Krzyczenie i wyzywanie dzieci

01.12.04, 09:51
Moi drodzy, ile osób wśród Was wyzywa swoje dzieci kiedy juz nie
wytrzymujecie ich "tępoty"? Jakl często sięto zdarza? W jakimwieku sa te
dzieci?
Ja już nie wytrzymuję, wczoraj myslałam, że zabiję z wściekłości,aż sama się
siebie przestarszyłam i potem było mi wstyd. Czemu dzieci w wieku około 12
lat mają tępote na naukę, ale na czytanie głupich gazet i oglądanie telewizji
nie mają? Czemu są w stanie wszystko co tam zobaczą i przeczytają (bzdetne
gazety)opowiedzieć bez problemu, ale kiedy przyjdzie do historii czy
angielskiego nie są w stanie się skupić i wyciągnąć wniosków?
Czy my tez byliśmy tacy tepi?
Nie wymagam od swojego dziecka szóstek i samych piątek. Stwierdziłam,że może
miec czwórki, czy trójki, ale niech coś jej z tego zostanie w głowie, a jej
nic nie zostaje w głowie. Siedzi, myśli i nic nie wymyśli. Słowo daję, jak
sie wkurzę to poprosze o to,żeby zostawili moje dziecko jeszcze raz w tej
samej klasie, bo w gimnazjum za żadne skarby świata sobie nie poradzi z takim
tepym łbem.
    • kvinna Re: Krzyczenie i wyzywanie dzieci 01.12.04, 09:58
      Ty naprawdę jesteś mamusią?

      "tępota na naukę"

      Czytasz coś?
      Jaka byłaś, gdy miałaś naście lat?

      Boże, dzifny śfiat.
      • reni6 Re: Krzyczenie i wyzywanie dzieci 01.12.04, 10:03
        Zal mi tych dzieci.
        Skazanych na tepych rodzicow...
        Ech...zycie jest okrytne dla nich.
        • kvinna Re: Krzyczenie i wyzywanie dzieci 01.12.04, 10:10
          Mnie też szkoda dzieci/młodzieży wtłoczonych w fabrykę szkoły. Nienawidziłam
          tej instytucji. Wymaga natury żołnierza.
          • arnick_a Re: Krzyczenie i wyzywanie dzieci 01.12.04, 13:03
            Jesteś moocno wczorajsza.
      • Gość: matka Re: Krzyczenie i wyzywanie dzieci IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 01.12.04, 10:09
        Oczywiście, że katar9 jest mamusią. Ja też jestem (II klasa gimnazjum) i
        doskonale rozmumiem stan desperacji autorki wątku. Czasami potrzeba napawdę
        dużej siły i cierpliwości aby to wytrzymać, nie dać się ponieść emocjom.
        Droga katar9 trzymaj się i nie przejmuj się bezdzietnymi "specjalistami" od
        wychowania dzieci, którzy zapewne zaraz się odezwą.
        • arnick_a Re: Krzyczenie i wyzywanie dzieci 01.12.04, 13:43
          Gość portalu: matka napisał(a):

          > Czasami potrzeba napawdę
          > dużej siły i cierpliwości aby [..] nie dać się ponieść emocjom.
          A czasami dobrze jest dać się ponieść. Taki szczeniak jeden z drugim ma wtedy
          okazję nauczyć się dwóch rzeczy: czym grozi gwałtowna detonacja skomasowanych
          emocji, przeproszenia poszkodowanych bez względu na ich wiek i urząd.

          > nie przejmuj się bezdzietnymi "specjalistami" od
          > wychowania dzieci, którzy zapewne zaraz się odezwą.
          Spox ... Korczak dawno zamilkł.
          Arni
      • katar9 Re: Krzyczenie i wyzywanie dzieci 01.12.04, 10:09
        widzisz, szkoły dla rodziców nie ma, a czsami mamy dosyc i najchętniej
        wystawilibysmy swoje dzieci za drzwi. Kiedy mąż czy żona Ci nie pasuje, to się
        rozwodzisz, a z dzieckiem nie można, jesteś na nie skazany.
        Czasami coś w nas pęka. A jesli osoby, które wypowiedzą się w tej sprawie tylko
        mnie karcąc, to szkoda czasu, bo ja sama siebie już skarciłam za swoje
        zachowanie. Chce się dowiedzieć ile jest takich osób jak ja i skąd się bierze
        problem, że niepotrafimy kochac dzieci takimi jakimi są, czyli nawet tępymi,
        głupimi czy brzydkimi.
        ja czasami mam wrażenie, że nie kocham swojego dziecka tak jak powinnam.
        Chciałabym, ale cos we mnie siedzi i mówi, że dłużej tego nie wytrzyma, że
        dłużej nie wytrzyma tego ciągłego tłumaczenia itd itd
        Ja już pękłam, nie wytrzymałam i najchętniej na jakis czas oddałabym swoje
        dziecko gdzies gdzie je ktoś mógłby "uformować", np. do jakiegos pensjonatu dla
        dziewczynek, tak jak było kiedyś.
        • Gość: matka Re: Krzyczenie i wyzywanie dzieci IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 01.12.04, 10:32
          Każda miłość czasami bywa trudna. A ta nasza mmatczyna , nawet jeśli trudna nie
          mija nigdy. Może po prostu na chwilę odpuść sobie i córce. Stań obok, poptrz na
          was obie z dystansu.
          Z rad praktycznych to polecam tzw. metodę małych kroczków. Zamiast ogólnych
          tłumaczeń, napomnień skup się na szczegółach tzn. konkretna praca do wykonania
          (np. wyparcowanie z polskiego, zadanie z matematyki, poprawa pałki z geografii
          itd.) Pozwala to Tobie zapanować nad chaosem, a dziecku usystematyzować swoją
          pracę i mieć satysfakcję z małych ale namacalnych sukcesów. Wymaga to
          ovczywiście od rodzica zaangażowania i czasu, ale przynosi efekty. Spróbuj - u
          mnie to pomogło. Pozdr.
          • Gość: Iga Re: Krzyczenie i wyzywanie dzieci IP: *.internetdsl.tpnet.pl 01.12.04, 10:48
            Też miałam ten problem a teraz to jest koszmar - wstań do szkoły odpowiedz
            dziecka to spadaj ,zamknij ryja ,zamknij kopare - ma już dziewiętnaście lat i
            teraz to jest horror mnie też wymykają się rozne słowa i gesty ale kiedy chcesz
            tylko tyle żeby się uczyło i jako tako zachowywało to już za dużo .Komputer
            muzyka ok ale nauka nigdy nie robi nic co wymaga odrobiny wysiłku.Nie pomoże
            żaden pedagog ani psycholog bo on wtedy jest bardzo miły i to mama jest
            niedobra.To nie nasze dzieci to potwory które dają ci tabletki i pytają czy
            starczy tyle żebyś zdechła.nienawidze go.
          • Gość: snowy Re: Krzyczenie i wyzywanie dzieci IP: 212.180.158.* 01.12.04, 14:55
            Myślę że musisz się trochę wyluzować i nie przejmować tak nauką dziecka. W
            końcu ważniejsza jest atmosfera w domu od ocen. Ja też przeżywałam koszmar w
            zeszłym roku jak moja córka kończyła podstawówkę, bez przerwy kazałam jej
            wkuwać. Teraz w gimnazjum jest tak "zawalona" nauką że sama jej mówię żeby
            mniej się uczyła bo inaczej zwariujemy wszyscy. A stres i krytykowanie dziecka
            tylko spowoduje że uwierzy w to że jest tępe, straci wiarę w siebie, nabawi się
            kompleksów i dopiero będziesz miała problem.
            pozdrawiam
        • arnick_a Re: Krzyczenie i wyzywanie dzieci 01.12.04, 13:48
          katar9 napisała:

          > Kiedy mąż czy żona Ci nie pasuje, to się
          > rozwodzisz, a z dzieckiem nie można, jesteś na nie skazany.
          Nie jest tak źle. Latorośl zorientowawszy się w sytuacji, sama pójdzie w
          cholerę. Wychodzi taniej niż rozwód.
          Arni
    • reni6 Re: Krzyczenie i wyzywanie dzieci 01.12.04, 10:33
      Kochane Kobitki!
      Jestem Mamusia, moja corka jest w II klasie Gimnazjum. I coz, orlem to ona nie
      jest. Hmmm...po kims to w koncu ma, nawet jesli ja nie mialam problemow ze
      szkolami to pewnie przekazalam jej cos tam po ktoryms z przodkow. Mam miec zal
      do niej ,ze nie jest idealna lub taka jak ja? A niby dlaczego? Jesli zal, to
      tylko sama do siebie. Ale nie mam. Tylko poprostu Kocham. I juz. Miloscia ktora
      nie zada zaplaty. Miloscia bezgraniczna. I pracuje z nia. I czasem nie jest
      latwo. I ja, osoba zazwyczaj niecierpliwa i rzutka odkrywam w sobie wielkie
      poklady cierpliwosci. Kocham z nia rozmawiac. Tlumaczyc jej stosunki
      miedzynarodowe i spoleczne.
      A gdy trzeba rozmawiac o ciuchach i chlopakach.
      Wspierac ja w jej dzialaniach, zachwycac spiewem i gra na gitarze, kibicowac w
      meczach i konkursach z jez. niemieckiego czy rozgrzewac po kazdym rajdzie
      turystycznym czy manewrach nocnych. Czekac z goracym kakao.

      KOchac nam te dzieci trzeba, kochac Mamuski kochane.
      Czego Wam i sobie zycze.
      Pozdrawiam, Reni.
      • katar9 Re: Krzyczenie i wyzywanie dzieci 01.12.04, 10:45
        Ale ja już nie mogę. U mnie w domu nie ma "dymów" tak codziennie. "Dymy"
        zaczynają się własnie przy tych konketnych sprawach, czyli poprawach czegoś
        czego nie zrobiło się wczesniej, a to się niestety nawarstwia i ja wtedy sie
        drę nawet nie czekając na jej odpowiedź.
        Schemat:
        ona ma problem
        ja spokojnie tłumaczę
        ona ma problem
        ja spokojnie tłumaczę
        nauka nie jest problemem
        ja spokojnie tłumaczę
        mamo, wszystko już umiem, nie musze już się uczyc, poogladam sobie telewizję
        (bo książki sa wg niej bardzo nudne)
        pytam,żeby sprawdzić i co? nie umie nic. Pytam się czy czytała (ona twierdzi,
        ze tak), bo przeciez nic nie umie. Zaczyna się problem. Drę się. Nie jestem w
        stanie dalej już tłumaczyć.

        przeczytałam sporo książek na temat wychowania dzieci. Ostatnio o rozmowach
        konstruktywnych (Wychowanie bez konfliktów) i co? I nic. Nie jestem w stanie
        nad sobą zapanować.
        Stoi przede mną moje dziecko, głowa spuszczona, uśmieszek pod nosem, a mnie
        trafia szlak, zaczynam się drzeć i wyzywać ją od tępot. Koszmar.
        • reni6 Re: Krzyczenie i wyzywanie dzieci 01.12.04, 10:55
          Luuudzie, jestem przerazona. Jesli matki maja tak jak Iga, to naprawde
          osiagnelismy dno.
          Czy uwazacie, ze te nasze dzieci urodzily sie juz takie? Czy nie sadzicie ,ze
          mialysmy wplyw na ich obecne zachowania i sposob zycia? Dlaczego tv jest wazne?
          Dlaczego najwazniejsze? Bo nie nauczylyscie ich ,ze wazna jest rozmowa. to co
          gdzies tu napisal Luty, nie trzeba calego dnia spedzac z dzieckiem zeby je
          wychowac, wystarczy troszke ale codziennie. I blagam was, z miloscia!

          I pamietajcie,ze jesli jest cos nie tak w ich zachowaniu, to nie wzielo sie z
          nikad. Ich najwiekszymi wzorami bylismy MY!
          I nie oszukujmy sie.
          Moim zdaniem, gdybym zaszla w tak ciemny zaulek skorzystalabym z pomocy
          specjalisty. Najpierw JA. Wlasnie ja, a nie dziecko. Bo jesli nie potrafilam
          dziecka nauczyc warosci waznych dla niego to znaczy, ze ze mna jest cos nie
          tak. A potem dopiero czas na leczenie mojego dziecka.

          Tak bym zrobila.
          Dziecko to nie zabawka, nie da sie go zareklamowac i oddac do sklepu lub
          wymienic na lepszy model. Ono jast juz nasze na cale zycie.
          Pamietaj o tym.
          Powodzenia zycze.
          Pozdr, Reni.
          • katar9 Re: Krzyczenie i wyzywanie dzieci 01.12.04, 11:25
            Tu odpowiem, a potem poczytam dalej.
            Byłam u specjalisty ze sobą. Byłam i nic.
            Doszłam do wniosku, że musieliby iść wszyscy rodzice do specjalisty, bo inne
            dzieci w klasie są takie same. Rozmawiam z innymi rodzicami z klasy i mają
            identyczne problemy.
            Przyznaje się, ze zbyt dużo pozwolilam oglądac telewizji,to fakt. Ale nie stac
            mnie na zapewnienie dziecku stu różnych przyjemności (mieszkam w Warszawie),
            więc dziecko się nudzi. Basen - wyjście za nas dwie to minimum 50 złotych,
            kino - 50 zlotych, angielski - 170 miesięcznie, Pałac Kultury - niby nic, bo
            opłata półroczna, ale dojazdy kosztują mnóstwo pieniędzy itd itd
            Co zostaje? Telewizor i książka, bo nawt na rolki już jej się nie chce wyjść, a
            z roweru ją "zsadzili" Czy to tylko nasza wina? A wpływ innych dzieci?
            Środowisko ma ogromny wpływ. jej koleżanki sa identyczne, może niektóre mniej
            tępe. Identycznie się nudzą, nie wiedzą co ze sobą zrobić. Nie mają marzeń, bo
            nie czytają (a to przecież lektura często pomaga nam rozwinąć nmarzenia). Kiedy
            ja jej chcę poczytać cokolwiek,np.ostatnio Oskar i pani Róża, to ona twierdzi,
            że to nudne i beznadziejne. Ręce mi opadają.
          • milenna5555 do reni6 01.12.04, 13:26
            piszesz "gdybym" etc... nie doświadczyłaś zatem...
            jak doświadczysz - zabierz głos w dyskusji
            pozdr.
            • Gość: del Kichote Re: do reni6 IP: *.doskomp.lodz.pl / 195.205.148.* 01.12.04, 14:19
              Czyli żeby wygłaszać opinię w tej kwestii trzeba być nieopanowanym prymitywem?

              Dobre, mieszkańcy zakładów karnych też powinni zastosować taką argumentację:
              "Zabiłem to ścierwo, wkurzyło mnie. Was nie wkurzyło, nie wiecie, jak to jest,
              nie zabierajcie głosu"...

              ps.: Coraz bardziej powszechny dostęp do "anonimowego" internetu uwidacznia
              żałośnie, że homo sapiens to małpa, która nigdy nie zeszła z drzewa...
            • Gość: reni6 Re: do reni6 IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 01.12.04, 14:29
              a ja myslisz, ile z obecnych tu osob mialo takie problemy z dziecmi? Nie mam
              ich bo podjelam od zarania jekis tam kroki zeby ich nie miec. A w dyskusji i
              tak bede brala udzial.
              pozdr, Reni.
            • arnick_a Re: do reni6 01.12.04, 18:31
              Jesteś ciałem władnym udzielać głosu na tym forum?
              Tylko o tym można się wypowiadać, czego się doświadczyło?
              A taka śmierć nie przymierzając?
              Arni
          • arnick_a Re: Krzyczenie i wyzywanie dzieci 01.12.04, 18:22
            reni6 napisała:

            > Dziecko to nie zabawka, nie da sie go zareklamowac i oddac do sklepu lub
            > wymienic na lepszy model. Ono jast juz nasze na cale zycie.
            Nie ono jest nasze, a my jego.
            Arni

        • kvinna cichutko wtrącę 01.12.04, 10:57
          pisze się szlag...

          szlak to np. w górach...
        • Gość: matka Re: Krzyczenie i wyzywanie dzieci IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 01.12.04, 10:58
          Jest to koszmar, ale nie tylko dla Ciebie - dla Twojej córki również. Nie jest
          łatwo przeistaczać się z dziecka w kobietę, uczyć się geografii czy historii
          gdy myśli się o czy mś dużo ważniejszym (np. koledze z ławki obok), chodzić do
          szkoły , która jaka jest wszyscy wiemy. A w końcu nie jest łatwo żyć z
          rodzicami, którzy po dziecinnym okresie uwielbienia nagle wydają się
          bezdusznymi potworami. Obu Wam nie jest łatwo.

        • arnick_a Re: Krzyczenie i wyzywanie dzieci 01.12.04, 18:16
          Zadam Ci pytanie: od kiedy i w jaki sposób uczyłaś córkę odpowiedzialności? Z
          całokształtu posta wnoszę, że zbierasz plony własnych zaniedbań/nadgorliwości.
          Arni
          • katar9 Re: Krzyczenie i wyzywanie dzieci 01.12.04, 20:13
            A sa idealni rodzice? Ja takich nie znam. Wszyscy coś zrobią za mało lub za
            dużo. Dziecku nigdy nie dogodzimy.Dzieci są idealne, a my rodzice straszni.
            Moi mnie nie gonili do nauki, bo sama się goniłam, ale zawsze wynaleźli jakies
            inne złe rzeczy, które chcieli naprawiać.
            Dzisiaj zapytałam się swojego taty jak było z moją tepotą i stwierdził, że tepa
            nie byłam, wiec po kim dzieci to dziedziczą?
            • arnick_a Re: Krzyczenie i wyzywanie dzieci 01.12.04, 21:43
              Nie ma idealnych rodziców, dzieci, żon, mężów. Jeśli komuś uda się zrozumieć,
              że czyjeś niepożądane zachowanie jest konsekwencją jego własnych błędów,
              złagodnieje, będzie skłonny więcej wybaczyć i zaakceptować. Krzyk stanie się
              zbędny. Oczywiście potrzeba też czasu, aby się pozbyć złych nawyków.
              Arni
            • Gość: GHI Re: Krzyczenie i wyzywanie dzieci IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 01.12.04, 22:00
              Żli rodzice, wychowują złe dzieci, gdzieś to wyczytałam.
      • kvinna Re: Krzyczenie i wyzywanie dzieci 01.12.04, 10:56
        Fakt, "nie posiadam" dziecka. Ale nim byłam.

        Zwracam jednak uwagę na to, że mama, która pisze "tępota na naukę" najpewniej
        sama światła nie jest. Czuję to - że się tak górnolotnie wyrażę - po
        słownictwie, którego używa.

        Z szufladki wyjmiesz dokładnie to, co do niej włożysz.

        Prościej: interesuje mnie, jakie nawyki ukształtowała katar9 u swego dziecka
        już wcześniej, gdy było zupełnie małe.

        W wywiadze, który ostatnio czytałam, Maria Janion mówiła, że jej matka mocno
        podkreślała wagę nauki, ale jakoś tak nie wydaje mi się, że nie miała w związku
        z tym morderczych myśli...
        • katar9 Re: Krzyczenie i wyzywanie dzieci 01.12.04, 11:27
          Może masz rację, że nie jestem swiatła, bo skończyłam tylko dwa kierunki
          studiów i mam tylko magistra x 2, a powinnam miec doktorat, tylko kiedy mam go
          zrobic skoro cały swój wolny czas poswięcam dziecku i sprzątaniu mieszkania?
          • kvinna hm... 01.12.04, 11:40
            Może to jakiś błąd. Mam na myśli "cały czas dziecku i sprzątaniu mieszkania".
            Idź z nią do kina, proszę. Nieprawda, że wyjście to 50 zł. Nie wybieraj
            multipleksów, nie będę tu reklamować kina Luna, ale poniedziałki są po 5
            zł...Trzeba chcieć. I - przyznasz - jakoś dziwnie to brzmi: Mieszkam w stolicy,
            nie ma dokąd pójść.

            Doktorat z macierzyństwa. To chyba ważne zadanie. Powodzenia.
            • katar9 Re: hm... 01.12.04, 11:58
              Ale wychodze z nią do kina i na basen, tyle że nie co tydzień bo mnie na to nie
              stać. Zamiast tego jedziemy do Powsina czy idziemy na spacer do parku i co z
              tego.
              • kvinna Cierpliwości... 01.12.04, 12:06
              • arnick_a Re: hm... 01.12.04, 18:43
                A może przestań torturować córkę nieograniczonym towarzystwem własnej osoby?
                Daj jej zaczerpnąć powietrza.
                Arni
          • Gość: del Kichote Re: Krzyczenie i wyzywanie dzieci IP: *.doskomp.lodz.pl / 195.205.148.* 01.12.04, 14:26
            Taaak, faktycznie stylistyka wcześniejszych wypowiedzi nie wskazywała na miłość do czytania książek...
            • arnick_a Re: Krzyczenie i wyzywanie dzieci 01.12.04, 18:44
              To akurat nie ma najmniejszego znaczenia i to z wielu powodów.
            • katar9 Re: Krzyczenie i wyzywanie dzieci 01.12.04, 20:15
              Stylistyka wcale nie świadczy mój drogi o czytaniu książek. Pisząc na forum nie
              zastanawiam sięnad doborem słów i stylistyką zdania.Poza tym nie o
              mojej "tepocie" w pisaniu mielismy rozmawiać.
          • arnick_a Re: Krzyczenie i wyzywanie dzieci 01.12.04, 18:37
            Lepiej sobie podaruj owego dra. Miałabyś tylko zgryz , do czego to potrzebne.
          • arnick_a Re: Krzyczenie i wyzywanie dzieci 01.12.04, 18:38
            Mieszkanie jako martwa natura wszystko wtrzyma , ale dziecko? Toż to żywy
            jeszcze człowiek!
            Arni
    • Gość: ryb Re: Krzyczenie i wyzywanie dzieci IP: *.cable.ubr06.croy.blueyonder.co.uk 01.12.04, 10:56
      To tez jest metoda, tylko nie zawsze dziala. Dzieciak sie zamyka w sobie i
      stresuje. A wtedy koniec. Nic do glowy nie wejdzie a jak wejdzie to zaraz
      wyjdzie. Wiesz, moja zona kiedys uparla sie na "podciagniecie" naszej corki. No
      i sluchalem. Coraz bardziej podniesiony glos zony i coraz cichszy glos corki. W
      koncu wkroczylem do akcji. Poprosilem zone zeby poszla sobie pobiegac i sam
      zaczalem "nauczanie". Nie dalo sie. Siedziala wystraszona i lzy lecialy jej po
      policzach. W koncu zaczalem glupa rznac i po kilku dniach zaczela sie relaksowac
      i "rozumiec" o co w tym wszystkim chodzi. Powiedzialem jej, ze jak ma problem to
      niech sie nie wstydzi, tylko przychodzi do mnie z nim i ja postaram sie go
      rozwiazac. Ale musi mnie dac czas, bo wszystkiego nie wiem i tez musze sie
      doksztalcic. Podobalo jej sie to. To bylo kilka lat temu. Dzisiaj juz nie ma
      takich problemow.

      A teraz pozwol ze dam Ci rade. To taka rada z mojego doswiadczenia. Matki nie
      powinny nauczac corki, tak samo jak ojcowie synow. Trzeba wymianke zrobic: matka
      -syn, ojciec - corka. O dziwo jest o wiele latwiej, dla wszystkich...
      • reni6 Re: Krzyczenie i wyzywanie dzieci 01.12.04, 11:00
        rybie, cenie to co napisales. Ojciec z Ciebie przedni.
        Z tymi radami to uwazaj, sorka -ojciec, syn- matka. Moze i tak ale nie zawsze
        mozliwe jak chyba wiesz. Mam nadzieje,ze pamietasz moje poprzednie posty .
        Ale fakt, dzieci czesto mysla,ze oczekujemy od nich zeby byli idealni. Wstydza
        sie swoich niedoskonalosci. A sztuka dla nas bedzie nie to zeby wtloczyc im
        wiedze do glowy ale to zeby potrafily prosic o pomoc. Nas.
        Pozdrawiam, Reni.
      • Gość: matka Re: Krzyczenie i wyzywanie dzieci IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 01.12.04, 11:04
        Potwierdzam to co napisał ryb o rekacji córka-ojciec , a raczej w moim
        przypadku syn-matka. Jestem matką dwóch synów i sprawdza się to w obu
        przypadkach.
      • katar9 Re: Krzyczenie i wyzywanie dzieci 01.12.04, 11:30
        zgoda, ale ja sama wychowuje dziecko i nie mam tatusia na zamianę, a Twoją
        metodę już przerabiałam. Efekt, ja umiem śpiewająco, a moje dziecko dalej nic
        nie umie. I nie jest to brak pamięci, bo jak już pisałam wcześniej zapamiętanie
        artykułu z gazety Bravo i rozmowa na ten temat wychdzi jej świetnie. ktoś może
        powiedzieć zabroń jej to czytać. A ja twierdze, żewole kupic sama niż ma brać
        odkoleżanek, przynajmniej mam wgląd w to co czyta. Tylko czemu nauka jej idzie
        tak opornie.
        • arnick_a Re: Krzyczenie i wyzywanie dzieci 01.12.04, 18:54
          To zdrowy objaw, że umysł dziecka odrzuca nudziarstwa całkowicie oderwane od
          życia.
          Arni
    • Gość: ciocia zosia Re: Krzyczenie i wyzywanie dzieci IP: *.aster.pl / *.aster.pl 01.12.04, 11:10
      droga katar 9. zapytam najpierw gdzie jest tatuś twojej córki? myślę, że część
      twojej agresji przeznaczona jest dla niego, a nie dla dziecka. dzieci wcale nie
      są tępe - są dużo inteligentniejsze niż wy, krzyczący rodzice, o nich sądzicie.
      nie myśl tak o swoim dziecku, bo dziecko to wyczuwa i też tak o sobie myśli i
      jak ma w tej sytuacji dobrze się uczyć.
      • katar9 Re: Krzyczenie i wyzywanie dzieci 01.12.04, 11:37
        1. ojca nie ma od początku i nieprzelewam złości z niego na dziecko
        2. wiem, ze jak krzycze i wyzywam od tępot, to ona sie zamyka.
        Ja to wszystko wiem, ale co z tego skoro nie jestem w stanie zapanowac nad sobą
        w takich sytuacach.
        Zastanówmy się czemu się tak dzieje, że nasze dzieci nie myślą i nie potrafią
        wyciągnąć wniosków z prostych zdań lub nie potrafią kojarzyc faktów. To mnie
        doprowadza do szału, a nie to ze ma czwórki czy trójki. Mi chodzi tylko o tol,
        żeby nauczyła się mysleć. Nad tym problemem mi ręce opadają.
        Ja rozumiem, ze dzieci nie potrafią w tym wieku mysleć abstrakcyjnie, więc
        matematyki sie nie czepiam, ale ucząc się historii czy angielskiego nie trzeba
        mysleć abstrakcyjnie.Tu wystarczy przeczytać i powtórzyć sobie na głos raz lub
        dwa, że sie tego nauczyc. A tu nic. Pusto. czyta 6 razy jeden tekst i nie jest
        w stanie powtórzyć tego. Kogo normalnego szlag by nie trafił? Jest godzina
        22.30, widze że już pada i chce jej się spać, ale dalej nic nie umie. Potrafi
        siedzieć nad książkami 8 godzin i nic z tego nie wyciąga, a co gorsza mam
        wrażenie, że ona się cofa w rozwoju zamiast iść do przodu. Koszmar
        • kvinna Każdy by się zamknął słyszac, że jest głąbem np. 01.12.04, 11:42
          Nie mów tak do niej.
          Przytulasz ją czasem?
          Próbuj, choć pewnie początkowo będzie się odwracać...
          • reni6 Re: Każdy by się zamknął słyszac, że jest głąbem 01.12.04, 11:54
            kvi..skad w Tobie tyle madrosci zyciowej?
            O to wlasnie chodzi, o te poklady milosci, o to przytulenie.
            Moja 14-letnia corka nibjuz kobietka ,a czasem takie dziecko. czasem roztkliwia
            mnie gdy lgnie do mnie jak 3-latka. Jak wystawia dzioba do pocalunku.
            Co nie znaczy,ze pozwala chodzic mi na swoje rajdy (koszt rajdu od 6 do 15 PLN-
            info dla katar), o nie! Bo co by paczka powiedziala. I ja sie ciesze. Dorasta.
            A jednoczesnie wciaz potrzebuje tej milosci. Ale dostawala ja od urodzenia i
            teraz nie ma problemow ze swoja tozsamoscia czy zadawaniem pytan.

            Uwielbiamy chodzic sobie razem na rozne wypady (wzielam 2 dni urlopu w
            pazdzierniku gdy mieli 2 dni wolne w szkole i poszlysmy szukac jesieni. Jak
            bylo suuuper. Ganialysmu sie po parku, szukalysmy kasztanow, zrobilysmy
            kolorowe bukiety ktore stoja w jej pokuju ususzone do dzis (koszt wypadu 0 PLN).

            Spacery z pieskiem nad morzem (koszt spaceru 0 PLN, no czasem herbatka w barze
            nadmorskim 2,50PLN).

            Kino w multikinie we wtorki i czwartki promoocyjnie (po 12 PLN), cola kupiona
            wczesniej w sklepie zeby nie przeplacac.

            I wiele wiele innych. Naprawde mozna.
            Tez jestem samotna matka.
            W przedszkolu, w szkole podstawowej i teraz w gimnazjum mowia,ze kompletnie
            tego nie widac.
            Ze dziewczyna bardziej radosna niz inne. Bardziej otwarta niz inne.
            Mozna tego dokonac? Mozna!

            A teraz wracam do Ciebie Kvi...zalezy mi na dzieciakach, na ich szczesciu. I
            wiesz co?
            Ja tez zapamietalam co czulam bedac dzieckiem i mloda dziewczyna.
            I tym sie kierowalam. I chodzilam na spotkania dla samotnych rodzicow. I dzieki
            temu nauczylam moje dziecko, ze ja tez mam prawo do spokoju, do pobycia sama z
            soba, do samotnego wyjazdu itp. I szanujemy sie nawzajem i swoje potrzeby.

            Kvi, jesli nie zapomnisz dziecinstwa, to mysle, ze Twoje dziecko tez bede
            szczesliwe. czego tobie i Twoim przyszlym dzieciom zycze.

            Pozdr. Reni.
            • kvinna Re: Każdy by się zamknął słyszac, że jest głąbem 01.12.04, 12:08
              po cichu: dzięki

              przyznaję, że dojrzewa we mnie myśl o dziecku

              na razie uwielbiam swoją siostrzeniczkę, wcale nie bezkrytycznie, ale kocham ją
          • katar9 Re: Każdy by się zamknął słyszac, że jest głąbem 01.12.04, 11:59
            No pewnie, że przytulam. Nie jestem matką potworem, choc czasami sie tak czuję
            (tak jak dzisiaj), kiedy już nie wyrabiam i sie drę.
            • Gość: gf Re: Każdy by się zamknął słyszac, że jest głąbem IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 01.12.04, 12:39
              katar9 napisała:

              > No pewnie, że przytulam. Nie jestem matką potworem, choc czasami sie tak
              czuję
              > (tak jak dzisiaj), kiedy już nie wyrabiam i sie drę.

              Przepros. Nie zapomnij.
              • Gość: baba zona Re: Każdy by się zamknął słyszac, że jest głąbem IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 01.12.04, 12:45
                Tak. To bardzo wazne. :)
        • nonnek udzielam Ci wsparcia, ale do granic 01.12.04, 12:07
          Jestem ojcem i tez widze, jak niekiedy moja zona krzyczy na naszego
          kilkunastoletniego syna, wyzywajac go od TUMANOW itd...

          Ale tylko wtedy, gdy robi on ewidentnie zle, grajac np. 5 godzin w komputer,
          a o godz 20..00 zabierajac sie dopiero za lekcje itd...
          I tylko wtedy ma ona (moja zona) moje poparcie.
          Ale tylko wtedy, gdy dziecko robi cos ewidentnie zle i nas nie slucha.

          Jezeli Twoje dziecko robi wszystko dobrze, ale ma problemy z nauka,
          to jeszcze nie powod do krzyku, gdyz istotnie ja jeszcze zniechecasz.
          Moze ma jakies problemy emocjonalne, ze nauka nie wchodzi jej do glowy?
          A moze jakies inne zaklocenia w rozwoju?
          Psycholog by sie tu przydal - polecam.

          Rozumiem, ze sie denerwujesz, ale jezeli widac, ze ktos chce dobrze, a mu nie
          wychodzi, to nie powod do krzyku (mimo, ze sama wiesz, ze Ty bys sie tego
          tekstu "naumiala").
          • Gość: gf Re: udzielam Ci wsparcia, ale do granic IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 01.12.04, 12:09
            > Ale tylko wtedy, gdy dziecko robi cos ewidentnie zle i nas nie slucha.

            co za cienias...do wojska sie zaciagnij...
            • katar9 Re: udzielam Ci wsparcia, ale do granic 01.12.04, 12:20
              Masz rację, sąsiad nas nie słucha i nie wymagamy tego od niego. ja wcale nie
              pisałam, że dziecko się mnie nioe słucha, bo ona się słucha. Jeszcze raz
              powtarzam, jestem wsciekła na jej tepotę i cofanie się w rozwoju.
              • nonnek Re: udzielam Ci wsparcia, ale do granic 01.12.04, 12:26
                O to mi wlasnie chodzi, ze nie mozesz byc wsciekla na jej tepote,
                skoro dziecko robi wszystko co nalezy, tylko efekty tego sa niewielkie.
                Z tego co piszesz, wynika, ze Tobie bardziej zalezy na dobrych stopniach,
                niz jej.
                Nie mozesz powiedziec jej: pomoge Ci 2 -3 godziny, na wiecej nie mam czasu?
                A jak nie zdasz, to zostaniesz drugi rok w tej samej klasie?
                • Gość: gf Re: udzielam Ci wsparcia, ale do granic IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 01.12.04, 12:38
                  Nonnek, Ty chyba jestes kompletnie nieprzytomny...albo nie potrafisz sobie
                  wyobrazic 12-letniego dzieciaka. Juz to widze, jak sie boi, ze ja usadza na
                  rok...

                  Dziewczyna opisuje sytuacje, w ktorej znudzone nieciekawoscia programu dziecko
                  potrzebuje asysty matki przy nauce, bo to pozwala dziewczynki powiekom sie nie
                  zamknac - nie w sensie doslownym oczywiscie.
                  • nonnek Re: udzielam Ci wsparcia, ale do granic 01.12.04, 12:46
                    Ma Pani dzieci w tym wieku? Ja uwazam, ze dziecko nie tyle tej pomocy
                    potrzebuje, ile ja bez granic wykorzystuje. Corka zapewne chcialaby, aby matka
                    wszystkie lekcje z nia odrabiala, az padnie z przemeczenia.
                    Dziecku w wieku 12-tu lat mozna juz stawiac wymagania.
                    Ograniczyc dostep do TV i komputera i pomagac w nauce, ale do pewnych granic,
                    pokazujac, ze jest czesc obowiazkow, ktorym dziecko musi podolac samo.
                    • Gość: baba zona Re: udzielam Ci wsparcia, ale do granic IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 01.12.04, 12:50
                      Wiek dziecka nie jest w tym kontekscie istotny - tutaj chodzi o pomoc dziecku,
                      ktore ma problem z nauka i matce, ktora sobie z tym problemem nie radzi. QA
                      restrykcyjne wychowanie przynosi efekt odwrotny do zamierzonego.
                      A dzieci mam - w roznym wieku.
                      Pozdrawiam :)
                      • nonnek Re: udzielam Ci wsparcia, ale do granic 01.12.04, 13:01
                        Nie wiem, czy ograniczenie dostepu do TV mozna nazwac restrykcjami?
                        Moze bylo tego za duzo? To przeciez oczywiste, ze niekontrolowane dziecko
                        spedziloby najchetniej 10 godzin przed telewizorem i 30 minut nad ksiazkami?
                        Nie moge uwierzyc w to, co pisza tu inne osoby, ze odrabianie lekcji i proces
                        uczenia sie moze byc tylko przyjemnoscia. Faktem przeciez jest, ze samotna,
                        pracujaca matka moze tylko czesc czasu poswiecic dziecku. W pierwszym rzedzie
                        musi wiec przypilnowac, aby dziecko zajelo sie lekcjami, a dopiero potem swoimi
                        przyjemnosciami.
                        • Gość: gf Re: udzielam Ci wsparcia, ale do granic IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 01.12.04, 13:04
                          W pierwszym rzedzie, to Ty musisz przypilnowac, zeby szkola nie zabila w Twoim
                          dziecku ciekawosci intelektualnej, co sie objawia gapieniem sie na teleturnieje
                          w tv i inne migajace obrazki...
                        • Gość: baba zona Re: udzielam Ci wsparcia, ale do granic IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 01.12.04, 13:07
                          > Nie wiem, czy ograniczenie dostepu do TV mozna nazwac restrykcjami?

                          Mozna, jezeli ograniczenie zostalo okreslone jako kara. Rodzice czesto
                          popelniaja blad karzac, zamiast nagradzac (kwestia przestawienia sie - glownie
                          rodzicow).
                          Dziecko, ktore "ustawia sie" na zasadzie: nauka to Twoj obowiazek, uzna te
                          nauke za cos ogromnie nieciekawego. Jesli natomiast nauka bedzie mu sie jawic
                          jako zaspokojenie ciekawosci - o, to juz cos zupelnie innego.
                          Tak, nauka powinna byc przyjemnoscia, zwlaszcza dla dzieci mlodszych. U
                          starszej mlodziezy dochodzi innego rodzaju motywacja.
                          :)
                          • katar9 Re: udzielam Ci wsparcia, ale do granic 01.12.04, 13:15
                            Tylko jak to zrobic, żeby ta nauka była przyjemnością? Znasz sposób? Ja nie
                            znam. Nauka jest przyjemnością dpiero kiedy jesteśmy starzy. Zobacz ile osób
                            teraz idzie na studia i gwarantuje Ci, ze nie idą tam po papierek, ale robią to
                            dla siebie, bo dorosli wreszcie do edukacji szkolnej.
                            Ale dziecko nie ma wyboru, zwyczajnie musi sie nauczyć na klasówkę, czy lubi tę
                            nauke czy nie. Jak to zrobic., żeby ucząc się rozumiała to czego się uczy. Ja
                            nie mam czasu codziennie siedzieć z nia po 4-5 godzin nad jej książkami, a
                            przed klasówka dochodzi do 12 godzin.
                            Wprowadziłam nawet metodę przyjemnej przerwy w nauce, czyli własnie wyjścia na
                            basen lub do kina, lub na pizzę, ale to nic nie daje. Aja stwierdzam, że swoją
                            szkołę dawno skonczyłam i nie mam zamiaru jeszcze raz się tego uczyć.
                            podreczniki sa napisane zrozumiałym językiem, to nie są podręczniki akademickie
                            z lat 70 czy 80-tych. Książki w podstawówce są ciekawe.
                            • Gość: gf Re: udzielam Ci wsparcia, ale do granic IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 01.12.04, 13:24
                              > Tylko jak to zrobic, żeby ta nauka była przyjemnością?

                              powtorze: zanlezc dobra szkole
                              • arnick_a Re: udzielam Ci wsparcia, ale do granic 01.12.04, 20:25
                                Zapoznać się ze współczesną metodyką nauczania i stosować zaczerpnięte stamtąd
                                kalki na co dzień.
                                Arni
                            • Gość: baba zona Re: udzielam Ci wsparcia, ale do granic IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 01.12.04, 13:27
                              "Tylko jak to zrobic, żeby ta nauka była przyjemnością? Znasz sposób?"

                              To niestety nie jest proste i "klania sie" szkola - wyglada na to, ze
                              nauczyciele popelniaja bledy. Ja angazowalam sie i angazuje w zycie szkol, do
                              ktorych chodza/chodzily moje dzieci. Rozumiem, ze mozesz nie miec na to czasu,
                              ale kontakt biezacy z nauczycielami powinnas utrzymywac. A co z pedagogiem
                              szkolnym? Jest takowy? Oni miewaja niezle pomysly, jak dziecko uaktywnic.
                              A w domu ja usilowalam uatrakcyjnic nauke - zadawalam np. zadanie pt.
                              Opracowanie wlasne lektury lub tematu tzw. z zycia - to taki byl trening -
                              potem byla nagroda.
                              A telewizja to tez discovery, animal planet, national geografic.
                              Przyznam, ze az takich problemow, jak sygnalizujesz, nie mialam. Ale moja corka
                              miala przez jakis czas wstret do historii. Podsunelam jej wtedy ksiazki tzw. "z
                              epoki" - takie tam romansidla - ale chwycilo. Pomyslow moze byc wiele. Kwestia
                              pewnego zaangazowania.
                              Zycze powodzenia:)
                              • katar9 Do baby zony 01.12.04, 13:47
                                Jeszcze raz Ci powtarzam, wszystko co związane jest z nauką dla mojego dziecka
                                jest Beeeeeeeeeee
                                Pedagog szkolny tu nic nie pomoże (kiedys nawet był dyrektorem tej szkoły),
                                znamy się dobrze, ale jego tylko interesuje jak dotrwac jeszcze 2 lata do
                                emerytury, uczył w tej szkole jeszcze wtedy kiedy ja do niej chodziłam.
                                A zmiana szkoły, to nie jest takie proste. Ja pracuję, szkoła jest blisko moich
                                rodziców, żeby mogli w razie czego ja odebrać, choć zwykle juz o 15.30 jestem w
                                domu (zabieram prace do domu i siedzę nad tym wieczorkiem),żeby moje dziecko
                                nie chodziło samopas po podwórku. poza tymmoja córka jest w 6 klasie,więc i tak
                                za chwile zmieni szkołę na gimnazjum. Ciekawe tylko gdzie ją przyjmą z tak
                                kiepskim wynikiem testu z kompetencji. Wszystkie szkoły chcą uczniów
                                błyskotliwych, a nie tępych. Poza tym ta szkoła bardzo się mojej córce podoba,
                                bo ma fajnbe koleżanki.
                    • Gość: gf Re: udzielam Ci wsparcia, ale do granic IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 01.12.04, 12:52
                      > Ma Pani dzieci w tym wieku? Ja uwazam, ze dziecko nie tyle tej pomocy
                      > potrzebuje, ile ja bez granic wykorzystuje. Corka zapewne chcialaby, aby
                      matka
                      > wszystkie lekcje z nia odrabiala, az padnie z przemeczenia.
                      > Dziecku w wieku 12-tu lat mozna juz stawiac wymagania.
                      > Ograniczyc dostep do TV i komputera i pomagac w nauce, ale do pewnych granic,
                      > pokazujac, ze jest czesc obowiazkow, ktorym dziecko musi podolac samo.

                      Pozwolisz, ze nie ulegne manierze, ktora jest mi obca i nie napisze 'Pan', choc
                      to zapewne niegrzeczne. Jesli nie pozwolisz, to tez nie napisze ;)

                      Nie sadze, by posiadanie 12-letniego dziecka wyostrzalo wzrok. Odbije Twoja
                      pileczke zreszta: uczyles 12-letnie dzieci kiedys? Ja tak.

                      Jesli Twoje zycie jest tak smutne, ze sklada sie z ograniczania przyjemnosci,
                      stawiania wymagan, oczekiwania, ze dziecko bedzie chodzic jak w zegarku i
                      realizacji smutnych obowiazkow (a przy okazji podejrzewania ludzi, ze
                      wykorzystuja innych), to wspolczuje. Ja wszystko, co robie, potrafie robic z
                      radoscia, bo mi to pokazano kiedys. Proponuje nie zarazac swoich dzieci.

                      Pozdrawiam :)
              • Gość: del Kichote Re: udzielam Ci wsparcia, ale do granic IP: *.doskomp.lodz.pl / 195.205.148.* 01.12.04, 15:12
                Szkoda gadać. Walka z wiatrakiem... Tępota jest najwyraźniej dziedziczna...

                2 x mgr i poprawione samopoczucie, gratulacje. Tatuś niepotrzebny, bo pewnie wszyscy faceci to tępe obrzydliwe prymitywy. Założe się, że stanowisko kierownicze, odpowiednio do samooceny bogate. Wizyt u terapeuty dla pseudo-rodziców nie było, to na pewno, ew. dla poprawienia samopoczucia wizyta u "psychologa", ale starannie wybranego - tylko takiego, który mówi to, co dany rodzic chce o sobie usłyszeć.

                No cóż, dziecku można jedynie złożyć kondolencje, nie ma za dużych szans na normalność, właściwą samoocenę, rozwinięcie się i przygotowanie psychiczne i emocjonalne do założenia prawdziwego związku i rodziny. Bo raczej nie jest tępe, jakieś zdolności na pewno ma, tylko może nie te, które chce mamusia. Ale ma problem, i to poważny. Rodzica geniusza, zbyt tępego, żeby mógł uświadomić sobie, że być może u tego dziecka nie ma miejsca na 2x mgr, ani nawet na 1x mgr, bo... nie musi mieć.
                I jeśli nie ma, to to biedne dziecko jest na najlepszej drodze do (co najmniej) wypaczenia psychicznego.
                A jeśli ma takie miejsce, to i tak ma pecha - genialny rodzic ma zbyt rozwiniętą świadomość, żeby zrozumieć różnice w świadmości dziecka a jego własnej, i zbyt uszktałtowany charakter, żeby potrafić z dzieckiem rozmawiać (pomijając w tym przypadku konflikt pokoleń i wszelkie odwieczne związane z tym zjawiska)...

                ps.: ciekawe, dlaczego mówi się, że nikt nie jest w stanie skrzywdzić dziecka tak bardzo, jak mogą to rodzice...
                • katar9 do del Kichote 01.12.04, 20:21
                  Przeczytaj wszystko co napisałam, a potem mnie krytykuj. Poza tym o ojcu
                  dziecka prawie nic nie wspominałam i nie mam zamiaru, bo od początku przez 12
                  lat wychowuje dziecko sama.
                  A od Ciebie rodzice nie wymagali żebys sie uczył?
                  Zwykle jest tak, że dzieci są w tej samej klasie intelektualnej co rodzice, a
                  jesli nie chcą to ciągnie się je za uszy mój drogi. Ja nie wymagam od dziecka
                  dwóch magisterek, ale chciałabym, żeby miało chociaż jedną, bo w tych czasach
                  NIC to smierć.
                • arnick_a Re: udzielam Ci wsparcia, ale do granic 01.12.04, 21:49
                  Skrajnie pesymistyczna wizja. Wzór macierzyńskiego zaślepienia i kobiecej
                  tępoty szuka pomocy na forum Gazety zamiast okopywać sie na pozycjach. Kto
                  szuka, ten znajdzie. Będzie dobrze!
                  Arni
        • arnick_a Re: Krzyczenie i wyzywanie dzieci 01.12.04, 20:16
          katar9 napisała:

          > Mi chodzi tylko o tol,
          > żeby nauczyła się mysleć.
          > Ja rozumiem, ze dzieci nie potrafią w tym wieku mysleć abstrakcyjnie, więc
          > matematyki sie nie czepiam, ale ucząc się historii czy angielskiego nie
          trzeba
          > mysleć abstrakcyjnie.Tu wystarczy przeczytać i powtórzyć sobie na głos raz
          lub
          > dwa, że sie tego nauczyc.
          Chcesz uczyć myślenia paznokciówką? Historię i języki wkuwano w
          prehistorycznych czasach.
          > A tu nic. Pusto. czyta 6 razy jeden tekst i nie jest
          > w stanie powtórzyć tego. Kogo normalnego szlag by nie trafił?
          Każedego normalnego, więc się dawno wyłączył. Gdzieś po drugim czytaniu.
          > Jest godzina
          > 22.30, widze że już pada i chce jej się spać, ale dalej nic nie umie. Potrafi
          > siedzieć nad książkami 8 godzin i nic z tego nie wyciąga, a co gorsza mam
          > wrażenie, że ona się cofa w rozwoju zamiast iść do przodu. Koszmar
          Może pamiętasz opowiadanie z lektury szkolnej _Z pamiętnika poznańskiego
          nauczyciela_? Uczeń pruskiej szkoły zmarł z przepracowania. Zapoznaj się z
          nowoczesnymi metodami nauczania. Jeśli po nie sięgniesz, na pewno oszczędzisz
          dziecku męczarni a ponadto uzyskasz wymarzone postępy.
          Arni
    • katar9 Zacznijmy od początku i podsumujmy 01.12.04, 12:01
      • Gość: bazylia Re: Zacznijmy od początku i podsumujmy IP: *.158.240.220.dsl.comindico.com.au 01.12.04, 12:34
        droga katar,

        ..........................
        ..........
        nie wiem jak zacac,
        sama od lat paru zastanawiam sie, jak byc, stojac przed 30-stka 12-latkow,
        atrakcyjniejsza niz Bravo, nintendo, barbie doll, kolega z lawki,boisko i cala
        reszta...

        to co napisalas o nauce historii, ze wystarczy zapamietac..., nie obraz sie,
        kupa bzdur,
        Historie trzeba rozumiec podobnie jak matematyke, polityke itd...
        zeby zrozumiec trzeba chciec sie uczyc, zeby chciec sie uczyc, trzeba widziec w
        tym cos ciekawego, trzeba sie tym bawic...

        ----dygresja: jak juz sie powiedzialo A (wychowanie bezstresowe) to trzeba
        rzec i B - nauka powinna byc zabawa a nie stresem.

        zeby sie bawic i uczyc jednoczesnie(historii)...trzeba chyba ogladac "Xena, the
        warior princes" (to u nas w AU leci), albo Przybycie tytanow, albo cos innego -
        oby te wszystkie filmy "historyczne" byly historyczne...

        nie wsciekaj sie na swoja corke..
        przyjrzyj sie jej, przyjrzyj sie temu co lubi ogladac , robic,
        i idz za ciosem, steruj tym jej zainteresowaniem, nie kaz wkuwac na plae
        historii i zapamietywac, jesli lubi telewizje to podrzuc jej dobry film, ktory
        zahaczy o dziedziny, ktorymi wg Ciebie powinna sie zainteresowac, podrzuc jej
        jakas gre, posadz przed komputerem moze, znajdz jakas ciekawa interaktywna
        strone...

        jak powiedzialo sie A, trzeba dojsc do Z
        nie ma lekko,

        pozdrawiam, (rozumiem Cie bardzo dobrze)
        • katar9 Re: Zacznijmy od początku i podsumujmy 01.12.04, 12:55
          Ale ja rozumiem, że na teście z historii było 56 pytań na 45 minut (ja na
          studiach miałabym 45 pytań na 45 minut). I wiem co najchętniej ogląda: Aparatkę
          i strona w internecie to Mini max. Chodzi mi własnie o to, ze moje dziecko
          nawet kiedy jej wytłumacze te ciężką historię lub inny przykład to dalej nic
          nie rozumie.
          podam inny przykład. na koniec szóstej klasy jest jak wiadomo test kompetencji.
          Dzieci chodzą na zajęcia, które mają im pomóc w przygotowaniu się do tego.
          Wczoraj był test próbny. Moja córka wraca i mówi, że nic nie zrobiła, bo nie
          rozumiała co ma zrobić (a przerabiała to 100 razy w szkole). pytam sięczego nie
          rozumiała, przecież tams ą polecenia jasno napisane, a poza tym zawsze mozna
          poprosic nauczyciela o wytłumaczenie (choć wiem, że nie chcą zbytnio tego
          robić) i co słyszę? CISZĘ. Ona nie jest w stanie mi wytłumaczyć nawet tego
          czego nie rozumiała. Nie jest w stanie mi nic powtórzyć. Ale kiedy czyta gazetę
          to jest w stanie powtórzyć. ja rozumiem stres, ale do cholery jasnej my tez
          mieliśmy w szkole stres i rozumieliśmy to co czytaliśmy prawda? A dla mojego
          dziecka nauka to kara, a nie zabawa. Dodam jeszcze, ze jej ojciec też głupi nie
          był, więc w genach tego nie ma z jego strony.
          • Gość: gf Re: Zacznijmy od początku i podsumujmy IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 01.12.04, 12:57
            Twoja corka potrzebuje byc moze profesjonalnej pomocy.
          • Gość: bazylia Re: Zacznijmy od początku i podsumujmy IP: *.158.240.220.dsl.comindico.com.au 01.12.04, 13:17
            ja rozumiem stres, ale do cholery jasnej my tez
            > mieliśmy w szkole stres i rozumieliśmy to co czytaliśmy prawda? A dla mojego
            > dziecka nauka to kara, a nie zabawa

            pewnie masz racje, dla niej to kara...
            nie zrozumialas, co chcialam powiedziec, lub ja niejasno to wyrazilam..
            nie jest zadaniem dziecka by przyjac nauke jako zabawe, jesli to nudy, tak
            naprawde....
            niestety to nauka musi byc zabawa, by dziecko moglo sie tym zainteresowac
            dobrowolnie, entuzjastycznie...
            odpowiedzialnosc nie po stronir dziecka, lecz nauczyciela/rodzica...:(((

            a Ty sie wsciekasz, ze przy 56 pytaniach w ciagu 45 minut, pod presja oblania
            nie zauwazyla, ze ma to odbierac jako zabawe...
            no wybacz...

            dziecko wyglada na porzadnie zestresowane, a ty jej jeszcze dokladasz...
            wyluzuj, niech nawet nie zda, bo mozesz za 3-4 lata znalezc sie w sytuacji
            kiedy bedziesz wolac o porade "co zrobic, moja corka zaczela szpikowac sie
            prochami!!???" (to lagodna wersja tylko.

            OK, nie rozumie, jest bardziej zainteresowana Brawo i supermodelami czy czyms
            tam, daj jej odpoczac, i sama odpocznij, niech powtorzy klase, niech sie
            odstresuje...

            Jak czytam, to co piszesz tu, na forum, to moge sobie wyobrazic jak ty
            wrzeszczysz na swoja corke w domu, to przeciez dziecko tylko, Ty jestes
            dorosla i wiesz, ze od jednej powtorzonej klasy swiat sie nie zawali...

            nie chce juz wiecej pisac..

            herbatki ziolowej sie napij...
            • katar9 Re: Zacznijmy od początku i podsumujmy 01.12.04, 14:04
              przecież wiem, ze wrzeszczę, nawet napisałam to w nagłówku. Chodzi o to, jak to
              zrobić, zeby nauczyć bez wrzasku, bo moja cierpliwość się skończyła. Kiedyś
              byłąm taka spokojna jak Ty, a teraz moja córeczka doprowadziła mnie do takiego
              stanu, że wrzeszczę. Właśnie dlatego napisałam, ze mogłyby znowu byc szkoły z
              pensjonatem, gdzie oodajesz dziecko i wrzeszczą za Ciebie.
              Kiedyś matki miały jeszcze bony, a my ich nie mamy.
              • Gość: bazylia Re: Zacznijmy od początku i podsumujmy IP: *.158.240.220.dsl.comindico.com.au 01.12.04, 20:41
                no to odpusc jej te historie i pare innych rzeczy...
                lepiej chyba zeby byla szczesliwym czlowiekiem o dobraej samoocenie niz
                sfrustrowanym, niedowartosciowanym - wrakiem psychicznym i emocjonalnym z
                tytulami naukowymi

                no to co ze sie do dobrej szkoly nie dostanie ?

                niech sie nauczy dobrego zawodu ktory jej sprawia przyjemnosc, do szkoly moze
                wrocic jak "poczuje wole Boza" ;)
            • arnick_a Re: Zacznijmy od początku i podsumujmy 01.12.04, 21:59
              Gość portalu: bazylia napisał(a):


              > niech powtorzy klase, niech sie
              > odstresuje...
              >
              > Ty jestes
              > dorosla i wiesz, ze od jednej powtorzonej klasy swiat sie nie zawali...

              Powtarzenie klasy jest ogromnym złem. Dziecko zrywa dotychczasowe więzi
              koleżeńsie. Do nowego zespołu wkracza z etykietą gorszości. Ma tego pełną
              świadomość.
              Arni
          • arnick_a Re: Zacznijmy od początku i podsumujmy 01.12.04, 21:53
            katar9 napisała:

            > jej ojciec też głupi nie
            >
            > był, więc w genach tego nie ma z jego strony.
            Może po którymś dziadku?
    • katar9 Zacznijmy od początku i podsumujmy 01.12.04, 12:01
      • katar9 Re: Zacznijmy od początku i podsumujmy 01.12.04, 12:09
        Nie wskoczył mi wyżej tekst, ale to nic.
        wiemy już, że:
        1. przytulam
        2. głaszczę po głowie
        3. czytam książki
        4. gotuje wspólnie z nia posiłki (nie wiem czy wczesniej wspominałam)
        5. daje jej wolną rekę w wielu sprawach
        6. nie zabraniam czytania gazet typu Bravo, Dziewczyna itd, oglądania
        telewizji, słuchania muzyki, korzystania z komputera, kapania się o której chce
        (bo najczęsciej ma na to ochotę kiedy nie chce jej się uczyć, o dziwo)
        7. nie zabraniam spotykania się z koleżankami
        8 ma rolki, deske, rower jej ukradli
        9. wyjeżdża raz w roku za granicę na wakacje
        10. wyjeżdża na zimowiska i kolonie
        11. ROZWIJA SIĘ NORMALNIE
        12. A MOŻE NIENORMALNIE SKORO KIEDY PRZYCHODZI CZAS KLASÓWEK TO NIC NIE ROZUMIE
        I ROBI SIĘ TĘPA. I to jest problem. A ja nie wytrzymuję tego po kilku godzin
        jej gapienia się w książki bez celu i zrozumienia i zaczynam się drzeć,
        krzyczeć i tupać nogą. A zaczynam tak robić bo moja cierpliwość tłumaczenia i
        pomocy konczy się.
        13. Ona się nauczyła, że zawsze jej we wszystkim pomoge i mam wrazenie, ze
        wykorzystuje to. Chodzi o to, że kiedy jest klasówka, to ona mysli,że ja za nią
        przeczytam, naucze się za nią i pójdę na klasówkę. a TAK DOBRZE TO NIE BEDZIE.
        Wiec udaje kretyna przez kilka godzin, ja widzę, że jest juz późno, zaczynam
        jej pomagać i kółko się kręci, ale moje nerwy tego nie wytrzymują. BOŻE
      • Gość: ciocia zosia Re: Zacznijmy od początku i podsumujmy IP: *.aster.pl / *.aster.pl 01.12.04, 12:26
        wydaje mi się, że trochę za mało od niej na początku wymagałaś. gdybyś
        oczekiwała 5 i 6, miałabyś te swoje 4 i 3 i byłabyś zadowolona. ona chyba
        wogóle nie potrafi się uczyć. może zatrudnisz jakąś studentkę, która będzie jej
        pomogała w odrabianiu lekcji z wszystkich przedmiotów i powoli uczyła ją jak
        się to robi. oczekujesz od niej dojrzałości... skąd? z głupich pisemek? zabroń
        jej oglądania telewizji i czytania głupot. po prostu zakaż. spróbuj poszukać
        miejsca,gdzie mogłaby poznać młodzież o innych zainteresowaniach. może wyjazd
        na zimowisko, może wśród dalszej rodziny jest jakaś kuzynka, która mogłaby
        pokazać jej inny, niż tv, świat.
        • katar9 Re: Zacznijmy od początku i podsumujmy 01.12.04, 13:00
          Odnośnie tego co napisałaś. Właśnie się zastanawiam czy nie zabronić jej
          pierwszy raz wyjazdu na zimowisku, bo to wszystko zaczęło się po ostatnich
          koloniach. Poznała tam taka śmietankę, że aż mnie zatkało.
          Ponadto my rodzice płacimy za zimowisko z nartami (chcemy żeby dzieci się
          nauczyły), a wychowawcy pozwalają dzieciakom zostać w pokoju jesli im się nie
          chce iść na stok. To o co tu chodzi? ja moge wyjechać tylko raz w roku, zwykle
          w lato, a na nartach niepotrafię jeździć. Ona twerdzi, ze chce, ale kiedy
          przychodzi już do jazdy,to woli zostac w pokoju.
          Kiedy jade z nią do Egiptu i ona mówi, ze chce nurkować, to wskakuje razem z
          nią do wody i nurkujemy, bo to potrafię, przypilnuję, nauczę. Na zimowisku
          wychowawcom to po prostu wisi czy dzieci sie nauczą czy nie (i nawet nie chodzi
          tu o stracone moje pieniądze, ale o sam fakt).
          • Gość: gf Re: Zacznijmy od początku i podsumujmy IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 01.12.04, 13:05
            > a na nartach niepotrafię jeździć

            Naucz sie. Bedziesz szczesliwszym czlowiekiem :))) Olejesz lato, przysiegam! :)
            • katar9 Re: Zacznijmy od początku i podsumujmy 01.12.04, 13:09
              Niestety, mam lęk przestrzeni i nie dam rady. Boje się gór. Wolę wodę i na
              szczęście moje dziecko też to lubi. O DZIĘKI CI PANIE.
              • Gość: gf Re: Zacznijmy od początku i podsumujmy IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 01.12.04, 13:13
                nart wodnych sprobuj ;)

                moj przyjaciel puszcza na nich swoje male dzieci, bojac sie panicznie
                oczywiscie, i jakos zyja doskonale :)
          • Gość: reni6 Re: Zacznijmy od początku i podsumujmy IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 01.12.04, 13:31
            wazne jest zeby wiedziec gdzie wysylamy dzieci, z jakim biurem i czy wiemy jaka
            jest kadra na takim obozie. Ja moje dziecko od lat wysylam z "Kompasem" i to
            tam zalapala bakcyla nocnych manewrow, lazenia po gorach,a po ostatnich
            wakacjach wspinaczki skalkowej i lazenia po grotach.

            Po takich wakacjach najwiekszym marzeniem jest otrzymac w prezencie
            latarke "czolowke" lub busole "co by sie w lesie noca nie zgubic".
            I to jest pikne.

            A dzieci sa fajniejsze teraz niz kiedys my. Ot co. Tylko madrze nimi trzeba
            pokierowac.
            Pozdr, Reni.
        • arnick_a Re: Zacznijmy od początku i podsumujmy 01.12.04, 22:02
          Ty w związku z 1.12. urwałaś się chyba z choinki.
    • scylla Re: Krzyczenie i wyzywanie dzieci 01.12.04, 12:07
      to nie dzieci są tępe, tylko sposób ich nauki jest zły.
      Zastanawiam się jaki skutek odnosi taki krzyk na dziecko,
      przecież to w niczym mu nie pomaga.
      Skoro zapamiętuje i umie opowiedzieć gazetę młodzieżową to już
      coś oznacza.
      Nigdy nie krzyczę na dziecko jak czegoś nie rozumie, próbuje
      dojść do niego inną drogą, to od mojej cierpliwośći zależy
      ile z tego się nauczy.
      Nauka ma być przyjemności:)
      • arnick_a Re: Krzyczenie i wyzywanie dzieci 01.12.04, 22:05
        Zgadza się! Żartem, nie krzykiem.
    • Gość: gf nie wytrzymie... ;) IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 01.12.04, 12:08
      2 kierunki studiow i mieszkanie sprzatasz? zabierz sie do roboty i zarob na
      lepsza szkole dla dzieciaka :)

      dzieci sa naturalnie ciekawe swiata a potem ida do szkoly, ktora wszystko w
      nich zabija...stara sie je codziennie przekonac, ze historia jest nudna,
      matematyka trudna, a chemia odrazajaca...i sie to najczesciej szkole udaje,
      przy swiatlym wsparciu rodzicow...

      nie chce lektury czytac?

      a kiedy z nia rozmawialas o ksiazce, ktora cie gleboko poruszyla albo
      ksiazce/filmie/historii/zdarzeniu/muzyce ktora ja?

      fakty sa takie, ze podstawowka i gimnazjum zalewa taka beznadzieja literacka,
      ze potem nic dziwnego, ze ludzie staja sie wtornymi analfabetami...

      to fajnie, ze jestes po stronie swojego dziecka :(
      • katar9 Re: nie wytrzymie... ;) 01.12.04, 12:17
        inna szkoła nic nie. Uważam, że dorośli, którzy oddają swoje dzieci do
        prywatnych podstawówek tylko zwalają sobie ciężar nauki z siebie. Dlaczego?
        dzieci tam siedzą do 16 i odrabiają lekcje, a rodzice nawet nie wiedzą co
        aktualnie te dzieci robią z matematyki lub z innych przedmiotów. Znam
        paretakich rodzin i uważam, ze to nie jest sposób na rozwiązanie problemu. A co
        do czytania i dyskutowania na ten temat, to ja owszem mogę, ale ona nie chce,
        bo wg niej wszystkie ksiażki są nudne. Poszłam z nią do księgarni ostatnio,
        wykupiłam chyba połowe długiej półki, zeby w domu miała w czym wybrać i co z
        tego? Ani Siesicka, ani Musierowicz, ani inni fajni znani autorzy jej nie
        imponują swoim pisarstwem. Robinson nudny, Pan samochodzik też, Ania z
        Zielonego Wzgórza ujdzie. Moje książki też sa dla niej nudne. Za to telewizja
        jest super. Więc wczoraj postanowiłam wynieść telewizor z jej pokoju i teraz
        zobaczę czy z nudów zacznie czytać lub się uczyć. Ma równiez zakaz wchodzenia
        na gadu-gadu i wysyłania 100 smsów do swoich koleżanek. Jak umrze z nudów, to
        moze zacznie czytać. Co zrobiła wczoraj? Poszła spać o 20.15, ale po książke
        nie sięgnęła. A czemu psozła spać? Bo jej się nudziło. Zauważ, że dzieci w
        wieku 12 lat juz tak nie biegają do rodziców, żeby pograć w Monopol lub Scrable.
        • reni6 Re: nie wytrzymie... ;) 01.12.04, 12:26
          a moze zainteresuje ja "Pamietnik narkomanki" lub "Dzieci z Dworca ZOO"?.A moze
          cykl" Dziewczyny sie zakochuja" ?
          Nie jest to moze wielka literatura ale od czegos trzeba zaczac.
          Moja corka tez dlugo nie chciala czytac, dopiero gdy zobaczyla film Harry Poter
          zabrala sie za czytanie. Teraz "lyka" ksiazki.

          Jednak pomoc specjalistow mysle,ze jest nieodzowna.
          Nie radzisz sobie ewidentnie.

          Powodzenia,
          Reni.
          • arnick_a Re: nie wytrzymie... ;) 01.12.04, 22:09
            Zgromadź, jeśli już, biblioteczkę wielotematyczną: lit. wojenna, reportaż,
            podróże.
        • Gość: baba zona Re: nie wytrzymie... ;) IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 01.12.04, 12:31
          Ale jestes w goracej wodzie kapana... ;)
          No coz, tak bywa, dzieciarki sie rozwijaja w ciezkich warunkach - glupia
          szkola, zapracowani i czesto przemeczeni rodzice/matki, nieciekawe wzorce na
          zewnatrz itp. :)
          Ja nie bede sie wypowiadac na temat tego, co juz zostalo powiedziane. Zgadzam
          sie z tym, ze przejawy milosci i cierpliwosci wiele moga :)
          Ale w tym konkretnym przypadku mam jedna propozycje: czy mozesz zorganizowac
          corce wspolna nauke z kolezankami/kolegami? To czasami dziala - wydaje mi sie,
          ze warto sprobowac. I polub siebie - wcale nie jestes zla matka, tylko emocje
          Cie czasami ponosza ;)
          Pozdrawiam:)
          • katar9 Re: nie wytrzymie... ;) 01.12.04, 13:02
            Przerabiałam wspólną naukę z innymi,. dziękuje bardzo. O wszystkim gadały, ale
            nie o nauce. Efekt, siedziała do 22 i odrabiała lekcje.
          • arnick_a Re: nie wytrzymie... ;) 01.12.04, 22:11
            Gość portalu: baba zona napisał(a):

            > czy mozesz zorganizowac
            > corce wspolna nauke z kolezankami/kolegami? To czasami dziala - wydaje mi
            sie,
            > ze warto sprobowac.
            O tak, działa. Pamiętasz jak?
            Arni
        • Gość: gf Re: nie wytrzymie... ;) IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 01.12.04, 12:33
          Co Cie obchodzi motywacja innych rodzicow? Nie namawiam tez na szkole prywatna.
          Namawiam na dobra spoleczna albo i panstwowa, jesli taka znajdziesz. Taka,
          gdzie sa madrzy nauczyciele z pasja a nie tlumoki, ktore sie tam znalazly bo
          nic innego nie potrafia i przy okazji nieznosza dzieci. Znam nauczycieli,
          ktorzy zpierajace sie nogami przed matematyka dzieci doprowadzali do takiej
          milosci, ze dzieci matematyke studiuja...Znam takie dzieci, szkoly i
          nauczycieli, wiec wiem. Oczywiscie jest i mnogosc tego, o czym piszesz,
          zwyklych 'przedsiebiorstw uslugowych'. Sam status szkoly niczego nie
          gwarantuje, to oczywiste.

          Siesicka i Musierowicz sa do dupy :) Wybacz :)) Co Ty jej za chlam kupilas? ;)
          Kup krotkie, wyraziste i zabawne. 12 lat mowisz. Ja wtedy pokochalam 'Dzume'
          ale tego nie dawaj chyba na razie. Daj 'Przygody barona Munchhausena' :)
          • katar9 Re: nie wytrzymie... ;) 01.12.04, 13:08
            Hahahahaha, Dżuma? Jej się Harry Poter nie podoba (zresztą przyznam po cichu,
            ze mi też nie, bo jest za bardzo rozwlekły, ale ona tego nie wie), a inne
            dzieci się zachłystują.
            Siesicka jest o tyle dobra na wiek 12 lat, ze pisze o sprawach 12-13-latek.
            Fakt, że nie ma książek, które by były o współczesnych czasach.
            Ja kiedy miałam 13 lat, to czytałam Grzesiuka, zaczytywałam się taką
            literaturą, ale jej się nic nie podoba, rozumiesz to?
            Ostatnio czytałam Dziewczynkę w czerwonym płaszczyku. Połknęłam w jeden dzień,
            napisana świetnie, podobała się ta książka wielu mim znajomym. I co? Ona
            stwierdziłą, że nudna, że nie będzie czytała o takich rzeczach, bo to
            obrzydliwe.
            ZASTANAWIAM SIĘ CZY SOBIE NIE ODPUŚCIĆ NA ROK, NAJWYŻEJ NIE ZDA DO
            GIMNAZJUM,NAJWYŻEJ POWTÓRZY 6 KLASĘ. Ja mam dosyć!!!!!!!!!!!
            • Gość: gf Re: nie wytrzymie... ;) IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 01.12.04, 13:11
              Nie ma czegos takiego jak sprawy '12-latek'. To pewna teoretyczna konstrukcja.
              Czy sa bowiem 'sprawy 40-latek'?

              Siesicka jest strasznie nudna i, wlasnie, przestarzala, pisze o innym swiecie.
              Pewnie bardziej Twoim niz jej. Potter tez mi sie nie podobal :) Ale 'Dzieci z
              Dworca Zoo'...kto wie, kto wie...

              p.s.nic sie nie stanie, jak powtorzy klase - ale chyba lepiej jednak najpierw
              poprosic o profesjonalna pomoc.
            • Gość: reni6 Re: nie wytrzymie... ;) IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 01.12.04, 13:15
              Roma Ligocka i 12-latka? No super... Kocham Ligocka ale juz slysze moje
              dziecko ,co ma do powiedzenia na temat "dziewczynki w czerwonym plaszczyku".
              Powtarzam jeszcze raz: zdaj sobie sprawe z tego, ze macie problem i nie licz,ze
              rozwiazesz go na forum. Idz do specjalistow.
              Powodzenia, Reni.
              • katar9 Re: nie wytrzymie... ;) 01.12.04, 13:18
                Byłam z nią dwa lata temu u psychologa. pani stwierdziła, że dziecko jest
                bardzo inteligentne, ale leń, wszystko. Powiedziała jej, że jak ma kłopot i
                jest wściekła, to ma robić sobie kulki z gazety i walić nimi w ścianę. Moja
                córka stwierdziła,ze ona jest chyba nienormalna i na tym się skończyło. A i
                jeszcze ja mam byc wyrozumiała, ale jak można być wyrozumiałym skoro dziecko
                jest tępe i leniwe?
                • Gość: reni6 Re: nie wytrzymie... ;) IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 01.12.04, 13:40
                  Psycholog tez czlowiek. Tez bywa z problemami. Bywaja i tacy ktorzy potrafia
                  zaszkodzic , nie pomoc. A Twoja rola jest szukanie tego dobrego. Sa znajomi, sa
                  ludzi ktorzy juz korzystali. Wiedza gdzie warto isc. Sa rozne grupy wsparcia.
                  Tam tez warto bywac. A pomoc raczej w pierwszym rzedzie dla Ciebie. Bo jak
                  widze, moze tak byc ,ze to corka ma problem z Toba ,a nie Ty z nia...
                  Tak tez bywa...
                  A moze sie myle?
                  Pozdrawiam,
                  Reni

                  ps. psychologia to nie grypa, nie wystarczy wziac pigulki zeby choroba
                  ustapila. Czasem nalezy korzystac z porad przez cale zycie. Czy cos w tym
                  zlego? I czemu tak sie tego wstydzimy? Mamy przeciez XXI wiek.

                • Gość: bazylia Powiedz mi, katar, czy jest cos... IP: *.158.240.220.dsl.comindico.com.au 01.12.04, 13:47
                  .. w czym Twoja corka jest dobra..
                  np: wie jak skomponowac dwie rozne skarpetki, jedna zielona w paski a druga
                  czerwona w kratke, tak zeby pasowalu do butow na obcasach... albo do
                  adidasow..;)???

                  a moze jest cos unikalnego w tej jej umiejetnosci uczenia sie Bravo i audeycji
                  telewizyjnych na pamiec... no do diabla, musi cos robic dobrze... w koncu, jak
                  twierdzisz, jest inteligentna ...

                  • katar9 Re: Powiedz mi, katar, czy jest cos... 01.12.04, 14:01
                    ładnie maluje, ładnie śpiewa, gra w teatrze szkolnym (i o dziwo potrafi się
                    nauczyć tekstu na pamięć), jest całkiem niezła z matematyki.
                    jednak kiedy ma byc klasówka, to nie umie nic, tak jakby jej wszystko wyleciało
                    z głowy i efektem jest kolejna dwója lub trója. Tego nie jestem w stanie pojąć,
                    jak można przeczytać polecenie i nie rozumieć go. Polecenie jest napisane
                    łatwo, na jej poziom, nic górnolotnego.
                    A co do psychologa, to uważam, że nie można dziecka co chwila posyłać do innego
                    psychologa, nie wolno na nim eksperymentować. A ja nie znam takiego, który
                    byłby super, tak zeby go nie zmieniać. Sama jestem z wykształcenia socjologiem,
                    więc nie boję się iść do psychologa, to pokrewny zawód tyle że bada jedną
                    osobe, a nie grupe tak jak ja.

                    No nic, musze kończyc, ale chetnie poczytamwieczorkiem Wasze wypowiedzi. jak
                    Wam przyjdzie do głowy co jeszcze można zrobić, żeby nie drzec się na własne
                    dziecko z powodu tepoty umysłowej, to piszcie proszę.
                    • thistle Re: Powiedz mi, katar, czy jest cos... 01.12.04, 19:27
                      Moja 10 lat młodsza siostra zdaje egzamin gimnazjalny w tym roku, pomagam jej
                      trochę i też czasem mi ręce opadają (ostatnio przy "Józefie Batorym"). Nie
                      wynika to jednak z wrodzonej tępoty, raczej z braku narzędzi - ona nie umie
                      wykorzystac, przetrawic tego, co czyta. Teksty piosenek z Bravo" zapamiętuje w
                      10 minut - dobry sposób na naukę języka. Resztę zapamiętuje o tyle, o ile jej
                      się to przyda , a ja na tym staram się bazować. W kuchni można poćwiczyć
                      geografię (skąd jest pieprz) matematykę (gramy na kilogramy, co ile kosztuje
                      etc.)historię (kto ten pieprz pierwszy przywiózł i po co, dlaczego tak dużo go
                      w Polsce dawniej dodawano do potraw), polski ( co to jest "pieprzny dowcip")i
                      dalej. Nie uczymy się, tylko dowiadujemy. Nasz tato tak właśnie robił, gdy
                      dawno temu to ja zdawałam do liceum.W szkole jest na odwrót - dzieciaki nie
                      dowiadują się niczego, (raczej zakuwają, niz pracują intelektualnie), co na
                      codzień było by im przydatne, wiedza którą powinni przyswoić idzie w poprzek
                      ich codziennych potrzeb. I nie wynika to z podstawy programowej czy
                      podręczników, tu się dużo zmieniło od czasów gdy ja byłam w podstawówce.
                      jeśli córka ma swoje pasje, i potrafi je rozwijać, to jest dobrze. Będzie
                      wiedziała aj pracować nad sobą, gdy będzie już wiedziała, po co ma to robić -
                      bo oceny są wyznacznikiem wartości raczej dla nauczycieli i rodziców, nie dla
                      niej samej, czy jej rówiesników.
                      • katar9 Re: Powiedz mi, katar, czy jest cos... 01.12.04, 20:24
                        Zgoda, ale ten wyznacznik w postaci ocen pozwala przejść z klasy do klasy, a
                        trochę obciach jeśli to będą za chwilę same 2 i 3 na swiadectwie,szczególnie
                        kiedy dziecko musiwyjąć takie świadectwo przy zmianie szkoły na gimnazjum.
                        • Gość: thistle Re: Powiedz mi, katar, czy jest cos... IP: *.crowley.pl 02.12.04, 10:33
                          na poziomie gimnazjum "jakość" świadectwa nie determinuje jeszcze niczego - w
                          rejonie przyjąć ją muszą tak czy tak, a w nowym środowisku będzie jej łatwiej
                          wyrobić sobie lepszą opinię - jeśli będzie tym zainteresowana;)
                    • Gość: bazylia Re: Powiedz mi, katar, czy jest cos... IP: *.158.240.220.dsl.comindico.com.au 01.12.04, 20:48
                      sorry za diagnoze na odleglosc, ale wg mnie to ona jest strasznie zestresowana?
                      Nadwrazliwa?

                      A Ty jeszcze to potegujesz..
                      Nie przejmuj sie obciachem, bo to dopiero bedzie obciach jak zacznie sie
                      hustawka hormonalna i emocjonalna za 2-3 lata a Ty juz z nia kaontaktu miec nie
                      bedziesz...
                      albo ona zestresowana, nie sporostajaca oczekiwania Mamy, w jakas depresje
                      wpadnie...

                      wyobraznia (i doswiadczenie podsuwa mi tez inne mozliwosci, ale pisac o tym nie
                      bede ...)
                    • arnick_a Re: Powiedz mi, katar, czy jest cos... 01.12.04, 22:20
                      Może przeoczyłam w toku dyskusji: co na Twój problem nauczyciele, pedagog
                      szkolny?
            • arnick_a Re: nie wytrzymie... ;) 01.12.04, 22:17
              katar9 napisała:

              > ZASTANAWIAM SIĘ CZY SOBIE NIE ODPUŚCIĆ NA ROK, NAJWYŻEJ NIE ZDA DO
              > GIMNAZJUM,NAJWYŻEJ POWTÓRZY 6 KLASĘ. Ja mam dosyć!!!!!!!!!

              WYKLUCZONE!!!
              Dziewczyna piętno porażki niosłaby przez całe życie. Różnie mogłoby się to
              manifestować... Trzeba dojść do metody. To jedyne wyjście.
              Pozdrawiam
              Arni
    • Gość: ciocia zosia Re: Krzyczenie i wyzywanie dzieci IP: *.aster.pl / *.aster.pl 01.12.04, 14:10
      nauka ma nie być przyjemnością, tylko PRACĄ. nie ma sukcesu bez PRACY. dziecko
      od małego musi o tym wiedzieć i wtedy mamy jasną sztucję czego oczekujemy od
      potomstwa - PRACY. mówimy o tym bez agresji, bez kar za niskie oceny /bo nie
      uczymy się dla ocen/, z miłością itd. mamie i tacie praca też nie zawsze
      sprawia radość, jest po prostu ich obowiązkiem i dziecko też musi się
      dostosować. nie mam tu na myśli rygoru wojskowego. pisząc o zimowisku miałam na
      myśli spędzenie ferii zimowych w towarzystwie rówieśników o trochę innych
      zainteresowaniach, którzy mogliby być dobrym pzykładem dla twojej córki. a
      swoją drogą gdybyście wspólnie zaczęły uczyć sięjeżdzić na nartach byłoby
      ekstra! może przyczepicie się do znajomych, którzy całymi rodzinami jeżdżą.
      • Gość: bazylia Re: Krzyczenie i wyzywanie dzieci IP: *.158.240.220.dsl.comindico.com.au 01.12.04, 20:26
        Gość portalu: ciocia zosia napisał(a):

        > nauka ma nie być przyjemnością, tylko PRACĄ. nie ma sukcesu bez PRACY.

        zgoda , ... ale PRACA powinna byc PRZYJEMNOSCIA, a najlepiej ZABAWA....
        • Gość: ciocia zosia Re: Krzyczenie i wyzywanie dzieci IP: *.aster.pl / *.aster.pl 02.12.04, 00:02
          właśnie tu ma być rozgraniczenie. zabawa to zabawa, a praca to praca. z zabawy
          można zrezygnować, a pracę należy wykonać. każdy jest do tego zobowiązany.
          • Gość: bazylia Re: Krzyczenie i wyzywanie dzieci IP: *.158.240.220.dsl.comindico.com.au 02.12.04, 06:51
            Gość portalu: ciocia zosia napisał(a):

            > właśnie tu ma być rozgraniczenie. zabawa to zabawa, a praca to praca. z zabawy

            Bzdura totalna!
            • Gość: bazylia Re: Krzyczenie i wyzywanie dzieci IP: *.158.240.220.dsl.comindico.com.au 02.12.04, 07:20
              Gość portalu: bazylia napisał(a):

              > Gość portalu: ciocia zosia napisał(a):
              >
              > > właśnie tu ma być rozgraniczenie. zabawa to zabawa, a praca to praca. z z
              > abawy
              >
              > Bzdura totalna!

              troszke mi ostro wyszlo w poprzednim poscie;) Choc zdania nie zmienilam, to
              jednak...

              chcialam zapytac: dlaczego Cie tak przeraza mysl, ze praca moglaby byc zabawa a
              zatem przyjemnoscia???

              czyzby przerazal Cie fakt, ze trzebaby bylo byc sczesliwa i cieszyc sie
              zyciem ???

              czy moze cos jeszcze bardziej przewrotnego sie za tym kryje...
              (za strachem przed praca-przyjemnoscia, mam na mysli)???
              • Gość: ciocia zosia Re: Krzyczenie i wyzywanie dzieci IP: *.aster.pl / *.aster.pl 02.12.04, 09:09
                w wychowaniu dzieci bardzo ważną sprawą jest jasny komunikat. dzieci muszą
                wiedzieć, czego od nich oczekujemy i nie może być takich niejasności w postaci
                pomylenia najważniejszych pojęć. przecież z zabawy można zawsze zerezygnować, a
                z nauki niestety nie. inne postawienie tej sprawy jest po prostu wprowadzaniem
                chaosu. podkreślam, że nie mam na myśli pracy ponad siły dziecka.
      • arnick_a Re: Krzyczenie i wyzywanie dzieci 01.12.04, 22:24
        Loguj się jako prababcia Zosia
    • Gość: fleurette Re: Krzyczenie i wyzywanie dzieci IP: 81.219.* / *.grs.net.pl 01.12.04, 14:10
      jeezu. a może dla twojej córki nie jest szczytem marzeń skończenie 2 kierunków studiów? a może ma problemy?
      Co do ksiazek: niech samam poszuka odpowiednich. Musierowicz i siesicak bedą dla niej nudne. Moze wiśniewski, irving, sama nie wiem. powazniejsze, a i lekkie.
      Co do nart; może i ona ma lęk przestrzeni, moze jedzie na zimowiska żeby pobyć ze znajomymi. a to ze nauczyciele pozwalają by nie szli na stok to nie jej wina.
      Mówisz, że byłas wściekła, bo nie umiała powiedzieć ci czego nie zrozumiała na teście gimnazjalnym. Ale jeśli drzesz sie na nią, ze jak to możliwe, ze nie umie ci tego wyjaśnic, to ona na pewno nie powie.
      Ogólnie myśle, że to nie jest wychowanie bezstresowe, a ty jej nie rozumiesz, a tka naprawde nie bardzo próbujesz. Przyjmujesz, że ona czuje i rozumie i ma taka hierarchie wartosci jak ty <a nie musi i pewnie nie ma>. stara ci sie dogodzić i wpada w stres gdy jej sie nie udaje. jednoczesnie nie może życ jak chce. Moim zdaniem za bardzo chcesz na nią wpływać kaząc ja, jeśli nie robi tak jak chcesz. Uważam, że powinnyście znalexć jakiegoś mediatora, np. studentkę, która pomogłaby jej robić lekcje, a jednocześnie do niej troche inaczej dotarła. no i psycholog.
      • Gość: ciocia zosia Re: Krzyczenie i wyzywanie dzieci IP: *.aster.pl / *.aster.pl 01.12.04, 14:28
        jeśli ktoś pracując skończy zaledwie szkołę zawodową to też ok. co do
        samodzielnego szukania lektur, to przecież ta dziewczynka już sama znalazła -
        bravo i dziewczynę. niech dalej szuka sama i tylko to co jej sprawia
        przyjemność bez wysiłku.
        • arnick_a Re: Krzyczenie i wyzywanie dzieci 01.12.04, 22:25
          Pierwsza gwiazdka!
    • miang Re: Krzyczenie i wyzywanie dzieci 01.12.04, 14:24
      Zostaw dzieciaka w spokoju !!!!!!
      W swoim czasie dojdzie do tego, ze warto się uczyć, a jak nie to też tragedii
      nie będzie! A takim postępowaniem rzeczywiście ją wpakujesz w chorobę lub
      narkotyki.
      Co do ksiązek to wybrałaś świetny sposób żeby ją na amen zniechęcic do czytania.

      Zajmij sie lepiej sobą bo to z sobą masz największy problem. Znajdź sobie jakieś
      zainteresowania, przyjaciół, faceta, zamiast wszystkie stresy odreagowywać na
      dziecku.
      I sama idź do psychologa, a nie wysyłaj tam dzieciaka, którego jedynym problemem
      jest wredna nerwowa mamuśka.


      > Czy my tez byliśmy tacy tepi?
      ty bardziej i nadal jesteś

      > sie wkurzę to poprosze o to,żeby zostawili moje dziecko jeszcze raz w tej
      > samej klasie, bo w gimnazjum za żadne skarby świata sobie nie poradzi z takim
      > tepym łbem.

      no super, pójdziesz do szkoły żeby nastawiać nauczycieli przeciw własnemu
      dziecku? Wow, jak miło mieć w matce takie oparcie, zawsze można liczyć że
      mamusia zaszkodzi córce jak tylko zdoła.


      • miang Re: Krzyczenie i wyzywanie dzieci 01.12.04, 14:27
        jeszcze jedno - piszesz ze chciałabys ją gdzieś oddać to to zrób. może mogłaby
        zamieszkać z babcią, ojcem, jakąs ciotką? Lepiej jej będzie z kimś normalnym,
        nawet jeśli nie będzie jej poswięcać za dużo uwagi.
        • arnick_a Re: Krzyczenie i wyzywanie dzieci 01.12.04, 22:42
          Wykluczone. To tak jakby dziewczyna została przez matkę całkowicie odrzucona.
          Wiadomo dlaczego. Na sto uwierzy w swoją tepotę.
          Arni
      • arnick_a Re: Krzyczenie i wyzywanie dzieci 01.12.04, 22:28
        miang napisała:

        > no super, pójdziesz do szkoły żeby nastawiać nauczycieli przeciw własnemu
        > dziecku? Wow, jak miło mieć w matce takie oparcie, zawsze można liczyć że
        > mamusia zaszkodzi córce jak tylko zdoła.
        Nauczyciel działa w interesie dziecka. To częsta przyczyna konfliktów z jego
        rodzicami.
        Arni
      • marta9991 Re: Krzyczenie i wyzywanie dzieci 02.12.04, 10:42
        Daj dziewczynie spokój, ona ma problem i to chce tu rozwiązać, a nie słuchać
        Twojego krytykowania. Nic nie pisała o tym, że jest sama. Może ma kogoś, ale
        nie chce o tym tutaj rozmawiać?
        Ja uważam, że ma rację. jesli teraz popusci dziecko, to już zawsze bedzie
        odpuszczać i dziecko tez sobie będzie odpuszczać. Jej dziecko ma zero ambicji,
        a nowoczesny człowiek musi mieć potrzebę osiągnięć i jakąś ambicję, inaczej
        będzie kopał rowy (jesli jeszcze dla niego zostaną).
        Ona ma rację. Sama jest wykształcona i chce mieć wykształcone dziecko. Popieram
        ją w stu procentach. Mnie rodzice nie gonili do nauki, więc nie poszłam na
        studia o czasie, a potem sama za nie płaciłam. Mam do nich o to żal, że mnie
        nie gonili do nauki i jej dziecko też kiedyś doceni to co ona robi, nawet te
        krzyki.
    • goscgazety1 Re: Krzyczenie i wyzywanie dzieci 01.12.04, 14:32
      Popełniłas powazne błedy wychowacze, nie doplinowałas , by umysł dziecka nie
      był urabiany przez inne zródła, chociazby gazetki, czy tez TV. Poza tym nie
      uczyłas dziecka samodzielnosci. Bycie z nim to nie robienie tylko wspolnie, ale
      to rowniez sztuka uczenia samodzielnosci. Dostzregłem, ze tej cechy brakuje
      własnie czesci kobiet i tutaj potrzebna jest wyrazna ingerencja faceta .
      To co piszesz wskazuje na tzw. zjawisko wyjałowienia umysłu dziecka. Dziecko
      korzystajac z TV, komputera nauczyło sie biernego spedzania czasu. Nie
      poznało głebiej smaku kreatywnosci, tego cudownego potencjału, jaki drzemie w
      kazdym dziecku. Uwazam, ze zdecydowanie za mało szczegołow piszesz, nie
      odsłaniasz pełnej prawdy o sposobie wychowywania swojego dziecka, chociazby
      tego , co , o jakich porach i ile ogladało w TV, nie mowiac juz o wczesnym
      dziecinstwie dziecka. W takiej sytuacji udzielane Ci wskazowki moga wrecz
      jeszcze bardziej skomplikowac istniejacą sytuację.

      Kiedy opisywałas podobne zachowania innych dzieci, odniosłem wrazenie, że
      chciałas tym samym zasugerowac, ze jest niemozliwoscia w takiej sytuacji
      własciwe ukształtowanie dziecka.
      Jezeli te odczucia sa prawdziwe, to osobiscie nie zgodze sie z tym . Fakt, ze
      jest wowczas o wiele trudniej, ale nadal jest to mozliwe. Wiem to z własnego
      doswiadczenia .
      Podstawowa rzeczą w wychowywaniu jest bycie w bliskim kontakcie z dzieckiem
      KAZDEGO DNIA. Prowadzaniem go w zycie DZIEN PO DNIU , szczerosc - dzieciak
      jest swietnym obserwatorem ;). Obserwowanie go, dostrzeganie nieprawidłowosci
      cierpliwe, madre korygowanie, wyjasnianie. Znanie jego potnecjału i dbanie o
      rozwoj jego bez własnych chorych aspiracji, zgodnie z jego poziomem. To daje
      gwarancje, ze rodzic sam bedzie kształtował dziecko , a nie koleznanki ze
      szkoły, TV, gazetki, gry.
      Ja tak czyniłem i nie mam w ogole teraz z tym problemow. Mimo, ze jest
      powazny problem z rowiesnikami w szole, dokładnie tak jak piszesz, "Moje"
      dziecko jest fatastyczne, wcale nie jest super zdolne, jest pod wzgledm
      zdolnosci inteletualnych, przecietnym dzieciakiem, ale swietnie sie rozumiemy.
      Jest duzo w nim naturalnosci, oryginalnosci, entuzjazmu i krytycznego
      spojrzenia na otoczenie :) ,. I co najwazniejsze jest nad wyraz kreatywne,
      samodzielne jak na swoj wiek :)).
      Nawet kiedy jest sam w domu , potrafi bardzo tworczo zorganizowac sobie czas.
      Ocywiscie, ze zdarza sie krzyknac na dzieciaka, ono musi tez znac granice i
      konsekwencje swoich czynow, ale odradzałbym uzywania takich epitetow "tepy"
      itd. To uwłacza godnosci dziecka, tym bardziej , ze Ty jestes dla niego
      WSZYSTKIM. Nawet Bog jest mniej wazny niz Ty. Skoro ma takie problem to nalzey
      to dokładnie zdiagnozowac i o ile sa to naturalne ograniczenia umysłowe, to po
      prostu zaakceptowac je. Tego dziecko oczekuje od Ciebie, poczcuia akceptacji
      swoich "słabosci"
      Mysle ,ze powinnas poszukac madrego, dojrzałego psychologa odłsonic przed nim
      swoje błedy. To pozwoli dojsc korzeni i wpolnie, powoli je prostowac.
      Czas i cierpliwosc
      Zycze Ci z całego serca powodzenia, by udało Ci sie naprawic to. Osobiscie
      jaknajbardziej wierze w to .
      Pozdrawiam ciepło
    • milenna5555 Re: Krzyczenie i wyzywanie dzieci 01.12.04, 17:34
      Droga katar9, rozumiem Ciebie i Twoje rozterki, bo sama przeżywam podobne.
      Smieszy mnie pouczanie Ciebie, bo przecież sama sobie zdajesz sprawę z własnej
      niedoskonałości i w sumie prosisz o przyznanie się, czy inni rodzice zachowują
      się podobnie. Otóż przyznam się, że targają mną te same odczucia i też tak
      jak Ty denerwuję się, podnoszę głos, a złość we mnie huczy, że hej. Mam potem
      wyrzuty, przepraszam, tłumaczę... eh, życie..
      Wiem na pewno, że nie powinnam dziecku pomagać przy odrabianiu lekcji, bo moje
      emocje sięgają szczytu: tak, tak, podobnie jak Ty, nie umiem pogodzić się z
      tępotą i bezmyślnością dziecka.
      Zaproponowany wyżej pomysł, by dziecko uczyło się ze studentką lub studentem
      nie jest zły i (wiem z autopsji) daje efekty.
      Sama sobie mówię: wyluzuj, ale to nie takie proste.
      Ale przestrzegę Ciebie: 12 - latki są jeszcze potulne, 15 - latki juz mocno
      zbuntowane, 17 - latki czasami nam wybaczają, ale nigdy nie zapominają.
      Tym smutnym zakończeniem pozdrawiam Cię ciepło.M.

      • marta9991 Re: Krzyczenie i wyzywanie dzieci 02.12.04, 10:47
        Tylko,że jesli dziecko będzie uczyło się ze studentką, to dalej nie uczy sie
        samo, a znowu ma podporę.
    • n5 Re: Krzyczenie i wyzywanie dzieci 01.12.04, 19:20
      Przeczytałam całą Waszą dyskusję i powiem Wam tyle:
      1. Żaden dzieciak nie będzie się uczył "na siłę" . Wyobraź sobie, że czegoś
      bardzo nie lubisz robić - np. szyć - a ktoś każe Ci siedem razy coś uszyć, stoi
      nad Tobą i ma Cię za tępaka. Mówi też do Ciebie: ja umiem to i Ty powinnaś. Już
      mi do szycia, głąbie!!! To jest pastwienie się.
      2. To dziecko ma talenty. Sama wymieniłaś: kółko teatralne, matematyka, taniec,
      śpiew. itd. Ciesz się . Może Tobie nie sprawia kłopotu nauczenie się historii
      poprzez kilkakrotne przeczytanie tekstu. A Twoje dziecko może zupełnie nie
      posiada tego talentu. Przecież nie jest Twoją repliką.
      3. Dzieciak uczy sie chętnie, jeśli czuje autentyczną przyjemność płynącą z
      dobrych ocen. Z tego, że zrobił coś najlepiej w klasie, z błysku w oku kogoś, na
      kim mu zależy. Przecież my - staruchy mamy tak samo.
      4. Wzmacniać silne strony. Chwalić jak się coś uda. Szczerze porozmawiać, że
      obecny stan rzeczy jest nie do przyjęcia. Ustalić wspólny plan, ale niech
      dzieciak ma więcej głosu niż Ty. I niech się w y ż a l i, bo to co opisujesz to
      wyraźny bunt.
      5.Czasem jak się gimnazjalistom wyrwie przy mnie, jakie oni maja problemy, to po
      prostu ręce opadają. Jakie to są bzdury!!! I jak oni śmiertelnie poważnie to
      traktują. Nauczyciel Ci tego nie załatwi tzn. nie dowie sie o co na prawdę
      chodzi Twojej córce. Chyba,że jest fantastycznym CZŁOWIEKIEM.
      6. Posiedź z nią, z jej koleżankami, poplotkujcie, powygłupiajcie się. Niech nie
      czuje, że jesteś po drugiej stronie. Trzymam kciuki!!!!!
      • katar9 Dziekuję za odpowiedzi 02.12.04, 10:51
        Dziekuję za wszystkie odpowiedzi. Te dobre i te gorsze. Kończmy te dyskusję, bo
        widzę, że sami zaczynacie sie kłócić, a problem i tak nie zostanie rozwiązany.
    • Gość: zyta Re: Krzyczenie i wyzywanie dzieci IP: *.gdansk.cvx.ppp.tpnet.pl 02.12.04, 11:18
      Hej kochani, w Trójmieście (dokładnie w Sopocie)lekarz neurolog prowadzi tzw.
      trening mózgu. Taki trening prowadzony jest po to, by obudzić uśpione
      możliwości naszych szarych komórek. Nie znam jeszcze efektów, ale chyba się z
      dzieckiem na takie spotkanie wybiorę. Gdyby Cię katar9 interesowała ta
      informacja, to postaram się dowiedzieć o dokładny adres i numer telefonu.
      Pozdrawiam.
      • marta9991 Re: Krzyczenie i wyzywanie dzieci 02.12.04, 11:43
        To nic nie da. Jedynie kiedy dużo się myśli, to wówczas synapsy w mózgu
        rozmnażają się i wtedy nasz mózg lepiej pracuje. A kiedy mózg mysli? Kiefy się
        uczy, kiedy czyta itd
        Mam wykształcenie medyczne i neurologia nie jest mi obca, więc jesli sie myle,
        to po tym spotkaniu napisz co Ci mówiono.
        Mózg niećwiczony umiera, jest niedostymulowany.
Inne wątki na temat:
Pełna wersja