rozmowa o raku...

11.10.04, 15:02

ktoś z Waszych bliskich padł ofiarą tej śmiertelnej loterii...
rozmawiać z nim o tym?
nie rozmawiać?
nie rozmawiając możemy zranić sprawiając, że nie odczuje naszego wsparcia
rozmawiając możemy go z wolna zacząć dobijać

jak rozmawiać z kimś komu czas juz został wyznaczony?
czy to musi byc temat tabu?
czy udawac, że nic się nie stało?
    • ph5.5 Re: rozmowa o raku... 11.10.04, 15:09
      koozka napisała:

      >
      > ktoś z Waszych bliskich padł ofiarą tej śmiertelnej loterii...
      > rozmawiać z nim o tym?
      > nie rozmawiać?
      > nie rozmawiając możemy zranić sprawiając, że nie odczuje naszego wsparcia
      > rozmawiając możemy go z wolna zacząć dobijać
      >
      > jak rozmawiać z kimś komu czas juz został wyznaczony?
      > czy to musi byc temat tabu?
      > czy udawac, że nic się nie stało?

      Czesc koozko,
      kilka bliskich osob, kilku znajomych. Niektorych juz nie ma z nami..
      Nie wiem, naprawde nie wiem. Postawilas bardzo trudne pytania.
      Byc moze postrzegam mylnie, ale wydaje mi sie, ze do chorego nalezy decyzja o
      rozmowie.
      Naprawde nie wiem.
      pH 5,5
    • Gość: baba zona Re: rozmowa o raku... IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 11.10.04, 15:09
      Wiesz, to zawsze jest loteria - rozmawiac, nie rozmawiac... Wiele zalezy od
      tego, jaki jest ten ktos, kto zmaga sie z choroba. Z moich doswiadczen wynika,
      ze trzeba rozmawiac, tyle ze sposob zalezy od wielu czynnikow: stadium choroby,
      rokowan, charakteru tej osoby... mnostwo tego jest.
      W kazdym razie udawanie jest zawsze naduzyciem i kazdy chory to wyczuje.
      A rozmowa nie musi dobijac.
      Pozostaly czas mozna wykorzystac na ... no wlasnie - na zycie...
      Koszmarnie trudny temat. Powodzenia i pozdrawiam :)
      • koozka sprawa dotyczy 11.10.04, 15:14

        mamy mojej znajomej

        a ja nie wiem co jej poradzić, bo sama miałam taką sytuację kilka lat temu
        tamta osoba z tego wyszła, ale ja do dzis mam wyrzuty sumienia, że nigdy z nią
        nie porozmawiałam na ten temat
        chyba to ja bardziej się obawiałam rozmawiać niż ona:-/
        • ph5.5 Re: sprawa dotyczy 11.10.04, 15:17
          koozka napisała:

          >
          > mamy mojej znajomej
          >
          > a ja nie wiem co jej poradzić, bo sama miałam taką sytuację kilka lat temu
          > tamta osoba z tego wyszła, ale ja do dzis mam wyrzuty sumienia, że nigdy z
          nią
          > nie porozmawiałam na ten temat
          > chyba to ja bardziej się obawiałam rozmawiać niż ona:-/

          Koozko, nie bardzo wiem co poradzic, napisalam juz wczesniej :-(
          Moze warto o tym porozmawiac? Moze osobie chorej bedzie lzej..?
          Trzymaj sie dzielnie koozko- Ty i Twoja znajoma. Na pewno wszystko ulozy sie
          dobrze, wiele osob wychodzi z choroby obronna reka. Trzeba wierzyc w wyleczenie.

          pH 5,5
      • ph5.5 Re: rozmowa o raku... 11.10.04, 15:14
        Masz wiele racji babo zono.
        Cholernie trudny temat i cholernie delikatny.

        A zdanie "Pozostaly czas mozna wykorzystac na ... no wlasnie - na zycie..."
        mozna wpisac jako motto.

        Pozdrawiam,
        pH 5,5
        • koozka zająć się życiem... 11.10.04, 15:19
          najgorsze, jeśli wszystko dookoła skupia się na chorobie
          chemioterapie, badania, wizyty, szpitale, leki...

          to trudno wyważyć,
          wzbudzanie w kimś afirmacji życia jednocześnie nie omijając i nie lekceważąc
          choroby
          • ph5.5 Re: zająć się życiem... 11.10.04, 15:24
            koozka napisała:

            > najgorsze, jeśli wszystko dookoła skupia się na chorobie
            > chemioterapie, badania, wizyty, szpitale, leki...
            >
            > to trudno wyważyć,
            > wzbudzanie w kimś afirmacji życia jednocześnie nie omijając i nie lekceważąc
            > choroby


            Koozko, doskonale wiesz jak pomoc swojej znajomej. Badz delikatna. O raku
            czesto myslimy jak o wyroku, a wcale tak nie musi byc. Uwierz mi, wiem co mowie.

            Jeszcze raz sciskam wirtualnie i zycze znalezienia najlepszego sposobu.

            Do zobaczenia jeszcze!

            pH 5,5
            • koozka wiem, dzięki 11.10.04, 15:25

              i pozdrawiam
              • Gość: malgo Re: wiem, dzięki IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 11.10.04, 15:41
                Rozmawiac z wyczuciem.Nie kazdy chory chce wiedziec wszystko, do
                ostatniego szczegolu.Jednak mysle,ze większosc potrzebuje "wygadac"
                swoje wątpliwosci,strach,podsumowac zycie.Taką mozliwosc daje tylko
                szczera(nie mylic z brutalną)rozmowa a nie nieszczere pocieszanie.
                Rozmawiając o umierani nie trzeba przeciez odbierac nadziei.

                Niedawno byl tu wątek bliski tego"Trudne zycie z chorym"-jakos tak...
          • Gość: baba zona Re: zająć się życiem... IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 11.10.04, 15:30
            > to trudno wyważyć,
            > wzbudzanie w kimś afirmacji życia jednocześnie nie omijając i nie lekceważąc
            > choroby

            Tutaj nie chodzi o afirmacje zycia - dla skazanego to nic nie znaczy, a moze
            wlasnie dobic - tutaj raczej chodzi o takie wypelnienie zycia, ktore pozwoli
            wyzwolic sie z tego uzaleznienia od mysli o chorobie. Zeby zycie bylo
            przeciwwaga dla choroby, zeby pozwolilo sie oswoic z nieuniknionym (jesli wyrok
            juz zapadl), lub pomogl w walce, uzbroil przed strachem.
            Okropnie trudno jest pisac, kiedy nie wiadomo o kogo chodzi. Nie traktuj tego
            jak recepte - nie ma takich.
            Przypuszczam, ze Twoja znajoma bedzie rowniez potrzebowac wsparcia. Ta choroba
            jest zwykle trauma dla calego otoczenia chorego.
            Pozdrawiam :)
    • procesor Re: rozmowa o raku... 11.10.04, 19:57
      Gotowej recepty nie ma i być nie może - bo to od chorego najwięcej zalezy.

      Loteria.. Nie ma co demonizowac, straszyć i przybierać pogrzebowych min. Póki
      życia póty nadziei.
      Trzeba delikatnie sondowac czy ta osoba ma ochote na zgłębainie stanu swego
      zdrowia czy woli stwarzac pozory normalności i woli rozmwiac o modzie, kulturze
      czy plotkowac o znajomych.

      Nie ma co udawac że się nic nie stało, choć i tacy chorzy sie strafiają.
      Ja z moja siostrą właśnie się widziałam niedawno. A nie widziałam jej od
      operacji (w ogóle nieczęsto sie spotykamy). I nie miałam dylematów tylko
      spytałam - jak sie czujesz? Czy już po chemii? Jak sobie radzisz?
      Nie chodzi o wścibstwo - chodzi o życzliwe zainteresowanie, spytanie czy w
      czymś pomoc potrzebna, uścisk dłoni.

      NIgdy nie wiadomo do końca czy to już wyrok. Lekarze nie bogowie i nie sa
      nieomylni. Nawet im czasem sie nie uda dobić pacjenta..
    • Gość: gf Re: rozmowa o raku... IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 11.10.04, 20:00
      Piłka jest po jego stronie. Ty tylko bądź.

      pozdrawiam
      • Gość: to to Re: rozmowa o raku... IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 28.10.04, 21:36
        Ale trzeba bronić bramki a ta bramką zycie jest
    • Gość: Madzia Moja mama IP: *.internetdsl.tpnet.pl 28.10.04, 22:02
      ale ona miala wyjatkowe podejscie do sparawy :) kiedy sie dowiedzial palkala
      ale potem powiedizal mi ze trzeba wiedziec kiedy zejsc i ze pora i okolicznosci
      sa odpowiednie :) czesto rozmawialysmy o tym co bedzie jak to juz sie stanie...
      co mam robic :) czego absolutnie nie robic :) co w zyciu wazne a czy sie nie
      przejmowac
      trwalo to 1,5 roku i jak to bywa raz bylo lepeij raz gorzej ale ze jest
      umierajaca nie bylo widac ani po niej ani po mnie...
      to tak jakbysmy jednak na swoj sposb... mimo wszytsko przejely kontrole nad tym
      co niekontrolowalne...
      to chyab zalezy od czlowieka jedni wola o tym mowic inni nie, jedym ta rozowa
      pomoze innym nie, jednych swiadomosc konca mobilizuje innych pograza jezeli to
      ktos bliski to bedziesz wiedizala co jest najlepsze
      i tzreba sie wykazac charakterem... gdybym mogla dodac Ci jakos odwagi...
      mysle ze sa tez specjalisci ktorzy zajmuja sie terapia rodzin chorych
      onkologicznie, gdybys nie maial juz sily zasze mozesz poprosic o pomoc
      psychologa
      trzymaj sie
    • Gość: ryb Re: rozmowa o raku... IP: *.cable.ubr06.croy.blueyonder.co.uk 28.10.04, 22:12
      Wszystko zalezy od kondycji psychicznej chorego. To jest trudne do wyczucia,
      poniewaz czasami chory, tak jak moj ojciec, wmawial mi ze to nie rak...no i
      wyszedl z tego po 9 miesiacach w szpitalu. Umarl 11 lat pozniej na atak serca.

      Ale to wszystko zalezy w jakim stopniu strach zapanowal nad chorym...Osobiscie
      jestem zdania zeby o tym mowic i dodac sily do walki...
      • m.malone Re: rozmowa o raku... 29.10.04, 00:45
        > Ale to wszystko zalezy w jakim stopniu strach zapanowal nad chorym...

        Lub jak w przypadku Twojego Ojca, On zapanował nad strachem (i opanował go)

        >Osobiscie jestem zdania zeby o tym mowic i dodac sily do walki...

        Tak, tylko chory musi chcieć walczyć. Niektórych ten strach paraliżuje i
        powoduje rozbicie.
        Masz rację. To zależy od psychicznej kondycji.
        Zawsze jest to bardzo ciężkie i wymaga bacznej uwagi i wyczucia stanu chorego...
    • mskaiq Re: rozmowa o raku... 29.10.04, 04:20
      Mysle ze ta afirmacja zycia jest najwazniejsza. Ona moze zmienic ta cala
      chorobe. Zwykle koncentrujemy sie na leczeniu ciala, reszta, cala nasza
      psychologia to strach i wiecej lub mniej wiary.
      Nigdy nie uda sie pokonac raka kiedy nasza psychika pozostaje chora, to ona
      zwykle prowadzi do wyzdrowienia.
    • kvinna rozmawiać (o raku też...) 29.10.04, 11:42
      Boisz się chyba bardziej niż sam chory, prawda?

      (kancerofobia, tak głupio mi się skojarzyło...)

      Trąbi się, że nawet 3/4 z nas dotknie wcześniej ta choroba. Może warto oswajać
      się zawczasu? To znaczy: zdrowiej żyć, ale i chyba oswajać się z
      tematem "śmierć", "choroba terminalna" itd...

Inne wątki na temat:
Pełna wersja