Gość: lola
IP: *.dag.pl / *.crowley.pl
11.12.04, 15:19
W kazdej rodzinie jest jakies 'ale'...
Ja mam faceta ktory ma brata blizniaka. Kompletnie sie roznia - wygladem i
charakterem.
Nie widze zeby byla miedzy nimi jakas wielka wiez. Chodz moze to dlatego, bo
tamten ma rodzine i zone ktora jest poprostu HETERĄ! Kompletna kontrola.
Zaczynam rozumiec jak inni faceci widza 'pantoflarzy'.
Moj kochany pomaga calej rodzinie,w tym i bratu. Zatrudnia go. Dlatego tez
bratowa jest dla niego super mila, ale ja, to juz zagrozenie.
Zabronila nawet swojemu mezowi sie ze mna witac. Zachowuje sie jakby miala 2
mezow...
Sek w tym, ze wiem iz cala rodzina ma do niej dosc cyniczne podejscie. Jednak
rodzina mieszka jakies 70km od nas - a ona z bratem tu na miejscu.
Ciagle slysze od niej jakies 'madre teksty' ciagle wiem ze mi tylek obrabia.
trudno zebym prosila swojego faceta o interwencje... i tak jest w glupiej
sytuacji.
Nie chce sie znizac do jej poziomu ale czasem jej durne posuniecia potrafia
byc bardzo bolesne. Czasem poprostu mi jej szkoda - bo widac ze ma wielkie
kompleksy...
Coz - moze ktos z was ma jakas rade, jakis sposob by sie na to uodpornic,
powiedziec cos jej zeby nie wyjsc na tak samego matola.... sama juz nie
wiem....