Gość: baba
IP: *.wroclaw.dialog.net.pl
20.11.04, 20:46
Mam 36 lat, moja mama 57, owdowiała przed trzema laty, mieszkamy osobno,
płacę jej czynsz i dokładam, ile mogę.
Ja intensywnie pracuję, czasem 12-13 godzin dziennie, sama prowadzę dom -
gotuję, piorę, sprzątam, nie prowadzę życia towarzyskiego, chcę każdą wolną
chwilę poświęcić dziecku. Mój mąż pracuje jeszcze więcej.
I tu problem: moja mama nigdy nie pracowała. Po śmierci ojca jej jedyne
zajęcie to odbieranie mojego dziecka ze szkoły i opieka nad nim do wieczora,
aż ja je odbiorę. Abstrahując od zimnego chowu, jakiemu byłam poddana,
odnoszę wrażenie, że moja mama nie szanuje mojej pracy - chyba jej się
wydaje, że ja tylko przekładam papierki i naprawdę nic nie robię, więc wracam
wypoczęta i świeża. Ona ma pretensje, czemu do niej nie dzwonię codziennie (a
ja nie dzwonię, bo mi się ostatnio źle wiedzie i nie chcę jej przygnębiać, do
tego jak opowiadam o jakimś konflikcie, to ona nigdy nie jest po mojej
stronie, więc po co gadać). Myślę, że ona marzy o tym, żeby mnie zwolnili z
pracy - wtedy tak jak ona miałabym zero pieniędzy i mnóstwo czasu.
A ja zaczęłam sobie myśleć, że może to i dobrze, gdyby mnie zwolnili, wtedy
ona nie odbierałaby mojego dziecka ze szkoły i nie miałaby z nim kontaktu. I
nie zatruwałaby go tak jak mnie przez całe życie.
To tego chyba ma cyklefrenię - jednego dnia ma manię, innego depresję. A ja
nie jestem psychiatrą i nie wiem, czy problem jest w niej, czy we mnie i jak
go rozwiązać. Pomóżcie, bo ja wszystko przerabiam na wrzody i jedzenie
słodyczy. A już tak nie moge.