czy mama ma prawo do wszystkiego?

IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 11.10.04, 22:41
Dowiedzialams ie wcozraj, co mnie totalnie rozwalilo....nie wiem co o tym
wszystkim myslec. Bylam kiedys z chlopakiem, ktory bardzo, bardzo nie podobal
sie moim rodzicom (dlatego, ze gdybym z nim byla, pewnei wyjechalabym z
Polski). Moi rodzice mi tlumaczyli, zabraniali, roznych sposobow sie imali
ale trwalam przy uczuciu.
Jednak...pojawily sie dziwne telefony (jakoby jego dziewczyna z Austrii),
jakies inne duperelki,..Doszlam do wniosku, ze rodzice mieli racje, ze to nie
facet dla mnie, ze mnie oszukiwal..zerwalam z nim nie sluchalam zadnych
wyjasnien i skruszona poszlam do mamy przyznajac jej racje.
teraz po roku wyszlo na jaw ze to wszystko bylo dzialaniem mojej mamy, ktora
nie chciala, by jej corka wyjechala tak daleko.
Boze moj, to chore. Czy matczyna milsoc pozwala na takei kroki? Moja mam i
tak uwaza, ze postapila slusznie....jejku,nie umiem sie w tym odnalezc
    • caorle Re: czy mama ma prawo do wszystkiego? 11.10.04, 22:46
      No to teraz odezwij się do niego.
      Czy juz nie masz ochoty, bo się odkochałaś?
      • Gość: beata Re: czy mama ma prawo do wszystkiego? IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 11.10.04, 22:52
        to nie to...czy sie odkochalam czy nie...wiem, ze on juz kogos ma....nie chce
        teraz wystartowac z czyms, zaburzac jego spokoju....ale chyba powinnam go
        przynajmniej przeprosic za to jak go potraktowalam rok temu...nie wiem sama...
        ale bardziej boli mnie zachowanie mamy...ze tak mnie oszukala...
    • odett Re: czy mama ma prawo do wszystkiego? 11.10.04, 22:56
      rodzice roznie postepuja w imie milosci do dziecka. a przynajmniej zakrywja sie
      to miloscia. ile mialas wtedy lat? ale niezaleznie od wieku, rodzice nie
      powinni posuwac sie do tak drastycznych krokow. ale tez jest troche w tym i
      Twojej winy - dlaczego nie dalas dojsc do slowa swojemu chlopakowi? zachowlas
      sie nieco niedojrzale.
      nie chce Cie jednak potepiac. ale Twoja mam nie postapila slsznie, zagrala nie
      fair, poprostu podle.
      • Gość: beata Re: czy mama ma prawo do wszystkiego? IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 11.10.04, 23:01
        mialam wtedy 24 lata.
        Jak teraz to oceniam na chlodno, to oczywiscie mysle, ze powinnam z nim
        porozmawiac itd, dac wyjasnic. Ale te rzeczy ktore sie dzialy (telefony itp.)
        wzielam za pewniaka....jak przy tym wierzyc facetowi, ktory wszystkeimu
        zaprzecza i nie wie skad to sie bierze. Do tego ciagle slyszlaam o nim, ze to
        niezle ladaco (od mamy)...wiec w niego zwatpilam dosc
        szybko..przyznaje...emocje wziely gore. A przez glowe mi nie przeszlo, ze to
        moja mama ma takie pomysly.
    • seksuolog A twoja czesc winy to... 12.10.04, 09:05

      ...niestety brak samodzielnosci. Wyglada na to ze mieszkasz z mama co
      oczywiscie pozwala jej traktowac cie jak dziecko.

      Rzecz jasna trudne warunki nieraz zmuszaja bardzo juz dorosle osoby
      do mieszkania z rozdzicami. Ale wtedy trzeba pamietac ze konflikty sa
      cena za taki uklad. Nie mozna wina obciazac tylko rodzicow jesli sie
      nie ma absolutnego zdecydowania by sie usamodzielnic i zyje sie w nieco
      "wygodniejszym" ukladzie.
      • Gość: beata Re: A twoja czesc winy to... IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 12.10.04, 09:25
        seksuolog napisała:

        > Rzecz jasna trudne warunki nieraz zmuszaja bardzo juz dorosle osoby
        > do mieszkania z rozdzicami. Ale wtedy trzeba pamietac ze konflikty sa
        > cena za taki uklad. Nie mozna wina obciazac tylko rodzicow jesli sie
        > nie ma absolutnego zdecydowania by sie usamodzielnic i zyje sie w nieco
        > "wygodniejszym" ukladzie.

        namieszanie z poplątaniem....skoro rozumiesz, ze jest ciezko i dlatego dorosle
        osoby mieszkaja z rodzicami to dlaczego zdanie pozniej piszesz, ze to brak
        zdecydowania by sie usamodzielnic...brak zdecydowania by pojsc na ulice??

        ja akurat z rodzicami nie mieszkam, wiec Twoja diagnoza przeszła bokiem...ale
        mieszkam na tyle blisko, by miec czesty kontakt z rodzicami
        • wykrywacz.klamcow Re: A twoja czesc winy to... 12.10.04, 13:26
          > ja akurat z rodzicami nie mieszkam, wiec Twoja diagnoza przeszła bokiem...ale
          > mieszkam na tyle blisko, by miec czesty kontakt z rodzicami

          Ktory podtrzymujesz mimo ze usiluja Ci dyktowac jak masz postepowac. Na jedno wychodzi.
          Nie podzegam do obrazania sie na rodzicow i zrywania z nimi kontaktu.
          Ale skoro sie usamodzielniasz to pora bys zaczela wytyczac pewne granice, ktore Twoja mama
          ewidentnie przekracza.
          Zachowala sie jak zazdrosna gowniara, po prostu. A Ty na to pozwalasz.
          • Gość: beata Re: A twoja czesc winy to... IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 12.10.04, 14:43
            nie bede sie tu spierac, ile w tym mojej winy...bo na pewno jakas jest...
            ale nei uwazam ze przekroczenie jakiegos wieku nakazuje zerwanie kontaktu z
            rodzicami...rodzina....
            rodzina zawsze byla dla mnie wazna...jakos tak mam, ze ludzi starszym, a w
            szczegolnosci rodzicow,darze szacunkiem....nie sadzilam ze to dziecinne.
            A wtedy gdy te rzeczy sie dzialy nawet mi przez mysl nie przeszlo ze to
            imrpowizacja mojej mamy...slepe zauafanie i wiara i tu jest moja wina tak?
            Niestety takim zaufaniem nie obdarzono mnie..nic a nic.
            Pozwolilam na to? Tak, bo ufalam, wierzylam....od roznych ludzi moglam sie
            spodziewac takich zagrywek nie fair, graniu na moich uczuciach,
            cierpieniu...ale od rodzicow???. Moze ejstem zbyt naiwna...pewnie tak.
            Mama mowi, ze usprawiedliwia ja to, ze dzialala z milosci...nie wiem co teraz.
            Nie chce sie obrazac na wieki, ona nie zaluje....ale sama siebie zadrecze taka
            sytuacja....
            • seksuolog Re: A twoja czesc winy to... 12.10.04, 15:14
              Gość portalu: beata napisał(a):

              > Mama mowi, ze usprawiedliwia ja to, ze dzialala z milosci...nie wiem co
              >teraz. Nie chce sie obrazac na wieki, ona nie zaluje....ale sama siebie
              >zadrecze taka sytuacja....

              Jezeli nie mieszkasz z rodzicami to znaczy ze wlasnej i nieprzymuszonej
              woli wykazujesz brak samodzielnosci. Zaplacilas juz za to wysoka cene,
              nie ma sensu rozpatrywanie tego co sie stalo. Pytanie jakie wnioski
              wyciagniesz z tego na przyszlosc?
            • Gość: kilka słów prawdy Re: A twoja czesc winy to... IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 14.10.04, 23:09
              To nie żadna miłość, tylko czysty egoizm, po prostu Twoja obecność dostarcza
              Twojej matce swoistej "rozrywki" i przyjemności, Ty sie nie liczysz w ogóle,
              jesteś jedynie instrumentem do zaspokajania jej potrzeb - w imię tego zrobi
              wszystko zeby zatrzymać Cie przy sobie
    • mathias_sammer Re: czy mama ma prawo do wszystkiego? 12.10.04, 13:38
      Beata, sa granice pewnych zachowan i ingerencji w cywilizowanym swiecie oraz w
      rodzinie. Jesli osoby zainteresowane nie rozumieja tego albo nalezy im "na
      sile" pokazywac, ze cos jest nie tak to oznacza, ze uklad rodzinny jest
      szalenie niezdrowy a w przypadku swiata, ze stanal na glowie.

      To tak jak z przestepstwami, iles wykryto, ilus sprawcow ukarano. Codziennie
      ktos kogos okrada, ktos ginie. Wielu sprawcow nie odnaleziono. Czy powinnismy
      przejsc nad tym stanem do porzadku dziennego?
      Indywidualna sprawa, kwestia sumienia czy czegos tam, jeszcze.
      M.S.
    • odett Re: czy mama ma prawo do wszystkiego? 12.10.04, 14:42
      wiedzac, ze mama nie lubi Twojego chlopaka, jak mogla jej wierzyc, kiedy
      mowila, ze to ladaco? dlaczego pozwolilas komus ingerowac w swoj zwiazek? 24
      lata to wcale nie tak malo. powinnas brac pod uwage zdanie mamy czy
      innych 'doroslych', ale rozum miec swoj, postepowac wg wlasnego zdania,
      podejmowac wlasne decyzje. a w tym przypadku niestety tak nie bylo. nastepnym
      razem, w jakiejkolwiek sprawie dzialas podwplywem wlasnego zdania, a nie
      narzuconego przez innych.
      • Gość: beata Re: czy mama ma prawo do wszystkiego? IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 12.10.04, 14:57
        odett napisała:

        > wiedzac, ze mama nie lubi Twojego chlopaka, jak mogla jej wierzyc, kiedy
        > mowila, ze to ladaco? dlaczego pozwolilas komus ingerowac w swoj zwiazek? 24
        > lata to wcale nie tak malo. powinnas brac pod uwage zdanie mamy czy
        > innych 'doroslych', ale rozum miec swoj, postepowac wg wlasnego zdania,
        > podejmowac wlasne decyzje. a w tym przypadku niestety tak nie bylo. nastepnym
        > razem, w jakiejkolwiek sprawie dzialas podwplywem wlasnego zdania, a nie
        > narzuconego przez innych.

        no widzisz Odett, kiedy padaly jakies uwagi pod jego adresem, wysluchalam ich,
        ale natychmiasdt odpieralam..byly ostrzejsze zdania, ale uwazalam, ze swoj
        rozum mam i wiem z kim sie zadaje...nie ulegalam namowom rodzicow, zebym dala
        sobie spokoj...stwierdzialm, ze gdy lepiej go poznaja i przekonaja sie.
        Zwiazek to moja sprawa. Zawsze ufalam mamie, jej opinie byly dla mnie
        cenne...gdy wytykalam mi jego jakies wady..moze czasem rzeczywiscie sie mocniej
        mu przyjrzalam (nawet tylko podswiadomie) ale wnisoki zawsze byly na TAK.
        Ja z nim nie bylam dlugo, 7 miesiecy...to co sie zaczelo dziac, czyli wszystko
        ze on ma gdzies narzeczona...mna zachwialo na calego..oczywiscie ze sie
        zarzekal, ze to nieprawda....ale ktory facet by sie przyznal odrazu nawet gdyby
        to byla prawda....no nieistotne..duzo tego.

        Nie wiem naprawde co teraz, zawiodlam sie na kims, od kogo sie tego wcale nie
        spodziewalam...boli to okropnie....
        • seksuolog Boli okropnie ale... 12.10.04, 15:20
          Gość portalu: beata napisał(a):

          > Nie wiem naprawde co teraz, zawiodlam sie na kims, od kogo sie tego wcale nie
          > spodziewalam...boli to okropnie....

          Czesc tego bolu powinnas wziac na siebie, nie jestes tu calkiem bez winy. Po
          prostu pozwolilas mamie na zbyt duzy wplyw na siebie i na zbyt duza ingerencje
          w twoje prywatne sprawy. Czyli zbyt mala samodzielnosc spowodowala katastrofe.
          • Gość: beata Re: Boli okropnie ale... IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 12.10.04, 15:28
            tak, zdaje sobie sprawe, ze duzo tu mojej winy...za bardzo sie liczylam ze
            zdaniem rodzicow...zbyt czesto im ulegalam w przeszlsoci dla swietego
            spokoju..teraz za to place..
            ale prawda jest taka, ze nie umiem zyc tak bez rodzicow...czegos takiego nie
            zrobie. Wiem, ze to tez chore, ale nie umialabym tak zyc, a moja mama by umiala
            juz wzbudzic we mnie wyrzuty sumienia...to by mnie wyczerpalo psychicznie.
            Liczylam na jakas skruche, przeprosiny...mija drugi dzien...milczenie...
            Rzeczywiscie moze zachowuej sie jak dziecko, ale ja juz mamy, rodzicow nie
            zmienie, racjonalne argumenty nic nie daja....na kogos innego bym sie obraizla,
            nie zawracala sobie glowy, ale z rodzicami tak zrobic nie moge, nie chce....
            • kardiolog Re: Boli okropnie ale... 12.10.04, 15:32
              Gość portalu: beata napisał(a):

              > tak, zdaje sobie sprawe, ze duzo tu mojej winy...za bardzo sie liczylam ze
              > zdaniem rodzicow...zbyt czesto im ulegalam w przeszlsoci dla swietego
              > spokoju..teraz za to place..
              > ale prawda jest taka, ze nie umiem zyc tak bez rodzicow...czegos takiego nie
              > zrobie. Wiem, ze to tez chore, ale nie umialabym tak zyc, a moja mama by
              umiala
              >
              > juz wzbudzic we mnie wyrzuty sumienia...to by mnie wyczerpalo psychicznie.
              > Liczylam na jakas skruche, przeprosiny...mija drugi dzien...milczenie...
              > Rzeczywiscie moze zachowuej sie jak dziecko, ale ja juz mamy, rodzicow nie
              > zmienie, racjonalne argumenty nic nie daja....na kogos innego bym sie
              obraizla,
              >
              > nie zawracala sobie glowy, ale z rodzicami tak zrobic nie moge, nie chce....

              Mysle Beato, ze przesadzasz i to mocno z pisaniem o uleglosci oraz roli
              rodzicow w Twoim zyciu. Jezeli w istocie tak jest- moge sie mylic co do Ciebie
              Beato- to proponuje zrobic wiwisekcje mozgu i wlasnego stosunku do rodziny.

              Mysle, ze w ogole przypisujemy rodzicom zbyt wielka role. A moze oni sami taka
              sobie przypisuja, jakby chcac wierzyc , ze wciaz sa nam potrzebni i niezbedni
              w zyciu..?
              kardiolog
          • Gość: eliza ale jak sie usamodzielnic?? IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 13.10.04, 12:32
            chyba jestem na drodze do popelnienia tego bledu...ale prosze mi powiedziec jak
            sie usamodzielnic od rodzicow, kiedy po skonczeniu studiow musialam wrocic do
            domu, bo mimo usilnych i aktywnych poszukiwan pracy nic mi z tego nie wychodzi,
            mieszkam z rodzicami i jestem na ich utrzymaniu....jak mam sie usamodzielnic???
            a o tym wlasnie marze, nie chce na kazdym kroku slyszec, ze nie tak sie
            uczesalam, pomalowalam, ubralam.....jak mam sie usamodzielnic?????
            moge sie rowniez takich zachowan spodziewac po rodzicach jak autorka watku, a
            przynajmniej sporej ingerencji w moje zycie?? ale jak mam to zrobic???????
            • seksuolog Jak? 14.10.04, 09:11
              Gość portalu: eliza napisał(a):

              > sie usamodzielnic od rodzicow, kiedy po skonczeniu studiow musialam wrocic do
              > domu, bo mimo usilnych i aktywnych poszukiwan pracy nic mi z tego nie
              > wychodzi,mieszkam z rodzicami i jestem na ich utrzymaniu....jak mam sie
              > usamodzielnic???

              Po pierwsze, nalezy powiedziec z brutalna szczeroscia ze jezeli po studiach
              mieszkasz z rodzicami i jestes na ich utrzymaniu to nie przysluguje ci
              jakiekolwiek prawo do narzekania na nich chocby mieli pelno roznych fanaberii.
              Nalezy sie im wdziecznosc i dobre slowa za to ze maja takie wielkie serca.

              Po drugie usamodzielnienie jest nieraz trudne wiec moze wymagac duzego wysilku.
              Pytanie co robisz w tym kierunku, ile godzin dziennie, tygodniowo, jak szeroka
              jest to dzialalnosc? Nastepnie jaka wartosc maja twoje studia na rynku pracy?
              Czy umiesz robic cos konkretnego? No bo teraz pelno jest roznych politologow co
              umieja pogadac o polityce ale za to nikt nie chce placic.

              Chcac sie usamodzielnic ludzie dokonuje niejednokrotnie calkiem desperackich
              wyczynow. Na przyklad jada w ciemno zagranice. Oczywiscie desperacji nie nalezy
              polecac ale maksymalny wysilek tak.
              • Gość: eliza Re: Jak? IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 14.10.04, 09:36
                tak, maja wielkie serce, jestem wdzieczna...ale to oni sa mi wdzieczni ze z
                nimi mieszkam, chca tak na cale zycie......a z reszta Seksuolog..z calym
                szacunkiem, nie chce mi sie odpisywac, bo jak widac malo wiesz o zyciu mlodych
                ludzi i ich problemach...pewnie neich wszyscy wyksztalceni jada za granice, bo
                tam pieniadze to na ulicach leza...
                a jeszcze moze mala rada..moze jzu nie dla mnie, ale dla studiujacych?? Ktory
                zawod obecnie ma taka wartosc, ze latwo o prace i tak poplatny zeby bylo stac
                zaraz po studiach na wynajemn mieszkania (o kupnie mnie mowie), utrzyamnie sie
                samemu??
    • kardiolog Re: czy mama ma prawo do wszystkiego? 12.10.04, 15:17
      Beato, nie daj sie terroryzowac, to po pierwsze. Jak masz sobie z tym poradzic-
      zalezy wylacznie od Ciebie.


      A powiedz, masz ojca? Moze ogranicz kontakty z mama i utrzymuj wylacznie
      kontakty z tata?
      Nie wiem, jesli chcesz miec kontakt z rodzina to moze sam tata wystarczy?
      kardiolog
      • Gość: gf Re: czy mama ma prawo do wszystkiego? IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 12.10.04, 15:19
        Jeśli tata jest z tą mamą to latwo go sobie wyobrazić...
        • Gość: beata Re: czy mama ma prawo do wszystkiego? IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 12.10.04, 15:23
          :)..cos takiego odpada...bo
          1) tata choc nie on to wszystko robil, to przyznawal racje mamie
          2) no juz taka jestem prorodzinna i nie umiem uciac kontaktow..
          • kardiolog Re: czy mama ma prawo do wszystkiego? 12.10.04, 15:29
            Gość portalu: beata napisał(a):

            > :)..cos takiego odpada...bo
            > 1) tata choc nie on to wszystko robil, to przyznawal racje mamie
            > 2) no juz taka jestem prorodzinna i nie umiem uciac kontaktow..


            Beatko, jesli Twoj tato nie ma wplywu na nic co dzieje sie w Twoim rodzinnym
            domu, nie ma wplywu czy tez nie chce, zebys byla czlonkiem wspolnoty, mimo, ze
            za pomoca wlasnych plemnikow przywiodl Cie do zycia ( i jak mniemam
            utrzymuje) - to oznacza, ze istnieje w domu tylko mama i tylko mama jest
            osoba decyzyjna.
            Jesli mama ma zyczenia, zebys nie zadawala sie z "nicponiem" czy jakos tak
            (musialbym zerknac) to warto temat przemyslec. Powaznie. Nie sadzisz?
            kardiolog
            • Gość: beata Re: czy mama ma prawo do wszystkiego? IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 12.10.04, 15:33
              musze cos wyjasnic..bo pewnie powstal obraz ojca w kapciach ukrywajacego sie za
              gazeta. Otoz nie. Co do celu oni byli oboje zgodni (zreszat ojciec nie lubil
              zadnego mojego chlopaka)..tyle ze tata mowil (hmm..lagodnie mowiac)..mowil to
              prosto w oczy, ze nie pozwlaa i takie tam...ale on sie nie posluguje podstepami
              czy czyms takim.

              Gdybym sie o tym dowiedziaal ten rok temu, to pewnie bym trzasnela drzwiami i
              poszla do tego chlopaka...ale jego jzu nie ma w moim zyciu...juz serce sie nie
              rwie....jest wielka gorycz.....
              • Gość: gf Re: czy mama ma prawo do wszystkiego? IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 12.10.04, 15:37
                Chlopak ma prawo wiedzieć, jak bylo.
                • Gość: beata Re: czy mama ma prawo do wszystkiego? IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 12.10.04, 15:40
                  wiem, to juz postanowilam, ze musze go przeprosic, wyjasnic..
                  ale mi wstyd przed nim za rodzicow!
                  mam nadzieje, ze uda mi sie z nim skontaktowac..bo jest chyba teraz zagranica.
                  • Gość: gf Re: czy mama ma prawo do wszystkiego? IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 12.10.04, 15:42
                    No, wiesz to nie Twoje dzieci, nie Ty ich tak wychowalas ;)

                    Jesteś gotowa na to, ze może nie zechcieć Cię sluchać?
                    • Gość: beata Re: czy mama ma prawo do wszystkiego? IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 12.10.04, 15:45
                      mysle, ze jesli juz..to pewnie bedzie to kontakt mailowy..spotkanie nie wchodzi
                      w gre-jest za daleko i nie wiem dokladnie gdzie nawet..napisze,
                      wyjasnie...jesli bedzie chcial, to odpisze...
                      ale on ma prawo do kazdej reakcji...wiem to!
                      • Gość: gf Re: czy mama ma prawo do wszystkiego? IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 12.10.04, 15:46
                        Nie, zadzwoń. Zasluguje na cos bardziej osobistego niz mail. Tak myslę.
                        • Gość: beata Re: czy mama ma prawo do wszystkiego? IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 12.10.04, 16:00
                          ale jedyny kontakt jaki mam do neigo to wlasnie mail...moze najpierw napisze z
                          prosba o nr telefonu...ale czy odpisze??
                          • Gość: gf Re: czy mama ma prawo do wszystkiego? IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 12.10.04, 16:02
                            Wiesz, chcący ustali numer telefonu :)

                            Nie, nie proś go mailem o telefon. Postaw się na jego miejscu.

                            • Gość: beata Re: czy mama ma prawo do wszystkiego? IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 12.10.04, 16:06
                              tak, rozumiem...ale on wyjechal zagranice, nawet niewiem dokaldnie do jakiego
                              miasta...nie wiem co z nim, tutaj rodziny zadnej nie ma....
                              mysle, ze jednak wyjasnie w liscie...kiedys to byla nasza stala forma
                              porozumiewania sie..nawet jak sie widzielsimy w dzien, to wieczorkiem i tak
                              jakis mailik byl:)
                              • Gość: gf Re: czy mama ma prawo do wszystkiego? IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 12.10.04, 16:27
                                Beata, ja tez lubie pisac do mezczyzny, ale mowie Ci - gdyby ktos zrobil mi cos
                                takiego, czulabym sie upokorzona byle mailem.

                                Nie ma w Polsce nikogo, kto moglby znac namiar na niego? Daj spokoj. Przyznaj,
                                ze masz cykora przed telefonem :)
                                • Gość: beata Re: czy mama ma prawo do wszystkiego? IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 12.10.04, 16:35
                                  cykora moze i mam, ale nie konkretnie przed telefonem...przyznam ze i tak
                                  najlpeiej chcialabym spotkania twarza w twarz...ale to niemozliwe.
                                  Telefon....naprawde nie wiem jak go zdobyc....(jakos nie odziedziczylam sztuki
                                  podstepu:))...moze mi cos jeszcze przyjdzie do glowy..nie wiem..
                                  ale ciekzo mi sobie wyobrazic taka rozmowe przez telefon...
                                  a mail, przeciez to nie musi byc byle jaki mail..:)
                                  • Gość: gf Re: czy mama ma prawo do wszystkiego? IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 12.10.04, 16:39
                                    Ja wiem, ze to nie bedzie byle jaki mail. Mimo wszystko jednak to mniej
                                    osobista forma kontaktu. Telefon wymaga wysilku - emocjonalnego
                                    i 'logistycznego' i to sie czuje. Po prostu wydaje mi sie, ze sytuacja wymaga
                                    pojscia po nieco trudniejszej linii oporu, ale jak uwazasz.

                                    powodzenia
              • kardiolog Re: czy mama ma prawo do wszystkiego? 12.10.04, 15:51
                Beata, posluchac gf, ma duzo racji.

                Natomiast co do obrazu ojca. Chcac nie chcac stworzylas mu obraz pantoflarza..
                Wiesz, wypowiedzi innych sa niewyczarpanym zrodlem informacji.
                Nie chce niczego sugerowac, ale w wolnej chwili (niekoniecznie na forum)
                zastanow sie prosze _nad swoim stosunkiem_ do mezczyzny, ktory jest w Twoim
                domu.
                Znaczy sie ojca.
                Bo jesli jest w Tobie jakas pogarda, zlosc, choc nie artykulujesz tego, to
                oznacza, ze nim skontaktujesz sie z chlopakiem z przeszlosci powinnas sobie
                uporzadkowac kilka emocji.
    • Gość: zoska Re: czy mama ma prawo do wszystkiego? IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 12.10.04, 15:59
      fakt, najbardziej boli gdy przychodzi cios ze strony, ktorej sie nie
      spodziewalismy.
      Mozesz miec uraz na zawsze do mamy, amoze jeszcze sobie spokojnie
      porozmawiacie..jakos sie ulozy...Nie usprawiedliwiam jej, postapila bardzo zle
      i to ona musi to zrozumiec...
      ja do swoje mam uraz...nie chce miec, a nie moge go wymazac...
      nigdy jakos wybitnie mamie sie nie zwierzalam, ale raz peklam..powiedzialam
      jej, ze czuje sie zle, bo pokochal mnie ktos (bez wzajemnosci)...byl to chlopak
      z rodziny, ktora nie cieszyla sie dobra slawa (ojciec w wiezieniu, matka
      alkoholiczka)-dodam ze mieszkam w malutkim miasteczku. Ja sie zaprzyjaznilam z
      tym chlopakiem, to madry chlopak, nie poszedl na studia, bo musial utrzymywac
      siostry. DLa mnie byl bardzo wartosciowy. Kiedys wyznal mi milosc...ja nie
      umialam tego odwzajemnic, choc nawet probowalam. Bylo mi go zal, ze jeszcze
      przechodzi zawod milosny i to z mojej winy. powiedzialam mamie, ze mi ciezko na
      sercu...ale ze nie umiem go pokochac. zareagowala spokojnie..ale to cisza przed
      burza. Ja nie zerwalam ztym chlopakiem kontaktu, bo niby dlaczego nie mialabym
      z nim rozmawiac??. Zaczelo sie, ciagle awantury ... i o co?? O zwiazek, ktorego
      nie bylo. Place,wymowki, bo ktos mnie znim widzial na ulicy...Taki brak
      zaufania, wyrzuty, zal, ze ich tak zawiodlam...
      Nie zgadzalam sie z zadnym argumentem....zadnym!! Boze moj, jak ja chcialam go
      pokochac, zrobic wlasnie na zlosc rodzicom, udowodnic im, ze ten czlowiek jest
      wartosciowy i da komus wielkie szczescie...tak bardzo chcialam go
      pokochac...nie umialam przestawic serca..lubilam go jak kolege i tyle...
      Ale ja mieszkalam w domu (mialam wtedy22lata)...nie moglam postawic na swoim,
      bo jak?? Kontaktu z nim nie zerwalam, ale w koncu wyjechalam z
      miasteczka...pare listow, ale chialam zeby o mnie zapomnial, zakochal sie w
      kims innym skoro ja go nie kochalam...
      ale uraz do rodzicow zostal...bo oni nie widza nic zlego w swym
      postepowaniu...zero refleksji nad soba..nic...
      Trzymaj sie Beatko! Moze sie ejszcze dogadacie z mamam, moze Twoja to
      przemysli, przeprosi..fajnie by bylo, gdyby ona sama jakos tego chlopaka
      przeprosila:)
      • kardiolog Re: czy mama ma prawo do wszystkiego? 12.10.04, 16:12
        Zosiu...:)
        Zadumalem sie nad Twym listem, musze zaraz zajac sie rodzina, choc wolne dzis
        to obowiazki sa, ze az popelnilem sobie mala dygresje slowna (te o zyciu w
        rea.lu).

        Moze Beata zrozumie cos z naszej dzisiejszej pisaniny, tez zycze jej (zreszta
        kazdemu) jak najlepszych stosunkow z rodzina, (tej nie wybiera sie niestety)
        jak nalepszego dla niej i mamy rozwiazania. Nigdy nie uda sie wprowadzic
        rozwiazania polegajacego "cos za cos" "ktos za kogos" Tu handel wymienny nie
        obowiazuje, choc stawki moga byc wysokie. W jej zyciu powinna zaczac
        obowiazywac inna zasada. Nie jest prawda choc pewien znany czlowiek mocno sie
        upieral, íz "wolnosc jednej jednostki zaczyna sie tam, gdzie konczy sie wolnosc
        drugiej". To nieprawda. Nie wolno kroczyc tym torem, jest bledny i latwo to
        udowodnic. Zreszta fakty juz udowodnily.

        Zoska, duzo tu milosci, za duzo wg mnie. Nie zrozum mnie zle, ale uwazam, ze
        naduzywa sie pojecia "milosc" do zdefiniowania innych uczuc np. sympatii,
        szacunku, pewnego rodzaju przywiazania, ciekawosci istnienia..

        Nie martw sie, jestem niepoprawnym optymista, wierze, ze wszyskto bedzie dobrze
        w zyciu Beaty i tego Tobie tez zycze.
        kardiolog
        • Gość: zoska Re: czy mama ma prawo do wszystkiego? IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 12.10.04, 16:32
          tez mam taka nadzieje...
          ja ze swoimi rodzicami zyje dobrze, ale niestety pamietam o tamtym, tyle
          gorzkich slow wtedy uslyszalam na ktore ja nie zasluzylam ani ten chlopak...
          (mama nawet sadzila, ze z nim sypiam - jeju). Wtedy tez popelnilam blad, bo gdy
          rodzice zmuszali mnie do zerwania kontaktu, uleglam wlasnie dla swietego
          spokoju...bo przeciez i tak ja nie chcialam sie z tym chlopakiem wiazac...ale
          to nic nie dalo. To byl blad, wiec potem nic jzu nie mowilam,...i tak sadzili,
          ze ich oklamuje, oszukuje..zamiklam, bo coz mialam mowic? A jesli on chcial
          czegos ode mnie, nie uciekalam, spotykalam sie z nim
          Ja nie mam jeszcze swoich dzieci, ale widze wielkie bledy w psotepowaniu moich
          rodzicow...moze nie popelnie ich sama...lecz inne.
          Ja wierze, ze zarowno moja mama, jak i mama Beaty zobily tak w imie milosci,
          zle pojetej milosci do dziecka, ale pewnie byly przekonane, ze robia slusznie,
          a corki sa za mlode by to zrozumiec.
          Kochani rodzice, tak nie mozna!! Wiecej sluchajcie swoje dzieci, rozmawiajcie,
          ufajcie im...to nie ejst Wasza miniaturka wiec i inne poglady tez moze miec.
          Pozdrawiam goraco
    • back.door Re: czy mama ma prawo do wszystkiego? 12.10.04, 16:05
      Masz... prawo
      • Gość: LK Re: czy mama ma prawo do wszystkiego? IP: *.aster.pl 12.10.04, 16:22
        Znam to z wlasnego podworka. Razem z informacja o takim dzialaniu rodzicow nasze
        kontakty sie ochlodzily i wrecz urwaly na jakis czas. No i mieli zero informacji
        o moim zyciu prywatnym (tylko o zawodowym i tak jest wlasciwie do tej pory czyli
        ok. 10 lat) Po prostu niektorzy nie zasluguja by byc Twoimi przyjaciolmi i
        powiernikami, niewazne czy macie wspolna krew czy nie.
        Co do Twojej "prorodzinnosci", to bez przesady. Nic na sile, chyba masz troche
        instynktu samozachowawczego? Oni za Ciebie zyja, albo Ty dla nich?...
        • Gość: zoska Re: czy mama ma prawo do wszystkiego? IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 12.10.04, 17:57
          tak jest tez u mnie...kontakt jest, wiedzą co u mnie ogolnie, ale w zwierzenia
          juz nie ide...raz sie przejechalam i dziekuje!
    • witch-witch Re: czy mama ma prawo do wszystkiego? 12.10.04, 17:45
      Tak, masz zupełną racje twoja matka przejawia pewne dewiacje umysłowe.Kocha cię
      ale bardzo egoistyczną i nie dojrzałą miłością. Musisz spojrzeć na nią jak na
      biednego chorego człowieka, który nie radzi sobie z własnymi uczuciami. Co do
      chłopaka...to czy ta miłość była coś warta, skoro mu nie uwierzyłaś? Nie
      wiadomo jak on te rozstanie przeżył i czy uważa, że ma do kogo wracać.
      • Gość: beata Re: czy mama ma prawo do wszystkiego? IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 12.10.04, 18:02
        nie, nie sądze, zebysmy do siebie wrocili..nie oczekuje tego, ze teraz padniemy
        sobie w ramiona..minal rok, zerowy kontakt, on mial kogos pol roku temu, czy
        nadal? ma nie wiem..nic nie wiem, co u niego..a moze sie ozenil:)
        czy ta milosc byla cos warta? nie wiem...moze samo by sie to rozwialo, a moze
        rozwinela by sie w cos cudownego...nie o to chodzi. Tak czy tak nie rozumiem
        postepowania mamy. Nie rozumialabym takiego "zalatwienia sprawy" nawet gdyby
        rzeczywiscie ten chlopak bylby malo wart...nie tedy droga!!!..jakimis
        oszustwami czy klamstwami...nie w ten sposob!
        • Gość: ewa Re: czy mama ma prawo do wszystkiego? IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 12.10.04, 18:51
          mialam to samo, ale wieku 19 lat i moze nawet rodzice mieli racje co do tego
          chlopaka, ale sposoby jakich sie czepiali by wybic mi go z glowy byly ponizej
          pasa i jakos tego zapomniec nie moge. Nie mogli pogadac jak czlowiek z
          czlowiekiem?? Wedlug nich nie zaslugiwalam na to, bo rozumu nie mam i szkoda
          czasu na grzeczne rozmowy, tylko trzeba bylo przejsc do dzialania. Nie pokazali
          zaufania do mnie...mama bylapewna, ze ejstem w ciazy, musialam robic test
          ciazowy...a ja bylam dziewica...nie wierzyli...jeju, jakie to bylo
          upakarzajace.
          Ja sama doszlam do wniosku, ze to nie chlopak dla mnie..ale na zlosc rodzicom
          przedluzalam ten zwiazek (podobnie jak Zoska-na zlosc rodzicom, na
          przekor).Potem zamknelam sie przed rodzicami, tak naprawde malo o mnie wiedza,
          malo znaja...i jeszcze maja pretensje, ze malo im mowie, ze jestem skryta,
          ciagle zarzuty, kiedys probowlam tlumaczyc dlaczego tak jest, co czulam,
          czuje...ale odpowied zbyla jedna "jeszcze to przypominasz, nam wypominasz,
          przeciez i tak wyszlo na nasze"..zaniechalam...i jeszcze mowia jakby
          chcieli..mowia wprost...ze chca, zebym przyszla do nich, poprosila o rade,
          pogadala, przytulila...ale czy oni nie wiedza, ze takie relacje sie tworzy,
          latami a nie decyduje, ze od jutra bedzie tak i tak?? Kiedys nie mieli na to
          czasu...a gdy mam juz swoje zycie nieumieja sie pogodzic ze zeszli na dalszy
          plan.Juz nawet nie wierze, ze keidys zmienia swoje podejscie...ja choc opieram
          sie na swoim rozumie, wiele mi sie w rodzicach nie podoba, mam jakis taki
          kompleks...zal..gorycz...cos tam mnie sciska w srodku, ze tak jest
      • seksuolog Ale DLACZEGO tak jest? 14.10.04, 09:23

        Byc moze zal zmniejszy sie jesli zrozumie sie mechanizm
        nadopiekunczosci czy patologicznej milosci.

        W opisanych przypadkach jest to czesto wynikiem uksztaltowania
        psychiki rodzicow przez trudne i wrogie srodowisko zewnetrzne
        w polaczeniu z niskim poziomem samoswiadomosci. Rodzice, w leku
        o dzieci, chca im zaoszczedzic problemow lub tez przenosza na nie
        swoje niespelnione aspiracje, nie zwracajac uwagi na osobowosc dzieci
        ktore sa juz doroslymi ludzmi.

        Niestety nie ma tu innej rady niz usamodzielnianie sie. Czyli zaczynajac
        od osobnego zamieszkiwania po utrzymywanie sfery prywatnosci.
        • Gość: samaka Re: Ale DLACZEGO tak jest? IP: *.bos.east.verizon.net 14.10.04, 17:24
          Beatko,
          nie ma zadnej winy w Twoim postepowaniu i nie daj sobie tej winy wmowic.
          Ty (w tamtym czasie) mialas prawo wierzyc w to, co sie dzialo i reagowac tak,
          jak reagowalas.
          To Twoja mama nie jest w porzadku. Ona zaingerowala w Twoje zycie, nie majac do
          tego zadnego prawa.
          Z chlopakiem sie rozstalas, bylo, minelo. Nie ma znaczenia, czy zadzwonisz, czy
          napiszesz, bo...przeszlosc nie wroci. Jesli przeproszenie go poprawi Ci
          samopoczucie, to zrob to - dla siebie glownie.
          Rozstawanie sie z rodzicami, to tez nie rozwiazanie, bo to dalej Twoi rodzice i
          kochasz ich, choc czujesz sie skrzywdzona, do czego masz prawo.
          Mysle, ze powinnas powiedziec mamie, ze nie przyjmujesz jej tlumaczen i ze to
          co zrobila, bylo ewidentnym przekroczeniem granic, ale....pewnie to nic nie da.
          Jedyne, co zrobic mozesz, to patrzec na rodzicow z wiekszym dystansem
          i...niestety nie mowic im juz wszystkiego.
          Dlaczego tak jest?
          Bo rodzice nie sa idealni, maja wady, czasem bardzo brzydkie.
          zycze szczescia!
          • Gość: beata Re: Ale DLACZEGO tak jest? IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 14.10.04, 22:53
            Dzieki. Nie oczekuje ze przeszlosc wroci, do chlopak sie tylko odezwe, by go
            przeprosic. Tylko tyle. Masz arcje..bylo, minelo...
            Mi tu naprawde nie chodzi o to, ze stracilam tego chlopaka...moze i tak juz nie
            bylibysmy ze soba..tego nie wie nikt.
            Ale boli zachowanie rodzicow. Masz arcje, z ejakies moje tlumaczenia mamie nic
            nie daja. To mimo wszystko moja mama i nie zamierzam sie obrazac do konca
            zycia...ale powierniczka moich spraw nie bedzie. Gdy ktos mnie zawiedzie ciezko
            mi drugi raz zaufac, to wrecz niemozliwe...
            • seksuolog Lekcja 15.10.04, 08:34
              Gość portalu: beata napisał(a):

              > nie daja. To mimo wszystko moja mama i nie zamierzam sie obrazac do konca
              > zycia...ale powierniczka moich spraw nie bedzie. Gdy ktos mnie zawiedzie
              > ciezko mi drugi raz zaufac, to wrecz niemozliwe...

              Jak widac w ciezkich bolach przechodzisz lekcje (psychicznego) usamodzielniania
              sie. Bol by sie znacznie zmniejszyl gdybys zrozumiala ze sama koncepcja
              mamy jako *powierniczki* twoich spraw byla wynikiem braku dojrzalosci i stad
              doprowadzila do fatalnych konsekwencji. Ludzie dojrzali sa SAMI powiernikami
              SWOICH spraw.

              Gdybys zechciala kontynuowac proces terapeutyczny to doszlabys do wniosku ze
              byla to trudna ale zbawienna nauka bo pozwala ci na osiagniecie pelnej
              dojrzalosci. Zal do mamy by minal po zrozumieniu ze przekroczylas granice
              rozsadnego dzialania robiac ja powiernikiem spraw ktore naleza tylko do ciebie.

              • Gość: beata Re: Lekcja IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 15.10.04, 09:51
                Troche sie jednak tutaj nie zgodze. Czy dla Ciebie pelna dojrzalosc to
                zasklepianie sie z samym soba, otaczanie skorupa, podejrzliwosc w stosunku do
                kazdego napotkanego czlowieka, nieufnosc...???????
    • Gość: zyta Re: czy mama ma prawo do wszystkiego? IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 15.10.04, 10:22
      ja moze bede miec podobny problem. Podejrzewam mojego tate o wtracenie sie w
      moje sprawy pracownicze....no ale nie mam zadnych konkretnych dowodow, tylko
      wszystkie fakty na to wskazuja, intuicja mi to podpowiada i tak naprawde nie ma
      innego wytlumaczenia zaistnialej sytuacji.
      Nie wiem jak mam sie zachowac. Jesli to prawda, to chyba sie zalamie...bo
      wlasnie stracone zaufanie do wlasnego rodzica. Ale nie mam zadnej mozliwosci
      udowodnienia, jesli on sam sie nie przyzna..a dreczy mnie to okrutnie
    • j_ar Re: czy mama ma prawo do wszystkiego? 15.10.04, 10:36
      przeprosic chlopaka, chociazby mailem (to fakt, ze tel lepszy), chociaz jak go
      nie przeprosisz to tez nic sie nie stanie, przeciez spokojnie sobie zyliscie
      przez ten rok, nie pamietajac o sobie, zdarza sie..

      i nie przejmuj sie, gdyby bardziej ci zalezalo na tym chlopcu to bys mu
      uwierzyla, kiedy odpieral zarzuty, widocznie nie chcialas
    • Gość: wypierdek mamuta Re: czy mama ma prawo do wszystkiego? IP: *.internetdsl.tpnet.pl 15.10.04, 11:44
      Moja zeby mnie zatrzymac od paru lat wmawia mi schizofrenie i niemalze mi
      wciska pieniadze na terapie i leki (w swojej paranoi sprowadzila nawet do domu
      psychiatre), a kiedy prosze o keyboard to zawsze slysze, ze "jestesmy biedni i
      nie mamy pieniedzy". Beznadziejne.
      • Gość: samaka Re: czy mama ma prawo do wszystkiego? IP: *.bos.east.verizon.net 15.10.04, 15:30
        Beatko,
        Seksuolog pisze, ze "przekroczylas granice"
        nie zgadzam sie z tym zupelnie
        Ty wtedy, w tamtym czasie, przy tamtym doswiadczeniue - mialas prawo wierzyc
        wlasnej matce (bo komuz mamy wierzyc?), a skoro jej ufalas, to z nia szczerze i
        o wszystkim rozmawialas. To Twoja mama przekroczyla granice, to jej zachowanie
        spowodowalo, ze stracilas zaufanie do niej (a to bardzo boli, gdy rozczarowuja
        nas najblizsi), wiec teraz ....Nie pozostaje nic innego, jak sie nieco
        odizolowac i...juz nie zwierzac ze wszystkiego. To nie znaczy - nie rozmawiac.
        Rozmawiac, ale nie mowic wszystkiego co sie wie, tylko wiedziec , co sie mowi.
        Niestety to ilosc rozczarowan i smutnych doswiadczen czesto powoduje, ze nasze
        dorastanie jest przykre i bolesne.
        :-)
        bedzie dobrze, pamietaj, ze Ty jestes ok.
        • Gość: beata Re: czy mama ma prawo do wszystkiego? IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 15.10.04, 15:42
          Dzieki wielkie...tez tak uwazam, ze nie zrobilam nic zlego mowiac mamie o
          swoich uczuciach i planach, jakie moga sie z tym wiazac. Powiedzialam mamie,
          wlasnej matce, a nie pani z warzywniaka czy sasiadce..
Inne wątki na temat:
Pełna wersja