Gość: S.T.Garp
IP: *.koszalin.cvx.ppp.tpnet.pl
23.08.01, 21:21
Witajcie!!!
Przyznac musze, ze mam lekka treme, bo pierwszy raz pisze o swoim problemie na tak szerokim
forum, ale na dobra sprawe, to nie wiem, gdzie powinienem sie zwrocic, a moze tutaj uda mi sie trafic
na kogos, kto moglby mi doradzic...problem-jak w topicu, ale jak do tego doszlo...mam teraz 21 lat,
przez prawie caly ostatni rok bylem zwiazany z mlodsza ode mnie o rok kobieta...poznalismy sie na
studiach, ona je pozniej rzucila, ale miedzy nami wszystko tak sie poukladalo, ze wlasnie w tym
momencie zaczelismy sie ze soba spotykac...uczylismy sie w poznaniu, ale jestesmy z dosc
odleglych od siebie miast - oczywiscie wcale nam to nie przeszkadzalo...spotykalismy sie co tydzien,
a czasami to i czesciej i naprawde bylismy ze soba bardzo szczesliwi - i to pod kazdym wzgledem i na
kazdej plaszczyznie...niestety-2 tygodnie temu wydarzylo sie cos zupelnie dla mnie
niezrozumialego...planowalismy wspolny wyjazd nad morze, pozniej do krakowa, a potem 2 tygodnie
sam na sam u mnie...kiedy mielismy sie juz pakowac ona nagle powiedziala mi, ze to juz bez sensu,
ze nie powinnismy tego dalej ciagnac, ze nie pasujemy do siebie i ze juz nic do mnie nie
czuje...SZOK...to bylo w czwartek, a jeszcze dzien i noc wczesniej wszystko bylo miedzy nami w
porzadku....teraz nie bardzo chce ze mna rozmawiac i nie daje mi zadnych szans na powrot do
siebie...wszystko sie dla mnie skonczylo...ona twierdzi, ze jest teraz na tyle silna, ze juz mnie nie
potrzebuje...kiedy zaczynalismy sie spotykac byla w dosc powaznej depresji...teraz jest niemal
zupelnie zdrowa...moze ktos poradzilby co z tym zrobic? prosze, tylko bez-znajdz sobie kogos, bo nie o
to mi chodzi...naprawde sie w to zaangazowalem i myslalem o niej powaznie...