ta_mar_ta
22.04.02, 23:08
W dzieciństwie bardzo lubiłam bajki, bujdy, bajania.
Do czasu, aż Mama przeczytała mi baśń o " Dziewczynce z zapałkami".
Do dzisiaj pamiętam moją rozpacz z powodu niezawinionego nieszczęścia tego
dziecka. Cierpiałam ,jakbym to ja marzła na mrozie z pudełeczkiem w ręce,
którego nikt nie chce kupić.
Od tego czasu nie pozwalałam już opowiadać sobie bajek. Szybko nauczyłam się
czytać i nie sięgałam więcej do bajek smutnych i okrutnych.
Dopiero konieczność przebrnięcia przez lektury szkolne zmusiła mnie do
czytania "Janka Muzykanta", "Anielki" itp i znowu przeżywałam tę samą rozpacz,
co we wczesnym dzieciństwie przy "Dziewczynce z zapałkami".
Powiedzcie mi, czy zasadnym jest karmienie małych dzieci takimi okrutnymi
bajdami?
Czy podobnie przeżywaliście takie lektury?
Moich dzieci nie karmiłam takimi bajkami, mimo to wiedzą ,że świat nie jest
różowy. Dowiedziały sie o tym stopniowo, bez terapii szokowej, która moim
zdaniem bardziej zaszkodzi, niż czegokolwiek nauczy.
A bajkę "O czerwonym Kapturku" uważam za najbardziej głupią ze wszystkich,
jakie kiedykolwiek słyszałam. Opinii tej nie zmieniłam od 4 roku zycia :)
Ta_