Gość: Trutka
IP: 195.217.253.*
10.11.04, 15:57
Ostatnio bardzo mnie ten temat dotyka a to za sprawa mojej nowej kolezanki z
pracy. Jest tak "oddana" swoim szefom ze az mi niedobrze. Przyklad:
Szefowa (rzuca przechodzac obok): O boze jaka jestem glodna, nie mialam dzis
czasu na lunch.
Kolezanka (bardzo przejeta, zatroskana): Chcesz bananka? Mam bananka ze soba
ale go nie zjem, chcesz?
Szefowa (Nie zatrzymujac sie, przechodzac dalej): NO, moze , tak,nie nie
wiem...
KOlezanka po tym wstaje, wyjmuje ze swojej torby "bananka" i brzoskwinie i
kladzie jej na biurku.
Szefowa: (przychodzi po chwili) Ojejku, dziekuje! I zaczyna wsuwac "bananka".
Wieczorem zas jak wychodzimy z pracy, owa kolezanka zawsze ja obmawia, ta
swoja szefowa jaka to ona nie jest glupia, jaka bezmyslna i rozpieszczona...
Na dodatek boje sie z nia rozmawiac na jakikolwiek temat bo zauwazylam ze
czesto przesiaduje u kierowniczki od kadr i sobie gaworza. Obie maja male
dzieci wiec maja tematy ale jak ktos jest tak "blisko" z kierownictwem to ja
wole tej osoby unikac.
Co sadzicie na ten temat forumowicze? Czy ja jestem przewrazliwiona? Czy moje
obrzydzenie do takich zachowan jest uzasadnione?