Dodaj do ulubionych

partner w czasie psychoterapii - bardzo ciężko

03.03.20, 00:21
Od 10 lat mam partnerkę (jesteśmy małżeństwem od 3 lat), która miała bardzo trudne dzieciństw - przemoc psychiczna ze strony matki. Bardzo się kochaliśmy i do połowy lutego związek był dla mnie oaza stabilności i pewności. Związek faktycznie partnerski. W grudniu żona postanowiła wznowić terapię, którą już kiedyś zaczynała, ale przerwała. Tym razem uczęszcza na terapię i tu zaczęły się problemy. Jeszcze 3 tygodnie temu twierdziła i do mnie i do znajomych, że bardzo mnie kocha i jesteśmy świetną parą. Dokładnie 2 tygodnie temu po terapii zaginęła na kilka godzin - nie odbierała telefonów, nie odpisywała na SMSy. W końcu wróciła do domu i jakoś tak dziwnie na mnie patrzyła. We wtorek rano leciałem w delegację, jak wróciłem we środę to usłyszałem - od żony: "musimy porozmawiać - chcę rozwodu". Gdy spytałem o powód usłyszałem, że już mnie nie kocha.

Jednak jakieś wątpliwości chyba pozostały bo nie napisała pozwu, ani nie przygotowuje się do wyprowadzki. Fakt to ja poprosiłem, żebyśmy pomieszkali w odrębnych pokojach i zobaczyli jak na to spojrzymy za kilka tygodni. Zgodziła się.

Potem okazało się, że przez całe 10 lat mnie nie kochała, że nie jest pewna swoich uczuć, ze utrzymywałem ją w niepewności, że wszelkie kompromisy np w sprawie finansów to było pod moje dyktando, że nawet jak coś zrobiłem to za późno, ze nie chciałem z nią dzieci (ciekawe bo sam zaproponowałem żebyśmy wreszcie pomyśleli o dziecku i kilka miesięcy temu odstawiła pigułki). Generalnie ja to samo zło.

Na terapię par się nie zgadza, ale mówi, że musi pomyśleć. Generalnie o wszystkim musi pomyśleć. Ma straszne huśtawki nastrojów. Jednego dnia ugotuje nam obiad i sobie pożartujemy, a innego warczy i od razu idzie spać. Potrafi pół nocy chodzić ze znajomymi po lokalach choć dotąd za tym nie przepadała i góra 23 szła do domu bo zasypiała. Jednego dnia mnie przytula, a innego warczy żebym nie dotykał.

Z resztą ponoć pierwszy powód rozwodu to fakt, że za mało ją przytulałem, i coś w niej pękło. Kobieta 35 lat.

Ja przezywam to strasznie, ale dobre leki zapisane przez psychiatrę pomagają.

Ostatnio zmieniła psychoterapeutę na wg mnie lepszego, bo ponoć ja o tym poprzednim miałem złe zdanie.



Pytanie, czy ktoś miał podobne doświadczenia. Czy to może być efekt psychoterapii i czy może to być efekt przejściowy. Na razie nie zamierzam podejmować radykalnych działań bo kocham moją żonę choć czuję się jakbym mieszkał z obcym i nieznanym mi człowiekiem. Jak mogę jej pomóc?
Obserwuj wątek
    • meela Re: partner w czasie psychoterapii - bardzo ciężk 03.03.20, 09:06
      Myślę, że to co się dzieje z nią i w jej głowie, to nie ma nic wspólnego z Tobą. Dlatego nie wyrzucaj sobie, że zrobiłeś coś nie tak. Skutki przemocy psychicznej z dzieciństwa mogą być większe, aniżeli początkowo się wydawało. Myślę, że terapia to rozgrzebuje i stąd jej nastroje. Albo coś się jej w głowie uporządkuje, albo i nie.
      • astroblaster Re: partner w czasie psychoterapii - bardzo ciężk 03.03.20, 10:40
        A ja wręcz przeciwnie myślę.
        Oczywiście, że za swoje zmiany odpowiada tylko ona. Jednakże to Ty możesz być aktualnym źródłem tych zmian.

        Za cholerę nie chcę Cię oceniać, ale poszukaj w Sobie, nie w Niej.

        W tym celu terapia.

        Meela trochę romantycznie pozostawia Ci obłoczek nadziei. Wyłącz romantyzm. To między Wami się kończy.

        Możesz się ochronić przed odrzuceniem, rozstaniem. Nie Was jako związek. Ty Siebie. Akceptuj zamiast walczyć i rozmawiaj se sobą. A to jak wyżej.
    • afq Re: partner w czasie psychoterapii - bardzo ciężk 03.03.20, 10:43
      jesli prawdą jest teoria która mówi ze ludzie sie dobierają wg swoich dysfunkcji
      to w sytuacji w ktorej twoja partnerka swoje dysfunkcje, a ma je bez wątpienia wychodząc z takiego domu, przepracowuje na terapii
      przestajesz wpisywac sie w zmieniajacą sie rolę jaką ona nieświadomie ma dla ciebie
      zmieniającą się dzięki jej terapii

      to niestety się zdarza
      ona sie zmienia, a wasze trybiki przestają się zazębiać
      co nie znaczy że to koniec, pozamiatane i tragedia na pewno
      mozesz przeciez rzeczywiscie sam z terapeutą porozmawiać, swoim

      --
      cokolwiek mówię, nie oczekuję, że się ze mną zgodzisz
    • afq Re: partner w czasie psychoterapii - bardzo ciężk 03.03.20, 11:23
      ja sie moge totalnie mylic i nie bierz tego za cos waznego
      ale czytam ten post kolejny raz

      tak mi sie nasuwa ze
      w domu pewnie byla podległa
      zobaczyla w tobie kogos pod kogo tez moze podlegac i czuc sie bezpiecznie, bo to znane
      ale jednak brak niepodległości uwierał
      zobaczyła to, zobaczyła w tobie dowódce choc niczego nie zrobiles inaczej niz zawsze
      te wyjscia z kolezankami.. samostanowi o sobie,
      nie win jej, szuka siebie, i sie dowiaduje czego jej brakuje
      nie win tez siebie, pewnie nie raz miales sygnaly ze chce zebys ty zdecydowal w takiej czy innej kwestii
      albo tylko tak sygnaly interpretowales, bo taki masz swoj interfejs, masz jaki masz, taki dostałes

      tak tylko sobie snuje
      wszystko moze byc zupelnie inaczej

      --
      cokolwiek mówię, nie oczekuję, że się ze mną zgodzisz
        • astroblaster Re: partner w czasie psychoterapii - bardzo ciężk 03.03.20, 11:46
          To wydaje się być najmniej prawdopodobne.

          Jest w terapii, do której powróciła. Ona swoje przeżyła i przerobiła. Brak świadomości raczej jej nie doskwiera.

          To manifestacja duszy. Myślę, że tego właśnie chce. Trzeba szukać odpowiedzi w sobie i brać życie jak jest.

          Akceptacja to czasami najsilniejszy oręż wojownika.

          Przypominacie sobie jak największy i najskuteczniejszy wojownik świata Bruce Lee po rozpierdolu w podziemiach Hana, kiedy opadły wszystkie zasuwy i wokół niego zrobiła się betonowa klatka? Co zrobił? Zdyszany i pełny dumy usiadł i zaakceptował. Zaakceptował sytuację życiową, poczekał na rozwój wypadków. Taka bzdurka, ale wyrazista.

          Energię trzeba generować, nie szastać nią po próżnicy
          • afq Re: partner w czasie psychoterapii - bardzo ciężk 03.03.20, 11:51
            astroblaster napisał(a):

            > To wydaje się być najmniej prawdopodobne.
            >
            > Jest w terapii, do której powróciła. Ona swoje przeżyła i przerobiła. Brak świa
            > domości raczej jej nie doskwiera.

            tez mi sie wydaje ze jest krok albo i kilka krokow dalej
            ze to juz nie jest na slepo


            --
            cokolwiek mówię, nie oczekuję, że się ze mną zgodzisz
      • astroblaster Re: partner w czasie psychoterapii - bardzo ciężk 03.03.20, 11:38
        Tylko po co ta cała rozkmina Jej osoby?

        Ona ma swoje powody do zmian. W terapii ma przyjaźń, zrozumienie i bezpieczeństwo.
        Jest w pełnym kontakcie z Sobą, albo powinna być. Korzysta ze swojej wolności (każdy rodzi się ze swoją). Autor może powinien poszukać kontaktu z sobą.

        Grzanie związku na siłę jest dużym błędem. Dojdzie do implozji i z autora wątku pozostaną strzępy albo nic.
          • astroblaster Re: partner w czasie psychoterapii - bardzo ciężk 03.03.20, 13:02
            To ukierunkuj go MOCNO na siebie samego.
            Tam są odpowiedzi. O dysfunkcjach i przyciąganiu oraz zmianie (wzroście) w terapii zgrabnie to napisałeś.

            Ona wcale nie musi nikomu niczego uświadamiać. Może właśnie przechodzi z trybu muszę w tryb chcę; np nie chcę tego związku i nie muszę w nim być.

            Dlatego terapia (dobra terapia) to taka wspaniała sprawa i siła. Tam nikt nie ocenia i nikt nie zdradzi i tam nikt nic nie musi.

            Rozkminę Jego żony uważam za chybioną. Niczego z tego nie wyciągnie a już samo to, że tak skrzętnie opisał Ją (w tym jej zjebaną Rodzinę) a wcale nic o sobie daje do myślenia.
            Tym samym myślę, że Ją całkiem dobrze rozumiem.
            • afq Re: partner w czasie psychoterapii - bardzo ciężk 03.03.20, 13:11
              kazdy sam musi swoj kierunek złapać

              nie uważasz ze ukierunkowac kogos w takich sprawach jest przeciwskuteczne?
              ja po róznych sytuacjach mam takie wlasnie wrazenie

              mnie zastanowil ten obrazek.. szczesliwa para, jest super, a jednak potrzeba zmiany i terapia

              a inną oczywistą dzis dla mnie rzeczą jest to ze jesli chce cos zmienic, to moge tylko siebie
              jesli jest mi źle, to od siebie zaczynam
              tak jak rozkminiana tu zona


              --
              cokolwiek mówię, nie oczekuję, że się ze mną zgodzisz
              • astroblaster Re: partner w czasie psychoterapii - bardzo ciężk 03.03.20, 15:23
                Ale go wcześniej ukierunkowałeś Bro.
                Meela również trochę. Ukierunkowaliście na poszukiwanie w niej.

                Ja tu takiego obrazka jak Ty nie widzę.
                Widzę zwichrowany obraz Faceta.

                Jako wstęp do terapii może swą Żonę potraktować* jak zwierciadło. Zobaczy w niej wszystkie swoje deficyty i niezagojone rany, ale takie porady są już (chyba) od innego poziomu. Od tego, kiedy CHCESZ szukać w sobie. Nie w złym świecie.

                *zabrzmiało może instrumentalnie, ale hmm takie jest. Póki jest, to tylko tyle może z tego mieć. Zobaczyć coś i zadbać o siebie.
                • afq Re: partner w czasie psychoterapii - bardzo ciężk 03.03.20, 15:30
                  astroblaster napisał(a):

                  > Ale go wcześniej ukierunkowałeś Bro.
                  > Meela również trochę. Ukierunkowaliście na poszukiwanie w niej.

                  wszystko mozna roznie widziec
                  w pierwszym moim poscie pisalem, popierajac twoje zdanie
                  ze moze pogadac z terapeutą, ale swoim

                  --
                  cokolwiek mówię, nie oczekuję, że się ze mną zgodzisz
          • meela Re: partner w czasie psychoterapii - bardzo ciężk 03.03.20, 13:26
            "bo autor nie rozumie co sie z jego zona dzieje
            a jest całkiem prawdopodobne ze ona normalnieje
            jakkolwiek źle to moze tutaj brzmieć"
            Taaa, tak jak normalniała mmka chodząc na terapię i odcinając się od wszystkich. Może przerabiać współczucie dla siebie i dlatego odstawia męża na bok. A te wypady, to objaw zdrowienia? Skąd wiesz? Może poszukiwanie adrenaliny.
            Terapia jest bardzo przereklamowana, moim zdaniem.
    • emmi-nika Re: partner w czasie psychoterapii - bardzo ciężk 04.03.20, 09:47
      Poczatki terapii dla osoby niestabilnej ( a tak pewnie jest w tym przypadku) mogą obfitować w rozne chaotyczne działania czy decyzje, pod wpływem tego, co się dzieje na terapii. Dlatego lepiej w początkowym okresie nie podejmowac ważnych życiowych decyzji. To, ze nie zrobila konkretych ruchow swiadczy o tym, ze chyba chwilowa samo nie wie, czego chce.
      Ale jedno mnie zastanawia - zmienila terapeutę, bo TOBIE nie podobal się poprzedni?
    • trust21 Re: partner w czasie psychoterapii - bardzo ciężk 06.03.20, 17:12
      Pomóc możesz tylko sobie. Czy jej zachowanie może wynikać z powodu terapii? Może ,ale tylko w przypadku gdy terapia jest zle przeprowadzana. Oczywiście w trakcie terapii może występować nagromadzenie negatywnych emocji - w końcu grzebie się w starych ranach, jednak to co opisujesz wskazuje raczej na inny głębszy problem.

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka