Dodaj do ulubionych

Kocham go, czy jest jeszcze dla nas szansa?

08.12.21, 12:18
Byłam z moim chłopakiem przez 1,5 roku. Było super, cały czas zapewniał że mnie kocha i że jest ze mną szczęśliwy. Jedna informacja, która moim zdaniem jest ważna to to, że on ma zaburzenia lękowe, chodzi na terapię i bierze leki. Zawsze byłam przy nim w jego najgorszych chwilach, zawsze go wspierałam.

W lipcu dostaliśmy razem coś w rodzaju pracy wakacyjnej. To było tylko na tydzień, ponieważ sklep przenosił się z jednego centrum handlowego do drugiego, więc potrzebowali ludzi do pakowania rzeczy. Jego koleżanka ze studiów dowiedziała się o tej ofercie i dała nam znać, więc pracowaliśmy razem.

Pewnego dnia, wracając z pracy do domu, zostałam zaatakowana przez jakiegoś bezdomnego na przystanku autobusowym. Nie chce wchodzić w szczegóły, ale próbował mnie zgwałcić. Byłam sparaliżowana, nie mogłam nawet krzyczeć ani uciekać. Na szczęście on usłyszał, że ktoś się zbliża i uciekł. Nie chcę myśleć, co by się stało, gdyby ta osoba się nie pojawiła. To było straszne przeżycie.

Całą noc spędziłam płacząc. Brzydziłam się sobą, myślałam, że to moja wina, bo nawet nie krzyczałam. Czułam się tak, jakbym zdradziła swojego chłopaka. Tak bardzo cierpiałam, że nie mogłam nawet spojrzeć w lustro.

Następnego dnia nie miałam ochoty iść do pracy, ale pomyślałam, że jak czymś się zajmę, to przestanę myśleć o tym, co się stało. Kiedy mieliśmy przerwę w pracy, poprosiłam mojego chłopaka, żebyśmy porozmawiali. Zaczęłam płakać, kompletnie się załamałam. Chciałam mu powiedzieć, co się stało, ale zdałam sobie sprawę, że nie jestem jeszcze gotowa. Zamiast tego poprosiłam go, żebyśmy zrobili sobie przerwę. Powiedziałam mu, że nie zrobił nic złego i że go kocham, ale potrzebuję trochę czasu, żeby skupić się na swoim zdrowiu psychicznym. Był załamany, ale zrozumiał.

Następnego dnia czułam się z tym źle. W pracy przeprosiłam, powiedziałam, że tak naprawdę nie chciałam żadnej przerwy i że go kocham i mogę skupić się na swoim zdrowiu nawet będąc z nim, więc ten pomysł był całkowicie irracjonalny z mojej strony i żałuję tego.

Nadal nie powiedziałam mu, co się stało, bo nie chciałam o tym rozmawiać. Myślałam, że jeśli nikomu o tym nie powiem, to sama zapomnę, że to się kiedykolwiek wydarzyło. Moja taktyka działała przez jakiś czas. Mimo że wspomnienia czasem się pojawiały, generalnie byłam w stanie być szczęśliwa. mogłam nawet uprawiać seks z moim chłopakiem bez uczucia obrzydzenia.

Niestety, działało to tylko przez jakiś czas. myślę, że ponieważ te uczucia były ukryte przez cały ten czas, to zadziałało jeszcze mocniej. To wszystko wróciło. Zaczęłam mieć koszmary o tym, nie mogłam przestać o tym myśleć. Straciłam motywację do czegokolwiek, dużo płakałam, zaczęłam mniej jeść. Czasami miałam dni, kiedy nie mogłam nawet wyjść z łóżka. Przez jakiś czas miałam nawet myśli samobójcze, ale nigdy nie miałam zamiaru tego zrobić. To były takie myśli typu "co by było gdyby". Stałam się też bardziej nerwowa, drażniły mnie drobne rzeczy. Starałam się to kontrolować, nigdy nie kłóciłam się z moim chłopakiem o głupie rzeczy. Kiedy coś mnie zdenerwowało, po prostu rozmawialiśmy o tym.

Nie powiedziałam mojemu chłopakowi nic więcej niż to, co widział. To znaczy widział, że byłam jakby bardziej smutna, czasami leniwa. Ale tak naprawdę nie mówiłam mu, jak się czuję i o wszystkich moich myślach. Nie chciałam go martwić. Powiedział, że powinnam pójść na terapię, zgodziłam się i chciałam, ale nie miałam pieniędzy. Nigdy nie zaproponował, że mi w tym pomoże, w porządku, nie chciałam prosić go o pieniądze. ale męczyło mnie to, że ciągle o tym mówił, skoro znał moją sytuację finansową. Wiem, że to nie była łatwa sytuacja, ale po prostu nie było mnie stać na terapię.

W zeszłym tygodniu pokłóciliśmy się. dowiedziałam się, że okłamał mnie w sprawie swojej byłej. Mówił, że nie utrzymuje z nią kontaktu, ale ja dowiedziałam się, że kasował wiadomości i ostatnio do niej dzwonił. Powiedział, że nie mówił mi o tym, bo nie chciał, żebym była smutna. Wiedziałam, że są przyjaciółmi, nie miałam z tym problemu, więc nie rozumiałam dlaczego czuł, że musi to przede mną ukrywać. Bardzo się na mnie wściekł i zaczęliśmy się kłócić. Powiedziałam, że nie chcę kłótni, chcę tylko porozmawiać i zapytać, dlaczego mnie okłamał. Powiedział, że ma dość tego związku i przyjedzie odebrać swoje rzeczy. Tak naprawdę nie chciał mi powiedzieć, co dokładnie się stało. Myślałam, że było to po prostu pod wpływem emocji i zadzwoni do mnie i przeprosi, ale tak się nie stało przez cały tydzień.

Wczoraj przyjechał odebrać swoje rzeczy. Nie był na mnie zły, uśmiechnął się, przytulił mnie. Widziałam, że chciało mu się płakać. Zapytałam, czy możemy porozmawiać, bo mam mu coś do powiedzenia. W końcu powiedziałam mu, co się stało tamtego dnia. Powiedziałam, że wiem, że nie byłam idealna, ale myślę, że to może być powód, dlaczego ostatnio nie byłam sobą. On powiedział, że odkąd się zmieniłam, żył w ciągłym stresie, bo widział, że jestem w złym stanie psychicznym i bał się, że cokolwiek zrobi, to mnie zdenerwuje lub zasmuci. Nigdy nie kłóciłam się o głupie rzeczy, więc nie bardzo rozumiałam, dlaczego tak bardzo się tym stresował. Rozumiem, że nie chciał widzieć mnie smutnej, ale uważam, że komunikacja jest ważna. Nigdy wcześniej mi tego nie powiedział. Gdyby to zrobił, wtedy mogłabym go zapewnić, że nie ma się czym martwić i że nie musi się czuć tak czuć. Wiedziałabym, żeby bardziej zwracać uwagę na moje reakcje. Ale po prostu wcześniej nie wiedziałam, że on tak się czuje. Poprosiłam go, żeby dał nam drugą szansę. Powiedziałam, że teraz oboje wiemy, co jest nie tak, więc możemy nad tym popracować i znów być szczęśliwą parą. Obiecałam, że pójdę na terapię (miałam już zarezerwowany termin, przyjaciółka dała mi pieniądze). On powiedział, że nie chce już więcej próbować i chce dać sobie trochę czasu, żeby skupić się na swoim zdrowiu psychicznym. Chciał odpocząć od tego całego stresu. Zapytałam go, czy kiedykolwiek będzie szansa, żebyśmy do siebie wrócili, odpowiedział, że nie wie. Ale nie powiedział "nie". Przytulił mnie tak mocno, dał mi buziaka w czoło. Kiedy jeszcze się przytulaliśmy, dał mi nawet delikatnego buziaka w usta.

Nie miał zbyt wiele czasu na rozmowę (przynajmniej nie tyle, ile potrzebowałam), więc obiecał, że zadzwoni wieczorem. I tak też zrobił, porozmawialiśmy o kilku rzeczach, które były jeszcze niejasne. Szczerze mówiąc, rozmawialiśmy jak przyjaciele, śmialiśmy się, żartowaliśmy. Powiedział, że jest wdzięczny za wszystkie dobre wspomnienia i życzył mi powodzenia w terapii. Postanowiliśmy ochłodzić nasz kontakt, aby dać sobie czas na uspokojenie się. Całkowity brak kontaktu, chyba że byłaby jakaś ważna sprawa. Powiedział, że jak wszystko się poukłada, będziemy mogli znów się odezwać.

Naprawdę go kocham, nie chcę go stracić. Oczywiście dam mu czas, którego potrzebuje, ale nie mogę przestać myśleć, że to wszystko moja wina i że to ja zrujnowałam ten związek. Chcę go odzyskać, ale nie wiem, co mogłabym zrobić. Dać jemu i sobie czas, którego oboje potrzebujemy, a potem co? Czy w ogóle jest jeszcze jakaś szansa?
Obserwuj wątek

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka