karmazynek
03.05.02, 10:46
wydawalo mi sie zawsze, ze na milosc waznych osob mozna zasluzyc.nawet trzeba.
na milosc rodzicow, bliskiego mezczyzny.
ze jesli brakuje czegos w relacji, jesli jest niepelna, to wniesienie w nia
wiecej ciepla, czulosci, cos da.
ale oczywiscie, gleboko sie mylilam, milosc rzadzi sie swoimi prawami.
albo sie ja otrzymuje, albo nie.
czy szkoda?
nie wiem
jakis czas temu, jak domino, padly wszystkie te wazne relacje, kaleczac mnie
mocno.
chcialabym moc wejsc w nowe, po prostu dawac i otrzymywac, cieplo, zaufanie.nie
mysle o powaznym zwiazku z kims, tylko potrzebuje byc z ludzmi, dzielic sie.
i nie mam juz skad tego czerpac, jakbym zupelnie nie miala juz sil, wiary w
siebie, zaufania. taka straszna pustka, wszystko boli.
nie wiem co robic, na czym sie oprzec.
zapelniam czas praca, zajeciami, ze by tylko nie myslec, nie czuc.
to chyba kolejny smutny watek - pszepraszam. w taki sloneczny dzien...
ale po prostu mi ciezko i to nie mija. a boli.
jesli byliscie w podobnej sytuacji, albo czujecie o co mi chodzi - chaotycznie
pisze, zdaje sobie sprawe - napiszcie
moze spojrze jakos z innej strony na wszystko...
karmazynek