kvinna
04.11.04, 15:41
>>Nigdy nie byłam kapciami; nigdy nie siedziałam w domu, rozpaczliwie
starając sie uwierzyć w zebrania w biurze po godzinach. Nigdy nie kładłam się
sama o jedenastej i nie udawałam, że śpię, podczas gdy uszy nastawione były
jak u psa obronnego w oczekiwaniu na samochód na podjeździe. Nie w wyciągałam
ręki, by sprawdzić, która godzina, i nie czułam zimnego ciężaru tych
straconych godzin tykających w brzuchu.
Wiele razy byłam pantoflami do tańca i jak tamte kobiety chciałam się bawić.
Piątkowe wieczory, weekendowe konferencje. Tak, w moim mieszkaniu.
Wyskoczywszy ze służbowych garsonek, z rozłożonymi nogami, ciągnęły mnie na
siebie z przerwą na szampana i kawałek angielskiego sera. A w czasie, gdy to
robimy, ktoś inny wygląda przez okno i obserwuje zmieniającą się pogodę. Ten
ktoś patrzy na zegarek, patrzy na telefon, bo przyrzekła, że zadzwoni po
ostatniej części obrad. Dzwoni. Podnosi się ze mnie i w y k r ę c a n u m e
r, opierając słuchawkę na piersi. Jest wilgotna od seksu i potu. "Tak,
kochanie, dobrze. Tu też pada".<<
<Jeanette Winterson: Zapisane na ciele>