Dodaj do ulubionych

Nieumiejętność miłości?

25.12.20, 13:38
Cześć wszystkim! W tym roku będę miał 32 lata. W moim życiu było kilka kobiet, w tym cztery stałe partnerki. Problem w tym, że żadnej z nich nigdy nie kochałem i już trace nadzieję na to, że kiedykolwiek się zakocham. Nigdy nie czułem szczęścia czy radości z bycia z kimś - zazwyczaj czułem zmęczenie, takie że związek uwłacza a nie daje szczęścia itd. A później widzę znajomych facetów którzy są w związkach i to im daje szczęście i się zastanawiam jak to jest.

Zaznaczę, że każda moja dziewczyn była ładna i miała powodzenie u innych facetów. U mnie występuje coś takiego jak lekkie zauroczenie, przeważnie wyglądem i jest ono na samym początku, jednak jak widzę, że druga strona odwzajemnia ,,uczucie?\" to z automatu staje się dla mnie nieatrakcyjna i jakoś tracę ochotę na dalszą znajomość. Nieraz tak miałem, że póki dziewczyna była moim jakby marzeniem to mega mi się podbała, fantazjowałem o niej. Kiedy już mogłem ją mieć albo miałem to traciła dla mnie wartość. Zaczynam wtedy szukanie w niej wad, że w sumie ta ma nieidealną cerę, inna że nie ma tylu pasji jakie bym chciał. Wiele wad jest po prostu na siłę przeze mnie wymyślanych. Uwielbiam fantazje. Na zasadzie: ale dziewczyna kolegi jest piękna. Ale on musi być z nią szczęśliwy.. Gdybym miał taką dziewczynę to na pewno byłbym ogromnie zakochany, a z tą co mam jestem nieszczęśliwy. Tak jakbym szukał szczęścia na zewnątrz, bo sam że sobą jestem raczej nieszczęśliwy. Nie lubię siebie z tego względu, że podczas kłótni z kimś, nawet obca osoba bardziej troszczę się jak czuje się ta druga osoba niż ja. Czuje że jestem takim miłym człowieczkiem, który szuka akceptacji wśród innych.

Jedyna ,,miłość?\" którą czułem to było kiedy jedna dziewczyna kopnęła mnie w d***po 2 latach związku, potem wróciliśmy do siebie, ale cały czas czułem niepewność że ona może ode mnie odejść. Wtedy za nią latałem, myślałem o niej i chciał się z nią ciągle spotykać. Mimo, że jak przed rozstaniem, byłem z nią w związku i ona była mega zakochana to ja nią dosłownie pomiatałem.

Teraz jestem w kolejnej relacji od prawie 2 lat. Dobrze mi z tą dziewczyną, ale czy kocham ? Nie wiem. Ja znowu nie czuje tego czegoś. Cały czas miałem nadzieję, że przecież to coś musi przyjść, bo to fajna panna. Ale mam wrażenie, że potem będę szukał kolejnej i znowu nie będę ,, zakochany" Nie wiem jak to jest być zakochanym bo nigdy nie przeżyłem takiej mlodzienczej, szalonej milosci. Czuje się wybrakowny. Wkurzam się sam na siebie, bo nie chce nikogo krzywdzić, a chyba to robię. Z drugiej strony widziałbym ją jako partnerkę życiową, bo dobrze się dogadujemy i mamy podobne charaktery. Ale wiadomo, że przyjdzie moment że trzeba będzie poprowadzić związak w jedną albo drugą. A ja strasznie boje każdego z krokow. Jestem totalnie niezdecydowany.

No i pytanie - dlaczego tak się dzieje? Chciałbym cholernie powiedzieć kiedyś \"Jestem z XYZ i jestem z tego cholernie dumny. Tęsknię za nią. Kocham ją\".

Powiem szczerze, że jestem na siebie wściekły. Ja rozumiem, że można kogoś nie kochać. Ale żeby za każdym razem tak było ? Przecież to nierealne. Jestem neurotykiem i też chyba egocentrykiem - moze to dlatego ? Czuje coraz większy bezsens w życiu. Do tego nie wiem czy ze mną jest coś nie tak czy miłość wciąż na mnie czeka. Zgubiłem się ..
Obserwuj wątek
    • kod_matrixa Re: Nieumiejętność miłości? 25.12.20, 13:57
      Może zbyt standardowo podchodzisz do całej sprawy. Tzn. masz kogoś, bo takie są standardy społeczne, a następnie oczekujesz, że Twój organizm niczym na zlecenie uwolni lawinę pokładów dopaminy.

      I jak zazwyczaj to bywa, zamiast rzeczonej substancji uwalnia się jedynie frustracja.
      • kod_matrixa Re: Nieumiejętność miłości? 25.12.20, 14:01
        Nie zrozum mnie źle. To nie jest złośliwość z mojej strony, lecz jedynie bolesna szczerość, będąca efektem obserwacji świata, tyle że bez zbędnej, szeroko rozumianej poprawności (w tym wypadku nie politycznej, tylko chyba społecznej), tak powszechnie dziś wyznawanej.
        • inka.fem Re: Nieumiejętność miłości? 25.12.20, 21:04
          kod_matrixa
          Nie wysnułam wniosku z kilku zdań, że siebie nie akceptuje, bo to niemożliwe. Myślę jednak, że nieumiejętność kochania i w tym wypadku pesymizm, brak poczucia szczęścia jest skutkiem np.braku akceptacji siebie (najczęściej).
            • inka.fem Re: Nieumiejętność miłości? 25.12.20, 21:29
              O co zapytać? Ewidentnie ma problem, skoro pisze. Jak ktoś nie ma, to się nie podzieli. Z pustego i Salomon nie naleje.

              Ale trafnie napisałeś o archetypie rodzica kata. Myślę, że psychologia ostatnio stoi w miejscu i nie nadąża za światem. Wszystkie poradniki wychowawcze napiętnują rodziców, przemawiając im do rozsądku, aby dały więcej swobody dzieciom. Tymczasem króluje od dawna zupełnie inny model wychowania, dzieci rządzą rodzicami, a rodzice z bezradności zgadzają się na wszystko.
              • wendy_1 Re: Nieumiejętność miłości? 26.12.20, 00:20
                Pokochać najpierw siebie, aby znaleźć miejsce w nas dla drugiej osoby. To jakie mamy relacje ze sobą wpływa na relacje z innymi ludźmi. Brak miłości własnej to często niespełnione oczekiwania wobec innych.
                  • kod_matrixa Re: Nieumiejętność miłości? 27.12.20, 21:11
                    Dowody na takie czy inne związki przyczynowo-skutkowe dla psychologii nie są istotne .Co więcej, dla psychologii przedstawienie twardego dowodu na cokolwiek nie jest istotne, o zrozumieniu istotności prawidłowej metodologii nie wspominając. W zasadzie to tylko niepotrzebnie się pałentają. Najważniejsza jest publikacja tzw. autorytetu z branży. To one stanowią o ciężarze gatunkowym danej teorii.
    • trust21 Re: Nieumiejętność miłości? 25.12.20, 20:42
      Jak sam zauważyłeś jesteś neurotykiem. Masz neurotyczny wzorzec miłości, dlatego pociągają cię niedostępne kobiety. I to jest twój problem. Przyczyn szukałbym w dzieciństwie. Któryś z twoich rodziców mógł być niedostępny lub nieobecny w twoim wychowaniu. Neurotyk woli biegać za króliczkiem niż go złapać. Dlatego osoba, która jest na ciebie otwarta, przestaje cię interesować, staje się nudna i nijaka. Tu potrzebna jest pomoc psychologiczna, bo takie rzeczy się przerabia na terapii.
        • trust21 Re: Nieumiejętność miłości? 25.12.20, 21:38
          kod_matrixa napisał:

          > Archetyp rodzica-kata wiecznie żywy.
          >
          > A może jest po prostu neurotykiem, bo ma taką, a nie inną neuroanatomię.
          >


          No cóż negowanie wpływu dzieciństwa jest mało mądre. Z drugiej strony warto podchodzić do tego racjonalnie, co oznacza również krytykę psychanalizy..
          • yadaxad Re: Nieumiejętność miłości? 25.12.20, 23:02
            Niedostępni rodzice nie uczą oceny i reakcji na cudze zachowanie, z czego można mieć błędne wyobrażenie bliskości. Skłonność do stalkingu, czy nie dostrzeganie krzywdzenia siebie. Chyba, że coś się genetycznie przeniesie i dziecko też się dobrze czuje we własnym akwarium.
            • trust21 Re: Nieumiejętność miłości? 26.12.20, 00:03
              Nie bardzo. Niedostępni rodzice tworzą właśnie taki wzorzec w dziecku. Dlatego między innymi tak często dorosłe kobiety które nie miały w domu ojca tak często stają się kochankami żonatych facetów, często jeszcze dużo starszych.
                • trust21 Re: Nieumiejętność miłości? 26.12.20, 14:34
                  mona.blue napisała:

                  > To równie dobrze może być niedostępna matka, niezależnie od płci dziecka, aby w
                  > ytworzył się taki wzorzec braku umiejetnosci kochania.
                  >
                  >
                  Oczywiście że tak. Do tego dochodzi jeszcze jedna rzecz. Wzorzec relacji nie tworzy się tylko w dzieciństwie ale także w okresie dorastania. Tzw. ''pierwsza miłość'' też ma na to wpływ.
                • astroblaster Re: Nieumiejętność miłości? 26.12.20, 12:47
                  Powiedziałbym poglądem na pograniczu stereotypu. Może być punktem wyjścia; tak damo jak predylekcje genetyczne; komponentów jest więcej.

                  A Twoje twierdzenie (Yado) dotyczące instynktu matki do 3 roku jest i trafione i słuszne; tak samo jak fakt (niestety) programowania po tym instynkcie. Jest to jeden z owych komponentów.

                  Punktem wyjścia jest świadomość (kontakt z samym sobą), ciekawość i miłość własna.
                  Jest dobra pewność siebie; jest i asertywność oraz okiełznane poczucie winy (najsilniejsza siła autodestrukcji).

                  Autor wątku ma refleksje. Ma je od tak lekko ujmując lat 10 (a może więcej). Maska uwiera i krępuje nos, stąd te dywagacje i rozedrganie.

                  Autorze, Ty jesteś kluczem; nie One. Wymyślisz to. Idealizacja/dewaluacja to z jednej strony silne (i prymitywne a przez to skuteczne) mechanizmy przypisane kilku ciężkim zaburzeniom, ale nie tylko tym. Ma je każdy. Zazwyczaj to domena wczesnego wieku. Psychoterapia jako narzędzie poznawcze, quasi coaching-rozwój. Może kilka sesji, żeby coś uporządkować, nadać kierunek. Warto rozważyć. Ale nie myśl o tym za dużo. Żyj sobie. Łap chwile. Korzystaj z zasobów. Nie tylko własnych, tych „przejściowych” ;) również. Klęska urodzaju nie jest taka zła. Bynajmniej.

                  No i oby 2021 nie był gorszy. Ale to i tak zależy głównie od nas samych.
                • mona.blue Re: Nieumiejętność miłości? 26.12.20, 14:03
                  yadaxad napisał(a):

                  > Wzorzec uczy. A sam brak ojca, czy ojciec niezaangażowany nie jest jedynym powo
                  > dem "szukania opieki", na tyle potrzeba innych czynników, że twierdzenie -tak
                  > często- jest tylko poglądem.


                  Jakich np.innych czynników?
                • inka.fem Re: Nieumiejętność miłości? 26.12.20, 14:52
                  Nie będę się sprzeczać, może myślę stereotypowo, ale wg mnie, nieumiejętność kochania a tym samym okazywania empatii, czy poczucia szczęścia z bliskości z drugim człowiekiem, wiąże się z brakiem akceptacji dla siebie. Najpierw zawsze trzeba zacząć od siebie. Jak siebie akceptujemy, to łatwiej też zaakceptować wady w innych ludziach, nie rażą i nie ranią.
                  • yadaxad Re: Nieumiejętność miłości? 26.12.20, 17:40
                    Można się akceptować, być z siebie zadowolonym i z różnych przyczyn nie mieć potrzeby wszechogarniającej bliskości. Tylko, że ten typ osobowości nie ma o to do siebie żalu i nie czuje się wybrakowany. Owszem, może go irytować, że druga strona nie umie zachować jego egocentrycznego dystansu, pozwalającego na utrzymanie w nim pozytywnych emocji, zamiast tego przekraczając granicę wzbudza w nim niechęć i potrzebę odgonienia uciążliwości, psując mu miłość. Frustrować go może trudność w znalezieniu partnera rozumiejącego jego postawę, a nie że taką ma. Autor tematu jest jest dość niespójny, trochę pachnie donjuanizmem, czymś tam jeszcze, głównie bliskość nie trafia w jego osobowości w żadne czekające puste miejsce, tylko nie bardzo to gra z załamką i samokrytyką. Może tak to "ubrał", by było "zjadliwe", ale deklaruje, że nie dba o akceptację nawet wbrew własnemu interesowi, bo można nie przejmować się empatycznie czyimś odbiorem, mimo to mieć go pod kontrolą. Pyta się, ale jednocześnie w swoim opisie nie ma żadnej refleksji osobistej nad swoim postępowaniem, co się nie zdarza przy szczerze stawianym problemie. Tak że trochę mi to pachnie trollem. Nie załapie się na haj z czegoś czego się nie potrzebuje, czy z ciągłego próbowania czegoś co nie smakuje. Zamiast użalać się nad tym i to oceniać, starając się zrobić co inni, może lepiej, lepiej się poznać .
    • summerland Re: Nieumiejętność miłości? 26.12.20, 19:01
      A moze dlatego tak sie dzieje, ze za szybko sie wchodzi w zwiazki bez dania sobie wystarczajaco czasu zeby milosc sie w nas rozwinela. Jedna taka moja teoria a druga dotyczy poznania jednak odpowiedniej osoby na partnera. Tzn takiej ktora bedziemy sie starac ciagle zdobywac. To co piszecie o milosci wlasnej tez ma sens.
      • yadaxad Re: Nieumiejętność miłości? 26.12.20, 19:34
        Zdobywanie jest wynikiem zainteresowania, nie przyczyną zainteresowania. "Zdobywanie" to rozwój relacji, w której jest grunt do powstawania nowego. To nie ma być uszkodzenie pamięci krótkiej, że trzeba powtarzać, to co się odrobiło wczoraj.
          • yadaxad Re: Nieumiejętność miłości? 26.12.20, 20:21
            A może i ta miłość przyjdzie. Tak to się pracuje na zostanie rycerzem królowej z jej wstążeczką na zbroi, Bliska i niedostępna. Stan życiowej permanentnej frustracji z elementami euforii. Porozumienie i nagrody przy zasadzie bliskości nieograniczonej, a zarazem nie do zrealizowania. I haj będzie. Bokiem można prowadzić normalne rodzinne życie, nawet spełniające warunki i nie szukając w nim konfliktów, bo jest się na służbie.
            • inka.fem Re: Nieumiejętność miłości? 26.12.20, 20:50
              Być może tak będzie. Zwykła relacja nie daje satysfakcji, gdy wszystko jest legalne i wręcz pożądane. Być może potrzebuje adrenaliny i zerwania zakazanego owocu. Nie sądzę jednak, że taka miłość będzie na dłużej, raczej krótkotrwałe zachłyśnięcie.
        • summerland Re: Nieumiejętność miłości? 26.12.20, 20:06
          Ja wiem, ze to zwykle jest na poczatku znajomosci a potem przechodzi zwykle. Ale sa takie zwiazki, znam z obserwacji, gdzie zakochana strona ciagle sie stara i jakby zdobywa te druga strone, moze dlatego, ze tamta nie daje sie zdobyc.
          • yadaxad Re: Nieumiejętność miłości? 26.12.20, 20:35
            Tak, tylko nie sposób powstrzymać determinację strony zdobywającej, jak znużenia strony zdobywanej. Nieustanne spotykanie się tych dwóch elementów zawsze prowadzi do kulminacyjnego zderzenia, albo neutralizacji relacji.
        • yadaxad Re: Nieumiejętność miłości? 28.12.20, 17:11
          Niewątpliwie, ale nie musi to mieć nic wspólnego z 'ułożeniem sobie życia". Może warto warto przeanalizować swoje potrzeby. Jak nie możesz przyjść na to czego chcesz, to na zasadzie eliminacyjnej, co wszystko w związkach tak w gruncie rzeczy mierziło i ubierało im na wartości, zamiast zaspokajać. Zobaczyć co zostało i nad tym się zastanowić w jakim kierunku prowadzi , jak zrozumieć i poukładać model miłości, który w "komórkach" nosisz. Bo jak się nie ma potrzeby miłości, to jej brak nie przeszkadza. Ale jak czujesz chęć coś zakąsić, a nie lubisz tortów, to nie zazdrościsz innym, że im smakują tylko patrzysz gdzie są anchois.
        • 10iwonka10 Re: Nieumiejętność miłości? 28.12.20, 18:24
          Nie sadze, czytając twoj wpis:
          >>>>Wtedy za nią latałem, myślałem o niej i chciał się z nią ciągle spotykać. Mimo, że jak przed rozstaniem, byłem z nią w związku i ona była mega zakochana to ja nią dosłownie pomiatałem.>>>>

          Wydaje mi nie ze masz jakies zaburzenia osobowości - chyba ze odpowiednia kobieta dla twojej osobowości będzie psychopatka -sadystka która będzie cie zle traktować a ty będziesz za nia biegał i będziesz 'wciaz' zakochany.

          Normalny, emocjonalnie zdrowy mężczyzna nie pomiata zakochana w nim kobieta .....

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka