Stracilem cel w zyciu...

IP: *.koszalin.cvx.ppp.tpnet.pl 23.08.01, 21:21
Witajcie!!!
Przyznac musze, ze mam lekka treme, bo pierwszy raz pisze o swoim problemie na tak szerokim
forum, ale na dobra sprawe, to nie wiem, gdzie powinienem sie zwrocic, a moze tutaj uda mi sie trafic
na kogos, kto moglby mi doradzic...problem-jak w topicu, ale jak do tego doszlo...mam teraz 21 lat,
przez prawie caly ostatni rok bylem zwiazany z mlodsza ode mnie o rok kobieta...poznalismy sie na
studiach, ona je pozniej rzucila, ale miedzy nami wszystko tak sie poukladalo, ze wlasnie w tym
momencie zaczelismy sie ze soba spotykac...uczylismy sie w poznaniu, ale jestesmy z dosc
odleglych od siebie miast - oczywiscie wcale nam to nie przeszkadzalo...spotykalismy sie co tydzien,
a czasami to i czesciej i naprawde bylismy ze soba bardzo szczesliwi - i to pod kazdym wzgledem i na
kazdej plaszczyznie...niestety-2 tygodnie temu wydarzylo sie cos zupelnie dla mnie
niezrozumialego...planowalismy wspolny wyjazd nad morze, pozniej do krakowa, a potem 2 tygodnie
sam na sam u mnie...kiedy mielismy sie juz pakowac ona nagle powiedziala mi, ze to juz bez sensu,
ze nie powinnismy tego dalej ciagnac, ze nie pasujemy do siebie i ze juz nic do mnie nie
czuje...SZOK...to bylo w czwartek, a jeszcze dzien i noc wczesniej wszystko bylo miedzy nami w
porzadku....teraz nie bardzo chce ze mna rozmawiac i nie daje mi zadnych szans na powrot do
siebie...wszystko sie dla mnie skonczylo...ona twierdzi, ze jest teraz na tyle silna, ze juz mnie nie
potrzebuje...kiedy zaczynalismy sie spotykac byla w dosc powaznej depresji...teraz jest niemal
zupelnie zdrowa...moze ktos poradzilby co z tym zrobic? prosze, tylko bez-znajdz sobie kogos, bo nie o
to mi chodzi...naprawde sie w to zaangazowalem i myslalem o niej powaznie...
    • Gość: ja Re: Stracilem cel w zyciu... IP: *.ostrow-wielkopolski.sdi.tpnet.pl 23.08.01, 21:30
      a może ona po prostu cię testuje, takie też bywają! Przykre to bardzo w
      szczególniści, że "teraz to już...." i tym samym niepojęte. Czyś można tak
      udawać? Aż tak??? Dobra - powiadasz "straciłeś cel!" Odpuść sobie takie
      sformułowania... No i dobrze, że się zaangażowałeś, bo teraz juś wiesz ile
      potrafisz! I chwała ci za to. Boli - ba! I jeszcze poboli...
      Weź kartkę ołówek - rozpisz co zyskałeś (byle szczerze!!! i zastanowiwszy się
      głęboko) jej odejściem a co straciłeś. Mówię ci - pomaga to nabrać dystansu. A
      między nami - też studiowałam w Poznaniu, na drugim roku zawalił mi się świat z
      takich powodów ... a na czwartym wyszłam za mąż.... Pozdrawiam Cię
      • Gość: S.T.Garp Re: Stracilem cel w zyciu... IP: *.koszalin.cvx.ppp.tpnet.pl 24.08.01, 21:04
        Gość portalu: ja napisał(a):

        >
        > Weź kartkę ołówek - rozpisz co zyskałeś (byle szczerze!!! i zastanowiwszy się
        > głęboko) jej odejściem a co straciłeś.
        Probuje robic takie podsumowanie i niestety nie wylania sie zbyt optymistyczny obraz...minely dopiero 2
        tygodnie, ja wciaz mam nadzieje, ze sie cos zmieni...ale jak na razie nie widze ZADNYCH plusow...a co
        do minusow-jestem sam, stracilem osobe, ktora kochalem najbardziej na swiecie, byla dla mnie
        najwazniejsza, o ktorej myslalem bardzo powaznie...nie wiem, co sie z nia dzieje...nie moge tez
        powiedziec jej co u mnie...bardzo sie o nia martwie...i wszystkie moje plany sie rozsypaly...zreszta to byly
        nasze plane-moje i jej...
        jest jeszcze jedno-nie wiem jak mialbym sie zwiazac z kims innym-po pierwsze zbyt oddalalbym sie od
        idealu, po drugie nie wiem jak moglbym jeszcze komus we wszystkim zaufac...
    • Gość: Maur Re: Stracilem cel w zyciu... IP: *.chello.pl 23.08.01, 21:32
      O rany, co jest z tym Poznaniem...

      Szczerze mowiac, bylem w dosc podobnej sytuacji. Ale mimo to, to jedyne co mi
      przychodzi teraz do glowy:
      Ty byles z nia bardzo szczesliwy nie watpie. Ale ona?Cos tu jest bardzo nie
      tak. I co to znaczy, ze juz cie nie potrzebuje??? I juz nic nie czuje? To brzmi
      dziwnie. I powiedz jak sie czujesz, bo tego nie napisales...
      • Gość: S.T.Garp Re: Stracilem cel w zyciu... IP: *.koszalin.cvx.ppp.tpnet.pl 23.08.01, 21:43
        Gość portalu: Maur napisał(a):

        > Cos tu jest bardzo nie
        > tak. I co to znaczy, ze juz cie nie potrzebuje??? I juz nic nie czuje? To brzmi
        >
        > dziwnie. I powiedz jak sie czujesz, bo tego nie napisales...
        Masz racje...cos tu jest bardzo nie tak...to wszystko brzmi bardzo dziwne...nie mialem watpliwosci co do
        tego, czy ona faktycznie jest szczesliwa...nie mialem watpliwosci, czy ona naprawde mnie kochala...ale
        teraz nie wiem, co mam myslec...jezeli ona potrafi z dnia na dzien - bez konkretnej przyczyny, kiedy
        wszystko sie uklada, planujemy wyjazdy, jestesmy ze soba etc - wszystko przekreslic i przestac o mnie
        myslec - to ja zaczynam w to wszystko watpic...kiedy sie poznalismy ona miala naprawde ciezka depresja
        - twierdzi, ze pomoglem sie jej z tego wszystkiego wygrzebac...wydawala sie sobie gruba, glupia i
        nieatrakcyjna...a tu prosze - trafil sie ktos, kto akceptuja ja ze wszystkim...teraz - jak mowi - juz nie
        potrzebuje mojego wsparcia...
        Jak ja sie czuje - nietrudno sie domyslic...najkrocej moglbym to okreslic, ze jest mi zle i ze
        cierpie...zupelnie nie rozumiem tego co sie stalo...chce o nia walczyc, nie potrafie tak po prostu sie
        poddac, ale ona mnie probuje zniechecic...dziwie sie, bo nawet wiezniowie dostaja jakies szanse od
        spoleczenstwa....
        pozdrawiam
        • Gość: Maur Re: Stracilem cel w zyciu... IP: *.chello.pl 23.08.01, 21:52
          Stary, nie mow tak, bo sie zaraz rozplacze, jakbym slyszal siebie sprzed roku...
          Tylko moja byla anorektyczka.I dopiero niedawno sie pozbieralem.
          Mozesz z nia rozmawiac?To znaczy, czy ona moze ci cos wytlumaczyc?I czy tobie
          jest to potrzebne?(mi bylo baaardzo)Mowisz, ze nie rozumiesz.

          Nie wiem, nie wiem. Ale to naprawde wyglada dokladnie tak samo jak moja
          historia, powinienem potrafic cos powiedziec :(
          • Gość: S.T.Garp Re: Stracilem cel w zyciu... IP: *.koszalin.cvx.ppp.tpnet.pl 24.08.01, 21:54
            Gość portalu: Maur napisał(a):

            >
            > .
            > Tylko moja byla anorektyczka.I dopiero niedawno sie pozbieralem.
            > Mozesz z nia rozmawiac?To znaczy, czy ona moze ci cos wytlumaczyc?I czy tobie
            > jest to potrzebne?(mi bylo baaardzo)Mowisz, ze nie rozumiesz.
            Sluchaj-wyglada na to, ze mamy ze soba wiecej wspolnego, niż myslisz-moja "była" była(czy może wciąż
            jest?) bulimiczka...rozmawiac z nia mogę...tzn tak wlasciwie te rozmowy się zbyt dobrze nie ukladaja, bo
            albo ona nie slucha, albo mowi po prostu "nie bo nie"...wiem ze cos się nie ukladalo...domyslam, się ze
            nie wszystko z mojej strony było ok., bo nikt nie jest idealny...może podalbys mi swojego maila i
            pogadalibysmy tez na priv? teraz pare dni mnie nie będzie, ale ok. wtorku znow się odezwe...
            Pozdrawiam

            >
            > Nie wiem, nie wiem. Ale to naprawde wyglada dokladnie tak samo jak moja
            > historia, powinienem potrafic cos powiedziec :(

            • Gość: Maur Re: Stracilem cel w zyciu... IP: *.chello.pl 24.08.01, 22:58
              Gość portalu: S.T.Garp napisał(a):

              > Gość portalu: Maur napisał(a):
              >
              > Sluchaj-wyglada na to, ze mamy ze soba wiecej wspolnego, niż myslisz-moja "była
              > " była(czy może wciąż
              > jest?) bulimiczka...rozmawiac z nia mogę...tzn tak wlasciwie te rozmowy się zby
              > t dobrze nie ukladaja, bo
              > albo ona nie slucha, albo mowi po prostu "nie bo nie"...wiem ze cos się nie ukl
              > adalo...domyslam, się ze
              > nie wszystko z mojej strony było ok., bo nikt nie jest idealny...może podalbys
              > mi swojego maila i
              > pogadalibysmy tez na priv? teraz pare dni mnie nie będzie, ale ok. wtorku znow
              > się odezwe...
              > Pozdrawiam
              O rany...
              Maur_13@yahoo.com (to nie jest adres ktorego zwykle uzywam, ale wolalbym nie
              podawac publicznie swojego zwyklego)
              Ale bardzo chetnie z toba porozmawiam, wiec zaczne go sprawdzac :)

              Trzymaj sie
              Maur
              • Gość: Maur Re: Stracilem cel w zyciu... IP: *.chello.pl 29.08.01, 00:40
                Gość portalu: Maur napisał(a):

                > Gość portalu: S.T.Garp napisał(a):
                >
                > > Gość portalu: Maur napisał(a):
                > >
                > > Sluchaj-wyglada na to, ze mamy ze soba wiecej wspolnego, niż myslisz-moja
                > "była
                > > " była(czy może wciąż
                > > jest?) bulimiczka...rozmawiac z nia mogę...tzn tak wlasciwie te rozmowy si
                > ę zby
                > > t dobrze nie ukladaja, bo
                > > albo ona nie slucha, albo mowi po prostu "nie bo nie"...wiem ze cos się ni
                > e ukl
                > > adalo...domyslam, się ze
                > > nie wszystko z mojej strony było ok., bo nikt nie jest idealny...może poda
                > lbys
                > > mi swojego maila i
                > > pogadalibysmy tez na priv? teraz pare dni mnie nie będzie, ale ok. wtorku
                > znow
                > > się odezwe...
                > > Pozdrawiam
                > O rany...
                > Maur_13@yahoo.com (to nie jest adres ktorego zwykle uzywam, ale wolalbym nie
                > podawac publicznie swojego zwyklego)
                > Ale bardzo chetnie z toba porozmawiam, wiec zaczne go sprawdzac :)
                >
                > Trzymaj sie
                > Maur

                Hej, zyjesz, Garp?
                • Gość: S.T.Garp Re: Stracilem cel w zyciu... IP: *.koszalin.cvx.ppp.tpnet.pl 02.09.01, 13:53
                  Gość portalu: Maur napisał(a):


                  >
                  > Hej, zyjesz, Garp?

                  Hej, juz jestem-przepraszam, ze tak dlugo...wieczorkiem napisze co sie dzialo, a teraz tylko daje znac
                  zycia...aha-odezwe sie na Twoj priv...
            • Gość: Maur Re: Stracilem cel w zyciu... IP: *.chello.pl 24.08.01, 23:02
              Jeszcze jedna sprawa, poczytaj www.bulimia.pl
              Jest tam duzo dziewczyn b/a, i czasami pisza tez o swoim stosunku do facetow
              (rzadko, wiec bedziesz musial pogrzebac)
              ale warto, to wiele moze wyjasnic.

              Choc jesli rzeczywiscie z tego wyszla, to gorzej dla ciebie, bo moze po prostu
              chodzi o ciebie :(.

              Mam nadzieje, ze nie
              • Gość: maur Re: Stracilem cel w zyciu... IP: *.chello.pl 24.08.01, 23:05
                przeczytalem reszte twoich odpowiedzi, rzeczywiscie bylem w praktycznie takiej
                samej sytuacji :( (moja samoocena tez poszybowala w dol)
                Ale jesli cie to pocieszy, to moge powiedziec, ze teraz jest w porzadku,
                wiecej, wiele sie nauczylem, i w koncu odzyskalem nadzieje.

                Trzymam kciuki, choc pewnie nie bedzie to latwe i dlugo to potrwa, to mam
                nadzieje, ze i tobie sie uda :).
        • Gość: magda Re: Stracilem cel w zyciu... IP: 213.17.137.* 23.08.01, 21:52
          O widzę,że niemal sie o siebie otarliśmy:)))))).Nie proś o litość-związek
          utrzymywany na siłę nie niesie nic dobrego,nie nadrobisz za dwojga.Pozdrawiam
          jeszcze raz.Trzymaj sie mocno.
    • Gość: magda Re: Stracilem cel w zyciu... IP: 213.17.137.* 23.08.01, 21:47
      Hej Garp,
      Nie straciłeś celu w życiu,naprawdę.......wiem,że jest ci w to ciężko
      uwierzyć,ale spróbuj.Mówie ci to ja osoba,która całkiem niedawno przeszła przez
      coś podobnego.....tylko po ponad 4 latach.Też wydawało mi się, że świat osunął
      mi sie spod stóp,ale teraz juz wiem,że można być szczęsliwą w pojedynkę,a
      przecież gdzieś na świecie jest jakaś moja 2 połowa:)))))))Musisz teraz być
      egoistą tzn.myślec o sobie...tak,tak mój drogi wypełniaj sobie czas jak tylko
      potrafisz najlepiej,kupuj sobie książki - polecam P.Coelho,popłaczesz przy
      nich,ale zrozumiesz,że szczęście jest w tobie....tylko Ty musisz je dostrzec i
      cieszyc się nawet tym,że świeci słońce albo że na niebie są takie ładne chmurki-
      to pomoże:))))).Idź do kina,na piwko-tylko nie przesadzaj,choć może i to Ci
      pomoże:))).Bierz świat takim jakim jest......na świecie jest tyle
      dobrego,jesteś młody,bierz to co życie ci daje,serio.
      Myślisz,że tak mówić łatwo,ale mnie nie było łatwo.Też planowaliśmy wspólne
      wakacje,a teraz stwierdziłam że pojade na nie sama,bo przecież wszędzie są
      wspaniali ludzie:))))))))).
      Życze powodzenia,odezwij się,napisz co u Ciebie.Może będę mogła jakoś
      pomóc,dobre rady zawsze w cenie.Trzymaj się.
      • Gość: S.T.Garp Re: Stracilem cel w zyciu... IP: *.koszalin.cvx.ppp.tpnet.pl 24.08.01, 21:57
        Probuje cos robic....nie bardzo mi wychodzi, bo nie chce już wszystkim kolejnym znajomym tlumaczyc się
        dlaczego nie jestesmy już razem...teraz się troche denerwuje, bo musze zawiezc brata do babci i pewno znow
        czeka mnie opowiadanie....ale przynajmniej może się w trojmiescie cos w kulturze dzieje...czytam, czytam,
        duuuuzo czytam, przede wszystkim dlatego, ze nie mogę spac, a jak czytam to wtedy nie mysle o niej....kiedys już
        wydawalo mi się, ze jestem szczesliwy sam-może, ze potrafie być szczesliwy sam...ale ona była moja pierwsza
        miloscia i z nia przezywalem wszystko pierwszy raz...wiem, ze jestem mlody i duzo rzeczy idealizuje, ale wciąż
        sadze, ze znalazlem ideal....nigdy wczesniej z nikim nie byłem, bo nie było mi potrzebne być z kimkolwiek, tylko
        szukalem wlasnie tego kogos jedynego...czy za wczesnie? a ktoz w koncu może wiedziec kiedy znajduje swoja
        2. polowke? nie wyobrazam sobie być z kimkolwiek innym....piwko-niestety, obawiam się, ze zaczynam troche
        przesadzac, ale na razie chyba jeszcze niegroznie...bardzo chetnie napisze, dobra rada bardzo mi się
        przyda....pozdrawiam


    • Gość: jimmi Re: Stracilem cel w zyciu... IP: 10.129.130.* / *.acn.pl 23.08.01, 22:02
      Wiem, ze to przykre, ale takie zerwanie z dnia na dzien nie znaczy, ze wszystko
      bylo w porzadku. Poniekad rozumiem druga strone - czlowiek sie stara utrzymac
      to, co dobre, ale.... kiedys w koncu cos w srodku peka i padaja te bardzo
      bolesne slowa.

      Wiem, co czujesz, ale nie wolno mowic, ze to koniec wszystkiego. Zobaczysz, ze
      bedzie ok. Jeszcze o tym nie wiesz, ale MUSISZ uwierzyc na slowo. Z czasem
      nabierzesz dystansu. Czas leczy rany, a juz Szekspir pisal, ze "nawet po
      najwiekszym deszczu swieci slonce".

      To boli i bolec musi - mocno sie zaangazowales, tak mocno, ze nie zauwazyles,
      ze cos sie psuje. Teraz najlepiej przeczekac - zajac sie soba, spedzac czas w
      gronie przyjaciol, nie dolowac sie. Daj sobie troche czasu, potem moze z nia
      porozmawiaj - tak szczerze, jak tylko mozna. Co z tego wyniknie... los pokaze.

      Nic na sile... Niestety, czasem ludzie do siebie nie pasuja... Tak po
      prostu... :-(
      • Gość: S.T.Garp Re: Stracilem cel w zyciu... IP: *.koszalin.cvx.ppp.tpnet.pl 24.08.01, 22:00
        Gość portalu: jimmi napisał(a):

        > Wiem, ze to przykre, ale takie zerwanie z dnia na dzien nie znaczy, ze wszystko
        >
        > bylo w porzadku. Poniekad rozumiem druga strone - czlowiek sie stara utrzymac
        > to, co dobre, ale.... kiedys w koncu cos w srodku peka i padaja te bardzo
        > bolesne slowa.
        >
        >Ja tez poniekad rozumiem...pewnie, ze nie wszystko było dobrze...ale pokaz mi taki zwiazek, w którym wszystko
        jest ok...czekam, probuje czekac...probuje cos robic....ona wlasnie wyjechala na wakacje, które mialy być nasze
        wspolne...a ja siedze sam i nie wiem co myslec i robic...teraz ona zupelnie nie chce mnie sluchac....sprobuje
        poczekac-może gdy wroci na studia? może wtedy....nie wiem.....wiem, nic na sile...oczywiście, ze niektorzy do siebie
        nie pasuje....ale potrafisz sobie wyobrazic, ze przestaja do siebie pasowac z godziny na godzine? bo ja nie....
    • Gość: Kizi Re: Stracilem cel w zyciu... IP: *.warszawa.cvx.ppp.tpnet.pl 24.08.01, 08:36
      A może ona po prostu czuje że winna jest ci wdzięczność skoro wyciągnąłeś ją z
      depresji, a nie chce być z kimś z wdzięczności, bo to ma zawsze krótkie nogi i
      nic wspólnego z partnerstwem? Zresztą tak to już się dzieje, mimo że może nam
      się nie podobać, że jak mamy poczucie że komuś bardzo dużo zawdzięczamy to z
      czasem zaczynamy czuć do niego niechęć ,jeśli nie możemy się
      zrewamżować.Mechanizmy stare jak świat i być może padłeś po prostu ofiarą reguł
      o których nawet nie słyszałeś.Z moich doświadczeń wynika,że nie warto budować
      związku opartego na wdzięcznośći, bo to do niczego nie prowadzi tylko boli:)
      A co do trego że nic nie xzauważyłeś, to zgadzam się że jak komu bardzo dobrze
      to ślepnie na wszystkie sygnały bo ich po prostu nie rejestruje,jako
      zagrażające poczuciu szczęśliwośći a potem szok:)
      Czas leczy wszystko a jak przemyślisz całą sprawę to uznasz że nawet z tego
      przykrego doświadczenia można wyciągnąć nauczkę:)
      Serdecznie Pzdr
      • Gość: barabasz Re: Stracilem cel w zyciu... IP: *.bund.de 24.08.01, 09:38
        chlopie,
        postawiles po prostu na falszywa szkape - zdarza sie kazdemu. ona, w
        swojej "depresji" potrzebowala kogos, kto ja z tego wyciagnie. kiedy murzyn
        zrobil swoja robote- przestal byc potzrebny. jestes mlody i brakuje Ci
        doswiadczenia, to wszystko. nie bredz o utracie celu zycia. Twoim celem niech
        bedzie szukanie (z rozwaga) kogos, kto jest godzien Twojego zaangazowania i
        potrafi odplacic tym samym !
        trzymaj sie prosto !
        don''t worry, drink okocim, be happy !
        b.
      • Gość: S.T.Garp Re: Stracilem cel w zyciu... IP: *.koszalin.cvx.ppp.tpnet.pl 24.08.01, 22:02
        Fakt, cos w tym może być....jedna z moich znajomych, anorektyczka, rzucila swojego faceta po bardzo dlugim
        czasie, kiedy naprawde wiele mu zawdzieczala...powiedziala mi, ze czula się od niego zbyt uzalezniona i było jej
        z tym już najnormalniej zle...prawdopodobnie czegos nie zauwazylem....dostrzegam bledy teraz...niestety, to na
        mnie tez nie najlepiej wplywa, bo - dodatkowy problem - zawsze miałem klopoty z samoocena...
        Pozdrowko
    • volny nic nie staciles - to tylko tak zle wyglada 24.08.01, 10:06
      Gość portalu: S.T.Garp napisał(a):

      > Witajcie!!!
      > Przyznac musze, ze mam lekka treme, bo pierwszy raz
      pisze o swoim problemie na
      > tak szerokim
      > forum, ale na dobra sprawe, to nie wiem, gdzie
      powinienem sie zwrocic, a moze t
      > utaj uda mi sie trafic
      > na kogos, kto moglby mi doradzic...problem-jak w
      topicu, ale jak do tego doszlo
      > ...mam teraz 21 lat,
      > przez prawie caly ostatni rok bylem zwiazany z mlodsza
      ode mnie o rok kobieta..
      > .poznalismy sie na
      > studiach, ona je pozniej rzucila, ale miedzy nami
      wszystko tak sie poukladalo,
      > ze wlasnie w tym
      > momencie zaczelismy sie ze soba spotykac...uczylismy
      sie w poznaniu, ale jestes
      > my z dosc
      > odleglych od siebie miast - oczywiscie wcale nam to nie
      przeszkadzalo...spotyka
      > lismy sie co tydzien,
      > a czasami to i czesciej i naprawde bylismy ze soba
      bardzo szczesliwi - i to pod
      > kazdym wzgledem i na
      > kazdej plaszczyznie...niestety-2 tygodnie temu
      wydarzylo sie cos zupelnie dla m
      > nie
      > niezrozumialego...planowalismy wspolny wyjazd nad
      morze, pozniej do krakowa, a
      > potem 2 tygodnie
      > sam na sam u mnie...kiedy mielismy sie juz pakowac ona
      nagle powiedziala mi, ze
      > to juz bez sensu,
      > ze nie powinnismy tego dalej ciagnac, ze nie pasujemy
      do siebie i ze juz nic do
      > mnie nie
      > czuje...SZOK...to bylo w czwartek, a jeszcze dzien i
      noc wczesniej wszystko by
      > lo miedzy nami w
      > porzadku....teraz nie bardzo chce ze mna rozmawiac i
      nie daje mi zadnych szans
      > na powrot do
      > siebie...wszystko sie dla mnie skonczylo...ona
      twierdzi, ze jest teraz na tyle
      > silna, ze juz mnie nie
      > potrzebuje...kiedy zaczynalismy sie spotykac byla w
      dosc powaznej depresji...te
      > raz jest niemal
      > zupelnie zdrowa...moze ktos poradzilby co z tym zrobic?
      prosze, tylko bez-znajd
      > z sobie kogos, bo nie o
      > to mi chodzi...naprawde sie w to zaangazowalem i
      myslalem o niej powaznie...

      Czesc
      Pisalem w innym miejscu ze osoba powinna sie staraz
      zrobic wszystko zeby sie spowrotem polaczyc z ta osoba z
      ktora sie nie moze dogadac, ale oni sa juz po slubie.
      Rozumiem ze ty jeszcze nie masz slubu.

      Mie chce sie rozpisywac czasmi mi sie to udaje.
      Ja nie milalem w zyciu takiego problemu w sprawie tak
      waznej jak sprawa zwiazku kobieta mezczyzna, ale
      widzialem duzo osob w swoim zyciu z takimi problemami.
      Czsami uczstniczylem zeby im pomoc.

      TOBIE CHALBYM UZMYSLOWIC JAKIE WSPANIALE WARTOSCI
      POSIADASZ W WIEKU 21 LAT ( ja mialem 21 lat jak poznalem
      moja dzieczyne oczywsicie jestesmy caly czas razem )
      .........
      To co bylo dla mnie wazne to pelne zaufanie.
      TY potrafiles to ofiarowac dugiej osobie.
      niestety w tym przpadku druga strona to zlekcewazyla.
      dlaczego nie wiem, a moze nie jest to juz wazne.
      .........
      Napisze moze trywialnie dla niektorych osob, ale jak juz
      pisze to pisze to co mysle.
      Masz bardzo dobre serce.
      ........
      Jestes opowiedzialny. Nie chcials zawrac komus glowy oraz
      dalej myslisz jak to zalatwic.
      ............
      Za razem jestes takze ODWAZNY skierowales sie do tak
      wielkiego forum. Nigdy nie widomo kto co ci napisze.
      ...........
      masz cierpliwisc i umiejetnosci pomocy innym ( dzieczyna
      byla w deprescji )
      ..........
      to tak w wilkim skrocie. Myslisz powaznie ze trzeba miec
      cel w zyciu.

      TA SA BARDZO WAZNE WARTOSCI KTORE SA JUZ W TOBIE, PEWNIE
      SIE ZNADZIE WIECEJ.

      To co zauwazylem w zyciu i pare razy przezylem to na
      wlasnej skorze to to ze czasami los lub Bozia chce nas
      przed czyms uchonic. My w danym momencie nie wiemy
      dlaczego tak sie dzieje. Czasmi dowiadujemy sie po latach
      a czasami nigdy.
      Kila razy w mim zyciu stanely osoby bardzo fajne krore mi
      pomogly lub cos dzieki nim zrobilem lub oiagnolem. a
      potem zniknely z mojego zycia jak kamfora.
      Wiem ze jezeli masz cel w zyciu, a Ty na pewno go masz
      tylko myslales ze to ta dziewczyna potrfi sie podniec i
      isc dalej.
      Napisz sobie czego oczekujesz od zycia.
      Jak ono ma wygladac teraz i za 5 lub 10 lat ta druga
      czesc jest trudna to cie uprzedzam.
      Napisz nie co chcialbys miec tylko napisz kim chcalbys
      byc za 10 lat. ( mam duzo listow od ludzi z takimi
      marzeniami napisanymi na kartce.

      Dawno temu tez myslaem ze nic jeszcze w zyciu nie
      osiagnolem. Bylo to na kursie na Hawajach. Pytania padaly
      z sali do prowadzocego kurs. Ja tez milem pytanie.
      Zadalem je publicznie i obcy przeiez czlowiek uswiadomil
      mi jak daleko zaszedlem w zyciu i co osiagnilem
      Czasami stare powiedzenie ze najciemniej jest pod
      latarnia sie sprawdza.

      zycze Ci spelnienia Twoich marzen
      Nigdy nie wolno nam rezygnowac.

      chyba sie znowu rozpisalem

      jezli masz pytania do tego co juz napislem
      albo masz jakiekolwiek pytania pisz na moj email
      zawsze odpowiadam

      Witold Wolkowski
      email Witold@volny.com




      • Gość: S.T.Garp Re: nic nie staciles - to tylko tak zle wyglada IP: *.koszalin.cvx.ppp.tpnet.pl 24.08.01, 22:04
        Dzieki....naprawde wielkie dzieki...w tej chwili potrzebne mi sa bardzo wszelkie budujace slowa, a tu pojawilo sie
        ich cale mnostwo....nie wiem, czy to jest tak, ze ona mnie zlekcewazyla...wydaje mi się, ze to chyba nie
        tak...problemem jest to, ze ja naprawde jej we wszystkim zaufalem...najgorsze, ze teraz nie wyobrazam sobie,
        żeby zaufac w ten sam sposób innej osobie...z tym chyba wiaze się "utrata sensu zycia"... bo jak mialbym w
        ogole probowac wiazac się z kims, skoro nie potrafilbym zaufac? skoro nie potrafie zamknac tego rozdzialu...
        pozwole sobie odezwac się jeszcze na priv, ale dopiero po powrocie z trojmiasta - we wtorek...
        Raz jeszcze dzieki i pozdrowka...
        • Gość: magda Garp juz jest lepiej!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!! IP: 213.17.137.* 24.08.01, 23:13
          Witaj G.,
          Widzę,że już lepiej...........czas jest najlpszym lekarzem i patrz pomimo
          wszystko i na przekór sobie na świat przez różowe
          okulary:))))))))))).Pozdrawiam.Naprawdę widać,że jest lepiej.
        • Gość: Shazzer Re: nic nie staciles - to tylko tak wyglada IP: *.warszawa.cvx.ppp.tpnet.pl 24.08.01, 23:44
          Moim skromnym zdaniem, to chyba nie była TA połowka. Twoja sytuacja bardzo
          przypomina mi wywoływanie sztucznej miłości w drugiej osobie. Polega to na tym
          że próbujesz komuś pomóc (z róznych względów, np. bo ją kochasz, bo Ci jej żal,
          itp.) poniewaz ktos potrzebuje tej pomocy. Jeśli robisz to z miłości to
          wdzięcznośc okazywaną ze strony tej osoby przypisujesz odwzajemnionemu uczuciu.
          Ale niestety to nieprawda. Osoba która dostaje to czego najbardziej w danym
          momencie potrzebuje nie koniecznie angażuje sie w tym samym stopniu. Czsami
          jest jej po prostu dobrze i wygodnie. W tym przypadku dający był bardziej
          zaangazowany i widzial to co chcial zobaczyc nie dopuszczajac innych mysli.
          Jednym slowem wydaje mi sie ze tu zadzialala socjotechnika i bylo to pewnego
          rodzaju, sztuczne wywolywanie miłości. Takie rzeczy wbrew pozorom dzieja sie
          czesto i jest to konsekwencja ukladu pomagajacy - potrzebujacy pomocy. Mysle ze
          gdybyscie spotkali sie w innych okolicznosciach, gdybys nie poznal jej w
          momencie jej rozchwiania emocjonalnego i gdybys nie przyjal roli "wybawcy",
          wszystko potoczyloby sie inaczej.
          Mysle ze z jej strony to nie byla milosc , bo gdyby byla to sadze ze nie
          zrywalaby calkowicie kontaktu bez podania przyczyn rozstania. Mysle rowniez ze
          po odzyskaniu rownowagi wewnetrznej zdala sobie sprawe ze spelniles tylko pewna
          mala role w jej zyciu i ze wdziecznosc mogla jej sie pomylic z miloscia.
          Malo to optymistyczne ale wierz mi ze zakochane kobiety tak nie postepuja.
          Mysle ze nie warto rowniez podajmowac prob ratowania tego co bylo bo istnieje
          ryzyko ze znow moze Ci sie udac w chwili jej slabosci a potem historia zatoczy
          kolo...
          Natomiat, jezeli chodzi o zaufanie. Mysle ze bedziesz mogl kiedy zaufac komus
          innemu tylko pamietaj ze wiazanie sie z kims potencjalnie slabszym wiaze sie z
          ryzykiem. Albo przywiazesz do siebie osobe ktorej pomogles i ona bedzie z Toba
          (chocby tylko z wdziecznosci) albo do tego stopnia ja "wyleczysz" ze postanowi
          dalej sama isc przez ten lez padół. Tobie przytrafilo sie to drugie, zdarza sie.
          Wierzę jednak ze jestes na tyle mlody i silny ze czas pomoze Ci to pokonac.
          Pozdrawiam,
          • Gość: Liszaj Re: nic nie staciles - to tylko tak wyglada IP: *.chello.pl 25.08.01, 19:10
            Chyba chcesz po prostu dokopać Garpowi pisząc , że spełnił tylko małą rolę w
            jej życiu. Masz jakieś osobiste żale do niego, czy po prostu mama cię tak
            nauczyła "pomagać ludziom". A kobiety które postępują tak jak jego ukochana ,
            mogą być zakochane albo i nie. Ty napewno nie możesz wiedzieć, jak było w tym
            przypadku. No chyba, że to ty nią jesteś.
            • Gość: Shazzer Re: nic nie staciles - to tylko tak wyglada IP: *.acn.waw.pl 27.08.01, 16:50
              Może gdybyś wiedzial cos wiecej o prawdziwym zyciu i ludziach to bys wiedzial ze
              pocieszanie to nie jedyna i najlepsza forma pomocy. Czasem wystarczy obiektywnie
              wytlumaczyc co sie stalo z punktu widzenia osoby trzeciej ktora cos juz w zyciu
              przezyla. Ale przynajmniej Ty starasz sie pocieszyc (?)...
              • Gość: Liszaj Re: Do Shazzer IP: *.chello.pl 29.08.01, 00:39
                Gość portalu: Shazzer napisał(a):

                > Może gdybyś wiedzial cos wiecej o prawdziwym zyciu i ludziach to bys wiedzial z
                > e
                > pocieszanie to nie jedyna i najlepsza forma pomocy. Czasem wystarczy obiektywni
                > e
                > wytlumaczyc co sie stalo z punktu widzenia osoby trzeciej ktora cos juz w zyciu
                >
                > przezyla. Ale przynajmniej Ty starasz sie pocieszyc (?)...

                Wlasciwie, to ja to wysyleam (maur). Liszaj jest moja znajoma, troche (taaak,
                fajny nick, nie?)Ale prosze, oto odpowiedz:
                ------
                1.ja nie mówię , że on nie byl zaangarzowany. On poproststu mógł nie wiedziec jak
                ( rozmawialiśmy o tym) , mógł się we wszstkim nie łapać . Takie dziewczyny są
                bardzo skryte. nawet przy najlepszych intencjach i wielkim zaangatrzoaniu, można
                się nie orientować co się w nich dzieje. A one widzą swoje.
                2.Owszem najlepsza, gdy wzajemna. Jeśli nie wzajemna , to niedobra, karzdy chce
                wzajemności, w jakimś tam sensie.
                3. Co masz na myśli, mówiąc że za wszystko.Że ktoś w pełni jest ukochany, taki
                jak jest? No dla mnie to jest jednak za coś bo za wszystko
                -----
        • Gość: volny czy zaufac jeszcze raz ? IP: *.dsl.lsan03.pacbell.net 25.08.01, 02:07
          tak...problemem jest to, ze ja naprawde jej we wszystkim zaufalem...najgorsze, ze teraz nie
          wyobrazam sobie, żeby zaufac w ten sam sposób innej osobie...z tym chyba wiaze się "utrata sensu
          zycia"... bo jak mialbym w ogole probowac wiazac się z kims, skoro nie potrafilbym zaufac? skoro nie
          potrafie zamknac tego rozdzialu... pozwole sobie odezwac się jeszcze na priv,

          TAK TAK MYSLALEM ZE O TYM NAPISZESZ,
          TAK TAK JEST TO BARDZO WAZNE
          CZEKAM NA EMAIL OD CIEBIE. Mam kilka przykadow z mojego zycia z okresu wiekszego niz twoj
          wiek. Mam kilka wskazowek, wybierzesz sam najlepsza.
          To co poruszyles jest tak wazne ze nie moge pisac ogolnie. Musze poczekac na Twoj email.
          ALE wszystko bedzie dobrze bo jestes otwarty na wiedze i informacje.
          Zycie moglo by byc takie proste. Ale my ludzie ciezko pracujemy zeby wszystko utudnic.
          Potem wysylamy dzieci do szkol zeby szybko sie uczyly bo tak trzeba.
          Kazdy jest zajety akumulowaniem wiedzy powiedzmy szkolnej nia wazne czy na poziomie szkoly
          podstawowej czy uniwesytetu. A wszysczy zapominamy a raczej zakladamy ze jakos to bedzie o
          NAUCE JAK ZYC. Jak zyc szczesliwie i godnie. Nie mam na mysli moralizowania bo to jakis nie
          wychodzi. Ale w dobie nowej demokracji i wolnosci slowa w ksiegarniach mamy ogromna ilosc
          informacji. I tak nie wiadomo jak majac skromne fundusze wybrac cos dobrego.
          Ja przeczytalem bardzo duzo. Ale samo czytanie nic niedaje jezeli nie zastosujemy tego w zyciu.
          Wracalimy z zona wielokrotnie do kilkunastu tytulow. Zamiemilismy je po prostu w podrecznki.
          Sa tak wazne ze kazde z nas ma swoj egzemplarz. Musze opisac te ksiazki i zrobic odpowiedni ich
          opis i umiescic na stronie web. Czeka mnie ogromna praca. Podam link jak czsc bedzie gotowa.

          Witold Wolkowski
          email Witold@volny.com
    • Gość: Giaur Stracilem zycie u celu IP: *.man.poznan.pl 27.08.01, 03:14
      Jest w moim wieku, poznalem ja w liceum i tam rozpoczela sie nasza blizsza
      znajomosc. W czerwcu tego roku minelo 5 lat. Dzien pozniej cos w niej peklo.
      Dlaczego facet nigdy nie widzi ze w zwiazku cos jest zle...Kiedy wydaje Ci sie
      ze wszystko jest dobrze Ona oznajmia Ci ze dluzej nie moze z toba byc. Byla
      rozrywkowa dzieczyna, ja raczej domatorem. Niczego w zyciu tak nie sp!@#$*#&$%#
      jak tego. Kochalem ja nad wszystko...Dzis nie ma nic...Nie umarlem lecz zycia
      we mnie nic nie zostalo, jak napisal Mickiewicz. Z nia wiazalem nadzieje na
      przyszlosc, byla idealem, inteligetna, madra, potrafiaca zachowac sie w kazdej
      sytuacji. Uwielbiala ja moja rodzina, znajomi. Zawsze wiedziala co powiedziec.
      Ambitna, dobrze uczaca sie. Do tego wszystkiego piekna jakby ja diabel
      stworzyl. Dostalem prace, mialem odlozonych troche pieniedzy na koncie,
      myslalem o mieszkaniu, slubie...Kiedys widzialem przyszlosc, teraz widze tylko
      przeszlosc. Jest wszedzie. Na scianie mam jej portret. Na pierwszej stronie
      organizera, ktory dotalem od niej jest napis "Pamietaj o mnie! Ewa". Codziennie
      przejezdzam kolo jej domu wracajac z pracy, z uczelni. Probowalismy ratowac
      nasz zwiazek. Zmienilem stosunek do zycia, teraz ja wyciagalem ja na imprezy,
      spacery... Ale to juz nie bylo to. Nie czula do mnie tego co kiedys. Dzis
      rozstalismy sie na stale. Przy zyciu trzyma mnie jescze tylko nadzieja, ze
      zateskni, ze wroci, ze potrzebowala tylko przerwy po pieciu latach, aby
      przekonac sie ze rzeczywiscie mnie kocha. Nie potrafie o niej zapomniec, nie
      bede potrafil. Na swiecie jest wiele kobiet powiedza niektorzy. Doskonalych
      jest kilka, Ona tylko jedna... Byla najlepszym przyjacielem, jedyna osoba ktora
      wiedzial o wszystkim i z ktora o wszystkim moglem porozmawiac... Nie mam
      nikogo. Tu konczy sie szczesliwy etap mojego zycia. Chcialbym umrzec kiedy
      bylem z nia razem. Umarlbym szczesliwy. Dzis nadzieja nie pozwoli mi umrzec.
      Jestem zamknietym w twarda skorupe ucielesnieniem bolu tesknoty...
      • Gość: _none_ Re: Stracilem zycie u celu IP: *.ffcomp.com.pl 27.08.01, 16:28
        przezyles dokladnie to samo co ja. czytajac twoj post myslalam ze ktos wyjmuje
        moje mysli i cierpienia z glowy... i te 5 lat.
        bylo minelo.
        Paranoicznie moj ex proboje usilnie dowiesc mi ze jestem zupelnie obca osoba
        dla niego (np. na ulicy) ... co zaczyna mnie smieszyc, tym bardziej ze facet ma
        27 lat i raczej BYL dorosly.
        To chyba znak ze sie z tym wszystkim uporalam (a przynajmniej probuje) i
        zaczynam szukac swego celu w zyciu od nowa (tym celem nie sa faceci;)
        pozdr.:)

        • Gość: hocest Posłuchajcie no mnie !!!! IP: *.bbnplanet.com 27.08.01, 16:50
          hej ludkowie!!!!!

          uszy do góry!!!
          życie jest po to żeby z niego czerpać. musicie teraz zmienić tryb zycia.
          nauczyć się myśleć nie za Was dwoje ale za siebie. Będzie trudno ale to Wam sie
          przyda. Wasi poprzedni partnerzy życiowi widocznie nie byli Wam przeznaczeni.
          Jeszcze spotkacie osobę która zawróci Wam w głowach. Niedawne przeżycia i Wasze
          poprzednie życie traktujcie od dziś jako doświadczenie a stylu życia niech Wam
          w głowach nie postanie aby zmieniać. Trzymam za Was kciuki robaczki.
          • Gość: ma jestem tą któa odeszła IP: 157.25.172.* 30.08.01, 10:17
            Jestem tą która odeszła - znaliśmy się kilka lat i mieszkaliśmy daleko od
            siebie (nadal mieszkamy daleko od siebie)- zbliżała się matura , koleżanka
            zaczęła mnie buntować - po co ci taki chłopak z którym piszesz listy i widujesz
            się rzadko (lubiłam listy od niego) jak możesz chodzić na piwo i spotykać się
            często bo codziennie z kolegą mojego chłopaka. Usłuchałam jej. Napisałm list
            do NIEGO - pożegnalny i zaczęłam się spotykać z koleżanką jej chłopakiem i jego
            kolegą - nigdy sama z tym kolegą (choć zaczęto brać nas za parę) nadal
            tęskniłam za NIM za dalekim chłopakiem który przestał nim być, gdyby odezwał
            się do mnie wtedy - przyjechał, chciał porozmawiać naprawdę chyba podświadomie
            czekałam że mnie będzie zdobywał ale nie odezwał się po liście pożegnalnym
            (myślałam cały czas jaki był dla mnie dobry i czuły ile rzeczy nas łączyło ale
            sama nie zrobiłam żadnego kroku) , z tym kolegą od koleżanki nic nie wyszło i
            dobrze bo ja nic nie oczekiwałam od niego a on odemnie - po 5-ciu miesiącach
            rozstania spotkałam się z NIM (moją dawną miłością). Cały czas mnie kochał
            byłam taka szczęśliwa. To dzięki niemu nadal jesteśmy razem następne kilka lat -
            bo ja nie zdobyłabym się na rozmowę z nim po rozstaniu (choć ja wywołałam to
            rozstanie) - to ON teraz trzyma nasz związek (ja może też - trochę) ale to On
            jest tą wspanialszą połówką. Potrafi kochać. I dzięki niemu jesteśmy znowu
            razem. Może Twoja dziewczyna też chciałaby byś zdobył ją (starał się o jej
            względy) po raz kolejny.
            • Gość: gadula Re: jestem tą któa odeszła IP: *.ym1.on.wave.home.com 02.09.01, 16:40
              czy lek przed inicjacja seksualna mozna w takim wypadku uwzglednic?
              dziewczyny, co wy na to?
      • Gość: gadula Re: Stracilem zycie u celu IP: *.ym1.on.wave.home.com 02.09.01, 17:59
        Za postawa waszych partnerów czy partnerek może kryć się wiele przyczyn.
        Jedna z takich przyczyn może być niedojrzałości uczuciowa partnera czy lek
        przed dorosłym życiem a nawet próżność. Iluż to z nas decyduje się na związek
        tylko, bo inni maja partnerkę i nie chcemy być gorsi od inny (presja
        środowiska) angażując się w grę, której konsekwencji za bardzo nie rozumiemy –
        o słodka i młoda nasza naiwność. W momencie, gdy partner dojrzewa do tak
        poważnej decyzji jak małżeństwo, której towarzysza pewne zachowania, rozmowy, z
        których nie trudno jest wywnioskować, o co partnerowi chodzi, niektóre
        partnerki zaczynają sobie zdawać sprawę jak daleko zaszły w tym związku i
        decydują się na rozstanie – lepiej jest uciąć to, co chore a niżeli żyć z
        litości nad psem i być świadkiem jak jej partner, z którym miała ona tyle
        miłych przeżyci zamienia się i istotę czworonożną.
        Choć brzmi to absurdalnie to jednak wolałbym partnerkę, której uczucia
        potrafiłbym odwzajemnić aniżeli żyć z nią z litości i patrzeć jak mój szacunek
        do niej maleje, co w końcowym efekcie by doprowadziło do nienawiści.
        Czy można ja za to winić? Jeżeli już to za brak szczerej wypowiedzi. Lecz czy
        kiedykolwiek któryś z was ośmielił się zapytać o taka szczera odpowiedz? Myślę,
        ze nie. Jestem przekonany, ze to lek przed utrata na zawsze waszej partnerki
        wstrzymuje was przed taka rozmowa, co skalda się na wasze cierpienie.
Inne wątki na temat:
Pełna wersja