Dodaj do ulubionych

Jednak nie jestem wariatką.

11.07.18, 14:09
Tytuł nie jest ani przewrotny ani durny. Odzwierciedla raczej stan mojego ducha,bo u psychiatry nie byłam, tylko u psychologa. A miałam z czym pójść.
....ale od początku.
Niegłupia dziewczynka. Ale cholernie samotna mimo, że rodzina zwyczajna. Tyle tylko, że ona jakaś inna i chyba to był problem.
Umiałam czytać i pisać w wieku 4 lat, pomijam że uczyłam się od starszego wiele lat brata, byłam jego cieniem. Ale on moim obrońca nie. Chciałam żeby mnie rodzice i on kochali, ale do dziś idzie im kiepsko.
Bo jestem inna? To tez.
Jak mała dziewczynka słyszałam wciąż, że jestem...beznadziejna. Brzydka, gruba, głupia. Że inne dzieci są ekstra a ja nie. Brak wciąż wyśmiewał tusze , która potem jak się okazało wynikała z problemów z hormonami, odstające uszy, sztywne włosy i garbaty noc, który sam mi złamał choć całkiem przypadkiem to się stało.
Rodzice ze wsi, więc patrzyli zawsze na świat oczami bez perspektyw. Dzięki nauczycielce z miasta, która uczyła mnie w pierwszych latach szkoły, zrozumiałam że przynajmniej nie jestem głupia. Wręcz przeciwnie. Że jestem zdolna. Dzięki tej kobiecie, która walczyła o moją przyszłość z moimi rodzicami, nie stałam się żoną jakiegoś gospodarza, choć rodzice mieli gorszy plan - córkę ma się po to, by opiekowała się rodzicami. Brat, naturalnie studia i tak dalej.
Na szczęście po naciskach udało mi się pójść do ogólniaka, do miasta. Mieszkałam poza domem i to był pierwszy krok do wolności. Potem poleciało. Ale kompleksy zostały. Ogromne. Zaczęłam się leczyć hormonalnie dzięki badaniom okresowym w pracy, schudłam i poczułam się dużo lepiej, ale wciąż w głowie mam tamte 85 kg zamiast tych co mam 62.
Wciąż mam złamany nos ale uszy chowam w długich włosach. Wciąż myślę, że jestem niewystarczająco dobra, mądra, wykształcona, idealna i tak dalej i dalej i dalej.....
Przez te kompleksy wiązałam się ze złymi facetami, tak wybierałam. Małżeństwo z maminsynkiem nadużywającym alkoholu i potem związek z borderem, który mnie wypala do dziś, choć nie jesteśmy już razem. Były realizuje plan zniszczenia mnie, a ze mieszkamy w jednej niedużej miejscowości nie jest mu to trudno robić. Przez rok miałam to gdzieś ale to nie pomaga, jego macki skłóciły rodzinę. Moją, bo mota i miesza mimo że ma kogoś innego. Ale czerpie radość z tego zapowiadanego zresztą zniszczenia mnie.
Psycholog mnie naprawia, a raczej ja dzięki niej próbuję naprawić siebie, ale.....jedno zdarzenie, jak teraz zachowanie bratowej, i pękam. Spotkania co tydzień nie dają dość siły, nie umiem sobie poradzić z ta nagonką na którą nie zasłużyłam. a w zasadzie zasłużyłam byciem miłą i spolegliwą kiedyś. I teraz też. Uciekłam z domu, z którego mnie wywalano. Jak kiedyś z rodzinnego. Bo postanowiłam żyć po swojemu, rozwijać się. Eks zresztą chciał także żebym była domowa kurą, bez pracy, uzależnioną od niego. Poroniłam, nie mam dzieci bo nie mogę po tamtej sytuacji. Czuję się sama a raczej samotna w tej walce o siebie. Mam 50 lat i pustkę. chciałam rok temu się zabić, planowałam ale.....jakoś dałam radę z tymi myślami....Psycholog to było wyjście z tych mysli, inaczej bym ich nie odegnała skutecznie.
Mam póki co prace, mam swoje mieszkanie. A mimo to nie potrafię się tym cieszyć, bo czuję się znowu zaszczuta, zakompleksiona. Jak sobie z tym radzić?
Obserwuj wątek
    • kod_matrixa Re: Jednak nie jestem wariatką. 11.07.18, 18:33
      Oczywiście że wszystko z Tobą OK. Jednak nie usłyszysz od psychologa prawdy tj. że społeczeństwo w dużym stopniu to zwyczajni troglodyci. I to nie Ty powinnaś się do nich dostosowywać tylko prędzej oni do Ciebie.
        • leda16 Re: Jednak nie jestem wariatką. 12.07.18, 15:38
          manka50 napisała:

          > Tylko oni się nie zmienią, nie dostosuja.


          Zrozum, że oni nie mają żadnego obowiązku się zmienić, tym bardziej dostosować do Twoich życzeń.


          Ja wychodzę na autseidera. Dziwaka. S
          > amotnego emocjonalnie.


          Tak się widzisz? To zmień swój kąt widzenia. Napisz wielkimi literami na tekturze - jestem ładna, mądra i dumna ze siebie. Powieś nad łóżkiem i czytaj codziennie aż w to uwierzysz jak w Ewangelię. Nie przeglądaj się w cudzych oczach, tylko we własnym lustrze.
      • iwona334 fantasta z Ciebie... 11.07.18, 18:50
        kod_matrixa napisał(a):
        I to nie Ty powinnaś się do nich dostosowywać tylko prędzej oni do Ciebie.


        ile ty masz lat i gdzie mieszkasz ?
        - na Alasce, lub Syberii - gdzie z racji surowej Natury ludzie sa skazani na wzajemna pomoc ?

        ale nie tu - w Europie.
        • manka50 Re: fantasta z Ciebie... 11.07.18, 18:56
          Tak naprawdę może na tej Alasce ludzie bardziej się szanują bo rzadko widzą? Małe polskie społeczności są bezwzględne dla inności. Lepiej nie wyjść z szeregu. Ja wychodzę a potem się... Kulę.... Jak teraz
            • kod_matrixa Re: fantasta z Ciebie... 11.07.18, 21:31
              Nie wystarczy Ci wyjaśnienie że są po prostu naendertalami? Takie to ciężkie do zakumania?

              W całkiem nieodległej przyszłości jednostki inteligentne opanują sytuację nad resztą niedorobionego gatunku jak niegdyś nasi przodkowie opanowali dziką zwierzynę z sawanny.

              Łoj będzie bool doopy. I co niektórzy będą musieli się nauczyć wielu rzeczy - opanować nowe technologie i prawdziwe standardy społeczne godne miana człowieka albo won spowrotem na drzewo do szympansów.
            • manka50 Re: fantasta z Ciebie... 11.07.18, 22:22
              Nie wiem. Mój były rozsiewa info które ma go wybielic bo jest borderem, a już raz miał problemy z powodu pierwszej żony bo używał przemocy, o czym ja dowiedziałam się po latach z nim. On ma duże wpływy więc.... Układają się ludzie jak chce.
                • manka50 Re: fantasta z Ciebie... 11.07.18, 22:38
                  Jest, dlatego tak niszczy wszystkie osoby które to wiedzą. Kiedyś była żonę ale nie wiedziałam długo bo wyjechała daleko stad. Ja nie mogę. Bo nie jestem tak dobra w czyms że mając 50 lat znajde pracę za którą się utrzymam w dużym mieście. Ale to byłoby najlepsze wyjście
                  • herakles-one Re: fantasta z Ciebie... 11.07.18, 23:23
                    Ja myślę Manka tak; 1. Tobie byłaby konieczna mocniejsza terapia niż ta , którą odbywasz. Nie wiem, jakie masz układy w pracy i czy mogłabyś sobie pozwolić na dłuższe zwolnienie? Wiem, że to w Twoim wypadku jest bardzo trudne. Myślę o głębokiej terapii prowadzonej w trybie sanatoryjnym w Ustroniu. Takie terapie są prowadzone w dwóch sanatoriach: Tulipan i Narcyz w Ustroniu. Myślę, że wróciłabyś po niej zupełnie odnowiona.
                    2. Zastanów się ;czy nie warto pomyśleć o zmianie środowiska? Wiem , że mieszkanie i praca Cię tam trzyma, ale z mieszkaniem można jakoś to rozwiązać : zamienić, wynająć, sprzedać i kupić nowe) Pracy też jest obecnie coraz więcej, ale jeśli pracujesz w Urzędzie to gorzej. To jednak musiałby być dopiero następny etap.
                    Wiem co potrafi osoba z borderline i dlatego w ogóle to mi przyszło na myśl.
                    3. Operacja nosa koniecznie.

                    4. Te Twoje wybory nieodpowiednich partnerów, to nie tyle rezultat Twoich kompleksów, chociaż pewnie też miały wpływ. Myślę jednak, że ważniejszą przyczyną było to, że wybrałaś to, co już znałaś z domu rodzinnego- wybrałaś osoby, które Cię nie kochały i nie były zdolne do okazania Ci miłości. Tak to jakoś się dzieje, że nieświadomie dokonujemy podobnych wyborów, tak jakby w nadziei, że przezwyciężymy traumatyzujące doświadczenia, że to czego nie mogliśmy zmienić w dzieciństwie teraz odmienimy. Ta motywacja jest poza naszą świadomością, więc się nie obwiniaj, że źle wybrałaś. Tę terapię polecałbym z dwóch względów: jest to głęboka terapia sięgająca nieświadomości oraz drugi wzgląd- grupa daje Ci informacje zwrotne, które pomogłyby Ci zbudować swoją nową samoocenę. To niestety tak się dzieje, że nawet jak wiesz, że jesteś ładna i mądra, to to się nie przekłada na zmianę Twojego myślenia o sobie, bo tego emocjonalnie nie czujesz. Czujesz się tak, jak wtedy, gdy Cię krytykowały i wyśmiewały osoby, od których miałaś prawo oczekiwać miłości. I dlatego byłaby Ci potrzebna głęboka terapia, której terapeutka w prywatnym gabinecie obawiam się, że nie zrobi jak należy. Ponadto, przy ilości Twoich problemów może to trwać latami.
                    • manka50 Re: fantasta z Ciebie... 11.07.18, 23:47
                      Masz rację. Ale jestem sama i mam co mam. Urlop nie wchodzi w grę. Z l4 też kłopot bo... . Chętnych na to co robię jest wielu, chociaż kasa raczej słaba ale ponoć prestiż.... Ja na to patrzę inaczej. Zawodowo umiem góry przenosić, mam kreatywność, entuzjazm, siłę. Prywatnie jestem jak bezbronne dziecko.
                      Wyjechać... Myślałam ale z tym co mam dyplom niczego nie dostanę co da szansę na samodzielne utrzymanie. Mieszkanie tu kosztuje tyle co garaż w dużym miescie w kiepskiej dzielnicy. Poza tym za mało w siebie wierzę. Znowu czuję się jak zbity pies. Beznadziejna, głupia i do niczego. Trudno wtedy ryzykować. A terapia którą mam... Tak, za mało. Wiem.
                      • herakles-one Re: fantasta z Ciebie... 12.07.18, 02:33
                        A język obcy jakiś znasz? Może mogłabyś wyjechać do pracy za granicą i zostawić ten cały syf ? Nie odrzucaj żadnego wariantu, przemyśl na spokojnie. W dużych miastach, nie mówię o Warszawie, bo tam się nie ma po co pchać, też są tańsze mieszkania o niższym komforcie np. w jakiejś kamienicy.
                        • manka50 Re: fantasta z Ciebie... 12.07.18, 05:50
                          Staram się. Staram się uwierzyć w siebie. To zawsze mnie hamowalo. Border zrujnowal mi życie ale przede wszystkim to co czuje do siebie. Było słabo a teraz jest tragicznie. Każda trudnosc wpycha mnie w płacz i doły. Boję się że runie zaraz reszta tego glinianego kolosa jakim jest moje życie. Język znam ale za słabo, zresztą jestem zwykłym kimś, kto za granicą może co najwyżej sprzątać a w kraju.... Chciałam być menadżerem w markecie. Wszystko super ale wiek nie ten. Trudno się nie dolowac do reszty...
          • leda16 Re: fantasta z Ciebie... 12.07.18, 15:48
            manka50 napisała:

            Ma
            > łe polskie społeczności są bezwzględne dla inności. Lepiej nie wyjść z szeregu.
            > Ja wychodzę a potem się... Kulę.... Jak teraz


            Ja widzę, Forumowicze też Ci napisali, że wyolbrzymiasz i przejaskrawiasz to, co Cię spotkało. Miliony kobiet zostały okradzione i porzucone na pastwę losu, z kilkorgiem małych dzieci, w chorobie nowotworowej, bez pracy, mieszkania, w sytuacji daleko, daleko gorszej niż Twoja. To są te "inne" w Twoim mniemaniu? Środowisko je sflekowało? " Wyszły z szeregu" bo się rozwiodły z chłopem pijakiem i przemocowcem? Mańka, żyjemy w XXI wieku...nikt nie robi dożywotniej tragedii z takich faktów, nie koncentruje się obsesyjnie na plotach. A Ty jeszcze gonisz po Fb i sama ich szukasz!
    • leda16 Re: Jednak nie jestem wariatką. 11.07.18, 20:55
      Witaj Mańka. Miło, że tu trafiłaś. Rozumiem, że w założeniu tej terapii zmiana sposobu myślenia, czyli podejścia, do własnych problemów powinna się przyczynić do poprawy samopoczucia to długi proces przy takim nawarstwieniu trudności. W każdym razie stać Cię już na to, aby dostrzegać swoje dobre strony i osiągnięcia - obiektywnie większe niż te na które skazało Cię środowisko. To wszystko zdobyłaś sama, więc bądź z siebie dumna. Może warto również na nowy nos oszczędzić albo na NFZ pod hasłem skrzywionej przegrody nosowej? Wierz mi, że nic tak nie rozwścieczy Twoich wrogów jak widok zadbanej, uśmiechniętej kobiety nie zniżającej się do reagowania na ploty. Na urlopie już byłaś? Jako singielka bez zobowiązań rodzinnych masz większe możliwości zrobić sobie wakacje w jakimś egzotycznym kraju a zawistnikom w pracy przysłać widokówkę z życzeniami.
      • manka50 Re: Jednak nie jestem wariatką. 11.07.18, 22:32
        Leda, witaj. Rozstanie troszkę mnie kosztowało też materialnie, bo odeszłam od faceta z którym byłam w konkubinacie więc wszystko co było wspólne zatrzymał dla się i jest problem z rozliczeniem. A ja wszystko co miałam wpakowałam przez kilkanaście lat w ten związek. Ale to był mój błąd, który popełniłam sama i świadomie. Na wczasy mnie nie stać, bo zarabiam nie aż tyle, a życie samej kosztuje tyle co dwie osoby. Ale.... Nos tak. Zamierzam go zrobić, dla siebie głównie. Szukam solidnego lekarza, bo nie chce się wpakowac w gorszy niż mam. A z wiekiem choć jestem ładniejsza, zadbana itp to ten problem nie maleje, a raczej bardziej mi przeszkadza. Staram się trzymac fason, udawać że jestem wyjątkowo happy, ale to byłego chyba jeszcze bardziej ostatnio rozjusza bo to drugi rok zaraz i ma kobietę a wciąż ze mną walczy. Mimo że już nawet odpuścilam odzyskanie rzeczy
    • manka50 Re: Jednak nie jestem wariatką. 11.07.18, 23:05
      Dziś siedzę i płaczę. Nikt nie widzi. Ale w za kogo to interesuje? Nikogo. Moje koleżanki żyją życiem mężów, dzieci lub wnuków. Ja życiem wolontariusza, zawodowym i troskami, jakie niesie moje życie.
      W dni takie jak dziś nie daje rady. Chciałabym nie żyć. A świat nienawidzę. Nie umiem być samowystarc, Al a emocjonalnie.
      • herakles-one Re: Jednak nie jestem wariatką. 12.07.18, 02:53
        To jest zrozumiałe, że się tak czujesz. Gdy to przeczytałem też odczułem ciężar bagażu jaki nosisz i Twoją bezradność. Jeśli chcesz się zemścić na tych co Ci wyrządzili krzywdę, to nie ma słodszej zemsty niż osiągniecie sukcesu. Jeśli w pracy potrafisz być efektywna to i z życiem prywatnym się uładzisz pod warunkiem, że podejmiesz wewnętrzną decyzję, że chcesz to zrobić.
        Ja znałem prokuratora, który był wychowywany przez samotną matkę schizofreniczkę, którą co i raz zabierano do psychiatryka, a mieszkali w takiej norze, że szczury po nich chodziły. Mimo tego zdobył wykształcenie i był tak kulturalny i uprzejmy, że to aż raziło. Ten mi teraz akurat się przypomniał, ale znam wielu innych , którzy pokonali podobne przeszkody w życiu. Jeśli oni mogli to i Ty sobie poradzisz.
        • manka50 Re: Jednak nie jestem wariatką. 12.07.18, 05:55
          Staram się. Wciąż się staram. Od roku buduje się na nowo. Tylko to wokoło mnie dobija i brak wiary w siebie. Prac z psycholog sprawiła że trochę się podnioslam. Ale wciąż jestem typem człowieka który chce wszystkim dogodzić a bardziej to wszyscy tego idę mnie oczekują. Wiesz, mam niby przyjaciół ale... Jak byłam chora i nie mogłam się ruszyć po zakupy to tylko jedna osoba zapytała czy czegoś mi potrzeba. Reszta pisała głodne kawałki w stylu będzie dobrze, trzymaj się. Samotne święta też dały popalić. Jestem inna, nie plotkuje, nie kombinuje, jestem prostolinijna i kieruję się ideałami. W zasadzie... Wariatka
          • herakles-one Re: Jednak nie jestem wariatką. 12.07.18, 09:32
            Co za głupoty wypisujesz? Nie jesteś żadną wariatką. Gdyby wszyscy mieli takie cechy jak kierowanie się wartościami, prostolinijność, pomaganie innym, to świat byłby lepszy. Wiem, że to bolesne gdy ludzie, na których liczysz Cię zawodzą, lecz nie skupiaj się teraz na tym, bo ich nie zmienisz i nie użalaj nad sobą. Takie rozmyślanie typu "jak oni tak mogli" jest bezproduktywne.
            Skup się na tym co jest dobre dla Ciebie!
            Nikt w zasadzie do tej pory nie okazał Ci miłości, nie zaopiekował Tobą. Musisz się nauczyć sama opiekować sobą . Już przecież to robiłaś: odchudziłaś się, zmieniłaś, słowem zadbałaś o siebie.
            Zrób to teraz. Nigdy nie jest za późno, by zmienić swoje życie.
            Wspierałem kobietę , która będąc już po pięćdziesiątce przeżyła tragedię, bo złamała kręgosłup, dostała zawalu serca i leżała ok. roku w gipsie. Tymczasem, zatrudnieni u niej ludzie w sklepach, których była właścicielką narobili manka, a ta osoba, która ją zastępowała nie odprowadzała składek ZUS i kobieta została z dużymi długami, sklepy padły.
            Ta kobieta też miała jak Ty w dzieciństwie odtrącającą matkę, a ojca najczęściej nieobecnego. W obliczu tej tragedii nie załamała się, lecz zaczęła się od podstaw uczyć z kaset języka, a po opanowaniu jego podstaw wyjechała za granicę jako opiekunka dla seniorów. Początki były trudne, lecz przetrzymała, zarabia bardzo dobrze i ma osobę do opieki, którą lubi, traktuje jak własną matkę. Teraz już biegle zna język. Jest tam już 6 lat . Też jest po rozwodzie i też miała związek z osobą z borderline, który ją rozłożył na łopatki i spowodował depresję. Pomagałem jej wyjść z tego. Jeśli ona potrafiła, to Ty też potrafisz. Jesteś młodsza, masz wyższe wykształcenie i jeszcze długie lata życia przed sobą. Zadbaj, by były jak najlepsze!
          • leda16 Re: Jednak nie jestem wariatką. 12.07.18, 15:31
            manka50 napisała:

            > Staram się. Wciąż się staram. Od roku buduje się na nowo.

            To nie tak. Bez sensu jest "budowanie się od nowa" jeżeli nie wiesz, jaki jest cel tej budowy. Wcale nie musisz się budować Ty już masz zbudowaną pozycję zawodową i skoro jest to stanowisko kierownicze, to szkoda go porzucać dla niepewnej przyszłości gastarbeitera. Opiekę nad seniorami za granicą podejmują głównie osoby bez wykształcenia, które może i lepiej tam zarabiają, ale czują się wyobcowane środowiskowo i praktycznie są tam pariasami. Po wyjeździe do tego stanowiska już powrotu nie masz. A zdarzyć się może wszystko, łącznie z chorobą, która zmusi Cię do powrotu do Polski i uwieszenia się na UP. Dopiero ex by się cieszył. Również "wiara w siebie" nie jest Ci do niczego potrzebna. Potrzebny jest cel w życiu a tym może być miła dla każdego postawa hedonistyczna. Zazdrościsz koleżankom życia rodzinnego, a one mogą zazdrościć Tobie - dobrej pensji, stanowiska, wolnego czasu, niezależności. Nikogo nie musisz obsługiwać, znosić humorów prymitywnego męża, który już od dawna przestał kochać, wypruwać sobie flaków aby dogodzić egoistycznym bachorom, roli sprzątaczki, kuchty, służącej...Jesteś wolna i niezależna. I gdybyś - jak mniemasz - była zerem, nikt by sobie głowy nie zawracał plotkowaniem na Twój temat.


            Ale wciąż jestem typem człowieka który chce wszystkim dogodzić a bardziej to
            > wszyscy tego idę mnie oczekują.


            Nie pomożesz sobie, jeśli usiądziesz w gabinecie psychologa, infantylnie stwierdzisz "No cóż, taka już jestem i...rób pani coś ze mną". Zadaj sobie pytanie: Czemu chcesz wszystkim dogodzić (swoim kosztem, kosztem swojego czasu i energii) a ci "wszyscy" Cię olewają" oraz wyciągnij z tego zasadny wniosek: czy oni na to zasługują? Odpowiedź będzie oczywista i trzymaj się jej na zawsze.


            Wiesz, mam niby przyjaciół ale... Jak byłam ch
            > ora i nie mogłam się ruszyć po zakupy to tylko jedna osoba zapytała czy czegoś
            > mi potrzeba. Reszta pisała głodne kawałki w stylu będzie dobrze, trzymaj się.


            Dlaczego czekasz na pomoc zamiast o nią poprosić?! Dlaczego wyobrażasz sobie, że znajomi powinni zgadywać Twoje potrzeby, domyślać się ich i zachowywać jak jasnowidze? Korona z głowy by Ci spadła jakbyś do kilku osób napisała - przynieś mi to, to i to.

            S
            > amotne święta też dały popalić.


            Pisałaś, że masz matkę, brata, to co, z wszystkimi jesteś skłócona? Jeśli tak, są kurorty przyjmujące gości na Święta i zapewniające przez te 2-3 dni atrakcyjne rozrywki. Nie masz nikogo na utrzymaniu, zarabiasz więcej niż najniższa pensja czyli 1250 zł netto. Masz pół domu, które możesz wynająć lub wrócić tam i wynająć mieszkanie. Więc nie pisz, że Cię nie stać. No i pamiętaj - nikt się o Ciebie i Twój majątek z ex, szarpał nie będzie. Ty to musisz zrobić.


            Jestem inna, nie plotkuje, nie kombinuje, jeste
            > m prostolinijna i kieruję się ideałami. W zasadzie... Wariatka


            Ja też nie plotkuję i nie kradnę. Takie są miliony ludzi. To co, wszyscy wariaci?
            • manka50 Re: Jednak nie jestem wariatką. 12.07.18, 16:05
              Leda, zawsze w punkt ,ale tak jest do połowy. Teraz kilka wyjaśnień.
              Faktem jest że mam matkę i brata. Brat jest daleko i jest mało rodzinny a jego żona jeszcze mniej, święta spędzają na wczasach zagranicą niezmiennie od lat. Sami. Mama to osoba z którą nie mam więzi, owszem, odwiedzam, pomagam trochę finansowo i jestem w wigiliię, bo inaczej sumienie by mi nie odpuściło. Matka zawsze mi dowalała, zawsze fajne były inne dzieci i mój brat, to trudno mi było na tym oprzeć miłość do rodzica. Teraz spełniam obowiązki i prawdę mówiąc jej też to wystarcza.
              Pół domu nie ma, zabrał mi je były, dając w zamian malutkie mieszkanie w którym mieszkam. Mieliśmy dom kupiony na pół ale on nie chciał sprzedać po rozstaniu, a walka o te moje pół by mnie zrujnowała finansowo, więc wzięłam to mieszkanko żeby nie siedzieć tam z nim, gdy on przyprowadza koleżanki, narzeczoną i tak dalej. Zostało tam wszystko poza osobistymi rzeczami. Musiałam uciec bo naprawdę bym zwariowała, choć on tak jak byłą żonę wyzywał mnie od psychicznych.
              Mam w urzędzie mniej niż trzy tysiące, to nie metropolia. Rachunki wszystkie - czynsz, woda, gaz, energia, internet, tv i paliwo to niecałe 1000 zł, a matce kupuję leki za kilka stów. Sorry ale wiele nie zostaje.

              Nie użalam się, pytam o radę.
              • herakles-one Re: Jednak nie jestem wariatką. 12.07.18, 17:35
                A dlaczego brat nie finansuje matce leków? Chyba jest zamożniejszy od Ciebie? Tak to już zwykle jest, że dziecko które najmniej dostało od rodziców najwięcej im daje.
                Ja Ci nie proponuję byś się podjęła opieki seniorów za granicą, to był tylko przykład. To prawda, co pisze Leda, że zwykle Polak jest tam obywatelem drugiej kategorii, ale to dot. przede wszystkim ludzi niewykształconych i bez dobrej znajomości języka. Wiele osób tam się urządziło i nie chcą wracać do tego naszego piekiełka. Jeśli czujesz, że Twój dyplom nie gwarantuje wysokich zarobków to uzupełnij wykształcenie. Teraz rynek pracy się zmienił, pracodawcy poszukują pracowników. Oczywiście to moje subiektywne zdanie, ale bycie menedżerem w sieci handlowej, nie wydaje mi się ekscytującą pracą. Może w jakieś fundacji mogłabyś się zatrudnić później jeśli masz takie inklinacje do pomagania innym ? Jest teraz mnóstwo różnych studiów podyplomowych. Jeśli się zajmiesz czymś, to nie będziesz rozmyślać i użalać nad sobą. Będziesz miała cel w życiu. Dawno się rozeszłaś z tym Twoim partnerem? Co do pigułek to masz zupełną rację.
                • herakles-one Re: Jednak nie jestem wariatką. 12.07.18, 17:47
                  A nad łóżkiem powieś sobie to:
                  Ludzie są jak morze, cza­sem łagod­ni i przy­jaźni, cza­sem burzli­wi i zdrad­li­wi. Prze­de wszys­tkim to jed­nak tyl­ko woda. Albert Einstein

                  Może jego słowa pomogą Ci nabrać dystansu do ludzkich opinii i ich namiętności ?
                • manka50 Re: Jednak nie jestem wariatką. 13.07.18, 08:50
                  Mój brat ma bardzo dużo pieniędzy, ale wszystkim szefuje jego żona i ona uważa, że to obowiązek córki zając się matką, przy czym sama się rodzicami nie zajmowała, tylko jej dwie siostry. Swego czasu nakłoniła , a z zasadzie mój brat na jej namowę, moją mamę na sprzedaż swojego mieszkania w kamienicy, dołożyli trochę kasy i kupili małe w bloki na siebie, tym samym mieszkanie w któym mieszka mama jest teraz ich. To tak dla wyjaśnienia jak to wygląda i dlaczego nasze relacje są takie a nie inne.
                  Masz rację, co do angażowania się w coś. Lata temu, zanim zwiazałam się z byłym, byłam bardzo zaangażowana w wolontariat w hospicjum, chociaż to się wtedy tak ladnie nie nazywało....Czas wrócić, tylko nie do tego, bo teraz jestem za słaba psychicznie na takie działanie. Może coś lżejszego, ale wartościowego tak samo....
                  • nick.jak.nick Re: Jednak nie jestem wariatką. 13.07.18, 08:59
                    Ale ja juz ci napisalem, popracuj nad zmiana bratowej, da sie naprawde. Sam widzialem jedna, ktara byla cwana. Udawala przyjaciolke bratowej, a robila zupelnie co innego, o czym bratowa nie wiedziala. Wpedzila ja w taka depresje, ze zapomniala jak sie nazywa i sama uciekla od jej brata. Dzis siostra i brat sa rodzenstwem niczym z telenoweli, dziewczyna pracuje nad bratem szczesliwa, ze brata odzyskala a rodzina jest prawidlowa.
                    • manka50 Re: Jednak nie jestem wariatką. 13.07.18, 10:08
                      Mogę próbowac, ale bez pomocy brata bedzie ciezko. No i ona musi się do mnie odzywac, bo od kilku tygodni, gdy coś jej powiedziałam w oczy, zresztą jak to ja - grzecznie - zrobiła aferę że ją obraziłam i zakomunikowała, że naszej rodziny znać nie chce, w ogóle i na zawsze. No a mój brat co na to? Ze on nic....nie poradzi i się mieszał nie będzie. Ot, co.
                      • nick.jak.nick Re: Jednak nie jestem wariatką. 13.07.18, 10:39
                        No to wlasnie sprobuj o czym ci pisalem. Wazne tezm czy maja dzieci, bo jak uda ci sie ich dokumentnie poroznic, to moga miec problem. Jednak jak uda ci sie tak ja ta, co ja wspomnialem wpedzic bratowa w depresje, moze brat zacznie pic, to ty odbierzesz im dzieci. Uwierz, ze niczym bys im tak nie dopiekla za to, co ci zrobili. Gdybys znalazlanporzadnego, uczciwego, rodzinnego czlowieka, to mogli byscie te dzieci zaadoptowac jak wlasne, ty tez bts miala przeciez jakas czastke wlasnych genow, bo to brata. oomysl o tym, jezeli dzieci maja, a uwierz, ze nic tak nie zniszczy zycia bratowej, jak to.
                        • ada_ww Re: Jednak nie jestem wariatką. 13.07.18, 11:12
                          nick.jak.nick napisała:

                          > No to wlasnie sprobuj o czym ci pisalem. Wazne tezm czy maja dzieci, bo jak uda
                          > ci sie ich dokumentnie poroznic, to moga miec problem. Jednak jak uda ci sie t
                          > ak ja ta, co ja wspomnialem wpedzic bratowa w depresje, moze brat zacznie pic,
                          > to ty odbierzesz im dzieci. Uwierz, ze niczym bys im tak nie dopiekla za to, co
                          > ci zrobili. Gdybys znalazlanporzadnego, uczciwego, rodzinnego czlowieka, to mo
                          > gli byscie te dzieci zaadoptowac jak wlasne, ty tez bts miala przeciez jakas cz
                          > astke wlasnych genow, bo to brata. oomysl o tym, jezeli dzieci maja, a uwierz,
                          > ze nic tak nie zniszczy zycia bratowej, jak to.

                          Ku... ludzie, gdzie Wy macie rozum, zeby tak durnych rad udzielac osobie z problematyka psychiczna w amoku nienawisci. Moze lepiej od razu napisac, zeby zabila ta bratowa, to wszelkie jej problemy znikna jak od czarodziejskiej rozdzki, w to tez pewnie uwierzy. Juz pod wplywem postow zaczyna knuc, ze moglaby cos z zyciem z bratowej zrobic, tylko brat musialby jej pomoc. Gdzie rozum, gdzie zdrowy rozsadek, zeby takie rzeczy proponowac osobie, ktora ma problem z identyfikacja rzeczywistosci. Moze faktycznie pewnego dnia wezmie noz i zabije ta kobiete wierzac, ze to ulzy jej wszelkim problemom. Przeciez po jej postach widac golym okiem jaka nienawiscia zionie to tej kobiety.
                            • manka50 Re: Jednak nie jestem wariatką. 13.07.18, 13:00
                              nikt nikomu nikogo odbierac nie będzie a ja takich rad nie zamierzam jak nick realziowac, bo nie są zgodne z tym jakie wartości sa dla mnie ważne. Nie musisz tak krzyczeć. Na nikogo. Prosze Cię, bys przestała tu pisac. Jesli to ma tak wyglądac i nie potrafisz grzecznie, to nie pisz tutaj. Dziekuję
                              • ada_ww Re: Jednak nie jestem wariatką. 13.07.18, 13:51
                                manka50 napisała:

                                > nikt nikomu nikogo odbierac nie będzie a ja takich rad nie zamierzam jak nick r
                                > ealziowac, bo nie są zgodne z tym jakie wartości sa dla mnie ważne. Nie musisz
                                > tak krzyczeć. Na nikogo. Prosze Cię, bys przestała tu pisac. Jesli to ma tak wy
                                > glądac i nie potrafisz grzecznie, to nie pisz tutaj. Dziekuję

                                Oczywiscie, ze ty z takim trollem wypisujacym bzdury co slina na jezyk przyniesie zgadzasz sie, bo pojechal twoimi klockami na temat niszczenia bratowej zycia. No i jak ja smialam trollisku w takiej sytuacji zwrocic uwage, gdy napisal, ze brat powinien znalezc sobie dziewczyne odpowiadajaca tobie. Idz faktycznie do psychiatry, moze bedzie w stanie cos pomoc, chociaz szczerze w to watpie.
                            • ada_ww Re: Jednak nie jestem wariatką. 13.07.18, 17:34
                              herakles-one napisał:

                              > Mańka nie ma żadnego problemu z identyfikacją rzeczywistości. Jest świadoma swo
                              > ich uczuć w przeciwieństwie do Ciebie.

                              Odczep Ty sie wreszcie ode mnie, czego Ty ode mnie chcesz, ze czepiasz sie kazdego mojego posta? Ze przyklasuje rozkapryszonej, egocerntrycznej, plotkarskiej babie z problemami psychicznymi?
                                • ada_ww Re: Jednak nie jestem wariatką. 13.07.18, 17:51
                                  herakles-one napisał:

                                  > Ty masz większe problemy od niej.

                                  A kim Ty jestes, zeby mi stawiac diagnozy? Ja sie nie rozpisuje na temat mojego zycia prywatnego i nie obrabiam tylka rodzinie obwiniajac dookola wszystkich. ODWAL ty sie ode mnie, nie masz argumentow, to zaloz czapke i idz w druga strone.
                                  • herakles-one Re: Jednak nie jestem wariatką. 13.07.18, 19:03
                                    Wyładowujesz swoją złość na obcych Ci osobach. Piszesz o swoich byłych partnerach, który świadczy o nienawiści do nich. Starasz się poniżyć innych- tak jak było z Wiolcią z powodu jej pochodzenia, a sama, jak z Twoich postów wynika, obracasz się w jakimś półświatku. Ja jestem chłopem, ale wstyd by mi było takiego języka używać, jak Ty używasz. W tym mogłabyś udowodnić swoją przewagę nade mną. I jedynie w tym. Tutaj w stosunku do Mańki też jesteś agresywna i obrażasz ją bez powodu. Nic nie wiesz o niej, poza tym co napisała, a konfabulujesz na jej temat. I to nazwałem paranoją. Projektujesz swoje wrogie uczucia na nią i ją oskarżasz o nienawiść do szwagierki. Podczas gdy ona opisała fakty, a nie wyrażała się o niej tak, jak to Ty masz w zwyczaju.
                                      • herakles-one Re: Jednak nie jestem wariatką. 13.07.18, 21:10
                                        Jeśli potrafisz udowodnić, że było inaczej to przyznam Ci rację. Dopóki tego nie zrobisz, to są Twoje konfabulacje. A Twoje życie mnie nic nie obchodzi, dopóki nie napadasz na innych i nie robisz wiochy tutaj. Mańka pisze o swoich problemach i chce je rozwiązać, a Ty swoje zamiatasz pod dywan. Rezultat jaki tego jest, to każdy widzi, oprócz Ciebie.
                                  • manka50 Re: Jednak nie jestem wariatką. 13.07.18, 23:26
                                    Ada a Ty kim jesteś by stawiać diagnozy? Z tego co sama napisałaś w kilku miejscach w tym poście, musialas sie poddać leczeniu i w domu też zdarzenia raczej mało normalne. Nie mów że ma problemy psychiczne, bo ja z psychiatry nie korzystałam i nie korzystam a Ty tak , stąd wniosek raczej prosty, prawda?
                                    • ada_ww Re: Jednak nie jestem wariatką. 13.07.18, 23:32
                                      manka50 napisała:

                                      > Ada a Ty kim jesteś by stawiać diagnozy? Z tego co sama napisałaś w kilku miejs
                                      > cach w tym poście, musialas sie poddać leczeniu i w domu też zdarzenia raczej m
                                      > ało normalne. Nie mów że ma problemy psychiczne, bo ja z psychiatry nie korzyst
                                      > ałam i nie korzystam a Ty tak , stąd wniosek raczej prosty, prawda?

                                      Straszne, w wieku 50 odbija palemka, ze z herakleskiem forumowym nie mozna zniesc kolejnego jajeczka
                                      • herakles-one Re: Jednak nie jestem wariatką. 14.07.18, 09:30
                                        Tutaj Ada przerosłaś samą siebie. To okrutne i nikczemne co napisałaś. Nie chodzi o mnie, bo ja mam w dupie Wasze opinie i osądy, ale napisać coś takiego kobiecie, która straciła dziecko i nie może przez to mieć już dzieci- może tylko ktoś taki jak Ty. Widzę, że Twój stan się pogarsza z dnia na dzień.
                                        • ada_ww Re: Jednak nie jestem wariatką. 14.07.18, 10:07
                                          herakles-one napisał:

                                          > Tutaj Ada przerosłaś samą siebie. To okrutne i nikczemne co napisałaś. Nie chod
                                          > zi o mnie, bo ja mam w dupie Wasze opinie i osądy, ale napisać coś takiego kob
                                          > iecie, która straciła dziecko i nie może przez to mieć już dzieci- może tylko k
                                          > toś taki jak Ty. Widzę, że Twój stan się pogarsza z dnia na dzień.


                                          Odwal ty sie w koncu ode mnie wiejski filozofie, kazdy, absolutnie kazdy wlacznie z administracja wie, ze to duch swiety i ze gracie tu we wspolnym duecie. I jeszcze raz powtarzam odwal sie od mojego zycia i nie probuj mnie w zaden sposob przywolywac do tlumaczenia, bo ty jestes dla mnie zwyczajnie nikim i nic cie nie obchodzi, co ja robie. A na mojego eksa sie wiecej nie powoluj, bo mozesz dostac od niego to, czym straszyles Nanie.
                                            • ada_ww Re: Jednak nie jestem wariatką. 14.07.18, 10:56
                                              mona.blue napisała:

                                              > Mnie przeraża poziom agresji, jaki w tym wątku okazujesz Ada w stosunku do Mank
                                              > i i Herkulesa. Nie spodziewałam się tego po tobie, ale może za bardzo zawsze us
                                              > prawiedliwialam sobie twoje agresywne zachowania.
                                              >

                                              Teraz wszystko sie na mnie skupi, ale mowiem ze przyzwyczajona jestem. Podobnie jak nie chcialam, a musialam patrzec jak wyglada swiat oczami cpuny-narkomanki i zwyrodnialca odsiadujacego wyrok za morderstwo...
                                              • mona.blue Re: Jednak nie jestem wariatką. 14.07.18, 11:20
                                                ada_ww napisała:

                                                > mona.blue napisała:
                                                >
                                                >
                                                > Teraz wszystko sie na mnie skupi, ale mowiem ze przyzwyczajona jestem. Podobnie
                                                > jak nie chcialam, a musialam patrzec jak wyglada swiat oczami cpuny-narkomanki
                                                > i zwyrodnialca odsiadujacego wyrok za morderstwo...

                                                Mogę jeszcze zrozumieć, choc tez trudno, agresje w stosunku do Mańki, jeśli uwazasz ja za trolla, ale za nickiem Herkules kryje sie człowiek, który nie zasłużył sobie na taką agresję.
                                                • mona.blue Re: Jednak nie jestem wariatką. 14.07.18, 11:24
                                                  I jeżeli nick Mańka nie jest trollem to też nie zasłużył sobie na taka agresję. Nawet jak masz krytyczne zdanie to mozna to wyrazić oględniej.

                                                  Przeczytałam własnie w WO artykuł nt przemocy domowej i może to tak na mnie podziałało, ale ponieważ sama to przeszłam to boję się nadmiernej agresji.
                                                • ada_ww Re: Jednak nie jestem wariatką. 14.07.18, 11:33
                                                  mona.blue napisała:

                                                  >> Mogę jeszcze zrozumieć, choc tez trudno, agresje w stosunku do Mańki, jeśli uwa
                                                  > zasz ja za trolla, ale za nickiem Herkules kryje sie człowiek, który nie zasłu
                                                  > żył sobie na taką agresję.
                                                  >
                                                  Ale co Ty go tlumaczysz Mona? Jak on bezczelnie czepia sie kazdego mojego postu, czy Ledy to jest Ok? Przeczytaj sobie raz jeszcze, jak ten jakze wrazliwy czlowiek zwracal sie do forumowiczki Nanie zastraszajac ja? Ja nie zamierzam mu sie spowiadac z mojego prywatnego zycia, a ten do mnie, ze mam mu cos udowodnic? Moze dla Ciebie on cos znaczy i udowadniaj mu co sobie tylko chcesz, ja nie zamierzam i tez nie zamierzam sobie pozwalac na wieczne ataki w kierunku mojej osoby.
                                                  A co do przykladu zwyrodnialca i cpuny, przeciez to nie bylo bynajmniej do duchy i heraklesa, przeciez taki porzadny czlowiek, jak on to muchy by nie skrzywdzil. Kiedys ktos spod nicka zdaje sie krytyk napisal, ze siedzi za morderstwo, ktorego nie popelnl, ale to byl niewinny zarti za tamtym nickiem z pewnoscia nie kryje sie herakles. Po prostu z racji moich studiow podyplomowych, ktore sama sobie wybralam kieruja mnie do takich, a nie innych prac. I byl tam aksperyment zimbardo, gdzie jeden z wyrokiem gral role szefa, a jego cpuna-narkomanka szefowa, grono psychologow, psychiatrow, czy tych, ktorzy sie jeszcze ucza robilo sobie notatki. A ludzie wyksztalceni w kierunku socjalizacji psychopatow odgrywali role asocjalnych przyklekajac sobie pircing czy dobierajac odpowienio stroj. To bylo tak zupelnie na marginesie co do poprzestawianych rol.
                                                  • herakles-one Re: Jednak nie jestem wariatką. 14.07.18, 19:38
                                                    Prosiłem byś udowodniła, że to, co pisze Mańka, to są kłamstwa, które jej zarzucasz, a nie Twoje prywatne sprawy. Nie kłam !
                                                    Nic mnie Twoje prywatne sprawy nie obchodzą, a gdy piszesz na forum o nich to mam je prawo komentować . Ja nie konfabuluję na Twój temat, tak Ty to robisz.
                                                  • mona.blue Re: Jednak nie jestem wariatką. 14.07.18, 22:49
                                                    ada_ww napisała:

                                                    > mona.blue napisała:
                                                    >
                                                    > >> Mogę jeszcze zrozumieć, choc tez trudno, agresje w stosunku do Mańki
                                                    > , jeśli uwa
                                                    > > zasz ja za trolla, ale za nickiem Herkules kryje sie człowiek, który nie
                                                    > zasłu
                                                    > > żył sobie na taką agresję.
                                                    > >
                                                    > Ale co Ty go tlumaczysz Mona? Jak on bezczelnie czepia sie kazdego mojego postu
                                                    > , czy Ledy to jest Ok? Przeczytaj sobie raz jeszcze, jak ten jakze wrazliwy czl
                                                    > owiek zwracal sie do forumowiczki Nanie zastraszajac ja? Ja nie zamierzam mu si
                                                    > e spowiadac z mojego prywatnego zycia, a ten do mnie, ze mam mu cos udowodnic?
                                                    > Moze dla Ciebie on cos znaczy i udowadniaj mu co sobie tylko chcesz, ja nie zam
                                                    > ierzam i tez nie zamierzam sobie pozwalac na wieczne ataki w kierunku mojej oso
                                                    > by.
                                                    >
                                                    Może i masz rację, oboje siebie atakujecie nawzajem. A co Herakles pisał do Nanie to już nie pamiętam dokładnie, wiem tylko że walczyli że sobą.
                                                • leda16 Re: Jednak nie jestem wariatką. 14.07.18, 14:45
                                                  mona.blue napisała:
                                                  za nickiem Herkules kryje sie człowiek, który nie zasłu
                                                  > żył sobie na taką agresję.


                                                  W tym względzie całkowicie Adę popieram. Człowiek, który wykreował tak złośliwego i prymitywnego nicka, który dowala Forumowiczom diagnozami psychiatrycznymi, z prostackim wścibstwem węszy w cudzym prywatnym życiu i roi, że wszystkie rozumy pozjadał odzywając się do nas w stylu: "brednie piszesz, jesteś zaburzona, idź się leczyć, itp" w całej rozciągłości na taką agresję zasłużył. Nie mam takiej wnikliwości psychologicznej jak Ada, która błyskawicznie, po kilku postach w "Aaleksiss" zidentyfikowała "Ducha świętego", i której każdy psycholog mógłby tylko pozazdrościć, ale zaczynam podejrzewać, że "Herakles" to następne wcielenie "Wiolci" i "Klementynki", której zresztą na innym Forum się wypsnęło, że to córka studiowała psychologię i jej podręczniki cytuje jak małpa, bez zrozumienia :)
                                                  • herakles-one Re: Jednak nie jestem wariatką. 14.07.18, 19:47
                                                    Oj kobiety kobiety ! Zaszkodziło Wam to pisanie na forum. Obie w paranoję wpadacie. Jestem pewien, że autorką tego wątku jest autentyczna osoba, a nie żaden duch czy aleksis. Nie sądzę też, by to co pisał nick jak nick pisała to Anka. Podejrzewam , że napisał to mężczyzna, który ma inny nick.
                                                    A co do mnie, to myślcie sobie co chcecie. Mogę być nawet Wiolcią jeśli koniecznie chcecie.
                                                  • manka50 Re: Jednak nie jestem wariatką. 15.07.18, 11:31
                                                    Macie zero wiedzy i intuciji, moje drogie Ado i Ledo, a raczej jakieś niebezpieczne wyciąganie wniosków opartych na własnej pysze i pozornej wiedzy, bowiem żadnym duchem, ani zwykłym, ani bajkowym Casperem ani tez świętym nie jestem. Ani Aleksis, chociaż w zasadzie pewnie z jakiegoś powodu ich się boicie, więc aż chyba przewalę forum, żeby ich poczytać i zobaczyć skąd ten Wasz strach.
                                                    Niestety, Wasze rady, gdy obie jesteście z problemami, nie są skuteczne - własnie dlatego, że nie w kazdej chorobie taka rada ozdrawia, raczej tego komu doradzacie chcecie skopać by mieć zapewne sowist asatysfakcję i podbudowac ego.
                                                    Wnikoliwość psychologiczna u chorej osoby? Sorry, Leda. To zaleta lekarzy a nie pacjentów.
                        • manka50 Re: Jednak nie jestem wariatką. 13.07.18, 12:56
                          Tak brutalnie to ja nie potrafię, zreszta ich dzieci są pełnoletnie a oni dorosli. Moge tylko rozmawiac z bratem zeby włozył spodnie, bo narzekanie nic mu nie pomoże, tym bardziej ze sytuacja u niego w domu się rozkręca. Ale on się poddaje sytuacji, zonie jakby bał się utraty tego co ma i zna. Widać jest podobny do mnie, choć to mężczyzna i powinien mieć inaczej. Działać, a nie gadac.....
                          • ada_ww Re: Jednak nie jestem wariatką. 13.07.18, 12:58
                            manka50 napisała:

                            > Tak brutalnie to ja nie potrafię, zreszta ich dzieci są pełnoletnie a oni doros
                            > li. Moge tylko rozmawiac z bratem zeby włozył spodnie, bo narzekanie nic mu nie
                            > pomoże, tym bardziej ze sytuacja u niego w domu się rozkręca. Ale on się podda
                            > je sytuacji, zonie jakby bał się utraty tego co ma i zna. Widać jest podobny do
                            > mnie, choć to mężczyzna i powinien mieć inaczej. Działać, a nie gadac.....

                            A co cie to gowno obchodzi ty stara niedowartosciowana plotkaro. Zajmij sie swoim zyciem, bo to ty plywasz po uszy w gownie, a cudzym domem i cudzymi portkami
                              • ada_ww Re: Jednak nie jestem wariatką. 13.07.18, 13:05
                                manka50 napisała:

                                > Powinnas się na spokojni eprzeczytac, zioniesz nienawiścią do wszystkich, więc
                                > nie pisz tutaj, proszę kolejny raz......a ja juz zgłosiłam Cię do admnistratora
                                > . Przykro mi ale nie mam wyjścia

                                Spadaj na drzwo ty stary, niedowartosciowany, zakompleksiony, zazdrosny kopciuchy ziejacy nienawiscia do wszystkiego i wszystkich. Sama nie masz wlasnego zycia, to probujesz tego zycia pozbawic brata i pewnie cala rodzine. Bo kopciuch plotkarski nie umie cieszyc sie zyciem, to juz nikt nie ma do tego prawa.
                                  • ada_ww Re: Jednak nie jestem wariatką. 13.07.18, 17:32
                                    herakles-one napisał:

                                    > Ada to co demonstrujesz tutaj to się nazywa paranoja.

                                    A co ma wspolnego to, co napisalam z paranoja? Prawde jej napisalam, zeby skupila sie na wlasnym zyciu i wlasnych problemach, a nie matki, brata, czy bratowej. Kreuje sie tu na ideal, ale jakby jeszcze ze dwie osoby pociagnely temat np. jej bratowej, to polecialoby jeszcze ze 100 postow na obrabianiu tej kobiecie tylka. I coz za skromnosc i brak wiary w siebie- napisac, ze w pracy jest ona perfekcyjna. Jak jest tak samo perfekcyjna, jak w zyciu osobistym, to tylko wspolczuje wspolpracownikom. Pewnie wywala w pracy swoje niepowodzenia i kompleksy na podwladnych tak samo, jak na forum, probuje wyrzucic z forum tych, ktorzy jej iffantylizmowi nie przyklaskuja.
                                        • herakles-one Re: Jednak nie jestem wariatką. 15.07.18, 13:36
                                          Ja też nie lubię nikogo obrażać, ale czasem ktoś zmusza wręcz, by również okazać agresję. Mam poza tym z Ledą pewne porachunki. Gdybyś poczytała historię, tak ja to zrobiłem, to zrozumiesz co ta pani tutaj wyprawiała gdy się jej nie postawiło tamy. Każdego psychologa, który się tutaj pojawiał niszczyła bezwzględnie wykorzystując to, że psychologowi nie wypada odpłacać pięknym za nadobne i zazwyczaj Ci wartościowi dla forum ludzie szybko znikali.
                                          Mnie też próbowała w ten sposób zepchnąć do narożnika i walić jak w worek treningowy.
                                          Wespół z jedną taką jeszcze panią, której tutaj teraz nie widzę, niszczyły studentkę psychologii tylko za to, ze jest studentką ( ona też była po przejściach i późno zaczęła studia) i że ośmieliła się mieć inne zdanie na temat porodów. Ona optowała za naturalnym, a tamta pani za cesarskim i dlatego Wiolcia została ochrzczona babą ze wsi, która na kartoflisku rodziła swoje dzieci. Zrobiły jej taką markę jakby była niedorozwinięta, a ta dziewczyna była najlepsza na swoim roku. I nawet kod matrixa byłby zadowolony , bo miała bardzo wysokie IQ. Teraz już obroniła dyplom, pracuje w swoim zawodzie, zrobiła podyplomowe studia z diagnostyki, ale Leda utrzymuje, jak wczoraj czytałem, że to nie ona studiowała, lecz jej córka, a Wiolcia tylko czytała jej podręczniki. No i teraz ja jestem też podejrzewany, że jestem Wiolcią. No cóż, paranoja się udziela.
                                          Narcyz nie zniesie konkurencji, on musi być najważniejszy i najmądrzejszy i wszyscy go powinni podziwiać, wtedy takim okazuje łaskawość.
                                          • manka50 Re: Jednak nie jestem wariatką. 15.07.18, 14:06
                                            niestety, to prawda, narcyz forumowy nie znosi nikogo, kto jest chocby podobny do niego, a nie daj boze lepszy czy mądrzejszy, bo urodę tutaj raczej ciżęko ocenic. A swoją drogą, gdyby trzeba swiecić swoją facjatą, to pewnie część tych przemądrzałych dziwnych osób nie pojawiałaby się tutaj, z wiadomych powodów :-)
                                          • leda16 Re: Jednak nie jestem wariatką. 15.07.18, 16:32
                                            herakles-one napisał:
                                            Mam poza tym z Ledą pewne porachunki. ... ple, ple, ple...


                                            Ach, porachunki! No słucham, słucham, jakąś kasę zamierzasz ode mnie wycisnąć czy grozić mi i szantażować tak jak to z Nanie (ofiarą psychoterapeutów) robiłeś? Istny magiel samozwańczy psychoterapeuto tu odstawiasz. Ploty, insynuacje, pomówienia...Widać Heraklesie, primo voto Wiolciu, że czujesz się w skórze zacietrzewionej przekupki jak ryba w wodzie :) Tyle, że nawet prosta przekupka z jarmarku cwańsza od Ciebie, takiego bajeru jak Mańka Ci sprzedała, nawet po ciemku by nie kupiła :)) I każdą brednię łykniesz Wiolciu, byle swoje sfrustrowane ego dopieścić. Lepiej Opatrzności podziękuj, że Ci się chociaż w internecie pacjentka trafiła, jak ślepej kurze ziarno i używaj sobie ile wlezie, skoro w realu chętnych na Twoją "psychoterapię" brakuje chociaż starasz się jak możesz, a jak nie możesz, to też się starasz :)


                                            i że ośmieliła się mieć inne zdanie na temat porodów
                                            > . Ona optowała za naturalnym, a tamta pani za cesarskim i dlatego Wiolcia zosta
                                            > ła ochrzczona babą ze wsi, która na kartoflisku rodziła swoje dzieci.



                                            Ale syf :))) Wiolciu, dlaczego leczenie psychiatryczne przerwałaś? Zażyj szybko te swoje tabletki, które Ci pan doktor zapisał, to przestaniesz sałatkę słowną z gruszki ni z pietruszki serwować. Masz chyba z 65 lat więc już pewnie ani sama rodzić nie będziesz ani tym bardziej ciężarnym dyktować, jaki rodzaj porodu położnik dla nich wybierze. Informuję Cię uprzejmie, że w Polsce nie ma cesarki na życzeni, lecz wyłącznie z przyczyn medycznych.


                                            I nawet kod matrixa byłby zadowolony , bo miała bardzo wysokie IQ.


                                            Ha, na pewno będzie, jeśli uda Ci się Go o tym przekonać Wiolciu


                                            No cóż, paranoja się udziela.


                                            Widział pies buty, a Ty paranoję :)))



                                            > Narcyz nie zniesie konkurencji, on musi być najważniejszy i najmądrzejszy i ws
                                            > zyscy go powinni podziwiać, wtedy takim okazuje łaskawość.


                                            Jejku, nie pisz tak o sobie, bo jeszcze z trudem narajona pacjentka ucieknie i zostaniesz bez wróbla w garści. Ale zauważ, że w poczekalni siedzi jeszcze jedna pacjentka - wytrzeźwiała dziewica, która nie jest pewna, czy w pijanym widzie ten skarb utraciła, czy jeszcze nie :) Miłej zabawy Wiolciu
                                            • herakles-one Re: Jednak nie jestem wariatką. 15.07.18, 17:19
                                              Leda, pilnuj się, bo gdy personel w Tworkach zobaczy co Ty tutaj wypisujesz to Ci odetnie dostęp do kompa i stracisz szansę na wyjście. Uznają, że pacjentka nadal nie odzyskała kontaktu z rzeczywistością. Z biegłym psychiatrą to Ty się widziałaś gdy Cię badał i ubzdurałaś sobie dziecinko, że nim jesteś. Dziecinko mówię pieszczotliwie do Ciebie, bo mi Cię mimo wszystko szkoda, bo wiem, że jesteś starą babą mającą dawno dorosłych i żonatych synów.
      • serendypia Re: Jednak nie jestem wariatką. 12.07.18, 12:45
        Wiem, że mówienie "będzie dobrze" nie ma większego sensu. Depresja lubi wracać, a poczucia niskiej wartości trudno się pozbyć. Jest to naprawdę ciężka i długa praca nad sobą. Myślałaś o wizycie u psychiatry? Może dobrałby Ci jakieś antydepresanty. Farmakologia w połączeniu z psychoterapią daje niezłe długoterminowe efekty. Walcz o siebie i o swoje szczęście. Zasługujesz na to!

        ---------------------
        terapiarodzinna.com
        • leda16 Re: Jednak nie jestem wariatką. 12.07.18, 14:47
          serendypia napisała:

          Depresja lubi wracać,
          > a poczucia niskiej wartości trudno się pozbyć. Jest to naprawdę ciężka i długa
          > praca nad sobą.


          Czyli co, Ona ma Twoim zdaniem depresję, żyć się kobiecie nie chce, a Ty Ją dodatkowo dołujesz pisząc jak długą i ciężką harówkę musi odbyć, żeby poczuć się lepiej? Nie dajesz gwarancji, że ta ciężka praca się opłaci? No i jeszcze ma walczyć, w tej depresji. Jedna rozsądna rada, to skorelować farmakoterapię z psychoterapią b-p, ale krótkoterminową. Przy czym odnośnie tej modalności pojawiają się głosy krytyczne, że lepsze samopoczucie zapewnia zmiana stylu działania a nie myślenia. Odnośnie leczenia, to stabilizatory nastroju a nie żadne "antydepresanty", po których jeszcze bardziej będzie dygotać z bezsilności. A nie zastanowiłaś się, że w małym miasteczku z wizytą u psychiatry może być gorzej? Spotka tam znajomą i będzie następny temat do plotek. Rozumiem, że stopka nie jest reklamą Twojego gabinetu a dowodzi tylko Twojej bezmyślności wobec kobiety, która cierpi z powodu braku rodziny?
      • leda16 Re: Jednak nie jestem wariatką. 12.07.18, 16:01
        manka50 napisała:

        > Dziś siedzę i płaczę. Nikt nie widzi. Ale w za kogo to interesuje? Nikogo.


        Masz rację. Nikogo to nie interesuje i niczego tym nie zmienisz, więc nie niszcz sobie oczu i urody. Zamiast beczeć, jedź do psychiatry po stabilizator nastroju i zastanów się, czy warto beczeć z powodu szmatławych męskich portek, skoro jesteś ładna, zgrabna, gwizdnąć wystarczy, aby zjawił się chętny, do spotkań, kina, spacerów, wycieczek rowerowych, itp.


        Moje
        > koleżanki żyją życiem mężów, dzieci lub wnuków. Ja życiem wolontariusza, zawod
        > owym i troskami, jakie niesie moje życie.


        Ich życie też po różach nie płynie, też obfituje w troski. Ale Ty jesteś tak skoncentrowana na sobie, że tego nie widzisz. Ci ludzie z hospicjum, pewnie wszyscy by się z Tobą zamienili.

        > W dni takie jak dziś nie daje rady.

        Co takiego stało się dziś?

        Chciałabym nie żyć. A świat nienawidzę.


        Co świat Ci złego zrobił? No i pewne jest, że kiedyś i tak wszyscy żyć przestaniemy stając się żerem dla robactwa. Ale po co już im to fundować?

        Nie
        > umiem być samowystarc, Al a emocjonalnie.


        To musisz się tego nauczyć. Innego wyjścia nie masz.
          • ada_ww Re: Jednak nie jestem wariatką. 12.07.18, 18:11
            Manka tego kwiatu to pol swiatu jak to mowia. Ja zauwazylam jeszcze, ze wszyscy sa winni, rodzice, brat, bratowa, jeden eks i drugi i niewiadomo, kto jeszcze. Siebie przedstawiasz tylko i wylacznie jako zakompleksiona ofiare tych wszystkich ludzi, takiego wykorzystanego idealka na stanowisku, ktoremu nalezy sie wiecej i inni, tylko nie Ty sama maja o to dbac. Jestes dorosla, niezalezna kobieta, z praca, mieszkaniem. Ile kobiet wychowuje gromadke dzieci przy mezu alkoholiku na wsi, zaszczanym, smierdzacym i uwazasz, ze one to maja pelnie szczescia?
            Ja tez jestem swiadkiem dwoch 'lwic" walczacych ze soba o portki i to takie, na ktore w zyciu nie chcialabym spojrzec. Jedna przed 50 z dwojka dawno doroslych dzieci, a druga po 40 z 2 blizniakow w wieku 8 lat, podobno jego, ale mowia roznie. Jak ta z dziecmi go nie chciala i ogladala sie za innymi, to ta bez dzieci byla przeszczesliwa i rozanielona. Jak ten kmiot szedl to tej przed 50, to ta druga nagle go kochala i dzieci byly jego. Tragikomedia tak naprawde, ale do tego stopnia, ze obie zapragnely zniszczyc kazda, ktorej sie nie podobal (a takich jest wiekszosc) zatruwajac im zycie, bo jak mogly powiedziec na niego zle slowo.
            Ja na Twoim miejscu cieszylabym sie wolnoscia, szczegolnie w srodku upalnego lata.
            • kod_matrixa Re: Jednak nie jestem wariatką. 12.07.18, 18:38
              No niestety, ale społeczeństwo nie jest równo obdarzone intelektem przez naturę. A to ma ogromne implikacje bo ociężałe umysłowo ciemniaki (jest ich 2/3) onenia innych z własnej troglodyckiej perspektywy.

              Psycholodzy o tym Wam nie powiedzą bo sami mają ogromne problemy m in z takim przedmiotem jak statystyka. O zdolnościach kognitywnych nie wspomnę. Spytajcie wykładowców psychologii a brzydka prawda wyjdzie na jaw.
            • manka50 Re: Jednak nie jestem wariatką. 12.07.18, 18:45
              Chyba nie do końca mnie zrozumiałaś, ale ok. Pewnie że można mieć gorzej, mogę dostać udaru, zawału albo złamać kręgosłup ale o ile wiem, to raczej trzeba ciągnąć w górę a nie w dół. Jestem inna niż Ty, inaczej widzę. Być może miałaś lepsze dzieciństwo i jesteś mniej skupiona na sobie. Nie opisałam tu swojego życia i nie piszę, co dla kogo zrobiłam i kiedy, bo to nie było clou sprawy, ale może powinnam była, że pierwszy mąż był alkoholik i przebimbał wszystko co mieliśmy, że utrata dziecka z takim wsparciem była naprawdę trudnym przeżyciem a info o tym, że nigdy już nie urodzę tym bardziej. I tu nie chodzi o współczucie, bo ono mi niepotrzebne, tak samo jak dokładanie bo to tez świetnie sama potrafię. Patrzysz w sposób w jaki patrzy mój były- przecież że mnie gnębił, bił i poniżał tylko w domu to powinnam się cieszyć, że nie przy ludziach. Że mogłam w końcu iść do fryzjera bo się zgodził, że mogłam iść do pracy, bo przecież nie musiałam, mogłam dalej żebrać o kasę na krem. A mój brat jest dupa, bo były romansował z jego żoną, ona teraz brata wywala z domu, chociaż były ma już dawno inną. Były miał niebieską kartę i sprawę o pobicie to też nic takiego, przecież mógł mnie zabić, a wcześniej żonę. Ja o tym nie wiedziałam, bo mu wszystko skasowali jak się tu pojawił i zaczął brylować.
              Ale gdybys przeczytała uważnie, to problem nie w tych portkach tylko w tym, że mi eks dupe obrabia bo przygruchał naiwną, zgnębił jej męża, bo jeszcze go posiada, a już myślałam że po półtora roku mam spokój. No i nie mam, bo mu się przypomniało że mi obiecał co obiecał na odchodne.
              I z tym sobie nie radzę, a nie z brakiem faceta . I w nosie mam kto na niego leci, poleci i z kim będzie żył, nie radze sobie z tym że znajduje poklask bo mi dupę obrabia a ja nie ptorafiłam się obronić. I poszłam do adwokata, wszystko poukładane, ale świadkowie nagle się wycofali. To teraz mam dopiero Sajgon.
              • leda16 Re: Jednak nie jestem wariatką. 12.07.18, 19:46
                manka50 napisała:
                > Ale gdybys przeczytała uważnie, to problem nie w tych portkach tylko w tym, że
                > mi eks dupe obrabia bo przygruchał naiwną, zgnębił jej męża, bo jeszcze go posi
                > ada, a już myślałam że po półtora roku mam spokój. No i nie mam, bo mu się przy
                > pomniało że mi obiecał co obiecał na odchodne.
                > I z tym sobie nie radzę, a nie z brakiem faceta .




                Nikt inny, tylko Ty pisałaś przecież, jak dojmujące jest poczucie samotności, samotne Święta, brak ręki z przysłowiową szklanką wody, więc napisałyśmy Ci, że nie musisz być sama, jeśli nie chcesz. I w tym sensie Ada ma rację, że wykazujesz tendencję do przywoływania samych klęsk a ignorujesz sukcesy. Dzieciństwo się już nie wróci, nie przeżyjesz go po raz drugi z idealną mamusią i tatusiem, więc po co się na tym koncentrować? Ale (ja przynajmniej) naprawdę nie rozumiem dlaczego takim drobiazgiem się przejmujesz, najmniej ważną w tej historii sprawą? Gęby mu przecież nie zamkniesz. Nie masz żadnego wpływu na to, co ludzie o Tobie plotą i nawet jest takie przysłowie, iż psie głosy nie lecą pod Niebiosy.Czy te ploty w jakiś sposób zagrażają Twojej karierze, stabilności zawodowej i życiowej? Pewnie nie.


                I nie radze sobie z tym że znajduje poklask bo mi
                > dupę obrabia a ja nie ptorafiłam się obronić.



                I poszłam do adwokata, wszystko p
                > oukładane, ale świadkowie nagle się wycofali. To teraz mam dopiero Sajgon.


                A jakże mogłabyś się bronić? Takie rzeczy należy ignorować i przeczekać, aż się znudzą. Oni bawią się Twoim kosztem a Ty bawisz się razem z nimi, dostarczając im swoimi reakcjami materiału do zabawy. A do adwokata należało iść w sprawie znęcania się gdy jeszcze tam mieszkałaś, w sprawie spłaty za połowę domu a nie w sprawie plotek. Wygłupiłaś się z tą papugą w sprawie obrony swojego źle pojmowanego honoru. To w XXI w. towar zdewaluowany i nikomu na nim nie zależy.Twoja wartość jest taka, jaką jej Ty sama nadasz a nie plotkarze. Skoro sama się upierdliwie dewaluujesz, nie oczekuj, że otoczenie będzie Cię dowartościowywać. Ada dobrze Ci radzi, żebyś wyszła z roli ofiary i zważania na opinię motłochu. To te dwie pozy, jakie sobie narzuciłaś, nie pozwalają Ci cieszyć się życiem.
              • mona.blue Re: Jednak nie jestem wariatką. 13.07.18, 10:29
                Mańka, ludzie są tylko ludźmi, raz przyjaznymi, raz nie, a najczęściej obojętnymi. Ja na Twoim miejscu nie przejmowalabym się tym, co mówią, plotkami, obmowami. Tak naprawdę moglabys się wobec tego zdystansować, nie słuchać tego, olać, chyba że wyrządzają ci konkretną krzywdę.
                Pytałam, czy jesteś wierzaca. Piszesz, że tak, to tak naprawdę mogłoby cię obchodzić tylko to, co Bóg myśli o Tobie i co Ty sama myślisz o sobie. A Bóg Cię kocha, myśli zawsze z czułością, miłością, może stanowić dla Ciebie oparcie w trudnych chwilach. I tak naprawdę to ważne jest co Ty myślisz o sobie, tak jak tu już pisano, czy cenisz siebie, kochasz, czy umiesz zaopiekować się sobą.
                • manka50 Re: Jednak nie jestem wariatką. 13.07.18, 13:07
                  Mona, ja się nie przejmowałam ponad rok. Ale nawet proboszcz miał wizyte w mojej sprawie, co wiem od niego samego.... Mnie takie coś rozwala, a co najgorsze osoba która poszła na mnie nagadac "zapomniała"wpomniec" o wielu sprawachm w tym że związana jest teraz z mężatką, mówiąc o swojej "niewinności" ( a jak się domyslasz był to mój były)
                  Bóg i modlitwa, oczywiście, praktykuję ale czasem nie daję rady, pytam po co mi te wszystkie doświadczenia, skoro mnie niszczą a nie budują?
            • kod_matrixa Re: Jednak nie jestem wariatką. 12.07.18, 18:46
              Ada coś tam i ta druga bźdźągwa Leda czy inna świetlówka. Słuchajcie no proste kobiety. Nie dla każdego w życiu szczytem marzeń jest mieć hajs, byle kogo do zaspokojenia popędu, słuchać disco polo, opalać patelnię latem i wykasztanić się na noc.

              Dlatego z łaski swojej nie epatujcie swoimi zwierzęcymi instynktami bo jak Was się czyta to treść żołądkowa wraca spowrotem w kierunku gardła.
    • herakles-one Re: Jednak nie jestem wariatką. 12.07.18, 19:43
      Mańka mam jeszcze takie pytanie; czy Ty masz jakieś objawy i dolegliwości somatyczne; bóle głowy,migreny, jakieś inne bóle w ciele? Czy masz stany lękowe, uporczywe myśli, zaburzenia pamięci lub koncentracji, spowolnienie ruchowe? I co z apetytem obecnie i snem?
    • leda16 Re: Jednak nie jestem wariatką. 12.07.18, 19:59
      Teraz napiszę, coś bardzo przykrego - Okazano Ci tutaj Mańka wiele życzliwości, współczucia, szacunku dla Twojej odporności w obliczu krzywdy, na którą w niczym sobie nie zasłużyłaś, oraz wiele wartościowych rad odnośnie przyjęcia właściwych postaw wobec życia. Niestety, Ty z tych rad nie potrafisz skorzystać.
          • kod_matrixa Re: Jednak nie jestem wariatką. 13.07.18, 09:09
            Zdrowy rozsądek nie jedno ma imię. Dla przykładu, nie nazwałbym rozsądnym zsocjalizowywanie się na siłę z jakąś patologią tylko dlatego, że stanowi ona arytmetyczną większość. Niestety błędne rozumienie dobrej socjalizacji, stanowi wielką piętę achillesową obecnej psychologii.
            • kod_matrixa Re: Jednak nie jestem wariatką. 13.07.18, 09:15
              Mam nadzieję, że psychologia dojdzie kiedyś do tego oczywistego wniosku, jak analogicznie dojrzała już (chyba), że "myślenie pozytywne" przypomina bardziej średniowieczne zaklęcie, niż naukowy wniosek.

              Jako że sama psychologia nadal z prawdziwą nauką niewiele ma wspólnego jeszcze wiele zaklęć ma do eliminacji.
              • manka50 Re: Jednak nie jestem wariatką. 13.07.18, 09:42
                A wiesz, tak, bo pamiętam na fakultecie z psychologii, że trzeba sobie robic obrazy pozytywne przyszłości, afirmować. A ja zawsze jak podchodziłam w ten sposób to mi się całkiem pitoliło. Mój związek z byłym to była jedna wielka afirmacja, widziałam tylko poytywny koniec. Tak bardzo, że nie widziałam długo jak mnie krzywdzi. Zauważyli to inni ale nic nie mówili, a ja wtedy gdy mój swiat już był w gruzach.
                Ale wracając....racjonalizm, ja tak potrafię, tak działam - ale zawodowo bo prywatnie nie , gdyż emocje zabierają mi normalne widzenie.
                  • manka50 Re: Jednak nie jestem wariatką. 13.07.18, 12:39
                    Powiem Ci, że o ile psycholog tak popracowała ze mną, że nie myślę już o samobójstwie, bo to był problem z którym się zwróciłam obsesyjny zresztą. Ale praca nad soba, mimo kolejnych miesięcy, nie idzie wcale. Nie wiem dlaczego, pewnie moja wina, tlyko mnie ciezko ocenic co to powoduje.....
                    • mona.blue Re: Jednak nie jestem wariatką. 13.07.18, 12:45
                      manka50 napisała:

                      > Powiem Ci, że o ile psycholog tak popracowała ze mną, że nie myślę już o samobó
                      > jstwie, bo to był problem z którym się zwróciłam obsesyjny zresztą. Ale praca n
                      > ad soba, mimo kolejnych miesięcy, nie idzie wcale. Nie wiem dlaczego, pewnie mo
                      > ja wina, tlyko mnie ciezko ocenic co to powoduje.....

                      To całe szczęście, że nie myślisz już o samobójstwie. A czy ta psycholog jest psychoterapeuta? W jakim rodzaju terapii pracuje?
                    • herakles-one Re: Jednak nie jestem wariatką. 13.07.18, 17:39
                      Przede wszystkim przestań się obwiniać za wszystko. Znowu to zrobiłaś ! Ja Cię wczoraj nie zapytałem czy Ta Twoja terapeutka pracowała z Tobą nad rozpoznawaniem i wyrażaniem uczuć ? Czy potrafisz powiedzieć mamie co czujesz- gdy się tak zachowuje wobec Ciebie jak opisałaś? Albo powiedzieć jej; jak się wtedy czułaś w dzieciństwie kiedy Cię wyśmiewała, czy obwiniała za Twój wygląd?

                      Twoje wybory były takie jakie były, bo nie mogły być inne. Gdybyś mogła wybrać lepiej to byś to zrobiła. Nikt sobie dobrowolnie nie niszczy życia. Tak sobie myślę, że jednak w tym Twoim domu, a może w szkole coś dobrego też dostałaś. Napisałaś,że tylko człowiek, który ma podobne, trudne doświadczenia potrafi zrozumieć. To nie zawsze tak jest. Gdybyś nie miała przy sobie nikogo, kto Ci współczuł, to nie wykształciłabyś empatii, a to widać, że ją masz. Nie wspomina też nic o ojcu?
                • leda16 Re: Jednak nie jestem wariatką. 13.07.18, 11:36
                  manka50 napisała:

                  > A wiesz, tak, bo pamiętam na fakultecie z psychologii, że trzeba sobie robic ob
                  > razy pozytywne przyszłości, afirmować.


                  To jest jedna z największych krzywd jaka mogą psychoterapeuci zrobić ludziom - afirmacja pozytywnego myślenia. Czyli myślenia życzeniowego, pozbawionego odrobiny racjonalizmu i ignorującego fakty. Taka frajerka budzi się potem z oparów własnych fantazji i rojeń i myśli - dlaczego on mi to zrobił, przecież obiecywał, ślubował, że to na zawsze, miało być tak pięknie...ja zachorowałam na raka, mam syna w kryminale...Ale dlaczego MNIE to spotkało, ja zawsze chciałam dobrze...I swojemu chciejstwu, czujstwu, stawia ołtarzyk. Zdolność kojarzenia faktów, wnioskowania, racjonalnego planowania i przewidywania spuszcza z wodą w toalecie....


                  > Ale wracając....racjonalizm, ja tak potrafię, tak działam - ale zawodowo bo pry
                  > watnie nie , gdyż emocje zabierają mi normalne widzenie.


                  Czyli emocje to zły doradca.