marusia_ogoniok
28.09.04, 14:02
...any, cd. "Bździarze chodźcie do mnie wszyscy...."
Ktoś z Mołdawii zarzucał mi tu zrzędzenie, ktoś inny o vielunickach śpiewał
za Rodówą: "...ale to już było..."
Możliwe..., już się tak marudziło..., z tym że ja mam cel, a cel ten jest
jasny..., zabrać Was stąd. Nigdy przez DUPĘ do DUSZY się nie dojdzie,
najwyżej odwrotnie. To forum przesiąknięte jest tandetną erotomanią, tak ze
strony nowych jak i etatowych doradzaczy. Wystarczy pośledzić 10 min wątek
Lutego, kiedy to na zagadnienia wymagające pomyślenia, pogrzebania w pamięci,
necie czy innych książkach doskakują wszystkowiedzące bździągwy aby
powiedzieć: hmmm, Luty jesteś miły.... itp., i pędzą w tej sekundzie aby na
pół strony wywalić tekst: "musisz z nim porozmawiać, idźcie do poradni na
testy" itp. Może wam to nie przeszkadza ale dla mnie pachnie jakąś
profanacją, zupełnie tak jakby witch-witch z wibratorem w piździsku
przystępowała do komunii świętej. Nigdy nie pojmę jaką satysfakcję można
osiągać z takiego czajenia się za monitorem tyle lat i doskakiwania do
każdego wątku o pustej cipie i złamanym kutasie. To mogą robić tylko takie
szprychy rowerowe, stare teściowe z kawałów, wredne, nie dopchnięte rury,
które "wiedzą" i one tu są od nauk, a biedny Luty musi im dupy lizać bo
inaczej w ogóle nie zostałby zauważony. Nie Ty Luty "wiesz", one "wiedzą".
Matko, takie coś mieć pod chujem w realu....., zaraz na wątek: "Jak popełnić
samobója "
Zmierzam do tego, że powinno być miejsce na DUSZĘ i na DUPĘ bo inaczej nudno
by było ale to nie może zachodzić na siebie i rywalizować... Poza tym niech
się każdy w końcu nauczy, że forum to nie czad gdzie się bździ dla samego
bżdżenia po dwa słowa i dalej.... W ten sposób żadna z was, bździągwy
wartościowego penisa dla swojej vaginy nie pozyszcze, choćby i ćwierć wieku
bździła....
...a teraz do rzeczy....
Mylisz się Caorle okrutnie..., albo zwyczajnie idziesz na łatwiznę,
powielając poglądy tchórzliwego i ograniczonego rybaka św. Piotra czy innych
nie mniej ograniczonych KUL - istów.
Po pierwsze jest takie założenie, że kto nie kocha "rozumnie" zwierząt, a
twierdzi że kocha ludzi - ten kłamie. Pieprzyć, że się kocha ludzi jest w
dobrym tonie, daje to wymierne korzyści, można oszukiwać samego siebie
itd.... Faktycznie jednak, jest się zarozumiałym, leniwym dupkiem, któremu
nie o DUSZY ale o DUPIE trzeba rozprawiać. Większość nie dopchniętych, nie
mając najmniejszego pojęcia o zwyczajach zwierzęcych, używa tu górnolotnie, z
wyższością pustych słów: odzwierzęcenie itp., a tak faktycznie to brakuje im
wyłącznie porządnego człona do zatkania dziury i pyska. Nie zadadzą sobie
oni nigdy trudu, żeby dowiedzieć się czegoś w tej materii, najwyżej ogłoszą
na randkach: "lubię konie i wycieczki za miasto", co jakoby ma podnieść ich
wizerunek... i uczynić łatwiej sprzedajną.
Zadaliśmy sobie trud aby co wrażliwszych ludzi powoli z tej durnoty wyciągać,
prowadząc w pewnym miejscu wątek o duszy zwierząt. Każdy, który coś
zaobserwował, wyczytał, usłyszał poszerza go....., a natchnienie do założenia
owego wątku wzięliśmy nie skąd inąd tylko właśnie ze słów tchórzliwego pacana
św. Piotra:
Drugi list św. Piotra
###...
Ostrzeżenia przed fałszywymi prorokami i złym życiem
###...
11. Lecz oni jak NIEROZUMNE ZWIERZĘTA, KTÓRE Z NATURY SĄ PO TO, BY JE ŁAPANO
I ZABIJANO, bluźnią temu, czego nie znają; toteż zginą jak one.
Zaczęliśmy właśnie od próby zdefiniowania duszy i szukania "dowodów", że taką
duszę zwierzęta posiadają. Co nieco różni się to od czczego trucia na f
psychologia... hahahahaha...
Zamieszczę wycinek... abyś wiedziała do czego namawiać ludzi..., niech się
jednak nie przerażają, o dymaniu u nas też może być....
.......... Jeśli słowem "dusza" określa się nie cielesną część istoty,
siedzibę wrażliwości, rozumienia i woli, źródło myśli, gorliwości i uczuć,
podstawę wszelkich modyfikacji afektywnych i umysłowych świadomości, to
zwierzęta posiadają duszę.
Jeśli słowem "dusza" określa się odwagę, wyższe uczucia oraz szlachetne
instynkty jednostki rozpatrywanej pod kątem moralności, to zwierzęta
posiadają duszę.
Jeśli słowem "dusza" określa się niematerialny pierwiastek, tak przecież
subtelny i istotny, oddzielający się od ciała w godzinie śmierci; jeśli pod
tym pojęciem rozumie się duplikat istoty, jaką była za życia, pozwalający jej
na dalsze życie w innym świecie, to zwierzęta posiadają duszę.
Można powiedzieć więcej - zwierzę jest duszą: animal est anima; tym oto
ciekawym sposobem język przyznaje mu to, czego odmawia religia i zwykły,
zdrowy rozsądek. Gdyby oznajmić to ludziom neolitu, Egipcjanom, Grekom,
Persom lub Hindusom, wyważałoby się otwarte drzwi. Dla wszystkich
starożytnych bowiem istnienie duszy było oczywistością. Pitagoras, który miał
rację w tak wielu punktach, nauczał, że dusza zwierząt jest niezniszczalna,
podobnie jak człowieka, gdyż i jedna i druga emanują z Duszy Świata. Podobną
myśl spotyka się u Anaksagoragosa: "Dusze człowieka i zwierzęcia pochodzą od
Duszy Świata, posiadają tę samą co ona naturę, to jest naturę boską."
Mianem Duszy Świata starożytni określali ową siłę zawartą we wszystkich
cząsteczkach wszechświata, która w materii stanowi pierwiastek motoryczny i
materiałotwórczy. Lecz ta siła nadająca wszelkim bytom kształt i ruch była,
wedle Pitagorasa, Platona i Aleksandryjczyków, substancją pośrednią pomiędzy
Kosmosem a najwyższym bogiem, tymczasem zaś dla stoików owa Inteligencja, ów
Pierwiastek Życia był Bogiem samym w sobie. Zwierzę, tak jak człowiek, było
emanacją boską.
Arystoteles, dla którego dusza ludzka miała naturę troistą: wegetatywną /lub
odżywczą/, zmysłową i racjonalną /ta ostatnia była promieniem Boskości/ duszę
zmysłową przyznawał zwierzętom i w tym punkcie filozofowie szli jego śladem.
Taki podział przetrwał aż do Bacona, który odrzucił wegetatywną, by
pozostawić jedynie racjonalną i zmysłową.
Wówczas Kartezjusz, który na długo miał zaciążyć nad mentalnością europejską,
pozbył się duszy zmysłowej, twierdząc, że zwierzęta są automatami i
sprowadził do czystej mechaniki umiejętności, jakie posiadają pospołu z
człowiekiem. W jego systemie pozostała jedynie dusza racjonalna, której
atrybutem była myśl.
Od tej chwili zostały zerwane wszelkie mosty pomiędzy człowiekiem Zachodu a
otaczającą i utrzymującą go przy życiu naturą. Świat zwierzęcy stał się
podejrzany, a każdy pochodzący z niego przejaw inteligencji był natychmiast
traktowany jak coś diabelskiego. Po raz kolejny satanizm zajmował terytorium
opuszczone przez religie chrześcijańską.
Przyjrzawszy się temu z bliska można stwierdzić, że dusza zwierząt stała się
problematyczna wraz z nastaniem tej właśnie religii, która podobnie jak
Kartezjusz, zawsze obawiała się skompromitowania losu człowieka poprzez
przyznanie zwierzętom choćby najmniejszej, duchowej analogii z nami.
Strząsając z siebie podwójne jarzmo Kościoła i Kartezjusza, Pierre Massuet
nie zawahał się napisać w "Elementach nowoczesnej filozofii" /1752r/: "Mówiąc
o duszy ludzkiej powiedzieliśmy, że jest to substancja niematerialna,
posiadająca zdolność myślenia. Otóż zwierzęta z całą pewnością posiadają tę
zdolność. A więc mają duszę. Czy dusza zwierząt jest nieśmiertelna? Tak i to
z samej swej natury, jest bowiem duchowa."
Opierając się na faktach zarejestrowanych podczas naukowej obserwacji
agnostyk Jean Rostand doszedł do tego samego wniosku. Dodał: Jeśli odmawia
się duszy zwierzętom, dlaczego ludzie mieliby ja posiadać?
Lecz argument tego, który był jednocześnie uczonym i filozofem, można
odwrócić jak dwustronny płaszcz; skoro przyznaje się dusze ludziom, dlaczego
miałyby być jej pozbawione zwierzęta?
Paradoksalnie chrześcijanie negujący istnienie duszy zwierząt stają w rzędzie
zwolenników tezy materialistycznej. Jeśli istnienie tej duszy stanowi dla
nich problem, cóż stanie się, gdy będ