczej jest tylko miejsce na konkrety a nie bujanie w oblokach

                      >Poza tym on jako facet,co dopiero skonczyl studia,ma prawo nie czuc sie
                      >wystarczajaco pewny,czy podola np.finansowo,kiedy pojawilyby sie dzieci
                      >chocby.A facetom to poczucie jest szczegolnie potrzebne,mysle.Sytuacja REALNA
                      >jest srednia-nie jest zle,ale pewnie finansowo tez nie.Ja sie boje wielu
                      >rzeczy,ale z drugiej strony wiem,ze zawsze sa jakies 'ale'...A czas leci.

                      To bardzo mile ze ma masz wysoki poziom empatii i tyle zrozumienia dla faceta.
                      Pytanie ile on ma empatii i zrozumienia dla ciebie, to jest sprawa absolutnie
                      kluczowa. Otoz gdyby on mial jakis tam poziom empatii wobec ciebie i waszego
                      zwiazku to by jasno widzial ten element czasu.


                      > no wiec na temat slubu ,owszem,troche dla zartu,a potem
                      > powazniej,zapytalam,kiedy zamierza sie ze mna ozenic,jesli w ogole;-)
                      > Powiedzial: w przyszlym roku.No tak.OK.Pierscionka jak dotad niet.Drobiazg;-)

                      > Chwileczke, a czy powiedzial ze to z toba ma sie zenic:)?
                      > i nie czuje sie wystarczajaco gotowy.Co mam mu powiedziec? Ze ja juz coraz
                      > starsza,ze dla mnie niech sie zmusi,a potem ma mi to wypominac?
                      > Okropne.Chce,zeby to z niego wyszlo,a nie pod presja.
                      > albo nie umiem wywierac madrze presji...to na pewno...doradzcie,jak prowadzic
                      > takie rozmowy,bo sie,kurka,gubie...

                      No to bedzie na rozmowe w stylu czarnego humoru: "Kochanie czy wiesz ze u
                      kobiet po 30 gwaltownie wzrasta prawdopodobienstwo urodzenia dziecka z wadami
                      genetycznymi?" Ale trzeba byc dobrej mysli, wybadaj jeszcze tylko czy to z toba
                      zamierza sie ozenic a reszta bedzie przy nadziei hehe.
                      • barbara15 Re: Zdecydowac niezdecydowanego 30.09.04, 19:06
                        psychoguru napisała:

                        > Gość portalu: pola napisał(a):
                        >

                        >
                        > Jasne ze nikt nie lubi sytuacji wymuszonych i przymusu. Ale jest ale czyli
                        > uplyw czasu wiec...


                        Czas upływa to jasne, ale Pola nie ma 40 stki i jeszcze wiele przed nią.
                        Ja nie rozumiem, dlaczego 30 stka stanowi taką atrakcję do niepokoju. Wiele
                        kobiet właśnie wtedy zaczyna zastanawiać się nad rodziną. Planuje.
                        Czy dla Ciebie skończona 30 stka to koniec . Ciągle podkreślasz upływ czasu. Ja
                        mam 32 lata, ale tego nie czuję. To zasługa mojego MŁODSZEGO faceta, jego
                        znajomych, a także mnie samej. Nikt nie daje mi tylu lat ile w rzeczywistości
                        już mam, ale w myśleniu wielu z nich ta cholerna 30 jakgdyby kończy moją
                        młodość. Konformizm w myśleniu?



                        >
                        > >To sprawy strasznie delikatne,do tego owiane romanycznym mitem (zawsze
                        > >wierzylam,ze doczekam chwili,kiedy zaskoczy,padnie na kolana,da
                        > >pierscionek,poprosi o reke i tak mi smutno,kiedy musze to forsowac,dyskuto
                        > wac
                        > >o tym,prosic!)...
                        >
                        > ... po pierwsze po dwoch latach mieszkania razem nie jestes juz owa
                        > staroswiecka narzeczona ze napalony facet zrobi wszystko by cie zdobyc.
                        > Tu júz raczej jest tylko miejsce na konkrety a nie bujanie w oblokach


                        ABSOLUTNIE NIE.Jeśli tak wyobrażasz sobie związki, albo znasz takowe z autopsji
                        to Ci serdecznie współczuję. Jeśli w moim 7 letnim układzie byłyoby miejsce
                        tylko dla konkretów, to taki układ skończyłby się fiaskiem.
                        Mam pytanie Czy TY byłeś kiedyś zakochany?
                        Miłość to coś więcej niż konkrety, ustalenia, terminy. Przez te wszystkie
                        prozaiczne rytuały przewija się coś nieuchwytnego dostępnego tylko dla
                        wtajemniczonych.
                        Nawet po kilkunastu latach szarej codzienności, bywa że na sercu robi się
                        cieplej.................... a Ty przekreślasz przesłanki miłości już po 2
                        latach?



                        >
                        > >Poza tym on jako facet,co dopiero skonczyl studia,ma prawo nie czuc sie
                        > >wystarczajaco pewny,czy podola np.finansowo,kiedy pojawilyby sie dzieci
                        > >chocby.A facetom to poczucie jest szczegolnie potrzebne,mysle.Sytuacja REA
                        > LNA
                        > >jest srednia-nie jest zle,ale pewnie finansowo tez nie.Ja sie boje wielu
                        > >rzeczy,ale z drugiej strony wiem,ze zawsze sa jakies 'ale'...A czas leci.
                        >
                        > To bardzo mile ze ma masz wysoki poziom empatii i tyle zrozumienia dla faceta.
                        > Pytanie ile on ma empatii i zrozumienia dla ciebie, to jest sprawa absolutnie
                        > kluczowa. Otoz gdyby on mial jakis tam poziom empatii wobec ciebie i waszego
                        > zwiazku to by jasno widzial ten element czasu.
                        >
                        >




                        I znowu ten czas, a do tego empatia. Osobiście zawsze łączyłam pojęcie wczucia
                        się z jakimiś traumatycznymi przeżyciami. Empatia biegnie w stronę altruizmu
                        ale to moje przemyślenia. Może Ty uważasz inaczej.

                        Dla Ciebie wszystko jest czarne lub białe. Kobiety jednakże doszukują się
                        odcieni szarości, może dlatego są tak wrażliwe i oczekują romantycznych
                        scenariuszy, ja też to lubię, jestem kobietą.





                        > > no wiec na temat slubu ,owszem,troche dla zartu,a potem
                        > > powazniej,zapytalam,kiedy zamierza sie ze mna ozenic,jesli w ogole;-)
                        > > Powiedzial: w przyszlym roku.No tak.OK.Pierscionka jak dotad niet.Drobiaz
                        > g;-)

                        >
                        > No to bedzie na rozmowe w stylu czarnego humoru: "Kochanie czy wiesz ze u
                        > kobiet po 30 gwaltownie wzrasta prawdopodobienstwo urodzenia dziecka z wadami
                        > genetycznymi?" Ale trzeba byc dobrej mysli, wybadaj jeszcze tylko czy to z
                        toba........................................
                        >


                        Dla Twojej informacji, trzeba mieć 35, menopauza dużo ,dużo później.
                        • psychoguru Uwaga na 30 30.09.04, 20:50
                          barbara15 napisała:

                          >> Czas upływa to jasne, ale Pola nie ma 40 stki i jeszcze wiele przed nią.
                          > Ja nie rozumiem, dlaczego 30 stka stanowi taką atrakcję do niepokoju. Wiele
                          > kobiet właśnie wtedy zaczyna zastanawiać się nad rodziną. Planuje.
                          > Czy dla Ciebie skończona 30 stka to koniec .

                          Ze wzgledow biologiczno-ginekologicznych 30 nalezy traktowac bardzo powaznie
                          jezeli mowimy rozmnazaniu. A czekanie z tym w okolice 40 to jest lekkomyslnosc
                          i igraszki z natura. Teraz oczywiscie odpowiesz "znam takie co i 40 rozmnazaja
                          sie jak krolice". Pewnie ze sa ale statystyki sa nieublagane.

                          Nastepna sprawa sa priorytety zyciowe. Jezeli niby sie chce rozmnazac ale jest
                          pelno innych wazniejszych spraw (najczesciej zwiazanych z kasa i jej
                          wydawaniem) i odklada sie to do momentu maksymalnego ryzyka to nie jest
                          odpowiedzialna postawa.

                          > to Ci serdecznie współczuję. Jeśli w moim 7 letnim układzie byłyoby miejsce
                          > tylko dla konkretów, to taki układ skończyłby się fiaskiem.
                          > Mam pytanie Czy TY byłeś kiedyś zakochany?
                          > Miłość to coś więcej niż konkrety, ustalenia, terminy. Przez te wszystkie
                          > prozaiczne rytuały przewija się coś nieuchwytnego dostępnego tylko dla
                          > wtajemniczonych.
                          > Nawet po kilkunastu latach szarej codzienności, bywa że na sercu robi się
                          > cieplej.................... a Ty przekreślasz przesłanki miłości już po 2
                          > latach?

                          A gdzie to bylo powiedziane? Chodzilo tylko o to ze po X latach wspolnego
                          mieszkania slub ma byc nagle taki jakby byl wstepem do wspolnego mieszkania.

                          > I znowu ten czas, a do tego empatia. Osobiście zawsze łączyłam pojęcie
                          > wczucia się z jakimiś traumatycznymi przeżyciami. Empatia biegnie w stronę
                          > altruizmu ale to moje przemyślenia. Może Ty uważasz inaczej.

                          Przeciez tu jest zasadnicza sprawa jak partner odbiera ta sytuacje. Partnerka
                          bardzo rozsadnie uwaza ze 30 to jest najwyzszy czas na powazne decyzje. Jezeli
                          partner nie traktuje tego jako superpriotytet to nie jest to pozytywny objaw.

                          > Dla Ciebie wszystko jest czarne lub białe. Kobiety jednakże doszukują się
                          > odcieni szarości, może dlatego są tak wrażliwe i oczekują romantycznych
                          > scenariuszy, ja też to lubię, jestem kobietą.

                          W odniesieniu do tematu przebija przez ciebie optymizm na podstawie twojego
                          sukcesu. Jest to oczywiscie zrozumiale ale porad mozna udzielac tylko przez
                          wskazywanie zagrozen ktore sa prawdopodobne bo statystycznie sa czeste i
                          czestsze od sukcesow. W opisanym przypadku te typowe zagrozenia to gra na
                          zwloke przez partnera ktora przeradza sie pozniej w ostrym przeciwstawianiu
                          sie posiadania potomstwa z powodu ryzyka, lub w przypadku narastajacego
                          konfliktu przeskoczenia na mlodsza partnerke. Jezeli takie zagrozenie jest
                          bardzo prawdopodobne to partnerka wystawia sie na niezwykle duze ryzyko.

                          > Dla Twojej informacji, trzeba mieć 35, menopauza dużo ,dużo później.

                          Jednak powiedzmy twardo: rozsadne kobiety zalatwiaja rozmnazanie do 30.
                          • barbara15 Re: Uwaga na 30 03.10.04, 21:27
                            psychoguru napisała:




                            > Ze wzgledow biologiczno-ginekologicznych 30 nalezy traktowac bardzo powaznie
                            > jezeli mowimy rozmnazaniu. A czekanie z tym w okolice 40 to jest lekkomyslnosc
                            > i igraszki z natura. Teraz oczywiscie odpowiesz "znam takie co i 40
                            rozmnazaja
                            > sie jak krolice". Pewnie ze sa ale statystyki sa nieublagane.



                            B:
                            Oczywiście,że lepiej urodzić pierwsze dziecko przed trzydziechą, ale nie jest
                            to reguła. Na fakt czy dziecko urodzi się zdrowe wpływają róznorodne czynniki,
                            najistotniejsze są genetyczne . Wiek jest tam któryś w kolejce ryzyka. Mój
                            lekarz mimo,że przekroczyłam magiczną 30 stkę przy każdej regularnej wizycie (
                            Od 5 lat ) pyta mnie czy już zdecydowałam się na kolejnego potomka. Uważa, że
                            nie ma żadnych przeciwskazań. Statystyki to suche liczby, a ciało kobiety każde
                            jest inne. To zależy od stanu zdrowia, kodu genetycznego rodzicieli i wielu
                            innych nie przeliczalnych statystycznie czynników. Do 35 można bez większych
                            obaw zajśc w ciążę. Wystarczy dobra opieka lekarza prowadzącego.









                            Psychoguru:
                            > Nastepna sprawa sa priorytety zyciowe. Jezeli niby sie chce rozmnazac ale
                            jest
                            > pelno innych wazniejszych spraw (najczesciej zwiazanych z kasa i jej
                            > wydawaniem) i odklada sie to do momentu maksymalnego ryzyka to nie jest
                            > odpowiedzialna postawa.



                            B:
                            jednak jakiś rozsądek jest. Stabilizacja życiowa jest bardzo pomocna i
                            potrzebna w posiadaniu dziecka. Nadal uważam, że to granie na zwłokę jest
                            oswajaniem się z nową sytuacją, a pod wpływem presji (którą proponujesz) facet
                            wpada w furię i nic konstruktywnego z tego nie wynika. Do nowych roli które
                            narzuca nam życie musimy się przygotować nie tylko materialnie.






                            Psychoguru
                            >
                            > A gdzie to bylo powiedziane? Chodzilo tylko o to ze po X latach wspolnego
                            > mieszkania slub ma byc nagle taki jakby byl wstepem do wspolnego mieszkania.



                            B:
                            A czemu nie? Ślub to wielkie wydarzenie, mnóstwo emocji i obietnice. To
                            gwarancja szacunku i miłości. Nie bierze się ślubu tylko w celach
                            prokreacyjnych.
                            Euforia i zauroczenie jest rzeczywiście tylko na początku, ale jeśli to uczucie
                            sprowadza ludzi przed ołtarz to cos tam zawsze zostaje.



                            Psychoguru:
                            > Przeciez tu jest zasadnicza sprawa jak partner odbiera ta sytuacje. Partnerka
                            > bardzo rozsadnie uwaza ze 30 to jest najwyzszy czas na powazne decyzje.
                            Jezeli
                            > partner nie traktuje tego jako superpriotytet to nie jest to pozytywny objaw.


                            > W odniesieniu do tematu przebija przez ciebie optymizm na podstawie twojego
                            > sukcesu. Jest to oczywiscie zrozumiale ale porad mozna udzielac tylko przez
                            > wskazywanie zagrozen ktore sa prawdopodobne bo statystycznie sa czeste i
                            > czestsze od sukcesow. W opisanym przypadku te typowe zagrozenia to gra na
                            > zwloke przez partnera ktora przeradza sie pozniej w ostrym przeciwstawianiu
                            > sie posiadania potomstwa z powodu ryzyka, lub w przypadku narastajacego
                            > konfliktu przeskoczenia na mlodsza partnerke. Jezeli takie zagrozenie jest
                            > bardzo prawdopodobne to partnerka wystawia sie na niezwykle duze ryzyko.
                            >
                            > > Dla Twojej informacji, trzeba mieć 35, menopauza dużo ,dużo później.
                            >
                            > Jednak powiedzmy twardo: rozsadne kobiety zalatwiaja rozmnazanie do 30.



                            B:
                            "Rozsądne kobiety", nie wiem czy 7 lat temu byłam bardziej rozsądna niż teraz.
                            Wiele rzeczy poprzestawiałabym w czasie.Zmieniłabym trochę kolejność i byłoby
                            jeszcze lepiej. Chociaż masz rację z tym moim optymizmem.
                            Poprzez pryzmat powodzeń też można komuś pomóc.
Pełna wersja