Dodaj do ulubionych

Czy ktoś umie to wyjaśnić...

18.02.22, 14:05
Witam.
Pomóżcie mi zrozumieć bo, się zadręczam. Od lat jestem mężatką. Kocham męża ponad życie przez cały ten czas. Przed małżeństwem byłam z kimś innym, miałam chłopaka parę lat ale nic z tego nie wyszło bo, to nie było to, choć przez lata myslalam, że to ten jedyny. Jednak tam uczucie zmieniło się w przyzwyczajenie, a mimo to ludzie zazdrościli nam związku. Męża poznałam w czasie trwania tamtego związku I odeszłam dla niego.
Z mężem jestem od lat szczęśliwa, jak pisałam kocham go nad życie (wierze w przeznaczenie i że to on nim jest), jest nam dobrze, założyliśmy rodzinę. Były i są miedzy nami czasem sprzeczki. Chyba normalne. Były chwilę kiedy tak się na siebie wkurzalusmy, że miałam ochotę wyjść i nie wracać, a jednak w sercu coś wtedy bolało.
Niestety muszę się przyznać, że zdarzyło mi się mieć fascynację innymi (może z dwa razy) . Nie chciałam odchodzic od męża I cały czas go kochałam i kocham, a jednak karmiło moją próżność przebywanie obok kogoś komu być może się spodobałam, a i ten ktoś chwilowo podobał się mnie. Nie było tu miłości, a powiew nowości(fascynacja, zauroczenie)i zero pomysłów by korzystać z tego. Po prostu dziwne zauroczenia, może flirt. Z jednej strony te gierki ciągnęły bo, jestem osobą zakompleksioną, a z drugiej wstydzę się tego bo, kocham mojego męża.
Czuje się z tym źle.
Obserwuj wątek
      • pralinka07 Re: Czy ktoś umie to wyjaśnić... 18.02.22, 14:58
        Nie,nigdy też nie chciałam tego zrobić. Jednak fantazja podpowiadała, że mogę komuś się podobać, kokietować go czy zwodzić za nos. Ogólnie jestem kobietą trudnodostępną, a jednak takie połechtanie mojej próżności gdzies mi chyba było potrzebne. Przez cały czas jest miłość, ale problemy codzienne gdzies odciągnęły mojego męża, i co śmieszne w facetach którzy mnie zafascynowali znalazłam cechy męża I to one mnie poruszyły.
        Kłopot ze mną taki, że jestem zakompleksiona. Mam z pozoru normalne dzieciństwo za sobą, a jak tak oko przyłożyć przeorało mnie jednak. Mam jakieś braki.
        Czasem myślę, że przez te braki łatwo mnie zbajerzyć kiedys było choc nie dawałam po sobie poznać.
        Mam za sobą leczoną depresje. Mam wrażenie, że probuje wrócić.
        Dręczą mnie jakieś głupie myśli, wyolbrzymiają problem.
        Kiedy byłam w poprzednim związku pojawiali się mężczyźni którzy próbowali mnie "odbić". Nikomu się nie udało (choc miło próżność łechtało). Dopiero mojemu mężowi. Kiedys w depresji bałam się co by ze mną było jakby się nie pojawił w moim życiu.
        Ogolnie potrzebuje pogadać z obcymi którzy nas nie znają by byli obiektywni.
        Nie chce znowu przechodzić przez depresje, bardzo się boję.
            • inka.fem Re: Czy ktoś umie to wyjaśnić... 18.02.22, 17:08
              Tak, oczywiście wygadać się jest dobrze. Wiem jednak ze swojego doświadczenia, że niewiele to pomaga, ale każdy jest inny.
              To ja miałam więcej zauroczeń w ciągu 15 lat (haha) i nie czuję się winna. Choć mam problem z seksualnością, ponieważ miałam zazdrosnego ojca. Celowo piszę o ojcu. Zastanów się, jakie miałaś z nim relacje.
              • pralinka07 Re: Czy ktoś umie to wyjaśnić... 18.02.22, 18:30
                Relacje z ojcem nikłe. Matka trzymała władze, ojciec trochę wieczny Piotruś Pan. Z czasem Piotruś Alkoholik. Dziś probuje to naprawiać. Matka z czasem bardziej wyrozumiała.
                W szkole srednio mi szło, nie było sensu się starać. W życiu za to sporo od siebie wymagam na płaszczyźnie relacji z ludźmi na przykład. Niestety nie kochający się rodzice i wrazliwa natura doprowadziły sprawiły, że marzyłam o wielkiej i wiecznej miłości. Młodo się z kimś związałam i trwałam pomimo wszystko w tym, wzbudzając nawet podziw jako idealna para. Tu pojawiały się niestety w tej idealności myśli, że coś nie funkcjonuje, brak czegoś, autodestrukcja i myśli samobójcze. Pojawił się ktoś kto był substytutem, dopełnienie nie idealnego związku. Miał czas i dawał poczucie wyjątkowości, mój ex go akceptował. Oby substytut był psychopatą, a ha brnelam w dziwny układ bo, chciałam mimo wszystko budować coś z kimś do kogo przez lata przywykłam i traktowałam jak miłość. Młoda i głupia. Dziś 40 na karku, a ja patrzę za siebie jak nawalone miałam w głowie.
                Kiedy pojawił się mój mąż, na początku był po prostu znajomym. Z czasem coraz więcej wspólnych tematów i zainteresowań, wyciągnął ze mnie tę część mnie jaką ukrywałam przed światem. Chowałam to bo, czyniło mnie inną, nie taką jak ludzie lubią. Nie jestem jakimś odmieńcem ale przez swoją nadwrażliwość nie raz po dupie dostałam. Może i przez to trwałam w tamtym związku. Pasowało społecznie, nie byłem sama. Jednak z czasem mój obecny mąż zaczął zajmować coraz ważniejsze miejsce w moim życiu. Zapierdalam się bo, nie chciałam kolejnego substytutu. Omijałam pułapki, a i tak w nie wpadłam. Z czasem doszło do mnie, że brak mi go kiedy jest daleko. Z nim zdradziłam ex chłopaka i zrozumiałam gdzie moje miejsce.
                Niestety jako ofiara własnych ideałów wpadłam we własną pułapkę. Plus brak zrozumienia i napiętnowanie przez otoczenie. Suma sumarum jesteśmy razem. Aż boję się co by ze mną było jakbym go nie spotkała, nie podjęła ryzyka.
                Teraz najzabawniejsze.
                Wielu ludzi uważa mnie za osobę silną i niezależną. Jestem mistrzem pozoru i kameleonem. Dostosowuje się, ale do czasu.
                Dziś mi dobrze bo, kocham i jestem kochana. Fakt, mąż daje mi poczucie bezpieczeństwa, ale nie dlatego jesteśmy razem. On czasem Sue śmieje,że jestem z nim bo, nie umiem odchodzic. Owszem nie umiem, ale tym razem tez nie chce bo, kocham.
                Dopada mnie tylko czasem depresja i lęk, że mogłam tego nie mieć lub mogę stracić.
        • yadaxad Re: Czy ktoś umie to wyjaśnić... 18.02.22, 16:18
          Jeśli jest to silna potrzeba dowartościowywania, potwierdzania się, wzbudzaniem uczuć w innych mężczyznach, to może takie zachowanie "zdradzić". Może twój niepokój to podświadomy instynkt, mówiący ci, że nie masz takiego naturalnego bezpiecznika w zachowaniu, którego nie trzeba analizować, tylko sam działa trzymając flirtowanie w ryzach, bez względu na momentalny nastrój.
          • pralinka07 Re: Czy ktoś umie to wyjaśnić... 18.02.22, 16:30
            Yadaxad, to nie jest coś nagminnego. Owszem w poprzednim związku zdarzyło się, ale tu lara mijają, a ja nie chce innego. Taka fascynacja na przestrzeni 15lat zdarzyła się 2 razy.
            Mnie w jakis sposób nie tyle wychowywane, trenowano czy tresowano. Zachowujesz się dobrze, kocham Cię, nie spełniasz moich oczekiwań jesteś wyrodna ku**ą. Niestety przez to dla mnie samej moje jakieś niewinne nawet zachowania potrafią urastać do rangi zbrodni.
            • yadaxad Re: Czy ktoś umie to wyjaśnić... 18.02.22, 17:34
              Takie traktowanie nie jest niestety wcale szczególnym ewenementem. Niestety często się zdarza, że rodzice by wpajać odpowiedni wg nich model zachowania, z jednej strony, by potwierdzać swoją "miłość" rozpływają się nad "sukcesami", które ich satysfakcjonują, z drugiej wszystko co im nie pasuje starają się wypalić ogniem. Jak się to odbije na osobowości niestety w dużej mierze zależy od genów, wrodzonej odporności charakteru, albo warto to prostować treningiem psychologicznym. Tobie się na to nakłada kilka reakcji. Poczucie , że jesteś nie taka i uczucie przewinienia pewnie ci się zdarza przy jakiś banalnych sytuacjach, które ktoś inny natychmiast zamiata, a z drugiej strony jesteś pewnie wrażliwa na wszelkie przejawy czyjejś (nie) akceptacji i nie przechodzisz obojętnie, bo co tam. Nie oto chodzi, czy dwa razy silnie, czy co tydzień, bo się złożyło, przelotnie. To sprawa nastawienia ogólnie do relacji. Aby "coś" nie wpędzało cię w depresję, to może warto te swoje mechanizmy reakcji poznać, co się czym kieruje. Czasami wystarczy poznać przyczyny, robi mi się tak, bo takie są tego związki i tak ta chemia działa, by reagować na siebie inaczej.
                • pralinka07 Re: Czy ktoś umie to wyjaśnić... 18.02.22, 18:36
                  Moze dodam jeszcze, że tak silne reakcje depresyjne mam pierwszy raz od chyba dekady. Z każdych mniejszych wychodziłam silniejsza i odporniejsza, a teraz jakby wszystko co było wypracowane opadło, jakbym musiała na nowo poznać siebie. Wypracować i zacząć żyć.
                  • inka.fem Re: Czy ktoś umie to wyjaśnić... 18.02.22, 18:55
                    Nie umiesz odchodzić? Dlaczego? przecież od pierwszego odeszłaś. Znam kobiety, które rzeczywiście nie potrafią odejść.
                    Zresztą, jak teraz kwitnie miłość, to po co odchodzić.
                    Stany depresyjne nawracają, bo tak, jak pisała yadaxad i wrodzona podatność i doświadczenia z dzieciństwa zrobiły swoje. Poczucie winy, zawsze towarzyszy DDA.
                    • pralinka07 Re: Czy ktoś umie to wyjaśnić... 18.02.22, 19:24
                      Nie odeszłam. On odszedł bo, wreszcie zauważył, że nic z tego nie będzie lub myślał, że jak odejdzie to się opamiętam. Wtedy żyłam dla innych. Sprawiało mi jakąś radość dawanie szczęścia innym, nawet własnym kosztem. Niestety do momentu kiedy zaczęło ważyć się na szali moje życie. Chwilę swojego szczescia okupowałam samookaleczeniem. Nie jestem dwubiegunowa, ale mimo to skrajna. Z jednej strony kocham życie bo, niosła mnie nadzieja, a z drugiej chciałam umrzeć.
                      Pierwszy atak depresji przeszłam beż niczyjej pomocy, nawet ex nie umiał czy nie chciał pomóc, wolał zająć się sobą. Inni pukali się w głowy, że jak można mieć taki związek i takie życie i jeszcze marudzić. Cała siła depresji uderzyła we mnie, obwiniałam się, że Bóg wie co wydziwiam. Skupiłam się na karierze. Zajecie pomogło, ogarnęłam się, pojawiły się substytuty czy suplementy do związku, otwarcie raz powiedziałam, że może powinnam spróbować być z tym psychopatą i co śmieszne pytałam exa o zgodę na próbę, ale intuicja mnie ostrzegała, że gość moze potem być niebezpieczny (ten suplement psychopata).
                      Zabrnęłam za daleko by wycofać się nie narażając nikogo na smutek.
                      Jednak uczucie wygrało. Jestem z mężem i jestem szczęśliwa. I masz rację to się liczy.
                      Jednak trzeba ciągle nad sobą pracować.
                        • pralinka07 Re: Czy ktoś umie to wyjaśnić... 19.02.22, 06:43
                          W przypadku męża, nie boję się, że go zdradzę, za bardzo go kocham. Po prostu przygniotły mnie te chwilowe fascynacje.
                          Moze to chore, ale one chyba mają jakiś związek z poziomem hormonów i etapem cyklu.
                          W poprzednim "życiu" ten psychopata był kimś kto był kolo mnie, spędzał ze mną czas, dawał poczucie ,że coś znacze ,karmił próżność dając poczucie wyjątkowości. Do niczego między nami nie doszło. Choć przez chwilę mnie zastanawiało czy nie warto spróbować bo, on nie zaniedbywał mnie emocjonalnie jak ex. To była desperacja.
                          Relacje z moim ex utrudnił fakt, że miałam wobec niego dług wdzięczności. Pomógł mi kiedyś w życiu.
                          Mieszkaliśmy razem. Kiedy pojawił die temat, że nie widzę nas razem powiedział, że ok, ale to ja mam się wyprowadzić (a ja durna honorowa ok, rozumiem). On zaś doskonale wiedział, że nie mam dokąd odejść, a do tego utrzymywał mnie w przekonaniu, że nie poradzę sobie finansowo by poszukać innego lokum bo, za mało zarabiam. Fakt wtedy słabo przędłam.
                          Mimo to podjąć próbowałam odejście, niestety on był lubiany w naszym towarzystwie i uchodził za tego rozsądnego. Manipulował. Znajomi gadali ze mną, wzbudzając poczucie winy jeśli odejdę.
                          W rezultacie on sam widząc chyba, co się dzieje zaproponował rozstanie. Na początku odmówiłam bo, byłam już tak zrezygnowana, że było mi obojętne co się stanie ze mną byle otoczenie było szczęśliwe.
                          Upokorzył mnie przy tym bo, zorganizował spotkania z naszymi rodzinami, gdzie powiedział, że koniec między nami i że pojawił się w moim życiu ktoś inny.
                          On grał wyrozumiałego i zranionego, a ja byłam tak przeczochrana psychicznie, że jedyna myśl jaka mi w głowie dzwoniła, to ta, że jestem wolna. Wreszcie.
                          W domu rodzinnym przeszłam piekło. Musiałam znowu się wyprowadzić, udało się wywalczyć bym mieszkała w mieszkaniu które wynajmowaliśmy. On nadal próbował kontrolować mnie i manipulować moim sumieniem. Spotykal się z moją matką i się jej żalił. Ona wspierała jego.
                          Czasem myślę, że może jakby to wszystko działo się wolniej, jakby dano mi szanse ułożyć myśli i nie byłabym tak atakowana to bym odeszła sama. Jakoś ogarnęła to.
                          Krótko mieszkałam sama. Potem zamieszkaliśmy razem z mężem i ni stąd ni zowąd przyszła depresja i strach, że to wszystko dzieje się za szybko. Że siedzę obok człowieka którego kocham, a jednocześnie chce uciec bo, boję się, że będę znowu czuć się że coś musze. Mąż wprost zapytał czy chce odejść, zaprzeczyłam. Choc wtedy chcidlsm wiać, ale nie chciałam dac satysfakcji matce i innym. Depresja i lęki rozrywały mnie na strzępy. Przetrwaliśmy i wiem, że ta decyzja o pozostaniu była najlepsza w życiu.
                          Przypomniała mi się jeszcze jedna rzecz. Może dziwne, ale nim jeszcze dobrze poznałam męża, a przebywałam z nim jako kolegą miałam wrażenie, że wiem o nim wszystko, a jak ktoś coś pytał to czasem ciężko było ubrać w słowa co wiem.
                          Kiedy się poznawaliśmy on też bardzo mnie dowartościowywsł. W pewnym momencie ze wstydem uświadomiłam sobie, że czuję się lepszą od niego i kurde moze przez to mi przy nim dobrze. Kiedy sama sobie wyjaśniłam, że facet inteligenty niesamowicie, a ja die wywyższam spadłam z hukiem na podłogę. Jednak mimo to nadal mi zależało.
                          Dzis po latach nadal go kocham.
                          Niestety podstępna depresja zadaje czasem pytania czy na pewno.to miłość czy po prostu czuje się bezpiecznie w tym związku. Wyciaga jakieś przelotne fascynację by mnie męczyć. Depresja bywa okrutna bo, też mi mówi "a czy umiałabyś odejść i wreszcie żyć w 100% na własny rachunek?" Co Cię trzyma? Może dzieci?
                          Naprawdę czasem jest ciężko.
                      • yadaxad Re: Czy ktoś umie to wyjaśnić... 18.02.22, 21:46
                        Ważne jest wiedzieć co się czuje i dlaczego. Często źle interpretowane reakcje prowadzą w ślepe uliczki. Na przykład dopada uczucie niepokoju i przygnębienia i jak się nie wie co taki odruch wywołuje, to myślenie musi znaleźć powód i umiejscawia go w zupełnie błędnym zdarzeniu, które zaczyna się rozwiązywać brnąc w komplikacje. Znajomość własnych reakcji, świadomość z czego się biorą daje uczucie polegania na sobie. Pozwala kierować swoim zachowaniem i nawet jak coś się "skusi", mieć dla siebie wyrozumiałość, nie wpadać w lęki, że coś się sypie wbrew nam, los fatum, takie tam. Szczęście dajemy sami sobie, nawet czerpiąc je z czyjejś obecności. Nie on nam je daje. Zawsze to my sami po coś dobrego sięgamy.
                        • pralinka07 Re: Czy ktoś umie to wyjaśnić... 19.02.22, 06:48
                          Yadaxad. Ostatnio bylsm mocno przebodźcowan stresem. Może to wydolslo nawroty depresyjno lękowe.
                          Nie umiem w siebie wierzyć. Wielu ludzi twierdzi, że dobrze słucham, wyciągam wnioski mam intuicję. Wielu pomogłam. Sobie nie umiem. Nie umiem też prosić ludzi kolo mnie o wysłuchanie i pomoc bo, zawiedli lata temu w sytuacji kiedy buli bardzo potrzebni
                          • yadaxad Re: Czy ktoś umie to wyjaśnić... 19.02.22, 13:40
                            Z twoich wypowiedzi sądzę, że masz i wiedzę, czy możliwość poznawania dalszej, jak i intuicję. W tym, co można nazwać, satysfakcją z kontaktu z płcią przeciwną, nie ma nic złego. Nie ma to nic wspólnego z -niewiernością- i poczuciem winy. Po prostu warto wiedzieć co wywołuje w nas jakieś nastroje, co ma jakie podłoże i jest to nie związane z tym konkretnie tematem. Niepokój ci się tylko pod to podpina, bo mózg lubi wyjaśnienia, byle by było, choćby zupełnie od czapy. To tak jak musi w bezkształtnej plamie zobaczyć wizerunek. Lubisz rozmowy, tak że warto o tym co cię kształtowało, po prostu porozmawiać, bo to może dać twojemu rozumowaniu impuls i odpowiedni kierunek do radzenia sobie samej z niepotrzebnym stresowaniem się samą sobą. Też mam sytuacje, które wpadają mnie w czarną dziurę, akceptuję, że mam taki nastrój, ale odnajduję punkty, które to tworzą i wiedząc na czym polega ich charakter, rozładowują się, może nie natychmiast, ale ukierunkowują do wyjścia. Ważne jest w czymś nie tkwić. Bo nawet w relacjach z mężem, by je szczęśliwie budować, nie można być zaciętym na jakimś swoim problemie i do nie coś odnosić, zamiast oceniać na czysto to co jest tu i teraz między wami i widzieć to jak pierwsze poznawanie dobrego z zaufaniem.
                            • pralinka07 Re: Czy ktoś umie to wyjaśnić... 19.02.22, 21:05
                              Yadaxad, może i wiedzę jakąś mam. Choć nie studiowałam psychologii i nie przeczytałam na jej temat milionów książek to wiele razy słyszałam, że nam zdolności terapeutyczne, że umiem przeprowadzić człowieka przez probl, załamanie do celu. Jednak nie zawsze umiem pomóc sobie, stąd moja obecność tu. Potrzeba mi waszego.glosu z zewnątrz. Probuje ogarnąć się, mąż kiedy widzi że coś nie halo ze mną otacza mnie troską, wysłuchuje, ale nie chce z niego robić terapeuty, dla niego niektóre tematy tez są trudne.
                              Ufam mu i w kwestii wierności ufam sobie. On też nauczył mnie mówić kiedy mi źle.
                              • yadaxad Re: Czy ktoś umie to wyjaśnić... 19.02.22, 22:30
                                Bycie sobą osadza w życiu. Możesz przez brak akceptacji rodziców mieć to niepoukładane, bo nie pomagali ci się poznawać, tylko grać odpowiadającą im rolę. Wtedy nie zwraca się na siebie uwagi, tylko robi coś jakby to robił ktoś inny. I nie odpowiada się sobie na własne pytania. Może cię ciągle jeszcze dręczyć chęć działania będący odbiciem kogoś innego, a to oddala od poczucia tożsamości. Może dlatego umiałaś pomagać innym, bo to był właśnie ktoś inny, a nie ty. A sama ze sobą zostawałaś na nieznanym terenie. Ale wygląda, że idzie ci, rozwijasz odkrywanie siebie, tylko nad odpornością psychiczną trzeba popracować zdobywając jakąś wiedzę, bo działając tylko intuicyjnie jest się podatnym na wyprowadzenie z równowagi, a nie zna "narzędzi" z tego wyprowadzających.
                                • pralinka07 Re: Czy ktoś umie to wyjaśnić... 20.02.22, 01:01
                                  W takim razie muszę się doszkalać.
                                  Brak akceptacji prowadził mnie do bardzo złych rzeczy. W szkole podstawowej moi rówieśnicy mieli "swoje finanse", u mnie jakas własna gotówka to był cud (urodziny, czasem babcia coś dala, od dzwonu coś od rodziców na własny wydatek wyżebrane, ale to już święto lasu). Moja mama wychodziła z założenia, że mam wszystko czego potrzeba. Ja widziałam jak inni spełniali swoje małe zachcianki, jak posiadanie kasy daje im przychylność i przyjaciół. Byłam młoda i głupia to była 5 czy 6 klasa podstawowa.
                                  W domu rodzice mieli obcą walutę, marki niemieckie, dolary i coś tam jeszcze. Jakas ich metoda inwestycji czy nie wiem, za młoda byłam by rozumieć.
                                  Niestety chęć zaistnienia w towarzystwie bardziej niż już byłam (na dziś dzień twierdzę, że mogło mi to wystarczyć, ale nie wyedy) sprawiła, że sięgnęłam po te zasoby. Po prostu ukradłam trochę. Jakas część udało mi się samodzielnie wymienić w kantorze, pamiętam, że koleżanka innym razem widząc mnie z banknotem obcym zapytała skąd mam. Za dobrze znała moją rodzinę by uwierzyć, że dostalam. Skłamałam, że znalazłam. Wciągnęłam w te intrygę, rodzicom powiedziałyśmy, że razem znalazyśmy. I zysk poszedł po pół.
                                  Moi rodzice często kłócili się o pieniądze, niby że ojciec wyprowadza z domu, ale w czasie moich kradzieży nic się nie działo, nic się nie połapali. Nie doliczyli się?
                                  Wraca do mnie poczucie winy. Wiem, że nigdy się nie przyznam, ale w jakiś sposób zwrócę to.
                                  Moja potrzeba akceptacji mocna była w okresie pierwszych burz hormonalnych. Do tego czasu miałam swoje koleżanki/kolegów/przyjaciół (Dzieciaki z sąsiedztwa, koleżanka z dzieciństwa)z którymi czas mi mijał w miarę beztrosko, a potem coś we mnie wstąpiło. Ekscesy finansowe ustały szybko, sumienie mnie męczyło.
                                  Po paru latach, ze łzami w oczach wybłagałam kieszonkowe. Pierwszymi pieniędzmi dostałam w twarz bo, niby nie zasłużyłam, potem jakby w mamie zaszła zmiana i zrozumiała,że też moge mieć potrzeby. Zastanawiam się czy przez to nie byłam przez długi czas w życiu rozrzutna. Moje rodzeństwo umie oszczędzać dobre było w jednej z dziedzin i udzielało korepetycji, dorabiało. Ale to postać bardziej introwertyczna i w odwiecznym konflikcie z rodziną i chyba nawet światem.
                                  Ja co ciekawe nie dorabiałam, było to źle widziane, a kiedy wpadłam do domu, że mam fuchę i dorobię parę groszy padło pytanie "po co?" I tekst zostaw ja Ci dam te pieniądze. Nie odpuściłam.
                                  Mama ogolnie to kochająca ale mocno pogubiona i sfrustrowana kobieta, z czasem jak sama się starzeje umiem wyjaśnić dlaczego mogła tak czy inaczej postępować, widzę pewne mechanizmy.
                                  Moje dzieci mają własne zaskórniaki, nigdy nie usłyszały, że żałuje że je mam, że są kur*y. Staram się swoją złość i frustrację przepracować, choć mąż czasem oberwie rykoszetem.
                                  Biorę z matki jej troskę, a odrzucam wszystko co raniło i blokowało mnie.
                                  No i nie wychowuje dzieci w strachu przed nowym, przed samodzielnością, nie mówię, że nie dadzą rady, że jak gdzies same pojadą to na bank sobie nie poradzą i się zgubią. We mnie ten strach do dziś jest. Na 95% nie pojechałabym sama za granicę.
                                  Czy możesz mi polecić jakąś literaturę fachową?
                                • pralinka07 Re: Czy ktoś umie to wyjaśnić... 20.02.22, 10:47
                                  Co do tożsamości gdzieś w tym wszystkim wiedziałam coś niecoś o sobie. Co lubię a czego nie ale gdzieś też "pobierałam " cechy które imponowały mi lub sprawiały, że ja mogłam zaimponiwac komuś.
                                  Długo szukałam siebie, co naturalnie było komentowane, że ileż można. I co zabawne im bardziej odsuwałam się od narzuconego.mi wzorca Ty bardziej czułam się sobą. Co nie oznacza, że jest i było łatwo.
                                  Naturalnie nie wszystko co mnie nauczono jest złe, wiele doceniam.
                                  Empatia przeszkadzała mi czasem być tym kim chce. Presja, że co kto o mnie powie czy pomyśli tez.
                                  Wyzwolenie to długi proces.
                                  • yadaxad Re: Czy ktoś umie to wyjaśnić... 20.02.22, 13:39
                                    Literatury psychologicznej jest multum. Ukierunkowując cię na to co mnie odpowiada, bym cię podciągała pod siebie, a powinnaś znaleźć siebie, nie iść moim tropem, zwłaszcza, że sama wiesz, że masz tendencje do utożsamiania się. Najpierw pochodź sobie po różnych psychologicznych problemach w necie, przerzucając tematy, zobaczysz swój kierunek, twój trop i linia "dokształcania się", łącznie z literaturą, sama ci się wyklaruje. Chce to trochę pracy, ale rozwiązań psychologicznych nie dostaje się na talerzu. To tak jak ktoś idzie na terapię i jest rozczarowany, że po kilku spotkaniach nie jest wszystko jasne i nie otrzymał już recepty na swój problem i jest odmieniony. Zdecydowanie masz za żywe w pamięci emocje z młodzieńczych "spraw". Jesteś już innym człowiekiem, tamtą dziewczynkę i jej przeżycia trzeba emocjonalnie zamknąć, byś miała miejsce na to co przeżywasz ty, w tym czasie i zupełnie innej sytuacji. Rozumieć ją, wybaczyć, nie trzeba zapominać, bo to doświadczenie, ale to było, przeszłości się nie zmienia. Niby naprawiając przeszłość, gubi się to co dzieje się teraz. A dobre rzeczy robi się komuś nie wynagradzając to, co dawno przepadło w czasie, ale oceniając i zauważając to co kształtuje teraźniejszość, a patrząc wstecz jest się na teraźniejszość nieuważnym.
                                    • pralinka07 Re: Czy ktoś umie to wyjaśnić... 20.02.22, 15:15
                                      Masz rację. Mam tendencje do utożsamia, może nie silne, ale są i mogłabym złapać nie ten wiatr w żagle co trzeba.
                                      Wiesz, lata całe miałam spokój, myślałam, że minęło, a tu taki comeback. Pisanie z Wami trochę mnie otrzeźwiło, wróciłam do tu i teraz.
                                      Uświadomiłam sobie też, że byłam w błędzie myśląc, że przepracowałam kiedys to, skoro wróciło znaczy, że zostawiłam niedomkniete drzwi. Teraz sprobuje z tym się rozprawić.
                                      Zauważałam, że będąc pod wpływem epizodu depresyjnego mocno umniejszam siebie, skupiam się na tym co we mnie złe i urasta yo do rangi katastrofy.
                                      Czytałam stare zapiski swoje i nagle zobaczylam tam siebie, nie x czy y jaką bym chciała być, owszem chłone obce cechy, ale staram się być sobą.
                                      Jak pisałam odejście od wzoru przez poznanie i wchłonięcia gdzies pomagało mi siebie znaleźć, gdzieś tez mnie gubiło bo, próbowałam być kimś innym.
                                      Zbieram się w sobie, szukam literatury, edukuje i walczę by więcej to nie wróciło.
                                      • yadaxad Re: Czy ktoś umie to wyjaśnić... 20.02.22, 15:37
                                        Umieć sobie z tym radzić, bo jakiś impuls zawsze może wywołać kiedyś poznane kiedyś emocje. Ale jak to sobie uświadomisz, to i umiesz je odbić. To >by więcej nie wróciło<, to trzeba popracować, by nie być zaskakiwanym. Orientując się, co się w tobie akurat zadziało takie nawroty ścierasz, aż w końcu nie ma co wracać, wywołując uczucie. Sens teraźniejszości jest silniejszy.
                                        • inka.fem Re: Czy ktoś umie to wyjaśnić... 20.02.22, 17:04
                                          Tak czytam, to co piszesz yadaxad. To nie jest takie proste. Uświadomić sobie wszystko i potem umieć to odbić. Teraźniejszość zaskakuje i jak ktoś ma słabą odporność emocjonalną, to może polec i nie dać rady w różnych sytuacjach stresowych.
                                          Pralinka dobrze sobie radzi w teraźniejszości, pisze, że ma kochającego męża i tworzą szczęśliwą rodzinę. Czego chcieć więcej? Takie dylematy, które miewa o fantazjowaniu o innych, to rzecz zwyczajna i do depresji nie prowadzi. Depresja jest wtedy, gdy teraźniejszość przygniecie i nie można się podnieść. Wiem o czym piszesz, że można zapobiec, ale niestety nie zawsze się da.
                                          Depresji nie da się przepracować na forum, ba nawet często jest to trudne u psychologa. Gdy mi się załamał świat, to wizyty u psychologa były wtedy stratą czasu, bo siedziałam i patrzyłam w ścianę i nie wiedziałam od czego zacząć.
                                          Melancholia, czy osłabiony nastrój a depresja, to duża różnica.
                                          • pralinka07 Re: Czy ktoś umie to wyjaśnić... 20.02.22, 19:38
                                            Ja jestem dr Jekyll & Mrs. Hyde.skrajnisci to moja specjalność ;)
                                            A poważnie to w depresji kiedy musiałam wstać i żyć to było jak zdobyć Himalaje bez przygotowania.
                                            Kiedy dr Jekyll leżał i płakał po pewnym długim czasie pojawił się Mrs. Hyde i kazał walczyć o siebie. Nieść radosc innym ok, sobie trochę trudniej, ale z czasem się coś uda.
                                            Chodziłam na terapię. Lata spokoju (nie licząc dołów i melancholii) zero wybuchu gdzie życie wgniatało i nagle....
                                            Wracam do życia. Zeszłam z crolkercostera, teraz siedzę na małej kolejce górskiej.
                                          • yadaxad Re: Czy ktoś umie to wyjaśnić... 20.02.22, 21:58
                                            Pewnie, że wszystkiego się nie da, ale zawsze lepiej móc więcej niż mniej. A rozwijając się, wiedząc więcej,. ma się więcej siły i umiejętności sobie radzić. W życiu się reaguje, podejmuje decyzje i dobrze jest uświadamiać sobie co i dlaczego się robi. To daje siłę radzić sobie nawet z błędami. To nie chodzi o to, że to ma być recepta na szczęście. Tylko by sobie możliwości tego co w życiu może być dobre nieświadomymi ruchami nie psuć.
                                            • pralinka07 Re: Czy ktoś umie to wyjaśnić... 21.02.22, 03:30
                                              Raz będąc w dole miałam myśl, że trochę zatęskniłam za dawną mną, będąca w uporządkowanym świecie swoich ideałów, idącą drogą którą te ideały wyznaczyły. Otaczał mnie znajomy, bezpieczny świat. Co z tego, że życie wtedy było trochę na pokaz. Co z tego, że szamotałam się czasem i musiałam dyscyplinować, szłam drogami które już dawno przestały być moje. To wszystko było dziwne, ale poznane.
                                              Przyszła nagła zmiana, mega szczęście, ale też trzeba było poznać nowy Świat, siebie.
                                              Moze duże zmiany zaszły w moim życiu za szybko.
                                              Za dużo wówczas miałam zobowiązań, złamanie ich oznaczało zawiedzenie grupy ludzi, sprawienie im przykrości.
                                              Kombinowałam jak umiałam by każdemu dogodzić. Rachunek strat był taki, że stracę ja.
                                              Myślę, że gdybym dala sobie więcej czasu na przemyślenie, opracowanie strategii, nie byłoby tak źle. Niestety zabrakło tego czasu,stanęłam w ogniu pytań, ataków i intryg.
                                              • pralinka07 Re: Czy ktoś umie to wyjaśnić... 21.02.22, 03:33
                                                Dodam tylko, że w tamtym świecie brakło tylko miłości w tym wielkim wymiarze nadającym sens.
                                                Dlatego nie ważne jak mnie przeczołgało, to co dla mnie najistotniejsze i wprawiające mohe serce w ruch jest teraz, od lat w moim życiu.
                                                Trzeba było tylko odrzucić to, że liczy się najpierw dobro innych, odrzucić poświęcenie i włączyć trochę egoizmu.
                                            • inka.fem Re: Czy ktoś umie to wyjaśnić... 21.02.22, 14:34
                                              W sumie terapia w depresji polega na nauczeniu się radzenia sobie z problemami, a więc na zmianie dotychczasowych zachowań. Czy to w relacji z ludźmi, czy ogólnie w sytuacjach stresowych. I takie narzędzia zapewne pralinka dostała, skoro na terapię chodziła. Jest tylko jedno ale. A mianowicie odporność emocjonalną kształtuje się od najmłodszych lat. Trudno jest nabyć odporność w kilka miesięcy terapii, tym bardziej, że podłoże depresji też może być genetyczne lub wywołane zmianami hormonalnymi czy chorobą.

                                              Dziwi mnie zachowanie lekarza, który mając pacjentkę z przebytą depresją, odmawia sprawdzenia poziomu hormonów.
                  • pralinka07 Re: Czy ktoś umie to wyjaśnić... 19.02.22, 21:00
                    Tak, jestem szczęśliwą mężatką i szczęśliwą matką. Bałam się macierzyństwa. Mój mąż był od razu nastawiony na "miejmy dzieci" ja potrzebowałam czasu, a on to uszanowal i dopiero po 3-4 latach pojawiło się pierwsze dziecko.
                    W poprzednim związku jako młoda dziewczyna siedząc u koleżanek mężatek i dzieciatych patrzyłam i podziwiałam. Gdzies tam chciałam być żoną i matką bo, to byłby krok w dorosłość, jednak po pierwszym ataku depresji kiedy mój ex wspominał o ślubie czy dzieciach robiło mi się ciemno przed oczami. Uśmiechałam się i robiłam dobrą minę do złej gry.
                    Dzis wiem, że było wenie wiele nieuświadomionych uczuć, że spychałem je w głąb siebie bo, nie pasowały do ideałów bo, pójście za głosem wewnetrzym, którego nie chciałam słyszeć, oznaczałoby jakieś wykluczenie, naznaczenie....
                    Jako dziecko miałam przyjaciół, a jednak mnie zdradzali czy wykorzystywali, wyciągałam ich za uszy z problemów, w tym i emocjonalno psychicznych, a w rezultacie potem i tak ze swoimi problemami czy bólem byłam sama.
                    Kiedy poszłam do liceum chciałam nawiązać znajomość z "prestiżowymi " osobnikami, nie takimi w stylu "szkolna mafia", a po prostu lubianymi. Nie chciałam odstawać, a i tak trochę tak było.
                    Z czasem nauczyłam się żyć ze swoim odmiennym postrzeganiem, zaczęły zachodzić we mnie zmiany. Nawet charakter pisma mi się zmienił na mój, a nie kopiowany od kogoś o kim myslalam, że ładnie pisze. Zmiany we mnie odbijały się na zmianach w relacjach. Choć niestety nadal chrome czasem cechy i zainteresowania od ludzi którzy mi imponują czy które uważam za ciekawe, vzy tez robię rzeczy o których skrycie marzyłam, a dopiero kiedy zrobił je ktoś inny i nie bywa że pociąga ta rzecz. Wychodzę z cienia często przez całe życie, ale też często do niego wracam.
                    Zabawne, że w byłych miłościach mojego męża widzę czasem fragmenty siebie (w sumie ok, gość lubi jakiś zespół cech) ale nagle odkrywam, że ta kobieta realizuje coś o czym ja skrycie marzyłam czy też co podziwism u innych i wtedy myślę, że skoro ona dała radę to ja nie dam? Może też chcę się dowartościować, że nie jestem gorsza od kogoś kogo On kuefys darzył uczuciem.
                    W moim wnętrzu wiele się dzieje,a na zewnątrz brak działania bo, często bliscy podcinali mi skrzydła czy drwili ze mnie. Jestem kobietą w średnim wieku, powiedziałam sobie, że postaram się wykorzystać czas jaki mi został by to co kiedyś było marzeniem dzis stało się rzeczywistością. Nie ucierpi na tym moja rodzina, a wręcz zyska być może nowe pasje.
                                    • taniaradaa Re: Czy ktoś umie to wyjaśnić... 21.02.22, 20:29
                                      Znasz takie określenie mzoandria.Bystra jesteś .Tylko mało kumata bo wchodzisz w wątki na ematce i nie czytasz ich do końca i nie wiesz czy się to podoba komuś ,czy nie . Kobiecie, która nienawidzi mężczyzn bądź odczuwa do nich silną niechęć ciężko jest stworzyć związek heteroseksualny, założyć rodzinę, pracować i funkcjonować na co dzień. Kobiety, które czują niechęć do mężczyzn nie chcą z nimi współpracować, rozmawiać i wchodzić w jakiekolwiek interakcje, a nawet przebywać w ich towarzystwie. Przyczyny nienawiści do mężczyzn mogą być bardzo różne. Najczęściej uprzedzenia do płci przeciwnej zaczynają pojawiać dzieciństwie lub młodości. Naukowcy pochylający się nad tą kwestią upatrują ich w historycznym, patriarchalnym modelu rodziny i społeczeństwa. Zdarza się, że kobiety, które nie żywią ciepłych uczuć do mężczyzn, a i często ich nienawidzą, mają za sobą traumatyczne doświadczenia. Być może były ofiarami przemocy domowej (zarówno fizycznej, jak i psychicznej) jako dzieci („przemocowy” mógł być ojciec, dziadek, partner matki bądź brat) bądź w życiu dorosłym, jak partnerki agresywnych mężczyzn.Jeżeli kobieta nie uporała się z traumą, może tworzyć fałszywy obraz mężczyzn jako osób niebezpiecznych i złych. Mało tego. Traktuje ich źle, odpłacając za swoją krzywdę i szukając zemsty. Nie prowadzi to do niczego dobrego.Taka ciekawostka bo zawsze dużo Ci wybaczałem ,wręcz zawsze pierwszy przepraszałem.Tu jest link poczytaj sobie . Raczej stały jestem w uczuciach . www.google.com/url?sa=t&source=web&rct=j&url=https://portal.abczdrowie.pl/mizoandria&ved=2ahUKEwiXw63uwZH2AhUDyYsKHTdTDo0QFnoECDcQAQ&usg=AOvVaw283GKPY13Dt2ZOf9ejQgmR
                                  • taniaradaa Re: Czy ktoś umie to wyjaśnić... 21.02.22, 14:55
                                    Tanie rady nie szukają obiektu .Bo mu obiekt sam przychodzi ,gdyby tylko chciał .Tanie rady nie biorą życia na poważnie .Bo życie jest za krótkie .Tania rada dobrze pamięta inne rady osób i to dwóch co zdominowało to forum .Pamięta wzajemne papatki, całuski .Te kulinarne robienie mielonych .Te wysyłanie do psychologa .Te bieganie za kimś po wszystkich forach ,zwłaszcza religijnych ..Nie ma jeszcze sklerozy.
                                • taniaradaa Re: Czy ktoś umie to wyjaśnić... 21.02.22, 15:41
                                  Widzisz uderz w stół , a nożyce się odezwią .Rady pani kurator sądowej są takie, ,że nie jedna osoba wpadła w tu w kompleksy .Lub w większe tarapaty .Pani kurator nie potrafi zaaplikować linka do swoich utworzonych w wyobraźni paranoicznej . .Pani kurator co tak nienawidzi facetów ,poza jednym .Wie doskonale ,że jako jedyny muszę się pilnować bo jestem ciągle pod obserwacją. Pani nie wie ,że jest tam admin płci damskiej ,szczególnie wyczulony na to .Pani kurator wie doskonale ,że na tamtym forum mam z niektórymi kobietami dobre kontakty .Pozdrawiam dziecko drogie .Myślę że dasz radę ze wszystkim .Świat jest podły i kobiety gorzej to znoszą .Ba niektóre w swojej podłości prześcigają facetów .Sorry chciałem być miły ,ale się nie da .

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka