już nie mam siły...

IP: *.siec2000.pl 18.11.04, 22:26
jesteśmy ze sobą od 10 lat, od 5 mieszkamy razem
a od 3-4 lat zmienia sie juz tylko na gorsze
ja jestem ambitna, musze byc w ciaglym ruchu - on nigdy nie chce mi
towarzyszyc - czy ide na basen, czy na impreze, czy do kina, czy nawet na
zwykle zakupy - wszedzie musze chodzic solo, choc tez powinnam byc zmeczona -
poswiecam sie pracy - ale nie znioslabym siedzenia w domu przed tv czy kompem
24h - przeciez przez to zycie przez palce ucieka!
calymi dniami przesiaduje przed komputerem, glownie gra - w jakies wyscigi
samochodowe - czuje sie wtedy jakbym patrzyla na 5latka zachwyconego
kierownica, caly swiat juz przestal sie dla niego liczyc
a o seksie wogole nie ma juz mowy, nie jest zainteresowany seksem w
najmniejszym stopniu
moze wydac Wam sie to smieszne, ale w ciagu ostatnich 3 lat
nasze "uniesienia" mozna by policzyc na palcach u rak (on ma 30 lat, ja 27)
dziwi mnie to, ze nie dzialam na niego, mam duze powodzenie u mezczyzn i
chyba zaczynam juz zalowac tych przepuszczonych okazji...
dzis sprowokowalam go do rozmowy, dlugo plakalam i krzyczalam zeby uzyskac od
niego jakiekolwiek wyjasnienia (zazwyczaj mowi ze nie chce mu sie dzis
rozmawiac na ten temat, milczy, ignoruje mnie i dalej gra)
powiedzial, ze zdaje sobie sprawe z tego, ze moze to nie jest normalne, ale
ze on bez tych wyscigow nie moze zyc ,ze musi grac codziennie i nie jest w
stanie nawet rozmawiac o zadnych ustepstwach (zaproponowalam 2 dni w tygodniu
na gry - niemozliwe dla niego)
nie wiem juz co zrobic, wydaje mi sie, ze powinnam odejsc, zreszta nie jest
to nowa mysl, ale czuje sie taka oszukana - on nawet nie chce rozmawiac -
wybiera komputer i to swoje daremne uzaleznienie - czy ja nie zasluguje nawet
na chwile uwagi i wyjasnien?!
czuje sie taka przegrana
nie wytrzymam dluzej w takim zwiazku, nie zniose tego ze calymi dniami gra a
mnie ma gdzies - w weekendy gra od kiedy wstanie do nocy,kiedy kladzie sie
spac, w tygodniu od momentu kiedy wraca z pracy do nocy (poznej)
nie ma kompletnie zadnych innych zainteresowan (poza kompem), ja nie jestem w
stanie nigdzie go wyciagnac, zawsze jestem skazana na siebie
jest mi tak cholernie smutno i źle
nie wiem sama po co tu weszlam
w koncu nikt tak naprawde nie doradzi mi co zrobic
ale nie moge tego dusic w sobie bo oszaleje :((((((((((
moglabym odejsc, nawet dzis
trzyma mnie chyba juz tylko przyzwyczajenie, moze wygoda, moze troche strach,
ze nie dam rady ulozyc soie zycia na nowo, a najsmieszniejsze, ze martwie sie
co bedzie z nim, jak sobie z tym poradzi
nie wiem, moze licze na to, ze nie jestem sama, ze ktos przezyl cos
podobnego, jak z tego wybrnal
juz chyba nie mam sily ratowac tego zwiazku
zbieram w sobie sily zeby sie z niego uwolnic...
    • qrnik Re: już nie mam siły... 18.11.04, 22:34
      To co piszesz strasznie przypomina mi rozterki rodzin alkoholików.
      Zastanów się czy Ci dobrze z tą sytuacją.
      Jeśli nie - poszukaj dobrego psychoterapeuty. Tak, tak - Ty, nie on. Bardzo
      trudno jest się uwolnić od osób uzależnionych (sama wspominasz, że boisz się co
      się z nim stanie). Bardzo łatwo jest wpaść w poczucie winy.
      On żeby przestać musi uświadomić sobie, że coś jest z nim nie tak. Ale musi do
      tego dojść sam. Krzyki i płacz nie pomogą.
      Trzymaj się.
      • Gość: kasia Re: już nie mam siły... IP: *.siec2000.pl 18.11.04, 23:04
        droga Qrnik-
        bardzo dziękuję za wsparcie i cieple slowa
        juz jestem troszke spokojniejsza i bardziej trzezwo teraz mysle
        <piszac tego posta bylam naprawde bardzo zdenerwowana>
        i masz racje - coś w tym jest, mysle, ze faktycznie poszukam psychoterapeuty -
        skoro to juz trwa tyle czasu,a ja nie potrafie sama nic z ta sytuacja zrobic -
        moze to jest to wyjscie...
        jeszcze raz Ci dziękuję i serdecznie pozdrawiam
    • zalozylam_nowe troszke Ci przywale, pozwolisz ;) 18.11.04, 22:38
      Otoz robisz dokladnie to, co on - nie ma roznicy pomiedzy odurzaniem
      sie 'ruchem' (zakupy...hihi...ale ambicja...) a odurzaniem sie gra kompowa.
      Oboje uciekacie i obojgu Wam ucieka zycie.

      Nawet jesli jestes piekna jak Monroe to zdanie 'dziwi mnie, ze go nie pociagam'
      brzmi zabawnie ;)

      > dzis sprowokowalam go do rozmowy, dlugo plakalam i krzyczalam zeby uzyskac od
      > niego jakiekolwiek wyjasnienia

      ach, jakie to dorosle ;)

      > nie wiem juz co zrobic, wydaje mi sie, ze powinnam odejsc, zreszta nie jest
      > to nowa mysl, ale czuje sie taka oszukana - on nawet nie chce rozmawiac -
      > wybiera komputer i to swoje daremne uzaleznienie - czy ja nie zasluguje nawet
      > na chwile uwagi i wyjasnien?!
      [...]
      > moglabym odejsc, nawet dzis

      wiec odejdz

      pozdrawiam :)


      p.s. zapewniam Cie, ze on ma pelne prawo czuc sie tak samo oszukany, jak Ty.

      • Gość: kate nie pozwolę IP: *.siec2000.pl 18.11.04, 23:05
        witaj "zalozylam_nowe" - ech taka mała z Ciebie zołza - dlaczego czepiasz sie
        zdan wyrwanych z kontekstu, to takie dziecinne:
        >(zakupy...hihi...ale ambicja...)
        to, ze jestem osoba ambitną, nie odnosiło się do zakupow, tylko do zawodowej
        strony mojego życia, której tu nie poruszam - zakupy są tylko przykładową
        czynnością, jaką pary, małżeństwa mają w zwyczaju robić wspólnie (tak, tak,
        moja droga - zebys nie probowala znowu mi "przywalic")

        > Nawet jesli jestes piekna jak Monroe to zdanie 'dziwi mnie, ze go nie
        pociagam'
        >
        > brzmi zabawnie ;)

        kwestia urody, kwestia gustu, nigdy nie podlegają dyskusji
        mimo wszystko, znam swoją wartość i potrafię spojrzeć na siebie obiektywnie
        jeżeli ty nie znasz swojej wartości - nie wiem -moze masz jakies kompleksy - to
        nawet nie napisze, ze jestes zabawna, tylko po prostu, ze mi cie zal

        nie bede dluzej komentowala twojego postu, mam ci tylko jedno do przekazania -
        fakt, ze wchodzisz na to forum i prowokujesz ludzi, ktorzy w poszukiwaniu
        pomocy zwierzaja sie tu ze swoich problemow, nie najlepiej o tobie swiadczy

        i dobrze ci radze, "załóz-nowe" sobie jeszcze raz
        choc pewnie rownie szybko ludzie wyrobia sobie na twoj temat opinie
        • mechaniczna.pomarancza Re: kate, "zalozylam nowe" 18.11.04, 23:12
          "zalozylam nowe" to tylko taki ryjli przykry (aktywny) szczegolik wyhodowany na
          cosmopolitanie, tuczony na taniej pseudoblyskotliwosci, poczulas ten sztynk,
          nie dawaj sie laluni gordżes pojazd zmontuj, zalozylam nowe oblazla forumik by
          dokarmiac ego biedna laleczka, kate gordżes, gordżes
        • zalozylam_nowe de facto zapytalam pro forma ;) 18.11.04, 23:14
          Gość portalu: kate napisał(a):

          > witaj "zalozylam_nowe" - ech taka mała z Ciebie zołza - dlaczego czepiasz sie
          > zdan wyrwanych z kontekstu, to takie dziecinne:
          > >(zakupy...hihi...ale ambicja...)
          > to, ze jestem osoba ambitną, nie odnosiło się do zakupow, tylko do zawodowej
          > strony mojego życia, której tu nie poruszam - zakupy są tylko przykładową
          > czynnością, jaką pary, małżeństwa mają w zwyczaju robić wspólnie (tak, tak,
          > moja droga - zebys nie probowala znowu mi "przywalic")


          Musle, ze niepotrzebnie , zolzo (hihi), tak sie unosisz. Niewatpliwie brakuje
          Ci dystansu do samej siebie. Ty masz problem nie mniejszy niz on, im wczesniej
          to dostrzezesz, tym bedziesz szczesliwsza.

          Co do 'zakupow'. Wymienilas kilka frenetycznie uskuteczninych jak mniemam
          czynnosci, podkreslilas, ze nie wyobrazasz sobie wiczoru przy tv (a z ksiazka
          wyobrazasz?) - wszystko to sugeruje lekka neuroze. Charakterystyczna dla
          wielu 'mlodych zdolnych' z wielkich miast.


          >
          > > Nawet jesli jestes piekna jak Monroe to zdanie 'dziwi mnie, ze go nie
          > pociagam'
          > >
          > > brzmi zabawnie ;)
          >
          > kwestia urody, kwestia gustu, nigdy nie podlegają dyskusji
          > mimo wszystko, znam swoją wartość i potrafię spojrzeć na siebie obiektywnie
          > jeżeli ty nie znasz swojej wartości - nie wiem -moze masz jakies kompleksy -
          to
          >
          > nawet nie napisze, ze jestes zabawna, tylko po prostu, ze mi cie zal

          Popatrz - lekka, pozbawiona zlosliwosci, polaczona z puiszczeniem oka zaczepka,
          a Ty wybuchasz... :) Trudno to nawet komentowac. Ja tylko podwazylam sens
          zdania 'podobam sie innym, wiec cos z nim nie tak, skoro jemu nie'. Uspokoj
          sie, panna, i czytaj wolniej :)



          >
          > nie bede dluzej komentowala twojego postu, mam ci tylko jedno do przekazania -

          > fakt, ze wchodzisz na to forum i prowokujesz ludzi, ktorzy w poszukiwaniu
          > pomocy zwierzaja sie tu ze swoich problemow, nie najlepiej o tobie swiadczy
          >
          > i dobrze ci radze, "załóz-nowe" sobie jeszcze raz
          > choc pewnie rownie szybko ludzie wyrobia sobie na twoj temat opinie

          opinia Twoja i wielu innych czytelnikow na moj temat zwisa i mi powiewa, czego
          i Tobie z calego serca zycze ;)


          p.s. Ty kochasz siebie tak, ze Ci ta milosc wlasna wzrok kompletnie zalewa.
          • mechaniczna.pomarancza Re: zwisa i powiewa 18.11.04, 23:25
            jak scierka, jak gieef
            • Gość: kate Re: zwisa i powiewa IP: *.siec2000.pl 18.11.04, 23:39
              dziekuje mechaniczna pomaranczo ;)
              zaraz wysle ta mała w kosmos

              "zalozylam nowe" na traktory!
          • Gość: kate bez komentarza IP: *.siec2000.pl 18.11.04, 23:37
            dziecinko, twoj tandetny intelekt mnie powala, moze idz ty juz grzecznie do
            lozeczka, przykryj -ryj kolderka i poczytaj sobie jakas lekturke do snu,
            zamiast przeszkadzac w rozmowie

            (i nie zapomnij umyc zabkow, wydaje mi sie, ze jadek źle działa na szkliwo);)

            a kysz!
            • Gość: gf/ z_n Re: bez komentarza IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 19.11.04, 23:28
              wspolczuje Ci, ze musisz byc kim takim... :(
              i jemu tez wspolczuje...

              ja Ci nie pomoge, ale Ty sobie prawdopodobnie tez nie
              wg mojej oceny potrzebujesz profesjonalnej pomocy, bo utopisz jego i siebie w
              tym morzu agresji

              ech ludzie...
              • Gość: gf errata :) IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 19.11.04, 23:30
                > wspolczuje Ci, ze musisz byc kim takim... :(


                kims - nie z kims :))
          • julla Re: de facto zapytalam pro forma ;) 18.11.04, 23:54
            zalozylam_nowe napisała:

            >
            > Musle, ze niepotrzebnie , zolzo (hihi), tak sie unosisz. Niewatpliwie brakuje
            > Ci dystansu do samej siebie. Ty masz problem nie mniejszy niz on, im
            wczesniej
            > to dostrzezesz, tym bedziesz szczesliwsza.
            >
            ***
            Czyli najlepsza metoda rozwiazywanie czyichś problemów wg. ciebie to
            uświadomienie sobie swoich własnych? Jesli ktoś 'bliski' na naszych oczach
            głupio żyje i beznadziejnie się zachowuje, to powinniśmy uderzyć się w pierś,
            żałożyć worek pokutny i iść do psychoterapeuty na kurację; a jemu dać spokój-
            niech czyni co uważa, czyli w sumie go olać i zająć sie sobą.
            No w sumie też można, jest to jakieś rozwiązanie problemu...
            • Gość: gf Re: de facto zapytalam pro forma ;) IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 19.11.04, 23:29
              Pomoc mu to nie znaczy wrzeszczec na niego i nie widziec, ze jest sie istotna
              przyczyna jego problemow...
    • pewien_student Re: już nie mam siły... 19.11.04, 00:31
      moja kolezanka miala podobny problem ze swoim facetem z ktorym byla ladnych pare lat. on obiecywal poprawe, ze trzy albo cztery razy, ale oczywiscie po miesiacu wszystko wracalo do stanu wczesniejszego. poniewaz on mieszkal u niej, wystawila mu po prostu juz pewnego dnia walizki za drzwi i podizekowala za wspolprace. to co bylo "najsmieszniejsze" - on mial do niej zal bo w koncu tyle dla niej zrobil, tak jej pomogl te trzy lata temu. dzis juz kolezanka nawet go nie widuje i powiem tak - wyszlo jej to na dobre.

      sprobuj go zmienic, walnac w pusta lepetyne tak od serca. daj mu szanse. ale jesli nic sie nie zmieni to niestety nie sadze zebyscie byli zbyt szczesliwi razem... rozstanie moze wiec okazac sie jedynym rozsadnym wyjsciem
      • polonusia Kate 19.11.04, 23:51
        On jest uzalezniony, tak jak hazardzista ktory idzie do kasyna czy alkoholik.
        Zrob mu terapie wstrzasowa, zeby go zmotywowac zeby zaprzestal, poprostu zagroz
        ze odejdziesz i juz.

        I nie bierz tego osobiscie - to on jest "chory"
    • Gość: wi Re: już nie mam siły... IP: *.saska.krakow.pl 20.11.04, 12:32
      Kate, wyobrażam sobie, że musisz już być tym wszystkim strasznie wymęczona.
      Albo stanie się coś, co sprawi, że będziesz potrafiła być z kimś takim jak on i
      sobie chwalić, albo odetniesz się od niego. On sam z siebie się nie zmieni.
      Wciagnął go ten komputer, uzależnił. Nie chce mu się wychodzić. Albo ty się
      obudzisz z tej sytuacji albo on. Może zacznij robić rzeczy, któe sprawiają ci
      przyjemnośc bez niego i tylko od czasu do czasu próbuj go w nie wciągnąć. Może
      on wtedy odwróci wzrok od komputera i zainteresuje się na powrót tą wspaniałą,
      aktywną kobietą, którą byłaś/jesteś. Może porwiesz go na nowo... Musisz znaleźć
      siłę, żeby oderwać sie od niego, zanim na nowo się zejdziecie (paradoksalnie).

      Chciałabym, żeby mój mąz mnie tak wyciągał, jak ty swojego - na zakupy, na
      basen, do kina.. Marzę, żeby "wyrywał" mnie z codzienności w jakieś fajne
      miejsca, żebyśmy "bawili się" naszym życiem. Chciałabym odrobinę szaleństwa w
      tym swoim życiu. Mam dobre pomysły, ale jak sprawić, żeby to były jego pomysły?
      Nie sprawi mi takiej przyjemności "wymuszone" wyjście do kina czy sto razy
      przypominany basen. Jego tam nie ciągnie. Za to poszedłby na imprezę, poskakał,
      napił się piwa, spotkał ze znajomymi, co z kolei nie zawsze pasuje mi....
      wymysliłam więc, że mogłabym zrobic tak, jak tobie opisałam wyżej. Troche sie
      boję, czy nie oddale się od niego w taki sposób. No i czy on będzie chciał być
      z taką nowa/starą mną...?

      Pozdrawiam i życzę wewnętrznej sił i pewnosci siebie.
      • Gość: kate Re: już nie mam siły... IP: *.siec2000.pl 20.11.04, 21:45
        dziekuje za zrozumienie Wi -
        zdaje sie, ze znasz to uczucie jak to jest byc samotna w zwiazku
        w koncu nie po to ludzie sie ze soba wiaza, zeby spedzac to zycie w pojedynke,
        prawda? i wymagaloby sie od tego, wybranego przez nas mezczyzny, aby byl kims
        wiecej niz tylko współlokatorem...
        sama nie wiem jak to rozwiazac - jesli chodzi o mnie, to nie ograniczam sie
        absolutnie i korzystam z urokow zycia - poniewaz on nie chce tego dzielic ze
        mna - ja dziele sie tym z przyjaciolmi, znajomymi, kolezankami
        tylko czasem tak przykro sie robi, kiedy idziemy wieksza grupa np do teatru,
        lub na impreze i wszyscy maja ze soba te "druga polowe" - a ja chociaz singlem
        nie jestem, zawsze pojawiam sie sama

        nie wiem jak to jest z Wami, jak reaguje Twoj maz, kiedy Ty probujesz go
        wlasnie gdzies wyciagnac?
        oczywiscie, dla mnie tez idealem bylby facet, ktory sam wychodzilby z
        inicjatywa - napewno czulabym wtedy, ze naprawde mu na mnie zalezy
        ale bardzo cieszylabym sie, gdyby moj M. dal sie chociaz wciagac w moje
        propozycje i zgadzal na wspolne wyjscia (w naprawde dowolnym celu)

        coz, jesli chodzi, o mnie, postanowilam skorzystac z rady Pewnego Studenta
        (pozdrawiam;) ) i dac mojemu "kompo-holikowi" jeszcze jedna, chyba juz ostatnia
        szanse
        od tej ostatniej awantury nie wlaczyl przy mnie komputera - zastanawiam sie jak
        dlugo jeszcze tak wytrzyma;) a tak na serio, to w tym momencie juz nie wiem,
        czy to duzo zmieni, czy nasz zwiazek jeszcze da sie uratowac

        dziekuje wszystkim za opinie, pozwala mi to naprawde spojrzec na ta sytuacje z
        roznych perspektyw i wreszcie wiem napewno, ze niczego sobie nie ubzduralam i
        rzeczywiscie mamy problem

        pozdrawiam serdecznie "grupe wsparcia" ;)
        milego weekendu
    • Gość: Przemek Re: już nie mam siły... IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 21.11.04, 00:33
      powiem Ci że mam dopiero 17 lat wiec nie wiem czy znam sie na tych sprawach ale
      może odrobina zazdrości by go ruszyła zacznij opowiadać mu nawet jak gra w te
      swoje gry że spotkałaś dziśaj fajnego faceta że był niesamowicie przystoiny
      itp. jeśli to nie pomoże to odejdź ale miej pod uwadze że moze mu się odmieni i
      zechce Cie przeprosić jeśli nie to poprostu jest tak uzależniony że już nie
      chce nikogo kochać ;] kocha tylko komputer i świat wyobraźni sam też lubie
      pograć ale nigdy nie przełożyłem komputera przed dziewczyne.
Inne wątki na temat:
Pełna wersja