petrunus
25.10.04, 16:20
Czy nigdy niezamezna kobieta ma prawo gardzic kims kto zdradzil? Po pierwsze sama w roli doskonalej zony nigdy nie wystapila, wiec nie moze mowic co by bylo gdyby..., a po drugie skoro tego zaszczytu bycia zona nigdy nie dostapila, to tez i nie wie tak na prawde czym jest w rzeczywistosci malzenstwo. Do czego zmierzam? Otoz mam wscibska sasiadke, stara panne, ktora bardzo duzo moralizuje, zyje w jakims urojonym swiecie pelnym czystosci z wielka pogarda odnoszac sie do zdrajcow, podczas gdy sama wcale nie jest uczciwa bo kradnie w sklepie. Z czego wiec to wynika?????? Przeciez zdrajce tak samo trzeba zrozumiec i USZANOWAC jak zlodzieja kradnacego bulke przynajmniej w niektorych przypadkach. Bo roznie to bywa w malzenstwie..... + stres..., i jakos to trzeba odreagowac. Kazdy z nas jest inny, inna ma psychike i kazdy inaczej radzi sobie z tym, co go w zyciu spotyka. Jakis facio moze np byc na tyle bogobojny ze nie spojrzy nawet na inna kobiete, ale zeby odreagowac zleje swoja, inny z kolei utopi sie w stawie albo w wodce. W sumie co tu duzo gadac?
Skoro kobieta sama nie sprawdzila sie w malzenstwie, i nie potrafi zadbac nawet o to zeby ktos kolo niej sie zakrecil, to nie ma prawa wtykac nosa w nieswoje klocki i innych krytykowac. A jesli jest przekonana ze mozna zyc calkiem uczciwie i przykladnie, to niech przestanie krasc i nienawiezdiec innych bo poki co, to sama jest jak plew na wietrze.