Cos o emigracji...

IP: *.cable.ubr06.croy.blueyonder.co.uk 29.09.04, 22:42
Szczyty i doliny...Albo, wszystko to co nie chciales w zyciu robic, ale nie
bylo wyjscia. A moze jednak? Robisz to do czego zostales stworzony? Ale nie
za tyle co myslales? No to co to jest? Tesknota za krajem? Za rodzicami, mama?

Co to do jasnej cholery jest, ze emigranci po jakims czasie dostaja
obledu...nawet jesli im sie dobrze powodzi.

Znacie odpowiedz? Bo ja znam...
    • ten_sam Re: Cos o emigracji... 29.09.04, 22:51
      odpowiedz jest prosta rybie...
      mozna zyc na emigracji w dobrobycie i zajebiscie tesknic
      a mozna zyc na min socjalnym i byc happy
      to wszystko zalezy chyba od tego, na ile jest sie zaklimatyzowanym

      masz inna teorie?


      ten_sam
      • caorle Re: Cos o emigracji... 29.09.04, 22:56
        jak się żyje w jako takim dobrobycie to w piątek wsiadasz w samolot i w
        poniedziałek rano znów w samolot
        i tak co tydzień

        :-)
        • ten_sam Re: Cos o emigracji... 29.09.04, 22:59
          ale po co?
      • Gość: ryb Re: Cos o emigracji... IP: *.cable.ubr06.croy.blueyonder.co.uk 29.09.04, 22:58
        Jestes blisko, ale...odpowiem, jutro. Chce jeszcze poczytac innych, jak
        napisza...
    • Gość: Imagine Re: Cos o emigracji... IP: *.unl.edu 29.09.04, 22:58
      no dobra ryb, naginaj ta odpowiedz teraz, zanim sie upijesz ...
      • Gość: ryb Re: Cos o emigracji... IP: *.cable.ubr06.croy.blueyonder.co.uk 29.09.04, 23:00
        Za wczesnie, dajmy szanse innym. To jest ciekawe co inni powiedza. A Ty? Co
        powiesz?
        • Gość: Imagine Re: Cos o emigracji... IP: *.unl.edu 29.09.04, 23:09
          dobre pytanie. tesknie za Polska, ktora pamietam sprzed 20 lat. dzisiaj jest
          juz inna, juz nie moja, choc zasmiecona "moimi" mcdonaldami. i do takiej Polski
          nie chce mi sie wracac. zreszta, nie wyobrazam sobie pracy dla polskiego szefa.
          ja bym juz nie umial pracowac z rodakami. dziki zachod wole ogladac w TV, albo
          na zywo, tu w USA. wrocilbym ale tylko pod warunkiem, ze "dulary" dostawalbym
          na reke w Polsce. z drugiej strony czesciej teraz jakby mysle o powrocie.
          nie wiem sam. napewno nie kupilem calego gowna amerykanskiego.
          teraz ty ryb.
          Imagine.
          • Gość: ryb Re: Cos o emigracji... IP: *.cable.ubr06.croy.blueyonder.co.uk 29.09.04, 23:36
            Nie spodziewalem sie az tak "doszczetnej" odpowiedzi. Super:)))

            Widzisz, ze mna jest troszke inaczej, jako ze wyjechalem z Polski majac "nascie
            lat" (blizej 20, ale nie za blisko). Lata minely i czuje sie sie jakbym tutaj
            (w UK)cale zycie byl...ale, no wlasnie, pozostaje to ale. Nie teskie za Polska,
            raczej tesknie za rodzinnym domem, ktorego juz nie ma. Umarl z moimi rodzicami.
            Przenioslem ten dom tutaj, do siebie, w swoich myslach. Przyjalem do pewnego
            stopnia warunki jakie tu pamuja i jest mi z tym dobrze. Mozna powiedziec ze do
            pewnego stopnia zangliczalem...i to jest prawda, bo np. ze swoja corka mowie po
            angielsku (w duzej, duzej wiekszosci, bo latwiej). Watpie ze kiedykolwiek wroce
            do Polski, za wielka barriera do pokonania. I tu nie chodzi o kase...
            • Gość: Imagine Re: Cos o emigracji... IP: *.unl.edu 29.09.04, 23:48
              tobie moze latwiej. ja troche dalej siedze, na prerii. tu chyba inaczej boli.
              nie ma pociagu czy promu do Polski. moje serce jest w Polsce, ale nie mam juz
              do czego wracac. nie jestem Miloszem, kluczy od miasta nie dostane, na skalce
              tez mnie nie zloza ...
              za co zyc ?
            • m.malone I właśnie dlatego Ryb... 29.09.04, 23:49
              wcale tak nie "zangliczałeś" ani się nie z-UK-owałeś, bo: (cyt.) "Przeniosleś
              ten dom tutaj, do siebie, w swoich myslach." (koniec cyt.)

              Masz go też w sercy, Ryb

              Pozdrawiam Cię, Imagina rzecz jasna też
              MM
    • vielonick Re: Cos o emigracji... 30.09.04, 02:11
      Gość portalu: ryb napisał(a):


      > Co to do jasnej cholery jest, ze emigranci po jakims czasie dostaja
      > obledu...nawet jesli im sie dobrze powodzi.
      >
      > Znacie odpowiedz? Bo ja znam...

      nie wiem
      mysle, ze to jest zalezne bardziej od charakteru niz miejsca zamieszkania

      dzieki internetowi poznaje duzo ludzi
      rowniez emigrantow
      i pomimo, ze maja cechy wspolne
      sa zupelnie inni
      inaczej reaguja
      inaczej traktuja Polske
      czym innym dla nich byla i jest obecnie

      da sie odczuc pewna nostalgie
      za 'dawnymi czasami' i Polska, patriotyzm takze
      ale poza tym trudno by mi bylo wyciagnac wspolny mianownik
      a tym bardziej wyrokowac o obledzie...
      • renkaforever Re: Cos o emigracji... 30.09.04, 03:57
        Przybywajac na EMIGRACJE godzimy sie na postawienie sobie EXTRA barier do
        pokonania, barier komunikacyjnych.Wiadomo, ze z komunikacja nie jest latwo
        nawet wsrod najblizszych, ktorzy posluguja sie jednym jezykiem.Dodajmy do tych
        trudnosci inne geny, inne zwyczaje i inne religie. Taki np Rosjanin kontra
        Afroamerykanin, albo Kanadyjczyk irlandzkiego pochodzenia kontra Kanadyjczyk
        angielskiego pochodzenia, albo taki Jugoslawianin z twardej ery Tito(30 letni
        weteran emigracyjny) i Chorwat, ktory przyjechal na emigracje 5 lat temu.To sa
        male przyklady kombinacji wybuchowych z powodu roznic kulturowych i jezykowych.
        Czlowiek szuka podobnych sobie i nie znajduje, albo wydaje mu sie , ze
        znalazl,a tu dupa, zawsze sie znajdzie ktos, kto mu przypomni, ze on tu
        PRZYJECHAL, w zwiazku z tym lepiej bedzie jak sie podporzadkuje tym, co tu
        dluzej siedza i lepiej wiedza :) Jak nie chce, bo np ma inne opinie, to go
        zniszcza. Jedynym oparciem wowczas jest silna rodzina.Oczywiscie zawsze
        tym,ktorzy wierza w Boga jest latwiej niz tym, ktorzy nie wierza i nie maja
        rodziny. Tym samotnym szczerze nalezy wspolczuc i zawsze wyciagnac reke do
        pomocy. Sa oni zagrozeni narkomania, alkoholizmem i wszelkimi depresjami.
    • Gość: adri Re: Cos o emigracji... IP: *.adsl-surfen.hetnet.nl 30.09.04, 08:51
      Zalezy kogo i co zostawiasz.
      Szczyty i doliny beda zawsze, tak mysle.
      Tesknota za tym co pozostawione,staje sie coraz bardziej do zniesienia.Ale
      nigdy nie znika.
      Zaczynasz stawiac na szali to co tam a to co tu. Ta kalkulacja za i przeciw,
      juz nie raz pozwolila mi uniknac obledu. I tak to sie kreci, gora, dol, gora ,
      dol...a dni mijaja.
    • mathias_sammer Re: Cos o emigracji... 30.09.04, 10:23
      Gość portalu: ryb napisał(a):

      > Szczyty i doliny...Albo, wszystko to co nie chciales w zyciu robic, ale nie
      > bylo wyjscia. A moze jednak? Robisz to do czego zostales stworzony? Ale nie
      > za tyle co myslales? No to co to jest? Tesknota za krajem? Za rodzicami, mama?
      >
      > Co to do jasnej cholery jest, ze emigranci po jakims czasie dostaja
      > obledu...nawet jesli im sie dobrze powodzi.
      >
      > Znacie odpowiedz? Bo ja znam...

      Coraz rzadziej tesknie. Jestem czesto w Polsce, regularnie widuje rodzine ,
      przyjaciol jak przed laty, gdy mieszkalem w PRL.

      Nic nie zmienilo sie od tamtego czasu tylko po polsku mowie rzadziej.

      Lubilem zalewajke i kopytka mojej mamy.

      M.S.
      • malvvina Re: Cos o emigracji... 30.09.04, 12:46
        nie dostalam obledu. obledni ktorych znam zawsze byli obledni i zadna imigracja
        nic im nie zmienila. Imigruje pewien typ ludzi. Obledni z urodzenia ?
Pełna wersja