Jak przyznać się rodzicą, że jestem homo?

IP: 192.168.1.* / *.polmozbyt.katowice.pl 29.08.01, 10:35
Jestem homoseksualistą. Od roku żyję w stałym związku z kochanym facetem Chcemy
wspólnie iść przez życie. Mam już dość ukrywania przed rodzicami że wszystko
jest OK. Jak mam im powiedzieć żeby ich nie stracić że ich syn wybrał inną
drogę, że nie ożeni się i nie da im wnuka. Potrzebuję porady. Pozdrawiam M
    • malwinamalwina Re: Jak przyznać się rodzicom, że jestem homo? 29.08.01, 11:01
      przyznac to sie mozna do zbrodni a ty jej nie popelniles !
      nie ma zasady, tylko ty wiesz czy trzeba i jak, ewentualnie kiedy.
      cokolwiek zrobisz, zycze powodzenia.
      • Gość: JK Przyznać się można i do błędu nie tylko do zbrodni IP: 217.153.50.* 29.08.01, 12:53
        A homoseksualizm to błąd. Nie pieprz zatem malwina bo z natury jesteś mało
        rozgarnięta. Chłopcu radziłbym psychologa a nie malwinę. Więcej malwin i z
        pewnością więcej zboczeń.
        • Gość: Psycho Re: Przyznać się można i do błędu nie tylko do zbrodni IP: *.krakow.dialup.inetia.pl 18.09.01, 19:36
          Psycholog, by MM "nawrócić" czy pomóc odciąć się od ewentualnej nietolerancji
          rodziców?
    • Gość: Melba Re: Jak przyznać się rodzicą, że jestem homo? IP: *.man.polbox.pl 29.08.01, 11:16
      Ile masz lat? Jakie masz układy z rodzicami? Mieszkasz sam, czy z nimi?
      • Gość: MM Re: Jak przyznać się rodzicą, że jestem homo? IP: 192.168.1.* / *.polmozbyt.katowice.pl 29.08.01, 12:46
        Mamy po 23 i 25 lat Mieszkamy raz u moich rodzicow raz u nas w domu Rodzice
        traktuja nas jak dorbych przyjaciol Do mojego Misia zwracaja sie synu - i tu
        jest caly sęk tego czy powiedzieć czy nie Boję się że ta cała zajebista
        siel;anka padnie w gruzach!
        • Gość: Melba Re: Jak przyznać się rodzicą, że jestem homo? IP: *.man.polbox.pl 29.08.01, 13:05
          Czy nie masz wrażenia, że mogą się czegoś domyślać? Nie umiem Ci radzić na sto
          procent, ale znam rodziny, gdzie rodzice zaakceptowali fakt homoseksualizmu
          dzieci i układa sie pomyślnie. Na pewno na początku będą zszokowani i
          rozżaleni, będą się pytali "dlaczego ja?". Ja bym porozmawiała spokojnie, dała
          czas na ochłonięcie i pierwsze reakcje traktowała z dystansem, ale i
          szacunkiem. Nie wiem, jakie masz z nimi układy, ale chyba warto otwarcie
          porozmawiać, zwłaszcza, że jesteście dorośli. Jeśli wszystko delikatnie
          przedstawisz, a oni są ok, w końcu wszystko sie ułoży. Musisz jednak być
          konsekwentny i nie wdawać się w jałowe dyskusje, czy konflikty, które mogą
          wyniknąć. To Twoje życie i masz prawo do swoich wyborów, a rodzice powinni mieć
          świadomość, że kochasz ich i nie robisz niczego, aby ich ranić. Daj im czas i
          bądź wyrozumiały. Z reguły rodzice do tego "dojrzewają". I nie zapomnij, że nie
          będzie im łatwo także wobec naszego społeczeństwa.Zresztą o tym chyba wiesz
          najlepiej...
    • Gość: ola Re: Jak przyznać się rodzicą, że jestem homo? IP: 62.233.138.* 18.09.01, 15:59
      MM pracuje nad tekstem o homoseksualistach ( jak zmienila sie ich sytuacja
      przez ostatnie 10 lat) - jesli chcialbys mi pomoc, opisujac znan ci przypadki
      reakcji rodzicow na fakt ujawnienia homoseksulaizmu przez dziecko bardzo proszę
      o pomoc. Pozdrawiam serdecznie i tzrymam kciuki.
      ola
      • Gość: Budda Re: Jak przyznać się rodzicą, że jestem homo? IP: *.unl.edu 18.09.01, 17:24
        Lepiej sie przyznaj przed samym soba, ze cos tu nie tak. Nie sluchaj tych
        nowomodnych, out of common sense doradcow. Miara czlowieka jest jego zdolnosc
        do kontrolowania zmyslow i w konsekwencji umyslu. Poddawanie sie tego typu
        praktykom jest dowodem niemoznosci bycia kontrolerem swego zycia. I niech Cie
        nie oszukuja te rozwodnione umysly moich przedmowcow. Przyszedles na ten swiat
        z bagazem tendencji homoseksualnych, co samo w sobie nie jest zle. Ale to wcale
        nie znaczy ze masz plynac tak jak chca Twe zmysly. Ty, Twoja dusza (nazwij to
        jak chcesz) jest czyms innym niz caly zestaw zmyslow bedacych na uslugach
        materialnej rzeczywistosci i budujacych Twoja (falszywa) osobowosc.
        Kazdy z nas rodzi sie by stawic czola CZEMUS tam. Dla Ciebie wyzwaniem jest
        tendencja do bycia homoseksualista. I nie wypelnisz swego zycia dopoty nie
        odnajdziesz swego emocjonalnego centrum, poniewaz Ty nie urodziles sie zeby
        byc homoseksualista, ale po to by zwalczyc to w sobie.
        Ludzie za latwo podchodza do swego zycia. Nie ma zadnej dyscypliny w niczym,
        a juz najmniej w budowaniu swej prawdziwej, duchowej osobowosci. Wiem, ze gdyby
        wodka plynela z kranow w kuchni, 90 procent ludzi byloby alkoholikami. Gdyby nie
        karano przez jeden dzien za kradziez, 90 procent ludzi okradloby wszystkie
        mozliwe sklepy. Gdyby zamknieto oczy na jeden dzien na to jak kontrolujemy
        swoje popedy seksualne, 90 procent ludzi byloby zgwalconych. Itp itd.
        Dlaczego to pisze ? Zeby Ci uswiadomic jak wiele zla siedzi w nas wszystkich,
        jak wiele zachwian czeka tylko na odpowiedni moment, by sie uaktywnic.
        Tylko madry kod zachowan, madra doktryna jest w stanie powstrzymac zwierzecosc
        w nas samych.
        Pozdrawiam Cie i zycze sukcesu w walce z samym soba. Bo kto nie walczy z samym
        soba rownie dobrze moze byc nazwanym UMARLYM.
        Budda.
        • Gość: Yellow Re: Jak przyznać się rodzicą, że jestem homo? IP: *.krakow.dialup.inetia.pl 18.09.01, 19:46
          Buddo, widać, że Twój post jest mocno przemyślańy i wyważony, ale nie
          odpowiadasz na jedno zasadnicze pytanie: DLACZEGO MM miałby walczyc ze swoimi
          skłonnościami? Nie robi nikomu krzywdy, jak gwałciciele i złodzieje, których
          przykład przytaczasz. On jest szczęśliwy w swoim związku. Jego skłonności są
          dla niego naturalne nie mniej, niż Twoje dla Ciebie. Powinien się ich wyrzec,
          poniewaz inni mają odmienne? Skąd wiadomo, które są te właściwe?
          • Gość: Budda Re: Jak przyznać się rodzicą, że jestem homo? IP: *.unl.edu 18.09.01, 20:10
            Juz Ci odpowiadam, ktore sklonnosci sa te wlasciwe ? Otoz te, ktore dyktuje nam
            czysta obserwacja natury i zdrowy rozsadek. Zdrowy rozsadek panie Yellow.
            Jest dla mnie fenomenem ze ludzie moga miec watpliwosci, ktore ze sklonnosci sa
            tymi prawidlowymi(??????).
            Poza tym, czy nam sie to podoba czy nie, seks nie zostal "przydzielony" ku uciesze
            zawsze i wszedzie, ale jest przede wszystkim katalizatorem naszej prokreacji.
            Zwiazki homoseksualne uzywaja seksu dla samej sensualnej przyjemnosci i jako
            takie sa w opozycji do pierwotnego i najwazniejszego celu seksu.
            Czy on jest szczesliwy w swoim zwiazku ? Smiem watpic. Poczucie winy bedzie mu
            towarzyszyc przez cale winy, czego dowodem jest tytul tego watku. Mowisz ze
            nikomu nie czyni krzywdy. Z pozoru. Czyni krzywde sobie. Dlaczego mialby walczyc
            ze swoimi sklonnosciami ? Jesli rozumialbys cel naszego zycia i srodki do
            osiagniecia tegoz, wiedzialbys, ze najwazniejszym elementem naszej egzystencji
            jest powstrzymywanie sie od wszystkiego co oddala nas od naszego spirytualnego
            cemtrum, centrum ktore jest nieustannie gubione poprzez oddawanie steru naszym
            zmyslom. Niestety, ow MM nie ma najmniejszego pojecia o tym wszystkim. Wydaje mu
            sie, ze przyszedl na ten swiat jako dzidzius swoich rodzicow, i zemrze jako
            dziadzius swoich wnusiow (choc moze taki wlasnie koniec mu nie grozi z wiadomych
            wzgledow). Wydaje mu sie, ze slipki partnera to wszystko co sie liczy w tym
            zyciu. Gdzies juz na tym forum pisalem ze homoseksualisci to emocjonalnie
            niedorozwinieci osobnicy, o mentalnosci 10-14 latkow, ktorzy swoj wolny czas
            spedzaja tylko z chlopcami uwazajac ze dzieczyny sa glupie. W pewnym momencie ich
            zycia nastapil blok emocjonalny i zamiast pojsc w kierunku wskazanym przez nature,
            zatrzymali sie w obrebie swej plci. Co jest tego przyczyna ? Nie wiem. Uwazam
            homoseksualizm za emocjonalna chorobe, ale z drugiej strony nie trabie na alarm i
            nie potepiam. jednak rezerwuje sobie prawo do posiadania wlasnej opinii.
            Pozdrawiam Cie, Budda.

            • Gość: aion Re: Jak przyznać się rodzicą, że jestem homo? IP: *.acn.waw.pl 19.09.01, 20:21
              Temat wałkowany był już na wiele różnych sposobów, ale skoro jest to forum
              dyskusyjne...

              > Juz Ci odpowiadam, ktore sklonnosci sa te wlasciwe ? Otoz te, ktore dyktuje nam
              > czysta obserwacja natury...

              Oj, chyba niezbyt dokładnie się przyjrzałeś.

              > Jest dla mnie fenomenem ze ludzie moga miec watpliwosci, ktore ze sklonnosci sa
              > tymi prawidlowymi(??????).

              Nie sądzę, żeby akurat o takie wątpliwości chodziło. Przecież to zrozumiałe do
              czego fizycznie służą narządy płciowe i nie ma co się nad tym rozwodzić. Jeśli
              już... mówi się o tym po prostu za dużo.

              > Czy on jest szczesliwy w swoim zwiazku ? Smiem watpic. Poczucie winy bedzie mu
              > towarzyszyc...

              "Poczucie winy" sprezentowało nam społeczeństwo w procesie socjalizacji.

              Wspomniałeś też coś o infantylności homoseksualistów. Miałem okazję spotkać co
              najmniej kilku, miałem też okazję porozmawiać i *w żadnym wypadku* bym się pod
              tym nie podpisał. Jeśli już, rzekłbym, że są bardzo wrażliwymi ludźmi (ktoś
              mógłby powiedzieć, że czyni ich to nieprzystosowanymi do życia w społeczeństwie).
              Ale... to uogólnienie.

              Nawiasem mówiąc, mam wrażenie, że nigdy nie miałeś okazji skonfrontować swojego
              stanowiska z rzeczywistością. "Swoj wolny czas spedzaja tylko z chlopcami
              uwazajac ze dzieczyny sa glupie" - to nie jest prawda.

              Niepokojące wydaje mi się to, co widać ostatnio na zachodzie - na homoseksualizm
              przyszła moda. Poważne pytanie: dlaczego?

              Pozdrawiam!


              Leszek
              • Gość: Budda Re: Jak przyznać się rodzicą, że jestem homo? IP: *.unl.edu 19.09.01, 20:50
                Nic nie zrozumiales z tego co mowilem. Nie tylko przyszla moda na
                homoseksualizm ale i na przedstawianie homoseksualizmu jako cos normalnego,
                co zreszta wiaze sie z tym pierwszym. Nie wiem czym kierujesz sie myslac,
                ze gdy 10-12 letni chlopiec zamiast zaczac podgladac "te tak inaczej
                wygladajace ode mnie dziewczyny" zaczyna podgladac chlopcow, z ktorymi
                jest na codzien juz od lat (gry, zabawy, etc), ze to jest wszystko w porzadku.
                Czego Ty wlasciwie bronisz ? Owa emocjonalna infantylnosc nie ma nic wspolnego
                z inteligencja i nawet jesli w obrebie tej samej plci owi osobnicy ulegaja
                zludzeniu ze kochaja, wcale to nie swiadczy o ich doroslosci emocjonalnej
                w sensie ogolnym. Nie jestem za tym by potepiac ich ale nie dajmy sie oglupic.
                Wspolzycie kobiety i mezczyzny jest wzorcem a nie wspolzycie mezczyzny z
                mezczyzna. Czy to sa rzeczy az tak abstrakcyjne, ze mozna poddawac w watpliwosc
                ich sens ? Obudz sie bo zaczynasz tracic ostatnie rezerwy zdrowego rozsadku.
                Pozdrawiam, Budda.
                • Gość: aion Re: Jak przyznać się rodzicą, że jestem homo? IP: *.acn.waw.pl 20.09.01, 20:57
                  Gość portalu: Budda napisał(a):

                  > Nic nie zrozumiales z tego co mowilem. Nie tylko przyszla moda na
                  > homoseksualizm ale i na przedstawianie homoseksualizmu jako cos normalnego,
                  > co zreszta wiaze sie z tym pierwszym.

                  Nie wiem czy się wiąże. Tak naprawdę to wciąż pozostaje w sferze dociekań
                  (niektórzy łączą to z tzw. "kryzysem męskości" ostatnich czasów). I takie rzeczy
                  mnie interesują. Homoseksualizm ma bardzo wiele obliczy (nie wiem, ile na ten
                  temat tak naprawdę czytałeś). Nie można wrzucać wszystkiego do jednego worka.

                  > Nie wiem czym kierujesz sie myslac,
                  > ze gdy 10-12 letni chlopiec zamiast zaczac podgladac "te tak inaczej
                  > wygladajace ode mnie dziewczyny" zaczyna podgladac chlopcow, z ktorymi
                  > jest na codzien juz od lat (gry, zabawy, etc), ze to jest wszystko w porzadku.

                  A czemu sądzisz, że tak właśnie myślę? Ale też nie wiem skąd przyszła Ci do głowy
                  myśl, że właśnie w tym wieku objawia się homoseksualizm.

                  > Wspolzycie kobiety i mezczyzny jest wzorcem a nie wspolzycie mezczyzny z
                  > mezczyzna. Czy to sa rzeczy az tak abstrakcyjne, ze mozna poddawac w watpliwosc
                  > ich sens ?

                  Rzeczywiście, jest na swój sposób "wzorcem". Daleko mi do wątpliwości w tej
                  kwestii.

                  > Obudz sie bo zaczynasz tracic ostatnie rezerwy zdrowego rozsadku.

                  Oj nie. "Zdrowy rozsądek" (nie lubię tego określenia, bo w gruncie rzeczy nie
                  jest zbyt szczęśliwym) nakazuje mi przede wszystkim nie potępiać, nie oceniać,
                  starać się zrozumieć (a przynajmniej - starać się zrozumieć *przyczyny*). Więc...
                  tak też czynię. Oczywiście, nie zawsze mi to wychodzi. Nie twierdzę, że Twoje
                  stanowisko jest całkiem inne - po prostu dyskutuję, bo od tego jest przecież
                  forum, a temat mimo wszystko ciekawy.

                  Pozdrawiam!


                  Leszek
                  • Gość: Budda Re: Jak przyznać się rodzicą, że jestem homo? IP: *.unl.edu 20.09.01, 22:49
                    Witaj aion. Twoja postawa w tej sprawie jest pelna watpliwosci i niewiary w to
                    co oczywiste. Nie dziwie sie z drugiej strony. Wielu ludzi w dzisiejszych czasach
                    jest kompletnie zdezorientownych. Po stuleciach czy tysiacleciach terroru,
                    niesprawiedliwosci, rasizmu i braku tolerancji, wreszcie mozemy troche odetchnac
                    i domagac sie swoich praw. Konsekwencja jednak tych "roztopionych lodow" jest
                    brak podstawowej dyscypliny w rozumowaniu i niejaki lek przed opinia publiczna.
                    Dzisiaj rodzic nie moze ( w dobrej wierze)dac klapsa dziecku bo moze byc
                    posadzony o molestowanie. Kazda proba porownania typow zachowan np bialych ludzi
                    z czarnymi ludzmi moze zakonczyc sie oskarzeniem o rasizm. To samo dotyczy
                    wypowiadania sie na temat homoseksualizmu. Wolnosc doprowadzila do niesamowitej
                    erupcji wszelkich zachowan ludzkich, wlaczajac dziurawienie swego ciala i
                    wkladanie kolczykow czy innych wisiorkow w najbardziej intymne czesci ciala.
                    Jesli dzisiaj chcemy powiedziec, ze homoseksualizm jest czyms normalnym, normalnym
                    jest takze objadanie sie ponad miare (bulimia)i noszenie kolczykow w nosie i na
                    jezyku. Nikt nikomu przeciez krzywdy nie robi. Dlaczego kobietom nie wolno chodzic
                    po ulicach z golymi piersiami ? Czy komus to wyrzadzi krzywde ? Dlaczego wogole
                    mamy cokolwiek ubierac na siebie.
                    Teraz spowrotem do Twojej wypowiedzi. Jest bezposrednia relacja miedzy uznaniem
                    czegos za "zdrowe" a uzytkowaniem tego czegos. Nie bylo mody na picie denaturatu
                    bo powszechnie wiadomo ze ta "jagodzianka na kosciach" jest trucizna. Zareczam Ci
                    ze w dniu w ktorym ogloszonoby co najmniej neutralnosc tego plynu, nie mowiac
                    juz wogole o korzysciach plynacych z picia dykty, nastala by moda na ten "trunek".
                    To samo jest z homoseksualizmem. Wielu niezdecydowanych, dzialajacych z ukrycia
                    homoseksualistow zobaczylo dla siebie szanse.
                    Jesli chodzi o wiek 10-12 lat jako prog startowy. Tak mi sie wydaje, ze skoro
                    w tym wieku chlopiec zaczyna interesowac sie cialem dziewczyny, to ci o
                    orientacji odmiennej zaczynaja sie przygladac cialom chlopcow. To jest chyba
                    logiczne, jesli sie myle, popraw mnie.
                    Co to znaczy, ze homoseksualizm ma wiele obliczy. Czy Ty poprostu nie chcesz
                    nieswiadomie zaciemnic sprawy ? Czy chodzi Ci o to ze niektorzy wchodza w pelne
                    analne stosunki, inni, oralne, inni tylko sa marzycielami itp. Wytlumacz mi to.
                    Jakie to ma znaczenie ze homoseksualizm ma wiele obliczy ? Biorac analogie
                    z innego podworka: mozna palic papierosy, fajke, cygara, przezuwac tyton ale to
                    nie zmienia faktu, ze jest to nikotynizm i jesli myslalbys o wyjsciu z tego
                    nalogu, terapia bylaby ta sama.
                    Co do zdrowego rozsadku. Dociekanie czegos a niepotepianie i nieocenianie czegos
                    to dwie rozne sprawy. Sprawy, ktore kompletnie zostaly pomieszane. W latach 70-
                    tych w USA stwierdzono ze homoseksualizm nie jest choroba. Od tego dnia
                    jakakolwiek proba podwazenia tej opinii badz nowe podejscie do tego zagadnienia
                    wywoluje lawine protestow i taki klient jak ja narazony jest na ataki. Uwazam ze
                    mozna dociekac prawdy i jednoczesnie nie potepiac i nieoceniac. Ludzie jak Ty aion
                    jakby bali sie zajac glosu w tej sprawie bo nie wiadomo dlaczego dociekanie
                    czegos utozsamiaja z potepianiem i ocenianiem tego czegos. Stad ta Twoja
                    wypowiedz, ze Twoj zdrowy rozsadek kaze Ci niepotepiac i nieoceniac.
                    Pozdrawiam Cie ,Budda.
                    • Gość: fnoll liscik do Buddy IP: *.ds.uj.edu.pl 21.09.01, 13:11
                      Budda, ciekawi mnie co sadzisz o grzechu pychy, czyli uleganiu zludzeniu, ze
                      jest sie nieomylnym, najsilniejszym, najlepszym itp. - czy nie stanowi
                      powaznego niebezpieczenstwa na drodze duchowego rozwoju? I co sadzisz o cnocie
                      pokory, sokratejskim "wiem, ze nic nie wiem" i chrystusowym "nie sadzcie", i
                      jeszcze o buddyjskiej cnocie umilowania wszystkich istot?

                      I czy jestes wyznawca kartezjanskiego dualizmu? Wydaje mi sie, ze tak, skoro
                      przeciwstawiasz "popedowe zwierze" w nas umyslowi, ktory ma za zadanie je
                      kontrolowac. Czy wiesz, ze takiemu pojmowaniu przecza nie tylko konkurencyjne
                      filozofie holistyczne, ale i sama nauka? Pisze "SAMA NAUKA", bo co by nie rzec,
                      nauka stala sie swego rodzaju wyrocznia w obecnych czasach - ale, oparta na
                      lepszych podstawach, wierze, niz fusy. ;-)

                      Bo wiesz, piszesz z pozycji, rzeklbym, proroczej - tego, ktoremu sie objawilo i
                      ktory wie. Ciekawi mnie zatem, co ty wlasciwie prorokujesz.

                      Jesli chodzi o sam watek - nie masz racji, ze homoseksualizm laczy sie z
                      zahamowaniem rozwoju emocjonalnego, tak samo jak heteroseksualizm nie
                      gwarantuje osiagniecia maksimum, czy nawet sredniej w tym wzgledzie.
                      Homoseksualisci w swym zyciu emocjonalnym nie roznia sie od heteroseksualistow,
                      tak samo kochaja, tesknia, zdradzaja, zaluja, gniewaja sie, tez moga byc
                      zdrowi, czy miec nerwice, moga byc prymitywni i subtelni. Jak hetero.

                      Aion pisal, ze homoseksualizm ma wiele oblicz - no bo ma, chocby dwa
                      zasadnicze, czyli homoseksualizm wrodzony (2-4% kazdej populacji)
                      charakteryzujacy sie zupelnym brakiem popedu w strone plci przeciwnej i
                      wyraznym popedem w strone plci wlasnej - czyli taki negatyw radykalnego hetero;
                      oraz homoseksualizm nabyty, ktory wlasciwie jest biseksualizmem z silniejsza
                      tendencja w strone mezczyzn. Zwykle nierozroznianie tych dwoch form
                      homoseksualizmu prowadzi do wielu nieporozumien, np. homoseksualizm nabyty
                      faktycznie moze stawac sie coraz bardziej popularny, ale wrodzony juz nie,
                      utrzymuje sie bez wzgledu na nastawienie kulturowe do homoseksualizmu na stalym
                      poziomie. Homoseksualizm nabyty moze byc wynikiem problemow osobowosciowych,
                      zaburzen w rozwoju psychicznym (ale moze byc tez wynikiem prostych oddzialywan
                      kulturowych, jak np. w panstwach arabskich czy w starozytenj Grecji, i nie
                      laczyc sie z jakims osobniczym cierpieniem). Homoseksualizm wrodzony nie
                      prowadzi sam z siebie do cierpienia jednostki i nie jest takze jego wynikiem.

                      Za wykresleniem z klasyfikacji chorob i zaburzen homoseksualizmu i
                      biseksualizmu stala konstatacja, ze mozna realizowac tak ukierunkowany poped
                      nie czyniac krzywdy ani sobie, ani innym, realizujac sie jednoczesnie w
                      spoleczenstwie, jako pracownik i czlonek rodziny. Podkreslam - MOZNA.

                      Ty, Buddo, zdajesz sie powatpiewac, ze mozna byc szczesliwym homoseksualista.
                      Zastanawiam sie, czy nie bierze sie to u ciebie z glebokiego przekonania, ze
                      generalnie bardzo trudno lub niemozliwym jest bycie szczesliwym na tym lez
                      padole. Wyraziles to w slowach, ze jesliby tylko zdjac z naszych ramion ciezka
                      lape nacisku spolecznego, to zaraz bysmy sie zabrali do krzywdzenia siebie
                      nawzajem. No coz, jest to stare, stare przekonanie - psychologizujac uwazam, ze
                      podzielane przez osoby, ktorym sie nie udalo, nie czuja sie dobrze ze soba,
                      ktore przyjmuja tak niewesoly obraz swiata, by poczuc sie razniej w szerokim
                      towarzystwie ludzkosci znajdujacej sie w rownie beznadziejnej sytuacji co oni
                      sami.

                      Otoz, Buddo, chyba wiesz o tym, wiec badz na tyle uczciwy, by brac to pod
                      uwage, ze mozna tez inaczej. ;-)

                      Nikt nie ma monopolu na prawde.

                      Pozdrawiam
                      • Gość: Budda Re: liscik do Buddy IP: *.unl.edu 21.09.01, 16:50
                        Witaj fnoll. Powiec Ci wprost. Dopoki moje Uniwersalne JA, moja dusza, moj
                        spiryt
                        jest zmuszone do dzialania w naszej materialnej rzeczywistosci za pomoca zmyslow
                        i ich kontrolera, umyslu, dopoty niemozliwe jest pozbycie sie pychy, ktora jest
                        niczym innym jak nasze EGO w dzialaniu. Jedyna rzecz jaka mozesz zrobic to
                        minimalizowac owa pyche poprzez kontrolowanie swego umyslu uzywajac swojego
                        spirytu.
                        Innymi slowy, musisz pojsc poza materialna tkanke rzeczywistosci w ktorej
                        przyszlo
                        Ci istniec. Dopiero z tej, transcentalnej perspektywy mozesz zobaczyc siebie
                        samego (twoje cialo, umysl, ego i zmysly)w prawdziwym swietle. Dopiero z tej
                        perspektywy dojrzysz absurd nie tylko w homoseksualizmie ale praktycznie w
                        kazdej
                        innej dzialalnosci bioracej swoj poczatek w kontakcie naszych zmyslow z materia.
                        Jezus mowil o nie sadzeniu innych, ale jednoczesnie mowil o nie grzeszeniu.
                        Czyzby i On byl pyszny, gdyz osmielil sie kogos pouczac ?
                        Kto Ci powiedzial fnoll, ze nie mam szacunku i milosci dla wszystkich zyjacych
                        istot na tym swiecie? Skad ta moda na stawianie znaku rownosci miedzy moja
                        opinia o czyms a nietolerancja ? "Wiem ze nic nie wiem" jest kulminacja
                        ateistycznego
                        podejscia do zycia i tego typu podejscie do rzeczywistosci mnie nie interesuje.

                        O czym Ty piszesz fnoll ? Czego wyrocznia jest nauka ? Chyba swej wlasnej
                        ograniczonosci. Powtorze za Einsteinem: religia bez nauki jest ulomna, ale
                        (i tu uwazaj) NAUKA BEZ RELIGII JEST SLEPA. I to jest owo :wiem ze nic nie wiem.
                        Po co te fusy tu wtraciles, nie wiem ?

                        ZZalozmy, ze mi sie objawilo i ZE WIEM. Moje "wiem" wynika z glebszej
                        perspektywy postrzegania rzeczywistosci niz Ty i wielu innych. Po wielu latach
                        studiowania
                        wszystkiego co mozliwe z zakresu religii, wschodnich i zachodnich, teozofii,
                        jogi, hinuizmu, buddyzmu, zenu, taoizmu postanowilem zrobic doktorat z filozofii
                        tzw. kontynentalnej, czyli zachodniej. Uwierz mi, wysiedzialem sluchajac tych
                        bredni tylko przez jeden semester. Moje "wiem" wynika z innego, glebszego
                        rozumienia sensu egzystencji nie ograniczonej dniem narodzin i smierci. Ja
                        widze zycie jako niekonczacy sie strumien energetycznych istnien, ktore wciaz i
                        wciaz
                        wchodza w reakcje z bardziej skondensowanym substratem jakim jest nasza materia.
                        Przecietny czlowiek w Ameryce czy Europie zyje w iluzorycznym swiecie swego
                        ciala,
                        utozsamiajac sie z nim i pracujac dzien i noc dla usatysfakcjonowania swych
                        cielesnych potrzeb.
                        A co ja prorokuje ? Nie nazwalbym tego prorokowaniem dlatego ze bez
                        odpowiedniego
                        przygotowania w temacie, nazwalbys to wrozeniem z fusow tak czy inaczej.
                        Raczej zwracam uwage co poniektorym, ze sa w bledzie utozsamiajac sie ze swoimi
                        tendencjami raczej niz walczac z nimi. My, ludzie, pedzimy gdzies w tym
                        wszechswiecie i wiekszosc nie wie nic o swoim przeznaczeniu, falszywie
                        zakladajac,
                        ze krotkoterminowe ( w tym zyciu) cele wyznaczane przez nasze zmysly sa celami
                        ostatecznymi. Bez odpowiedniej korekty naszego kursu w tym wszechswiecie, kazda
                        nowa edycja naszego zycia przynosi tylko rozczarowania i kontynuacje poprzednich
                        cierpien. Im predzej ludzie sobie to uswiadomia, tym lepiej. Niestety,
                        ignorancja
                        jest droga zycia dla wiekszosci, stad mamy ten swiat taki jaki mamy. Pelen
                        chorob,
                        nieszczesc, wojen i tragedii. Wiem, ze jest wielu tzw. "happy idiots",
                        uwazajacych ze ten swiat jest najcudowniejszy ale to wlasnie im odpowiadam: ten
                        swiat ma wszelki potencjal by byc najwspanialszym ze swiatow, ale nie jest i
                        tak dlugo nie bedzie jak dlugo ludzie beda zyli w iluzji co do swej prawdziwej,
                        spirytualnej natury. Homoseksualizm jest jedna z mistyfikacji co do prawdziwej
                        natury czlowieka.
                        Chce zebys wiedzial, ze nie czuje nienawisci do "kochajacych inaczej" ale
                        wspolczucie. Nie dlatego, ze nie poznaja nigdy milosci do swych dzieci,
                        nie dlatego ze sa i beda dyskryminowani, ale dlatego ze nie sa w stanie
                        doglebi zrozumiec roli jaka przyszlo im grac w tej edycji swego zycia.
                        Wspolczuje im zahipnotyzowania w swoim peryferyjnym ego i utozsamiania sie z
                        nim.
                        No coz, juz taki jestem fnoll. Dla mnie liscie zolkna w pazdzierniku i to jest
                        normalne. Jesli widze usychajace liscie w czerwcu, to wiem ze to drzewo jest
                        toczone przez chorobe. Ty mowisz, ze to normalne, ze moze byc inaczej.
                        Moze tak naprawde nie chcesz sie glebiej zastanowic nad pewnymi sprawami ?
                        Pozdrawiam Cie i dziekuje za odpowiedz.
                        Budda.


                        • Gość: fnoll Re: liscik do Buddy IP: *.ds.uj.edu.pl 21.09.01, 18:31
                          Dzieki za odpowiedz - jak widze, jesli nie to mnie popraw, do gnozy ci
                          najblizej. Tia, pneuma zamknieta w klatce zmyslow - jak ci zle to przynajmniej
                          mozna sie pocieszyc, ze ma sie pneume i ze wie sie wiecej, niz reszta. Heh.

                          No tak, pycha i niechcec do ludzi (tych zmyslowych, rzeczywistych, nie ich
                          energetyczno-spirytowej esencji) to cecha charakterystyczna idei
                          gnozopodobnych. Ta naiwna wiara w posiadanie jakiegos glebszego poznania,
                          przekonanie o swej niepodwazalnej racji... No i aseksualne
                          przeintelektualizowanie. To za sprawa gnozy przeciez chrzescijanstwo stalo sie
                          tak niechetne temu, co doczesne, czyli przede wszystkim ZMYSLOWE. Co by nie
                          rzec jest to herezja - bo Bog tworzac po kolei elementy swiata nazywal je
                          dobrymi i blogoslawil je. Przeniesienie areny walki dobra ze zlem do "wewnatrz"
                          czlowieka, nazwanie niektorych elementow w nas samych zlymi, nizszymi (np
                          popedy), a innych dobrymi, wyzszymi (umysl, dusza, pneuma etc.) musialo sie
                          zrodzic w niezbyt zdrowym umysle i przez podobnie doswiadczonych radosciami
                          psychotycznosci zostalo podchwycone - tak to widze. No i swietnie, nie od dzis
                          wiadomo, ze to jaki swiatopoglad nam pasuje jest skutkiem tego, ze tak a nie
                          inaczej swiata doswiadczamy. Dlatego nigdy zaden poglad nie zostanie przyjety
                          powszechnie - nie dlatego, ze ludzie sa zatopionymi w bledzie ignorantami, ale
                          dlatego, ze kazdy swiatopoglad nadaje sie lepiej do innego typu przezywania
                          swiata. Np. watpie zebys mimo najszczerszych checi byl w stanie wejsc w taoizm
                          czy buddyzm zen, tudziez w empiryzm logiczny, tak jak i ja sklaniam sie ku
                          wszelkim ideom holistycznym i gnoza jest mi zasadniczo wstretna - bo te kody
                          nadaja sie lub nie do opisu naszych indywidualnych doswiadczen.

                          Jedna wynikajaca z tego kwestia szczegolnie mnie pociaga - na ile jestesmy w
                          stanie podac sobie rece ponad tymi naturalnymi barierami? No ale po co je
                          podawac? Ja, coz, chyba glownie z ciekawosci - ile wariantow ma czlowiek. Kto
                          to jest ten czlowiek.

                          Pozdro ;-)
                          • Gość: Budda Re: liscik do Buddy IP: *.unl.edu 21.09.01, 19:58
                            No, kolego fnoll, przesadziliscie az huczy !!! Nie gniewaj sie, ale jestes
                            typowym produktem kultury, ktora nazywam darwinowsko-marksowsko kotletem
                            opiekanym
                            na katolickim ogniu. Ja bylem taki sam. To dzieki takim "akademikom" jak ty
                            tacy klienci jak ja musza rezygnowac z doktoratow. Przytocze Ci jeszcze raz
                            Einsteina i jego opinie na temat poznawalnosci swiata. Oto cytat: "Im wiecej
                            zajmuje sie fizyka, tym czesciej rozmyslam o metafizyce". Albo: "Niech mnie
                            nikt nie stara sie przekonac, ze milosc od pierwszego wejrzenia jest wytworem
                            reakcji chemicznych w mozgu ". Chyba wiesz do czego zmierzam ?
                            Wiec dla Ciebie posiadanie jakies glebszej wiedzy o tym swiecie jest naiwna
                            wiara ? Oj fnoll, nie doprowadzaj mnie do rozpaczy chlopie.
                            Obudz sie prosze. Nic z twego postu nie wynika, tylko jakies metne "pneumy
                            i gnozy", ktorych znaczenia i tak pewnie nie rozumiesz. A jak juz nie mozesz
                            nic znosniejszego wydobyc z siebie na obrone swego materializmu, to i Bog dobry
                            ze swym stworzeniem swiata i chwaleniem swego tworu.
                            Pozdrowienia, Budda.
                            • Gość: fnoll Re: liscik do Buddy IP: *.ds.uj.edu.pl 21.09.01, 21:07
                              Z Einsteinem jak z Chrystusem i reszta slaw - kazdy bierze od nich co chce i
                              jak chce, wiec, szacowny Buddo, sie Einsteinem nie zaslaniaj ;-). Poza tym
                              polemizujesz chyba nie z moim postem, tylko z jakims wlasnym, wewnetrznym
                              dyskursem, bo ja nic do metafizyki nie mam. Moje holistyczne poglady sa rownie
                              nieweryfikowalne jak twoje, wiec daleko im do wszelkiego materialistycznego
                              redukcjonizmu. To co chcialem ci powiedziec, to wlasciwie tylko tyle, ze bywa
                              roznie, i pokusic sie o wyjasnienie, dlaczego bywa roznie - skad wzielo sie
                              tyle rozmaitych, niekiedy sprzecznych sposobow interpretowania doswiadczenia
                              zycia. Cieszy mnie ta rozmaitosc i zaciekawia, zajmuje w niej tez wlasne
                              stanowisko - np. zdecydowanie jestem przywiazany do zmyslowosci, i nie wierze,
                              by dalo sie z czlowieka wykroic jakies niezalezne jakosci jak np. umysl i
                              popedy. Czlowiek stanowi dla mnie niepodzielna calosc i wszystko w nim nie jest
                              ani zle, ani dobre. Dobrostan jest zas kwestia harmonii, czyli zeby nic nie
                              bylo ani nad wyraz rozdete, ani zaniedbane. To moje zdanie, odpowiadajace
                              mojemu sposobowi przezywania. I szanuje, ze inni maja inaczej.

                              Bo nikt nie ma monopolu na prawde.

                              To co nas zasadniczo rozni, te nie ontologia i echatologia czy teleologia, ale
                              zgoda (u mnie) i jej brak (u ciebie) na to, ze mozna tez inaczej, i ze inaczej
                              nie znaczy wcale gorzej. Dla mnie to inaczej (np. tomizm) byloby gorzej, bo nie
                              czulbym sie w tym dobrze - ale dla innego moze byc to w sam raz.

                              Naiwna wiara nie jest dla mnie, co moglbys jakbys chcial wyczytac w moim
                              poprzednim poscie, przekonaniem o posiadaniu "glebszej" wiedzy, ale
                              przekonaniem, ze owa wiedza jest jedna jedyna prawdziwa i niepodwazalna. Bo
                              czlowiek to omylna bestia i nieprzystosowana po prawdzie do rozwazania spraw
                              ostatecznych. Jesli bys mnie spytal, czy dla mnie w ogole pojecie prawdy
                              istnieje, to bym odparl, ze owszem, jak najbardziej - moja prawda jest dla mnie
                              najprawdziwsza prawda, bo dziala.

                              Czyli sklaniam sie do pragmatycznej definicji prawdy - tak by z tego wynikalo.
                              A w roznych kontekstach rozne rzeczy dzialaja - trudno sie z tym nie zgodzic,
                              nieprawdaz? Slowem, powtorze jeszcze raz, tylko inaczej - uwazam, ze nie ma
                              prawdy uniwersalnej, opowiesci ktoraby zawierala i tlumaczyla wszystko,
                              wyzwalala nas z kazdej formy meczacej niepewnosci - bo po to sa wlasciwie te
                              onto-teleo-eschato-itp-logiczne prawdy, by nam opisywac rzeczy nas
                              przerastajace - jak smierc, nieprzewidywalnosc, cierpienie, przeznaczenie, wole
                              itp.

                              Takze w tym duchu naprawde nie stanalbym na drodze twojego doktoratu, nie ja,
                              jeslibys tylko trzymal sie zasad obowiazujacych na uniwersytecie - bo przeciez
                              tego swiadectwem jest doktorat, ze sie spelnilo pewne stawiane przez srodowisko
                              naukowe wymagania. To taka gra. Robiac zakupy tez musisz grac zgodnie z pewnymi
                              regulami i trudno sie obrazac na kasjerke, ze za towary chce akurat pieniadze,
                              a nie co innego, i ze nie mozesz przestawiac towarow na polkach wedle swego
                              widzimisie, no nie?

                              Tak gwoli porzadku w dyskusji jesli moglbys mi wyjasnic jakie przeslanki
                              doprowadzily cie do wniosku, ze jestem materialista (bo nie jestem), moze cos
                              zle napisalem, albo co?
                              Oraz: co rozumiesz przez "darwinowsko-marksistowski kotlet opiekany na
                              katolickim ogniu", i kim wg ciebie jest "akademik", to bylbym bardzo wdzieczny
                              - bo co prawda dla ciebie te terminy maja okreslone znaczenie, to dla mnie
                              jednak sa dosc mgliste.

                              Pozdro :-)
                              • Gość: Budda Re: liscik do Buddy IP: *.unl.edu 21.09.01, 22:29
                                Witaj. Erudycji Ci nie brakuje fnoll, ale wiedza nie musi miec nic wspolnego z
                                madroscia. Dlaczego ja uwazam ze jestes materialista ? Twoje stwierdzenia o
                                przywiazaniu do zmyslow (jedyna dostepna droga poznania dla Ciebie), ignorowanie
                                tych, ktorzy twierdza ze maja glebsza wiedze niz Ty i wiedze te posiedli w sposob
                                nieempiryczny, fakt, ze wedlug Ciebie niemozliwe byloby wykroic z czlowieka jako
                                calosci, ani umyslu ani popedow.... Te i pare innych rzeczy kwalifikuja Cie jako
                                materialiste. Ty mozesz uwazac inaczej i z kolei prosze mi podac dowod ze nie
                                jestes materialista.
                                Marksowsko-darwinistyczny kotlet opiekany na katolickim ogniu to nic innego
                                mentalno-wyksztalceniowa struktura swiadomosci uformowana za czasow prl-u
                                przy wygodnej odskoczni w katolicki para-religionizm. Dales przyklad tej odskoczni
                                w jednym ze swoich wywodow.
                                Akademik to przeladowany wiedza katedralna filozof, ktory ma takie zrozumienie
                                rzeczywistosci jak przed podjeciem studiow. Innymi slowy, zmarnowany czas i
                                nadzieje.
                                Nie zgodze sie z Toba, ze nie ma uniwersalnej prawdy, Ta prawda jest, my tylko
                                nie mamy do niej dostepu. Twoja doktryna o nieistnieniu uniwersalnej prawdy
                                jest niebezpieczna, dlatego ze pozbawia nas ludzi moralnego steru i wzorca.
                                Jesli nie ma prawdy absolutnej, jakie wiec znaczenie ma "nie zabijaj". Moze dla
                                innych alternatywna prawda jest "prawda" ze nic zlego nie ma w zabijaniu.
                                Pozdrawiam, Budda.
                                Ps. A o czym to miala byc ta dyskusja ?




                                • Gość: fnoll Re: liscik do Buddy IP: *.ds.uj.edu.pl 21.09.01, 23:57
                                  Dziekuje ci na wstepie za docenienie mojej erudycji - zawsze wierzylem, ze
                                  wkuwanie slownika wyrazow obcych na pamiec jeszcze mi sie w zyciu przyda ;-)

                                  Pozwol, ze jeszcze pociagne ta dygresje, glownie po to, aby sie wydobyc z
                                  szufladki materializmu, w ktorej nie czuje sie zbyt dobrze.

                                  Pare razy powtarzalem takie ladne newage'owskie slowo w swoich postach: HOLIZM.
                                  Moglbym dodac do tego jeszcze "emergencje". To sa takie ladne slowa znaczace
                                  tyle, ze nie da sie poznac danego obiektu poprzez rozlozenie go na czesci i
                                  zbadanie tychze - jak chcieli redukcjonisci, na ktorym to dogmacie, do
                                  niedawna, opierala sie cala nauka o swiecie i czlowieku. Bo suma czesci jest
                                  czyms wiecej, wraz ze wzrostem zlozonosci danej struktury pojawiaja sie nowe,
                                  niespotykane dotad jakosci. I tak, patrzac na czlowieka, widze, ze istnieje
                                  ciaglosc miedzy biochemia pojedynczej komorki a procesami psychicznymi, to
                                  wszystko tworzy jedna calosc. Co wiecej - czlowiek jest nierozerwalnie zwiazany
                                  z kontekstem spolecznym i ze swoim srodowiskiem. To nie jest dla mnie tylko
                                  intelektualna wiedza - to jest dla mnie takze doswiadczenie, i dlatego jak
                                  najdalszy jestem od materializmu. Bo czymze jest materializm? Materializm jest
                                  scisle zwiazany z redukcjonizmem - czyli wiara, ze za pomoca narzedzi
                                  redukcjonistycznej nauki da sie opisac caly swiat, ze jest to tylko kwestia
                                  czasu. Ze wlasciwie kazdy proces da sie opisac i sprowadzic do kategorii
                                  zjawisk fizycznych. W fizyce jednak cos peklo, za sprawa mi. wspomnianego przez
                                  ciebie proroka Einsteina. Tak stale zdawaloby sie kategorie jak czas i
                                  przestrzen legly w gruzach. Znowu stanelismy przed wielka niewiadoma, ogromem
                                  nie do objecia naszymi rozumami mysliwych-zbieraczy.

                                  Fakt, od metafizyki tez jestem daleki - wszelkie dogmaty religijno-filozoficzne
                                  w tych kwestiach onto-echato-teleo-etc. uwazam za nie tyle opisujace nature
                                  swiata, co raczej programujace strukture spoleczenstwa, i sa dobre o tyle, o
                                  ile ludziom majac taki a taki sposob tlumaczenia swiata, za czym ida konkretne
                                  decyzje (bogacic sie czy nie, kiedy zabijac, a kiedy nie i kogo etc.) jest z
                                  tym dobrze. Takze to o czym ty piszesz dajmy na to, nie ma dla mnie nic
                                  wspolnego z tym jak jest "naprawde", to jeden z wielu zbiorow apriorycznych
                                  twierdzen uzasadniajacych konkretne zyciowe decyzje, ulatwiajacy wybor wobec
                                  niedostatku informacji, na ktory wszyscy permanentnie cierpimy. Dlatego
                                  podkreslalem, ze bywa roznie i nie ma jednej prawdy.

                                  Bo to cos, co moglibysmy nazwac prawda ostateczna czy tez uniwersalna, jest
                                  niewyrazalne w slowach. Kazdy, jak nieco nad tym popracuje, moze jej z jakiejs
                                  strony doswiadczyc i przetlumaczyc na garsc apriorycznych twierdzen,
                                  wyprodukowac nowa religie czy nurt filozoficzny, ktory sie przyjmie badz nie.
                                  Idee holizmu i emergencji to tez takie aprioryczne odpryski, interpretacje.
                                  Wlasnie - czego interpretacje?

                                  No coz, czegos, co sie po prostu nazywa mistycznym doswiadczeniem.
                                  Doswiadczeniem, ktorego nie da sie tak naprawde opisac, nawet trudno je
                                  zapamietac. Ono odmienia, jego da sie tylko doswiadczyc. Roznie bywa nazywane w
                                  roznych kulturach, pewnie wiesz o tym, ale i tak wszyscy zalapuja sie na to
                                  samo.
                                  I to jest cos co jest dla mnie wyznacznikiem, latarnia. Ma sie to kompletnie
                                  nijak do materializmu, no nie? Czy teraz wyrazilem sie dosc komunikatywnie?

                                  W ramach kolejnych poprawek - nigdzie nie napisalem, ze zmysly sa dla mnie
                                  jedyna droga poznania. No chyba, zeby porzucic klasyczna klasyfikacje zmyslow -
                                  ktora zdecydowanie jest ograniczona. To wtedy tak - czerpie poznanie jedynie ze
                                  zmyslow, ale sam nie wiem ile ich jest i jak je ponazywac, rozumiesz? ;-)
                                  Poznanie zmyslowe czy pozazmyslowe - to, umowmy sie, rzeczy umowne. Wszyscy
                                  poznajemy i tak i siak, tylko roznie koncetrujemy uwage, rozna mamy wrazliwosc.
                                  I tyle.

                                  Nie ignoruje nikogo, drogi Buddo (napisales, ze ignoruje ludzi twierdzacych ze
                                  maja glebsza wiedze od mojej) i nie twierdze, ze mam lepsze poznanie od
                                  kogokolwiek. Jasne, z przekonaniem bede argumentowal za przyjetymi przeze mnie
                                  pogladami, ale mam swiadomosc, ze moge sie kompletnie mylic. I to jest urocze.
                                  Zeby grac trzeba przyjac jakies reguly.

                                  Takze, zeby zrobic wazna poprawke do wlasnych postow, bo napisalem, ze nie ma
                                  uniwersalnej prawdy, a teraz pisalem o czyms jakby przeciwnym, to zeby bylo
                                  jasno: uwazam, ze nie ma uniwersalnej prawdy w wersji werbalnej. A tak to
                                  pewnie, ze jest, my nia jestesmy, swiat nia jest, jest wszedzie :-). Nic tylko
                                  sie o nia ocierac. Tylko jak chcesz ja zatrzymac - to ona znika. I zostajesz
                                  tylko z garstka apriorycznych twierdzen - ktore zreszta tez swa niebagatelna
                                  wartosc maja, jak wspomnialem. Ale to nie jest TO.

                                  I jak teraz?

                                  Pozdrawiam :-)))
                                  • iiana a tata to byl zimny.Co? 28.09.01, 15:41
                                    Wiec wedlug mojej teorii sprawdzonej w praktyce wynika, ze wszyscy
                                    homoseksualisci maja zimnego tate, ktory ich nigdy albo zadko kiedy przytulal.
                                    I potem taki czlowiek tak pragnie takiego kontaktu fizycznego z facetem, ze
                                    mysli ze jest homoseksualista i z pewnoscia nim zostaje, nie przecze. Ale
                                    chcialabym, zeby taki czlowiek wiedzial komu zawdziecza swoja innosc. M. -
                                    podziekuj swojemu tacie.
                                    • Gość: fnoll Re: a tata to byl zimny.Co? do iiany IP: *.ds.uj.edu.pl 28.09.01, 16:14
                                      Gratuluję trafnej obserwacji, bo i w tekstach naukowych na temat homoseksualizmu
                                      spotkałem się z taką hipotezą tłumaczącą część przypadków homoseksualizmu
                                      nabytego (czyli biseksualizmu z dominującą skłonnością do mężczyzn), ale naprawdę
                                      nie wszystkie tramwaje są niebieskie. Nie ma pojedynczego mechanizmu
                                      odpowiedzialnego za powstawanie homoseksualizmu nabytego. No i jeszcze pozostaje
                                      te 4% ludzkości, którzy tacy się po prostu urodzili.

                                      Przy okazji wspomnę, że brak kontaktu z ojcem często też występuje w osobistej
                                      historii... psychoterapeutów! Dotyczy to tylko mężczyzn, naturalnie.

                                      pozdro!


                                      iiana napisał(a):

                                      > Wiec wedlug mojej teorii sprawdzonej w praktyce wynika, ze wszyscy
                                      > homoseksualisci maja zimnego tate, ktory ich nigdy albo zadko kiedy przytulal.
                                      > I potem taki czlowiek tak pragnie takiego kontaktu fizycznego z facetem, ze
                                      > mysli ze jest homoseksualista i z pewnoscia nim zostaje, nie przecze. Ale
                                      > chcialabym, zeby taki czlowiek wiedzial komu zawdziecza swoja innosc. M. -
                                      > podziekuj swojemu tacie.

                    • Gość: Ludzik Re: Jak przyznać się rodzicą, że jestem homo? IP: 192.168.1.* / *.polmozbyt.katowice.pl 26.09.01, 16:26
                      Takich jak Ty powinno się zamykać w zakładach bez kalmek!!!
        • Gość: huggoo Re: Jak przyznać się rodzicą, że jestem homo? IP: *.acn.waw.pl 21.09.01, 02:00
          Wiesz Buddo myślę ,że jesteś bardzo mądrym człowiekiem. Czytałem kilka Twoich
          postów na forum i naprawdę chciałbym Cię poznać. Jeżeli jest to mozliwe napisz
          :huggoo@poczta.onet.pl
        • Gość: Ramzes:) DO BUDDY IP: *.dip.t-dialin.net 30.09.01, 18:02
          Gość portalu: Budda napisał(a):

          > Lepiej sie przyznaj przed samym soba, ze cos tu nie tak. Nie sluchaj tych
          > nowomodnych, out of common sense doradcow. Miara czlowieka jest jego zdolnosc
          > do kontrolowania zmyslow i w konsekwencji umyslu. Poddawanie sie tego typu
          > praktykom jest dowodem niemoznosci bycia kontrolerem swego zycia. I niech Cie
          > nie oszukuja te rozwodnione umysly moich przedmowcow. Przyszedles na ten swiat
          > z bagazem tendencji homoseksualnych, co samo w sobie nie jest zle. Ale to wcale
          >
          > nie znaczy ze masz plynac tak jak chca Twe zmysly. Ty, Twoja dusza (nazwij to
          > jak chcesz) jest czyms innym niz caly zestaw zmyslow bedacych na uslugach
          > materialnej rzeczywistosci i budujacych Twoja (falszywa) osobowosc.
          > Kazdy z nas rodzi sie by stawic czola CZEMUS tam. Dla Ciebie wyzwaniem jest
          > tendencja do bycia homoseksualista. I nie wypelnisz swego zycia dopoty nie
          > odnajdziesz swego emocjonalnego centrum, poniewaz Ty nie urodziles sie zeby
          > byc homoseksualista, ale po to by zwalczyc to w sobie.
          > Ludzie za latwo podchodza do swego zycia. Nie ma zadnej dyscypliny w niczym,
          > a juz najmniej w budowaniu swej prawdziwej, duchowej osobowosci. Wiem, ze gdyby
          > wodka plynela z kranow w kuchni, 90 procent ludzi byloby alkoholikami. Gdyby ni
          > e
          > karano przez jeden dzien za kradziez, 90 procent ludzi okradloby wszystkie
          > mozliwe sklepy. Gdyby zamknieto oczy na jeden dzien na to jak kontrolujemy
          > swoje popedy seksualne, 90 procent ludzi byloby zgwalconych. Itp itd.
          > Dlaczego to pisze ? Zeby Ci uswiadomic jak wiele zla siedzi w nas wszystkich,
          > jak wiele zachwian czeka tylko na odpowiedni moment, by sie uaktywnic.
          > Tylko madry kod zachowan, madra doktryna jest w stanie powstrzymac zwierzecosc
          > w nas samych.
          > Pozdrawiam Cie i zycze sukcesu w walce z samym soba. Bo kto nie walczy z samym
          > soba rownie dobrze moze byc nazwanym UMARLYM.
          > Budda.



          BUDDO DROGI ZNOWU ZACZYNASZ TE SWOJE TRELE ???????????

          czlowieku na to sie juz nikt nie nabierze.....

          Ramzes:)
          • Gość: fnoll Re: ja sie nabralem! ramzes IP: *.ds.uj.edu.pl 30.09.01, 18:16
            > BUDDO DROGI ZNOWU ZACZYNASZ TE SWOJE TRELE ???????????
            >
            > czlowieku na to sie juz nikt nie nabierze.....
            >
            > Ramzes:)

            myslalem, ze Budda jest czlowiekiem - a on jest skowronkiem!????? a niech to,
            tylko mi nie mow, ze na domiar zlego jest jakims ptasim prowokatorem! czy moglbys
            sie podzielic swoja wiedza na temat tego religijnego poslanca?

            pozdro
    • Gość: Bima Re: Jak przyznać się rodzicą, że jestem homo? IP: *.dip.t-dialin.net 21.09.01, 22:16
      mysle, ze oni juz o tym "wiedza" nie mow nic, bo po co. nie obnizaj ich
      zdolnosci umyslowych, widzac oni to akceptuja, ale wola o tym milczec.
      podziwiam was tylko o to, jak mozecie wytrzymac bez "wlasnego" mieszkania w
      ktorym macie swoj spokoj i cisze. podziwiam cie. nie wytrzymalabym z osoba z
      ktora mam zwiazek bez mozliwosci miec w kazdej chwili i na kazdym miejscu sex.
      nie mozecie wziasc wlasnego mieszkania??
      pozdro
    • Gość: JK Radzę naukę ortografii i fajną dziewczynę IP: *.poznan.cvx.ppp.tpnet.pl 21.09.01, 23:53
      Szkoda odbytu nadwerężać. Do tego lepiej nadaje się co innego. I jak mi kiedyś
      taki na dwa fronty działający opowiadał: znacznie przyjemniejsze. Daj sobie
      spokój z głupotami.
      • Gość: Ludzik Re: Radzę naukę ortografii i fajną dziewczynę IP: 192.168.1.* / *.polmozbyt.katowice.pl 26.09.01, 16:25
        Zastanawiam sie po co Ty JK zabierasz głos na tematy o homoseksualistach Z
        Twoich wypowiedzi od razu można wywnioskować że nie masz o tym zielonego
        pojęcia Jeśli już bardzo chcesz dyskutować do poczytaj troszke albo udaj się do
        psychologa aby się dokształcić PAMIĘTAJ!!! Nie każdy jest taki sam A oni mają
        prawo także być szczęśliwi i żyć własnym życiem! Przez takich jak Ty właśnie
        oni mają problemy i nie mogą wyjść na światło dzienne WIĘCEJ TOLERACJI
        CZŁOWIEKU !!! Pozdrawiam
        • Gość: JK Malutki ludziku IP: 217.153.50.* 27.09.01, 14:40
          Gość portalu: Ludzik napisał(a):

          > Zastanawiam sie po co Ty JK zabierasz głos na tematy o homoseksualistach Z
          > Twoich wypowiedzi od razu można wywnioskować że nie masz o tym zielonego
          > pojęcia Jeśli już bardzo chcesz dyskutować do poczytaj troszke albo udaj się do
          > psychologa aby się dokształcić PAMIĘTAJ!!! Nie każdy jest taki sam A oni mają
          > prawo także być szczęśliwi i żyć własnym życiem! Przez takich jak Ty właśnie
          > oni mają problemy i nie mogą wyjść na światło dzienne WIĘCEJ TOLERACJI
          > CZŁOWIEKU !!! Pozdrawiam
          = Coś ci się pozajączkowało. Oni wychodzą na takie światło dzienne, że takich jak
          = ty to oślepia i nie widzą w odpowiedniej skali rzeczywistości.
          = Jak zabieeram głos w tej sprawie to wiem o co mi chodzi, znam swoje poglądy
          = i mam ogląd rzeczywistości. Tego niestety o tobie powiedzieć nie mogę. Ale to
          = już twój problem. Tyle razy pisałem co sądzę o propagowaniu homoseksualizmu i =
          = robieniu z tego normy, że nie chce mi się powtarzać.
          • Gość: Orzeszek Re: do MM IP: *.gazeta.pl 28.09.01, 20:45
            Wpadlam na chwile tutaj z forum seksuologicznego. Jestem wstrzasnieta pycha
            Buddy i jego przekonaniem o wlasnej omnipotencji, ale tez nie zazdroszcze Ci
            czytania innych postow probujacych miast pomoc Ci w przekazaniu prawdy o sobie
            swoim rodzicom, pomoc w przeklamaniu tego kim jestes. To tak bardzo przykre, ze
            naprawde mi Ciebie zal. Wejdz na forum dr Depko, to madry fachowiec, mysle, ze
            pomogl by Ci chetnie.
            Gratuluje Ci tego, ze znalazles swojego ukochanego, pozdrawiam was obu.
            I jeszcze powiem, ze bardzo wiele prawdziwej, intelektualnej przyjemnosci
            dostarczylo mi czytanie postow Fnolla. Dziekuje.
            A do wszystkich homofobow mniejszych, wiekszych, oswieconych i nie: wara od
            cudzego serca, lozka i domu z brudnymi rekami i myslami. To paskudne co
            potraficie naklikac drugiemu czlowiekowi. Strasznie przykre to
            forum "psychologiczne".
            • Gość: Budda Re: do MM IP: *.unl.edu 28.09.01, 22:42
              Orzeszku, MM wszedl ze swoim lozkiem na to forum, nie ja wszedlem do jego
              serca czy domu. Mogl sie spodziewac, ze jest ktos, kto nie podziela jego
              pogladow. Pytanie do Ciebie: czy wolno mi miec swoja opinie na temat
              homoseksualizmu, czy nie ? Uwazaj z odpowiedzia, bo to Ty walczysz o
              tolerancje w stosunku do pogladow innych. A fnoll ? Pisze ladnie (jak chce)
              ale czy z tego cos naprawde wynika ?
              Pozdrawiam, Budda.
              • Gość: orzeszek Re: do Buddy IP: *.gazeta.pl 29.09.01, 22:02
                Nie wyszedl z lozkiem, a z pytaniem jak sobie poradzic w zakomunikowaniu
                rodzicom, ze jest homoseksualista. Jak najbardziej mozesz miec swoje zdanie, to
                oczywiste, posiadanie swojego zdania nie oznacza zaraz narzucania go innym. Z
                calego dyskursu (Twojego i fnolla) odnioslam wrazenie, ze on opiera sie na
                zdobytych gdzies podstawach (chociaz przypuszczam, ze i wyzszych szlifach) z
                zakresu filozofii, Ty natomiast poslugiwales sie nieco nieukierunkowanym
                doswiadczeniem wlasnym, zalozeniami apriori, lub wrecz nieznosna dla mnie
                retoryka (wybacz, ale skojarzyla mi sie z kazaniami jakiegos guru sekty) a w
                razie wyczerpania argumentow zwyczajnie zrejterowales.
                Moge sie domyslac, ze wartoscia dla Ciebie jest poszukiwanie (poprzez jakis
                rodzaj ekspiacji) prawdy absolutnej i to akurat bardzo szanuje i cenie. Jednak
                jesli chodzi o pomysl, ze oto milosc fizyczna ma jedynie sens prokreacyjny,
                uwazam za grozny poprostu. Teraz popuszcze wodze fantazji i korzystajac z wizji
                spoleczenstwa jako mozliwego jedynie w sytuacji zewnetrznego nacisku (to Twoj
                pomysl) zaproponuje Ci taki oto swiat:
                w trosce o zdrowa tkanke narodu malzenstwa sa kojarzone odgornie, biorac pod
                uwage uposazenie genetyczne i dotychczasowe zaslugi dla spoleczenstwa. Kazda
                para heteroseksualna (nie istnieja juz inne w drodze selekcji na etapie zycia
                plodowego i wczesnodzieciecej eliminacji jednostek przejawiajacych wiadome
                sklonnosci) musi splodzic okreslona liczbe potomstwa. Jesli nie wywiaze sie z
                zadania zostaje przebadana i osobnik winny bezplodnosci zostaje na zawsze
                wyeliminowany z puli osob zawierajacych zwiazki. Jego partner przydzielony
                zostaje nowej osobie. Zaleca sie takze zmiane partnerow co 5 lat tak, aby pula
                genetyczna narodu miala sie jak najlepiej i roznicowala sie optymalnie. Nie
                martw sie o wychowanie dzieci, tym zajmuja sie oswiecone jednostki (nizsi i
                wyzsi stazem buddowie, ktorzy od najmlodszych lat ucza samokontroli i niewiary
                w materialistyczny swiat).
                Taaaaaaak. Ja wole teczowe flagi powiewajace nad pijanym tlumem berlinskiej
                love parade. Pozdrawiam
                • Gość: Budda Do orzeszka, ramzesa i tym podobnych IP: *.unl.edu 01.10.01, 15:42
                  Gdy slucham tych waszych wypocin, jedno pytanie mi tylko przychodzi do glowy:
                  czy wasza swiadomosc spadla z siodmego pietra na drugie, czy moze wdrapala sie
                  z pierwszego na drugie i ani rusz do gory ? Mysle, ze raczej ten drugi wariant.
                  Co to znaczy, zostawiam jako zagadke dla dociekliwszych z was.
                  Otwierajcie czesciej wasze glowy niz rozporki.
                  Pozdro, Budda.
                  • Gość: fnoll a fe, Budda, a fe! IP: *.ds.uj.edu.pl 01.10.01, 15:59
                    Zachowujesz sie jak dziecko w piaskownicy krzyczace:

                    - Orzeszek i Ramzes sa guupi, guupi, guuupi!

                    Powalajacy poziom polemiki :-(((((((

                    Moze bys sie tak czasem z szacunkiem odniosl do swego adwersarza? Ja dajmy na to,
                    choc sie z toba kompletnie nie zgadzam, nigdy cie z tego powodu nie obrazalem
                    (no, moze poza postem, w ktorym domniemywalem iz jestes skowronkiem, ale bylo to
                    zartobliwe a nie agresywne - fakt, moglem sobie darowac) - czy wolalbys, zebym na
                    ciebie bluzgal? Czy twoja rozwinieta duchowosc do tego wlasnie cie sklania?

                    Pozdro
                    • Gość: Budda Re: a fe, Budda, a fe! IP: *.unl.edu 01.10.01, 16:29
                      Od poczatku wiec fnoll. Co bylo obrazliwego w moim ostatnim poscie ?
                      Czy ja uzylem slow glupi, czy ty to sobie wymysliles ? A to zeby otwierac
                      czesciej glowy niz czesci garderoby jest az tak bolesne dla Ciebie ?
                      Tak Cie to dotyka ? No moze jest czas, zebysmy sie wszyscy pukneli w
                      nasze lepetyny. Jestes typem wesolka, znalem takich wielu fnoll, ba, ja sam
                      takim bylem, kto wie, chyba nawet gorszym. Wiele lat ze swego zycia
                      przechulalem, przeprotestowalem, przeliberalizowalem, przetolerowalem itp.
                      Tylko, ze to gowno wszystko warte i mowie Ci to z calym zaufaniem do tego co
                      mowie. Ja tez bylem (albo mi sie wydawalo, ze bylem) kontestatorem, duchowa
                      awangarda, hippisem i wszystkim do kupy razem wzietym. Tylko, ze to wszystko
                      nie ma sensu. Ja juz tam bylem, gdzie Ty sie teraz WYBIERASZ.
                      Pozdro, Budda.
                      • Gość: fnoll Budda - czyli wszystkowiedzacy IP: *.ds.uj.edu.pl 01.10.01, 17:03
                        Od poczatku wiec Budda, bo twa wypowiedz trzeba potraktowac z dokladnoscia
                        patologa - na kawalki i pod mikroskop:

                        > Co bylo obrazliwego w moim ostatnim poscie ?

                        "Otwierajce czesciej glowy niz rozporki" jest obrazliwe, uwierz mi, a jak nie
                        wierzysz, to przeprowadz ankiete. Sugerujesz tym zdaniem, ze ktos poswieca wiecej
                        uwagi aktywnosci seksualnej niz mysleniu - tak zwykle ludzie sie obrazaja. W
                        bardziej dosadnej formie: "sperma ci sie na mozg rzucila".

                        > Czy ja uzylem slow glupi, czy ty to sobie wymysliles ?

                        Pewnie, ze nie uzyles - wypowiedziales to w sposob bardziej eufemistyczny w swej
                        metaforze o swiadomosci i pietrach. Znaczenie jest jednak to samo.

                        > A to zeby otwierac
                        > czesciej glowy niz czesci garderoby jest az tak bolesne dla Ciebie ?

                        Bolesny byl dla mnie poziom twej wypowiedzi. Jest cos smutnego w czlowieku (o
                        tobie to) ktory z jednej strony mowi, ze uprawia rozne cwiczace ducha praktyki, a
                        z drugiej nie potrafi odniesc sie z szacunkiem do wypowiedzi oponenta i wysunac
                        konkretnych argumentow na rzec swoich racji, tylko ucieka sie do jezyka
                        konfrontacji. Informacje te sa bolesnie niespojne. Dlaczego?

                        > Jestes typem wesolka, znalem takich wielu fnoll, ba, ja sam
                        > takim bylem, kto wie, chyba nawet gorszym.

                        Nie przecze poczucia humoru a takze autoironii mi nie brakuje (no, moze czasem),
                        ale wesolkiem to ja bym sie nie nazwal. Wesolek to ktos beztroski i niezbyt
                        odpowiedzialny - ja taki nie jestem, nie wiem skad wywnioskowales o takim
                        podobienstwie mnie do ciebie, ktorym byles kiedys.

                        > Wiele lat ze swego zycia
                        > przechulalem, przeprotestowalem, przeliberalizowalem, przetolerowalem itp.

                        Choc to ogolnikowe stwierdzenia - nie wskazuja jednak na podobienstwo miedzy
                        nami. Czasami pojde z kims na piwo pogadac o starych dobrych czasach i muzyce,
                        albo zeby nieco pofilozofowac - ale to nie sa chulanki. Lubie tanczyc na
                        koncertach - ale wtedy znowu malo pije. Nie uczestnicze w zorganizowanych
                        protestach. Dwoch pozostalych czasownikow nie bardzo rozumiem.

                        > Tylko, ze to gowno wszystko warte i mowie Ci to z calym zaufaniem do tego co
                        > mowie.

                        No i co z tego? Doszedles do wniosku, ze doswiadczenia wielu lat twojego zycia sa
                        gowno warte - jak to ma sie do mnie?

                        > Ja tez bylem (albo mi sie wydawalo, ze bylem) kontestatorem, duchowa
                        > awangarda, hippisem i wszystkim do kupy razem wzietym.

                        Nie nazywam i nie nazywalem samego siebie kontestatorem ani hippisem ani
                        bitnikiem. W podstawowce uwazalem sie za punka, a w liceum za duchowego wloczege,
                        poszukiwacza, poete. Bylo milo - szukalem swojego miejsca w swiecie, miejsca
                        ktore dawaloby mi sile, w ktorym w pelni moglbym smakowac zycia - no i po czesci
                        je znalazlem zakladajac rodzine. Teraz szukam pracy, ktora bede potrafil wykonac
                        dobrze z pozytkiem dla siebie i innych. Taki to ze mnie kontestator.

                        > Tylko, ze to wszystko
                        > nie ma sensu.

                        Spogladajac wstecz widze, ze wszystko, co dotad robilem, mialo sens, nie odcinam
                        sie, traktuje to jako ciagla opowiesc.

                        > Ja juz tam bylem, gdzie Ty sie teraz WYBIERASZ.

                        A gdzie ja sie niby teraz WYBIERAM? Znaczy sie, ze ty juz pracowales w sluzbie
                        zdrowia jako psycholog kliniczny? Chetnie poslucham, jeslibys sie zechcial
                        podzielic swoimi doswiadczeniami. No chyba, ze masz na mysli "horyzont duchowy",
                        coz, moge ci rzec, ze jak na dzien dzisiejszy, jesli juz mialbym sie nazwac, to
                        bym sie nazwal malutkim buddysta zen - takim co juz uslyszal, ale jeszcze nie
                        poszedl. Czyli pewnie wybieram sie do jakiejs sangi, ale nie spieszy mi sie.
                        Byles tam? Opowiedz.

                        Pozdrowienia

                        Fnoll
                        • Gość: orzeszek Re: Budda - czyli wszystkowiedzacy IP: *.gazeta.pl 01.10.01, 17:45
                          wiem, ze sie wtracam, ale ooooooo jak milo. Ja tez psycholog, trener grupowy.
                          Jesli na Twoim uniwerku bylo tyle, co na moim filozofii ( a bardzo lubilam ten
                          przedmiot) to bardzo gratuluje pamieci i swobody w operowaniu terminami.
                          Zamawiam wiecej takich postow, jesli wolno, bo lubie sie uczyc nowego i czytac
                          fajne posty. Pozdrawiam, a niech tam, z klasowym "ahoj":))))))))))))))
                          • Gość: fnoll do orzeszka :-) IP: *.ds.uj.edu.pl 02.10.01, 11:11
                            dzieki za uznanie - jesli bys chciala dostarczyc mi kolejnych inspiracji do
                            filozofopodobnych elaboracji to zapraszam do maila :-) fnoll@poczta.gazeta.pl

                            jak wiadomo, psycholog psychologowi oka nie wykole ;-)

                            pozdrawiam!

                            Fnoll

                  • Gość: orzeszek Re: Do orzeszka, ramzesa i tym podobnych IP: *.warszawa.cvx.ppp.tpnet.pl 01.10.01, 16:50
                    znowu ucieczka z podkulonym ogonem. oj, slabo Budda, slabo......
    • Gość: Alik Re: Jak przyznać się rodzicą, że jestem homo? IP: 212.244.82.* 30.09.01, 19:14
      Orzeszku zgadzam się z tobą !
      Ale z drugiej strony widzę, ze w całej tej dyskusji nad istotą homoseksualizmu
      zginął człowiek i jego konkretny problem. Wielce elokwentni interlokutorzy
      pochwalili sie swoją wiedzą, ale problem pozostał nierozwiązany.
      Ja myślę ,że rodzice jezeli nie wiedza na pewno to podejrzewają ,że coś jest
      nie tak z zainteresowaniami syna.Może nie poruszają tematu ,bo tak jest
      prościej, bo wielu ludzi uważa ,że dopóki o czymś sie nie mówi to tego nie ma.
      Jeżeli chcesz być z nimi szczery wykorzystaj okazję kiedy któreś z nich zrobi
      jakąś aluzję do tego że nie chodzisz na randki, albo że nie przychodza do
      ciebie dziewczyny. Radzę jednak być przygotowanym na koniecznosć szybkiej
      wyprowadzki. W zadnym jednak wypadku ich zdanie nie moze byc decydujace o tym
      czy masz pozostac ze swoim partnerem ,czy nie. Konflikty między rodzicami a
      dorosłymi dziecmi zdarzają się równiez w przypadku zwiazków heteroseksualnych.
      • Gość: orzeszek Re: Jak przyznać się rodzicą, że jestem homo? IP: *.warszawa.cvx.ppp.tpnet.pl 01.10.01, 16:59
        calkowita racja, Aliku!
        co moglabym radzic: najpierw poszukaj sobie i swojemu partnerowi lokum, tak w
        razie czego.
        Potem popros swoich rodzicow o rozmowe i opowiedz im o sobie. Przygotuj sie na
        trzesienie ziemi, moze krzyki, w kazdym razie szok.
        Zgodnie z teoria reagowania na traume, sa 4 jej etapy (pisze o traumie, bo poza
        nielicznymi wyjatkami watpie, zeby w naszym spoleczenstwie rodzice cieszyli sie
        z okazanego im w takiej rozmowie szacunku i zaufania):
        zaprzeczanie (nie, on zartuje, to nie prawda)
        okres heroiczny (sami we dwoch go uleczymy, trzeba tylko znalesc specjaliste)
        rezygnacja (no, z nim to sie juz nic nie da zrobic.....)
        pogodzenie sie (to nasz syn, jest zdrowy, silny, ulozyl sobie zycie, a ze z
        facetem......)
        To wszystko moze trwac latami, cale to gojenie sie rany po idealnym synu. Daj
        sobie czas, zadbaj o siebie w tej sytuacji i nie trac nadziei-to Twoi rodzice,
        tego nic nie zmieni, nawet gniewne, rzucane na wiatr slowa.
        Zycze powodzenie i proponuje, wejdz na www.gej.net, oni tam (jesli sie nie
        myle) maja rubryke o coming oucie, pozdrawiam
    • Gość: samaka Re: Jak przyznac´ sie˛ rodzica˛, z˙e jestem homo? IP: *.CMB2.splitrock.net 01.10.01, 16:35
      Tak sie tu naczytalam wywodow (chwilami nuzacych), a tak malo
      odpowiedzi na dzieciaka pytanie.
      Powiedz im.
      Nawet jesli wola nie wiedziec, to kiedys problem wyplynie (bo to jest
      problem)
      Niezlym sposobem moze byc zotawienie obojgu listow i usuniecie sie z
      domu na dwa-trzy dni.
      To bedzie dla nich szok.
      Musza miec czas odreagowac. Lepiej dla Ciebie, zeby Cie przy tym nie
      bylo.
      Zdecydowales sie nie walczyc ze sklonnosciami - Twoja sprawa. Moze to
      lepiej dla ewentualnych ofiar proby "unormalnienia sie". Szkoda mi
      dziewczyn, ktore bylyby przeciez oszukiwane.
      A co do homoseksualizmu - to po co dorabiac tu jakas ideologie.
      TO PO PROSTU NIE JEST NATURALNE. Bo jest niezgodne z natura -
      koniec i kropka.
      TO JEST TAKZE NIENORMALNE. Bo odbiega od norm jakie istnieja w
      naszych spoleczenstwach. Koniec i kropka.
      Ale skoro juz jest - to jako spoleczenstwo winnismy te innosc
      TOLEROWAC. Wylacznie tolerowac, a nie glaskac po glowkach i
      prowadzic dywagacje na ten temat. Takie dywagacje to po prostu strata
      czasu.
      Dlatego wylaczam sie.
      pozdr
      • Gość: orzeszek Re: Jak przyznac´ sie˛ rodzica˛, z˙e jestem homo? IP: *.warszawa.cvx.ppp.tpnet.pl 01.10.01, 16:49
        niestety dla kolejnych znawcow normalnosci, w maturze zachowania homoseksualne
        dotycza wszystkich zwierzat plciowych. Nienormalne jest to, ze jesli dwoch
        brodatych facetow sie caluje (a mi to zle robi na poczucie estetyki np) to
        dorabiam do tego dramatyczne i ublizajace ludzkiej godnosci postulaty. Mnie
        sosbiscie ani brodacze, ani pomarszczone jak sliwka staruszki w uscisku dobrze
        na libido nie robia (to moja wylacznie sprawa zreszta) ale nie wyobrazam sobie
        nawolywac do wstrzemiezliwosci takich ludzi. Wszyscy mamy prawo do szczescia i
        uprawiania takiej formy milosci, ktora nikogo nie krzywdzi i pozostaje w
        zgodzie z prawem. Naturalne jest to, co dla kogos jest naturalne. Oblesnym i
        zupelnie nienaturalnym dla mnie jest jedzenie czerniny, mozdzku i nozek w
        galarecie. Jednak osob preferujacych rownie paskudne dania nie uwazam za
        zboczencow, no bo jakim prawem?
      • Gość: fnoll Re: Jak przyznac´ sie˛ rodzica˛, z˙e jestem homo? IP: *.ds.uj.edu.pl 01.10.01, 17:44
        Gość portalu: samaka napisał(a):

        > Ale skoro juz jest - to jako spoleczenstwo winnismy te innosc
        > TOLEROWAC. Wylacznie tolerowac, a nie glaskac po glowkach i
        > prowadzic dywagacje na ten temat. Takie dywagacje to po prostu strata
        > czasu.

        Ciekawe, ze nikt nie mowi o tolerowaniu inwalidow - przeciez oni tez sa inni!
        Mysle, ze paradoksalnie w pojeciu "tolerowac" miesci sie nieco wrogosci, to taka
        hamowana dezaprobata. Ja osobiscie wole termin "akceptowac" i generalnie
        akceptuje roznice miedzy ludzmi, a dywaguje na ich temat, zeby lepiej je
        zrozumiec. Bo nie rozumiejac sie nawzajem - trudno sie spotkac. Zreszta, takie
        polaczenie ciekawosci z akceptacja przydaloby sie kazdej stronie. Zarowno wsrod
        hetero jak i homo bywaja ludzie, ktorzy nie chca rozumiec. To tak na marginesie,
        dla wywazenia.

        Akceptowanie nie laczy sie z pochwalaniem czy promowaniem czegokolwiek. To raczej
        przyjecie do wiadomosci, ze cos istnieje i istniec bedzie, nie odwracanie sie do
        zjawiska plecami. W tym sensie np. akceptuje pedofilow, nie jestem wobec nich
        wrogi - co nie znaczy, ze pochwalam ich dzialania wobec dzieci. Wrecz przeciwnie,
        uwazam, ze nie mozna do nich dopuszczac. Proste, nie? ;-)


        Jesli chodzi o glowne pytanie, to nie udzielalem zadnych rad, bo nic madrego mi
        do glowy nie przyszlo, skusily mnie bardziej polemiki z Budda, to chyba nie
        grzech. Kto wie, moze juz jest nawet po sprawie?

        Ja bym po prostu pogadal, jak jest, wczesniej moze badajac teren, co w ogole
        staruszki mysla o homoseksualistach. Jesli byliby wrodzy - najpierw bym sie
        wyprowadzil. Trzeba chronic siebie.

        Orzeszek! Bardzo mi sie podoba co i jak piszesz. :-)

        Pozdrowienia
        • Gość: Budda Re: Jak przyznac´ sie˛ rodzica˛, z˙e jestem homo? IP: *.unl.edu 01.10.01, 21:26
          Czyzbym sie przeslyszal ? Ty masz zostac psychologiem klinicznym ?
          Dobrze uczesanym przekrojowym Kamyczkiem z mentalnoscia Tygrysa-Starowicza ?
          Nauka o duszy, czym w zalozeniu miala byc psychologia nie bedzie miala szansy
          zostac tym, czym powinna poprzez takich jak ty fnoll. Jestes dobrze wychowanym,
          niezle wyksztalconym mlodym czlowiekiem, ale bez "tego czegos", co robi ludzi
          naprawde niekonwencjonalnymi. Znalem kilku psychologow, z doktoratami,
          ktorzy mieli sie tak do pomagania ludziom jak ja do techniki rakietowej.
          I Ty bedziesz taki sam. Tu, na tym forum istnial dzial psychologii ale zniknal
          szybko, bo ci co mieli odpowiadac na pytania, nie mieli nic do powiedzenia.
          Podobnie jak Ty. Same oble, okragle zdania i nic wiecej.
          Pozdrawiam, Budda.
          • Gość: fnoll Budda, Budda... IP: *.ds.uj.edu.pl 02.10.01, 10:10
            Budda, ile ty masz lat? Pietnascie? Bo twoja arogancja i niski poziom refleksji
            nad soba jakos tak by pasowaly. Gdzie byles arogancki? Piszesz o mnie jakbys
            mnie przejrzal na wylot, z pozycji tego co lepszy jest i lepiej wie i sluchac
            nie musi, ani pytac. A brak refleksji? Prawie wcale nie piszesz o sobie, tak
            jakbys sam dla siebie byl tematem tabu (a moze ty nie istniejesz?). Nie piszesz
            o swoich przezyciach, piszesz jedynie o swoich racjach i ideach, i to nie
            prezentujac je jako swoje, co raczej narzucajac je innym. Skad ta potrzeba
            zbawiania swiata na sile?

            Lew-Starowicz, moj drogi, jest seksuologiem po WAM-ie. Takze jakby troche inna
            bajka.

            Czyzby daly o sobie znac jakies frustracje seksualne, hmm? Wiem, to nie mile,
            ale cos mi sie wydaje, ze zbyt wielu orgazmow w zeszlym miesiacu to ty nie
            miales.... jak bys byl ciekawy - ja kocham sie kochac (i ona tez). :-) No
            dobra, to bylo takie atawistyczne prezenie penisa...

            Psychologia, drogi Buddo, nigdy nie miala byc nauka o duszy - wrecz przeciwnie.
            Odkad wydzielila sie z filozofii (w ktorej ramach faktycznie byla "nauka" o
            duszy) i stala sie nauka na wzor innych nauk przyrodniczych najkrocej mozna ja
            zdefiniowac jako nauke o ZACHOWANIU ludzi, o podstawach zdecydowanie
            monistycznych.

            Z jednej strony pisales, ze zerwales ze swoja nic nie warta przeszloscia
            kontestatora, a tu mi wychwalasz "to cos, co robi czlowieka naprawde
            niekonwencjonalym". Mysle, ze ci sie jednak okres moratorium psychospolecznego
            nie skonczyl. Chyba wiesz, co to jest, bo w koncu tyle czytales.

            Nie wiem, co studiowales, ale chyba nie bylo na tych studiach ani metodologii,
            ani statystyki, bo gdyby byly, to bys wiedzial, ze zdaniami w stylu "znalem
            kilku..." to mozesz sobie funfli przekonywac, ale w powaznej dyskusji (wbrew
            pozorom tocze tylko takie, powazne do przesady ;-) ) to jest po prostu zenada.

            Wiesz, drogi Buddo, poza pewnoscia siebie maskujaca slabe ego, dobrze jest miec
            tez nieco otwartego umyslu, pokory i zwyklej ciekawosci swiata.

            Skrzywdzilo cie zycie, zes sie tak okopal?

            Chyba powinienem przestac z toba polemizowac, bo czuje, ze puchne... ;-)

            Pozdrowienia

            Fnoll
          • Gość: orzeszek Re: Jak przyznac´ sie˛ rodzica˛, z˙e jestem homo? IP: *.gazeta.pl 02.10.01, 12:29
            ile zalu tyle niekompetencji. Pewnie szukales pomocy u psychologa, ale nie
            znalazles jej bo nie chcial nic za Ciebie zrobic, co? Wiec wszyscy sa teraz ble
            i fuj. Zal mi Ciebie. A okropnie zezloscilo mnie to, ze zupelnie nie wiesz o
            czym mowisz, historii chlopie nie znasz poprostu. Psychologia od kiedy stala
            sie autonomiczna nauka NIGDY nie miala zajmowac sie dusza. Od tego, jak
            przeciez dobrze wiesz jest religia. Moze wlasnie religijnego wsparcia trzeba Ci
            najbardziej, bo chyba trzeba Ci sily wyzszej, zeby z taka nienawiscia sie
            uporac. Nie zawracaj Ty glowy terapeutom, oni sa po to aby pomagac, a nie
            zbawiac. Pozdrawiam
    • kreska12 Re: Jak przyznać się rodzicą, że jestem homo? 01.10.01, 23:56
      Minął ponad miesiąc od kiedy napisałeś to pytanie. Jestem po Twojej stronie,
      MM. Przyznaję, że masz (miałeś) bardzo trudny dylemat. Czy coś zrobiłeś w
      sprawie "przyznania się rodzicom"? (Widać, że jesteś bardzo z nimi związany.)
      Co do samej koncepcji "przyznawania się" miałabym wątpliwości ... Informacja to
      inna kategoria, nie sądzisz? A też wymaga przemyślenia.
      Kreska
      • Gość: Budda do orzeszka i fnolla IP: *.unl.edu 02.10.01, 15:44
        • Gość: Budda do orzeszka i fnolla IP: *.unl.edu 02.10.01, 16:01
          Ale was sfermentowalo. A juz tak wszystko poukladane bylo w glowinach.
          A tu nagle bum, krach, trzeba na nowo spojrzec na swiat. Jak taki prostak,
          taki Budda moze podciac fundamenty, na ktorych MY, awangarda tego swiata
          budujemy swietlana przyszlosc. My wiemy wszystko, on nic. My mamy orgazmy,
          on nie, on potrzebuje porady, my nie. A tak juz wszystko bylo jasne. Papka,
          ktora Wam podawano codziennie, nagle zaczyna kipiec.
          To nie ja Was potrzebuje, orzeszku i fnollku, to Wy mnie potrzebujecie,
          zeby sie jeszcze raz przejrzec w lustrach swego EGO, swej watlej wiedzy.
          Kto przestal zadawac pytania nie zyje juz. Dlatego dziekujcie mi, ze troche
          przewietrzylem Wasze "skarbnice". Jest dla mnie jasne z jak roznych poziomow
          ogladamy ten swiat. To Wy wszedzie widzicie atak na swoje racje, nie ja.
          To Wy wygladacie na gotowych do ataku, nasrozonych, nie cierpiacych krytyki.
          EGO jest spolecznym fenomenem, i wszystko to czym uczynila Was edukacja,
          spoleczenstwo, polityka, media nie jest prawdziwym fnollem czy orzeszkiem.
          Ale czy Wy o tym wiecie ? Tylko na tyle na ile spoleczenstwo pozwala, i ten
          margines "pozwolenstwa" jest niestety bardzo waski.
          Fnoll, ja nie puchne dyskutujac z Toba. Przemysl to.
          Pozdrawiam, Budda.


          • Gość: Fnoll Re: do Buddy :-) IP: *.ds.uj.edu.pl 02.10.01, 19:38
            Czolem Budda!

            Spiesze ci doniesc, ze mam wciaz tak samo poukladane w glowie, czy raczej: jestem
            ciagle w tym samym nurcie (w koncu panta rhei), mimo oddawania sie od czasu do
            czasu przyjemnosci polemizowania z toba. Nie wysadziles mojego swiata, ani nie
            podciales jego fundamentow. Wiem, ze moze mi byc trudno cie o tym przekonac, ale
            coz - sadz sobie co chcesz. Twoja sprawa.

            Czy wiesz co to jest "ego"? To taki konstrukt teoretyczny nie majacy materialnego
            odpowiednika, ktory najkrocej mozna opisac jako mechanizm mediujacy miedzy
            naszymi powinnosciami a pragnieniami. Przyklad:

            stoisz przed sklepem i widzisz na wystawie butelke coca-coli; twoje pragnienie
            mowi "chce to miec, teraz!", a twoje sumienie na to: "nie mozesz tego po prostu
            wziac, bo zostaniesz za to ukarany!", no i wtedy wlacza sie ego mowiac "zaraz,
            zaraz pogadajmy. ty, pragnienie, wytrzymaj jeszcze chwile, a ja sprawdze, co da
            sie zrobic bys i ty, i powinnosc byly zadowolone.".

            Slabe ego to takie, ktore nie wyposrodkowuje wplywow pragnien i powinnosci i albo
            sluzy bardziej powinnosciom albo pragnieniom. W praktyce oznacza to np. dewotke
            albo nagminnego zlodziejaszka.

            Takze pomysl raz jeszcze nad tym co napisales - jak mozna sie w czyms takim jak
            "ego" przejzec niczym w lustrze?

            Dobra, czepiam sie. Coz, lubie porzadek w terminologii, to taki akademicki nawyk
            dzieki ktoremu naukowcy z roznych stron swiata potrafia sie jeszcze jakos
            dogadac. Miales pewnie na mysli, ze polemizowanie z toba robi nam dobrze na
            samoocene. Jesli chodzi o mnie - masz racje. Ale w polowie. Prowokujesz mnie po
            prostu do pisania bardzo ladnych (jak mi sie wydaje) i przemyslanych postow,
            ktorych pisanie sprawia mi wiele frajdy. Nie chodzi mi o gnebienie cie, czy
            wykazanie jaki to Budda gupi jest - bo wcale taki gupi to on znowu nie jest.
            Lubie po prostu zbijac twoje argumenty. Szczegolnie, ze idzie to dosc latwo.
            Wiesz, moge wykorzystac swoja wiedze, i w ogole. Ale, zapewniam, nie chodzi tu o
            ciebie personalnie, mimo, ze sugerowalem ze kiepsko u ciebie z seksem (to nie
            miala byc obelga, tylko psychologiczna diagnoza na odleglosc), chodzi tylko o to,
            co piszesz. Przeciez, kto wie, moze jestes tylko sprytnym symulantem-prowokatorem?
            Siec sie roi od takich. Moze ja tez nie jestem tym, za kogo sie podaje?

            Wiesz, to cos jak wirtualne szachy - tak traktuje polemizowanie z toba.

            Ale, ale, mam dla ciebie jeszcze jeden specjal - slyszales zapewne o mechanizmach
            obronnych (zreszta tegoz nieszczesnego ego). No wiec psycholog o nazwisku
            Vaillant jeszcze w roku 77 poklasyfikowal te mechanizmy obronne od najbardziej
            niedojrzalych (charakterystycznych dla malych dzieci i osob psychotycznych) do
            najbardziej dojrzalych - ktore cechuja osoby powszechnie postrzegane jako zdorwe
            i spelnione, potrafiace poradzic sobie z wieloma trudnymi sytuacjami. No i te
            najbardziej dojrzale to sa: altruizm, poczucie humoru, tlumienie, antycypacja,
            sublimacja. Nie mam juz czasu, by je szczegolowo opisac, ale nie trudno sie
            domyslic po samych nazwach co sie za nimi kryje.

            Mechanizm obronny dziala w uproszczeniu tak: ktos cie obrazil, lecz ty to
            obracasz w zart, lub zabezpieczasz sie wczesniej autoironia - poczucie humoru.

            Niedojrzaly (odreagowanie): ktos cie obrazil, zagryzasz zeby i przy najblizeszej
            okazji spuszczasz komus lomot.

            Ciekawi mnie, jak w kontekscie tej teorii wygladaja efekty wieloletniego
            wstawania o 5.30 i oddawania sie praktykom duchowym? Czy czesciej sie smiejesz i
            bywasz autoironiczny? A co z altruizmem i cala reszta? Poped plciowy, jak sam
            Freud twierdzil, mozna z powodzeniem sublimowac w sztuke - takze moze zamiast
            orgazmow masz na koncie wiele wystaw?

            Z psychologicznym pozdrowieniem

            Fnoll elaborujacy za Buddy podpuszczeniem
            • Gość: Budda Re: do Buddy :-) IP: *.unl.edu 02.10.01, 20:11
              Dzieki Ci o wielki fnoll za ten wyklad z psychologii. Ciekawi mnie tylko,
              czy gdy juz Twoja grzecznosc sie wyczerpie wobec pacjenta, czy tez mu wtedy
              zalecisz czestszy orgazm ? Wydaje mi sie, ze nic madrzejszego psychologia nie
              potrafi zaoferowac. To twoje psychologiczne wytlumaczenie ego jest tak
              prymitywne jak cala pseudonauka psychologii. Radze przeskoczyc choc na chwile do
              ezoteryki, moze twoj swiatopoglad sie poszerzy. Inaczej nie widze szansy kolego
              fnoll. Jestesmy na III etapie medycyny i XIX wieczne, mechaniczne podejscie
              do homo sapiens juz jest nieaktualne.
              Pozdrawiam, Budda.
              • Gość: Fnoll Re: do Buddy :-) IP: *.ds.uj.edu.pl 02.10.01, 21:05
                Z przykroscia musze ci doniesc, ze wbrew temu co moze dotad sadziles "ego" nie
                jest terminem ezoterycznym, tylko wywodzi sie z teorii osobowosci niejakiego
                Freuda. Dlatego tez, mimo ze kazdy w sumie moze sobie pojecie "ego" rozumiec jak
                chce, to jednak psycholodzy, czy tez psychoanalitycy maja prawo, jako jedyni, do
                definiowania tego terminu.

                Moze dla niektorych szyszynka jest siedliskiem duszy, ale ja jednak w kwestii
                opisu struktury i funkcji szyszynki zwrocilbym sie do medykow.

                A orgazm zalecilbym po zdjeciu tarcz z ciala. I zaden terapeuta nie obraza sie na
                swych klientow.

                Proponuje wprowadzic nieco ladu w ten miszung ktory masz w glowie, mosci Buddo.

                Pozdro
            • Gość: orzeszek Re: do Buddy :-) IP: *.gazeta.pl 02.10.01, 21:11
              moze jest cos w tym, co pisze fnoll o tym, ze nas podpuszczasz. No jakos nie
              moge uwierzyc, ze czytac nie umiesz na przyklad, skoro na forum piszesz. A
              jednak...Twoje odpowiedzi sa nie na temat...Jedno, co czuje teraz to
              konsternacja, bo nie nawiazujac do poprzednich (moich np) wypowiedzi robisz
              wrazenie czegos w rodzaju automatycznej sekretarki. Tak reaguja m.in. ludzie po
              praniu mozgu w sekcie. Wiec moze moje pierwsze skojarzenie bylo calkiem trafne.
              I tak, zeby Ci co to czytaja nie mieli watpliwosci: psychologia nie jest i nie
              byla nigdy nauka o duszy, a traktuje poprostu o procesach psychicznych.
              Niezaleznie, czy komus odjechanemu wydaje sie, ze wklada kij w mrowisko, czy
              nie-gadajac bzdury poprostu. I-ooooo, zebys tak mial racje......lecz
              niestety.......nie masz sadzac, ze Twoje posty raobia jakis wind of change w
              moim umysle. Gdzie tam, swoim chuchem swieczki bys nie zgasil......
              Fnoll chce widziec w Tobie jakiegos dowcipnisia, czy przebieranca, za ktorego
              sprawa posrednio rzeczony moze sie wypowiadac (inteligentnie i
              elokwentnie:))))) co robi mu dobrze na samopoczucie. Tu uwaga: zauwaz facet
              potrafi z przynudnej i glupawej (a jeszcze nieloicznej zupelnie) papki jaka nam
              serwujesz wyciagnac cos dobrego i gdzies tam sie do Ciebie usmiechnac. Pewnie
              bedzie z niego dobry kliniczny, cos tak czuje. Umialbys jak on nad zuczkiem
              malenkim pochylic sie i podziwiac? Jasne, ze nie, bo Ty ciagle widzisz
              paskudztwo wszedzie. I dlatego wspolczuje Ci. Ja jednak nie jestem samarytanka,
              a przynajmniej nie wobec indywiduow, ktore majac niewiele w glowie, a mniej
              jeszcze w sercu przypieprzaja komus kto o pomoc prosi. To mnie wkurza poprostu.
              Gdzies tam sobie siedzisz i czytasz to, ze Twoje uczynki miast cieszyc i
              wspierac niszcza i wkurzaja. To bardzo swiadczy o Twojej wielkosci i
              uduchowieniu, co?
              • Gość: orzeszek Re: do Buddy :-) IP: *.gazeta.pl 02.10.01, 21:15
                i jeszcze jedno: mam pytanie-czemu Budda a nie Jezus Chrystus?
              • Gość: fnoll orzeszku, troche wyrozumialosci :-) IP: *.ds.uj.edu.pl 03.10.01, 15:45
                polecam ci przeszukac forum pod katem "Budda" - wlasnie to zrobilem dogrzebujac
                sie wreszcie do jakis jego "zyciowych" wypowiedzi, w ktorych pisze po prostu o
                sobie, a nie o zbawianiu upadlego swiata

                czasem tak jest, ze czujac potrzebe zrobienia porzadku z soba - zaczynamy robic
                porzadek ze swiatem, dlatego tez Budda wchlonal zapewne sporo madrych ksiag
                filozoficzno-religijnych, ktore wyjasniaja i ukladaja wielkie nieznane

                i kto mu psuje ten "zewnetrzny" lad - zagraza bezposrednio jemu, stad ta
                arogancja i agresywnosc - dla niego naprawde zyciowo waznym jest poczucie, ze
                wie i ma racje

                musi toczyc ta "zewnetrzna" walke, kontrolowac samego siebie za pomoca
                medytacji (powiedzmy) i jogi, bo inaczej musialby sie spotkac ze swym wlasnym
                cieniem (tym jungowskim)

                spotykanie sie zas z wlasnym cieniem (jako mlody czlowiek jeszcze nie mam zbyt
                wyrosnietego) ponoc nie nalezy do przyjemnosci, i czlowiek niejedno potrafi
                zrobic (chocby taka wojne rozpetac), by tego uniknac

                budda, pewno tez to czytasz, nie urazaj sie, ze cie tak przesledzilem, ciagnelo
                mnie do tego, bo w jakims sensie jestes mi bliski (to ciekawe, tez mialem
                napady paniki, oschlych rodzicow i przeczytalem sporo filozoficzno-religijnej
                literatury), bliski koonstytucjonalnie, jednak roznie sobie z tym radzimy

                i to tyle

                pozdro

                • Gość: Alik Re: orzeszku, troche wyrozumialosci :-) IP: 212.244.82.* 03.10.01, 16:43
                  I z tematu "jak się przyznać rodzicom...' wyszło nam jak pognębic Buddę.
                  Cóż nie dziwię się wam Fnoll i Orzeszku bo i mnie wkurza taka postawa jaką
                  kolega " wszystkowiedzący" prezentuje. Owszem podziwiam jego elokwencję , ale i
                  mnie rzuciło się w oczy, że gdzie sie na forum nie pojawi tam gromi, krytykuje
                  i poucza. Nawet głupi temat " co jedliscie na śniadanie " to okazja do wykładu
                  na temat "wyzszosci świat Wielkiej Nocy nad świętami Bożego Narodzenia" .
                  Czyzby Budda był reprezentantem kierunku określanego mianem mniemanologii
                  stosowanej? Trochę pokory drogi Buddo wobec człowieka , jego życia i problemów.
                  Nie kazdy musi zostac świetym, ale podobno kazdy moze byc zbawiony.
                  • Gość: fnoll Re: z watkiem jak z potokiem alik IP: *.ds.uj.edu.pl 03.10.01, 18:22
                    watki, na cale szczescie, nie plyna w wybetonowanych korytach ;-)

                    a ja bybajmniej nie mam zamiaru Buddy pognebiac - raczej gram z nim w karty
                    poznajac zawartosc jego talii, jasne, czasami karta trzasnie o stol, ale nie
                    zmienia to faktu, ze to gra (rzecz wysoce kulturalna), a nie mordobicie

                    Budda ma lat zdaje sie 47 i duza wiare w slowa, dogmaty, ksiazki, literki,
                    papierki i cwiczenia fizyczne, i bije od niego niechec do "doczesnego" swiata,
                    tej przekletej samsary, tworu zlego demiurga, efektu upadku adama i ewy, gdzie
                    kroluje glupota i rozpusta, a masy cielakow padaja ofiara sprytnie obmyslonych
                    spiskow - Budda jednak zna wyjscie z tych nieszczegolnych warunkow

                    ja mam lat 24, alergie na dogmatyzm, i ciekawosc swiata - motyw ktory
                    wyprowadzil mnie z najgorszych chwil, ciekawosc i chec bycia z innymi,
                    towarzyszenia sobie nawzajem; nie wierze w druga szanse, uwazam ze musze sie
                    dobrze odnalezc tu i teraz - i czynie postepy! z drugiej strony pociagaja mnie
                    wszelkie transformacje doswiadczenia w jezyk (od beletrystyki poprzez
                    religijno/filozoficzne teksty do artykulow naukowych) i fascynuje mnie
                    wspolzaleznosc tworow jezykowych i doswiadczenia; uwazam, ze teorie jakie sobie
                    nawpychamy do glowy modyfikuja nasze doswiadczenia (zyskujac w ten sposob
                    czesto potwierdzenie - np. w "cudownych" ozdrowieniach) i na odwrot: dobieramy
                    sobie dane poglady pod doswiadczenia (stad zaden poglad na zycie itp. nie
                    zostanie powszechnie uznany za sluszny dopoki ludzie beda doswiadczac roznie i
                    innych rzeczy)

                    tymi wzgledami tlumacze sobie, ze nie moglismy na forum minac sie z Budda
                    obojetnie - przynajmniej ja go ominac nie moglem :-)

                    w jego kontekscie bylo mi latwiej oglosic wszem i wobec niektore ze swoich
                    przemyslen, niz w konteksie watku o sniadaniu czy zdradzie, co by nie rzec

                    pozdro
                • Gość: Budda Re: orzeszku, troche wyrozumialosci :-) IP: *.unl.edu 03.10.01, 18:33
                  hi fnoll. Nie urazam sie tym, ze mnie troche przeswietliles, zreszta to co
                  o sobie napisalem, jest w publicznym miejscu, na tym serwerze, wiec....
                  Nie jest to tak jak to opisujesz z tym "jungowskim cieniem". Ten cien tak
                  dlugo cie dreczy i dopada jak dlugo nic nie robisz kolo niego. Dlatego masz
                  racje, "nieleczony" cien wyrazi sie predzej czy pozniej w agresji, a wszystko
                  po to, by odsunac od siebie moment spojrzenia twarza w twarz. Moja joga i
                  medytacje nie sa srodkami dla kamuflarzu czy odsylania mojego cienia w kozi rog.
                  Owe techniki sluza do "rozmiekczania" i usuwania a nie dla odwrocenia uwagi,
                  czyli tak jakbys to chcial zasugerowac. Powiem Ci, ze kilka lat jogi, sumiennie
                  wykonywanej postawilo mnie na nogi. Joga to nie karetka pogotowia, to nie
                  pigulka czy nawet psychoterapia. To wlasnie stawanie czolo w czolo z
                  wewnetrznym wrogiem i podjecie walki. Ja nie jestem przeciwko homoseksualizmowi
                  jako takiemu, ale przeciwko godzeniu sie na swoj los bez walki. Jestem
                  przekonany, ze w kazdym z nas tkwia mozliwosci i energie o jakich sobie jeszcze
                  nie zdajemy sprawy, i ci ktorzy wiedza jak ja odgrzebac i uzyc, sa prawdziwymi
                  panami samych siebie. Mam prawo tak uwazac, bo sam, bez zadnej pigulki i wizyty
                  u lekarza, wyciagnalem sie z alkoholizmu, nikotynizmu, atakow paniki i mnostwa
                  fobii. Dlatego jak slysze opinie psychologow na forum: "radze nie brac sie za
                  siebie, bo to moze byc szkodliwe", slabo mi sie robi. Wiem, ze jestem czasami
                  arogancki i "nie do zniesienia" na forum, ale wierzcie mi, nie wynika to z
                  mojego wysoko podniesionego nosa, ale z checi uswiadomienia Wam, ze mozna
                  inaczej.
                  Tak, fnoll, wydaje mi sie ze przeszedlem poprzez wszystkie mozliwe koncepcje
                  zycia duchowego a zagadnienie zycia po smierci (i przed narodzinami)
                  przewertowalem z najwieksza sumiennoscia. I jesli chcemy cos naprawde zrozumiec,
                  musimy zalozyc ze oprocz tego fizycznego ciala i umyslu istnieje prawdziwe ja,
                  niematerialne, wszechobecne ja. Musimy zlozyc, ze fizyczna rzeczywistosc jest
                  manifestacja czegos nieporownanie wiekszego, skapanego w kwantowej, podatomowej
                  rzeczywistosci, ktora to rzeczywistosc jest z kolei produktem innej, virtualnej
                  rzeczywistosci. Dopiero widzac cale spektrum nas samych, a nie tylko nasze
                  fizyczne cialo, mozemy pokusic sie o zrozumienie calosci. Niestety, ogromna
                  wiekszosc ludzi ani nie chce ani nie moze pojsc poza obszar dzialania naszych
                  zmyslow, uwazajac, ze to co widza i slysza to jedyna rzeczywistosc.
                  Mysle, ze gdybyscie chcieli przyjac moja perspektywe widzenia swiata, nagle
                  wszystko staloby sie mozliwe, slowa Jezusa przybralyby znaczenia, i wielu innych
                  mistykow zaczetoby rozumiec.
                  Na tym juz koncze.
                  Pozdrawiam, Budda.
                • Gość: orzeszek Re: orzeszku, troche wyrozumialosci :-) IP: *.gazeta.pl 04.10.01, 01:17
                  Prowadze szkolenia z wielu zagadnien, ostatnio pokusilam sie o temat bardzo dla
                  mnie nosny: kryzys interperonalny jako alternatywne zrodlo energii i lamanie
                  oporu. Zastosowales piekna, do tego skuteczna (jak zauwazylam w ostatnim poscie
                  Buddy) metode lamania oporu - polegajaca nie na odnoszeniu sie do wypowiedzi
                  czy zachowan oponenta, a na stawianiu sie po jego stronie (zazwyczaj brzmi to
                  tak: gdybym byl na Twoim miejscu z pewnoscia czulbym tak samo-brzmi jak oddanie
                  racji, a jest technika rozmrazania). Po co o tym pisze? Bo ja nie zamierzam
                  robic Buddzie psychoterapii, czy lamac jego oporu. Dobrze bawie sie czytajac
                  jego posty. Nie jestem w pracy, jestem na forum.
                  Ja mam 28 lat, cenie sobie dzien dzisiejszy i wszelikie szanse jakie on niesie,
                  nie unikam wyzwan ani zawodowych ani osobistych. A wyzwaniem dla mnie jest
                  postawa homofoba, poniewaz sama jestem aktywna bi. Wyrozumialosc-tak, zawsze,
                  pod warunkiem, ze nie czuje zagrozenia wobec wlasnej osoby. Niestety utozsamiam
                  sie zarowno z heteroseksualnym, jak i homoseksualnym stylem zycia. To czasem
                  trudniejsze do zaakceptowania dla spoleczenstwa (chociaz nie mojego otoczenia)
                  niz totalny homoseksualizm.
                  Bedac normalnym czlowiekiem, jednoczesnie osoba biseksualna wiem jak trudno
                  jest bedac obdarzona taka orientacja (najlepsza pod sloncem zreszta:))))))
                  ulozyc sobie zycie. Niestety nie stac mnie na tolerowanie atakow ignorantow pod
                  adresem ludzi choc w czesci podobnych do mnie.
                  Zgadzam sie, ze Twoje postawa jest bardziej konstruktywna niz moja, ale tez,
                  jak mniemam, dla Ciebie caly problem jest raczej natury akademickiej. Zatem
                  wyrozumialosc-zawsze, ale zgoda na inwazje-nigdy. Dlatego Twoj apel o
                  wyrozumialosc przyjmuje do wiadomosci, ale pozostane przy pogladzie, ze
                  prawdziwa wielkosc i sila charakteru objawia sie zupelnie inaczej niz to ma
                  miejsce w postach Buddy. I powiem Ci jeszcze, ze szkodliwa dzialalnosc pseudo
                  przywodcow duchowych rodzi u mnie nie litosc, a lek i agresje. Dla mnie takie
                  odloty prowadza wprost do Ben Ladena.
Inne wątki na temat:
Pełna wersja