jedwabna
01.12.04, 22:37
Zawsze mnie to ciekawilo. Nie wyobrazam sobie byc z kims wiedzac ze krzywdze
inna kobiete. Jak mozna cieszyc sie z milosci, wiedzac ze gdzies tam jest
jego zona, czesto zaharowana, zajmujaca sie jego dziecmi, pioroaca jego
skarpety i humory.
Czy kochanki to nie ludzie? Czy to jakies zatwardziale osobniki? Inny
gatunek?? Przeciez jako kobieta wie dokladnie ile cierpienia przysparza tej
zonie. Nie wyobrazam sobie bym mogla byc wlasnie taka kochanka, sumienie by
mi przeszkadzalo. Po co mi milosc zabrudzona, kosztem innych???
Znam przypadek ze kochanka mloda wypachniona, wyfioczona spotyka sie z takim
facetem, a jego zona zapracowana (dorabia wieczorami) by dzieci do dobrej
szkoly wyslac.
Malo tego, czesto obserwuje ze kochanka wrecz nienawidzi zone i bezlitosnie
ja krytykuje (tak, czasem kochanka zna lub wie jak wyglada zona, znam takie)
PS i nie mowcie ze facet tez ponosi wine, to jest na inny watek, tutaj mnie
ciekawi kochanki postawa.