ROMANS

IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 24.11.04, 00:12
wiem ze bede bardzo krytykowana przez niektorych z Was ale chcialabym o czyms
porozmawiac.Jestem z zonatym mezczyzna od roku.Bardzo sie kochamy,spedzamy ze
soba caly wolny czas.Jego zona nie domysla sie niczego.Maja 16 letniego
syna.Coraz ciezej mi w tej sytuacji-sumienie zaczelo mnie grysc!Lecz nie
potrafie Go zostawic.Za duzo pieknych chwil spedzilismy razem,za bardzo Go
kocham, zeby teraz wszystko skonczyc.Nie wiem co robic..jeli ktos jest w
podobnej sytuacji prosze piszcie!i badzcie wyrozumiali! kazdy ma serce zeby
kochac a ono niestety nie wybiera..
    • Gość: Iwa Re: ROMANS IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 24.11.04, 00:50
      poszukaj na tym forum postu IDIOTKA ZE MNIE (powinnas go znalezc pod data 19-21
      listopada), obys za kilka lat nie napisala tego samego co baruszka
      • Gość: kasia Re: ROMANS IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 24.11.04, 01:00
        sorry.. :(
    • vielonick Re: ROMANS 24.11.04, 01:19
      Gość portalu: kasia napisał(a):

      > spedzamy ze soba caly wolny czas.Jego zona nie domysla sie niczego.

      naprawde w to wierzysz?

      w wyszukiwarce wpisz zdrada
      mnostwo tu watkow na ten temat...
      • Gość: kasia Re: ROMANS IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 24.11.04, 01:35
        sorry ze w ogole tu weszlam i napisalam :(
        • rlena Re: ROMANS 24.11.04, 01:49
          przestan manipulowac. Sorry, jestes winna nie nam, tylko zonie twojego kochanka.
          • Gość: Iwa Re: ROMANS IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 24.11.04, 02:11
            i Ty jestes winna i Twoj mezczyzna i moze nawet jego zona tez jest winna
            Ty bo z premedytacja zabierasz ojca rodzinie- przepraszam za ten slogan
            on, bo zdradza rodzine
            tak naprawde to on, gdyby byl odpowiedzialny, nie powinien byl dopuscic do tego
            romansu. Skoro dopuscil to albo jest nieodpowiedzialny albo po prostu swietnie
            sie Toba bawi. Moze jeszcze jest z 15 lat starszy od Ciebie?
        • vielonick Re: ROMANS 24.11.04, 02:18
          Gość portalu: kasia napisał(a):

          > sorry ze w ogole tu weszlam i napisalam :(

          tylko sie nie rozplacz

          powiedz - co mamy napisac?
          pozalowac
          zmieszac z blotem
          Ciebie, kochanka, jego zone?

          nie wiem czego oczekujesz
          tylko romansu
          malzenstwa
          po tym zwiazku?

          a tych watkow naprawde duzo bylo
          moze w nich cos byz znalazla dla siebie...
          jeden gdzies tu jeszcze powinen byc pt. "marzenia, marzenia"

          dobranoc :)
    • Gość: zosia Re: ROMANS IP: 5.5R* / *.ym.rnc.net.cable.rogers.com 24.11.04, 07:01
      Co zrobic z mezem, ktory przyznal sie, ze osiem lat prowadzil podwojne zycie.
      Mnial mnie , corke , dom cieply i zadbany i na boku kochnke, zeby Polke, ale
      Ukrainke.Jak dalej zyc,ze swiadomoscia, ze oszukiwal mnie i zniszczyl 30 lat
      mojego zycia. Czy gorsze jets to, ze oszukiwal, czy to , ze zdradzal.Jak
      zyc , z taka skaza. Od osmiu lat jestm chora na raka, od osmiu lat walcze o
      swoje zycie, czy mozna byc az tak podlym egoista? Co jest bardziej uczciwe,
      czy to, ze mnie oszukiwal, czy to, ze nie odszedl? Prosze kogos o logike, bo
      w glowie mam kompletny zament.Moze ten post bedzie przestroga i pomoze
      rozwiazac watpliwosci mlodych oszukiwanych prze ich mezczyzn kobiet.Im
      szybciej skoczycie toksyczne zwiazki, tym lepiej dla was. Cholera, jak dalej
      zyc?
      A teraz sama sobie odpowiedz, bo moze pomyslisz, ze nie jestes tylko z nim, ale
      z jego synem i zona...good luck
      • Gość: Marta Re: ROMANS IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 24.11.04, 07:37
        To brutalne co napiszę, ale... życie jest jedno i mąż chciał zapewne mieć
        chwilę wytchnienia od bólu i cierpienia.
        Ty jestes silna, walczysz, chcesz żyć, on słaby bo uległ potrzebie, bo nie mógł
        znieść wyrzutów sumienia i w końcu Ci powiedział.
        Jak dalej żyć?
        Jeśli jestes samodzielna i nie kochasz go - odejdź... Zacznij na nowo, bo nie
        warto patrzeć wstecz na cierpienie, a w przyszłość i kto jak kto, ale Ty
        powinnaś wiedzieć, że cieszyć się trzeba każdą chwilą życia.
        Pozdrawiam
    • Gość: Miał Re: ROMANS IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 24.11.04, 07:32
      pobawcie się ze sobą jeszcze z miesiąc i powiedzcie sobie bye bye..
      Bo puki to jeszcze jest miłe, zostaną ci miłe wspomnienia.
      Nie wyrzuty, nie załamanie i rozpacz.
      Było miło, on nie zranił jeszcze żony, Ty nie płaczesz, że straciłaś parę lat
      na romans z żonatym...
      Taka moja rada.
    • Gość: Hansi Ja Ciesze sie, gdy ide spac IP: *.arcor-ip.net 24.11.04, 08:25
      i juz nazajutrz musze wstac
      juz taka glupia jestem i z tym dobrze mi.

      ja ciesze sie gdy slysze smiech, co wkolo brzmi tysiacem ech
      juz taka glupia jestem i z tym dobrze mi...

      (R. Stoltz - A. Wlast, 1932)
    • scylla Re: ROMANS 24.11.04, 08:47
      postaw się w sytuacji jego żony,
      naprawdę nie zdajesz sobie sprawy ze rozwalasz czyjąś rodzine?
      Skoro mu tak dobrze, to czego nie odszedł od żony?
      co to za facet, najspokojniej w życiu zadajesz się z dupkiem i tyle.

      • Gość: Hansi Et te Brutus contra me? IP: *.arcor-ip.net 24.11.04, 09:04
        oj Brutusie, o to bym Cie nie posadzal.

        Myslalem, ze ty Scylla masz jaja, a nie Charybde na utrzymaniu?

        Dobrze mu z zona i dobrze mu z kochanka.
        I jedno drugiemu nie przeszkadza, a przeciwnie
        znakomicie sie uzupelnia.
        Tak trudno to pojac?
        • Gość: la valetta ROMANS IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 24.11.04, 09:25
          Ależ droga Kasiu nie zadręczaj się tak bardzo, naprawdę nic wielkiego się nie
          stało. Poromansujcie sobie spokojnie za plecami jego żony jeszcze z 10, 15 lat.
          Ty się w międzyczasie trochę zestarzejesz, on straci ochotę lub znajdzie
          młodszą, a ty zostaniesz sama na lodzie.
          Możesz też go teraz zostawić, znależć wolnego faceta w swoim wieku, ułożyć
          sobie życie. Może będziesz z nim równie szczęściwa, a nawet szczęśliwsza.
          Oczywiście do czasu gdy twój luby nie znajdzie sobie młodszej kochanki na boku.
          Ale może będzie dyskretny, jak twój obecny kochanek, i o niczym się nie
          dowiesz. Los czasem bywa bardzo przewrotny...
          • Gość: hansi Re: ROMANS IP: *.arcor-ip.net 24.11.04, 12:49
            i to jest wlasciwa odpowiedz.

            ale... na milosc nie ma rady
            w kazdym wielu i w kazdej sytuacji
            a gdy kalkulacje wyprzedzaja uczucia
            nie zastapia plomienia.

            Lepiej zalowac spelnionego,
            niz zalowac, ze sie nie spelnilo.

            Nie kochac w taka noc to grzech,
            niech milosc wejdzie w krew i mysl, niech porwie dzisiaj nas
            (Wichler-Jurandot, 1936)
          • Gość: aga Re: prawda IP: *.wroclaw.dialog.net.pl 26.11.04, 19:10
            Dokładnie tak , mam koleżankę , której się to zdarzyło.Jest po 20 latch takiego
            związku, sama jak palec, ponad 40 letnia, smutna i zgaszona.A Pan ma nową laskę
            (młodą) na boku choć sam już po 50-tce .

        • j_ar Re: Et te Brutus contra me? 24.11.04, 09:42
          hehehe... to wg ciebie facet z jajami zdradza zone?
          • scylla Re: Et te Brutus contra me? 24.11.04, 11:36
            i tu Ci j_ar napisze że facet z jajami zdradza żonę, bo jak by ich nie miał
            to żadna kochanka takiego wybrakowanego nie by wzieła:)
            Więc przypuszczam że przedmówca, mówił o tych jajach, bo wydaje mi
            się całkowicie fajnym facetem, który mówiąc o jajach, napewno by nie
            mówił o cechach charakteru mężczyzny:)
            • j_ar Re: Et te Brutus contra me? 24.11.04, 11:37
              ach....mea cos tam.. to o te jaja chodzi... a to fakt hahahaha
        • scylla Re: Et te Brutus contra me? 24.11.04, 11:42
          #o nie sadze abyś miał manie wyższości i chciałbyś abym do Ciebie zwracał sie _
          #Cezarze, nie sądze też abyś miał z nim wspolne cechy- wiesz ksiąki różnie o
          #nim piszą:)

          > Myslalem, ze ty Scylla masz jaja, a nie Charybde na utrzymaniu?
          #Rozumiem że to pytanie natury biologicznej, odpowiedz brzmi mam. Charybdy
          #natomiast nie mam.

          > Dobrze mu z zona i dobrze mu z kochanka.
          > I jedno drugiemu nie przeszkadza, a przeciwnie
          > znakomicie sie uzupelnia.
          > Tak trudno to pojac?
          #tak trudno mi to pojąć, a więc proszę wytłumacz mi to:)
      • snowy11 Re: ROMANS 24.11.04, 13:48
        Bzdury, prawie wszystcy faceci żonaci mają romans conajmniej raz w życiu i jest
        to zupełnie normalne, po prostu ludzie nudzą się po paru latach w jednym
        związku i szukają nowych wrażeń. Tak było jest i będzie i to samo się odnosi
        do kobiet. Już taką mamy poligamiczną naturę i musimy to zaakceptować bez
        robienia zbędnych histerii. Trzeba tylko tak grać żeby zranić jak najmniej osób.
    • zosienka23 Re: ROMANS 24.11.04, 09:48
      Gość portalu: kasia napisał(a):

      > kazdy ma serce zeby kochac a ono niestety nie wybiera..

      no OK, niech bedzie, ze nie mialas wplywu na serce, ono pokochalo...ale teraz
      wlacz instynkt samozachowawczy i zwijaj manele i daj sobie z tym spokoj. Placz,
      umieraj z tesknoty, ale idz w przeciwnym kierunku niz ten facet. Im szybciej
      tym bedzie latwiej. Zrob to tym bardziej, jesli wyobrazasz sobie wlasnie jego
      jako swego partnera na cale zycie. Jesli on Cie naprawde kocha, a jego
      malzenstwo jest nieudane i zona tez podziela to zdanie, to by sie juz rozwiodl.
      Chyba ze pasuje Ci rola kochanki, o ktorej swiat nigdy sie nie dowie, to
      zostan..
      Wydaje mi sie tez, ze facet jest sporo starszy od Ciebie, to oczywiscie nie
      kluczowa sprawa, ale pasuje do ogolnego schemaciku malzenskiego.
      Ja uwazam, ze glownnym winnym jest facet, nie TY, nie jego zona (ktora
      pewnie "oziebla i wcale go nie rozumie")...jak tu ktos powiedzial, to dupek.
      To nie dla Ciebie!
      • ewa26 Re: ROMANS 25.11.04, 12:49
        Zgadzam sie z powyższym!!!
        Kasiu napisz do mnie..Ręke mozemy sobie podac ,byłam w identycznej sytuacji.
        Na szczęscie to juz koniec (chyba):):):):)
        • Gość: kasia Re: ROMANS IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 25.11.04, 14:32
          ja tez chce z tym skonczyc,ale nie mam tyle sily...nastawiam sie
          psychicznie...Podaj mi swoj adres-napisze..pozdrawiam
          • ewa26 Re: ROMANS 28.11.04, 13:14
            Adres masz powyżej tzn ewa26@gazeta.pl
            Pisz!:)
    • Gość: gf pare zdan dla rownowagi :) IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 24.11.04, 10:02
      Nic nie jestes winna jego zonie, bo to nie Twoja zona.

      Zdradzani zazwyczaj ponosza wspolodpowiedzialnosc za zdrade, choc wola role
      ofiary. Normalna ludzka slabosc. Trzeba wybaczyc slabym, ze sa slabi :)

      No wiec stawiam sie w roli zony i mysle tak. Nigdy nie pomyslalam, ze jakis
      mezczyzna zmarnowal x lat/miesiecy mojego zycia. Kazda milosc byla darem od
      losu. Roznego kalibru, bo i ona sama miala rozny. Zeby myslec "rozstalismy sie,
      wiec zmarnowales" trzeba byc niespelna rozumu i nie miec za grosz szacunku ani
      do siebie, ani do niego.

      Gdybym byla latami oszukiwana, byloby mi przykro. Ale pierwsza mysla byloby: to
      ja nie stworzylam warunkow do szczerosci.

      Gdybym uslyszala "zakochalem sie", potraktowalabym to z szacunkiem. I gdyby to
      byla milosc, a nie milostka - nie tylko pozwolilabym odejsc, ale nawet bym mu w
      tym pomogla. Dlaczego? Z milosci.

      pozdrawiam :)
      • Gość: krish Re: pare zdan dla rownowagi :) IP: *.chello.pl 24.11.04, 10:35
        dobrze gf gadasz

        z jednym zastrzezeniem

        Gdybym uslyszala "zakochalem sie", potraktowalabym to z szacunkiem. I gdyby to
        > byla milosc, a nie milostka - nie tylko pozwolilabym odejsc, ale nawet bym mu
        w
        >
        > tym pomogla. Dlaczego? Z milosci.


        ... pod warunkiem, ze jestes zdrowa silna i zrownowazona w danej chwili

        inaczej nawet jak to wiesz i tak chcesz moze sie to okazac nie takie proste...
        • Gość: gf Re: pare zdan dla rownowagi :) IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 24.11.04, 13:13
          generalnie tak, co do zdrowia - niektorzy tak hoduja ego, ze potem im sie z rak
          wymyka ;)

          co do zrownowazenia, to nie bardzo, bo zeby zachowac wtedy spokoj, trzeba miec
          wieeeelka klase...

          ale powiedz, moze Ty wiesz, skad w ludziach zdradzonych (vide ten watek)
          zamiast lez bierze sie nienawisc?
          fascynuje mnie to...
          co to jest...? zawsze byli agresywni tylko ja, te agresje, troszke wypierali i
          w takiej sytuacji im wybucha?
          • Gość: krish Re: pare zdan dla rownowagi :) IP: *.chello.pl 24.11.04, 13:18
            wybuchla, wybuchla
            dokladnie tak

            nie tylko w takiej zreszta sytuacji

            kazdy, o ile nie stara sie czegos z tym robic nosi w sobie

            w piwnicy

            duzo syfu

            w sytuacjach ekstremalnych

            klodka pęka
            • Gość: gf Re: pare zdan dla rownowagi :) IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 24.11.04, 13:26
              tylko po co, jak mnie peka, mam pudrowac neurotycznie nos i krzyczec 'zlamany
              [...]!'

              mnie by bylo strasznie wstyd...
              • Gość: krish Re: pare zdan dla rownowagi :) IP: *.chello.pl 24.11.04, 13:34
                rzucanie (w szczegolnosci publiczne) wyzwisk i zarzutow wobec osoby z ktora sie
                sypia(lo) jest w ogole przejawem braku klasy

                poziom zero gdzies w okolicach nie romawiania na te tematy prawie w ogole

                a co w gore sama wiesz
                • Gość: gf Re: pare zdan dla rownowagi :) IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 24.11.04, 13:37
                  klasa bylaby wiec rodzajem odwagi, mysle
                  • Gość: krish Re: pare zdan dla rownowagi :) IP: *.chello.pl 24.11.04, 13:48
                    nie w calosci. ale jakas jej czesc na pewno
      • j_ar Re: pare zdan dla rownowagi :) 24.11.04, 11:32
        ale przeciez rowniez mozna sie starac i byc szczerym, a druga strona i tak
        swoje zrobi, bo te geny, hormony i wogole potrzeby natury malej i umyslu
        slabego sa....to gdzie tu twoja wina by byla?
        • Gość: gf Re: pare zdan dla rownowagi :) IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 24.11.04, 13:17
          Wroc - nie 'wina'. Przyczyna.

          Teoretycznie czesc ludzkosci to jednostki pozbawione w duzym stopniu uczuc
          wyzszych, ulegajace popedom. Ciekawe, ze ZAWSZE sie o to tzw.zdradzajacych
          podejrzewa ;) nietrudno zgadnac dlaczego... ;))) nie ma to jak rola niewinnej
          ofiary ;)))

          Wracajac do Twojego przykladu. W tym wypadku 'wina' polega na przypisaniu komus
          takiemu cech kogos innego. Na bezpodstawnej idealizacji klienta :)
          • j_ar Re: pare zdan dla rownowagi :) 24.11.04, 13:55
            przypisanie komus cech, no.. jezeli ktos chce widziec swiat tak jak miu sie
            wydaje uczciwiej i stara sie aby jakos w nim funkcjonowac i dostaje mimo
            wszystko kopa, i to wtedy jest jego przyczyna do upadku zwiazku...hmmm... no
            tez tak mozna... ot ci los...
            ;)
            • Gość: gf Re: pare zdan dla rownowagi :) IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 24.11.04, 14:01
              chcialam powiedziec, ze jak sie czlowiek wiaze z kims ewidentnie slabym i
              miotanym popedami (bo o takim kliencie chyba pisales) oraz uwaza go za Atlasa
              niemal, no to...chyba sie pomylil jednak i jest podstawa do plucia sobie w
              brode ;))
      • Gość: etta Re: pare zdan dla rownowagi :) IP: 195.94.207.* 24.11.04, 12:02
        gf piszesz - trzeba wybaczac słabym
        owszem trzeba, ale dlaczego słabi ranią?
        przyzwoitość każe zanim wskoczy się do
        nowego łóżka zabrac swe bety ze starego,
        a nie liczyć na akademie pożegnalne
        wtedy gdy się drugiej stronie przyprawiło
        już przysłowiowe rogi
        • Gość: gf Re: pare zdan dla rownowagi :) IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 24.11.04, 13:25
          Gość portalu: etta napisał(a):

          > gf piszesz - trzeba wybaczac słabym
          > owszem trzeba, ale dlaczego słabi ranią?

          Etta, ja slabymi okreslilam tych zdradzanych, ktorzy nie potrafia wziac na
          siebie wspolodpowiedzialnosci za zdrade. Ale ok. Tyle, ze kto lub co jest
          zranione w powyzszym modelu? :) Ego, Etta, nic tylko ego. No wiem, cudnie byc
          kochanym przez tego, kogo kochasz. Najcudniej. Ale czy to nie jest slabosc, ze
          czlowiek nie potrafi kochac kogos innego bezinteresownie...? wydaje mi sie, ze
          jest...


          > przyzwoitość każe zanim wskoczy się do
          > nowego łóżka zabrac swe bety ze starego,
          > a nie liczyć na akademie pożegnalne
          > wtedy gdy się drugiej stronie przyprawiło
          > już przysłowiowe rogi


          Owszem. To idealny model sytuacji. Tylko, ze bywaja tak zlozone zyciowe
          historie, ze leb peka... Nie moge ich tu publicznie opowiadac, ale znam mnostwo
          takich, ktore dotycza moich przyjaciol czy znajomych, a moj oglad spraw
          przewrocily kiedys do gory nogami. Zycie po prostu pisze scenariusze bardziej
          zlozone niz te modele ktore tu 'przerabiamy'.

          Ja tez nie pisze o liczeniu na akademie. Gdybym kogos zdradzila, w zyciu nie
          oczekiwalabym od niego takiej postawy, jaka sama, na wypadek jego zdrady,
          wybieram :)

          pozdrawiam serdecznie :)
          • Gość: etta Re: pare zdan dla rownowagi :) IP: 195.94.207.* 25.11.04, 07:17
            gf - życiorysy nie piszą się same
            też Cię ściskam
            • Gość: gf Re: pare zdan dla rownowagi :) IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 25.11.04, 18:11
              Gość portalu: etta napisał(a):

              > gf - życiorysy nie piszą się same
              > też Cię ściskam

              nie masz pelnego wplywu na swoj zyciorys
              wplywaja na niego rowniez a)inni ludzie b)Twoj brak swiadomosci/rozumu/wiedzy
              etc.
              • Gość: etta Re: pare zdan dla rownowagi :) IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 25.11.04, 19:19
                pełnego wpływu nie,
                ale decyzji nikt za mnie nie podejmuje
                pozdr.
                • j_ar Re: pare zdan dla rownowagi :) 26.11.04, 14:31
                  > ale decyzji nikt za mnie nie podejmuje

                  a jaki proszek kupujesz?.. a co czytasz? a na jakie filmy chodzisz do kina? a
                  na kogo glosujesz?.. naprawde sadzisz, ze to ty wybierasz?
                  • Gość: etta Re: pare zdan dla rownowagi :) IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 27.11.04, 18:14
                    aż tyle manipulacji jejkuuuu
                    od jakiegoś czsu nie ogladam telewizji,
                    przestałam tez prawie całkiem czytać prasę
                    czytam tylko ksiąźki
                    poza tym sprawa proszku jest drugorzędna
      • Gość: Slawek73 Re: pare zdan dla rownowagi :) IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 24.11.04, 12:03
        gf pisze:
        Zdradzani zazwyczaj ponosza wspolodpowiedzialnosc za zdrade, choc wola role
        > ofiary. Normalna ludzka slabosc. Trzeba wybaczyc slabym, ze sa slabi :)

        No wiec stawiam sie w roli zony i mysle tak. Nigdy nie pomyslalam, ze jakis
        > mezczyzna zmarnowal x lat/miesiecy mojego zycia. Kazda milosc byla darem od
        > losu. Roznego kalibru, bo i ona sama miala rozny. Zeby myslec "rozstalismy
        sie,
        Gdybym uslyszala "zakochalem sie", potraktowalabym to z szacunkiem. I gdyby to
        > byla milosc, a nie milostka - nie tylko pozwolilabym odejsc, ale nawet bym mu
        w
        >
        > tym pomogla. Dlaczego? Z milosci.


        gf - powiem krótko - nie pier...l głupot. Za dużo filmów. A twoja logika w
        przypadku zdrady jest gó.. warta.
        Nawet mi się nie chce wyjaśniać dlaczego.
        Jak cie ktoś zdradzi - sama załapiesz.
        • Gość: Anna Re: pare zdan dla rownowagi :) IP: 217.153.152.* 24.11.04, 12:40
          Całkowicie popieram Slaweka73-jak ktos nie doswiadczyl bycia zdradzonym nie wie
          jak to jest.
        • Gość: gf Twoja przenikliwosc mnie powala ;D nt IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 24.11.04, 13:36
      • scylla jeszcze pare zdan dla rownowagi :) 24.11.04, 12:05
        Gf fajna dziewucha jesteś, ale wydaje mi się że lekko pobujałaś w obłokach.
        Ja miałbym szacunek do kogoś kto by mi powiedział przed zdradą że spotkał
        kogoś i chce odemnie odejśc.
        Nieważne czy jest obopólna wina rozpadu czy nie.
        Właśnie zrobiłbym to ze względu na szacunek do siebie.
        I na odwrót, gdybym poczuł coś do kogoś innego niż moja ukochana,
        to bym z nią na ten temat rozmawiał i próbował coś zmienić, ale nie zdradził.

        • Gość: la valetta Re: jeszcze pare zdan dla rownowagi :) IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 24.11.04, 12:51
          Nasza niezrównana w swej wyrozumiałości i dobroci gf jest moim skromnym zdaniem
          wyłącznie teoretyczką w sprawach damsko-męskich.
          • Gość: goodfriend Re: jeszcze pare zdan dla rownowagi :) IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 24.11.04, 13:07
            gf była kochanicą i stąd biora się jej teorie na temat zdrady.
            • Gość: Gość Re: jeszcze pare zdan dla rownowagi :) IP: *.cs.bialystok.pl / *.internetdsl.tpnet.pl 24.11.04, 13:15
              temu facetowi jest dobrze, ale moim zdaniem to kut....tylko zdradza żone.
            • Gość: la valetta Re: jeszcze pare zdan dla rownowagi :) IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 24.11.04, 13:16
              Może masz rację co do gf. Znam różne teorie wygłaszane przez osoby żyjące w
              związkach tzw. nieformalnych. To jest mniej więcej tak jak z poglądami na
              wychowanie dzieci - najlepsze patenty mają bezdzietni.
            • scylla nie kumam 24.11.04, 13:17
              a Ty co, spowiednik, że wszystko wiesz?
              Przedstawiła tylko swój pogląd.
              • Gość: gf Re: nie kumam IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 24.11.04, 13:29
                scylla napisał:

                > a Ty co, spowiednik, że wszystko wiesz?
                > Przedstawiła tylko swój pogląd.

                :)))

                Ja ich rozumiem - lepiej tak napisac, niz przyznac sie przed swiatem do swojej
                slabosci ;)

                pzdr :))
          • Gość: Hansi Re: jeszcze pare zdan dla rownowagi :) IP: *.arcor-ip.net 24.11.04, 13:15
            no Twoje teorie (te z 9.25) tez uwazam za niezgorsze.
            co wiecej, w pelni sie z nimi (teoretycznie) zgadzam,
            (praktycznie przedkladam jednak inne wzory).

            wykoncypowalas je teoretycznie sama, czy wyciagnelas wnioski z praktyki?

            Duzo kobiet dobrych jest i duzo zlych
            bardzo trudno jednak wybrac sposrod nich
            taka co, jest bez wad
            szukasz ja i znajdujesz ja pewnego dnia
            dobra jest i piekna jest i serce ma
            a ty ja uwielbiasz ponad Swiat...

            Jesli znajde taka zone, ze sie kochac bede w niej
            to o.k., o.k., ok.
            bede zawsze wierny jej.

            (Wars - Schlechter, 1937)
          • Gość: gf Re: jeszcze pare zdan dla rownowagi :) IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 24.11.04, 13:30
            Gość portalu: la valetta napisał(a):

            > Nasza niezrównana w swej wyrozumiałości i dobroci gf jest moim skromnym
            zdaniem
            >
            > wyłącznie teoretyczką w sprawach damsko-męskich.

            Bardzo Ci dziekuje za te swiatla opinie... :)
            Wiele wniosla, albowiem juz wiem o Tobie wszystko, co jest najciekawsze ;)
          • Gość: gf jeszcze jeden drobiazg Pani ;) IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 24.11.04, 13:56
            > Nasza

            strasznie jestem malo wyrozumiala, kiedy ktos do mnie mowi, jak
            przedszkolanka ;)

            tak sobie, calkiem serio, mysle, ze gora 2 rece mi wystarcza do policzenia
            postaci z tego forum, ktorych wrazliwosc i pomysl na czlowieczenstwo sa mi tak
            bliskie, ze nie mam nic przeciwko temu, zeby byli tak pisali - ale to tylko
            taka luzna reflaeksja niestowarzyszona... :)

            wlasciwie nawet 1 reka chyba
            • Gość: la valetta Re: do gf IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 24.11.04, 15:36
              gf - (boję się dodać jakikolwiek przymiotnik, aby Cię nie dotknąć) zarzucasz mi
              dokonywanie pochopnych ocen, a czynisz to samo w stosunku do mnie. Ja jednak
              nie czuję się dotknięta, bo dla mnie forum nie jest gabinetem
              pszychoterapeutycznym gdzie można odreagować swoje zahamowania i kompleksy.
              Czy w realu również czujesz się tak wyobcowana jak na tym forum (to a'propos
              1 ręki)?

              P.s. też nie cierpię przedszkolanek
              • Gość: gf widze, ze masz ochote poskrobac mi marchewki :) IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 24.11.04, 15:40
                1. gdzie napisalam, ze jestem dotknieta?
                2. gdzie napisalam, ze czuje sie wyobcowana?

                nie jest dobrze dokonywac projekcji :)
                to dlatego nie mozesz zrozumiec, co napisalam

                ot co :)
                • Gość: cosmo Re: widze, ze masz ochote poskrobac mi marchewki IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 24.11.04, 16:03
                  Odnoszę wrażenie , że określenie "nasza" jednak Cię dotknęło.Co do wyobcowania
                  to jeśli uważasz, ze porozumienie "duchowe"jedynie z pięcioma osobami (tyle
                  palców ma przeciętna ręka - Twoja chyba też) nie oznacza wyobcowania to
                  oczywiście cofam, acz moje wątpliwości pozostają.
                  Piszesz, że nie mogę Cię zrozumieć - to bardzo możliwe, ale z tego co można
                  zauważyć na tym forum to nie należę do wyjątków. Ja bym się nad tym zastanowiła
                  na Twoim miejscu.

                  P.s. Brak mojej reakcji, na Twój (ewentualny)kolejny post skierowany do mnie
                  będzie oznaczać jedynie to, że syn zgonił mnie z kompa.
                  • Gość: la valetta Re: widze, ze masz ochote poskrobac mi marchewki IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 24.11.04, 16:05
                    vel cosmo oczywiście
                  • j_ar Re: widze, ze masz ochote poskrobac mi marchewki 24.11.04, 16:09
                    a co? ty z wieksza liczba osob na forum czujesz sie w duchowym porozumieniu?..
                    no pogratulowac naprawde hahaha... czepialska i duza mondrala z ciebie jest
                    chyba, co?
                    • Gość: przedszkolanka Re: widze, ze masz ochote poskrobac mi marchewki IP: 62.121.129.* 24.11.04, 16:10
                      dzieci! dzieci!
                      a o co sie znowu klocicie?
                      • j_ar Re: widze, ze masz ochote poskrobac mi marchewki 24.11.04, 16:12
                        a zdejmij szelki, przuylacz sie, to zobaczysz
                        • Gość: przedszkolanka Re: widze, ze masz ochote poskrobac mi marchewki IP: 62.121.129.* 24.11.04, 16:14
                          ale dzis juz nie mam czasu,
                          badzcie grzeczni i sie nie pobijcie,
                          i prosze sie nie przezywac
                          bo to nieladnie!
                    • Gość: la valetta Re: widze, ze masz ochote poskrobac mi marchewki IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 24.11.04, 16:14
                      Ja przede wszystkim nie szukam tu żadnego porozumienia. Co najwyżej czasami
                      coś napiszę, aby sprowokować takiego "czujnego" jak Ty.
                      • j_ar Re: widze, ze masz ochote poskrobac mi marchewki 24.11.04, 16:16
                        ach ach, ale dalem sie nabrac, no co za wstyd...aj waj,..jak ci sie to udalo?..
                        to ty i podstepna jestes bardzo? hahahaha

                        no dobra zmykam wnuczki poprzewijac a potem na piwko pewnie ;)
                      • Gość: gf Re: widze, ze masz ochote poskrobac mi marchewki IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 24.11.04, 16:17
                        Gość portalu: la valetta napisał(a):

                        > Ja przede wszystkim nie szukam tu żadnego porozumienia. Co najwyżej czasami
                        > coś napiszę, aby sprowokować takiego "czujnego" jak Ty.

                        skoro niczego nie szukasz, to jak mozesz komus zarzuc 'tylko piec' ? ;)


                        nie blablaj ;)) cos Cie ubodlo w moim tekscie do zywego i tyle

                        pzdr :)
                  • Gość: gf Re: widze, ze masz ochote poskrobac mi marchewki IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 24.11.04, 16:14
                    Gość portalu: cosmo napisał(a):

                    > Odnoszę wrażenie , że określenie "nasza" jednak Cię dotknęło.


                    Odnosisz bledne i masz do tego pelne prawo :))


                    Co do wyobcowania
                    >
                    > to jeśli uważasz, ze porozumienie "duchowe"jedynie z pięcioma osobami (tyle
                    > palców ma przeciętna ręka - Twoja chyba też) nie oznacza wyobcowania to
                    > oczywiście cofam, acz moje wątpliwości pozostają.
                    > Piszesz, że nie mogę Cię zrozumieć - to bardzo możliwe, ale z tego co można
                    > zauważyć na tym forum to nie należę do wyjątków. Ja bym się nad tym
                    zastanowiła
                    >
                    > na Twoim miejscu.

                    Mam dziwne wrazenie, ze masz ze mna jakis problem...? :)
                    pozwol ze go nie nazwe... :))

                    Owszem, nie wiecej niz kilka osob napisalo tu cos, co kaze mi o nich myslec, ze
                    sa wielcy. Nie mylic z sympatia.

                    Co do nie rozumienia mojej skromnej osoby. Z calym szacunkiem, ale gdyby
                    dotyczylo ono kogos z powyzszych kilku - byloby mi smutno. Dla reszty mam wiele
                    sympatii, ale, powiem szczerze, trudno mi do ich postrzegania mnie przywiazywac
                    choc minimalna wage :) no niestety ;)


                    >
                    > P.s. Brak mojej reakcji, na Twój (ewentualny)kolejny post skierowany do mnie
                    > będzie oznaczać jedynie to, że syn zgonił mnie z kompa.


                    nie musisz sie tlumaczyc, ale doceniam ;)
                    • Gość: la valetta Re: widze, ze masz ochote poskrobac mi marchewki IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 24.11.04, 16:25
                      W zasadzie mogę tylko powtórzyć to co napisałam powyżej to j-ar. Dla mnie forum
                      ani Ty na forum nie stanowicie żadnego problemu. Czasami chodzi jedynie o to
                      by "gonić króliczka" (jeśli oczywiście wiesz co mam na myśli).
                      • zalozylam_nowe Re: widze, ze masz ochote poskrobac mi marchewki 24.11.04, 16:31
                        Gość portalu: la valetta napisał(a):

                        > W zasadzie mogę tylko powtórzyć to co napisałam powyżej to j-ar. Dla mnie
                        forum
                        >
                        > ani Ty na forum nie stanowicie żadnego problemu. Czasami chodzi jedynie o to
                        > by "gonić króliczka" (jeśli oczywiście wiesz co mam na myśli).


                        jasne ;) wiej na zdrowie, moze nawet sama w to uwierzysz ;)

                        pzdr :)))

                        gf
                        • Gość: la valetta Re: widze, ze masz ochote poskrobac mi marchewki IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 24.11.04, 16:34
                          "zalozylam-nowe" czy też gf - denerwujesz się i strasznie tracisz klasę! Bardzo
                          mnie zawiodłaś. Pa
                          • zalozylam_nowe Re: widze, ze masz ochote poskrobac mi marchewki 24.11.04, 16:35
                            Gość portalu: la valetta napisał(a):

                            > "zalozylam-nowe" czy też gf - denerwujesz się i strasznie tracisz klasę!
                            Bardzo
                            >
                            > mnie zawiodłaś. Pa


                            troche zabawne, a troche smutne...
                            • Gość: la valetta Re: widze, ze masz ochote poskrobac mi marchewki IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 24.11.04, 16:40
                              Smutne ale pouczające - jak niewiele trzeba aby pokazać prawdziwszą twarz.
                              • Gość: gf Re: widze, ze masz ochote poskrobac mi marchewki IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 24.11.04, 16:46
                                Gość portalu: la valetta napisał(a):

                                > Smutne ale pouczające - jak niewiele trzeba aby pokazać prawdziwszą twarz.

                                No. 7 postow i jestes naga.

                                Smutek tropikow.
                                • Gość: la valetta Re: widze, ze masz ochote poskrobac mi marchewki IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 24.11.04, 16:51
                                  Naga jest prawda - uporu z całą a pewnością Ci nie brakuje. Gorzej z poczuciem
                                  humoru. Ponieważ zrobiło się ponuro wracam do realu.
                                  • Gość: gf Re: widze, ze masz ochote poskrobac mi marchewki IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 24.11.04, 16:52
                                    > Naga jest prawda - uporu z całą a pewnością Ci nie brakuje. Gorzej z
                                    poczuciem
                                    > humoru.

                                    :)))

                                    > Ponieważ zrobiło się ponuro wracam do realu.

                                    dawno napisalam: wiej, na zdrowie... :)
                                    • Gość: la valetta Re: widze, ze masz ochote poskrobac mi marchewki IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 24.11.04, 16:57
                                      Dam Ci tę satysfakcję i na następny post już nie odpiszę, abyś spokojnie mogła
                                      zająć się czymś ważniejszym niż moja skromna osoba. Pozdrawiam.
        • Gość: gf Re: jeszcze pare zdan dla rownowagi :) IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 24.11.04, 13:35
          scylla napisał:

          > Gf fajna dziewucha jesteś, ale wydaje mi się że lekko pobujałaś w obłokach.
          > Ja miałbym szacunek do kogoś kto by mi powiedział przed zdradą że spotkał
          > kogoś i chce odemnie odejśc.
          > Nieważne czy jest obopólna wina rozpadu czy nie.
          > Właśnie zrobiłbym to ze względu na szacunek do siebie.
          > I na odwrót, gdybym poczuł coś do kogoś innego niż moja ukochana,
          > to bym z nią na ten temat rozmawiał i próbował coś zmienić, ale nie zdradził.


          Za fajny jestes zeby do Ciebie pisac 'bo mlody jestes jeszcze'.

          Wiec powiem tak: znam ludzi fajnych, madrych i odwaznych. Wrazliwych na cudze
          nieszczescie i zgadzajacych sie z tym, co napisales, jako z wlasciwym przepisem
          na zycie. A jednak kiedys znalezli sie w tak skomplikowanej sytuacji
          emocjonalnej, ze ulegali (wlasnie wbrew pisarskiej modzie niektorych panienek z
          psow - jak najbardziej z ogromnymi wyrzutami sumienia) emocjom. Dlatego ja nie
          rzucam kamieniem. A nade wszystko nie lubie samozwanczych ofiar, za podejrzane
          je mam ;)

          pozdrawiam :))
          • scylla Re: jeszcze pare zdan dla rownowagi :) 24.11.04, 13:58
            > Za fajny jestes zeby do Ciebie pisac 'bo mlody jestes jeszcze'.
            chyba nie jestem taki młody skoro do mnie napisałaś:),
            zresztą z tego co się
            zorientowałem to jestem starszy, Pani Młodsza:)
            po drugie szanuje ich zdanie, tak zdecydowali, no i cóż, też nie rzuce
            kamieniem, to jest ich sprawa.
            Ja natomiast Pani Młodsza:), spoglądam na to swoimi oczętami
            i mówie że nie mam szacunku dla osoby która mnie zdradza i dla siebie też bym
            nie miał.
            To wszystko jest naszym wyborem, nikt nas nie zmusza do niczego
            a jednak to robimy.
            Bo często bywa tak że nie za bardzo jesteśmy zorientowani w swoich
            uczuciach dokonując wyboru z kim żyjemy. A potem jest jak jest.
            pozdrawiam
            • Gość: gf Re: jeszcze pare zdan dla rownowagi :) IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 24.11.04, 14:07
              scylla napisał:

              > > Za fajny jestes zeby do Ciebie pisac 'bo mlody jestes jeszcze'.
              > chyba nie jestem taki młody skoro do mnie napisałaś:),
              > zresztą z tego co się
              > zorientowałem to jestem starszy, Pani Młodsza:)

              ciekawam, po czym sie zorientowales ;))

              ale to nie w tym rzecz, ze ja cos przezylam, tylko w tym, ze przyjaznie sie
              takze z ludzmi, ktorzy sa na kompletnie innym etapie niz my - i troche widze w
              zwiazku z tym
              mysle nawet bezczelnie, ze wiecej niz moi znajomi z mojego pokolenia na przyklad


              > po drugie szanuje ich zdanie, tak zdecydowali,

              oooo...'decyzja' to slowo duzego kalibru :) sugeruje spora role rozumu... ;)

              no i cóż, też nie rzuce
              > kamieniem, to jest ich sprawa.
              > Ja natomiast Pani Młodsza:), spoglądam na to swoimi oczętami
              > i mówie że nie mam szacunku dla osoby która mnie zdradza i dla siebie też bym
              > nie miał.

              A ja tylko dla siebie nie :)


              > To wszystko jest naszym wyborem, nikt nas nie zmusza do niczego
              > a jednak to robimy.
              > Bo często bywa tak że nie za bardzo jesteśmy zorientowani w swoich
              > uczuciach dokonując wyboru z kim żyjemy. A potem jest jak jest.
              > pozdrawiam

              Otoz to! 100% racji. Ciekawe, ze jak ludzie ida do oltarza (bo wiekszosc ta
              droga przeciez) to sad powszechny nie wnika, jak w przypadku rozstan ;)) moze
              to by cos dalo hihi
              • scylla Re: jeszcze pare zdan dla rownowagi :) 24.11.04, 14:44
                > ciekawam, po czym sie zorientowales ;))
                po nicku, żaaaartooooowałem:)
                Mam taki sprytny komputer który robi analize pisma, i cyk wiem ile masz lat:)))
                > oooo...'decyzja' to slowo duzego kalibru :) sugeruje spora role rozumu... ;)
                skoro wybieramy, to decyzje:)
                W reszcie jak widzę się zgadzamy:)
            • Gość: krish Re: jeszcze pare zdan dla rownowagi :) IP: *.chello.pl 24.11.04, 14:12
              To wszystko jest naszym wyborem, nikt nas nie zmusza do niczego
              a jednak to robimy.


              w zasadzie...

              ale zapewniam cie scyllo, ze gdybym byl almighty to potrafilbym tak dobrac
              okolicznosci (spokojnie, bez syberii i gulagow)ze zrobilbys wszystko to co cie
              zbrzydza i od czego sie zarzekasz. nie wal tedy kamieniami, nawet jakby to
              twoja sprawa byla
              • scylla ups :) 24.11.04, 14:36
                Przykro mi, mylisz się Krish, nie dałbyś rady:)
                Wiem co pisze, o to możesz być spokojny.
                • Gość: krish Re: ups :) IP: *.chello.pl 24.11.04, 15:16
                  gratuluje poczucia sily

                  i prawosci

                  niech the almighty nie zrobi ci niespodzianki

                  czego ci zycze
                • Gość: gf Re: ups :) IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 24.11.04, 15:41
                  hmm..zycze Ci jak najlepiej, ale...mam wrazenie, ze Ci pewni swojej mocy
                  stosunkowo predko pekaja

                  oby nie Ty

                  all the best :))
                  • scylla Gf ;krish 26.11.04, 07:35
                    Dzięki:)
                    Ta pewność nie wynika z próżności- ja to przeżyłem:( i dlatego wiem co mówie,
                    tzw. sprawdzone w boju.
                    Pękają_ bo się zgrywają.
                    Wam też życzę najlepszego:))))
                    • j_ar Re: Gf ;krish 26.11.04, 14:29
                      nie wierze ci, nie to, zebym sadzil, ze klamiesz, bron boze, po prostu na
                      szczescie, nie bylo to cos w twoim zyciu, coby ci pokazalo, ze jednak mozna
                      stac sie slabym, masz przeciez wyobraznie
                      • scylla Re: Gf ;krish 27.11.04, 18:21
                        każdy upada, ja - Ty, ważne jest czy umiemy się z tego podnieść, czy umiemy
                        walczyć.Ja daje sobie prawo do upadku, błedów, łez_ale też wiem
                        że z tego dam radę wyjść.
                        To ja nazywam siłą i o tym piszę.
                        Dobrze że nie wierzysz, a ja nie zamierzam Cię do tego przekonywać, ani
                        opowiadać
                        swojego życia, choć fajny gość jesteś:)
                        Jak będziesz dobrze znał samego siebie, nie będziesz musiał w nic wierzyć.
          • vielonick Re: jeszcze pare zdan dla rownowagi :) 24.11.04, 14:07
            > A nade wszystko nie lubie samozwanczych ofiar, za podejrzane
            > je mam ;)

            to o zonie kochanka watkownicy?

            ulegac emocjom mozna jednonocnie, ze sie tak wyraze
            jezeli cos trwa rok(!) to nie jest to uleganie emocji a przyzyczajenie
            tudziez realizacja wlasnych potrzeb nierealizowalnych gdzie indziej
            • Gość: gf Re: jeszcze pare zdan dla rownowagi :) IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 24.11.04, 14:11
              vielonick napisała:

              > > A nade wszystko nie lubie samozwanczych ofiar, za podejrzane
              > > je mam ;)
              >
              > to o zonie kochanka watkownicy?

              a nie :)
              to o pisarzach z tego watku utozsamiajacych sie (samozwanczo;)) z rzeczona :))

              >
              > ulegac emocjom mozna jednonocnie, ze sie tak wyraze
              > jezeli cos trwa rok(!) to nie jest to uleganie emocji a przyzyczajenie
              > tudziez realizacja wlasnych potrzeb nierealizowalnych gdzie indziej
              >


              owszem, realizacja niezrealizowanych potrzeb, ktore sa tak silne, ze nie sposob
              ich czasem nie zrealizowac, zwlaszcza, kiedy nakladaja sie np. na 'trudny czas'

              owszem, owszem

              ale to jest wlasnie uleganie, lub precyzyjniej: zgoda (moze nieswiadoma) na
              prymat tych potrzeb

              a w koncu, te potrzeby to nie widzimisie, jak sadze

              • vielonick Re: jeszcze pare zdan dla rownowagi :) 24.11.04, 14:27
                ten facet Cendrarsa nie zna, szkoda... ;)
                • Gość: gf Re: jeszcze pare zdan dla rownowagi :) IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 24.11.04, 14:33
                  zna - wszak nie odchodzi od zony hihi :D
      • Gość: skarpeta Re: pare zdan dla rownowagi :) IP: *.chello.pl 28.11.04, 17:21
        zgadzam sie z gf w 100%
    • Gość: she Re: ROMANS IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 24.11.04, 13:10
      Wiem ze bede bardzo krytykowana, ale powiem tak: nie zadreczaj sie
      niepotrzebnie. Jesli juz teraz masz wielkie wyrzuty sumienia, to sie z nim
      rozstan. Jesli ich nie masz i jest Ci dobrze, czerp z tej sytuacji maximum
      przyjemnosci, bo ona sie kiedys skonczy. Zona sie dowie, jemu sie odmieni albo
      Ty kogos spotkasz, oby niezonatego. Ty jestes dla "swojego" faceta odskocznia
      od nudy zycia, zastrzykiem adrenaliny albo ukojeniem - no i wiadomo, seks.
      Mowienie w tej sytuacji ze sie kochacie i to bardzo troche mnie smieszy ;)
      Rola ukrywajacej sie kochanki jest jednak frustrujaca, stresujaca i
      upokarzajaca na dluzsza mete. Dla kochanki, rzecz jasna. A mezczyznie, jak tu
      ktos przytomnie napisal, bardzo dobrze jest z zona i kochanka. Z jednej strony
      stabilizacja, z drugiej adrenalinka, a malo ktora kobieta jest w stanie dac i
      jedno i drugie.
      Spedzacie ze soba caly wolny czas? To kiedy on w domu bywa? Podejrzane to.
      • Gość: Hansi ROMANS - a forumowe panienki IP: *.arcor-ip.net 24.11.04, 13:49
        Mam zawsze mase zabawy z forumowymi panienkami, co to doradzaja: jezeli
        zakochales sie w innej, to odejdz i poinformuj uczciwie swego partnera.

        Pewnie, ze w idealnym przypadku byloby tak najlepiej.

        Ale w zyciu bywa roznie.
        Mamy tu obok watek: poligamia.

        Nawiazujac krotko do niego: mozna byc przywiazanym do stalej partnerki
        i zakochac sie rownolegle w innej.
        Czlowiek wtedy glupieje - ale tak tez czasem bywa.

        Ale "forumowe panienki" na wszystko maja przeciez lekarstwo.
        Tak jak komunisci. Ci tez zawsze wiedzieli, co jest dobre dla porzadnego
        obywatela.
        • j_ar Re: ROMANS - a forumowe panienki 24.11.04, 13:52
          ale czemu podwazasz, ze jest moze jednak ktos, kto potrafi zyc zgodnie z takim
          idealnym porzadkiem? tak juz wszystko wiesz o ludziach?
          • Gość: kaja Re: ROMANS - a forumowe panienki IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 24.11.04, 14:00
            no to moze zaskocze pare osob......
            kiedys z wyznaniem milosnym zjawil sie u mnie mezczyzna....byl zonaty, na
            odparcie tego mojego argumentu wyciagnal pozew rozwodowy juz ze stemplem
            sadowym, do tego powiedzial mi, ze jego zona (ja ja tez troche znalam-to samo
            miasto) juz wie, ze on kocha mnie......teraz czeka na moj ruch, ja na to, ze
            NIE....nasze drogi sie rozeszly..zeszly sie po 8 m-cach....on rozwiedziony...co
            bedzie teraz? nie wie nikt...

            czy wg Was to idealne i zachowanie fair??
          • Gość: Hansi Przeciwnie! IP: *.arcor-ip.net 24.11.04, 14:03
            szanuje kazde jako tako spojne poglady - takze te "idealne".

            Nie znosze tylko komunistycznego myslenia, ze wszyscy powinni byc idealni,
            a kto nie jest, to jest "be"
        • bazylia7 Re: ROMANS - a forumowe panienki 24.11.04, 14:00
          > Nawiazujac krotko do niego: mozna byc przywiazanym do stalej partnerki
          > i zakochac sie rownolegle w innej.
          > Czlowiek wtedy glupieje - ale tak tez czasem bywa

          zrozumiale i bardzo ludzkie..

          ale niestety zbyt czesto zamiast "zbladzil, wszak czlowiekiem jest"
          ukazuje sie tutaj: "bo jakby zona byla OK to nigdy by do tego nie doszlo"
          lub:
          "nie przejmuj sie zona, kochanko, tys nic nie winna, on nic nie winien, zona
          cierpi, nie martw sie pewnie na to zasluzyla, vo jakby nie zasluzyla, to by z
          nia byl"

          i jakos statystycznie w sytuacji zdrady, to zona otrzymuje
          etykietke "przyczyny" - nadawana przez niektorych forumowych obroncow "milosc'i
          ponad wszystko"

          ciekawam czy tak samo ocenia sie sytuacje, gdy zdradzajaca jest zona?
          • Gość: gf Re: ROMANS - a forumowe panienki IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 24.11.04, 14:13
            Bazylia, Ty chyba jednak mylisz 'wine' z 'przyczyna'...

            pzdr :)
            • bazylia7 Re: ROMANS - a forumowe panienki 24.11.04, 14:19
              chyba nie

              pozdr :)

              Ps.... moze napisac powinnam, parafrazujac: tys kochanko nie winna, on,kochanek
              nie winien,
              zona winna.

              Tak mi sie Twoje postrzeganie sytuacji zdrady jawi,gf... (z reguly,
              statystycznie)
              czy mam racje?
              • Gość: gf Re: ROMANS - a forumowe panienki IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 24.11.04, 14:31
                nie masz :)

                nie wiem, czy czytamy to samo forum ;)
                bo ja czytam najczesciej: kochanka i maz winni, zono wywal go z domu/mscij
                sie/jestes niewinna ofiara/a to k*tas i suka (niepotrzebne skreslic)

                podwazam taka koncepcje historii gatunku ;)

                do tego istnieje stereotyp skrzywdzonej matkipolki, a ja generalnie uwazam, ze
                wbrew niemu, kobietom czesto zdarza sie zachowywac gorzej - to generalizacja, z
                koniecznosci, rzecz jasna - i wcale takie milosierne nie sa jak sie to czesto
                wypisuje, ciagna do siebie, az sie dymi...

                ten stereotyp 'kobieta swieta, facet zly' najbardziej, nota bene, kobiety
                krzywdzi, ale to inny temat


                wierze w to, ze ludzie powinni miec druga szanse i ze jak sie kogos kocha, to
                sie mu, mimo bolu, wlasnie daje te szanse, kiedy cos innego go uszczesliwia, bo
                to znaczy, ze ja nie potrafilam

                wierze, ze milosc to dawanie czlowiekowi wolnosci

                tyle :)

                • Gość: baba zona Re: ROMANS - a forumowe panienki IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 24.11.04, 17:40
                  A pamietasz nasza dyskusje z sierpnia ubieglego roku ? Ja wtedy wlaczylam sie w
                  dyskusje w watku Sila zdradzonych, bo wkurzyla mnie panienka, ktora chwalila
                  sie, jaka to ona dobra w porownaniu z ta wredna, zdradzana (czyt. rownoczesnie
                  oszukiwana zona). Mnie wtedy tez zaatakowalas, no bo tez wystepowalam w roli
                  zdradzanej zony, czyli tej zlej (ofiary?). Tylko ze ja nie przyjelam tej roli.
                  I takich kobiet jest wiecej. Zauwazylam, ze stereotypy rowniez ulegaja
                  ewolucji - w tym wypadku chyba dobrze.
                  I znowu wracamy do punktu pt. uczciwosc - ta stara, zdewaluowana wartosc...
                  Pewnie, ze mozna powiedziec - kocham Cie, idz do tej swojej panienki, skoro Ci
                  z nia lepiej niz ze mna (ja tak nota bene swego czasu zrobilam), ale dlaczego
                  mnie oszukujesz zamiast rozmawiac?
                  Tak, pewne tematy wracaja jak bumerang. Myslalam, ze juz nigdy nie bede pisac
                  na ten temat, ale to zawsze wraca i zawsze wywoluje emocje.
                  A szanse daje sie prawdziwym uczuciom - i tutaj jestesmy zgodne, choc zycie
                  determinuje tez i inne postawy...
                  Coz, temat rzeka...
                  :)
                  • Gość: gf Re: ROMANS - a forumowe panienki IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 24.11.04, 19:44
                    Dyskusje pamietam oczywiscie. 'Ataku' nie za bardzo ;)

                    Dzieki Bogu, ze stereotypy ulegaja erozji. Mam jednak nieodparte wrazenie, ze
                    reprezentujesz nadal mniejszosc. Tak mi sie wydaje.

                    Uczciwosc, mowisz, ba. Tylko, zeby mowic prawde, ktos musi chciec ja slyszec.
                    • vielonick Re: ROMANS - a forumowe panienki 25.11.04, 02:51
                      zeby cos uslyszec to musi byc najpierw powiedziane

                      i druga rzecz:
                      mowic mozna nawet wtedy gdy sie nie jest/nie bedzie wysluchanym
                      kobiety czesto to robia ;)

                      re nosnosc tematu (z dolu watku):
                      autorka sama prosila o wymiane doswiadczen
                      ale wiele sie nie dowiedziala ;)))
                      • Gość: gf Re: ROMANS - a forumowe panienki IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 25.11.04, 17:56
                        vielonick napisała:

                        > zeby cos uslyszec to musi byc najpierw powiedziane

                        nie - zeby bylo powiedziane trzeba stworzyc warunki

                        > i druga rzecz:
                        > mowic mozna nawet wtedy gdy sie nie jest/nie bedzie wysluchanym
                        > kobiety czesto to robia ;)

                        nigdy
                        szczyt egocentryzmu

                        > re nosnosc tematu (z dolu watku):
                        > autorka sama prosila o wymiane doswiadczen
                        > ale wiele sie nie dowiedziala ;)))

                        darowany kon ;)
                        • vielonick Re: ROMANS - a forumowe panienki 27.11.04, 01:28
                          Gość portalu: gf napisał(a):

                          > > zeby cos uslyszec to musi byc najpierw powiedziane
                          >
                          > nie - zeby bylo powiedziane trzeba stworzyc warunki

                          niekoniecznie
                          czesto mowienie zalezy od charakteru nie okolicznosci/warunkow
                          (autopsja)


                          > > i druga rzecz:
                          > > mowic mozna nawet wtedy gdy sie nie jest/nie bedzie wysluchanym
                          > > kobiety czesto to robia ;)
                          >
                          > nigdy
                          > szczyt egocentryzmu

                          nie bardzo rozumiem...
                          jak ktos chce cos powiedziec bo tak mu nakazuja przekonania, bo chce byc uczciwy
                          to powie
                          nawet jesli druga strona jest 'zamknieta', nie gotowa
                          na dialog czy uslyszenie prawdy
                          • zalozylam_nowe Re: ROMANS - a forumowe panienki 27.11.04, 01:41
                            vielonick napisała:

                            > Gość portalu: gf napisał(a):
                            >
                            > > > zeby cos uslyszec to musi byc najpierw powiedziane
                            > >
                            > > nie - zeby bylo powiedziane trzeba stworzyc warunki
                            >
                            > niekoniecznie
                            > czesto mowienie zalezy od charakteru nie okolicznosci/warunkow
                            > (autopsja)
                            >


                            to 2 rozne rzeczy
                            ja mowie o tym, ze zeby oczekiwac szczerosci, trzeba koniecznie stworzyc
                            warunki (oczywiscie niektorzy zawsze powiedza, bo np.lubia) ale zasada jest
                            taka: nie mowi mi, czyli feler jest po mojej stronie

                            > > > i druga rzecz:
                            > > > mowic mozna nawet wtedy gdy sie nie jest/nie bedzie wysluchanym
                            > > > kobiety czesto to robia ;)
                            > >
                            > > nigdy
                            > > szczyt egocentryzmu
                            >
                            > nie bardzo rozumiem...
                            > jak ktos chce cos powiedziec bo tak mu nakazuja przekonania, bo chce byc
                            uczciw
                            > y
                            > to powie
                            > nawet jesli druga strona jest 'zamknieta', nie gotowa
                            > na dialog czy uslyszenie prawdy
                            >
                            >

                            to nie zadna uczciwosc tylko egoistyczna chec oczyszczenia sumienia

                            jesli kocham i zrobie cos nie tak, a on prawdy nie chce znac (bo ludzie maja do
                            tego prawo) moim obowiazkiem jest te wole niewiedzy uszanowac - inaczej jestem
                            zero

                            milosc do respekt dla jego potrzeb
                            • vielonick Re: ROMANS - a forumowe panienki 29.11.04, 01:53
                              zalozylam_nowe napisała:

                              > to 2 rozne rzeczy
                              > ja mowie o tym, ze zeby oczekiwac szczerosci, trzeba koniecznie stworzyc
                              > warunki (oczywiscie niektorzy zawsze powiedza, bo np.lubia) ale zasada jest
                              > taka: nie mowi mi, czyli feler jest po mojej stronie

                              nie
                              czasem feler jest po 'jego' stronie
                              (chodzi mi o osobe, ktora ma cos powiedziec, nie o plec)
                              z charakteru

                              > to nie zadna uczciwosc tylko egoistyczna chec oczyszczenia sumienia

                              czasem tak ale nie zawsze
                              osoba moze sobie kompletnie nie zdawac sprawy, ze jest oszukiwana
                              i wtedy to nie jest ooczyszczanie wlasnego sumienia a poinformowanie o faktach

                              poza tym zdarza sie, ze osoba zdradzajaca zapytana wprost
                              zaprzecza patrzac prosto w oczy i wypierajac sie wszystkiego

                              > milosc do respekt dla jego potrzeb

                              hmmm, ja bym nie nazywala zdrady "zrobieniem czegos nie tak"
                              to spory eufemizm moim zdaniem

                              i moim zdaniem jak ktos kocha to nie zdradza
                              no, mozna sie zgodzic na jakis jednorazowy wybryk, powiedzmy
                              szal cial, hormony, okolicznosci przyrody itp
                              czlowiek sie wstydzi, ma wyrzuty - nie mowi

                              ale co ma wspolnego z miloscia prowadzenie praktycznie podwojnego zycia
                              ktore trwa rok/kilka lat?
                              w takim kontekscie, mowienie o respektowaniu potrzeb drugiej strony w zwiazku
                              wydaje sie co najmniej smieszne
                              bo z respektu wobec czyichs uczuc
                              do takiej sytuacji w ogole nie powinno sie dopuscic
                              • zalozylam_nowe Re: ROMANS - a forumowe panienki 30.11.04, 10:10
                                vielonick napisała:

                                > zalozylam_nowe napisała:
                                >
                                > > to 2 rozne rzeczy
                                > > ja mowie o tym, ze zeby oczekiwac szczerosci, trzeba koniecznie stworzyc
                                > > warunki (oczywiscie niektorzy zawsze powiedza, bo np.lubia) ale zasada je
                                > st
                                > > taka: nie mowi mi, czyli feler jest po mojej stronie
                                >
                                > nie
                                > czasem feler jest po 'jego' stronie
                                > (chodzi mi o osobe, ktora ma cos powiedziec, nie o plec)
                                > z charakteru

                                Nie, jmx. Ludzie z natury daza do bliskosci z czlowiekiem, ktorego kochaja. No,
                                chyba ze to para juz tylko z nazwy, to co innego. Ale wtedy po co w ogole sie
                                dzielic czymkolwiek? Z obcym?

                                Jesli ktos nie chce powiedziec, to albo jeszcze tego w sobie nie ulozyl,nie
                                bardzo wie, co czuje, a tym bardziej jak to zamienic na slowa, albo nie ma
                                zaufania do potencjalnego rozmowcy.



                                > > to nie zadna uczciwosc tylko egoistyczna chec oczyszczenia sumienia
                                >
                                > czasem tak ale nie zawsze
                                > osoba moze sobie kompletnie nie zdawac sprawy, ze jest oszukiwana
                                > i wtedy to nie jest ooczyszczanie wlasnego sumienia a poinformowanie o faktach

                                Dziolcha, ale jak sie z kims jest, to chyba z kims kogo sie zna, nie? Jak mozna
                                nie wiedziec, jaki jest stosunek (prawdziwy, nie tylko ten deklarowany) zony
                                czy meza do szczerosci w tej kwestii?

                                Wiec jesli jestem z kims, kto takiej prawdy slyszec nie chce, to ni mowie, bez
                                wzgledu na to, jak cierpie. No tak czy nie?


                                > poza tym zdarza sie, ze osoba zdradzajaca zapytana wprost
                                > zaprzecza patrzac prosto w oczy i wypierajac sie wszystkiego

                                No wiesz...podstaw czlowieka pod sciana i przesluchuj...a kup najpierw giwere,
                                moze to cos pomoze ;)


                                > > milosc do respekt dla jego potrzeb
                                >
                                > hmmm, ja bym nie nazywala zdrady "zrobieniem czegos nie tak"
                                > to spory eufemizm moim zdaniem
                                >
                                > i moim zdaniem jak ktos kocha to nie zdradza
                                > no, mozna sie zgodzic na jakis jednorazowy wybryk, powiedzmy
                                > szal cial, hormony, okolicznosci przyrody itp
                                > czlowiek sie wstydzi, ma wyrzuty - nie mowi

                                Heh. A wyobraz sobie taka sytuacje - na dwoch koncach Polski jednoczesnie
                                zachorowaly obie tesciowe. Ich stan nie pozwala na transport. Para sie
                                rozdziela na dlugie miesiace. Nie maja pieniedzy, zeby co tydzien sie spotkac w
                                polowie drogi. Samotnosc, obciazenie w zwiazku z perspektywa smierci, dolozmy
                                cos jeszcze (syn ma klopoty z miejscowymi kibicami, corke ktos zgwalcil - no
                                rusz wyobraznia i wyobraz sobie wspolczesnych Hiobow...). I niespodzienka. Ktos
                                sie pojawia obok. Lekarz hihi ;)

                                Jmx, mnie nie trudno wyobrazic sobie skomplikowana emocjonalnie, bardzo trudna
                                sytuacje, w ktorej mimo ze kochasz...Bo widzialam takie w moim otoczeniu. Stad
                                moja wyrozumialosc dla ludzi, ktorych cos spotyka w trudnych okolicznosciach.
                                Ja po prostu w takich jeszcze nie bylam.


                                > ale co ma wspolnego z miloscia prowadzenie praktycznie podwojnego zycia
                                > ktore trwa rok/kilka lat?

                                to aberracja

                                > w takim kontekscie, mowienie o respektowaniu potrzeb drugiej strony w zwiazku
                                > wydaje sie co najmniej smieszne
                                > bo z respektu wobec czyichs uczuc
                                > do takiej sytuacji w ogole nie powinno sie dopuscic
                                >
                                • vielonick Re: ROMANS - a forumowe panienki 01.12.04, 03:36
                                  zalozylam_nowe napisała:



                                  > Jesli ktos nie chce powiedziec, to albo jeszcze tego w sobie nie ulozyl,nie
                                  > bardzo wie, co czuje, a tym bardziej jak to zamienic na slowa, albo nie ma
                                  > zaufania do potencjalnego rozmowcy.

                                  czasem nie mowi BO NIE CHCE
                                  po prostu
                                  zeby uprzedzic - ja jestem takim czlowiekiem
                                  ale juz uslyszalam, ze nie kochalam wiec stosunkowo latwo mi sie przyznac ;))))


                                  > Dziolcha, ale jak sie z kims jest, to chyba z kims kogo sie zna, nie? Jak mozna
                                  >
                                  > nie wiedziec, jaki jest stosunek (prawdziwy, nie tylko ten deklarowany) zony
                                  > czy meza do szczerosci w tej kwestii?

                                  co to znaczy "prawdziwy stosunek"?
                                  prawdziwy mozna miec tylko po fakcie
                                  bo wlasnie przed sa deklaracje
                                  i jeszcze jedna rzecz - ludzie na to samo moga reagowac inaczej
                                  to zalezy od okolicznosci


                                  > Heh. A wyobraz sobie taka sytuacje - na dwoch koncach Polski jednoczesnie
                                  > zachorowaly obie tesciowe. Ich stan nie pozwala na transport. Para sie
                                  > rozdziela na dlugie miesiace. Nie maja pieniedzy, zeby co tydzien sie spotkac w
                                  >
                                  > polowie drogi. Samotnosc, obciazenie w zwiazku z perspektywa smierci, dolozmy
                                  > cos jeszcze (syn ma klopoty z miejscowymi kibicami, corke ktos zgwalcil - no
                                  > rusz wyobraznia i wyobraz sobie wspolczesnych Hiobow...). I niespodzienka. Ktos
                                  >
                                  > sie pojawia obok. Lekarz hihi ;)

                                  moj Boze - gwalt corki, smiertelna choroba matek, syn-gangster
                                  do tego brak pieniedzy, samotnosc, opuszczenie, wypalenie
                                  (czesto sie pojawia w czasie pielegnacji chorej osoby...)
                                  i osoba w takim stanie emocjonalnym i fizycznym
                                  jeszcze mysli o spotykaniu kogos i seksie z nim?
                                  i Ty znasz takie przypadki?

                                  chyle czola ;)

                                  > Jmx, mnie nie trudno wyobrazic sobie skomplikowana emocjonalnie, bardzo trudna
                                  > sytuacje, w ktorej mimo ze kochasz...Bo widzialam takie w moim otoczeniu. Stad
                                  > moja wyrozumialosc dla ludzi, ktorych cos spotyka w trudnych okolicznosciach.
                                  > Ja po prostu w takich jeszcze nie bylam.

                                  rozumiem Twoje serduszko pelne zrozumienia i wspolczucia dla bladzacych :)
                                  ale nie kazda zdrada laczy sie z tak tragicznymi przypadkami 'bez wyjscia'
                                  to nikly procent, powiedzialabym
                                  z reguly sa to trywialne sprawy wynikle z szarej codziennosci
                                  zupa byla za slona
                                  pare kilo wiecej
                                  zalatanie praca
                                  zasobnosc porfela
                                  chec odmiany
                                  czasem z takich glupot wyrastaja tragedie, nie przecze
                                  ale z reguly to masa banalow, ktore banalnie sie koncza
        • Gość: olalala Re: ROMANS - a forumowe panienki IP: 62.121.129.* 24.11.04, 14:17
          > Ale "forumowe panienki" na wszystko maja przeciez lekarstwo.
          > Tak jak komunisci. Ci tez zawsze wiedzieli, co jest dobre dla porzadnego
          > obywatela.


          ciekawe porownanie, tylko czy trafne aby? bo to czasy komunizmu sie kojarza z
          wciskaniem tanich kitow obywatelom. wiec moze wlasnie te role przejeli
          zdradzajacy?
          nie usprawiedliwiaj wlasnych zdrad komunizmem tylko zamiast "twojej wiedzy
          oczywistej co jest dobre dla Ż+K" zapytaj wprost zony czy twoja kochanka to
          jest to o czym ona marzy,i zapytaj kochanki jak bardzo lubi twoja zone. bo
          to,ze wiekszosc chce lubic obie jednoczesnie to wiemy:)
          • Gość: Hansi Lenin wiecznie zywy. IP: *.arcor-ip.net 24.11.04, 14:42
            Finansowo zyje raczej niezaleznie,
            a moj stosunek do 6.go przykazania jest raczej LETNI
            ergo: usprawiedliwiac sie przed nikim z niczego nie musze.

            Natomiast komunistyczne myslenie "forumowych panienek" polega na tym, ze
            uwazaja one , iz najpierw sie zostawia (nie zapomniec o oficjalnym pozegnaniu)
            poprzedniego partnera i dopiero potem zabiera sie za innego.

            BAJA na kolkach. Niekiedy niemozliwa do zrealizowania, niekiedy,
            ktoras ze stron wcale nie chce zostawiac.
            I nie jest przez to gorsza, tylko jest INNA, ma bowiem inna filozofie zyciowa.
            • Gość: lalalala Re: Lenin wiecznie zywy. IP: 62.121.129.* 24.11.04, 14:55
              > BAJA na kolkach. Niekiedy niemozliwa do zrealizowania, niekiedy,
              > ktoras ze stron wcale nie chce zostawiac.
              > I nie jest przez to gorsza, tylko jest INNA, ma bowiem inna filozofie zyciowa.


              Czyli; czystosc idei, czystosc dzialan, czystosc rąk pana przewodniczacego.
              okresla sie te filozofie slowami:"kocham cie do szalenstwa ale nie moge teraz
              odejsc od zony" na zmiane z "zono jestes moja jedyna a tamto to tylko
              przygoda", chyba ze twoja filozofia pozwala na przedstawienie sobie ich obu i
              okreslenia potrzeb jakie maja ci spelniac- gwoli zaakceptowania idei:)



              • Gość: Hansi Soohaj, czy to Twoje "o" IP: *.arcor-ip.net 24.11.04, 15:01
                nie (wy-)puscilo sie gdzies z Panem Przewodniczacym?
                Z nicka "o" sie urwalo i za sercem polecialo?

                Bo to i przystojny facio, a i serce ma czyste (nie mowiac o rencach).

                Dlugo tak jeszcze?
                Ja pieszcze i pieszcze
                Tys zimna, jak lod
                Nie cenisz mych cnot.

                • Gość: tralalala Re: Soohaj, czy to Twoje "o" IP: 62.121.129.* 24.11.04, 15:20
                  a fe, wnikam w glab twej filozofii.i.i nawet widac juz jej dno.
                  a ty na to co?

                  > Tys zimna, jak lod
                  > Nie cenisz mych cnot.

                  bo fliozofia tania sie byc wydaje
                  sprowadza niewinne dzieci na rozstaje
                  a z komunistycznymi zapedami
                  jest sens slubowac przed oltarzami?

                  pytam
                  czy zona twa wi
                  ze z filozofem spi?
                  • Gość: hansi "o" ciagle tanczy? IP: *.arcor-ip.net 24.11.04, 16:14
                    absolutnie wi!
                    ale wypraszam sobie posadzenia o post-komunizm
                    wole juz post-modernizm

                    PS. to zatanczymy na tem dnie moralnem?

                    moze kontrowersyjnie?:

                    jak w pustym basenie
                    na dnie - rozpaczy
                    nie wiesz, co znaczy
                    cierpienie bez dna


                    lub sentymentalnie - jesli wolisz:

                    lecz moje wielkie szczescie przyjdzie w jasnej godzinie
                    jak w piosence, jak w kinie
                    tak dziwnie mi, tak cudnie mi
                    to pierwszy sen - Twe serce lsni

                    (Wars- Jurandot, 1937)
                    • Gość: bumcycyk Re: "o" ciagle tanczy? IP: 62.121.129.* 24.11.04, 16:27
                      > wole juz post-modernizm

                      chcialoby sie czuc artychą
                      gdy sie grzeznie w pos_politosc

                      > PS. to zatanczymy na tem dnie moralnem?
                      "a wariaaatka jeeeeszcze tanczyyyy"

                      > jak w pustym basenie
                      > na dnie - rozpaczy
                      > nie wiesz, co znaczy
                      > cierpienie bez dna

                      na dno wanny spadl pajaczek
                      nie wygrzebie sie bez raczek
                      zimny prysznic go wnet splucze
                      straszna dola- placze wnuczek

                      ach jak przykro mozna skonczyc
                      gdy DNA sie chce polaczyc
                      lekko latwo i przyjemne
                      "zedrzyj tylko listek ze mnie"


                      > lecz moje wielkie szczescie przyjdzie w jasnej godzinie
                      > jak w piosence, jak w kinie
                      > tak dziwnie mi, tak cudnie mi
                      > to pierwszy sen - Twe serce lsni

                      i otworzylo sie niebo nad nimi
                      i ziemie obiecana zobaczyl
                      i zapragnal zstapic....
                      ale przypomnial sobie,ze zona kazlala kran naprawic
                      i mus poczul
                      a kiedy wrocil by zstapic gotowym
                      pozostalo tylko splukac robaka
                      z dna
                      • Gość: hansi Re: "o" ciagle tanczy? i to jak! IP: *.arcor-ip.net 24.11.04, 16:33
                        wiesz jaki jest szczyt niemozliwosci?:

                        zapukac w dno absolutne z drugiej strony.

                        Wiec, robaczku, jeszcze nam troche tego szczescia zostalo.

                        dobranoc, oczka zmruz.
                        • zalozylam_nowe Re: "o" ciagle tanczy? i to jak! 24.11.04, 16:35
                          > dobranoc, oczka zmruz.

                          czy to przedszkole, ze bedziecie lezakowac po poludniu? ;)
                          • Gość: hansi Re: "o" ciagle tanczy? i to jak! IP: *.arcor-ip.net 24.11.04, 16:40
                            nie - ale bumcykcyk vel przedszkolanka chce ze mna poszukac
                            moralnego dna absolutnego.

                            Musze (hiba) dac sie jej wyspac?
                            Czeka nas ciezka praca.
                            • Gość: trutututu Re: "o" ciagle tanczy? i to jak! IP: 62.121.129.* 24.11.04, 16:44
                              Gość portalu: hansi napisał(a):

                              > nie - ale bumcykcyk vel przedszkolanka chce ze mna poszukac
                              > moralnego dna absolutnego.

                              piersze slysze zebym cos od ciebie miala chciec,
                              a tym bardziej z toba. filozofie.


                            • Gość: gf Re: "o" ciagle tanczy? i to jak! IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 24.11.04, 16:48
                              juz za chwileczke, juz za momencik...piatek z pankracym zacznie sie
                              krecic... ;))
                              • Gość: hihihi Re: "o" ciagle tanczy? i to jak! IP: 62.121.129.* 24.11.04, 16:49
                                tralalala la la!
                        • Gość: umpaumpa Re: "o" ciagle tanczy? i to jak! IP: 62.121.129.* 24.11.04, 16:41
                          wystarczy odwrocic butelke
                          by zobaczyc dno z dugiej strony
                          tylko z ktorej bedzie pelna
                          a z ktorej pusta

                          poki co, przespij sie z filozofia.
                          a nuz cos z nia splodzisz?

                          • Gość: hansi Re: "o" ciagle tanczy? i to jak! IP: *.arcor-ip.net 24.11.04, 16:46
                            rozumiem usmiech Twoj, krolewno
                            gdy mowie - kocham Cie.
                            wiem, myslisz na pewno, to slowa - o nie!

                            tyle milosci znajdziesz w sercu mem - dziewczyno
                            skarby, uczucia drzemia cicho w niem i nigdy nie przemina

                            (Wars - Tom 1938)

                            Pa. dziewczeta. dosc zartow na dzis.
            • j_ar Re: Lenin wiecznie zywy. 24.11.04, 15:12
              Gość portalu: Hansi napisał(a):

              > Natomiast komunistyczne myslenie "forumowych panienek" polega na tym, ze
              > uwazaja one , iz najpierw sie zostawia (nie zapomniec o oficjalnym
              pozegnaniu)
              > poprzedniego partnera i dopiero potem zabiera sie za innego.
              >
              > BAJA na kolkach. Niekiedy niemozliwa do zrealizowania, niekiedy,
              > ktoras ze stron wcale nie chce zostawiac.


              to w koncu jak to jest, baja na kolkach czy jednak cos, co jest mozliwe
              ("niekiedy niemozliwa" - ze tak powiem, co oznacza, mozliwa), co?
    • triss_merigold6 Zabawna jesteś Kasiu... 24.11.04, 14:06
      - naprawdę wierzysz, że spędzacie cały jego wolny czas razem? a Święta,
      sylwester, wakacje, niedzielne popołudnia... przyznaj się dziecko
      - gdybyście spędzali cały wolny czas razem to żona by się domyślała - chyba, że
      to wolne oznacza 2 godziny w tygodniu w Twoim mieszkaniu
      - przedstawił Cię znajomym? - wychodzicie razem w miejsca publiczne? Wątpię.
      - skoro tak bardzo się kochacie to dlaczego ów wymarzony nie zachowa się jak
      człowiek honoru i nie odejdzie z nieudanego małżeństwa aby być z Tobą naprawdę
      a nie pokątnie?
      Reasumując: współczuję Ci. Jest szansa, że wyrośniesz z naiwności.
      • Gość: gf Re: Zabawna jesteś Kasiu... IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 24.11.04, 14:12
        > - skoro tak bardzo się kochacie to dlaczego ów wymarzony nie zachowa się jak
        > człowiek honoru i nie odejdzie z nieudanego małżeństwa aby być z Tobą
        naprawdę


        trzeba bylo doczytac do 3. wersu posta watkownicy ;))
        • zigia Re: Zabawna jesteś Kasiu... 24.11.04, 14:48
          jedna wielka bzdura.Pomijając fakt zakochania, zobaczysz jak cie juz oleje a
          zrobi to predzej czy później(pierwszy przyklad bedziesz juz miala w swieta
          kiedy spedzi je nie z toba a z zona i synem) jaki to bedzie mialo wplyw na
          twoja psychike i podejscie do innych facetów .wszystkich bedziesz
          podejrzewala,oskarzala, miala totalny brak zaufania.zdasz sobie sprawe ze bedac
          tyle lat kochanka znasz wszyskie meskie podle wykrety i bedziesz sie ich
          doszukiwala w kazdym slowie.szczesciara bedziesz jezeli ten on zostawi zone i
          zostanie z tobą...chociaz czy to szczescie?zawsze bedziesz tą drugą.ty bedziesz
          zycie przezywala po raz pierwszy a on juz po raz drugi.ślub? miał ,ciaża
          miał,dziecko jego rozwój? miał....wszystko juz przerobil.poprostu odmlodzil sie
          tobą...przykre ale przerobione.a milosc?wczesniej czy pózniej wygasa a on majac
          tendencje do odmladzania znajdzie sobie nastepna z która przezyje zycie 3
          raz....
      • Gość: Żmija Re: Zabawna jesteś Kasiu... IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 24.11.04, 16:47
        ależ z ciebie zołza z syndromem niedopchnięcia zapewne.
        Nie współczuj kobiecie, która choć przez chwile jest kochana, bo ciebie pewnie
        nikt nawet 2 metrowym kijem nie tknie...
        • habitus Re: Zabawna jesteś Kasiu... 24.11.04, 20:57
          :)))) Nawet nie wiesz jak się mylisz!! :)))))) Dopiero takie autorytatywne
          wpisy sprawiają, że mam trochę ubawu. :)))

          Cierpienie mnie nie śmieszy a wątpliwości i ból Kasi świadczą o uwikłaniu, nie
          wyrachowaniu.
          • Gość: kasia Re: Zabawna jesteś Kasiu... IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 24.11.04, 21:04
            dziekuje habitus...Potrzymalas mnie na duchu.Robie wszystko zeby Go
            zostawic.Psychicznie sie do tego nastawiam...
            • habitus Re: Zabawna jesteś Kasiu... 24.11.04, 21:17
              Gość portalu: kasia napisał(a):

              > dziekuje habitus...Potrzymalas mnie na duchu.Robie wszystko zeby Go
              > zostawic.Psychicznie sie do tego nastawiam...

              Wiesz, zostając zamykasz sobie drogę do nowego lepszego związku, bez tych
              wszystkich obciążeń. Wiem, że się boisz. W tym układzie to Twoja sytuacja jest
              najtrudniejsza. Państwo małżeństwo prowadzą cichą walkę a rykoszetem dostaniesz
              Ty i ten syn. Zastanów się, może boisz się związku z osobą wolną. Może wolisz
              partnera zajętego, żeby nie dopuścić do bliskości. Bo tak bezpieczniej. Taka
              całkowita szczerość i oddanie to bardzo trudne, dla niektórych niemożliwe...
              Zawsze żal mi raczej tego oszukiwanego partnera. Przy Twoim wpisie dopiero
              widzę, że oszukanych jest więcej. Bardzo Ci współczuję. Uciekaj z tego układu,
              zanim będzie za późno, ugrzęźniesz, przyzwyczaisz się, stracisz samodzielność i
              szacunek do siebie. Coś ja nie lubię tego Twojego partnera. Chyba zasługujesz na
              kogoś lepszego, nie oszusta...
              • Gość: hansi smiech mnie ogarnia, Habitus... IP: *.arcor-ip.net 24.11.04, 22:18
                gdy czytam takie posty, jak Twoje...
                posadzasz Kasie o masochizm?
                kazda chcialaby miec wolnego, przystojnego i bogatego (najlepiej)

                MALO TAKICH NA WOLNYM RYNKU

                a kochac chce kazdy (a)
                i bierze sie to, co jest.

                Wiecznie nie mozna czekac.
                a potem sa klopoty.
                ale te pojawia sie - tak czy tak
                takie, lub inne
                • Gość: kasia Re: smiech mnie ogarnia, Habitus... IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 24.11.04, 22:30
                  hansi a myslisz ze wolni sa madrzejsi?!bylam w zwiazku z wolnym facetem 4
                  lata.Poza tym ze mnie ponizal,uderzyl mnie kilka razy a na koniec zdradzil mnie
                  z moja przyjaciolka..Nie wiem czy odzyskam zaufanie do mezczyzn..
                  • Gość: Hansi Wiesz doskonale, Kasiu, ze tak nie mysle IP: *.arcor-ip.net 24.11.04, 22:35
                    czy wolny, czy zaobraczkowany
                    czy madry, czy biedny
                    czy inteligentny, czy glupi

                    PATENTU na MILOSC nie ma NIKT.
                    i moze dlatego ten CZAR
                    jest dla nas wszystkich i dla Nikogo

                    trzymaj sie.
                • habitus Re: smiech mnie ogarnia, Habitus... 24.11.04, 23:08
                  Gość portalu: hansi napisał(a):

                  > gdy czytam takie posty, jak Twoje...
                  > posadzasz Kasie o masochizm?
                  > kazda chcialaby miec wolnego, przystojnego i bogatego (najlepiej)
                  Mnie śmiech nie ogarnia. Ponieważ po przeczytaniu twoich postów wiem jak skończysz.
                  Struganie cynika nie pomoże ci w niczym.
                  Może "każda chce" ale nie każda potrafi
                  przyznać, że układ z żonatym facetem jej nie pasuje.
                  A Kasia potrafi.
                  >
                  > MALO TAKICH NA WOLNYM RYNKU

                  Skąd te dane?
                  >
                  > a kochac chce kazdy (a)
                  > i bierze sie to, co jest.

                  Nie sądź po sobie. Nie każdy bierze co jest. :)
                  >
                  > Wiecznie nie mozna czekac.

                  A kto namawia do czekania?

                  > a potem sa klopoty.

                  Kłopoty nie spadają z nieba. Sam je sobie produkujesz wikłając się w takie
                  układy. Wbrew pozorom 10 przykazań to bardzo wygodne wskazówki.

                  > ale te pojawia sie - tak czy tak
                  > takie, lub inne

                  Oczywiście. I rozwiązuje się je - tak lub inaczej. Co chciałeś udowodnić?



                  • Gość: Hansi Re: smiech mnie ogarnia, Habitus... IP: *.arcor-ip.net 24.11.04, 23:12
                    alez nic, Habitus
                    zauwazam tylko tyle, ze jestes optymista
                    i masz duzo czasu.
                    Ci ktorzy czasu nie maja i optymistami nie sa
                    mysla i dzialaja inaczej
                    i to wszystko

                    dobranoc.
                    • habitus Re: smiech mnie ogarnia, Habitus... 25.11.04, 11:00
                      To nie jest kwestia braku zajęć, tylko dobrej organizacji pracy. Nie zazdrość,
                      tylko się popraw.
                      • Gość: Hansi Re: smiech mnie ogarnia, Habitus... IP: *.arcor-ip.net 25.11.04, 12:03
                        niestety poprawa lezy poza zasiegiem moich skromnych mozliwosci.
                        wiec juz nie zazdroszcze.
                        za to gratuluje szczerej, pozytywistycznej postawy zyciowej.
                        • habitus Re: smiech mnie ogarnia, Habitus... 25.11.04, 12:29
                          Dziękuję z wdziękiem.
    • desmo74 Re: ROMANS 24.11.04, 15:05
      Piszesz, że się kochacie. A nic nie piszesz o tym, czy macie jakieś wspólne
      plany?
      Byłam z żonatym mężczyzna. Nie tak długo, jak Ty. Mnie jednak to nic specjalnie
      dobrego nie przyniosło. Po prostu mnie to "zjadło" - wyrzuty sumienia + brak
      poczucia własnej wartości. Nie mówię, że dla Ciebie to musi skończyć sie tak
      samo. Każdy przypadek jest inny. Jednak Twój ukochany musiałby zdecydować sie
      na prawdziwe budowanie z Tobą miłości...zbyś nie musiała się już dłużej
      męczyć...

      Pozdrawiam ciepło
    • Gość: gf fascynujace IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 24.11.04, 16:23
      ze 'zdrady' sa zawsze najnosniejszymi tematami na tym forum hihi

      oj ciagniecie do siebie, obywatele, ciagniecie...
      i bijecie sie, zeby to Was na kolanach trzymano ;)

      no to powodzenia - kazdemu wg potrzeb zycze :))
      • Gość: Żmija Re: fascynujace IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 24.11.04, 16:50
        zdrada jest urocza, dla wszystkich.
        Każdy szuka czegoś zakazanego w życiu i to sprawia przyjemność dopiero...
        Tak naprawdę, bez udawania i tego uprawianego wszędzie świętojebstwa.
        Same nieskazitelne się tu zebrały madonny...
        Nietknięte i niewinne.
        A to dlatego, że nikt ich nie chciał.
        • Gość: gf Re: fascynujace IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 24.11.04, 19:46
          > zdrada jest urocza, dla wszystkich.
          > Każdy szuka czegoś zakazanego w życiu i to sprawia przyjemność dopiero...

          nie nie wiem, no nie wiem...widzialam takich, ktorzy, wbrew stereotypom,
          cierpieli...
        • Gość: gaz Re: fascynujace IP: 213.25.186.* 30.11.04, 00:32
          prawdziwa z ciebie żmija jad aż szczypie w oczy.Znalazł się śmiałek co to
          ciebie chciał i co wypaliłaś mu oczęta jadem czy to on puścił cię w trąbę.Oj
          brak ci klasy bardzo brak,ale czy pełzające gady mogą mieć klasę?
    • Gość: Hubert Re: ROMANS IP: *.chello.pl 24.11.04, 16:44
      Milosc sama w sobie jest piekna i niewinna. Warto ja czuc i zaakceptowac. Nie
      musi byc tez ograniczana do jednej osoby.
      Ale to ze sie czujesz winna i sumienie Cie gryzie, to znaczy ze w koncu mozesz
      sie ukarac (nie ma winy bez kary). W takim badz razie bylbym za znalezieniem
      rozsadnego rozwiazania. Do tego pomocne moze byc odpowiedzenie sobie na
      pytanie: co by sie musialo stac, bym mogla nadal kochac jego i jednoczesnie
      czuc sie niewinna i w porzadku?
      Warto by bylo tez moim zdaniem porozmawiac szczerze i otwarcie o tym z zona
      (wtedy mogloby sie duzo oczyscic).
      :)

      Pozdrawiam Hubert.
    • Gość: gonia Re: ROMANS IP: *.kom / *.kom-net.pl 24.11.04, 21:40
    • Gość: soniqe DNO. IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 24.11.04, 22:41
      sumienie nie powinno cię gryźć.powinno cię zjeść.od razu.Jesteś dorosłą osobą a
      świadomie niszczysz związek dwojga ludzi?nie pisz,że tak ci źle,bo sama jesteś
      winna.Slepa ani głupia chyba nie jesteś.Dopuściłaś do tego wszystkiego.Kochać a
      pożądać to dwie różne rzeczy.Widocznie on cię nie kocha tak jak mówi,skoro jest
      z żoną.Gdyby stracił głowę tylko dla ciebie-to juz dawno by z tobą był,a tamta
      by poszła razem z dzieciakiem w odstawkę.faceci są troszkę wyrachowani w tej
      kwestii-nie zaryzykuje urtaty ciepłego domku,regularnych obiadków i
      ewentualnej nienawiści własnego dziecka,dla paru godzin seksu i przegranego
      życia.On wie ,że wszystko starci,a nie zyska nic.Ty nie jesteś dla niego super
      ważna,skoro jeszcze jest z żoną.A o prawdziwej miłości to można dyskutować
      godzinami..."Kocham: łatwo się mówi-ale konsekwencje ponosi się dłużej.życzę
      twojemu sumieniu-smacznego-oby nie dostało niestrawności.
      • Gość: kasia Re: DNO. IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 24.11.04, 23:09
        "dopuscilas sie tego wszystkiego"
        Ja sama tak?! czy uwazasz ze ja go zgwalcilam?!
        • Gość: soniqe Re: DNO. IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 25.11.04, 20:21
          "zgawłciłaś"jego rodzinę.poczucie bezpieczeństwa jego żony i syna.Zepsułaś im
          każde następne święta,bo już nigdy nie będzie tak samo.Tylko twoja dupcia się
          liczy.Mam nadzieję,że coraz mniej jest takich zadufanych w sobie kobiet,które
          biorą to na co mają ochotę nie bacząc na to jak krzywdzą innych..Biedna
          zakochana...żal mi cię.naprawdę.Mam też nadzieję,że ten typ jest na wymarciu.
          • Gość: hansi niebo... IP: *.arcor-ip.net 25.11.04, 20:28
            ten typ nie jest na wymarciu, Ty Sierotko Marysiu.
            raczej przeciwnie.
            Gdyz kochac chce kazdy (a).
            A czlowiek to nie computer, aby analizowal wszystko przed i po.
            • Gość: soniqe Re: niebo... IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 26.11.04, 01:10
              ale fanie by było gdyby był.nie musiałabyś sie martwić,czy twój facet za parę
              lat cię nie rzuci dla jakiegoś kociaka,bo twój "termin ważności" już
              minął...lepiej się zastanowić nad ewentualnymi ofiarami zanim się rozpęta
              wojnę,której skutki zabiją wszystkich,a przede wszystkim zabiją miłośc.tak
              myślę.
              • Gość: Hansi Re: niebo... IP: *.arcor-ip.net 26.11.04, 09:04
                wolno Ci tak myslec i nie mam nic do tego.
                nadmieniam tylko nieskromnie, ze sa jednak ludzie, ktorzy, gdy sie zakochaja,
                nie mysla co bedzie za rok, czy piec...
                i ich filozofia jest rownie uprawniona, jak Twoja.
      • Gość: Anna Re: DNO. IP: 217.153.152.* 25.11.04, 15:48
        Do Soniqe, BRAWO, BRAWO, BRAWO - popieram całkowicie twoją wypowiedź - gdyby
        tak wszystkie kobiety mmyslały to by mężczyźnie nie zdradzali bo by nie mieli z
        kim i wtedy być może więcej uwagi i energii skierowaliby ku swoim żonom a one
        one z pewnością na to czekają i świat byłby wtedy piękniejszy.
        • Gość: gf ;D IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 25.11.04, 17:57
          zawsze mowilam, ze niewiniatka nie sa winne hihi
          • Gość: fiona Re: ;D IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 25.11.04, 18:14
            masz jakiś kompleks żony, bo ciągle na to hasło reagujesz
            • Gość: gf Re: ;D IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 25.11.04, 18:15
              jest to moj ukochany stereotyp :))))
              • habitus Re: ;D 25.11.04, 18:28
                Gość portalu: gf napisał(a):

                > jest to moj ukochany stereotyp :))))

                I dlatego reagujesz stereotypowo?
                • Gość: Hansi no, nie! IP: *.arcor-ip.net 25.11.04, 18:36
                  zawsze wiedzialem jak to jest, gdy kosa trafia na kamien.

                  milo ogladac, gdy kamien trafi na kose

                  fajerwerk wigilijny szykuje sie za darmo
                • zalozylam_nowe Re: ;D 25.11.04, 18:39
                  habitus napisała:

                  > Gość portalu: gf napisał(a):
                  >
                  > > jest to moj ukochany stereotyp :))))
                  >
                  > I dlatego reagujesz stereotypowo?


                  uau! licze na palcach i mi ciagle wychodzi, ze w promilu sie mieszcze ;)))
        • Gość: I. i D. Re: DNO. IP: *.aster.pl / *.aster.pl 26.11.04, 22:12
          Aniu - a może oko za oko? Proponujemy zamiast czekać aż się kobiety zmienią -
          zmień się sama. Mało to fajnych facetów chodzi po świecie? Dzidzia z Iwonką
        • Gość: I. i D. Re: DNO. IP: *.aster.pl / *.aster.pl 26.11.04, 22:23
          Aniu - daj spokój i poszukaj sobie wreszcie kogoś. Jego nie zmienisz , a siebie
          możesz.
    • Gość: mania Re: ROMANS IP: *.poznan.cvx.ppp.tpnet.pl 25.11.04, 14:04
      poznałam faceta. jest o 10 lat starszy mieszka z córeczką i jej matką!ale
      ponoć nic ich nie łączy oprócz Natalki! ale ja nie potraie o tym nie myśleć!
      nawet jeśli on zapewnia mnie ze mnie kocha! Dla mnie to związek bez
      przyszłości!
      • Gość: kasia Re: ROMANS IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 25.11.04, 14:34
        jesli kocha dlaczego nie walczyc?!tez sie nad tym zastanawialam,ale boje sie...
        • Gość: gf Re: ROMANS IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 25.11.04, 17:56
          walka nie nalezy do porzadku milosci
          • habitus Re: ROMANS 25.11.04, 18:05

            Mam wrażenie, że przeciwnie. Wystarczy sięgnąć do "Pieśni nad pieśniami".

            Dziewczyny, posłuchajcie piosenki Osieckiej "Czy te oczy mogą kłamać".
            Zachowanie tych panów jest tak schematyczne. Nie do wiary, że chcecie poświęcić
            choćby te parę lat.
            • Gość: gf Re: ROMANS IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 25.11.04, 18:12
              ja bym siegnela do 'Odezwy do obywateli Koryntian' raczej ;))
              • habitus Re: ROMANS 25.11.04, 18:27
                ...."miłość wszystko pokona".... O to sformułowanie mi chodziło.
                Nie znam szczegółów Listów apostolskich. Nie czytuję.
                • zalozylam_nowe Re: ROMANS 25.11.04, 18:42
                  habitus napisała:

                  > ...."miłość wszystko pokona".... O to sformułowanie mi chodziło.
                  > Nie znam szczegółów Listów apostolskich. Nie czytuję.

                  blad
                  piesn jest niczym wobec hymnu

                  pokona czy przetrzyma? ;)
                  • Gość: fiona Re: ROMANS IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 25.11.04, 19:28
                    "pokona czy przetrzyma" - to chyba zależy kto kocha. Jeśli cierpiętnica
                    to "przetrzyma", a jeśli osobnik waleczny się trafi to będzie starał
                    się "pokonać". Pytanie co skuteczniejsze?
                  • habitus Re: ROMANS 25.11.04, 20:35
                    Jeżeli "przetrzyma", to ten tekst się nie nadaje jako przykład. :) Jakoś miłość
                    kojarzy mi się z pokonywaniem trudności w zdobyciu ukochanej. A wam nie?
                    • zalozylam_nowe powiem szczerze 25.11.04, 20:41
                      habitus napisała:

                      > Jeżeli "przetrzyma", to ten tekst się nie nadaje jako przykład. :) Jakoś
                      miłość
                      > kojarzy mi się z pokonywaniem trudności w zdobyciu ukochanej. A wam nie?

                      'zdobywa' to sie medale na olimpiadzie a nie ludzi
                      • habitus Re: powiem szczerze 25.11.04, 20:45
                        Ale jesteś mądra...
                        • Gość: Hansi a nie mowilem? IP: *.arcor-ip.net 25.11.04, 20:56
                          ze ta jasnosc (pomroczna) Cie zgubi?

                          habitus biol. ogół właściwości, składających się na wygląd danego człowieka a.
                          zwierzęcia, zespół cech charakterystycznych dla jego zachowania się; biol.
                          pokrój; konstytucja (ciała).
                          • habitus Re: a nie mowilem? 25.11.04, 21:04
                            HANSI - Homepathic Natural Activator of the Immunologic System
                            Bardzo pożyteczne.
                            PS. Też mam google :)
                            • Gość: Hansi ale ja nie do Ciebie, tylko ogolnie... IP: *.arcor-ip.net 25.11.04, 21:14
                              przychodzi (pijana) baba do lekarza...
                              a na to (pijany) lakarz:
                              muvilem, aby wchodzic POJEDYNCZO!
                              a na to baba: ale ja nie do Pana, ja do tego DRUGIEGO Pana.!
                              • habitus Re: ale ja nie do Ciebie, tylko ogolnie... 25.11.04, 21:17
                                Po prostu pomyliła drzwi. Te DRUGIE powinna wybrać :))))))
                                • Gość: Hnsi O niewlasciwe drzwi... IP: *.arcor-ip.net 25.11.04, 21:28
                                  mozna sobie rozbic glowe...
                                  Jak bylem pierwszy raz na tkzw. "Zachodzie", to wchodzac do sklepu, walnalem
                                  glowa w szybe wystawowa (typowe doswiadczenie kazdego z komuny)
                                  - tak dobrze byla (ta szyba) umyta, ze jej nie bylo widac...

                                  patrzysz, a nie vidzisz - poviadam Ci, Habitus...

                                  Jak jestes w przykazaniach bywaly,
                                  to zmyj lze z oczu grzesznika...
                                  • habitus Re: O niewlasciwe drzwi... 25.11.04, 21:37
                                    E tam, zaraz "bywały". Ludzkie słabości raczej mnie roztkliwiają niż wkurzają.
                                    Ale argumentowanie, że to nie słabość tylko norma to jużmi pachnie nadużywaniem
                                    swobód. Oprócz przykazań jest jeszcze zwykła przyzwoitość. Z ust mężczyzny,
                                    przystojnego, rwanego jak świeże wiśnie przez baby, które na niego energicznie
                                    leciały, usłyszałam kiedyś zdanie, po którym było mi wstyd. Powiedział:
                                    "niektóre kobiety zachowują się wobec innych jak folksdojcze". L'esprit
                                    d'escalier podsunął mi celną ripostę za późno, bo dopiero po jego wyjściu. "A
                                    czy mężczyźni muszą się fraternizować z folksdojczami?"
                                    • Gość: hansi Re: O niewlasciwe drzwi... IP: *.arcor-ip.net 26.11.04, 09:08
                                      przeceniasz role przyzwoitosci w zyciu.
                                      przyzwoici byc powinnismy.
                                      niekiedy jednak nie bywamy.
                                      A gdy widzisz piekna kobiete, to po prostu czasem zapominasz,
                                      ze jest "folsdojczem".
                                      I nie dlatego, ze tak wygodniej, tylko dlatego, ze PIEKNO, DOBRO i PRAWDA
                                      to oddzielne wartosci, a nie tozsame.
                                      Piekno nie zawsze jest dobre...
                                      • scylla Re: O niewlasciwe drzwi... 26.11.04, 10:38
                                        To co pszesz mój drogi Hansie:), jest piękne i takie podsiane tanim romantyzmem,
                                        bo my drogi rozmówco nie jesteśmy zwierzakami(chociaż niektóre jednostki swoim
                                        zachowaniem udawadnieją tą teze) i naprawdę mamy wybór tego co robimy.
                                        To jest naprawdę proste.
                                        Piękno tworzysz sobie sam, oszukując prawdę:)
                                        Bo prawda bez względu na dobro i piękno, jest taka, że jeżeli zdradzamy to
                                        jesteśmy dupkami i tyle.
                                        Pozdrawiam.
                                        • Gość: hansi Re: O niewlasciwe drzwi... IP: *.arcor-ip.net 26.11.04, 11:01
                                          nudzisz, moj drogi scyllo...

                                          1. zdradzac moze tylko ten, kto obiecywal wiernosc...
                                          2. wiernosc, sama w sobie, nie jest zadna wartoscia
                                          to tylko jeden z elementow kultury monogamii,
                                          - wartoscia jest milosc.

                                          ale nie chce mi sie wracac do dyskusji na ten temat,
                                          gdyz takowa toczyla sie juz 10 razy.
                                          twoje przywizanie do kultury monogami (ten "dupek...")
                                          nie musi byc miara dla innych, drogi dyskutancie.
                                          • scylla Re: O niewlasciwe drzwi... 26.11.04, 11:25
                                            mam przyjaciela który uważał że tak bardzo by kochał swoją dziewczynę(gdyby ją
                                            miał), że zdolny by był zaakceptować do tego żeby sypiała z innymi, a on z
                                            innymi. To, jak uważał zmieniło się diametralnie w momencie kiedy poznał
                                            dziewczyne którą pokochał.Już mu się takie scenki nie widzą.
                                            Tak że sam widzisz drogi Hansie, wszystko przed Tobą.

                                            > 1. zdradzac moze tylko ten, kto obiecywal wiernosc...

                                            nieprawda,

                                            > 2. wiernosc, sama w sobie, nie jest zadna wartoscia

                                            dla Ciebie może tak i mam nadzieję że wyłożysz to swojej kochanej zaczym
                                            zaczniecie wspólne życie

                                            > twoje przywizanie do kultury monogami (ten "dupek...")
                                            > nie musi byc miara dla innych, drogi dyskutancie.
                                            Nie obchodzi mnie "kultura monogami", obchodzi mnie wierność swoim prawom:)
                                            Tak samo jak Twoje podejscie nie musi być czyjąś miarą:)
                                            Uczysz mnie czegoś czego sam nie przestrzegasz.
                                            Jeżeli ktoś jest w związku z kobietą i zna jej podejscie do "niewierności", a
                                            nie wytłumaczył jej swojego podejścia do wierności i nagle gdy znalażł sobie
                                            inną kobietę i powie tej pierwszej, ale przecież ja nie mówiłem że będe wierny,
                                            to jest najspokojniej w świecie dla mnie dupkiem, ale oczywiście dla Ciebie
                                            może być ideałem:)
                                            Każdy ma swoje prawa dlatego na świecie są mężczyźni i chłopcy którzy udają
                                            mężczyzn:)

                                            • Gość: hansi Re: O niewlasciwe drzwi... IP: *.arcor-ip.net 26.11.04, 13:31
                                              Widze, pierwsze zaczatki samodzielnego myslenia, nie przygniecionego kultura
                                              monogamii (ta rezygnacja z okreslenia "dupek" na korzysc "chlopca").
                                              To cieszy.

                                              Umowmy sie zatem dyplomatycznie, ze rzeczywiscie sa na tym Swiecie mezczyzni,
                                              sa takze chlopcy udajacy mezczyzn, a dodatkwo SA CHLOPCY NIKOGO NIE UDAJACY
                                              i pragnacy pozostac chlopcami.

                                              Ja tez dam Ci pewen przyklad: jest kupe ZDRAD, po ktorej partner zdradzony
                                              nadal kocha i mogac bez problemu odejsc (brak dzieci, czy innych powiazan
                                              finansowych miedzy partnerami) zostaje.
                                              Dlaczego?: - ano dlatego, drogi styllo, ze milosc to milosc,
                                              a zdrada, to zdrada.
                                              Ty zakladasz, ze zdrada likwiduje milosc, czyli pojscie do lozka z innym
                                              partnerem gasi uczucie do poprzedniego.
                                              Czasem bywa i tak.
                                              Ale nie musi.
                                              Powtarzam, milosc jest STANEM zaleznym od wielu rzeczy.
                                              Zdrada jest CZYNEM mogacym na ten stan wplynac, lub tez wcale nie.

                                              Tobie tez musze wskazac, ze mam mase znajomych spokojnie (chociaz tajnie)
                                              zdradzajacych swoje zony i kochajacych je.
                                              Dla Ciebie zdrada wyklucza milosc, dla innych nie.
                                              Powtarzam, to kwestia filozofii zyciowej i zespolu wyznawanych wartosci.
                                              • scylla Re: O niewlasciwe drzwi... 26.11.04, 13:55
                                                > Widze, pierwsze zaczatki samodzielnego myslenia, nie przygniecionego kultura
                                                > monogamii (ta rezygnacja z okreslenia "dupek" na korzysc "chlopca").
                                                > To cieszy.
                                                # Dupek jest poza konkurencją:)

                                                nic nie zakładam drogi Hansie, nie zgaduj co ja myśle, tylko nad tym się
                                                zastanów.
                                                Dla mnie zdrada nie oznacza że przestaje kochać, ale oznacza że nie widzę sensu
                                                bycia w związku który mnie ogranicza, bo będąc w tym związku idę na łatwiznę,
                                                wykorzystuje drugą osobę, oszukuje drugiego człowieka który mi ufa, który mnie
                                                szanuje, czy to kumasz, czy to takie trudne??????
                                                Dla mnie zdrada jest oszustwem, czymś czego nigdy w życiu nie zrobiłbym
                                                komukolwiek, nieważne czy parnterowi, czy przyjacielowi, czy komuś innemu.
                                                Poligamia-a może by Ci pasowało gdyby Twoja kobieta miała paru facetów, a Ty
                                                byś był jednym z nich, taka kobieta którą kochasz, pewnie byś ją dalej kochał.
                                                o tak jeszcze wiele przed Tobą.
                                                Gratuluje znajomych.

                                                Muszę lecieć.
                                                • Gość: Hansi Re: O niewlasciwe drzwi... IP: *.arcor-ip.net 26.11.04, 14:20
                                                  milo, ze doszlismy wreszcie do punktu, w ktorym mozemy powiedziec,
                                                  ze zgodzilismy sie, co do tego, ze sie nie zgadzamy.
                                                  proponuje zakonczenie dyskusji, poniewaz nie prowadzi ona do niczego.

                                                  P.S. Znajomych nie masz mi co specjalnie gratulowac.
                                                  w/g danych statystycznych w Polsce 50 % partnerow zdradzilo kiedys,
                                                  a na Zachodzie 60% (dotyczy to malzenstw trwajacych).
                                                  • scylla Re: O niewlasciwe drzwi... 27.11.04, 18:32
                                                    Zgadza się że nie mam co gratulować Ci znajomych_ moje gratulacje
                                                    były sarkazmem:)

                                                    > w/g danych statystycznych w Polsce 50 % partnerow zdradzilo kiedys,
                                                    > a na Zachodzie 60% (dotyczy to malzenstw trwajacych).

                                                    Jasne, no to statystyki wyznaczają wartości moralne.
                                                    Wiesz, rzeczywiście nie pogadamy sobie w tym temacie:)
                                                  • habitus Re: O niewlasciwe drzwi... 27.11.04, 22:03

                                                    > > w/g danych statystycznych w Polsce 50 % partnerow zdradzilo kiedys,
                                                    > > a na Zachodzie 60% (dotyczy to malzenstw trwajacych).

                                                    To nie są prawdziwe dane. Czy możesz podać źródło?





                                              • Gość: baba zona Re: O niewlasciwe drzwi... IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 26.11.04, 13:55
                                                "Powtarzam, to kwestia filozofii zyciowej i zespolu wyznawanych wartosci."
                                                (?!!!!)

                                                Bardzo dziurawy ten worek z "wartosciami"....
                                                • Gość: Hansi Re: O niewlasciwe drzwi... IP: *.arcor-ip.net 26.11.04, 14:26
                                                  dla Ciebie dziurawy, dla mnie pelny.

                                                  to byla ironia, czy zaproszenie do rozmowy?

                                                  PS. Poniewaz nie bede juz zabieral glosu
                                                  nawiaze do Twojej wypowiedzi o Kasi.
                                                  Nie zauwazylem, ze dziewczyna nie ma skrupolow i nic ja nie gryzie.
                                                  Przeciwnie, wlasnie dlatego o tym pisze.
                                                  • Gość: baba zona Re: O niewlasciwe drzwi... IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 26.11.04, 14:29
                                                    Nie zauwazylem, ze dziewczyna nie ma skrupolow i nic ja nie gryzie.
                                                    > Przeciwnie, wlasnie dlatego o tym pisze.

                                                    Tak sie wydawalo na poczatku - teraz wyglada to inaczej.
                                                  • habitus Re: O niewlasciwe drzwi... 27.11.04, 22:06
                                                    Gość portalu: baba zona napisał(a):

                                                    > Tak sie wydawalo na poczatku - teraz wyglada to inaczej.

                                                    Polecam poniższy aforyzm. Wyjaśnia tę "przemianę".
                                                  • vielonick Re: O niewlasciwe drzwi... 29.11.04, 01:57
                                                    cos podobnego: "atak jest najlepsza forma obrony"
    • Gość: Kinga TO NIE ROMANS TO K..... IP: *.cpe.net.cable.rogers.com 25.11.04, 19:59
      Dlaczego jestes z zonatym facetem? Wolnych zabraklo w okolicy czy tez
      dowartosciowujesz goscia , ktory meczy sie w tym okropnym zwiazku z zona. Ona
      to zupelne przeciwienstwo ciebie, nieprawdaz? Okropny babsztyl, nie docenia go(
      nie tak jak ty), jest stara, brzydka, gruba, zaniedbana. On -uczciwy i dobry.
      Meczy sie z nia tylko ze wzgledu na dzieci, oczywiscie nie sypia z nia tylko z
      toba. Ty jestes bardzo wazna, dlatego jestes dla niego nie tylko materacem do
      cwiczen. Owszem kretynko czlowiek dokonuje wyborow w zyciu. Ty rowniez
      dokonalas wyboru:postanowilas zostac materacem dla oszusta . I to nazywasz
      dobrymi chwilami??? To w takim razie jak beda wygladac zle chwile w twoim
      zyciu??? Czekasz az cie kopnie w tylek jego zona czy tez on sam, a moze
      obydwoje? Gdzie sie pchasz z ta swoja c...? Lepiej skoncz jakis podstawowy kurs
      gramatyki panno puszczalska , gryzc a nie grysc sie pisze.
      • Gość: Hansi Kolejny przedstawiciel Ligi Zdrowia Psychicznego IP: *.arcor-ip.net 25.11.04, 20:02
        na antenie?
        milo gladac te menazerie i ten oxymoron.

        Z Joanna d Arc sie na rozum zamieniles?
      • Gość: soniqe Re: TO NIE ROMANS TO K..... IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 25.11.04, 20:23
        super post.brawo.są rozsądni ludzie jeszcze.:)
      • Gość: kasia Re: TO NIE ROMANS TO K..... IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 25.11.04, 22:59
        ty chyba nie wiesz co to miłosc...chyba nie bylas zakochana.Nie znasz zycia i
        moge sie zalozyc ze przezylam wiecej niz Ty "kretynko"..
        • Gość: Kinga Re: TO NIE ROMANS TO K..... IP: *.cpe.net.cable.rogers.com 26.11.04, 01:05
          Wiem co to milosc, bylam zakochana i znam zycie.Mimo tych cierpkich slow jakie
          skierowalam do ciebie w poprzednim poscie zycze ci jak najlepiej. Naprawde tak
          malo dla siebie wymagasz? Czyjs facet(maz), ukradkowe spotkania, pogmatwane
          zycie, brak szacunku dla samej siebie, nie mowiac o innych ludziach?
          Zaslugujesz tylko na tyle? A facet co na to??? Jakimi klamstwami cie karmi? Gra
          na dwa fronty, oklamuje zone, oklamuje ciebie. Bazuje na tym ze cie "wciagnelo"?
          Pamietaj tak czy inaczej bedzie cie to bolalo i im dalej tym gorzej. Skoncz to
          jak najszybciej, aby zmniejszyc swoje straty. Pomysl rowniez inaczej:jesli sa
          tam dzieci to nie burz juz im wiecej zycia . Ten czas ktory spedza z toba na
          klamstwie , zdradzie i oszustwie powinien spedzic z nimi na zabawie, spacerze
          na wspolnym ogladaniu telewizji. Czy takiego oszusta chcialabys kiedys za
          meza??? Jaka masz pewnosc ze nie zrobi ci takiego samego swinstwa jak tamtej
          kobiecie( swojej zonie)?
        • Gość: soniqe Re: TO NIE ROMANS TO K..... IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 26.11.04, 01:12
          przeżyłaś napewno więcej.w to nie wątpię.ale ja stawiam na JAKOŚĆ.:))a nie
          ilość.po co ci wszystko ,skoro do szczęścia wystarczy najlepsze dla ciebie?
          • Gość: kasia Re: TO NIE ROMANS TO K..... IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 26.11.04, 01:21
            wiesz,wlasnie teraz przezywam najpiekniejsze chwile, tylko szkoda ze sa
            kradzione-moge tylko napisac ze jestesmy na dobrej drodze :)
            • gap_miejski Re: TO NIE ROMANS TO K..... 26.11.04, 01:27
              Gość portalu: kasia napisał(a):

              > wiesz,wlasnie teraz przezywam najpiekniejsze chwile, tylko szkoda ze sa
              > kradzione-moge tylko napisac ze jestesmy na dobrej drodze :)

              No to ci chyba niewygodnie pisać w tych najpiękniejszych chwilach. A on potem
              żonie kwiaty kupi, albo i coś z biżuterii. A ty pościelesz łóżko i znowu
              będziesz czekać na telefon od niego. Że też ludzie lubią takie guano. No nie
              mogę się nadziwić. To ma być miłość? To chore.
            • Gość: Kinga Re: TO NIE ROMANS TO K..... IP: 5.5R* / *.wlfdle.rnc.net.cable.rogers.com 26.11.04, 01:49
              No to musialas miec chyba bardzo trudne dziecinstwo skoro ukradkowy seks z
              zonatym facetem nazywasz "najwiekszym szczesciem". Serdecznie wspolczuje i
              zycze ci z calego serca abys byla kiedys dla kogos wiecej warta niz jestes
              dzisiaj.
              • Gość: kasia Re: TO NIE ROMANS TO K..... IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 26.11.04, 12:53
                nie mialam trudnego dziecinstwa..wrecz przeciwnie.A nasza znajomosc nie opiera
                sie tylko na sexie!!!!!!!!!!! Dla Ciebie milosc to tylko łózko?!
              • Gość: kasia Re: TO NIE ROMANS TO K..... IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 26.11.04, 13:06
                > No to musialas miec chyba bardzo trudne dziecinstwo skoro ukradkowy seks z
                > zonatym facetem nazywasz "najwiekszym szczesciem".

                zastanow sie najpierw nad tym co piszesz...co ma dziecinstwo do"ukradkowego
                sexu z zonatym facetem"?! to napisalo zycie a nie problemy w dziecinstwie.

                Pozyjemy zobaczymy, moze Ciebie kiedys to spotka i wcale nie bedziesz wiedziala
                kiedy...a jak otworzysz oczy bedziesz w tej samej sytuacji...
                pozdrawiam

                • Gość: Hansi Re: TO NIE ROMANS TO K.....? IP: *.arcor-ip.net 26.11.04, 13:45
                  Kasiu, Kinga, to "obyczajowy beton".
                  Dla niej milosc nie potwierdzona obraczka i podpisem proboszcza,
                  to grzech i tyle.
                  Nie ma z takimi co dyskutowac, ale mozesz jej spokojnie przypomniec,
                  ze bywaja WOLNI mezczyzni, z ktorymi wspolzycie jest tylko cierpieniem,
                  a bywaja i ZONACI, chwila z ktorymi jest wiecej warta niz 100 lat samotnosci,
                  czy bycia z nieciekawym WOLNYM.
                  • Gość: kasia Re: TO NIE ROMANS TO K.....? IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 26.11.04, 14:01
                    dziekuje!tylko Ty mnie tu rozumiesz...
                    • Gość: baba zona Re: TO NIE ROMANS TO K.....? IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 26.11.04, 14:06
                      Dlatego, ze pochwala oszustwo?
                      To jest dla Ciebie wartosciowe?
                      Takiej postawy oczekiwalas na forum?
                      Szukasz na sile usprawiedliwienia?

                      • Gość: kasia Re: TO NIE ROMANS TO K.....? IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 26.11.04, 14:11
                        ja nikogo nie oszukuje! to on zdradza wiec dlaczego"kochanki" zostaja
                        posadzone?!Powtarzam DO TANGA TRZEBA DWOJGA.
                        Miedzy nami jest gleboka milosc-z reszta skad Ty to mozesz wiedziec, a milosc
                        dla mnie jest wartoscia najwazniejsza...
                        • Gość: baba zona Re: TO NIE ROMANS TO K.....? IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 26.11.04, 14:19
                          Zastanawia mnie Twoja postawa. I coraz wieksze zamykanie sie na argumenty -
                          najlepszy jest Hansi, no bo "rozumie"...
                          To po co tu piszesz? Oczekujesz, ze normalnie myslacy ludzie poglaszcza po
                          glowce i powiedza: No Kasiunia, Ty przeciez kochasz, nie mozesz byc be...
                          Wiesz, na poczatku tego watku wydawalo mi sie, ze jednak jestes na rozdrozu, ze
                          masz wyrzuty sumienia, ze myslisz...
                          Sorry, ale dalas pokaz typowy dla "panienki" - forum przerabialo rozne odslony
                          tego tematu - niestety, nie wypadasz najlepiej.
                          Zycze Ci przebudzenia i sensownego ulozenia sobie zycia.
                          Pozdrawiam.
                        • Gość: rumburak Re: TO NIE ROMANS TO K.....? IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 26.11.04, 14:20
                          1. oszukujesz samą siebie,
                          2. nie gwałciłaś go , jak piszesz, ale nogi szeroko rozkladałaś,
                          3.uczestniczysz w jego oszustwie- jestes współwinna,
                          4."głęboką miłość" mylisz z pożądaniem seksualnym,co świadczy o twojej
                          niedojrzałości i naiwności,

                          Czy masz jakies zasady moralne?
                          Czy myślisz głową, czy cipą?
                          • Gość: kasia Re: TO NIE ROMANS TO K.....? IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 26.11.04, 14:40
                            czy Tobie chodzi tylko o sex?!mnie nie! juz to pisalam!milosc nie opiera sie
                            tylko na potrzebach seksualnych!sa inne wartosci.Chocby takie jak zrozumienie i
                            potrzeba bliskosci..i bycie z kims z kim rozumiesz sie "bez słów"...
                            • gap_miejski Re: TO NIE ROMANS TO K.....? 26.11.04, 14:49
                              Gość portalu: kasia napisał(a):

                              > czy Tobie chodzi tylko o sex?!mnie nie! juz to pisalam!milosc nie opiera sie
                              > tylko na potrzebach seksualnych!sa inne wartosci.Chocby takie jak zrozumienie i
                              >
                              > potrzeba bliskosci..i bycie z kims z kim rozumiesz sie "bez słów"...

                              Rozumiesz bez słów... Ty szukasz bliskości i uczucia. Ale on? Oszukuje cię
                              stwarzając pozory miłości, żeby dostać seks. :))) I dostaje, za darmo, a ty
                              omdlewasz ze szczęścia, że rzucił ci ochłap. Obudź się!! Kurde jak mnie takie
                              baby denerwują....
                              • Gość: kasia Re: TO NIE ROMANS TO K.....? IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 26.11.04, 14:53
                                skad wiesz co do mnie czuje-to wiem tylko ja...ku Twojemy zdziwieniu wierze mu!
                                • Gość: takabyłam Re: TO NIE ROMANS TO K.....? IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 26.11.04, 15:18
                                  wierz mu i daj zrobić sobie dzidziusia.
                                  Potem usłyszysz, że ty to pomyłka, rozrywka, że to było bez zobowiazań, że on
                                  ci niczego nie obiecywał, a z rodziną nie może się rozstać.
                                  Spotkacie się w sądzie na sprawie o alimenty...Ty zostaniesz sama, on będzie
                                  miał nadal rodzinę i tak skończy się tzw. wielka miłość.
                                • gap_miejski Re: TO NIE ROMANS TO K.....? 28.11.04, 18:29
                                  Gość portalu: kasia napisał(a):

                                  > skad wiesz co do mnie czuje-to wiem tylko ja...ku Twojemy zdziwieniu wierze mu!

                                  Zdziwieniu??? Wiem, że mu wierzysz - ale to nie znaczy, że on nie kłamie. I nie
                                  dziwi mnie to. To jest oszust, oszustom się wierzy, bo potrafią stwarzać pozory.
                                  Uciekaj dziewczyno!!!
                                  • Gość: Janek Re: TO NIE ROMANS TO K.....? IP: *.nidzica.sdi.tpnet.pl 28.11.04, 20:46
                                    Ale ty głupi gap miejski jesteś.Za dużo się gapisz.Nie każdy facet musi byc
                                    oszustem tylko dlatego że w życiu nie wszystko jest jak z podręcznika.
                                    • komandos57 Krowianke masz na mysli? 28.11.04, 20:54
                                      Pragnienie wielkiego penisa zwane romansem.hahahahahaha
                                    • gap_miejski Re: TO NIE ROMANS TO K.....? 28.11.04, 23:12
                                      Gość portalu: Janek napisał(a):

                                      > Ale ty głupi gap miejski jesteś.
                                      Skąd wiedziałeś? Ale ty mądry jesteś.
                                      >Za dużo się gapisz.
                                      Tak, jestem gapą.
                                      >Nie każdy facet musi byc
                                      > oszustem tylko dlatego że w życiu nie wszystko jest jak z podręcznika.
                                      A co, przystawili ci pistolet do głowy i kazali sypiać z kochanką, a żonę i
                                      dzieci oszukać? Kobieta ci nie odpowiada - porozmawiaj z nią o tym. Daj szansę.
                                      Jak się nie obrócisz - d..a z tyłu. Albo oszukujesz żonę, że jej nie zdradzasz
                                      albo kochankę, że wasz związek ma przyszłość. One (kobiety) są inne. Nawet te,
                                      które deklarują, że małżeństwem się brzydzą pragną stałego związku. Kochasz
                                      inną? Rozwiedź się. Dla dzieci to lepsze niż szok gdy się dowiedzą. Mają szansę
                                      ułożyć to sobie w głowach, a ich matka znajdzie sobie kogoś przy kim zapomni o
                                      tobie. Uszczęśliwisz też dziewczynę, którą wszak kochasz. Ożenisz się z nią i
                                      wreszcie osiągniesz szczęście upragnione. Czy na pewno twoja motywacja jest tak
                                      czysta jak deklarujesz? Tylko szczerze...
                        • j_ar Re: TO NIE ROMANS TO K.....? 26.11.04, 15:40
                          jak w mur..no po prostu, nic nie kumasz.... facet cie nie kocha tylko bzyka, a
                          cena jaka placi to mile slowko dla ciebie, bo i tak woli mieszkac z zona...woli
                          z zona... rozumiesz to? czy az taka glupiutka jednak jestes
                          • siestas Re: TO NIE ROMANS TO K.....? 26.11.04, 15:47
                            A moze tak jest, ze facet, to po prostu babiarz i chce miec i zone i kochanke
                            i obie sa dla niego wazne? Uporczywie nie dopuszczasz do siebie tej mysli.
                            • j_ar Re: TO NIE ROMANS TO K.....? 26.11.04, 15:48
                              aaa.. babiarz..tzn,. ze pewnie ma i druga i trzecia kochanke, tak?.. no ..jak
                              taki kochliwy, to moze i nasza kasienke tez kocha jako tam ktoras
                    • j_ar Re: TO NIE ROMANS TO K.....? 26.11.04, 15:34
                      glupiutka jestes kasiu, ze hej.. ale gdyby nie takie glupiutke kasie to z kim
                      by zonaci faceci zdradzali... tak wiec, hansi czy jak ci tam, mimo, ze
                      podpuszczasz niewatpliwie kasienke, to gdzies tam i ty mas racje....
                      • orlovski Re: TO NIE ROMANS TO K.....? 26.11.04, 15:38
                        Uwazam, ze masz calkowita racje. Tacy jak ten Hansi, dbaja tu po prostu
                        o "przychowek", czyli o wlasny interes.
                      • Gość: b Re: TO NIE ROMANS TO K.....? IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 26.11.04, 15:41
                        J_ar :)))) Ja Ci bardzo, ale to bardzo dziekuje :)
                        Wiesz, bardzo mi to pomoglo... az sama sie dziwie, ze to przeciez takie
                        proste...
                        Tylko, ze jak czlowiek zmaga sie z bolem, to najprostsze prawdy do niego nie
                        docieraja...
                        :)
                        • Gość: baba zona Re: TO NIE ROMANS TO K.....? IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 26.11.04, 15:42
                          To ja, tam na gorze - wcielo podpis :)
                    • vielonick hahaha ;DDD 29.11.04, 02:00
                      Gość portalu: kasia napisał(a):

                      > dziekuje!tylko Ty mnie tu rozumiesz...

                      jestem wzruszona
                      g l e b o k o ;DDDDDDDDD

                      tylko jedna sprawa Kasiu:
                      oby Bog/los/przeznaczenie uchronilo Cie przed takim 'rozumiejacycm' mezem
                      wlasnym of kors ;)

                      chociaz nasze wczesniejsze wybory
                      stanowoa niezly prognostyk na przyszle...
                  • Gość: Kinga HANSI TY UMYSLOWY BETONIE............... IP: *.cpe.net.cable.rogers.com 26.11.04, 20:58
                    Hansi strasznie tepy umyslowy beton z ciebie. Mozna kochac i byc uczciwym wobec
                    drugiego czlowieka i bez obraczki i bez podpisu proboszcza, albo oszustem i
                    sku..elem i z ta obraczka i z tym podpisem . Tepy osiol z ciebie nic wiecej.
                    Nie wkladaj innych w swoje ograniczone umyslowo stereotypy ( zajrzyj do
                    slownika jesli nie rozumiesz slowa). Slinisz sie tepaku na sama mysl ze i tobie
                    moglaby sie dostac taka darmowa , glupia frajerka jak tzw. Kasia????
            • Gość: forumowa panienka Re: TO NIE ROMANS TO K..... IP: *.bchsia.telus.net 26.11.04, 02:05
              Jak przezywasz najpiekniejsze chwile to co tu robisz ?
              Nie oszukuj sie dziewczyno, zyjesz marzeniami a nie rzeczywistoscia. Cierpisz od
              samego poczatku ale sama siebie oszukujesz. Swiadomie podjelas decyzje zeby
              skrzywdzic dwie osoby ( jego zone i syna), wiedzialas co robisz wiec teraz nie
              placz. Nawet najpiekniejsze chwile uniesien z tym facetem nie usprawiedliwiaja
              Twojej i jego winy. W tym zwiazku nie ma wygranych- wszyscy przegrywaja jego
              cala rodzina i Ty. Nie zakochuje sie w 5 minut. Jak zaczyna sie cos czuc do
              zonatego/mezatki to natychmiast sie przejmuje nad tym kontrole, nie dopuszcza
              sie do tego,usuwa z pola widzenia ( lacznie ze zmiana pracy jesli to koles z
              pracy)zeby nie dopuscic do rozwoju zle ulokowanych uczuc, chyba ze jest sie
              osoba wyrafinowana, pozbawiona skrupulow. Albo jest sie uczciwym i konczy sie
              poprzedni zwiazek z zaklada nowy. Zbladzilas ( co sie zdarza wielu ludziom
              rozpaczliwie poszukujacym milosci) ale oprzytomnialas i chociaz bedzie bolalo
              jak cholera, przerwij to jak najszybciej.
              A teraz do Hansi:
              Juz nie moge patrzec jak sie kompromitujesz swoimi postami. Albo jestes
              zdesperowany ze zakochujesz sie w pierwszej lepszej, albo jestes jak pies, co to
              kieruje sie tylko zaspokojeniem swojej biologicznej chuci. Albo oba.
              Ciekawa jestem jakby Ciebie zdradzala zona przez lata i potem bys sie o tym
              dowiedzial czy bys jej powiedzial : kochanie - ja Cie rozumiem, serce nie sluga,
              masz prawo mnie oszukiwac bo przeciez ten pan z ktorym jestes jest o wiele ode
              mnie inteligentniejszy i przystojniejszy. Ja tu bede z Toba mieszkal, ale jak ci
              sie znudze to mi powiedz, spakuje sie cichutko i odejde zebys tylko ty byla
              szczesliwa...
              Nie rob z siebie idioty.
      • Gość: kasia Re: TO NIE ROMANS TO K..... IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 26.11.04, 13:08
        Chyba nie wiesz co to"kurestwo"-zajrzyj do slownika...
        Nie oddaje sie za pieniadze....
        • gap_miejski Re: TO NIE ROMANS TO K..... 26.11.04, 14:46
          Gość portalu: kasia napisał(a):

          > Chyba nie wiesz co to"kurestwo"-zajrzyj do slownika...
          > Nie oddaje sie za pieniadze....

          Nieeee. Oddawanie się za pieniądze to prostytucja :)))
          • Gość: kasia Re: TO NIE ROMANS TO K..... IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 26.11.04, 14:51
            a co to kurestwo?!bycie z kims kogo sie kocha?!
            • Gość: baba zona Re: TO NIE ROMANS TO K..... IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 26.11.04, 15:33
              Jesli za wszelka cene, krzywdzac innych (w tym siebie) - tak...
              • Gość: małgo Re: TO NIE ROMANS TO K..... IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 26.11.04, 16:24
                To nie kurestwo,uwikłała się dziewczyna nieopatrznie i
                teraz się nie wyplącze.Gdy ktoś jest zakochany jego mózg
                produkuje subst.o działaniu podobnym do narkotyków.
                Narkotyki uzależniają dlatego tak trudno odmówić sobie
                następnej działki.Może Kasia jest podatna na uzależnienia?
                Musi minąć sporo czasu,żeby jej przeszło,albo jemu przejdzie.
                Czas świadomych wyborów ,moim zdaniem, dla Kasi minął.

                Teraz bez sensu są apele i zawstydzanie.
                A to,że w ciągu 2 dni wątpliwości i skrupuły jej minęły,nie
                musi być prawdą.Broni się przed atakami po prostu.
                • Gość: baba zona Re: TO NIE ROMANS TO K..... IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 26.11.04, 17:07
                  Wiesz, Malgo, ze to niewiele da (tzn, Twoje usprawiedliwianie i innych zreszta
                  tez)? Nie w tym problem, zeby ja i jej postepowanie usprawiedliwic, a raczej o
                  uswiadomienie, o co w tym wszystkim tak naprawde chodzi. To, ze nazwiemy
                  sytuacje tak lub inaczej, niczego nie zmieni.
                  A realni ludzie w tym nadal tkwia. A dziewczyna zamiast szukac wyjscia z
                  impasu, wikla sie w glupawe przepychanki slowne.
                  Ja juz taka traume przeszlam, znam placze "pokrzywdzonych" kochanek, ktore w
                  drodze odwetu wieszaly psy na "zlych" zonach twierdzac, ze to one tak naprawde
                  kochaja i maja prawo zniszczyc komus zycie.
                  Byla tutaj kiedys dziewczyna z klasa, z jajami - jak by to krish nazwal. Tez
                  sie zakochala, po fakcie sie dowiedziala, ze facet zonaty, ale go wykopala,
                  mimo ze bolalo.
                  A Kasia wola, ze ona kocha i wszystko jej wolno - to nie jest tylko obrona
                  przed atakiem - to glupota - jak przed chwila uzmyslowil mi j_ar.
                  Pozdrawiam Cie serdecznie :)
                  • Gość: kasia Re: TO NIE ROMANS TO K..... IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 26.11.04, 17:13
                    nigdy nie wieszalam "psow" na jego zone i nie bede!nie chcialabym byc na jej
                    miejscu.A wyrzuty sumienia nadal mam..i pewnie zawsze bede miala.jestem zbyt
                    miekka zeby to skonczyc...
                    mam nadzieje ze czas mi w tym pomoze...
                    • Gość: baba zona Re: TO NIE ROMANS TO K..... IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 26.11.04, 17:15
                      Masz moje blogoslawienstwo.
                  • Gość: małgo Re: TO NIE ROMANS TO K..... IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 26.11.04, 17:46
                    Babo nie bronię,stwierdzam tylko ,że nie ma sensu
                    zżymanie się i wytaczanie dział,mówienie ,że jest
                    wykorzystywana,że ją rzuci,z dzieckiem zostawi.
                    Po pierwsze tak naprawdę,nie wiemy jak to będzie.
                    Po drugie to nic nie da,jesli ktos się mocno
                    zaangażował.Sama musi się zmęczyć ,zostać poturbowana,
                    żeby z tego wyjść.
                    Podobnie apele,zeby nie krzywdziła żony nie pomogą,nie
                    mówiąc o tym,że powinny bardziej, do męża być kierowane.

                    Jedyny efekt takiej krucjaty,to poruszenie w sobie jakichś
                    emocji,których lepiej nie przeżywać.Więc dla własnego
                    dobrego samopoczucia nie warto się wdawać w takie dyskusje.
                    Pozdrawiam Babo, bardzo dobrze Cię rozumiem.:)

                    ps Trochę jednak pobronię,nie napisala tutaj ani jednego
                    złego słowa o żonie i że on powinien zostawić rodzinę dla
                    niej.To też jakaś klasa.
                    • gap_miejski Re: TO NIE ROMANS TO K..... 29.11.04, 14:25

                      Dziewczyna cierpi. Fakt.
            • Gość: Luty Kasiu... IP: *.ma-cambridg0.sa.earthlink.net 26.11.04, 16:19
              W zyciu zdarzaja sie sytuacje o jakich 'filozofom sie nie snilo.'..
              mozemy krzyczec i walic glowa w mur, ale faktu, ze kochamy jednych, a
              zobowiazania mamy wobec drugich, nie zmienimy...Kochac mozemy tez na wiele
              sposobow...mozna kochac zone i mozna kochac jeszcze kogos...jezeli zaprzeczamy
              temu, ze tak moze sie dziac, to sie oszukujemy...
              Mysle, ze milosc, to nie akt woli...nie kochamy z nakazu i nie przestaniemy z
              nakazu kochac...
              Kazdy czlowiek o ile jest uczciwy wobec siebie wie, ze nie da sie przezyc zycia
              bez zranienia...nie ma sposbu....gdyby ludzie dopuszczali do siebie szczerosc,
              sytuacja taka jak Twoja, nie bylaby az tak trudna, ale wystarczy popatrzec
              chocby na to forum...
              To, ze nie oczekujesz od niego porzucenia rodziny jest dowodem, ze go
              kochasz...to, ze on nie moze zdecydowac sie na odejscie, jest dowodem, ze jest
              wrazliwym czlowiekiem...dopoki nie wymagacie od siebie niczego, Wasza milosc
              jest dobra...a zycie znajdzie rozwiazanie...gdybys miala kiedys zalowac, ze
              spedzilas z nim lata, a on zostal przy zonie, byloby to zalosne...wiesz o tym,
              prawda...? przeciez nie kochamy po cos...
              • Gość: małgo Re: Kasiu... IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 26.11.04, 17:17
                Tak ładnie Luty napisałeś,że odebrałeś mi chęć na
                dyskutowanie,czy przy żonie(mężu)zdradzający zostają z
                wrażliwości,tchórzostwa,czy lenistwa.Pewnie co przypadek,
                to inaczej.
                Podzielam Twoje zdanie,że miłość nie jest aktem woli.
                Powiedziałabym ,że nie tylko nie panujemy nad uczuciem,
                ale trudno nawet zapanować nad tym, co robimy pod jego
                wplywem.Ale starać się trzeba,przynajmniej tyle..
                Dlaczego dla miłości mamy takie szczególne względy?
                Nienawiść też jest uczuciem nad,którym trudno zapanować,a
                jednak nikt nie powie; masz prawo,nie walcz z tym.No ,a już
                na pewno nikt nie stwierdzi,nienawidzisz t; folguj sobie,
                niszcz wroga.
                Jednak,pobożne życzenia sobie,a życie sobie i trzeba
                się z tym pogodzić i nawet starać się zrozumieć.Z drugiej strony
                trzeba też rozumieć,że osoba oszukiwana,czy zdradzana też podlega
                ludzkim słabościom i ma prawo nie pojmować,nie godzić się i odczuwać
                gniew.





                D
              • Gość: baba zona Re: Kasiu... IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 26.11.04, 17:26
                Tomeczku, to nie tak. To nie sprawa o milosci - jak Ty to przedstawiasz - to
                sprawa o uczciwosci. Jesli sie pokocha kogos innego, bo poprzedni partner "cos
                tam", to uczciwie jest sprawe postawic jasno i rozwiazac ja. Krzywda wyklucza
                milosc - czyz nie?
            • Gość: koko Re: TO NIE ROMANS TO K..... IP: *.autocom.pl 26.11.04, 16:27
              Kasiu, onegdaj jedna "Kasia" powiedziała mi, że ona i mój mąż tak się kochają,
              że żyć bez siebie nie mogą. Gdy zapytałam męża czy faktycznie nie może bez niej
              żyć i zaproponowałam rozstanie, powiedział, że beze mnie też nie może.
              Ponieważ nie poruszamy tutaj tematu łajdactwa mojego mężą, zastanów się tylko
              na podanym przykładzie, jak to z tymi cudzymi mężami bywa.
              Mój mówi swojej żonie (czyli mnie): " co ja na to poradzę, że mnie kręcą młode
              laski", "sama mi wlazła do łóżka", "nigdy nie zostawię ciebie i dzieci" itp.
              Ciekawa jesteś co mówi swojej "Kasi"? To co Ty słyszysz.
              • Gość: kasia Re: TO NIE ROMANS TO K..... IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 26.11.04, 17:16
                po raz kolejny powtarzam!nam nie chodzi o łózko!!!nie wchodze mu do łózka!to
                cos wiecej niz tylko sex!
                • Gość: soniqe Re: TO NIE ROMANS TO K..... IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 26.11.04, 18:50
                  no i wracamy do punktu wyjscia.skoro go kochasz to jestes szczęśliwa-szczęsliwi
                  ludzie cieszą sie a nie szukają na siłę potwierdzenia swojej wartośći na
                  forum.Nie rozumiem po co ten wątek pusciłaś,skoro tak ci z nim dobrze.Widać z
                  tego że źle ci ze sobą.Gubisz się w tym,że chcesz być z nim,a tym,że źle
                  robisz.Tak naprawdę chyba czujesz,że coś jest nie tak,że ta sytuacja cię
                  przygniata.Może się mylę.może w rzeczywistości nie masz skrupółów i chcesz tą
                  zabawkę mieć tylko dla siebie..........
                • Gość: koko Re: TO NIE ROMANS TO K..... IP: *.autocom.pl 26.11.04, 19:04
                  Kasiu! Przeczytaj, co napisałam!
                  Ja nie twierdzę, że on do Ciebie mówi, że chodzi o łóżko, lub że Ty mówisz, że
                  chodzi o łóżko!
                  Litości, po co zaczęłaś ten wątek!
                  • Gość: Kinga Re: TO NIE ROMANS TO K..... IP: *.cpe.net.cable.rogers.com 26.11.04, 20:02
                    Dziewczyno powtarzasz w kolko te swoje brednie ze az staje sie to nudne. Nikt
                    cie nie rozumie (oprocz tego umyslowego betonu-Hansi)bo nikt oprocz ciebie
                    wlasnie, nie wie co to milosc, potrzeba bliskosci i tych usciskow plomiennych
                    (ha, ha ha). Gluuuuuuuuuuuuuuuuuupia jestes, oj glupsza niz ustawa przewiduje.
                    Totalny umyslowy beton. A oprocz tego totalna ,niemoralna dziwka z ciebie. Taka
                    zwykla sciera do wycierania. Musialas miec okrooooopnie ciezkie dziecinstwo, bo
                    najwyrazniej mamusia i tatus nie pokazali ci ze jestes cokolwiek wiecej warta
                    niz seks z jakims , znudzonym frajerem, ktory nie musi placic za uslugi w
                    agencji, bo ma taka durna, darmowke na boku. Ps. czuje ze i nawet to ci sie juz
                    konczy bo za duzo czasu spedzasz na internecie walczac z nami zamiast z tym
                    oszustem w lozku. Chyba i jemu juz sie znudzilas..... Ale glowa do gory Hansi
                    tylko czeka na taki darmowy towar.
                    • Gość: kasia Re: TO NIE ROMANS TO K..... IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 26.11.04, 20:15
                      dalas przyklad zlego wychowania swoimi tekstami...
                      • Gość: Kinga Re: TO NIE ROMANS TO K..... IP: *.cpe.net.cable.rogers.com 26.11.04, 21:09
                        Ja nie jestem tu po to aby cie wychowywac, wiec nie czepiaj sie wychowania
                        tylko swojego haniebnego postepowania. Tak cie wychowano ??????
                        • Gość: noemi Re: TO NIE ROMANS TO K..... IP: *.aster.pl / *.aster.pl 26.11.04, 21:26
                          kasiu, nie przejmuj się tymi wypowiedziami. przecież tak naprawdę tylko ty i
                          ten żonaty wiecie co was łączy. z wyrzutów sumienia też bym cię chętnie
                          zwolniła. jeżeli ktoś zdradza i czas spędza z kochanką to napewno nie pójdzie
                          do parku z dziećmi jeśli kochanka go rzuci.
                          • Gość: Kinga Re: TO NIE ROMANS TO KONIEC ROMANSU IP: *.cpe.net.cable.rogers.com 26.11.04, 21:37
                            Wcale nieprawda moja droga. Pojdzie, pojdzie do parku i pewnie chodzi ale nie z
                            jakas wytarta zdzira ale z ZONA.
                            • Gość: noemi Re: TO NIE ROMANS TO KONIEC ROMANSU IP: *.aster.pl / *.aster.pl 26.11.04, 21:47
                              jakoś nie mogę uwierzyć, że od tej zdziry tak dużo zależy.
                              • Gość: Kinga Re: TO NIE ROMANS TO KONIEC ROMANSU IP: *.cpe.net.cable.rogers.com 26.11.04, 22:23
                                No wlasnie nic juz od niej nie zalezy. To on kontroluje sytuacje.A on ma juz
                                jej dosc.
                            • Gość: kasia Re: TO NIE ROMANS TO KONIEC ROMANSU IP: *.pl / *.abp.pl 27.11.04, 12:20
                              na spacer do parku nie pojdzie bo jego syn nie jest juz dzieckiem!z zona tez
                              nie pojdzie bo ona nie ma dla niego czasu...
                              • Gość: jola Re: TO NIE ROMANS TO KONIEC ROMANSU IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 27.11.04, 12:59
                                Zapytaj partnera o realne szanse życia we dwoje.
                                Dla niego układ jest idealny: dom, żona, dziecko i jako dodatek co całości -
                                kochanka. Gorzej wygląda Twoja sytuacja. Ty nie masz nic oprócz niego.
                                Nie masz do kogo wrócić i to Ty będziesz zraniona, gdy związek się rozpadnie.
                                Jeśli nie może zdecydować się, to raczej poszukaj odpowiedzialnego partnera.
                                W miłości nie wykorzystuje się drugiej osoby dla swoich celów.
                              • Gość: Kinga SPACER Z ZONA W PARKU - PRZYJEMNOSC WIEKSZA NIZ TY IP: *.cpe.net.cable.rogers.com 28.11.04, 02:41
                                A i tu sie gleboko mylisz moja droga. Przeciez ja nie pisalam o synu tylko o
                                zonie . Skad wiesz ze nie chodzi z zona do parku??? O, wiem juz. On ci
                                powiedzial. Tak wiec musi to byc "prawda". A co bedzie jak zona zechce z nim
                                chodzic do tego parku?
                                • Gość: kasia Re: SPACER Z ZONA W PARKU - PRZYJEMNOSC WIEKSZA N IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 28.11.04, 04:12
                                  no tak...a dzis gdzie byla jego zona?! napewno nie z nami...
                                  • Gość: Kinga Re: SPACER Z ZONA W PARKU - PRZYJEMNOSC WIEKSZA N IP: *.cpe.net.cable.rogers.com 28.11.04, 06:41
                                    No ja mysle, ze zona ma poukladane w glowie i z kochanka meza do lozka by nie
                                    poszla.Chyba po tym spacerze z zona przyszedl do ciebie sie pogzdzic.Facet jest
                                    na twoja miare.Takie samo gowno jak ty.
                                    • Gość: kasia kinga znasz bajke o wezu?! IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 28.11.04, 13:19
                                      chyba nie bylas nigdy dowartosciowana i dlatego rzucasz miesem jak popadnie.
                                      Akurat Twoje zdanie na ten temat to ja mam w d...tak jak i Ciebie.

                                      Kto wpusza takich ludzi na forum?!

                                      Z wlasnej woli zakoncze ten temat bo nie bede z taka pusta idiotka rozmawiac o
                                      zyciu...
                                      i nie komentuj juz...
                                      • Gość: Kinga TO JUZ SIE NIE "GRYSIESZ" WIECEJ KASIENKO??? IP: *.cpe.net.cable.rogers.com 28.11.04, 23:13
                                        To wlasnie lubie. Demokratycznie i z kultura: "i nie komentuj juz" Czegoz to
                                        sama nie stosujesz tej zasady pusta idiotko? W dupie to akurat ty masz kogo
                                        innego a nie mnie. Kasiu w d... bylas i g.... widzialas. To jest twoje
                                        dowartosciowanie.
                                        • siestas Kinga, Twoj chlop puscil Cie z jakas kochanica? 28.11.04, 23:25
                                          kiedys,
                                          ze tak miesem rzucasz w te Kasie?

                                          ------------------------------------------------
                                          przespijmy sie razem spokojnie - maz ma nocny dyzur
                                          • Gość: Kinga Nic takiego mi sie nie zdarzylo, a tobie? IP: *.cpe.net.cable.rogers.com 28.11.04, 23:43
                                            Nie, nic takiego nie mialo miejsca w moim zyciu. Nie zauwazyles ze ta Kasia
                                            rzuca we mnie miesem? To cie nie razi?
                      • Gość: soniqe Re: TO NIE ROMANS TO K..... IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 26.11.04, 21:22
                        kaśka,czego ty właściwie od tego forum oczekujesz?rzuciłaś temat,my go
                        podjęliśmy-każdy wygłasza swoją opinię a tobie źle.Nie musisz tego akceptować
                        co tu piszemy,ale skoro dałas ten wątek to powinnaś się spodziewać przede
                        wszystkim słów krytyki,zamiast pochwał.To co robisz jest złe.Naprawdę złe.Nie
                        godzisz się z tym,że otwarcie ci piszemy,że ten związek w naszych oczach jako
                        forumowej opinii publicznej jest godzien potępienia.Nikt z nas nie chiałby
                        znaleźć się w takiej sytuacji.Nikt nie chce być zdradzany i porzucony dla
                        pseudoprawdziwej miłości.Dla ciebie to jest miłość-ok.Ale chyba trochę
                        dziwna,bo nigdy naprawdę twoja.Ty go kochasz-ok.Suuuper.Może tej twojej miłości
                        wystarczy dla was na cąłe życie? byłoby jeszcze lepiej.Ale nienawiść i zranione
                        serce jego rodziny zawsze będą kładły cień na wasz niby wspaniały
                        związek.Choćbyś uciekła z nim na koniec swiata-piętno przeszłośći będzie dla
                        was balastem.Dla niego to będzie ciężar.Wydarłaś z tej rodziny poczucie
                        bezpieczeństwa i wiarę w miłość.Wlazłaś z butami w ich poukładany świat.On tego
                        chciał.Ale widocznie nie chce tak mocno...zdejmij klapki z oczu,dziewczyno.Etat
                        weekendowej kochanki nie jest dla ciebie.Jeśli masz jakieś uczucia jeszcze,to
                        daj sobie spokój.Naprawdę będzie cię bolało,gdy miłośc z odzysku pójdzie w
                        cholerę,a tobie zostanie pusty rozdział w życiu,bo tak naprawdę nie będziesz
                        miała powodu by spojrzeć sobie w twarz.Pisałaś o sumieniu-gryzie cię.więc
                        jeszcze żyjesz,skoro odczuwasz.Nie jest za późno.Jesli ty nie zrobisz
                        kroku,żeby zachować twarz,to licz się z tym,że upadek z tego złotego piedestału
                        na którym ON cię postawił,odbierze ci resztki godnośći.Jesteś młoda-możesz mieć
                        wszystko...
                        • Gość: Kinga Re: TO NIE ROMANS TO KONIEC IP: *.cpe.net.cable.rogers.com 26.11.04, 21:34
                          Ona boleje nad tym ze kochanek ma juz dosc i stad ta cala jej dyskusja tu na
                          forum. Jego "milosc" sie juz wypalila. Znudzila go najwyrazniej i pewnie dzieki
                          niej zrozumial jak bardzo cenna i niezastapiona jest jego rodzina:zona i syn
                          oraz ile wspolnych uczuc i spraw ich laczy. Tego nie zastapi zadna darmowa
                          panienka na boku.
                          • Gość: kasia Re: TO NIE ROMANS TO KONIEC IP: *.pl / *.abp.pl 27.11.04, 09:35
                            do kingi!
                            a skad Ty taka pewna ze ma mnie dosyc!chyba wrecz przeciwnie!
                            Jestes zbyt pusta zeby to zrozumiec..ale nadejdzie czas a zycie cie nauczy
                            powodzenia
                            • Gość: Kinga Re: TO NIE ROMANS TO KONIEC IP: *.cpe.net.cable.rogers.com 28.11.04, 02:35
                              Niczego madrego w tej swojej pustej glowce nie znalazlas jak widac, bo tam i
                              nic nie ma . Nie szamocz sie . To jasne ze cie juz kopnal.Zycie napewno mnie
                              nie nauczy zeby cudzych facetow w dodatku zonatych i dzieciatych widywac.A twoj
                              post przyda sie napewno nie jednemu aby zobaczyc jak beznadziejnie pusta i
                              prozna potrafi byc taka panna puszczalska jak ty. Szkoda czasu aby ci cokolwiek
                              tlumaczyc. Zycie musi cie rabnac prosto miedzy oczy aby cos do ciebie dotarlo.
                              A moze nie zycie tylko ktos komu wchodzisz bezczelnie w parade.
                              • Gość: kasia Re: TO NIE ROMANS TO KONIEC IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 28.11.04, 04:11
                                moze i mnie zostawil...ale 10 min temu..i "ru..ka"nie bylo bo bylismy na
                                imprezie u jego znajomych..

                                lepiej pilnuj swojego faceta(jesli go masz) bo moze wlasnie taka "kasia" CYTUJE
                                wlazi do lozka i rozklada nogi..
                                • Gość: Kinga Re: TO NIE ROMANS TO KONIEC IP: *.cpe.net.cable.rogers.com 28.11.04, 06:50
                                  Ta impreza u jego znajomych to ci sie tylko snila, cytat nie mojego autorstwa,
                                  wiec nie komentuje. A o mojego faceta niech cie glowa nie boli.Twoj facet nie
                                  moze cie zdradzic, prawda ? bo ty faceta swojego nie posiadasz.
                                  • Gość: jarek gdańsk Re: TO NIE ROMANS TO KONIEC IP: *.nidzica.sdi.tpnet.pl 28.11.04, 13:54
                                    ludzie ale marudzicie!dziewczyna ma problem a wy zachowujecie sie jakbyscie z
                                    ksieżyca spadli!w życiu różne rzeczy się zdażają!Spóżniona miłość też!Czy
                                    wszystcy żonaci faceci mający kochanki to świnie?a nie można poprostu się
                                    zakochać?nawet wtedy gdy ma się już żonę?Jest wielu wolnych facetów którzy
                                    bardziej oszukują swoje dziewczyny!wiem co mowie bo sam jestem żonaty i mam
                                    kochanke!nie oszukuję jej!jest mi z nia dobrze kocham ja i tyle!a żona jest
                                    bardzo atrakcyjną kobietą!i bardzo ja szanuję!ale love nie wybiera!a nie tak
                                    łatwo zostawic rodzinę!wiec dzielę swoj czas i robie wszystko żeby nie
                                    skrzywdzić dziwczyny!zawsze moze na mnie liczyc!a hansi ma racje!chyba
                                    większość tych piszących to sfrustrowane kobietki które boją się o swoich
                                    facetów!bo nie wiedzą co to znaczy kochać i jak złapały jakiegoś to bedą sie go
                                    trzymały chocby je bił itp!i to jest ok?bo z obrączką?
                                    • gap_miejski Re: TO NIE ROMANS TO KONIEC 28.11.04, 14:39
                                      Gość portalu: jarek gdańsk napisał(a):

                                      > ludzie ale marudzicie!dziewczyna ma problem a wy zachowujecie sie jakbyscie z
                                      > ksieżyca spadli!w życiu różne rzeczy się zdażają!Spóżniona miłość też!Czy
                                      > wszystcy żonaci faceci mający kochanki to świnie?a nie można poprostu się
                                      > zakochać?nawet wtedy gdy ma się już żonę?Jest wielu wolnych facetów którzy
                                      > bardziej oszukują swoje dziewczyny!wiem co mowie bo sam jestem żonaty i mam
                                      > kochanke!nie oszukuję jej!jest mi z nia dobrze kocham ja i tyle!a żona jest
                                      > bardzo atrakcyjną kobietą!i bardzo ja szanuję!ale love nie wybiera!a nie tak
                                      > łatwo zostawic rodzinę!wiec dzielę swoj czas i robie wszystko żeby nie
                                      > skrzywdzić dziwczyny!zawsze moze na mnie liczyc!a hansi ma racje!chyba
                                      > większość tych piszących to sfrustrowane kobietki które boją się o swoich
                                      > facetów!bo nie wiedzą co to znaczy kochać i jak złapały jakiegoś to bedą sie go
                                      >
                                      > trzymały chocby je bił itp!i to jest ok?bo z obrączką?

                                      Chlip! Normalnie żem się wzruszył. Jaki ty dobry jesteś. Love nie wybiera... I
                                      żona dowartościowana. Mam tylko dwa pytania:
                                      1. Czy poinformowałeś żonę o istnieniu kochanki? No bo coś chyba jej musisz
                                      mówić gdy wychodzisz, żeby dowartościować swoją dziewczynę.

                                      2. Czy kochanka spodziewa się (wie), że się dla niej nie rozwiedziesz?

                                      Jeżeli na oba odpowiesz twierdząco, to dla mnie jesteś facet wporzo. Jeżeli nie
                                      to jesteś żałosnym hipokrytą i dostaniesz w kość.
                                      • siestas Re: TO NIE ROMANS TO KONIEC 28.11.04, 14:45
                                        od kiedy to, zonom sie mowi, ze sie ma kochanki?
                                        po co je ranic i ktora by sie na to zgodzila?

                                        natomiast jezeli facet jest "w porzo", to istotnie nie powinien kochance
                                        strwarzac iluzji, ze sie z zona rozwiedzie.
                                        • gap_miejski Re: TO NIE ROMANS TO KONIEC 28.11.04, 15:25
                                          siestas napisała:

                                          > od kiedy to, zonom sie mowi, ze sie ma kochanki?
                                          > po co je ranic i ktora by sie na to zgodzila?

                                          I tu leży pies pogrzebany... Ciekawe jak zareaguje jak się dowie,że mężuś ją
                                          kantował.
                                          >
                                          > natomiast jezeli facet jest "w porzo", to istotnie nie powinien kochance
                                          > strwarzac iluzji, ze sie z zona rozwiedzie.
                                          Założe się, że nie powiedział. Tacy faceci to śmierdzące tchórze. To nie żony
                                          uczucia są tu chronione tylko własny wizzerunek. Żałośni oszuści...
    • Gość: gf co Wy tu tyle bazgrzecie? IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 26.11.04, 22:48
      nie chce mi sie czytac :D
      • Gość: Hansi Re: co Wy tu tyle bazgrzecie? IP: *.arcor-ip.net 26.11.04, 23:12
        Ty dziouha sie nie wykrecaj.
        Tu chodzi o pryncypia, wartosci "chrzescijanskie"
        i przyszle miejsce
        polskich, meskich zdrajcow w Unii Europejskiej!

        Zdrajczyniom kobiecym sie wybaczy.
        Przekazemy ich polubownie sadom islamskim.
    • Gość: gf na koniec tak IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 27.11.04, 00:56
      Nie przejmuj sie jadem, jaki tu sie leje w Twoja strone. Zrozum tych ludzi - po
      skali zaangazowania widac, ze albo juz sa zdradzeni albo nigdy nikogo naprawde
      nie kochali. Ciagna i ciagna do siebie, mowiac krotko. A ze wyczuli slabosc
      (napisalas o wyrzutach sumienia) to i sie rzucaja na ranne zwierze.

      Widzialam dziesiatki sytuacji w ktorych rozpadaly sie zwiazki w zwiazku z
      innymi ludzmi. Ludzie raczej chetnie mi o sobie opowiadaja. Mysle, ze ze sto
      romansow moglabym napisac ;) Wniosek, z tego, co widze jest dla mnie jeden -
      zycie nie wpasowuje sie w proste schematy. Nie ma czegos takiego jak jeden
      model tzw.zdrady i 3 modele glownych bohaterow. Miliony ludzi, miliony sytuacji
      i ich motywacji. Napewno ludzie nie sa odpowiedzialni za to, ze sie w kims
      zakochuja czy kogos kochac przestaja. Napewno najlepiej jedno skonczyc i
      dopiero drugie zaczac. Napewno istnieja sytuacje, ktore, wbrew dobremu
      samopoczuciu Scylli, najszlachetniejszych nawet przerastaja. Napewno milosc
      laskawa jest i wybacza. Inaczej to jej karykatura i powod do wspolczucia.

      Nie wiem, jak jest w Twojej sytuacji. Pojecia nie mam . Moze Cie kocha, moze
      sie Toba bawi. Moze znasz prawde, moze nie. Moze on Ci prawde mowi, moze
      klamie, moze sam jej nie zna. Na forum nie rozwiazesz swojego problemu - wiedze
      o Twojej sytuacji mozesz czerpac wylacznie ze swojego rozumu i serca. Forum,
      miom zdaniem, nie jest w stanie nawet wystapic jako katalizator.

      Ale moze sie przydac na cos innego. Jesli poczytasz posty skierowane do Ciebie,
      na chlodno, bez pryzmatu Twojej historii, zauwazysz, co dzieje sie z ludzmi
      zdradzonymi. Jak slepna. Jak powierzchownie pudruja rany. Jak one latwo sie
      otwieraja. Jak sie boja zmierzyc ze swoja wspolodpowiedzialnoscia. Po mojemu:
      wielka nauka.

      pozdrawiam
      • habitus Re: na koniec tak 29.11.04, 11:23
        Gość portalu: gf napisał(a):

        > Nie przejmuj sie jadem, jaki tu sie leje w Twoja strone. Zrozum tych ludzi - po
        >
        > skali zaangazowania widac, ze albo juz sa zdradzeni albo nigdy nikogo naprawde
        > nie kochali. Ciagna i ciagna do siebie, mowiac krotko.

        A do kogo ty ciągniesz, gf?

        > Widzialam dziesiatki sytuacji w ktorych rozpadaly sie zwiazki w zwiazku z
        > innymi ludzmi. Ludzie raczej chetnie mi o sobie opowiadaja.
        Nie wiedzą co czynią. Strach pomyśleć jakich rad im udzielasz.
        Mysle, ze ze sto
        > romansow moglabym napisac ;)
        Romansów pewnie tak. Romans z natury swojej z realnym życiem niewiele ma wspólnego.

        >Wniosek, z tego, co widze jest dla mnie jeden -
        > zycie nie wpasowuje sie w proste schematy. Nie ma czegos takiego jak jeden
        > model tzw.zdrady i 3 modele glownych bohaterow. Miliony ludzi, miliony
        >sytuacji i ich motywacji. Napewno ludzie nie sa odpowiedzialni za to, ze sie w
        >kims zakochuja czy kogos kochac przestaja.
        Są odpowiedzialni. Istnieje wolna wola, poczucie odpowiedzialności i
        przyzwoitość. Na najprostszym poziomie - zwykłe rozróżnienie co jest kłamstwem a
        co prawdą. Udowodnij, że nie.

        >Napewno najlepiej jedno skonczyc i
        > dopiero drugie zaczac. Napewno istnieja sytuacje, ktore, wbrew dobremu
        > samopoczuciu Scylli, najszlachetniejszych nawet przerastaja.
        Sytuacja, która przerasta to nie jest sytuacja "spotykać się czy nie". Jest to
        problem dla infantylnych jednostek, które NIE BIORĄ odpowiedzialności za krzywdę
        jaką mogą wyrządzić dogadzaniem własnym zachciankom. Sytuacja przerastająca
        najszlachetniejszych to dylemat matki, która musi wybrać, które z jej dzieci
        zostanie zabite. Pozostałe to po prostu nieumiejętność panowania nad popędami.
        >Napewno milosc laskawa jest i wybacza. Inaczej to jej karykatura i powod do
        >wspolczucia.Nie wiem, jak jest w Twojej sytuacji. Pojecia nie mam . Moze Cie
        kocha, moze sie Toba bawi. Moze znasz prawde, moze nie. Moze on Ci prawde mowi,
        moze
        > klamie, moze sam jej nie zna. Na forum nie rozwiazesz swojego problemu - wiedze
        >
        > o Twojej sytuacji mozesz czerpac wylacznie ze swojego rozumu i serca. Forum,
        > miom zdaniem, nie jest w stanie nawet wystapic jako katalizator.
        >
        > Ale moze sie przydac na cos innego. Jesli poczytasz posty skierowane do Ciebie,
        >
        > na chlodno, bez pryzmatu Twojej historii, zauwazysz, co dzieje sie z ludzmi
        > zdradzonymi. Jak slepna. Jak powierzchownie pudruja rany. Jak one latwo sie
        > otwieraja. Jak sie boja zmierzyc ze swoja wspolodpowiedzialnoscia. Po mojemu:
        > wielka nauka.
        >
        > pozdrawiam

        Zgadza się. Wątpliwości Kasi zostały naświetlone ze wszystkich możliwych stron.
        Zebrała gromy i słowa wsparcia. Zastanawia mnie jednak twoja niechęć do
        oszalałych z bólu osób, które zdradzono. Nie raz zdradzone, tylko oszukiwane
        długo, utrzymywane w iluzji. Jeżeli nie potrafisz tego bólu pojąć, to nasuwa się
        tylko jedno wyjaśnienie: nie byłaś nigdy w trwałym związku. Ośmielam się
        przypuszczać, że twoje związki są przelotne i że twoja filozofia życiowa
        (dawanie swobody) wiąże się z tym, że partnerzy nie zostają z tobą zbyt długo.
        Lepiej wszak pozwolić, niż nie pozwalać, a mimo to i tak zostać porzuconą. Nie
        znam cię więc nie wiem czy to prawda. Być może dlatego trudno się porozumieć, że
        racje adwersarzy pochodzą z innych poziomów. Nie oceniam twojej postawy. Jest
        dużo racji w tym co piszesz o stwarzaniu pola do szczerości, braniu
        współodpowiedzialności za zdradę i dla mnie były to słowa dające szersze
        spojrzenie na problem. Ogląd sytuacji zmienia się też z wiekiem. Przypuszczam,
        że jesteś samodzielną kobietą około trzydziestki. Raczej przed, niż po. Za kilka
        lat (to nie jest pryncypialność, uwierz mi) niektórzy uczestnicy tej dyskusji
        wydadzą ci się mądrzejsi, niż wydaje ci się obecnie. Panowie pokroju hansi
        przestaną wydawać ci się bratnimi duszami. Może będziesz miała stałego partnera
        (męża lub niemęża), może będziesz samotna i rozczarowana... Ale coś się zmieni.
        To co próbujesz zracjonalizować i uzasadnić - jest budowaniem na piasku. Relacja
        dwojga ludzi nazywana przez ciebie "miłością" w rzeczywistości nie jest nią. A
        czym jest miłość? Każdy ją pozna lub poznał, ale na pewno nie są to tylko
        radosne igraszki w łóżku we dwoje :)) oczywiście. Jeżeli zaczyna się od kłamstwa
        - na kłamstwie się skończy. Jak to się drzewiej mówiło: "Miłe złego początki".
        Pozdrawiam.


        • zalozylam_nowe Re: na koniec tak 29.11.04, 14:55
          habitus napisała:

          > Gość portalu: gf napisał(a):
          >
          > > Nie przejmuj sie jadem, jaki tu sie leje w Twoja strone. Zrozum tych ludz
          > i - po
          > >
          > > skali zaangazowania widac, ze albo juz sa zdradzeni albo nigdy nikogo nap
          > rawde
          > > nie kochali. Ciagna i ciagna do siebie, mowiac krotko.
          >
          > A do kogo ty ciągniesz, gf?

          Nigdy nie stawiam 'mojego' nad 'jego'. Obawiam sie, ze to w dosc oczywisty
          sposob wynika z tego, co napisalam :)


          >
          > > Widzialam dziesiatki sytuacji w ktorych rozpadaly sie zwiazki w zwiazku z
          >
          > > innymi ludzmi. Ludzie raczej chetnie mi o sobie opowiadaja.
          > Nie wiedzą co czynią. Strach pomyśleć jakich rad im udzielasz.

          Mysle, ze to nie Twoj problem ;)
          Zwlaszcza, ze nigdy nie udzielam rad w sprawach najwiekszego kalibru ludziom,
          ktorzy sa dla mnie wazni. Poniewaz ich kocham i chce, zeby wybierali sami.


          > Mysle, ze ze sto
          > > romansow moglabym napisac ;)
          > Romansów pewnie tak. Romans z natury swojej z realnym życiem niewiele ma
          wspóln
          > ego.

          Jesli romans to dla Ciebie harleqin, to gratulejszyn :D


          > >Wniosek, z tego, co widze jest dla mnie jeden -
          > > zycie nie wpasowuje sie w proste schematy. Nie ma czegos takiego jak jede
          > n
          > > model tzw.zdrady i 3 modele glownych bohaterow. Miliony ludzi, miliony
          > >sytuacji i ich motywacji. Napewno ludzie nie sa odpowiedzialni za to, ze s
          > ie w
          > >kims zakochuja czy kogos kochac przestaja.
          > Są odpowiedzialni. Istnieje wolna wola, poczucie odpowiedzialności i
          > przyzwoitość. Na najprostszym poziomie - zwykłe rozróżnienie co jest
          kłamstwem
          > a
          > co prawdą. Udowodnij, że nie.

          Brednie. Powtorze jeszcze raz: nikt nie jest odpowiedzialny za to, ze kogos
          kocha lub nie kocha. Jesli napiszesz, ze starujesz swoja miloscia, potrafisz
          sobie nakazac milowanie lub jego koniec, uznam chyba raczej, ze klamiesz.

          Wolna wola tyczy wylacznie czynow. Czytaj Wacpanna uwaznie ;)


          >
          > >Napewno najlepiej jedno skonczyc i
          > > dopiero drugie zaczac. Napewno istnieja sytuacje, ktore, wbrew dobremu
          > > samopoczuciu Scylli, najszlachetniejszych nawet przerastaja.
          > Sytuacja, która przerasta to nie jest sytuacja "spotykać się czy nie". Jest to
          > problem dla infantylnych jednostek, które NIE BIORĄ odpowiedzialności za
          krzywd
          > ę
          > jaką mogą wyrządzić dogadzaniem własnym zachciankom.

          Jakie 'spotkac sie czy nie znowu'??? Tak trudno sobie wyobrazic, ze niektorzy
          ludzie sa skazani na czyjes towarzystwo, chocby przez jakis czas? Tak trudno
          sobie wyobrazic, ze bliskosc tego, kto ciemno przed oczami robi, jesli nalozy
          sie na jakis ciezki kryzys, moze czlowieka pokonac?


          Sytuacja przerastająca
          > najszlachetniejszych to dylemat matki, która musi wybrać, które z jej dzieci
          > zostanie zabite. Pozostałe to po prostu nieumiejętność panowania nad popędami.

          I pudlo. Tu szlachetny wlasnie nie stchorzy. Podobnie jak w innej sytuacji,
          kiedy musi rozdac zycie i smierc.



          > >Napewno milosc laskawa jest i wybacza. Inaczej to jej karykatura i powod d
          > o
          > >wspolczucia.Nie wiem, jak jest w Twojej sytuacji. Pojecia nie mam . Moze C
          > ie
          > kocha, moze sie Toba bawi. Moze znasz prawde, moze nie. Moze on Ci prawde
          mowi,
          > moze
          > > klamie, moze sam jej nie zna. Na forum nie rozwiazesz swojego problemu -
          > wiedze
          > >
          > > o Twojej sytuacji mozesz czerpac wylacznie ze swojego rozumu i serca. For
          > um,
          > > miom zdaniem, nie jest w stanie nawet wystapic jako katalizator.
          > >
          > > Ale moze sie przydac na cos innego. Jesli poczytasz posty skierowane do C
          > iebie,
          > >
          > > na chlodno, bez pryzmatu Twojej historii, zauwazysz, co dzieje sie z ludz
          > mi
          > > zdradzonymi. Jak slepna. Jak powierzchownie pudruja rany. Jak one latwo s
          > ie
          > > otwieraja. Jak sie boja zmierzyc ze swoja wspolodpowiedzialnoscia. Po moj
          > emu:
          > > wielka nauka.
          > >
          > > pozdrawiam
          >
          > Zgadza się. Wątpliwości Kasi zostały naświetlone ze wszystkich możliwych
          stron.
          > Zebrała gromy i słowa wsparcia. Zastanawia mnie jednak twoja niechęć do
          > oszalałych z bólu osób, które zdradzono. Nie raz zdradzone, tylko oszukiwane
          > długo, utrzymywane w iluzji. Jeżeli nie potrafisz tego bólu pojąć, to nasuwa
          si
          > ę
          > tylko jedno wyjaśnienie: nie byłaś nigdy w trwałym związku.


          Bylam w trwalych zwiazkach, ale nigdy mnie nie zdradzono. Zdradzono mnie w
          zupelnie innych relacjach, niemilosnych, i nigdy, mimo przykrosci (bo bez
          przesady moja krzywda mi rozumu nie odbiera, odbiera tylko krzywda tych,
          ktorych kocham) nie lalam jadu na postronne osoby, jak niektorzy w tym watku,
          zachowujacy sie po prostu wulgarnie i tyle.



          Ośmielam się
          > przypuszczać, że twoje związki są przelotne i że twoja filozofia życiowa
          > (dawanie swobody) wiąże się z tym, że partnerzy nie zostają z tobą zbyt długo.


          Pudlo. Nie zostalam zostawiona. A teraz napisz, ze z tego wynika moja
          filozofia. Wszak pasuje...?

          Wiem, ze trudno, bedac egiosta, tolerowac tych, ktorzy nie sa. Wiem i
          wspolczuje.


          > Lepiej wszak pozwolić, niż nie pozwalać, a mimo to i tak zostać porzuconą. Nie
          > znam cię więc nie wiem czy to prawda. Być może dlatego trudno się porozumieć,
          ż
          > e
          > racje adwersarzy pochodzą z innych poziomów. Nie oceniam twojej postawy. Jest
          > dużo racji w tym co piszesz o stwarzaniu pola do szczerości, braniu
          > współodpowiedzialności za zdradę i dla mnie były to słowa dające szersze
          > spojrzenie na problem. Ogląd sytuacji zmienia się też z wiekiem. Przypuszczam,
          > że jesteś samodzielną kobietą około trzydziestki. Raczej przed, niż po. Za
          kilk
          > a
          > lat (to nie jest pryncypialność, uwierz mi) niektórzy uczestnicy tej dyskusji
          > wydadzą ci się mądrzejsi, niż wydaje ci się obecnie. Panowie pokroju hansi
          > przestaną wydawać ci się bratnimi duszami. Może będziesz miała stałego
          partnera
          > (męża lub niemęża), może będziesz samotna i rozczarowana... Ale coś się
          zmieni.
          > To co próbujesz zracjonalizować i uzasadnić - jest budowaniem na piasku.

          Szanowna starsza kolezanko :) Mam stalego parnera. Znam staruszki o postawie
          tozsamej z moja, wiec wypadasz na ich tle blado. Przykro mi. Usprawiedliwiasz
          swoja niemoc wiekiem - Twoja rzecz, nikt Ci nie broni.


          Relacj
          > a
          > dwojga ludzi nazywana przez ciebie "miłością" w rzeczywistości nie jest nią. A
          > czym jest miłość? Każdy ją pozna lub poznał, ale na pewno nie są to tylko
          > radosne igraszki w łóżku we dwoje :)) oczywiście. Jeżeli zaczyna się od
          kłamstw
          > a
          > - na kłamstwie się skończy. Jak to się drzewiej mówiło: "Miłe złego początki".
          > Pozdrawiam.
          >

          Nie opisuje milosci jako 'radosnych igraszek w lozku'. Nie chce mi sie
          tlumaczyc, ze nie jestem wielbladem, a lozko nie jest koniecznym elementem
          milosci. Definicja milosci jest zawarta w Liscie Sw.Pawla do Koryntian.
          Wszelkie inne to smieci, by nie nazwac ich grubszym slowem.

          Pozdrawiam.
          >
          • habitus Re: na koniec tak 29.11.04, 16:57
            zalozylam_nowe napisała:

            > Nigdy nie stawiam 'mojego' nad 'jego'. Obawiam sie, ze to w dosc oczywisty
            > sposob wynika z tego, co napisalam :)

            Zupełnie nie wynika! Wynika raczej bezbrzeżna pewność własnej omnipotencji.
            Myślałam, ze to jest czymś poparte, doświadczeniem, przeżyciami, może epizodem
            śmierci wśród bliskich. Wtedy rodzi się taka postawa zgody i rozumienia
            poprzedzona wszakże buntem i rozpaczą. Cynizm to też postać rozpaczy.


            > Mysle, ze to nie Twoj problem ;)
            > Zwlaszcza, ze nigdy nie udzielam rad w sprawach najwiekszego kalibru ludziom,
            > ktorzy sa dla mnie wazni. Poniewaz ich kocham i chce, zeby wybierali sami.

            To mądrze czynisz. A jeżeli proszą o wyrażenie opinii?

            > Jesli romans to dla Ciebie harleqin, to gratulejszyn :D

            Oj, gdzie napisałam, że to dla mnie harleqin! To ty coś wspominałaś o pisaniu
            romansów!

            > Brednie. Powtorze jeszcze raz: nikt nie jest odpowiedzialny za to, ze kogos
            > kocha lub nie kocha. Jesli napiszesz, ze starujesz swoja miloscia, potrafisz
            > sobie nakazac milowanie lub jego koniec, uznam chyba raczej, ze klamiesz.

            Miłość nie jest gromem z jasnego nieba. Są symptomy znużenia dotychczasowym
            związkiem. Partner nie wie o tym. Ufa ci. Jest coś takiego co nazywa się
            "gotowością zdrady". Mały kryzysik i już jesteśmy zakochani w nowej wspaniałej
            osobie. Łatwe...

            > Wolna wola tyczy wylacznie czynow.

            Wolna wola dotyczy wszystkich ludzkich zachowań. Nawet o chorobie decydujesz
            sama. A co dopiero o zakochaniu. Zresztą zakochanie to nie miłość. Wygląda na
            to, że te pojęcia traktujesz wymiennie i stąd większość nieporozumień.


            > Jakie 'spotkac sie czy nie znowu'??? Tak trudno sobie wyobrazic, ze niektorzy
            > ludzie sa skazani na czyjes towarzystwo, chocby przez jakis czas? Tak trudno
            > sobie wyobrazic, ze bliskosc tego, kto ciemno przed oczami robi, jesli nalozy
            > sie na jakis ciezki kryzys, moze czlowieka pokonac?

            Zmiana pracy dobrze robi w takich sytuacjach. Osoba samodzielna, o wysokich
            walorach intelektualnych, urodzie i wdzięku nie potrafi sobie poradzić z taką
            sytuacją?

            > I pudlo. Tu szlachetny wlasnie nie stchorzy. Podobnie jak w innej sytuacji,
            > kiedy musi rozdac zycie i smierc.

            Obawiam się, że nie bardzo wiesz o czym piszesz. Są wybory, których przyzwoity
            człowiek nie może dokonać. Lepiej umrzeć. Akurat sprawa fascynacji kolegą z
            pracy (szczególnie szefowie wzbudzają takie emocje) nie należy do tych
            dramatycznych okoliczności.

            > Bylam w trwalych zwiazkach, ale nigdy mnie nie zdradzono. Zdradzono mnie w
            > zupelnie innych relacjach, niemilosnych, i nigdy, mimo przykrosci (bo bez
            > przesady moja krzywda mi rozumu nie odbiera, odbiera tylko krzywda tych,
            > ktorych kocham) nie lalam jadu na postronne osoby, jak niektorzy w tym watku,
            > zachowujacy sie po prostu wulgarnie i tyle.

            Widzisz jaka dziwna sprawa: twoja krzywda nie odbiera ci rozumu, a miłość
            odbiera. Ból trudniej znieść niż miłość, bo miłość jest przecież dobra i piękna.
            To co odbiera rozum to zakochanie. Jest to stan który może się przerodzić w
            miłość, a może tylko w krzywdę.


            > Pudlo. Nie zostalam zostawiona. A teraz napisz, ze z tego wynika moja
            > filozofia. Wszak pasuje...?

            Cieszę się, że nie masz takich przykrych doświadczeń. Dlaczego wszakże z taką
            zajadłośćią zabierasz głos w sprawie panowania nad sobą (a właściwie
            nieopanowania) osób, które zdradę i porzucenie przeżyły? Jeżeli tych przeżyć nie
            doznałaś to dlaczego z taką pogardą mówisz o zdradzonych żonach? Przecież takie
            przeżycia są ci obce, Bogu dzięki?

            > Wiem, ze trudno, bedac egiosta, tolerowac tych, ktorzy nie sa. Wiem i
            > wspolczuje.

            No comment:)

            > Szanowna starsza kolezanko :) Mam stalego parnera.

            Z radością się o tym dowiaduję! Stały to znaczy od jak dawna?

            >Znam staruszki o postawie
            > tozsamej z moja, wiec wypadasz na ich tle blado.

            Nie rozumiem? W czym blado wypadam na tle innych staruszek?!

            >Przykro mi. Usprawiedliwiasz
            > swoja niemoc wiekiem - Twoja rzecz, nikt Ci nie broni.

            Ojejku, jaką niemoc ja usprawiedliwiam wiekiem i w którym miejscu?! Wszystko
            przeczytałam i nic nie mogę znaleźć! To pewnie ta moja starcza skleroza!

            >Definicja milosci jest zawarta w Liscie Sw.Pawla do Koryntian.
            >Wszelkie inne to smieci, by nie nazwac ich grubszym slowem.

            Czytasz takie teksty? I głosisz takie poglądy? To jakaś gra?

            P.S. Jest jeszcze trochę wartościowej literatury powstałej po liście Św.Pawła do
            Koryntian. Takie jest moje zdanie.





            • gap_miejski Re: na koniec tak 29.11.04, 17:01
              Ale jaja.... :))))))))))))))
            • zalozylam_nowe Re: na koniec tak 29.11.04, 18:49
              > Myślałam, ze to jest czymś poparte, doświadczeniem,

              Doswiadczeniem czytaj wiekiem? Troche to prymitywne, ale jak uwazasz :)

              > przeżyciami, może epizodem
              > śmierci wśród bliskich.

              Indyk myslal i zdechl :)
              Nie masz i nie bedziesz maial zadnej wiedzy na ten temat, bo Ci jej nie
              udostepnie. Kiedy komus brakuje argumentow, pisze 'jakie masz doswiadczenia?'
              Jest to dyskusja zadna, poniewaz mozesz powolac sie na dowolne wyssane z palca
              doswiadczenia. Jest to mianowicie krecenie sie w kolko, tylko nie widomo czego.



              Wtedy rodzi się taka postawa zgody i rozumienia
              > poprzedzona wszakże buntem i rozpaczą. Cynizm to też postać rozpaczy.

              Owszem. Ale kto jest cyniczny? Ty? Bo napewno nie ja. Wrecz odwrotnie.


              > > Mysle, ze to nie Twoj problem ;)
              > > Zwlaszcza, ze nigdy nie udzielam rad w sprawach najwiekszego kalibru ludz
              > iom,
              > > ktorzy sa dla mnie wazni. Poniewaz ich kocham i chce, zeby wybierali sami
              > .
              >
              > To mądrze czynisz. A jeżeli proszą o wyrażenie opinii?

              Nie sadze by mialo to zwiazek z tematem, dlatego pozwole sobie pozostawic Cie w
              braku wiedzy na ten temat ;)


              >
              > > Jesli romans to dla Ciebie harleqin, to gratulejszyn :D
              >
              > Oj, gdzie napisałam, że to dla mnie harleqin! To ty coś wspominałaś o pisaniu
              > romansów!

              Owszem, napisalas. Napisalas, ze romans nijak ma sie do zycia, Uzylam wiec
              harleqina jako metafory szajsu wyssanego z palca. Zakladam, ze to nie ponad
              mozliwosci intelektualne przecietnego czytelnika. Jesli ponad - przepraszam.
              Romanse w rodzaju - bo ja wiem? - Bridges of Madison County, akurat maja
              zwiazek z zyciem. O przepraszam! faktycznie - z zyciem cyniczki nie :)


              > > Brednie. Powtorze jeszcze raz: nikt nie jest odpowiedzialny za to, ze kog
              > os
              > > kocha lub nie kocha. Jesli napiszesz, ze starujesz swoja miloscia, potraf
              > isz
              > > sobie nakazac milowanie lub jego koniec, uznam chyba raczej, ze klamiesz.
              >
              > Miłość nie jest gromem z jasnego nieba. Są symptomy znużenia dotychczasowym
              > związkiem. Partner nie wie o tym. Ufa ci. Jest coś takiego co nazywa się
              > "gotowością zdrady". Mały kryzysik i już jesteśmy zakochani w nowej wspaniałej
              > osobie. Łatwe...

              Przykro mi, ale tak jedynie BYWA. Powyzszy model nie obejmuje wszystkich
              przypadkow :)


              > > Wolna wola tyczy wylacznie czynow.
              >
              > Wolna wola dotyczy wszystkich ludzkich zachowań. Nawet o chorobie decydujesz
              > sama. A co dopiero o zakochaniu. Zresztą zakochanie to nie miłość. Wygląda na
              > to, że te pojęcia traktujesz wymiennie i stąd większość nieporozumień.

              Brednie na temat 'na co wyglada' i brednie na temat wolnej woli co do uczuc.
              Teraz juz wiem, ze po prostu nie kochasz.




              > > Jakie 'spotkac sie czy nie znowu'??? Tak trudno sobie wyobrazic, ze niekt
              > orzy
              > > ludzie sa skazani na czyjes towarzystwo, chocby przez jakis czas? Tak tru
              > dno
              > > sobie wyobrazic, ze bliskosc tego, kto ciemno przed oczami robi, jesli na
              > lozy
              > > sie na jakis ciezki kryzys, moze czlowieka pokonac?
              >
              > Zmiana pracy dobrze robi w takich sytuacjach. Osoba samodzielna, o wysokich
              > walorach intelektualnych, urodzie i wdzięku nie potrafi sobie poradzić z taką
              > sytuacją?
              >


              No cociu, co Ty powiesz ;) Nie kazdy moze zmienic prace w ciagu tygodnia,
              ciociu :))

              Smiechu warte sa uwagi o zwiazku wdzieku i inteligencji z powyzszym. No i po
              pierwsze, co z tymi bez wdzieku i inteligencji?




              > > I pudlo. Tu szlachetny wlasnie nie stchorzy. Podobnie jak w innej sytuacj
              > i,
              > > kiedy musi rozdac zycie i smierc.
              >
              > Obawiam się, że nie bardzo wiesz o czym piszesz. Są wybory, których przyzwoity
              > człowiek nie może dokonać. Lepiej umrzeć.

              Lepeij umrzec niz uratowac zycie dziecku?
              Wybacz szczerosc - trzeba byc suka...


              > Akurat sprawa fascynacji kolegą z
              > pracy (szczególnie szefowie wzbudzają takie emocje) nie należy do tych
              > dramatycznych okoliczności.

              Przykro mi, ze Twoi szefowie wzbudzaja w Tobie emocje milosne, we mnie raczej
              nie - wrecz odwrotnie, stan 'podlegania' jest dla mnie antyafrodyzjakiem. ale
              oczywiscie rozne sa slabostki niektorych kobieciatek ;) zastanawiam sie jak to
              sie ma do owej niezaleznosci?



              > > Bylam w trwalych zwiazkach, ale nigdy mnie nie zdradzono. Zdradzono mnie
              > w
              > > zupelnie innych relacjach, niemilosnych, i nigdy, mimo przykrosci (bo bez
              >
              > > przesady moja krzywda mi rozumu nie odbiera, odbiera tylko krzywda tych,
              > > ktorych kocham) nie lalam jadu na postronne osoby, jak niektorzy w tym wa
              > tku,
              > > zachowujacy sie po prostu wulgarnie i tyle.
              >
              > Widzisz jaka dziwna sprawa: twoja krzywda nie odbiera ci rozumu, a miłość
              > odbiera. Ból trudniej znieść niż miłość, bo miłość jest przecież dobra i
              piękna


              Teraz jestem pewna - nie kochalas. Uwazaj, bo pieklo moze istniec na prawde ;)


              > To co odbiera rozum to zakochanie. Jest to stan który może się przerodzić w
              > miłość, a może tylko w krzywdę.

              Owszem, zakochanie nieco byc moze niektorym odbiera. Ale namietnosc nie jest
              zakochaniem.



              > > Pudlo. Nie zostalam zostawiona. A teraz napisz, ze z tego wynika moja
              > > filozofia. Wszak pasuje...?
              >
              > Cieszę się, że nie masz takich przykrych doświadczeń. Dlaczego wszakże z taką
              > zajadłośćią zabierasz głos w sprawie panowania nad sobą (a właściwie
              > nieopanowania) osób, które zdradę i porzucenie przeżyły? Jeżeli tych przeżyć
              ni
              > e
              > doznałaś to dlaczego z taką pogardą mówisz o zdradzonych żonach? Przecież
              taki
              > e
              > przeżycia są ci obce, Bogu dzięki?

              Nie interesuja mnie moje krzywdy ciociu ;) Interesuja mnie krzywdy bliskich mi
              ludzi. Jesli nigdy nie czulas zadzy mordu kogos, kto krzywdzi Twoja
              przyjaciolke, siostre, brata, whoever - niewiele wiesz o milosci do ludzi.


              > > Wiem, ze trudno, bedac egiosta, tolerowac tych, ktorzy nie sa. Wiem i
              > > wspolczuje.
              >
              > No comment:)
              >
              > > Szanowna starsza kolezanko :) Mam stalego parnera.
              >
              > Z radością się o tym dowiaduję! Stały to znaczy od jak dawna?

              Przykro mi, ale znow pozostawie Cie w nieswiadomosci ;)
              Cokolwiek bowiem nie napisze, bedzie to nic z wyzyn Twojej 80-tki ;)


              >
              > >Znam staruszki o postawie
              > > tozsamej z moja, wiec wypadasz na ich tle blado.
              >
              > Nie rozumiem? W czym blado wypadam na tle innych staruszek?!

              Blada jest Twoja zyciowa filozofia. Taniocha jakas taka. Wybacz szczerosc :)



              >
              > >Przykro mi. Usprawiedliwiasz
              > > swoja niemoc wiekiem - Twoja rzecz, nikt Ci nie broni.
              >
              > Ojejku, jaką niemoc ja usprawiedliwiam wiekiem i w którym miejscu?! Wszystko
              > przeczytałam i nic nie mogę znaleźć! To pewnie ta moja starcza skleroza!

              Niemoc kochania, ciociu :D


              >
              > >Definicja milosci jest zawarta w Liscie Sw.Pawla do Koryntian.
              > >Wszelkie inne to smieci, by nie nazwac ich grubszym slowem.
              >
              > Czytasz takie teksty? I głosisz takie poglądy? To jakaś gra?


              Widze, ze nic z tego nie zrozumialas. A ja mam jedna paskudna ceche - zero
              litosci dla niezbyt wysilajacych sie intelektualnie ;)

              >
              > P.S. Jest jeszcze trochę wartościowej literatury powstałej po liście Św.Pawła
              d
              > o
              > Koryntian. Takie jest moje zdanie.
              >
              >
              Rozmowa nie dotyczy walorow literackich.
              • habitus Re: na koniec tak 29.11.04, 21:31
                zalozylam_nowe napisała:

                > Doswiadczeniem czytaj wiekiem? Troche to prymitywne, ale jak uwazasz :)

                Czy doświadczenie wypływa jedynie z wieku?

                >bo Ci jej nie
                > udostepnie. Kiedy komus brakuje argumentow, pisze 'jakie masz doswiadczenia?

                Aha, to znaczy, że nie brakuje mi argumentów bo nie napisałam tego :)

                > Jest to dyskusja zadna, poniewaz mozesz powolac sie na dowolne wyssane z palca
                > doswiadczenia.

                Oczywiście, ale to dotyczy nie tylko mnie. Ciebie również.

                > Owszem. Ale kto jest cyniczny? Ty? Bo napewno nie ja. Wrecz odwrotnie.

                1. «otwarte, wyzywające i lekceważące odnoszenie się do ogólnie szanowanych
                pojęć, praw, osób»


                2. filoz. «zespół poglądów greckiej szkoły filozoficznej Antystenesa, który
                głosił, że dobro polega na ograniczaniu swoich potrzeb»

                O którą z tych definicji ci chodzi?



                > Nie sadze by mialo to zwiazek z tematem, dlatego pozwole sobie pozostawic Cie
                > braku wiedzy na ten temat ;)

                Szanuję to.

                > Owszem, napisalas. Napisalas, ze romans nijak ma sie do zycia, Uzylam wiec
                > harleqina jako metafory szajsu wyssanego z palca. Zakladam, ze to nie ponad
                > mozliwosci intelektualne przecietnego czytelnika. Jesli ponad - przepraszam.
                > Romanse w rodzaju - bo ja wiem? - Bridges of Madison County, akurat maja
                > zwiazek z zyciem. O przepraszam! faktycznie - z zyciem cyniczki nie :)

                Jesteś trochę niegrzeczna. Skąd w tobie tyle złości? Przecież namiętnie kochasz
                z wzajemnością, jesteś młoda, wyjątkowo inteligentna, piękna. Świetnie sobie
                radzisz ze swoim życiem. Co jest nie tak? Dlaczego nie lubisz kobiet? Przecież
                górujesz nad każdą z nich pod wieloma względami?


                > Brednie na temat 'na co wyglada' i brednie na temat wolnej woli co do uczuc.
                > Teraz juz wiem, ze po prostu nie kochasz.

                Sądzę, że pewność z jaką wygłaszasz taką opinię powinna mnie skłonić do
                zastanowienia nad sobą.


                > No cociu, co Ty powiesz ;) Nie kazdy moze zmienic prace w ciagu tygodnia,
                > ciociu :))

                No tak, mało wiem o życiu. Mam taką specjalność, że mogę zmienić pracę w każdej
                chwili. Faktycznie nie wykazałam się bystrością.

                > Smiechu warte sa uwagi o zwiazku wdzieku i inteligencji z powyzszym. No i po
                > pierwsze, co z tymi bez wdzieku i inteligencji?

                E, taka twarda osóbka jak ty przejmowałaby się takimi gamoniami? To zresztą - z
                reguły i definicji - żony, a te należy tępić, gdyż tępe są :)


                > Lepeij umrzec niz uratowac zycie dziecku?
                > Wybacz szczerosc - trzeba byc suka...

                Może użyłam niejasnego sformułowania - chodzi o wybór pomiędzy życiem dwojga
                dzieci. Napisałam, że lepiej umrzeć, niż stanąć przed takim wyborem.


                > Przykro mi, ze Twoi szefowie wzbudzaja w Tobie emocje milosne, we mnie raczej
                > nie - wrecz odwrotnie, stan 'podlegania' jest dla mnie antyafrodyzjakiem. ale
                > oczywiscie rozne sa slabostki niektorych kobieciatek ;) zastanawiam sie jak to
                > sie ma do owej niezaleznosci?

                Może się mylę, ale te deklaracje niepodległości brzmią nieszczerze. :/

                > Teraz jestem pewna - nie kochalas. Uwazaj, bo pieklo moze istniec na prawde ;)

                Ono istnieje. Jest w nas. To powiedział Levi-Straus, nie ja. Ja tylko powtarzam. :)



                > Owszem, zakochanie nieco byc moze niektorym odbiera. Ale namietnosc nie jest
                > zakochaniem.

                A czym?


                > Nie interesuja mnie moje krzywdy ciociu ;) Interesuja mnie krzywdy bliskich mi
                > ludzi. Jesli nigdy nie czulas zadzy mordu kogos, kto krzywdzi Twoja
                > przyjaciolke, siostre, brata, whoever - niewiele wiesz o milosci do ludzi.

                O, jaki miły familiaryzm. Ciociu... To nieco ociepla tę niełatwą dyskusję. :)
                Zastanawia mnie dlaczego nie interesują cię twoje krzywdy? Nie doznajesz krzywd?
                Czy nie zwracasz uwagi na to, że ktoś cię krzywdzi?


                > > > Szanowna starsza kolezanko :) Mam stalego parnera.

                > > Z radością się o tym dowiaduję! Stały to znaczy od jak dawna?

                > Przykro mi, ale znow pozostawie Cie w nieswiadomosci ;)
                > Cokolwiek bowiem nie napisze, bedzie to nic z wyzyn Twojej 80-tki ;)

                Aha, to znaczy krótko go "masz" ;)

                > Blada jest Twoja zyciowa filozofia. Taniocha jakas taka. Wybacz szczerosc :)

                No teraz to się poważnie zaniepokoiłam. Przecież ja tutaj o sobie bardzo mało
                napisałam! Skąd wiesz tyle o mnie? O mojej filozofii życiowej, taniej i biednej,
                bladej jakiejś... Do tej pory wydawała mi się dobra, wcale nie blada i tania.
                Nawet przeciwnie - niełatwa, a przez to cenna :) Jak to się można mylić...
                Tak, takie wirtualne kontakty mogą być bardzo inspirujące.

                > Niemoc kochania, ciociu :D

                Aha, chodzi ci o tę namiętność :)

                >Widze, ze nic z tego nie zrozumialas. A ja mam jedna paskudna ceche - zero
                >litosci dla niezbyt wysilajacych sie intelektualnie ;)

                Myślę, że masz więcej paskudnych cech. :) Ale oczywiście dopuszczam możliwość,
                że tutaj na forum pokazujesz maskę, a nie prawdziwą twarz. Wszyscy zakładają
                maski, własna twarz wydaje się czasem nie do pokazania. Co do protekcjonalizmu,
                z jakim mnie traktujesz to nie czuję się dotknięta. Może maska tego wymaga? Od
                tego, że napiszesz o mnie to czy owo, ja się tym i owym nie stanę. Nadal będę
                sobą, a nie tym co o mnie sądzisz.
                Pozdrawiam.






                • zalozylam_nowe Re: na koniec tak 30.11.04, 01:02
                  habitus napisała:

                  ) zalozylam_nowe napisała:
                  )
                  ) ) Doswiadczeniem czytaj wiekiem? Troche to prymitywne, ale jak uwazasz :)
                  )
                  ) Czy doświadczenie wypływa jedynie z wieku?

                  No wlasnie, ciocia...? Co to bylo z tymi 30 latami? Placzesz sie w zeznaniach...


                  )
                  ) )bo Ci jej nie
                  ) ) udostepnie. Kiedy komus brakuje argumentow, pisze 'jakie masz doswiadczen
                  ) ia?
                  )
                  ) Aha, to znaczy, że nie brakuje mi argumentów bo nie napisałam tego :)

                  Napisalas, tylko innymi slowami, panna.


                  )
                  ) ) Jest to dyskusja zadna, poniewaz mozesz powolac sie na dowolne wyssane z
                  ) palca
                  ) ) doswiadczenia.
                  )
                  ) Oczywiście, ale to dotyczy nie tylko mnie. Ciebie również.

                  Przeciez wlasnie dlatego dyskusje o 'doswiadczeniach' przy obopolnym braku
                  zaufania uwazam za absurd...

                  ) ) Owszem. Ale kto jest cyniczny? Ty? Bo napewno nie ja. Wrecz odwrotnie.
                  )
                  ) 1. «otwarte, wyzywające i lekceważące odnoszenie się do ogólnie szanowanyc
                  ) h
                  ) pojęć, praw, osób»

                  jakiez to 'ogolnie szanowane' pojecia, prawa i osoby?

                  Czy ten, kto jest otwartym ateista jest cynikiem?


                  ) 2. filoz. «zespół poglądów greckiej szkoły filozoficznej Antystenesa, któr
                  ) y
                  ) głosił, że dobro polega na ograniczaniu swoich potrzeb»
                  )
                  ) O którą z tych definicji ci chodzi?
                  )

                  czy to ja przywolalam cynizm?


                  ) ) Nie sadze by mialo to zwiazek z tematem, dlatego pozwole sobie pozostawic
                  ) Cie
                  ) ) braku wiedzy na ten temat ;)
                  )
                  ) Szanuję to.
                  )
                  ) ) Owszem, napisalas. Napisalas, ze romans nijak ma sie do zycia, Uzylam wie
                  ) c
                  ) ) harleqina jako metafory szajsu wyssanego z palca. Zakladam, ze to nie pon
                  ) ad
                  ) ) mozliwosci intelektualne przecietnego czytelnika. Jesli ponad - przeprasz
                  ) am.
                  ) ) Romanse w rodzaju - bo ja wiem? - Bridges of Madison County, akurat maja
                  ) ) zwiazek z zyciem. O przepraszam! faktycznie - z zyciem cyniczki nie :)
                  )
                  ) Jesteś trochę niegrzeczna. Skąd w tobie tyle złości?

                  Zastanawiam sie, skad w Tobie podejrzenie mojej zlosci? Projekcja? Eeee... ;)

                  ) Przecież namiętnie kochasz
                  ) z wzajemnością, jesteś młoda, wyjątkowo inteligentna, piękna. Świetnie sobie
                  ) radzisz ze swoim życiem. Co jest nie tak? Dlaczego nie lubisz kobiet? Przecież
                  ) górujesz nad każdą z nich pod wieloma względami?

                  ????

                  Ty, procesor, gap miejski czy wiejski i noe to 'kobiety'?

                  Tak sie smiesznie sklada, ze glownie panie pokazuja tu, w tym watku, swoja
                  najszpetniejsza twarz, stad i moje - czasem - pisanie do nich.

                  Skad w Tobie taka ochota na amatorska psychoanalize mojej osobowosci?
                  Przeciez jestes spelniona, wiesz, co to milosc, wiesz ze zdrada be, wszystko
                  masz ulozone...Skad wiec to w Tobie? Lęk?


                  ) ) Brednie na temat 'na co wyglada' i brednie na temat wolnej woli co do ucz
                  ) uc.
                  ) ) Teraz juz wiem, ze po prostu nie kochasz.
                  )
                  ) Sądzę, że pewność z jaką wygłaszasz taką opinię powinna mnie skłonić do
                  ) zastanowienia nad sobą.

                  Sadze, ze jezeli forum i zdanie obcej osoby by Cie sklonilo (ergo przejelo) -
                  powinnas poszukac profesjonalnej pomocy.

                  ) ) No cociu, co Ty powiesz ;) Nie kazdy moze zmienic prace w ciagu tygodnia,
                  )
                  ) ) ciociu :))
                  )
                  ) No tak, mało wiem o życiu. Mam taką specjalność, że mogę zmienić pracę w
                  każdej
                  ) chwili. Faktycznie nie wykazałam się bystrością.

                  No. Nie wykazalas sie. A scislej: postrzeglas swiat przez pryzmat wlasnego nosa.


                  ) ) Smiechu warte sa uwagi o zwiazku wdzieku i inteligencji z powyzszym. No i
                  ) po
                  ) ) pierwsze, co z tymi bez wdzieku i inteligencji?
                  )
                  ) E, taka twarda osóbka jak ty przejmowałaby się takimi gamoniami?


                  Nie jestem twarda osobka. Jestem 'osobka' ktora owszem, leje w morde, kiedy kat
                  stroi sie w szaty ofiary. Jesli na tym polega twardosc, to na czym polega
                  wrazliwosc?

                  To zresztą - z
                  ) reguły i definicji - żony, a te należy tępić, gdyż tępe są :)

                  Co to? Blyskotliwa uwaga? Teza? Mysl, ktora jeszcze rozwiniesz? Dowcip?
                  Objasnij ciemnej.

                  ) ) Lepeij umrzec niz uratowac zycie dziecku?
                  ) ) Wybacz szczerosc - trzeba byc suka...
                  )
                  ) Może użyłam niejasnego sformułowania - chodzi o wybór pomiędzy życiem dwojga
                  ) dzieci. Napisałam, że lepiej umrzeć, niż stanąć przed takim wyborem.

                  Moja droga, jesli musisz wybrac, bo w przeciwnym razie oboje zgina, wybierzesz.
                  Jesli umrzesz, zamiast wybrac - jestes suką. Mam nadziej, że teraz jasno.


                  ) ) Przykro mi, ze Twoi szefowie wzbudzaja w Tobie emocje milosne, we mnie ra
                  ) czej
                  ) ) nie - wrecz odwrotnie, stan 'podlegania' jest dla mnie antyafrodyzjakiem.
                  ) ale
                  ) ) oczywiscie rozne sa slabostki niektorych kobieciatek ;) zastanawiam sie j
                  ) ak to
                  ) ) sie ma do owej niezaleznosci?
                  )
                  ) Może się mylę, ale te deklaracje niepodległości brzmią nieszczerze. :/

                  Co to wnosi do dyskusji? Twoje odczucie mianowicie? :)


                  )
                  ) ) Teraz jestem pewna - nie kochalas. Uwazaj, bo pieklo moze istniec na praw
                  ) de ;)
                  )
                  ) Ono istnieje. Jest w nas. To powiedział Levi-Straus, nie ja. Ja tylko
                  powtarzam
                  ) . :)
                  )

                  Powaznie? A pamietasz co powiedzial Sartre, heh?


                  ) ) Owszem, zakochanie nieco byc moze niektorym odbiera. Ale namietnosc nie j
                  ) est
                  ) ) zakochaniem.
                  )
                  ) A czym?

                  Heh. Heh. Heh.


                  ) ) Nie interesuja mnie moje krzywdy ciociu ;) Interesuja mnie krzywdy bliski
                  ) ch mi
                  ) ) ludzi. Jesli nigdy nie czulas zadzy mordu kogos, kto krzywdzi Twoja
                  ) ) przyjaciolke, siostre, brata, whoever - niewiele wiesz o milosci do ludzi
                  ) .
                  )
                  ) O, jaki miły familiaryzm. Ciociu... To nieco ociepla tę niełatwą dyskusję. :)
                  ) Zastanawia mnie dlaczego nie interesują cię twoje krzywdy? Nie doznajesz
                  krzywd
                  ) ?
                  ) Czy nie zwracasz uwagi na to, że ktoś cię krzywdzi?

                  Bo jestem na innym etapie niz Ty. Mianowicie widze moje ego i nie lituje sie
                  nad nim, bo to droga donikad, jak mowia madrzy ludzie. Bo mam ambicje bycia
                  madra. Czy dosc?

                  ) ) ) ) Szanowna starsza kolezanko :) Mam stalego parnera.
                  )
                  ) ) ) Z radością się o tym dowiaduję! Stały to znaczy od jak dawna?
                  )
                  ) ) Przykro mi, ale znow pozostawie Cie w nieswiadomosci ;)
                  ) ) Cokolwiek bowiem nie napisze, bedzie to nic z wyzyn Twojej 80-tki ;)
                  )
                  ) Aha, to znaczy krótko go "masz" ;)

                  Twoje wnioski niejak mnie nie poruszaja :)

                  )
                  ) ) Blada jest Twoja zyciowa filozofia. Taniocha jakas taka. Wybacz szczerosc
                  ) :)
                  )
                  ) No teraz to się poważnie zaniepokoiłam. Przecież ja tutaj o sobie bardzo mało
                  ) napisałam! Skąd wiesz tyle o mnie? O mojej filozofii życiowej, taniej i
                  biednej
                  ) ,
                  ) bladej jakiejś... Do tej pory wydawała mi się dobra, wcale nie blada i tania.
                  ) Nawet przeciwnie - niełatwa, a przez to cenna :) Jak to się można mylić...
                  ) Tak, takie wirtualne kontakty mogą być bardzo inspirujące.

                  Droga ciociu, jest rzecza oczywista, ze moja wiedza o niej pochodzi z lektury
                  Twojego pisarstwa i jest to recenzja onego. Przerazonam, ze mozna tego nie
                  rozumiec, och, och!

                  ) ) Niemoc kochania, ciociu :D
                  )
                  ) Aha, chodzi ci o tę namiętność :)
                  )
                  ) )Widze, ze nic z tego nie zrozumialas. A ja mam jedna paskudna ceche - zero
                  ) )litosci dla niezbyt wysilajacych sie intelektualnie ;)
                  )
                  ) Myślę, że masz więcej paskudnych cech. :) Ale oczywiście dopuszczam możliwość,
                  ) że tutaj na forum pokazujesz maskę, a nie prawdziwą twarz. Wszyscy zakładają
                  ) maski, własna twarz wydaje się czasem nie do pokazania.

                  Owszem, dla niektorych tak. Nosi to nazwe ekshibicjonizm, jesli to uprawiac na
                  forum internetowym.


                  Co do protekcjonalizmu
                  ) ,
                  ) z jakim mnie traktujesz to nie czuję się dotknięta.

                  Mam nadziej, bo ani to protekcjonalizm prawdziwy ani madrego nie dotknie jakis
                  bzdet na forum, czyz nie?


                  Może maska tego wymaga? Od
                  ) tego, że napiszesz o mnie to czy owo, ja się tym i owym nie stanę. Nadal będę
                  ) sobą, a nie tym co o mnie sądzisz.
                  ) Pozdrawiam.
                  )
                  )
                  Oczewiscie, oczewiscie - soba czyli tym, co o sobie myslisz hihi.

                  Nie gniewaj sie, ale ja nic nie mam z dysusji z Toba. Daj cos, albo wstydu
                  oszczedz
                  • vielonick trzy kwestie i moral na zakonczenie ;))) 30.11.04, 03:39
                    1.
                    "No wlasnie, ciocia...? Co to bylo z tymi 30 latami? Placzesz sie w
                    zeznaniach.."

                    jesli juz to obie sie placzecie :)
                    habitus napisala, ze jesli bedziesz starsza byc moze zmienisz zdanie
                    Ty, ze znasz staruszki, ktore mysla podobnie jak Ty
                    czyli remis po mojemu ;)

                    2.
                    "Brednie. Powtorze jeszcze raz: nikt nie jest odpowiedzialny za to, ze
                    kogos kocha lub nie kocha. Jesli napiszesz, ze starujesz swoja miloscia,
                    potrafisz sobie nakazac milowanie lub jego koniec, uznam chyba raczej, ze
                    klamiesz."

                    nad uczuciami nie mozna panowac, zakochujemy bez udzialu woli
                    nie planujemy do kogo poczujemy namietnosc
                    ale wejscie w stala relacje, alternatywny-zwiazek...
                    tu juz sprawa ma sie inaczej, to juz jest akt woli i decyzja:
                    w tym konkretnym momencie zyciowym zwiazek z kochanka/kiem
                    uzupelnia zwiazek z zona/mezem

                    3.
                    "Interesuja mnie krzywdy bliskich mi ludzi. Jesli nigdy nie czulas
                    zadzy mordu kogos, kto krzywdzi Twoja przyjaciolke, siostre, brata,
                    whoever - niewiele wiesz o milosci do ludzi."

                    zalozmy hipotetyczna sytuacje
                    Twoja najblizsza przyjaciolke/siostre zdradza maz/chlopak
                    Ty o tym wiesz bo ich przylapalas
                    i co robisz?
                    maz robi krzywde bliskiej Ci osobie - czyli mord
                    (zgodznie z powyzszym)
                    ale z drugiej strony - zdradzany jest wspolwinny
                    czyli mord przyjaciolki bo do tego dopuscila...?

                    a co do Listu sw. Pawla - mysle, ze o nim powinny pamietac czy kierowac sie
                    obie strony zwiazku
                    a jesli jedna strona czuje sie zwolniona
                    to czemu nie druga?

                    nie, to nie pochwala oko za oko, zab za zab ;)
                    moze tylko prosba o wiecej tolerancji dla reakcji tych, ktorzy sa zdradzeni
                    zdradzajacy ma swoje racje
                    a reagujacy na zdrade takze
                    i nie widze powodu, dla ktorych jedna strone traktowac bardziej poblazliwie
                    niz druga
                    • habitus Re: trzy kwestie i moral na zakonczenie ;))) 30.11.04, 09:51
                      vielonick napisała:

                      > 1.
                      > "No wlasnie, ciocia...? Co to bylo z tymi 30 latami? Placzesz sie w
                      > zeznaniach.."
                      >
                      > jesli juz to obie sie placzecie :)
                      > habitus napisala, ze jesli bedziesz starsza byc moze zmienisz zdanie
                      > Ty, ze znasz staruszki, ktore mysla podobnie jak Ty
                      > czyli remis po mojemu ;)

                      Przejrzałam swoje posty i nie znalazłam fragmentu, który sugerowałby "plątanie
                      się w zeznaniach". Z tonu wypowiedzi: protekcjonalnego, pyszałkowatego,
                      przekonanego o swojej racji, nie dopuszczającej racji innych - łatwo się
                      zorientować kim jest piszący. W szczególności w jakim jest wieku. Reszta
                      szczegółów ujawnia sę wówczas gdy stosuje się pewną prowokację. Zauważyłam, że
                      wiele osób piszących właśnie na tym forum taką prowokację stosuje. Nie dać się
                      sprowokować i nie wyjść z założonej roli nie jest łatwo, czasem odpowiedzi są
                      celne i można się lekko zaognić. :)
                      Dyskutując stosuję dwie zasady: nigdy nie piszę w emocjach, żeby to co chcę
                      przekazać nie było chaotyczne oraz nie używam epitetów.
                      Osoba używająca epitetów przegrywa dyskusję, a w dodatku żałośnie się odsłania.
                      Czasem nawet jestem zażenowana, gdy osoba pisząca o swojej tolerancji nagle
                      ulewa cały głęboko schowany kwas, słowami uznawanymi powszechnie za
                      nieparlamentarne.
                      Osoba w wieku 30 lat może znać staruszki, nie jest to zabronione. Nawet myślące
                      podobnie jak trzydziestolatka. Staruszka może tak myśleć, gdyż takie myślenie
                      absolutnie jej nie może zaszkodzić :) a nawet pomóc, bo wszyscy będą ją uważali
                      za "młodzieńczą". Jak będę staruszką też tak będę myślała, fajny pomysł :))
                      Tak więc w stwierdzeniu "znam staruszki..." nie ma, moim zdaniem sprzeczności.

                      Pozostałe kwestie
                      - odcięcia swoich złych uczuć poprzez przeczenie, że istnieją,
                      - nietolerancja dla osób, które uzewnętrzniają swoje złe uczucia,
                      - "zapisywanie się" do "obozu mężczyzn" przeciwko kobietom,
                      - przypisywanie (projekcja) swoich złych uczuć osobom skrzywdzonym i
                      nienawidzenie ich za te uczucia,

                      to już są sprawy nie do dyskusji, a do leczenia. Krzywda była i żeby wytrzymać
                      trzeba zaprzeczyć, że bolało. Każdy sam powinien zadecydować, czy lepiej tracić
                      energię na skrywany gniew, żal i rozpacz czy problem rozwiązać i cieszyć się
                      życiem i udanymi, długotrwałymi relacjami z ludźmi.
                      A życie może być takie przyjemne...
                      PS. Vielonick, pozdrawiam :)
                      • siestas otoz widzisz, velonik, nikt nie da sobie rady z 30.11.04, 13:36
                        nasza habitus-ka.

                        Habitusko, nie zamierzam polemizowac, pokretny ten Twoj wyklad.

                        mam jednak pytanie: dlaczego zapisywanie sie do obozu mezczyzn przeciw kobietom
                        samo w sobie jest zle?

                        Jezeli jest to dzialnie przeciw GLUPOCIE kobiecej, to chyba dobrze?

                        Jest takie pewne forum , gdzie pisuje najczesciej.
                        I na tym forum zawsze jestem po stronie kobiet, kobiet ponizanych i bitych czy
                        nawet maltretowanych przez swoim mezow, ojcow i braci ( w wielu krajach
                        Trzeciego Swiata).

                        Bedac po stronie kobiet, nie wystepuje jednak przeciw mezczyznom,
                        tylko przeciw meskiej glupocie, szowinizmowi, kulcie macho itd...

                        • zalozylam_nowe Re: otoz widzisz, velonik, nikt nie da sobie rady 30.11.04, 15:11
                          siestas napisała:

                          > nasza habitus-ka.
                          >
                          > Habitusko, nie zamierzam polemizowac, pokretny ten Twoj wyklad.
                          >
                          > mam jednak pytanie: dlaczego zapisywanie sie do obozu mezczyzn przeciw
                          kobietom
                          >
                          > samo w sobie jest zle?
                          >
                          > Jezeli jest to dzialnie przeciw GLUPOCIE kobiecej, to chyba dobrze?
                          >
                          > Jest takie pewne forum , gdzie pisuje najczesciej.
                          > I na tym forum zawsze jestem po stronie kobiet, kobiet ponizanych i bitych
                          czy
                          > nawet maltretowanych przez swoim mezow, ojcow i braci ( w wielu krajach
                          > Trzeciego Swiata).
                          >
                          > Bedac po stronie kobiet, nie wystepuje jednak przeciw mezczyznom,
                          > tylko przeciw meskiej glupocie, szowinizmowi, kulcie macho itd...
                          >

                          Zginiesz w ogniu 'prowokacji' ;) Albowiem stanowisz fakt podwazajacy teze ;))
                      • zalozylam_nowe Re: trzy kwestie i moral na zakonczenie ;))) 30.11.04, 15:09
                        1. Nie ma czegos takiego, jak 'myslenie 30-latki'.

                        2. Zauwazylam, ze osoby przygwozdzone do sciany chetnie pisza 'alez ja
                        prowokacje przeprowadzilam' ;) Tania linia obrony, bo powszechna i troche
                        tracaca pajacowaniem, ale kak chocziesz ;)

                        3. No wlasnie projekcja...Ludziom - tonu... ;))

                        4. Charakterystyczne dla kobiety zdradzonej i bezradnej wobec wlasnych emocji
                        (w glaebi ducha wstydzacej sie swojej niemocy) przypisywanie innym
                        (podswiadomego?) klamstwa i siewypierania. Oraz typowe 'bo przeciez my kobiety
                        tez jestesmy ok!'.

                        Daj spokoj habitus, bo sie skaleczysz. Laskawam, to mowie ;)


                    • zalozylam_nowe Re: trzy kwestie i moral na zakonczenie ;))) 30.11.04, 15:02
                      vielonick napisała:

                      > 1.
                      > "No wlasnie, ciocia...? Co to bylo z tymi 30 latami? Placzesz sie w
                      > zeznaniach.."
                      >
                      > jesli juz to obie sie placzecie :)
                      > habitus napisala, ze jesli bedziesz starsza byc moze zmienisz zdanie
                      > Ty, ze znasz staruszki, ktore mysla podobnie jak Ty
                      > czyli remis po mojemu ;)

                      Oczywiscie, ze moje kpiarskie 'ciociu' jest odpowiedzia na tanioche habitusa :)
                      Taniocha polega na tym, ze slyszac teze napisala mniej wiecej: piszesz tak, bo
                      jestes mloda, to sie z czasem zmienia. Fajny kontrargument. Odkrywajacy lekka
                      frustracje, jak sadze ;)



                      >
                      > 2.
                      > "Brednie. Powtorze jeszcze raz: nikt nie jest odpowiedzialny za to, ze
                      > kogos kocha lub nie kocha. Jesli napiszesz, ze starujesz swoja miloscia,
                      > potrafisz sobie nakazac milowanie lub jego koniec, uznam chyba raczej, ze
                      > klamiesz."
                      >
                      > nad uczuciami nie mozna panowac, zakochujemy bez udzialu woli
                      > nie planujemy do kogo poczujemy namietnosc
                      > ale wejscie w stala relacje, alternatywny-zwiazek...
                      > tu juz sprawa ma sie inaczej, to juz jest akt woli i decyzja:
                      > w tym konkretnym momencie zyciowym zwiazek z kochanka/kiem
                      > uzupelnia zwiazek z zona/mezem

                      w innym watku powstalo 200 postow wokol niejako mojej tezy, albo z nia w tle,
                      ze niekoniecznie zawsze ma sie pelna wladze nad czynami


                      > 3.
                      > "Interesuja mnie krzywdy bliskich mi ludzi. Jesli nigdy nie czulas
                      > zadzy mordu kogos, kto krzywdzi Twoja przyjaciolke, siostre, brata,
                      > whoever - niewiele wiesz o milosci do ludzi."
                      >
                      > zalozmy hipotetyczna sytuacje
                      > Twoja najblizsza przyjaciolke/siostre zdradza maz/chlopak
                      > Ty o tym wiesz bo ich przylapalas
                      > i co robisz?
                      > maz robi krzywde bliskiej Ci osobie - czyli mord
                      > (zgodznie z powyzszym)
                      > ale z drugiej strony - zdradzany jest wspolwinny
                      > czyli mord przyjaciolki bo do tego dopuscila...?

                      'Morduje' w obronie kochanych a nie ich dlatego, ze cos zle zrobili :))

                      Ja juz tak mialam, jmx. To nie jest taka rzadka sytuacja w koncu. Zmusilam
                      faceta, zeby sie przyznal. Pozwolila mi na to wiedza, ze ona chcialaby znac
                      prawde. A ze maczala w tym palce nie ulega watpliwosci. Zreszta sie rozeszli,
                      ku chwale Ojczyzny.



                      > a co do Listu sw. Pawla - mysle, ze o nim powinny pamietac czy kierowac sie
                      > obie strony zwiazku
                      > a jesli jedna strona czuje sie zwolniona
                      > to czemu nie druga?

                      Nie, nie, nie. Z faktu, ze ja tak kocham, bo chce, nie wynika zaden obowiazek
                      osoby kochanej. To sie wlasnie zwie bezinteresownosc.


                      > nie, to nie pochwala oko za oko, zab za zab ;)
                      > moze tylko prosba o wiecej tolerancji dla reakcji tych, ktorzy sa zdradzeni
                      > zdradzajacy ma swoje racje
                      > a reagujacy na zdrade takze
                      > i nie widze powodu, dla ktorych jedna strone traktowac bardziej poblazliwie
                      > niz druga
                      >


                      a ja widze - sklania mnie do tego fakt, ze na 100 obserwatorow, 99 rzuci, do
                      tego bez namyslu, kamien w tzw.zdrajce
    • j-k Re: ROMANS 27.11.04, 01:14
      widze problem podobnie.
      upasc i podniesc sie
      wybaczyc i zrozumiec.


      milosci i jej glebi
      jej sensu i bezsensu istnienia
      nie zna nikt.

      pozdraviam.

      J.K.
    • Gość: Ja Re: ROMANS IP: *.proxy.aol.com 27.11.04, 11:28
      Kasiu, idz na forum "Macochy" i zobacz, jak wiele jest kobiet dla ktorych
      mezczyzni odeszli od zon i czy one sa szczesliwe. Poczytaj, jakie maja
      problemy, co mysla i co dopiero z czasem wychodzi. Pomysl, czy doroslas do tego
      i czy naprawde tak wielkie jest to wasze uczucie. Prawda jest, ze najczesciej
      mezczyzna jest tchorzem, ale nie zawsze. Jaki jest ten twoj, okaze sie z
      czasem. i nie przejmuj sie glupim gadaniem wscieklych zon. Postaraj sie nigdy
      nie byc taka wsciekla. wszystko sie ulozy. W te, albo inna strone.
      Walcz!!
      Ja..
    • Gość: gretta Re: ROMANS IP: *.satfilm.net.pl / *.satfilm.net.pl 27.11.04, 11:58
      Zonaty męzczyzna nie odejdzie od żony i od dziecka. Jestem w takim związku od 5
      lat. Od roku proszę Go o uregulowanie sytuacji - złożenie pozwu o rozwód i nic
      z tego, ciąglę jest jakieś ale... A przez całe 4 lata mówił mi ze mnie kocha,
      chce być ze mna, i złoży pozew. Dziś wiem ze nie odejdzie od żony z którą jest
      22 lata i ma syna 23 letniego.
      • Gość: kasia Re: ROMANS IP: *.pl / *.abp.pl 27.11.04, 12:17
        nie naciskam na niego, nie zmuszam, nie sugieruje zeby sie z nia rozszedl.Znam
        ich sytuacje bardzo dobrze i wiem ze nie jest najlepiej-wiem to z jednej jak i
        drugiej strony.Chce zeby bylo jak najlepiej.fakt Twoje 4 lata to nie to co moj
        rok-podziwiam Cie...
    • komandos57 Re: ROMANS 27.11.04, 18:16
      Gość portalu: kasia napisał(a):
      Jego zona nie domysla sie niczego.Maja 16 letniego
      > syna.Coraz ciezej mi w tej sytuacji-sumienie zaczelo mnie grysc!Lecz nie
      > potrafie Go zostawic.Za duzo pieknych chwil spedzilismy razem,

      xxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxx
      nadzwyczajne......ku.. mowi ze ma sumienie.......hahahahahahaha
    • komandos57 hahahahahahaha ....ten cykl trwa 27.11.04, 18:36
      Gość portalu: kasia napisał(a):

      ! kazdy ma serce zeby
      > kochac a ono niestety nie wybiera..
      xxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxx

      im pokraczniejszy ku..szon tym ma wieksze .......pizdzisko.gdzie tu mowa o
      romansie,o milosci?Gdzie?je..ko tylko!sztywnosc penisa sie liczy i bardzo
      dobrze.watek w sam raz na foruma!
      • gap_miejski Re: hahahahahahaha ....ten cykl trwa 27.11.04, 23:19
        Nuuuuuuuuuudy....
        Uniesienia w sieni, kocha - szmocha, szlocha - wynocha, ch...j i pieszczocha....
        A to tylko trochę chemii...
        hyperreal.info/drugs/go.to/art/58
        • peti_ne ..... 28.11.04, 22:29
          Nie rozumiem dlaczego każdy uważa, że skoro facet/kobieta ma żonę/męża to już
          nie powinna szukać kogoś innego. Czy we wszystkich związkach jest tak idealnie,
          że wejście trzeciej osoby jest utozsamiane z najgorszymi jej (sic!) cechami.
          Jestem po trzydziestce, mam dwoje dzieci i męża i co dzień siedzę głębiej w
          swojej skorupce. Jest mi źle, facet wykańcza mnie psychicznie, jest postrachem
          dzieci. Seks w jego wykonaniu jest obrzydliwy. Zawsze myślę, byle tylko
          wytrzymać tą minutę. Taki stan trwa już kilka lat. Chciałabym mieć przyjaciela.
          Kogoś, kto wysłucha, porozmawia i przede wszystkim nie krzyczy o wszystko. Od
          dwóch lat utrzymuję kontakt z żonatym mężczyzną. W większej części sa to
          wirtualne rozmowy i niezobowiązujęce spotkania przy kawie. Mieszkamy w tym
          samym mieście, więc nie ma większego problemu ze spotkaniem na godzinkę czy
          dwie. Nie sypiamy ze sobą chociaż i ja i on mamy na to wielką ochotę. Chociaż
          myślę, że ja mam większą ochotę, jako kobieta niezaspokojona a on jako, ciekawy
          nowej sytuacji mężczyzna...ale może się mylę. Pozostaje jednak pewien opór.
          Oboje wiemy, że nasze rodziny zostają poza naszym układem. Ja z moim mezem
          rozmawiałam o swoich odczuciach, o jego wątpliwej "pozycji" wśród dzieci, o tym
          jak bardzo jest mi źle. Nie przyniosło to żadnych efektów. Może tylko częściej
          krzyczy na smerfy... Wiem, że najlepiej złożyć wniosek o rozwód. Ale chyba
          tutaj ponosi winę moja słabsza część osobowości, która mówi... jakoś to
          będzie... I nie jest to związane z np. nizszą pozycją materialną po ew.
          rozwodzie. Akurat tak się składa, że od ponad 10 lat ja utrzymuję całą rodzinę.
          Kłam i obłuda a czas ucieka ... a ja coraz rzadziej uśmiecham się. Może i ten
          mężczyzna Kasi, też czuje się osaczony w swoim związku. Może usiłuje odzyskac
          siły. NIe można z góry zakładać, ze jej wybór jest zły. NIetety to nie jest
          prawdą, że tylko posiadany już mąż czy żona, są najlepszymi i ostatecznie
          przeznaczonymi.

          ... a po nocy przychodzi dzień, a po burzy spokój...
          • siestas Re: ..... odpowiedz, prosze: 28.11.04, 23:03
            nie doczytalas uwaznie.

            Wiekszosc uwaza, ze romans jest z natury i przyzwoitosci czyms zlym,
            mniejszosc, ze niekiedy bywa zrozumialy.

            Nawiazujac do Twojej konkretnej sytuacji:
            wiekszosc uwaza, za skoro Ci zle, powinnas rozwiezc sie z mezem i dopiero
            pozniej szukac sobie nowego mezczyzny.

            mniejszosc zas, ze masz prawo juz teraz do romansu.

            odpowiedz - jesli zechcesz.
          • gap_miejski A dlaczego... 28.11.04, 23:18
            ...nie zostawisz tego swojego schizola? To byłoby lepsze dla dzieci. Wzrastają w
            fatalnej atmosferze. Czego się boisz? Czy w twoim środowisku kobieta bez męża
            jest czymś gorszym? Bez małżonka byłoby ci lżej. Może do roboty jakiej by
            poszedł jakbyś przestała go karmić i wysłuchiwać jego krytyki. Zostaw go. Nie
            musisz mieć kogoś, żeby od niego odejść. Dasz sobie radę.
          • vielonick Re: ..... 29.11.04, 02:17
            peti_ne napisała:

            > Jestem po trzydziestce, mam dwoje dzieci i męża i co dzień siedzę głębiej w
            > swojej skorupce. Jest mi źle, facet wykańcza mnie psychicznie, jest
            > postrachem dzieci. Seks w jego wykonaniu jest obrzydliwy. Zawsze myślę,
            > byle tylko wytrzymać tą minutę. Taki stan trwa już kilka lat.

            > Ale chyba tutaj ponosi winę moja słabsza część osobowości, która
            > mówi... jakoś to będzie... I nie jest to związane z np. nizszą pozycją
            > materialną po ew. rozwodzie. Akurat tak się składa, że od ponad 10 lat ja
            > utrzymuję całą rodzinę.
            > Kłam i obłuda a czas ucieka ... a ja coraz rzadziej uśmiecham się.

            Tobie ten stan chyba sie podoba
            bardzo zal mi Twoich dzieci, beda mialy popieprzone zycie w przyszlosci

            i sadze, ze w Twoim przypadku nie romans/chec na romans jest problemem
            a osobowosc podatna na uzaleznienia
            myslalas o pojsciu do terapeuty?
            mysle ze powinnas...

            pozdrawiam
            • Gość: November Re: .....polecam IP: *.adsl.snet.net 29.11.04, 04:55
              wpadnijcie i poczytajcie ...specjalna strona prowadzona przez specjaliste
              psychologa na temat zdrad... niestety tylko dla znajacych angielski..
              www.dearpeggy.com/
              • Gość: rada-porada Re: .....polecam IP: *.bchsia.telus.net 29.11.04, 07:53
                Kobieto, ty juz zdradzilas swojego meza, psychicznie. Juz w myslach
                przeprowadzilas rozwod - wiec teraz zyjac w zaklamaniu wobec niego, siebie i
                dzieci ktore najbardziej krzywdzisz, znizylas sie do poziomu znienawidzonego
                meza. Nie utyskuj wiec bo nikt cie nie pozaluje. Jestes dorosla, ale
                niedojrzala. Podejmij wiec sluszna decyzje dla dobra dzieci - rozstan sie z
                mezem, ochlon i wtedy mozesz zobaczyc czy masz szanse zbudowac cos z nastepnym
                mezczyzna. Tylko nie zapoznawaj tego nowego z dziecmi, tylko poczekaj az
                bedziesz 100% ze to zwiazek na dluzej, bo dzieci tez nie znosza bawienia sie ich
                uczuciami.
                A ci ktorzy uwazaja ze zdrada jest usprawiedliwiona jesli jest sie
                nieszczesliwym w malzenstwie - otoz nie, a przez was przemawiaja wyrzuty
                sumienia. Kto ma jakiekolwiek morale dobrze wie ze zdrada to oszustwo, a
                oszustwo to oszustwo, nawet jak sie oszukuje gruba stara zone albo meza pijaka.
                To tak jakby nie dostac kary za morderstwo bo sie zabilo podlego czlowieka.
                Zdradzajacy i kochanki/kochankowie - nie pierzcie tu swojego sumienia.
                Postepujcie uczciwie wobec wszystkich stron.
                Ci ktorzy nie chca odejsc od zony/meza a maja kochanko/ki - to po prostu tchorze!
                • Gość: November Re: do raea-porada IP: 199.67.138.* 29.11.04, 18:48
                  czy ta odowiedz to do mnie?
                  November :)
Inne wątki na temat:
Pełna wersja