Dodaj do ulubionych

czym zasłużyłam na brzydką twarz?nie chcę żyć

IP: *.netcafe.waw.pl 19.12.04, 13:35
mam 24 lata i jestem potworem. nie, to nie prowokacja.
Coraz cześciej chcę sie zabić. Gdyby tak można było przed snem powiedzieć
sobie "nie chcę sie wiecej obudzić" i załatwione. A tu nic z tego.
Wstydze sie siebie. Boli mnie, kiedy ktoś na mnie patrzy , boli mnie jego
obrzydzenie.
Uroiłam sobie ?
Nie. Nie raz i nie dwa racy za plecami usłyszałam "obrzydliwa". Od płci
obojga.
Nie mogę żyć z własną twarzą, na której wszystko jest krzywe. bryzdkie,
wybrakowane.
Powie ktoś- mie na bryzdkich kobiet tylko zaniedbane.
To nie jest prawda. Godziny spedzałam w łazience przed lustrem obmyślajac
sposoby na zamaskowanie mojej brzydoty. Wydałam kupę kasy na kosmetyki, bez
skutku,szkoda tej kasy, powinnam była oddać ślicznym i nieszczęśliwym
sierotom z domu dziecka.
Usłyszałąm nawet kiedyś coś w tym stylu : " jak można patrzyć tak długo w
lustrze na taką morde".
Mam na twarzy blizny , przebarwienia, ogólnie okropną cerę, krzywy nos,
krzywe usta i krzywe zęby.
Jestem odrzutem,jetem wybrakowana, niepełnowartosciowa jako kobieta.
Naprawdę, dla kobeity nie ma nic gorszego niż brzydka twarz.
Jestem zbędna, psuję tylko swoim widokiem ludziem apetyt.
Zyję tylko jakimś chorym złudzeniem że kiedyś spojrzę w lustro i zobaczę
łądna kobiecą twarz. Ale to czekanie na cud nie mam sensu.
Jaki sens może mieć życie dla potwora
nie oczekuję pocieszenia.
Piszę po to, by zobaczyli co czuje ta ochoda ci, którzy uważają, że uroda u
kobiety to racja jej bytu

Obserwuj wątek
    • baba67 Re: czym zasłużyłam na brzydką twarz?nie chcę żyć 19.12.04, 13:45

      Wiesz, jest taka choroba- czlowiek zupelnie normalnie wygladajacy widzi w sobie
      potwora i we wszystkim, co ludzie mowia dopatruje sie krytyki swojej urody.

      Twoj post (o ile nie jest to glupi zart) brzmi jak jak zzwierzenie osoby chorej
      na te przypadlosc.
      Nie jest wykluczone, ze Bozia nie obdarzyla Cie powalajaca uroda, ale
      odpowiednie leczenie dermatologiczne, ortodontyczne, sensowny makijaz i dobre
      kosmetyki
      MUSZA pomoc na tyle, zeby sie z tlumu przynajmniej nie wyrozniac.
      Tobie natomiast potrzebny jest psycholog.I to nie alosliwosc, ale serdeczna rada.
      Pozdrawiam
      PS Znalam dziewczyne naprawde malo urodziwa, ale miala zupelnie inne podejscie
      do swojego wygladu i potrafila go znacznie poprawic.Nie przeszkadzalo jej to
      odnosic sukcesy i miec przyjaciol.
      Sama tez nie naleza do pieknosci, zeby bylo jasne.
    • m.malone Re: czym zasłużyłam na brzydką twarz?nie chcę żyć 19.12.04, 13:47
      Racją bytu kobiety (i nie tylko) nie jest uroda. Może takich, którzy tak sądzą
      jest wielu, ale od kiedy większość ma rację.

      Urodę nosisz w sobie. I niewielu ją dostrzega. Sa tacy, wierz mi.

      Pozdrawiam
      MM
      • Gość: belle Re: racja bytu IP: *.chello.pl 21.12.04, 22:46

        ... vide dr. magda sroda, hehe. nie moglem sie powastrzymac, przepraszam
    • marta9991 Re: czym zasłużyłam na brzydką twarz?nie chcę żyć 19.12.04, 13:49
      Jesli rzeczywiście jest tak jak piszesz, to proponuję skontaktować się z jakąś
      kliniką (i wcale prywatnej nie mam na mysli) gdzie robione sa operacje
      plastyczne, myślę że zrobią co w ich mocy, żeby Ci pomóc. Tam też pewnie są
      psycholodzy, ktorzy kwalifikują pacjentów do operacji.
      Na wszystko znajdzie się jakiś sposób, pomogą Ci zobaczysz.
    • pan-ziutek [...] 19.12.04, 15:39
      Wiadomość została usunięta ze względu na złamanie prawa lub regulaminu.
    • sdfsfdsf Re: czym zasłużyłam na brzydką twarz?nie chcę żyć 19.12.04, 15:50
      niczym nie zasluzylas, jestes jaka jestes, moze za dwiescie lat normy piekna
      beda inne a wtedy moglabys zostac nawet miss, moze urodzilas sie za wczesnie
      albo za pozno, ale nie mow nie chce zyc, bo mozesz czerpac z zycia wiele innych
      przyjemnosci niz przegladanie sie w lustrze, czy twoje zycie to twoja twarz?
    • Gość: hella Re: czym zasłużyłam na brzydką twarz?nie chcę żyć IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 19.12.04, 15:53
      Jest dla Ciebie pomoc sensowna.
      Kremy i pachnidła Ci nie pomogą, ale pomoże Ci chirurg plastyczny.

      To nie mrzonki, ani fanaberie- dzisiaj to postępowanie normalne.

      W takiej sytuacji jak Twoja jest to bardzo pożądane- zdecydowana ingerencja
      zmieni Twój wygląd, wtedy też uwierzysz w siebie,polubisz siebie i uwierzysz,że
      życie może iść w dobrym kierunku.

      Nie patrz w lustro- tylko działaj. Możesz to zmienić.
      • pan-ziutek Re: czym zasłużyłam na brzydką twarz?nie chcę żyć 19.12.04, 16:08
        Jak ktoś jest kaszalot w totalu to i chirurg plastyk mu nie pomoże.
        • Gość: hella To,co o pan-ziutku napisał m.malone... IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 19.12.04, 16:38
          ... to nastojaszcza prawda.
        • arnick_a Re: czym zasłużyłam na brzydką twarz?nie chcę żyć 19.12.04, 19:09
          Pomoże, co łatwo sprawdzić, kto zainteresowany.
          Natomiast przeszczepy mózgu ciągle w powijakach. Czytam książkę o klonowaniu
          mózgu, ale w Twoim przypadku to żadne rozwiązanie.
          Arni
    • psychoguru Konieczna psychoterapia/psychiatra 19.12.04, 16:17

      Niezaleznie od tego jaki jest twoj wyglad zewnetrzny widac jak na dloni ze
      problem jest nie na twarzy a glebiej, w mozgu. Koniecznie powinnas poddac sie
      kompleksowej terapii.

      > Naprawdę, dla kobeity nie ma nic gorszego niż brzydka twarz.

      To swiadczy jedynie o nieprawidlowym nastrojeniu systemu samooceny i bardzo
      niskim poczuciu wlasnej wartosci.

      Spoleczenstwa o wysokim poziomie rozwoju cywilizacyjnego w pelni akceptuja fakt
      ze ludzie maja bardzo rozny wyglad zewnetrzny i ze nie ma to duzego znaczenia
      bo kazdemu wyglad moze sie zmienic np. na skutek wypadku czy choroby. Oczywiscie
      w Polsce jest wiele prymitywizmu i holoty ale osoba z prawidlowo nastrojonym
      systemem samooceny nie bedzie brala pod uwage ocen z tej strony.
    • Gość: robert Re: czym zasłużyłam na brzydką twarz?nie chcę żyć IP: *.internetdsl.tpnet.pl 19.12.04, 17:11
      Nie łam się. Twarz i biust to tylko miłe dodatki, najważniejsza jest dupa:-)))
      • pan-ziutek [...] 19.12.04, 17:47
        Wiadomość została usunięta ze względu na złamanie prawa lub regulaminu.
        • yoosh Re: czym zasłużyłam na brzydką twarz?nie chcę żyć 19.12.04, 18:01
          TE ziutek,pewno wszystkie dzieci w okolicy straszysz swoim wyglądem.Zamknij
          paszczę,bo mi sie monitor wykrzywia :D
          • arnick_a Re: czym zasłużyłam na brzydką twarz?nie chcę żyć 19.12.04, 19:12
            A ja myślałam, że to obraz faluje. Znaczy jest gorzej!
        • marta9991 Re: czym zasłużyłam na brzydką twarz?nie chcę żyć 19.12.04, 18:39
          a ty masz niedorobionego f...
          miło Ci?
    • arnick_a Re: czym zasłużyłam na brzydką twarz?nie chcę żyć 19.12.04, 19:00
      Do jakiego wieku jest się kobietą, a od jakiego potworem?
      Wiesz, ta siatka zmarszczek, zwiotczałe, obwisłe mięśnie, zanik żywej barwy
      ust, rzęs, wory pod oczyma... Gdyby tak jeszcze posuwać się w dół...
      Arni
    • back.door Re: czym zasłużyłam na brzydką twarz?nie chcę żyć 19.12.04, 19:08
      Chętnie zamieniłabym się z Tobą, ale nie sądzę, byś byla zadowolona z tej
      zamiany. Swoją drogą - dobrze jest lubic siebie takim, jakim sie jest, to
      trudne "potworku" ale na szczeście nie niemożliwe... Zyczę Ci tego, bardzo:)
      • Gość: Susan Re: czym zasłużyłam na brzydką twarz?nie chcę żyć IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 19.12.04, 20:58
        hej!

        Ja też mam krzywy nos, krzywe zęby, a jakoś wiele razy zdarzyło mi się słyszeć,
        że jestem ładna, nawet piękna mówią niektórzy :) Maluję się co nieco i dbam o
        cerę, myślałam o aparacie ortodontycznym, ale na razie... szkoda mi pieniędzy -
        może kiedy będę zarabiać dużo.

        Powiem Ci coś "potworku" - piękno rodzi się wewnątrz. Oczywiście są posągowe
        piękności o regularnych rysach - ale tak naprawdę nieliczne bo jak przyjrzysz
        się modelkom to i one nie są regularne.
        Wiem dobrze, że gdy jestem spięta, zła lub wystraszona, w depresyjnym nastroju -
        wyglądam dużo gorzej, widzę to po zdjęciach.

        Cera jest ważna - idź do dobrego dermatologa, nie przesadzaj z makijażem -
        paradoksalnie na twarzach mało urodziwych mniej znaczy lepiej.
        Przede wszystkim nie staraj się na siłe dopasować do jakiegoś ideału. Odkryj
        swoją niepowtarzalność. Zawsze możesz zrobić coś takiego, że Twoja brzydota
        stanie się interesująca.

    • Gość: witch-witch Re: czym zasłużyłam na brzydką twarz?nie chcę żyć IP: *.036-52-73746f40.cust.bredbandsbolaget.se 19.12.04, 22:39
      Wiesz nie wiem co mam myslec o twoim poscie. Jestes mloda wiec rad i tak nie
      bedziesz sluchac.Zreszta jak tobie mozna doradzac jezeli sie ciebie nie widzi?
      No jak, pomysl sama.Napisalas ze jestes taka i siaka ale to wszytsko to twoje
      subiektywne odczucia. Jak jest prawda tego nie wie nikt tutaj na forum.

      Dam ci jednak dobra rade. Nie ogladaj tandetnych czasopism z pieknymi
      modelkami bo dzis dygitalna kamera i swiatlo dobrze umiejscowione czyni
      prawdziwe cuda.Skoncz z ogladac siebie non stop w lustrze, bo czym dluzej przed
      nim stoisz tym wiecej wymyslasz.
      Zamow wizyte u psychologa, poniewaz nie dobrze sie czujesz sama ze soba i
      potrzebujesz aktywnej pomocy. A na koniec, pamietasz te bajke o brzydkim
      kaczatku co to w labedzia sie zamienil. Niektorym kobietom potrzeba wielu lat
      aby zakwitnac inne natomiast kwitna i szybko wiedna. Najpierw wylecz swoja
      glowe i zmien postepowanie wzgledem siebie i innych... i pamietaj- kazdy
      czlowiek jest piekny i nie ma ludzi niepieknych.
    • mantha Re: czym zasłużyłam na brzydką twarz?nie chcę żyć 20.12.04, 13:50
      Jezeli jest az tak zle jak piszesz, choc do konca nie chce sie w to wierzyc.
      zrob sobie plan i realizuj go krok po kroku: na pierwszy rzut niech idzie dobry
      dermatolog (na forum uroda, kobieta czy zdrowie kobiety na pewno cos dla siebie
      wybierzesz) i realizuj sobie punkt pt: doprowadzam do ładu skóre, nba pewno sie
      uda - owie to z wlasnego doswiadczenia, 2 miesiace temu myslalam, ze padne
      trupem patrzac w lusterko, teraz jest bardzo dobrze - i nie sa to jakies
      gigantyczne pieniądze. potem włosy: niech sensowny fryzjer dobierze ci fryzure,
      kolor, długość - ladne, zadbane, blyszczace wlosy to juz naprawde bardzo dużo.
      Co dofigury - sama oceń, czy chcesz zrzucic pare kilo, czy wrecz przeciwnie, i
      podejmij odpowiednie kroki, makijaz zostaw sobie na koniec, w miedzyczasie
      poeksperymentuj z ciuchami kolor, fason, struktura materialu - tylko nie mów,
      ze we wszytskim jest ci źle, bo to niemożliwe!!
      nie mysl o wszytskim na raz, tylko doprowadz do porzadku po kolei, to co
      chcesz. gwarantuje ci, ze za 2-3 miesiące bedzie lepiej.
      (chodź naprawde nie chce mi sie wierzyc, ze jest az tak źle) mam kolzanke,
      ktora z mocno przecietnej (bardzo mocno) za pomoca odpowiednio podobieranych
      ciuchow i fryzury zrobila z siebie niezłą laske i ma naprawde powodzenie.
      Tylko, zeby to rzeczywiscie o to w życiu chodziło...
      powodzenia :-)
    • Gość: lekshey Re: czym zasłużyłam na brzydką twarz?nie chcę żyć IP: 62.233.201.* 20.12.04, 14:20
      Witaj,
      uważam,że każda osoba niezaleznie od subiektynej oceny wyglądu zasługuje na
      miłość i szacunek. Samo zycie jest bowiem wielką wartością samą w sobie.
      Osobiście wierzę,że każdy z nas ma na ziemi swoje miejsce do odnalezienia.
      Uważam również,że naprawdę kocha sie nie za wygląd ale za to jakim sie jest dla
      drugiego człowieka.
      Jest też takie stare powiedzenie,że każda "potwora" znajdzie swojego adoratora.
      Uważam również,ze nic na tym świecie nie dzieje sie przypadkowo.
      Warto dlatego przeżyć zycie uważnie i mądrze.
      szukać swojego miejsca na ziemi. Cieszyć się zdrowiem,możliwością pomocy
      innym.Rozwojem wewnętrznym.
      W takij sytuacji o, której była Pani łaskawa napisać bardzo pomaga mi
      tekst Mistrza Buddyjskiego Kalu Rimpoche o reinkarnacji i nietrwałości.
      Zamieszczam poniżej
      pozdrawiam i życze znalezienia swojego miejsca na ziemi
      OM MANI PADME HUNG HRI
      lekshey

      O NIETRWAŁOŚCI

      Podobnie jak wszystko inne nasze Cenne Ludzkie Ciało nie jest trwałe i to jest
      następną rzeczą której musimy być nieustannie świadomi. Musimy uczyć się
      dostrzegać nietrwałość wszystkiego. Poprzez to zrozumiemy, że musimy
      praktykować Nauki właśnie teraz, że nie możemy czekać do jutra lub na inny
      dzień. Jeśli będziemy utrzymywać taką postawę przez cały czas, wówczas z tej
      świadomości wypływać będzie nasze działanie i unikniemy przez to wiele
      cierpienia. Wszystko co robimy powodowani myślą o trwałości rzeczy nie może
      skończyć się inaczej jak cierpieniem, gdyż nic nie jest trwałe.

      Kiedyś przebywaliśmy w łonie matki, teraz rośniemy a wkrótce umrzemy. Myślimy
      zawsze, że nie nastąpi to akurat teraz, tym niemniej wszystkie istoty wszędzie
      muszą umrzeć, toteż nawet gdy jesteśmy młodzi nie wolno nam myśleć, że mamy
      dosyć czasu, ponieważ nie mamy go nigdy. Możemy umrzeć w każdej chwili, tak
      nagle jak świeczka zdmuchnięta przez wiatr. Wszyscy znamy ludzi którzy umarli
      młodo. Gdzie wówczas pójdziemy, nie wiemy, lecz małe są szanse na to byśmy
      znaleźli się w którymś z tych rzadko spotykanych stanów egzystencji gdzie, jak
      obecnie, mamy możliwość osiągnięcia wyzwolenia.

      Musimy również uczyć się dostrzegać nietrwałość we wszystkim wokół nas. Gdy
      spojrzymy na rzekę z odległości to wydaje się nam nieruchoma, ale gdy zbliżymy
      się zobaczymy że ani jedna kropla wody nie pozostaje w tym samym miejscu.
      Wszystko powstaje i zanika. To co zebrane zostaje rozproszone. To co zbudowane,
      rozpada się. Nie wiemy nawet czy to co posiadamy przyniesie nam szczęście w tym
      życiu, czy stanie się przyczyną zmartwienia. Oto ilustracja tego punktu
      zaczerpnięta z jednej z nauk Buddy: Pewien mnich, uczeń Buddy znalazł klejnot
      spełniający życzenia swego właściciela o cokolwiek by on poprosił. Klejnot ten
      nie miał jednak specjalnej wartości dla mnicha który wyrzekł się wszelkiej
      własności. Dlatego zapytał on Buddę co ma z nim zrobić. Budda powiedział mu,
      żeby dał go pewnemu królowi. Zarówno mnich jak i król zastanawiali się nad tym
      bardzo jako że król już był bogaty a mich nie potrzebował niczego. Kiedy król
      przyszedł zapytać Buddę o powód, Budda powiedział: "Posiadasz więcej niż
      ktokolwiek inny i dlatego ciągle lękasz się, że to stracisz. Toteż właśnie ty
      potrzebujesz tego klejnotu bardziej niż ktokolwiek."

      Jeśli nauczymy się dostrzegać fakt że nic nie jest trwałe, jak wszystko
      powstaje, zmienia się i przemija, wówczas zaczniemy stopniowo rozumieć, że
      wszystko jest kombinacją różnych warunków które raz skupiają się razem a innym
      razem rozdzielają się i nie posiadają jakiejkolwiek własnej natury czy esencji.
      Rozumienie tego jest właśnie drogą prowadzącą poza uwarunkowaną egzystencję.

      Jeśli jednak umrzemy wraz ze złudzeniem o rzeczywistości "Ja", wówczas nie
      będziemy mieć żadnego wyboru i nasze wcześniejsze działania w pełni uwarunkują
      to co wówczas nastąpi. Jest zatem rzeczą życiowo ważną, żeby zanim umrzemy
      nauczyć się nauk mówiących nam o przyczynie i skutku, czyli o KARMIE.

      KARMA

      Karmą nazywamy te niezmienne i całkowicie bezosobowe prawa, które rządzą
      przyczyną i skutkiem. Wszystko zarówno wewnątrz jak i na zewnątrz co nazywamy
      naszymi "jaźniami" jest rezultatem czegoś co wydarzyło się wcześniej i stało
      się przyczyną późniejszego skutku. Karma odnosi się również do moralności.
      Doświadczamy nieprzyjemnych skutków niezdrowych przyczyn, i przyjemnych skutków
      zdrowych przyczyn. Wszystko co robimy, mówimy lub myślimy jest podobne do
      nasion, które dojrzewają często przez wiele żywotów zanim warunki dla nich
      zejdą się razem i w ten sposób zbierzemy z nich owoc. Trujące nasiona rodzą
      trujący owoc, zdrowe nasiona rodzą zdrowy owoc.

      Przyczyną tego że robimy rzeczy które prowadza do nieprzyjemnych skutków i
      tego, ze nasz umysł jest z nimi związany jest podstawowa nieznajomość natury
      umysłu. Czyni ona naszą działalność podobną do wystrzeliwania strzał z łuku w
      mrok bez możliwości widzenia tarczy. Z tej całkowitej niewiedzy, której nie
      jesteśmy świadomi, powstaje nasze poczucie rozdwojenia na "Ja" i coś o czym
      twierdzimy, że różni się od niego. Ten błędny, dzielący rzeczywistość punkt
      widzenia prowadzi do sześciu trucizn umysłu: nienawiści, pożądania, głupoty, a
      następnie gniewu i zazdrości, chciwości i skąpstwa, dumy i egoizmu,. Te z kolei
      wyrażają się w dziesięciu niezdrowych działaniach ciała, mowy i umysłu,
      zabijaniu, kradzieży, seksualnym nadużyciu, kłamstwie, obmawianiu, gadulstwie i
      szorstkiej mowie, zawiści, złej woli i fałszywych poglądach. Te działania są
      złe, ponieważ prowadzą do cierpienia. To czego nie życzymy sobie i naszym
      bliskim, powinniśmy unikać aby nie czynić innym. Zamiast tego dobrze jest
      czynić dziesięć pozytywnych działań będących przeciwieństwem złych.

      chronić życie innych istot
      być hojnym na wszystkich poziomach
      posiadać właściwą aktywność seksualną
      mówić prawdę
      mówić tylko wtedy gdy zachodzi tego konieczność
      rozprzestrzeniać zgodę
      mówić uprzejmie
      być zadowolonym z własnego losu
      posiadać współczucie dla wszystkich istot
      posiadać wiarę w praktykę Nauk.
      Z umysłem musimy pracować. Gdy umysł jest rozgniewany nastąpi szorstka mowa i
      agresywne działanie, a gdy umysł jest w dobrym stanie, wtedy i cała reszta jest
      dobra.

      To, co zawierają nasze umysły obecnie i w chwili śmierci jest przyczyną
      wszelkiego szczęścia lub cierpienia. I tak doświadczamy świata w różny sposób w
      zależności od nastroju w jakim się znajdujemy. Jednego dnia wszystko jest
      piękne ponieważ jesteśmy szczęśliwi, innego dnia wszystko jest ciemne, dlatego,
      że znajdujemy się w złym nastroju.

      W ten sposób dojrzewają owoce naszych słów, myśli i działań, a gdy umysł
      opuszcza ciało dzieje się to samo, tylko teraz wzloty i upadki stają się o
      wiele mocniejsze. Ptak wysoko w powietrzu nie rzuca wyraźnego cienia, ale kiedy
      usiądzie na ziemi, cień jego jest wyraźnie widoczny. W identyczny sposób
      manifestuje się nasza karma w chwili śmierci. Wówczas, ponieważ nie dochodzą do
      nas żadne wrażenia od zmysłów, umysł rozpoczyna projektowanie swojej własnej
      treści. Jeśli jest pełen dobrych wrażeń, to doświadczamy tego samego co w
      przepiękny dzień i następuje intensywna szczęśliwość, gdyż nie ma rozproszenia
      spowodowanego ciałem. W tym stanie umysł "otwiera się" i mówimy że 'jest teraz
      w innym świecie'. Trwa on w tym stanie tak długo dopóki treść należąca do tego
      świata nie wyczerpie się w nim zupełnie. Po tym okresie budzi się w nim jego
      obecnie najmocniejsza skłonność i ta z kolei staje się przyczyną następnych
      doświadczeń wprowadzając go w ten sposób w następną sferę egzystencji. Toteż w
      zależności od tego, która z trucizn umysłu przeważa odradzamy się stale od nowa
      w jednym z sześciu światów. Trzy wyższe światy będące owocem dziesięciu
      zdrowych działań są światami bogów, półbogów i ludzi. Trzy niższe światy, owoc
      dziesięciu szkodliwych działań to piekło, oraz światy zwierząt i duchów.

      Jeśli po okresie przejściowym powtórnie
      • Gość: lekshey KARMA C.D. IP: 62.233.201.* 20.12.04, 14:22
        Jeśli doświadczymy chciwości, pojawimy się wówczas w świecie duchów, gdzie nasz
        ustawiczny głód i pragnienie nie są nigdy zaspokojone.
        Jeśli jesteśmy wyjątkowo głupi to stajemy się zwierzętami.
        Jeśli czyniliśmy dobrze, ale kierując się egoistycznymi pobudkami będziemy
        doświadczać wielkiej radości dopóki nasze dobre czyny, myśli i słowa nie
        wyczerpią się. Jest to świat bogów.
        Tylko wówczas, gdy czynione przez nas dobro wypływa ze współczucia i miłości
        dla innych jest ono dla nas naprawdę wyzwalające.
        Jeśli jesteśmy zawistni, wówczas zachłannie patrzymy na dobra innych, pożądamy
        ich, jesteśmy rozdrażnieni i agresywni. W takim stanie jesteśmy półbogami.
        Stajemy się ludzkimi istotami, gdy najmocniejsze jest pragnienie. Cenne Ludzkie
        Ciało uzyskujemy wówczas, gdy mamy wielką zasługę.
        Jeśli przyjrzymy się uważnie temu co nas otacza i temu czego doświadczamy
        zobaczymy, że my wszyscy tutaj żyjemy w każdym z tych sześciu światów właśnie
        teraz. Pragnienia, egotyzm, zazdrość są nam dobrze znane. Często gdy nie
        panujemy nad sobą wpadamy w trzy niższe światy z powodu gniewu, chciwości i
        głupoty. Musimy zatem być nieustannie świadomi faktu, że znajdujemy się w samym
        środku uwarunkowanej egzystencji i posiadamy niewielką kontrolę nad tym, co się
        dzieje.

        Nic nie jest przypadkowe. Posiadamy wspólną karmę z tymi, których lubimy lub
        nie lubimy, z tymi z którymi mamy wypadki, lub czyimi dziećmi albo rodzicami
        jesteśmy. Ta karma, dobra lub zła, jest przyczyną tego że mamy dobrą żonę,
        hałaśliwego sąsiada, czy kochających rodziców. Jest ona owocem naszych
        wcześniejszych słów, myśli i czynów, które obecnie dojrzewają. Nasze reakcje na
        te wydarzenia będą z kolei w tym, lub innym życiu, kiedy odpowiednie warunki
        się zgromadzą, przyczyną doświadczenia czegoś przyjemnego, lub nieprzyjemnego.
        Zazwyczaj działania karmy są dla nas trochę niejasne, gdyż jednocześnie
        zbieramy dobre i złe skutki. Nasze działania są kierowane niewiedzą i dlatego
        przeważnie pomieszane. Stąd może trudno zobaczyć jak te prawa działają.

        Większość z nas posiada jednak ich mgliste zrozumienie. Wiemy o tym, że
        agresywni i gniewni ludzie mają często wypadki, że chciwi i skąpi cierpią i
        stają się niewolnikami swoich posiadłości. Znamy także uczucie wyrzutów
        sumienia z wielu przypadków w codziennym życiu. Dopóki nie będziemy w stanie
        widzieć bezpośrednio jak karma pracuje, musimy postarać się zrozumieć, że skoro
        pracuje obecnie to musiała pracować w przeszłości i że będzie także pracować w
        przyszłości. Jeśli działamy rozumiejąc to, zaoszczędzimy sobie i innym
        nieskończonych cierpień.

        Wszystko posiada karmiczną przyczynę: to co znamy lub czego nie znamy, gdzieśmy
        się urodzili, jak wyglądamy, czy jesteśmy szczęśliwi lub smutni, każda choroba,
        nawet wszelkie odcienie kolorów na ogonie koguta. Nasze obecne ciało jest
        produktem wcześniejszej karmy i właśnie teraz stwarzamy jej przyszłe skutki.
        Przyszłość zależy od teraz i jedynym sposobem zatrzymania cierpienia jest
        powstrzymanie się od popełniania dziesięciu splamionych działań, a zamiast tego
        praktykowanie dziesięciu zdrowych działań.

        Tak mało wiemy o przyczynach wszystkiego że musimy być dobrzy dla wszystkich
        istot. Wyzwalające Nauki podają nam całkiem proste wskazówki, których
        skłonności w naszych umysłach musimy się wystrzegać. Skłonności te są
        rezultatem egzystencji w których znajdowaliśmy się przed tym życiem i są często
        mocnymi przyzwyczajeniami, które prowadzą nas do cierpienia, jeśli nie jesteśmy
        wystarczająco ostrożni.

        Jeśli często chorujemy, musimy pilnować się, by nie zabijać nawet insektów.
        Jeśli nie mamy nigdy czegoś dosyć, musimy unikać brania tego czego nam nie
        dano.
        Jeśli mamy problemy z współmałżonkiem, musimy wystrzegać się niewłaściwych
        zachowań seksualnych.
        Jeżeli nikt nam nie wierzy, musimy czynić wszystko, żeby unikać kłamania.
        Gdy nikt nas nie słucha, musimy wystrzegać się skłonności do bezmyślnego
        gadulstwa.
        Gdy jesteśmy bardzo samotni musimy pilnować się by nie mówić źle o innych.
        Gdy nigdy nie jesteśmy zadowoleni z tego, co otrzymujemy, musimy usunąć
        zazdrość z naszego umysłu. Gdy jesteśmy pogardliwie traktowani, to nie wolno
        nam reagować uczuciem złej woli, a gdy jesteśmy głupi, to musimy starać się ze
        wszystkich sił unikać złych poglądów.
        Jeśli chcemy osiągnąć naturę prawdy musimy zrozumieć, że dobro prowadzi do
        dobra a zło do zła.

        Tych całkiem prostych sprawdzianów umysłu możemy wszyscy używać i być ich
        świadomi. Możemy nawet znaleźć siłę do aktywnego czynienia dobra. Kiedy
        zrozumiemy karmę, to będziemy czynili tylko dobrze. Zobaczymy Buddę jako bardzo
        zdolnego lekarza, zrozumiemy święte nauki jako lekarstwa a sześć trucizn umysłu
        jako choroby. Zrozumiemy, że nie potrzeba nam trucizn, że nie czynią nas one
        szczęśliwymi, ale że są przyczyną wszelkiego cierpienia. Ciągle od nowa
        stwarzają one złą karmę i utrzymują nas w kole cierpienia. Musimy zatem
        traktować je jak źle zachowujące się dzieci, które trzeba nauczyć właściwego
        zachowania. Musimy je tak kontrolować, by nie stać się ich niewolnikami.

        Jest to trudne, ale nie ma powodu do rozpaczy jeśli wyda się nam, że znajdujemy
        coraz więcej zła w sobie samym. Pierwszym krokiem jest czynić dobrze. Próba ta
        będzie podobna do małego płomienia, a błogosławieństwo Buddy do wiatru, który
        roznieci go w wielki ogień.

        Błogosławieństwo umożliwi nam widzieć trochę więcej dobra, co znowu oczyści
        nasz umysł tak, że będziemy w stanie widzieć jeszcze więcej. W ten sposób
        otrzymujemy nowe błogosławieństwo i tak to już pójdzie dalej. W końcu staniemy
        się tak oświeceni, że nie upadniemy więcej, a przez to będziemy zdolni pomagać
        innym istotom. Będziemy mogli uczyć innych tego, co robić, żeby uniknąć
        cierpienia i pomagać im usunąć niewiedzę, przyczynę cierpienia.
        OM MANI PADME HUNG HRI
        www.dharma.pl/index_autorow/k/kalu_4podst_med.html

    • Gość: gf Re: czym zasłużyłam na brzydką twarz?nie chcę żyć IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 20.12.04, 14:38
      > Mam na twarzy blizny , przebarwienia, ogólnie okropną cerę, krzywy nos,
      > krzywe usta i krzywe zęby.

      Cos mi sie mocno wydaje ze wszystko to w dzisiejszych czasach jest naprawialne
      niemal w 100% a juz napewno w ogromnej mierze. Oczywiscie nie kosmetykami tylko
      przy pomocy medycyny estetycznej tak zwanej oraz kosmetologii.

      Ktos juz wyzej wspomnial o tej chorobie, ktorej nazwa mi wypadla z glowy, co to
      normalnie wygladajacy ludzie popelniaja w koncu samobojstwa przekonani o
      wlasnej brzydocie, a inni patrza na ich zdjecia i mysla: jezu, tysiace mniej
      atrakcyjnych widuje.

      To tyle. Pozdrawiam.
      • marta9991 Re: czym zasłużyłam na brzydką twarz?nie chcę żyć 20.12.04, 15:17
        dlatego napisałam jej tona samympoczatku. jesli nie ma pieniędzy, zebyzrobic
        zabiegiprywatnie, bo to sa jednak straszne koszty, to przecież sa szpitale i ze
        skierowaniem można pewnie coś na tebliznyporadzić. Teraz są lasery i inne
        cuda,więc w czym jest problem. Trzeba CHCIEĆ, a nie GADAĆ.
      • Gość: astalavista chodziło Ci o dysmorfofobię? :) IP: *.jpk.pl / *.rotmanka.jpk.pl 11.01.05, 21:52
        zaburzenie psychiczne polegające na błędnym, negatywnym postrzeganiu własnej
        estetyki - w skrócie
    • Gość: Gorej Re: czym zasłużyłam na brzydką twarz?nie chcę żyć IP: 83.238.15.* 20.12.04, 15:04
      Po co się zabijać? w dzisiejszych czasach nawet ten problem można rozwiązać
      poprzez operację plastyczną, wszystko zmieniają, możesz mieć taki cel zyciowy
      który będzie polegał na zebraniu kasy na taką korektę. Problem jest poważny ale
      rozwiązanie istnieje zdecydowanie łagodniejsze od samobójstwa
      • staua Re: czym zasłużyłam na brzydką twarz?nie chcę żyć 20.12.04, 15:17
        Znalam bardzo brzydkiego chlopaka, z ktorego wysmiewali sie koledzy i rzeczywiscie popelnil
        samobojstwo, jako nastolatek. Na pewno jest trudniej zyc osobie brzydkiej (to truizm, wiadomo, ze
        nasza cywilizacja jest ukierunkowana na piekno fizyczne) dlatego chirurg plastyczny moglby Ci pomoc
        (chociaz konsultacja). Ile masz lat? mysle, ze z wiekiem tego typu problemy lagodnieja, po prostu ze
        wzgledu na pojawianie sie nowych, powazniejszych.
        • marta9991 Re: czym zasłużyłam na brzydką twarz?nie chcę żyć 20.12.04, 15:22
          ale dobry chirurg plastyk, a nie jakiś konował. Odradzam klinike w
          Międzeszynie, znam kilka pań, które tam były i teraz płączą. Dobry chirurg był
          kiedyś (i moze jest nadal) obok restauracji Kredens w Warszawie, w bloku na
          piętrze (nie pomylić z agencją towarzyska, bo tez tam chyba jest).
          Sama kiedyś byłam w Międzeszynie na konsultacji i oczywiście pani właścicielka
          bardzo mnie namawiała na wszystko, a lekarz twierdził,ze można to zrobic.
          poszłam jednak na konsultację właśnie tam wAleje Jerozolimskie i drugi pan
          chirurg wytłumaczył mi czemu tego nie można zrobić, jak będe potem cierpieć z
          bólu i jakie moga być konsekwencje. Ostatecznie postanowiłamposłuchac tego
          drugiego i dzisiaj jestem mu wdzięczna, a przecież też mógł wyciągnąc ode mnie
          pieniadze (wtedy byłam gotowa wydać na to majatek). Najlepiej popytać się wśród
          klientów czy są zadowoleni, lub gdzies w jakiejś izbie lekarskiej, tak żeby
          kogoś polecili. Bo reklamacje to już potem tylko do Pana Boga.
          • staua Re: czym zasłużyłam na brzydką twarz?nie chcę żyć 20.12.04, 16:14
            Wlasnie, moze warto pojsc do kilku renomowanych klinik na konsultacje? Wszystko da sie zrobic, jest
            taki program "Total Makeover" gdzie wlasnie ludzie, ktorzy uwazaja sie za "potwory" sa poddawani
            calkowitej zmianie wygladu (operacje plastyczne, chirurgia szczekowa, odsysanie tluszczu, przeszczep
            wlosow, wszystko) i wygladaja zupelnie inaczej potem...
    • zaklinacz.deszczu byl taki film, "maska" 20.12.04, 16:32
      • marta9991 Re: byl taki film, "maska" 20.12.04, 16:34
        piękny zresztą
      • zaklinacz.deszczu Re: byl taki film, "maska" 20.12.04, 16:35
        z Cherr, dosc stary, ale bardzo cieply, o podobnym problemie (czesciowo tylko)

        w oryginale MASK
        warto obejrzec
        • marta9991 Re: byl taki film, "maska" 20.12.04, 16:37
          a Upiór w operze?
          czy jakoś tak podobnie? pamiętam, że bardzo ładny, aledawno go oglądałam
          • zaklinacz.deszczu Re: byl taki film, "maska" 20.12.04, 16:40
            nie znam

            czy wiesz jaki jest tytul oryginalu?
            • marta9991 Re: byl taki film, "maska" 20.12.04, 16:45
              Już pamiętam, DUCH W OPERZE
              To był film o takim brzydkim człowieku, który mieszkał w piwnicy opery i
              wszyscy myśleli,ze tam jest duch, chodził wmasce. Może my o tym samym filmie
              myślimy, co?
              • zaklinacz.deszczu Re: byl taki film, "maska" 20.12.04, 16:51
                moze ty o tym facecie z zielona twarza?? (ogladalam trailery, ale nie film)

                Maska, o ktorej ja mowie, to film o chlopcu z bardzo znieksztalcona twarza,
                glowa...

                Cher gra jego matke, film z poznych lat 80-tych chyba
                • marta9991 Re: byl taki film, "maska" 20.12.04, 16:54
                  To pamietam oczywiscie ten film.
                  Duch w operze jest o zupełnie czymś innym, tak jak napisałam, facet miał tez
                  zniekształconą twarz, był strasznie brzydki i nosił maskę. warto zobaczyc,
                  chociaz to już klasyka.
                  • zaklinacz.deszczu Re: byl taki film, "maska" 20.12.04, 17:12
                    marta9991 napisała:

                    > To pamietam oczywiscie ten film.
                    > Duch w operze jest o zupełnie czymś innym, tak jak napisałam, facet miał tez
                    > zniekształconą twarz, był strasznie brzydki i nosił maskę. warto zobaczyc,
                    > chociaz to już klasyka.


                    to chyba "Phantom of the Opera" masz na mysli ?:))

                    czy tak?
                    • marta9991 Re: byl taki film, "maska" 20.12.04, 17:17
                      nie znam oryginalnego tytułu, więc może tak, może nie.
                      Wiem, ze rzecz działa się w operze, dawno temu, w piwnicy,czy w lochach
                      mieszkał ktos, a wszycy mysleli,że to duch w operze itd itd
                      Potem jakaś piekna dziewczyna odkryła go i on się chyba w niej zakochał, czy
                      ona w nim, już nie pamiętam.
                      • zaklinacz.deszczu Re: byl taki film, "maska" 20.12.04, 17:24
                        wstyd sie przyznac, nie ogladalam,

                        choc to klasyka, musikale objazdowe wszedziw

                        w swieta obejrze (o rany!! rz, czy z?!?!) sobie :)
                        • marta9991 Re: byl taki film, "maska" 20.12.04, 17:27
                          polecam, chyba warto. Zresztą zamiast tych durnych filmów w TV mogliby ludziom
                          coś takiego pokazac jeszcze raz.
                          • staua Re: byl taki film, "maska" 20.12.04, 17:31
                            Tak, to Phantom of the Opera, wedlug musicalu. teraz zrobili remake, bedzie nowy film :-)
    • Gość: Many Re: czym zasłużyłam na brzydką twarz?nie chcę żyć IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 20.12.04, 17:15
      Nie martw sie, wyglad to nie wszystko. Nie musisz przeciez podobac sie mezczyznom.
      Mozesz zostac zakonnica. Jezus nie bedzie zwracal uwagi na twoja twarz, Bog cie
      kocha taka jaka jestes. Wiec jesli mezczyzni cie nie chca to oddaj swoje zycie
      Bogu bo widocznie takie jest twoje powolanie, a cale piekno ukryte we wnetrzu i
      Bog je dostrzega.
    • Gość: Buka Re: czym zasłużyłam na brzydką twarz?nie chcę żyć IP: *.aster.pl / *.aster.pl 20.12.04, 18:09
      Kochana Kumpelo w Biedzie! Ja mam 33 lata, męża, fajną pracę - i chyba tę samą
      przypadłość, na którą Ty cierpisz - jeśli to w istocie jest choroba, a nie
      obiektywna prawda - ja się już w tym pogubiłam. W każdym razie nadal czasem
      rozmyslam o samobójstwie, ponieważ uważam się za brzydką, oszpeconą. Maria
      Pawlikowska napisała taki wiersz / niedługo przed swoim samobójstwem / " Jestem
      sama, babcia mi na imię, czuję się jak czarna plama, na barwnym swiata
      kilimie." Ja tak właśnie się czuję. Opiszę ci, co ja ze soba robiłam i co mi
      się udało, a co nie i jakie mam przemyślenia.
      Jako dziecko i młoda dziewczyna byłam 1. zbyt gruba, 2. miałam trądzik 3.
      krzywe zęby 3. spory nos lekko krzywy i małe, wąskie usta ; a do tego: 1.
      brzydkie stroje kupywane przez wszechkontrolujacą matkę 2. starszą siostrę
      uchodzącą za piękność, której największą radością było publiczne rozprawianie o
      moich "syfach", zaś dowcipem wypowiadanym na przyjęciu - uwaga o mojej wielkiej
      dupie, która będzie jeszcze większa, jeśli zjem to, co mam na talerzu, itd. 3.
      brak pieniędzy i wsparcia w tym, co większość dziewczyn dostaje od swojej
      rodziny /aparat ortodontyczny w wieku nastu lat, jakieś modne ciuszki,
      akceptacja wybranej diety, dermatolog/. Mnie nic w domu nie dano, żadnej
      pomocy - tylko drwiny, uzalania się/ mało to kosztuje, nie?/ - i raniące słowa.
      A na pochyłe drzewo każda koza skacze - wyrobiono tak we mnie osobowość kozła
      ofiarnego. Inni źli ludzie to wyczuwali i wiedzieli, komu mogą dokopac nie
      bojac sie riposty, kto co najwyżej będzie miał łzy w oczach i spaprany dzień,
      gdy oni sobie na nim poużywają. Nazbierałam wiec kolejnych tego typu
      doświadczen - to efekt sniezej kuli. Raz pewien chłopak specjalnie zawrócił za
      mna na ulicy aby mnie dopedzić i powiedzieć " Czy wiesz, ze jestes brzydka jak
      noc listopadowa?" Sam był jakims marnym gnojkiem, ale poprawił sobie humor
      kosztem słabszego...
      Gdy mając 19 lat wyprowadziłam sie z domu, nadal byłam bez pieniędzy, ale
      wolna - mogłam jeść co i ile chciałam, kupywać sobie ubrania wg. własnego
      gustu... W ciagu kilku miesięcy schudłam z 58 - 59 kg /164 cm wzrostu/ do 48 -
      49 kg. Ulga, jaka było oddalenie sie od rodziny, przełozyła się na lekkość
      mojego ciała. W dodatku znalazłam nagłego sprzymierzeńca w ojcu, który w
      sekrecie przed matką i siostrą dawał mi czasem pieniadze na jakąś ładną
      sukienkę.. Tradzik sam zniknął wraz ze zmianą diety / blizn nie zostawił/.
      To była istna magia - czas moich studiów! Znalazłam chłopaka, który uwazał mnie
      za istny cud i gdy miał dobry humor - sławił jak boginię. Ponadto bał się
      zapoznawac mnie z kolegami w obawie, że ja - ponetna laska, gdzieś mu
      ucieknę... Zauwazył jednak, ze mam słaby punkt - urode, i kiedy chciał mi
      dokuczyc, mówił, ze mam nos jak sowa i kieł wystający jak u wampira - słodkie,
      prawda? Nie miał on wielkiego intelektu ani charakteru, ale mnie chciał, więc
      mnie miał. Kolezanki dziwiły sie, że nie szukam kogos ciakawszego - ale ja nie
      czułam sie godna tych ciekawych chłopaków, bałam sie, ze gdy popatrza na mnie
      częściej, zrozumieja, jaka jestem brzydka i będa miec do mnie zal, ze ich
      nabrałam. Pomimo mozliwości spotykania się z innymi wolałam byc z tamtym.
      Uwazałam, że powinnam dziekować za niego Niebiosom- choc robił mi wiele
      świństw, ale w końcu tego nie zniosłam i jednak odeszłam. W ogóle kiedy jacys
      mężczyźni na mnie patrza, reaguję paniką - boje sie, ze wykpia mnie, mój
      wyglad, dokucza mi, jak tamci gnojkowie z moich młodszych lat.. Męża poznałam
      przez internet i tylko dzieki temu mogłam z nim śmiało się komunikować. Wtedy w
      ogóle byłam na dobrej drodze do większej pewności siebie i cieszenia sie swoja
      kobiecością.
      Niestety - dlaczego pewne rzeczy zdarzają sie wciąz tym samym osobom??? - majac
      27 lat dostałam rozległych przebarwień na twarzy. Znów poczułam sie jak wrak.
      Wpadłam w depresję. Ale spotkałam fajnego, młodego dentystę, który namówił mnie
      do wyprostowania zgryzu - nie kpiną, tylko ciepłem i zyczliwościa.. Załozyłam
      sobie aparat stały u drogiej dośc ortodontki - ale jednak nienajlepszej! Zgryz
      mam poprawiony o jakieś 70 % - w ostatniej fazie ortodontka zepsuła mi go
      trochę, bo źle ustawiła przednia dwójkę, ale to nie wyglada rażaco. Ogólnie -
      choć nachodziłam sie w aparacie tyle co inni - efekt mam gorszy, ale jest
      lepiej niz przed załozeniem aparatu, więc było warto - mimo wszystko! Dlatego
      zachęcam cie - załóz aparat! Jeśli będziesz mieć szczęście - uzyskasz dobry
      zgryz - a wtedy usta ładniej się układaja i twarz jest bardziej harmonijna.
      Najgorsza sprawa to przebarwienia. Na te naprawdę głebokie, jak u mnie, nie ma
      lekarstwa. Nie pomogły pilingi ani laser. Tylko pieniądze straciłam. Jest
      podobno jakiś nowy zabieg - ale cholerycznie drogi! I efekt też niepewny... Na
      razie pomaga mi trochę krem na przebarwienia Oriflame - ale latem to za mało.
      Próbowałam tez poprawiac nos, ale wydaje mi się, że go pogorszyłam, więc
      ostrzegam przed chirurgią plastyczną.. Ja poszłam do dobrego chirurga i na
      własne oczy widziałam dziewczyny, które wychodziły od niego ze ślicznymi
      noskami... Niestety, akurat mi krzywo nałozył gips i nadal mam krzywy nos,
      tylko w inny sposób - i całkiem niepodobny do tego, co przed operacją
      opracowaliśmy w komputerze... Wyszło, co wyszło.. Chirurg sam przyznaje, ze mój
      nos wymaga poprawki - to uczciwy facet, tylko ja mu nie wyszłam. To całkim tak,
      jak z Panem Bogiem...nie? Dlaczego akurat ja?? Znowu ja?? To mnie najbardziej
      nurtuje. Pewnie w poprzednim wcieleniu byłam ślicznotką bez serca albo facetem
      wysmiewającym brzydule i to moja kara - moje aktualne życie i pech z wyglądem.
      W kazdym razie chirurgia plastyczna to wielki ból i ryzyko - nie było warto w
      moim przypadku. Efekt jest kiepski, starata pieniędzy.
      Ktos sobie pomysli, ze mam ich pewnie za duzo, dlatego to wszystko robie.
      Nieprawda. Wszystko, co mam, przeznaczam na poprawianie urody. Oszczędzam nawet
      na biletach autobusowych, meble w domu mam byle jakie - wszystko bym poswięciła
      i wszystkiego sobie odmówiła, byle tylko byc ładna...
      Rozmawiałam dwa razy z fajnym psychologiem i wyszło z tego, że tak naprawdę to
      ja wcale nie chce być ładna, tylko kochana, akceptowana za to, ze jestem. Małe
      dzieci w wiekszosci dostają taka miłość od matki i rodziny. Ja nie byłam
      kochana, rozczarowałam, bo chciano syna. I potem stałam sie w tej rodzinie
      takim ledwie tolerowanym bytem, traktowanym jak niewypał czy wielka pomyłka,
      która lepiej, gdyby nie zaistniała. Tak się rodzą Kopciuszki z pusta dziurą w
      sercu, której nie wypełni miłościa nawet najbardziej czuły książę. Zawsze
      patrząc w lustro będą widzieć umazaną popiołem i łzami, śmieszno - smutną,
      własną twarz - symbol ponizenia, niekochania, opuszczenia, bezbronności..
      Oglądałm rano swoje zdjęcie i mój nos sprzed operacji - on nie był modny ani
      mały, ale był nawet ładny: wąski, z lekkim garbkiem... To był kawałek mnie,
      który de facto lubiłam, ale złozyłam go w ofierze wszystkim tym gnojkom, którzy
      i w nim znaleźli powód do poniżania mnie.. Żałuję tego. chciałabym go mieć z
      powrotem i nosić dumnie, bo był ładny.. Jest za późno.
      Czuję, że przegrałam walke o urodę a nie chcę żyć brzydka. Pewnie powinnam
      skorzystać z propozycji chirurga poprawienia tego, co krzywe w moim aktualnym
      nosie, ale nie mam juz siły. Biegne i biegne za marzeniem o ładnym wyglądzie, a
      za mną biegnie moje przeznaczenie, które krzyczy: "Cokolwiek zrobisz - i tak
      będziesz brzydka! To ty bedziesz tą, która jako jedyna w całej rodzinie
      dostanie przebarwien, to tobie akurat dobry chirurg źle założy gips, tobie
      ortodontka w ostatniej fazie leczenia schrzani jeden z przednich zębów -
      chocbyś wydała 10 razy tyle forsy, co inni, na te same zabiegi - i tak będzie u
      ciebie 10 razy gorzej..!"
      Nie wiem juz, co, jak i gdzie mam naprawiać i łatac: twarz? serce? u chirurga?
      u psychologa? dermatologa? Najchetniej jak
      • zaklinacz.deszczu Re: czym zasłużyłam na brzydką twarz?nie chcę żyć 20.12.04, 18:21
        dobry post, buka
      • marta9991 Re: czym zasłużyłam na brzydką twarz?nie chcę żyć 20.12.04, 18:34
        Piekne jest to co napisałaś. Psycholog dobrze okreslił to co Cie boli. Ale mam
        jedno pytanie: czy teraz przez męża czujesz się kochana? Jakoś odniosłam
        wrażenie, że dalej masz ten broblem. Czy mąż nie mówi Ci komplementów, nie
        podziwia Cię? Kompleksy to najgorsze co może być, to jak anoreksja, ale w innej
        odmianie. Wydaje mi się,ze gdyby twój mąż więcej z Tobą rozmawiał na temat
        twojej urody, ale tak od serca i czule, to wyszłabyś z tego. I nie myślę Bulka
        o takiej rozmowie, że ładnie dziś wyglądasz w tej sukience, czy ładnie masz
        zrobione włosy, ale o podziwianie wzrokiem, tak z miłości.
        On zna Twoje wszystkie kompleksy, mówiłas mu o tym? Jesli to mądry facet, to
        powinien Ci pomóc. Rób sobie zdjęcia, oglądaj je, zobacz co masz ładnego w
        twarzy,bo jestem pewna, że masz. To pomaga, slowo honoru.
        Mi sie kiedys bardzo niepodobały moje nogi, koszmar, zawsze wg mnie były za
        grube. Poznałam kogos komu się podobały, o niczym innym nie mówił, podziwiał
        je. Myslałam, ze go zamorduje wtedy, a teraz jestem mu wdzięczna bólu,
        pomogło,wyleczyłam się z tego. Tez chciałam zrobic sobie operację, byłam gotowa
        nawet sie zapożyczyć. A on mi robił zdjęcia i potem pokazywał i tłumaczył, że
        sa ładne, że ja sobie wbiłam to do głowy itd itd. Pomogło, juz nie mam
        kompleksu na tym punkcie, jestem z tego powodu bardzo szczęśliwa.
        • Gość: Buka Re: czym zasłużyłam na brzydką twarz?nie chcę żyć IP: *.aster.pl / *.aster.pl 20.12.04, 19:53
          Ha, tamten "zły" facet miał jedną wielka zalete: potrafił mówić, dostrzegać i
          reagować. Przy nim czułam sie piekna, bo widziałam, jak na mnie patrzył: z
          podziwem i zachwytem, i słyszałam, jak o mnie mówił - kiedy był w dobrym
          humorze, oczywiście. Pieknie mówił. W tym czasie faceci podrywali mnie zupełnie
          jakbym była ładna. I sama sobie sie podobałam, inaczej sie poruszałam, jakbym
          miała pod skóra jakąś wibrującą, skoczna melodie. Czasem człowiek, który czuje
          sie kochany, ma w sobie swiatło - i ja je w tamtych najlepszych chwilach
          miałam. Ale tamten facet nie szanował mnie i wykorzystywał - i tylko, kurczę,
          potrafił mówić... Gdybym była bogata, to bym go zatrudniła tylko do tego
          gadania - w innych rzeczach był nieznośny. Przypominał chyba tych mężczyzn z
          Tunezji czy innych krajów arabskich, którzy podobno potrafią wspaniale adorować
          kobietę, sprawiac, by czuła sie księżniczką, po to, by w finale miec z niej
          podporządkowaną posługaczkę.
          Mój mąż jest milkliwym, mało reaktywnym, uczciwym, porządnym facetem - jego z
          kolei porównałabym do partnerskiego, racjonalnego, uprzejmego ale gubiącego sie
          w niuansach Skandynawa. Mąż nie wyraża komplementów ani złosliwosci -
          komunikuje po prostu krótkie prawdy stwierdzalne empirycznie: " Tak, nos
          wyszedł troche krzywo. Trzeba poprawić." Na przebarwienia chce mi kupić dobry
          krem. Gdybysmy mieli samochód, umyłby go, zeby pokazac, ze mnie kocha. A ja bym
          w tym momencie podcinała sobie żyły czując się jak wrak, który zasmieca świat.
          • marta9991 Re: czym zasłużyłam na brzydką twarz?nie chcę żyć 20.12.04, 20:39
            A widzisz, jednak działa. Ja na szczeście mam tak od 7 lat i za to strasznie
            kocham.
            A teraz odnośnie Egiptu, fakt oni tak robią, ale to męczy po dwóch tygodniach,
            bo są namolni, to nie jest to samo. W tunezji tragicznie pod tym względem,
            trochę inna mentalność, taka francuska. Jesli już tostawiam na Egipt.
            Zostały jeszcze zdjęcia, to też działa, mówię Ci, sprawdzone.
            Pogadaj o tym z mężem, powiedz mu o tym chłopaku, ze taki był (chyba, ze już
            wie)a zobaczysz,ze włosy będa Ci błyszczeć z tej wewnętrznej radości jesli
            przeniósłby ten schemat.
            • Gość: Buka Re: czym zasłużyłam na brzydką twarz?nie chcę żyć IP: *.aster.pl / *.aster.pl 20.12.04, 21:15
              Mąż wie o tamtym chłopaku ale uważa go za dupka, jakim w istocie był - poza
              niewatpliwym talentem do adoracji.. wielu kobiet naraz, jak sie okazało. Poza
              tym, mąż, jak każdy chyba facet, jest jak najdalszy od wysłuchiwania pochwał
              swego poprzednika. Ponadto niełatwo zmienić sposób bycia faceta 36 letniego i
              stworzyć z milkliwego rzemieślnika poetyckiego trubadura. Na własnym
              przykładzie wiem, co to znaczy - walczyć z naturą, i jak trudna to walka.
              • marta9991 Re: czym zasłużyłam na brzydką twarz?nie chcę żyć 20.12.04, 21:27
                To jeszcze można samemu ze sobą rozmawiać codziennie i wmawiac sobie.
                • Gość: Buka Re: czym zasłużyłam na brzydką twarz?nie chcę żyć IP: *.aster.pl / *.aster.pl 20.12.04, 21:47
                  "Wmawiać sobie" - a ja bym chciała autentycznie coś widzieć i czuć, a nie
                  wmawiać sobie nieprawdziwe rzeczy. Znam sporo ludzi stosujacych afirmacje - to
                  czasem jest chore, np. moja kolezanka, która znacznie przytyła, wmawia sobie,
                  że to ją chroni przed reumatyzmem /gdzies taka teorie wyczytała/- a więc dobrze
                  sie dzieje - i najada sie dalej!... Ja wolę prawdę, tylko mam wrażenie, ze
                  majac w dziecinstwie złośliwe i krytyczne otoczenie mam w oku szkło z
                  szatańskiego zwierciadła z baśni Andersena o Królowej Śniegu - widzę byc może
                  nieprawdziwie i gorzej, niz jest. I nie przyszła do mnie zadna dobra Gerda,
                  żeby mnie uratować, wyjąć z oka szkło i pomóc spojrzec normalnie. Ta Gerda
                  powinna byc pewnie płci męskiej, albo profesji psychologicznej. Albo
                  dermatologiczno- chirurgicznej. Nie wiem nawet, kogo wołać ku pomocy...
                  • marta9991 Re: czym zasłużyłam na brzydką twarz?nie chcę żyć 20.12.04, 21:53
                    Buka, a co Ci właściwie jest, znaczy z tymi plamami. przecież napisałaś,ze
                    jestes niebrzydka i schudłas itd
                    • Gość: Buka Re: czym zasłużyłam na brzydką twarz?nie chcę żyć IP: *.aster.pl / *.aster.pl 20.12.04, 22:04
                      Sa to rozległe przebarwienia, przypominaja tzw. ostude, która zdarza się
                      kobietom w ciąży, gdy im skocza hormony i jednoczesnie wyeksponuja sie na
                      słońce. To dotyczy także niektórych kobiet o jasnej cerze: najpierw latem maja
                      pare piegów, a nagle te piegi zbijaja sie w piegowe plamy i zajmują coraz
                      wiecej twarzy - po prostu ma sie piegowe kleksy na twarzy. Jest ich coraz
                      wiecej i wiecej, aż, jak u mnie, tylko kawałki twarzy zostaja jasne. Zimą te
                      plamy bledna - jak piegi. Latem ciemnieją - i wtedy wyglada sie tak, jak
                      człowiek chory na bielactwo - z tym, ze tamten ma miejscowe braki
                      melaniny /normalna cera + odbarwione pola/, a tu jest nadmiar
                      melaniny /pomieszana normalna cera i ciemne pola/. Niepieknie. Kremy z filtrami
                      nie pomagają. Mimo to sie je wciera. Plamiasta twarz swieci wtedy tłustoscia
                      tych kremów, bo takie one są. Wyglada sie plamiascie i łojotokowo, jednym słowem
                      • marta9991 Re: czym zasłużyłam na brzydką twarz?nie chcę żyć 21.12.04, 08:24
                        a solarium Ci nie pomaga? Chyba,ze nie wolno się wtedy opalać.
                        • Gość: Buka Re: czym zasłużyłam na brzydką twarz?nie chcę żyć IP: *.aster.pl / *.aster.pl 21.12.04, 10:30
                          Absolutnie nie wolno - to pogłebia problem.
                  • Gość: Bethan Re: czym zasłużyłam na brzydką twarz?nie chcę żyć IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 21.12.04, 19:35
                    Buka, wspaniale piszesz i w postach jesteś wspaniałą osobą. Chciałabym mieć
                    taka przyjaciółkę. Rzadko zabieram zdanie na forum, jednak Tobie chciałam
                    napisać. Masz naprawdę fajny sposób komunikacji i co ważne, bardzo ciepły i
                    sensowny. Gratuluję!
                    • Gość: Buka Re: czym zasłużyłam na brzydką twarz?nie chcę żyć IP: *.aster.pl / *.aster.pl 21.12.04, 21:46
                      Dziekuję - może wydrukuję moje udane, jak powiadasz, posty, uszyje z nich
                      kombinezon, ubiore sie weń - a wtedy cos ładnego, co mam bedzie widoczne na
                      zewnątrz.. :)))
                      • Gość: Bethan Re: czym zasłużyłam na brzydką twarz?nie chcę żyć IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 06.01.05, 16:03
                        Wiesz Buka, nie ważne jak wyglądasz, mnie się tutaj ;)podobasz i w realu na
                        pewno też by tak było. Wygląd jest naprawdę sprawą nie aż tak istotną. Trzymaj
                        się dzielnie, masz optymizm, który jest Twoją mocną stroną.
      • nezzi Re: Buka 20.12.04, 18:45
        Mam wrażenie, że czujesz straszną pogardę dla siebie...?
        • Gość: Buka Re: Buka IP: *.aster.pl / *.aster.pl 20.12.04, 20:00
          Nie nazwałabym tak tego, to raczej jakieś nie pozwalanie sobie na istnienie
          takiej, jaka jestem, jakis opór, wycofanie, chęc autodestrukcji. Pogarda to
          przynajmniej mocne, klarowne uczucie. Ja raczej uciekam przed sobą, walczę z
          sobą,i załamuję się, kiedy przegrywam. Po prostu chce byc szczesliwa - czyli
          kochana, a wiem, że najwięcej aprobaty "za darmo" dostaja od swiata ładne
          kobiety, a najmniej - nieładne. I tu charakter nic nie ma do rzeczy.
          • Gość: gf Re: Buka IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 20.12.04, 20:04
            a dlaczego te najpiekniejsze sa czesto najnieszczesliwsze? wiesz moze ? ;)
            • Gość: Buka Re: Buka IP: *.aster.pl / *.aster.pl 20.12.04, 20:08
              A skąd akurat ja mam takie rzeczy wiedzieć? Poza tym niczego takiego nie
              zaobserwowałam, wiec nawet dywagować byłoby mi trudno.
              • Gość: gf Re: Buka IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 20.12.04, 20:33
                A ja zaobserwowalam. To tez czeste wsrod tych pan, co o nich kolorowe magazyny
                pisza. Uwazam, ze to interesujace :)
                • Gość: ... Re: Buka IP: 213.25.84.* 20.12.04, 21:21
                  Te piekne sa najnieszczesliwsze,dlatego ze faceci nie doceniaja ich wnetrza
                  tylko wpatrzeni sa w opakowanie i wczesniej czy pozniej to wychodzi..znam to z
                  autopsji,ale mlody i glupi bylem i juz jej nie odzyskam..:/
                  • marta9991 Re: Buka 20.12.04, 21:26
                    masz 100 % racji, skąd ja to znam
                  • Gość: Buka Re: Buka IP: *.aster.pl / *.aster.pl 20.12.04, 21:53
                    Pewnie zwiażesz sie w końcu z brzydulą o dobrym sercu i dotykajac jej w nocy
                    bedziesz myslał o tamtej pieknej dziewczynie.. Brzydula dostanie orzech pusty w
                    środku. Środek zawsze bedzie nalezał do ślicznotki. I gdyby tamta kiwneła na
                    ciebie palcem - pobiegniesz i zostawisz swoja brzydulę - bo brzydula jest tylko
                    dobra, a tamta - dobra i piekna. Przetrwają najpiekniejsze.
                    • Gość: ... Re: Buka IP: 213.25.84.* 20.12.04, 22:54
                      Jesli sie z kim zwiaze to tylko z kobieta,ktora bedzie mi sie podobala,zarowno
                      fizycznie jak i mentalnie,ze tak sie wyraze...Nie bede nikogo krzywdzil,juz
                      wole zostac sam....A tak swoja droga, nie ładne co jest ładne tylko to co się
                      komu podoba.
                      • Gość: Buka Re: Buka IP: *.aster.pl / *.aster.pl 20.12.04, 23:11
                        Wiesz, myśle, że bedzie ok i spotkasz jeszcze dziewczyne zarówno piekna jak
                        dobrą i nie bedzie zadnego udawania, jak sugerowałam. Po prostu byłam
                        rozgoryczona i tak napisałam. Pzdr. :)
                        • nezzi Re: Buka 20.12.04, 23:51
                          OK Buka. Czujesz gorycz. Dlaczego? Bo nie czułaś się kochana. Czy zasługiwałaś
                          na miłość? Tak. Na miłość zasługuje każdy człowiek. Nawet jeśli ma same wady.
                          Bo kocha się nie za coś, tylko za to, że się jest. I Ty również zasługujesz na
                          to uczucie. Mama ani reszta rodziny nie miała prawa Cię upokarzać. Miała
                          zakichany obowiązek Cię kochać i wspierać, bo to nie Twoja wina, że nie
                          urodziłaś się chłopcem, że nie spełniłaś jej wydumanych wymagań. Nie miała
                          prawa przenosić swojej złości na Ciebie. Być może jest tak, że czujesz złość do
                          niej za to co robiła i czego nie robiła. A ponieważ trudniej jest skierować
                          złość przeciw komuś (zwłaszcza przeciw matce) kierujesz ją przeciw sobie. Stąd
                          gorycz, niezadowolenie z wyglądu. Być może jest tak, że w środku nadal
                          pragniesz jej miłości.

                          Trzymaj się.
                          • marta9991 Re: Buka 21.12.04, 09:47
                            Ależ nezzi, oczywiście że tego pragnie. Do mementu kiedy jej mama nie przytuli
                            jej i nie powie kocham Cię taka jaka jesteś, to ona z tego nie wyjdzie nawet
                            najcięższą pracą.
                            NIGDY, ALE TO PRZENIGDY NIE MOŻNA MÓWIĆ DZIECKU,ŻE JEST BRZYDKIE LUB GŁUPIE, BO
                            KODUJEMY TO W NAJGŁĘBSZYCH STRUKTURACH MÓZGU I ZOSTAJE DO KOŃCA ZYCIA.
                            NAWET NAJBRZYDSZEMU DZIECKU TRZEBA MÓWIĆ, ZE JEST PIĘKNE, ZDOLNE I
                            MĄDRE !!!!!!!!!!!!!!!!!
                            • nezzi Re: Buka 21.12.04, 20:47
                              marta9991 napisała:

                              > Ależ nezzi, oczywiście że tego pragnie. Do mementu kiedy jej mama nie
                              przytuli
                              > jej i nie powie kocham Cię taka jaka jesteś, to ona z tego nie wyjdzie nawet
                              > najcięższą pracą.
                              > NIGDY, ALE TO PRZENIGDY NIE MOŻNA MÓWIĆ DZIECKU,ŻE JEST BRZYDKIE LUB GŁUPIE,
                              BO
                              >
                              > KODUJEMY TO W NAJGŁĘBSZYCH STRUKTURACH MÓZGU I ZOSTAJE DO KOŃCA ZYCIA.
                              > NAWET NAJBRZYDSZEMU DZIECKU TRZEBA MÓWIĆ, ZE JEST PIĘKNE, ZDOLNE I
                              > MĄDRE !!!!!!!!!!!!!!!!!

                              Ja to wiem, więc jeśli ten krzyk jest do mnie, to najwidoczniej nieprecyzyjnie
                              wyraziłam swoje myśli...
                              Chyba też nie chcę zgodzić się z twierdzeniem, że akt ze strony matki jest
                              bezwzględnie konieczny... Byłoby to w istocie smutne (dla mnie). Bo co jeśli
                              mama do końca swojego życia nie zrozumie, że źle postępowała, a może tak być,
                              gdyż najprawdopodobniej (wnioskuję po swojej sytuacji, odmiennej jednak od
                              Buki) nikt jej nie nauczył innego, mądrego postępowania. Wiesz... ja to
                              zrozumiałam dopiero niedawno..., więc nie chcę się mądrzyć... ale mama (tata)
                              to tylko człowiek. Z wadami i zaletami. Tak jak my. Jeśli nie przekazano jej,
                              że dobrze jest przytulać dzieci, to nie będzie tego potrafiła. Po prostu. Być
                              może jej przeżycia były na tyle traumatyczne, że oziębły czy agresywny sposób
                              reagowania stały się jej mechanizmami obronnymi. Kilka dni temu doznałam
                              iluminacji ;) - wariatko - postukałam się w głowę - skoro chcesz, żeby Cię
                              przytuliła, to idź i się do niej przytul. Że też nie wpadłam na to wcześniej!
                              Poszłam, przytuliłam się i poczułam, że ona nie wie co ma zrobić, jest sztywna,
                              zaskoczona. W środku bardzo się wzruszyłam i postanowiłam, że będę ją przytulać
                              częściej (ale nie nachalnie i nie za często, żeby dać jej szansę przywyknąć,
                              przyzwyczaić się, oswoić). A potem poszłam i kupiłam jej fajne perfumy na
                              Gwiazdkę. Chyba po raz pierwszy w życiu tak się cieszyłam kupując prezenty
                              rodzicom. Oczywiście wiem, że usłyszę coś w stylu "i po co wydawałaś
                              pieniądze?", ale co tam, zasługują na nie. :)
                          • Gość: Buka Re: Buka IP: *.aster.pl / *.aster.pl 21.12.04, 11:57
                            No właśnie tak było, choc to cholernie przykre i trudno to przyjąć.
                            Postanowiłam sobie, ze sama sie o siebie zatroszcze, sama będe sobie dobrą
                            matką i nadrobie to, co zostało zaniedbane, gdy byłam dzieckiem. Problem w tym,
                            ze borykam sie nie tylko z pewnym zaniedbaniem, co mozna by interpretowac
                            jako "wartość 0": ma się jakieś realne dane i jasna ocene braków i ew.zalet-
                            wtedy, gdy sie zaczyna cos robić dla siebie, moze byc tylko lepiej. Ale gdy ma
                            sie przekaz bardzo krytyczny, bardzo zaniżony, "mniej niz 0" - to nie jest
                            tylko prawda, ale i czyjes złe intencje, jakies zafałszowanie, brak
                            sprawiedliwej oceny i jasnych danych. I wtedy człowiek juz sam nie wie, czy
                            rzeczywiście cos jest nie tak i na ile, gubi się w ocenach, walczy nie z tym,
                            co trzeba, robi rzeczy niepotrzebne... A w sprawie urody niełatwo jest znaleźć
                            kogoś, kto bez emocji, otwarcie powie: uważam, że masz problem z X, bo
                            1..2..3.., natomiast Y jest do zaakceptowania, bo: 1..2..3.. Nawet za pieniadze
                            ludzie nie chcą okazac takiej szczerości. Poszłam raz do psychoterapeuty, który
                            był właśnie młodym, inteligentnym męzczyzną, jakich lubią kobiety, i
                            zaproponowałam, zeby obiektywnie, widząc mnie po raz pierwszy i nie majac do
                            mnie emocjonalnego stosunku, powiedział, jak mnie postrzega taki własnie
                            mężczyzna - co mu sie podoba, a co nie. Obraził sie na mnie i zerwał kontakt,
                            choć, słowo daję, nic wobec niego nie planowałam - i to mu od razu
                            powiedziałam. Chyba nie uwierzył, ze brzydula sie do niego nie przyczepi...
                            • nezzi Re: Buka 21.12.04, 21:08
                              Gość portalu: Buka napisał(a):

                              Poszłam raz do psychoterapeuty, który
                              >
                              > był właśnie młodym, inteligentnym męzczyzną, jakich lubią kobiety, i
                              > zaproponowałam, zeby obiektywnie, widząc mnie po raz pierwszy i nie majac do
                              > mnie emocjonalnego stosunku, powiedział, jak mnie postrzega taki własnie
                              > mężczyzna - co mu sie podoba, a co nie. Obraził sie na mnie i zerwał kontakt,
                              > choć, słowo daję, nic wobec niego nie planowałam - i to mu od razu
                              > powiedziałam. Chyba nie uwierzył, ze brzydula sie do niego nie przyczepi...

                              Czy dopuszczasz możliwość, że terapeuta nie obraził się a jedynie odmówił
                              zrobienia czegoś, co zabrania mu etyka zawodowa? Terapeuta nie może powiedzieć
                              Ci, że jesteś ładna, bo 1. to Ty masz poczuć, że taka jesteś, 2. i tak byś mu
                              nie uwierzyła (prawda?), 3. on nie może wchodzić w relacje osobiste z
                              pacjentem! Być może jest więc tak, że przypisujesz mu swoje własne myśli o
                              sobie. To się chyba nazywa mechanizmem uzewnętrznienia a nakłada się na
                              mechanizm błędnego koła.

                              Ale gdy ma
                              > sie przekaz bardzo krytyczny, bardzo zaniżony, "mniej niz 0" - to nie jest
                              > tylko prawda, ale i czyjes złe intencje, jakies zafałszowanie, brak
                              > sprawiedliwej oceny i jasnych danych. I wtedy człowiek juz sam nie wie, czy
                              > rzeczywiście cos jest nie tak i na ile, gubi się w ocenach

                              Z niskim poczuciem własnej wartości można skutecznie walczyć. Polecam terapię
                              grupową. Nie wyobrażasz sobie jak fantastycznie jest uświadomić sobie, że to co
                              słyszałaś od dzieciństwa, to nieprawda, że ty sama wiesz lepiej jaka jesteś i
                              inni mogą sobie gadać ile chcą, a ty wiesz swoje i już. Chcą wierzyć, że jesteś
                              zielonym ludzikiem z Marsa? OK ich problem.

                              Być może dobrze by było rozważyć terapię. Poszukaj wokół siebie czy nikt nie
                              słyszał o dobrym gabinecie. Niektóre mają umowę z NFZ i leczenie jest
                              bezpłatne.
                              • Gość: Buka Re: Buka IP: *.aster.pl / *.aster.pl 21.12.04, 21:52
                                Co do terapeuty, to on nawet nic nie wyjaśnił - po prostu mnie olał. Jestem w
                                miarę /chyba jednak/ rozumnym człowiekiem i gdyby wytłumaczył, jakie są
                                przeszkody, byłoby ok. Chciałabym pochodzic na terapie ale watpie czy znajde za
                                darmo, poza tym pracuję - nie ma mowy o długich spotkaniach...
                • Gość: Buka Re: Buka IP: *.aster.pl / *.aster.pl 20.12.04, 21:33
                  Oj, gf, wieści o "też nieszczęśliwych" top - modelkach nie wydają mi się
                  zupełnie prawdziwe. To może być taki pic dla gazet, że niby boginie w głębi
                  duszy są jak my, brzydule, a prezydent w trakcie Dozynek tańczy disco - polo z
                  z niewiastą z ludu, bo jest jak rolnicy, zaś biskup głaszzce po główce oseska,
                  bo jest przystępny i swojski papcio... Wiesz, o co mi chodzi? Że często pisze
                  się i robi coś, co chętnie "kupią" zwykli ludzie, a to niekoniecznie musi byc
                  prawda. Modelka wypłakuje sie gazetom, ze jej mąż - milioner porzucił ja dla
                  innej - i wierzę, że jest jej przykro, ale wiem tez, że nie zaniedba ona
                  odebrania wysokiego odszkodowania materialnego za to, co jej uczynił. I wiem,
                  ze nastepnym razem nie zwiazże sie ze skromnym księgowym, który na pewno by jej
                  nie zdradził, bo - mam wrażenie - ona w gruncie rzeczy lubi te własne
                  upublicznione tragedie, te wielkie nadzieje, wielkie pieniadze, wielkie
                  zainteresowanie świata... Troche sie tym bawi, nic naprawdę złego jej nie
                  grozi, bo ma silne atuty: urodę, sławę, pieniądze...
                  • Gość: Klara Re: Buka IP: *.4web.pl 20.12.04, 22:53
                    To bardzo smutne posty----->nie autodestrukcyjne, właśnie smutne...Buka, sama
                    przeciez napisałas oczywistość------->wtedy, kiedy człowiek czuje się kochany
                    chocby przez jedną osobę , bije od niego niesamowite ciepło, swiatło:)))))I to
                    znaczy o wiele więcej niż uroda, to rzecz zupełnie nieokreślona, która sprawia,
                    że chce się z kimś rozmawiać, być, spotykać...Czy z reką na sercu możesz
                    powiedzieć, że nikt Cie nie kocha, nikomu na Tobie nie zalezy? Przecież tak nie
                    jest--------> tak naprawdę , kiedy nie ma ani jednej osoby, która by nas
                    kochała, najwspanialsza uroda więdnie...Ot, tak, po prostu , z niespełnienia,
                    smutku, tęsknoty...Może trzeba by znów pokochać siebie, te dziewczynkę
                    wewnątrz, co?
                    • Gość: Buka Re: Buka IP: *.aster.pl / *.aster.pl 20.12.04, 23:40
                      Tak, ja wszystko wiem, nawet o tych niemowletach, które, jak stwierdzili
                      psychologowie, nie rosły a nawet umierały pozbawione akceptacji, uwagi i
                      miłosci - choc dostawały jedzenie na czas i swieże pieluchy. To autentyczne
                      zjawisko. mysle, ze mnie po prostu bardzo wczesnie "zakodowano" na bycie
                      niechcianą, odrzuconą, nieadekwatną. Naprawde nie moge powiedziec, by
                      kiedykolwiek moja matka czy siostra pomogły mi sie ładnie ubrac, jakoś
                      przyjaźnie wprowadziły w kobiecy świat - przeciwnie, nawet specjalnie mnie
                      szpeciły, abym sie osmieszała przed rówieśnikami i po raz kolejny dostawała
                      komunikat, ze wygladam beznadziejnie. Przykład: moje Wielkie Bale. ten po ósmej
                      klasie: wszyscy w dzinsach, koszulkach, swobodnie; ja - zmuszona do nałozenia
                      sukni w stylu lat 50 - rozkloszowana, dekolt z kokardą, scisnieta w pasie /na
                      59 kilogramowym ciele/, ze sztucznego materiału, biała, w wielkie granatowe
                      grochy. Moja matka byc moze nie zdawała sobie sprawy, co mi robi, ale
                      siostra... chichotała w kułak i szeptała mi do ucha: "Grochówa!" - a głosno
                      zachwycała sie do matki, chwalac jej wybór sukienki dla mnie. Sama miała
                      ubrania z ówczesnych Pewexów. Ja - z bazarku, bo dla brzydkiej szkoda kasy.
                      Poza tym one zwyczajnie lubiły mnie oszpecac. Na studniówkę babcia kolezanki
                      uszyła mi czarną skromna sukienke, dobrze maskujacą moje kragłości - w
                      ostatniej chwili z wielkim krzykiem zmuszono mnie do założenia bazarowej,
                      bufiastej, białej bluzki w ohydne, wielkie róże - a do tego granatowa,
                      dopasowana spódnica w paski. Wyszłam w czasie tej studniówki i chodziłam w
                      środku nocy po warszawskiej Pradze z nadzieją, że moze ktos mnie zabije i
                      bedzie koniec tego wszystkiego. Mijałam dziwne postacie a najbardziej
                      zapamietałam pijanych, wyspiewujacych inwalidów na wózkach - pomyslałam, ze to
                      ktos taki, jak ja, bardziej niz moi koledzy z klasy - tam, w budynku, młodzi i
                      sliczni, jacys tacy normalni, zadbani, z prawem do zycia i wszystkiego
                      najlepszego. A ja najwyzej, gdybym sie upiła, zapomniałabym o swoim
                      nieszczęściu i mogłabym czuc sie piekna i szczęśliwa. I w koncu, paradoksalnie,
                      doszłam do wniosku, że wole chodzic wsród tych pijaków i wole te miłosierną
                      noc, niz tamte swiatła, które bezlitosnie pokazywały mnie, mój ból, moja
                      słabość.
                      • anula36 Re: Buka 21.12.04, 01:59
                        a nie przyszlo ci do glowy zeby sie w ta czarna suekienke przebrac na miejscu:)
                      • Gość: Klara Re: Buka IP: *.4web.pl 21.12.04, 10:10
                        Hmmmm...Buka, przecież Tobie tak naprawdę wcale nie chodzi o wygląd...Jest tu
                        kilka postow, w których polecają Ci operacje plastyczne itp, ale przecież nie o
                        to chodzi...Bo ile tych operacji byś nie zrobila, i jak bardzo nie uciekała od
                        swojego wizerunku, nie uciekniesz. Nie da się uciec od siebie samej - od
                        swojego wnętrza i swoich mysli o sobie.Umieramy samotnie i większą część życia
                        jesteśmy z własnymi myslami sam na sam - a jeśli całe życie się nienawidzisz,
                        karzesz sama siebie. Przypomina mi to leczenie kompleksów powiększaniem piersi -
                        to, że bedą jak balony, nie zmieni tego, że ich właścicielka będzie chodzącym
                        smutkiem.
                        Twój problem to kompletny brak swiadomości własnej wartości - jakiejkolwiek
                        wartosci w czymkolwiek. Trochę mi to przypomina moje myślenie o mnie:
                        czegokolwiek nie zrobię, genialnie to spieprzę:)))) Ale tak nie można, bo na
                        dłuższą metę, stajesz sie dla siebie katem.
                        Piszesz ciągle o wyglądzie. Ale przecież Ty nie jesteś tylko wyglądem------>
                        jesteś człowiekiem, który ma jakąś pasję , pracę, życie. Cokolwiek w czym
                        naprawdę jest dobry - każdy z nas ma takie jedno pole , na którym naprawdę jest
                        dobry. Dla jednych to praca, dla innych klub paralotniarski, czy łażenie po
                        górach zimą. Masz coś takiego? Jedna taką rzecz? Są ludzie , którzy robia to
                        samo? W takiej grupie odzyskuje się świadomość siebie jako osoby cokolwiek
                        wartej,tam nie liczy się "wyglądać', bo lączy Was coś ionnego- coś , co
                        robicie. Wiesz, to jest wspaniala terapia------->pozwala zwrócić sobie samej
                        uwagę na to, że jest coś, co dla innych ma w Tobie wartość. Tylko w Tobie, bo
                        Twoja "piekna" siostra tego nie potrafi, nie umie, nie wie...Pomysl o tym...
                        • Gość: Buka Re: Buka IP: *.aster.pl / *.aster.pl 21.12.04, 11:16
                          Właśnie tak postanowiłam: robić, co sie da, w sprawie mojego największego
                          marzenia - urody; a poza tym cieszyc sie wszystkimi dobrymi sprawami, które
                          mam - i, prawde mówiac, jest to powód do dumy, ze cos tam mi sie udaje,
                          zwazywszy na to, jaki marny miałam start, brak wsparcia psychicznego,
                          kompleksy. Oczywiście cięzej mi jest we wszystkim niz ludziom ładnym i pewnym
                          siebie: z początku kazde wystapienie to dramat, kazde wyjście do ludzi - walka
                          z sama sobą, proszenie kogos o coś - przełamywanie leku przed wysmianiem.. ale
                          trzeba walczyć, starac się, bo z czasem okazuje się, że coraz mniej jest tego
                          wstydu, ludzie zaczynaja nas lubić a nawet czasem szanować - i nagle dzieki
                          własnej wierze i ufności w lepsza nature świata dostaje się cos bardzo
                          wartościowego. Ale smuci mnie wciąż to, ze nigdy nie dostane tego, o czym
                          najbardziej marzę: np. siedząc w barze w gronie innych kobiet nigdy nie będe
                          ta, do której mężczyzna podejdzie jako do pierwszej - jeśli dziesięć innych go
                          spławi, to moze, bardzo zawiedziony perspektywa samotnego imprezowania, skusi
                          sie i na mnie, w mysl zasady " jak sie nie ma, co sie lubi...", i moze nawet
                          bedzie miło, moze odkryje przyjemnosć bycia ze mną - ale chodzi o to, że mnie
                          nikt nigdy nie wybierze "na pierwszy rzut oka", nie spojrzy i nie zapragnie,
                          nie będzie kombinował, jak mnie zdobyc, znosił moich uroczych fochów,
                          rozpieszczał i uwodził. Ja muszę długo udowadniac męzczyźnie, ze warto mnie
                          znac, że nie będzie stratą czasu zaproszenie mnie na kawę a moje towarzystwo
                          nie jest obciachem. Mimo, ze jestem męzatka, nigdy nikt mi nie proponował
                          wspólnego życia, a tym bardziej slubu - to ja musiałam składać męzczyznom
                          propozycje spotkania /omal nie umierałam w takich chwilach, dlatego zdarzyło mi
                          sie to tylko 3 razy/, prosic męza o rękę - zgodził sie, ale na slubie /b.
                          cichym/ miał mine baranka prowadzonego na rzeź. Kiedy widząc, ze jest
                          przerazony i źle sie z tym wszystkim czuje czuje zaproponowałam równie cichy
                          rozwód - stanowczo sie sprzeciwił, a przeciez nie chciał slubu... Generalnie
                          wiec nic takiego w moim zyciu sie nie zdarzyło, zebym czuła sie naprawde
                          chciana, upragniona, wybrana, wyjątkowa... Gdybym umarła, nikt by długo nie
                          rozpaczał, szybko by mnie zapomniano i zastapiono kims innym, ponieważ nigdy
                          nie budziłam wyjatkowych emocji - jak to brzydule.
                          • brzydka.kobieta Re: Buka 22.12.04, 15:33
                            Buka . to wszytsko takie smutne. nigdy nie budziłas większych uczuć- a jak
                            nazwiesz to wsyztsko co dzieje się tu - na forum? Ludzie czytają to co
                            piszesz, przejmują się, odpowiadają. poruszasz ich. A ty stale jedno jedno...
                            mówisz że uroda jest twoim marzeniam. naprawdę? naprawdę naprawdę? a czy nie
                            właśnie: miłość? Ja również bardzo chętenie nawiązałabym z Tobą kontakt - może
                            mailowy. Pięknie piszesz. Pozdrawiam narazie. K.
                            • feasibility Re: Buka 22.12.04, 15:40
                              Ja już to wcześniej napisałam ale niekoniecznie w dobrym miejscu:

                              Przeczytałam cały topic... Buka: szacunek. Ja nie będę tyle pisać bo nie za
                              bardzo umiem ale to, co tu napisałaś... Chylę czoło.
                            • Gość: Buka Re: Buka IP: *.aster.pl / *.aster.pl 22.12.04, 17:24
                              No właśnie: przez włączenie sie w dyskusję Potworka jakos lepiej sie poczułam:
                              jest tu tyle fajnych osób - moze juz czas, bym choc na chwilę przestała
                              ubolewać? No i przyznam ci racje: chodzi przede wszystkim o miłość - zarówno
                              slicznej Alissie, jak niepozornej Buce i zdesperowanemu Potworkowi - wszystkim
                              nam chodzi o Nią. Myślę tez, ze zyczliwość ludzi tu, na forum, tez jest Jej
                              odpryskiem!... :)))))
                  • Gość: gf Re: Buka IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 21.12.04, 09:37
                    > Oj, gf, wieści o "też nieszczęśliwych" top - modelkach nie wydają mi się
                    > zupełnie prawdziwe.To może być taki pic dla gazet

                    Nie jest, Buka. Wiem, ze jestem dla Ciebie nikim. Nie sposob tak na slowo
                    uwierzyc jakiemus nickowi, ktory jeszcze faktow nie zapodaje :) Wlasciwie to
                    bez sensu jest takie pisanie, moje, bo nic Ci nie da.

                    Chce Ci tylko powiedziec, tak jako ciekawostke, ze tacy ludzie maja nad Toba
                    tylko jedna przewage - jest im latwo dostepne opium w postaci powierzchownych
                    romansow z innymi pieknymi oraz materialnych zabawek. Moga sie nim odurzac non
                    stop w sumie. Na milosc maja nie wieksza szanse niz Ty, bo normalni ludzie sie
                    ich boja, a nawet, kiedy sie im milosc przytrafi, zyja (ci myslacy i wrazliwsi)
                    w poczuciu, ze kochane jest ich cialo, a nie oni. No ale coz to za problem
                    wobec krzywego nosa, przyczyny wszystkich nieszczesc ;)

                    To tyle. Pozdrawiam.
                    • Gość: Buka Re: Buka IP: *.aster.pl / *.aster.pl 21.12.04, 11:35
                      I przebarwien, i przebarwień, miłe gf!... Ja wierzę, ze kazda sytuacja ma swój
                      cień - także wyjątkowa uroda, ale mimo wszystko uwazam, ze kobieta piekna I
                      MĄDRA to wielka szczęściara z potencjałem na szczęśliwe zycie. Wsród grona
                      wielbicieli, których najpierw, jak to mężczyzn, pociąga jej uroda, są i tacy,
                      którzy mają duzo dobroci, inteligencji i innych zalet i dla których kobieta nie
                      jest tylko zabawka. Moze sa tacy, jak autor jednego z postów, który napisał, że
                      teraz, oprócz urody kobiety, bardzo zważa na jej wnętrze, kiedys tak nie zrobił
                      i załuje swojego błedu, nie patrzy juz na piekne kobiety powierzchownie. Nawet
                      więc tu jest męzczyzna, który adorując piekna kobiete nie zakłada, ze sie z nia
                      zabawi, pokaże, zrobi wrażenie - tylko chce ja kochac i naprawdę serio, z
                      szacunkiem traktowac. I madra ślicznotka takiego wybierze, i nie bedzie
                      pokrzywdzona. Brzydula natomiast nie ma wyboru- musi chwytać kazdą okazję, by
                      doswiadczyć troche ciepła w życiu - i bardzo często jest odtrącana.
                      • Gość: gf Re: Buka IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 21.12.04, 11:41
                        O, to teraz i madrosc urodzie przynalezy? ;)

                        Nie napisalam, ze po piekne reke wyciagnie tylko glupi, zly itp. Napisalam, ze
                        you never know why. I na tym polega caly dowcip. Chyba....ze pokocha Cie zanim
                        Cie zobaczy.

                        Ty natomiast zawsze wiesz, ze kocha Ciebie, kiedy kocha.

                        Rzeklam.
                        • Gość: Buka Re: Buka IP: *.aster.pl / *.aster.pl 21.12.04, 13:07
                          Nie, bo ja mysle, że kiedy mówi, ze kocha, ma na myśli tzw. miłość rodzinną vel
                          małzenską: stateczne przywiązanie, odpowiedzialność, bezpieczną wygodę. A ja
                          bym chciała zachwytu, namiętnego pragnienia, marzeń ze mna w roli głównej.. Ech!
            • marta9991 Re: Buka 21.12.04, 09:00
              gf, mam taką prośbę przeczytaj jeszcze raz to co napisałam o aureoli (to gdzieś
              wyżej w tym wątku).
              One są na swoj sposób nieszczęśliwez wielu powodów, m.in. tego, ze do pewnego
              wieku mężczyźni sie boją bardzo ładnych kobiet i podchodzą do nich tylko Ci
              najodważniejsi. Jednak gdyby wszystko zsumowac, to chyba wcale nie są aż takie
              bardzo nieszczęśliwe i życie ocenią na +.
              To one zwykle najlepiej wychodząza mąż,choć spora ich cześć źle trafia. Czemu
              źle?Bo rodzice ciagle im powtarzali, ze są takie ladne, ze pewnie znajda bardzo
              bogatego męża i zaczynają siętakie dziewczyny czesto kierowacfilozofią rodziców.
              Potem sa często bite lub maltretowane psychicznie, ale to temat na oddzielny
              wątek.
              Kiedy jednak jade ulicami Warszawy i czasami stoi kolo mnie super samochód,
              jakiś najnowszy model, to jakośtak dziwnie w śrdoku jako pasażer nie siedzi
              brzydula, ale piękna laska, więc dopięły swego. Stereotyp niestety czesto nam
              podpowiada, to samochód jakiegoś bandziora lub cwaniaczka, ktoremu się udało,
              nieprawdaż? On do swojego pięknego samochodu potrzebował jeszcze nowej
              zabawki,czyli tej lalki, ktora siedzi obok.
              Ale zapytajmy się tych lalek czy zamieniłyby się pomomo wszystko na malucha z
              biednym dobrym gościem. Aż sama jestem ciekawa odpowiedzi.
              Znam kilka takich dziewczyn, są nieszczęsliwe, płaczą po kątach, ale nie
              zamienią się, nie chcą zrezygnować z tego "szczęścia", bo co rodzice powiedzą.
              Dopiero po długim czasie kiedy dorosną stwierdza same,ze uroda szczęścia im nie
              dała.
              Jednak jesli ja miałabym wybierać ładna czy brzydka, to wybieram ładną, bo jest
              najzwyczajniej w świecie łatwiej pod każdym wzgledem.

              Jak zwykle nie czytałam tego co napisałam.
    • Gość: spongia Re: czym zasłużyłam na brzydką twarz?nie chcę żyć IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 21.12.04, 00:00
      jak tak czytam co piszesz marze zeby zobaczyc Twoje zdjecie i zobaczyc czy
      naprawde nie ma ani troche, ani odrobinki fajniej Ciebie
      daj nam linka do swojej fotki, znajdziemy jakies fajne cechy wygladu fizycznego
      (bo na pewno masz mase pozytywnych, swietnych i do pozazdroszczenia cech natury
      psychicznej czy osobowosciowej), ktore nam sie podobaja i moze te wskazowki
      pomoga rowniez Tobie je zauwazyc
      poza tym, jezeli naprawde nie mozesz zniesc czegos i czujesz sie bardzo zle z
      innych opiniami na swoj temat, proponuje poczekaj jeszcze jakis czas, bo, jak
      znam polskie kanaly tv, wiekszosc programow jakie proponuja przejmowana jest z
      innych krajow, w tym masa z usa - tu sa natomiast popularne juz od kilku lat (a
      najmocniej 2) programy typu "makeover...." czegokolwiek, w tym wiele wygladu -
      za fundusze programu
      jezeli myslisz ze chcialabys poddac sie operacji plastycznej a nie masz moze
      wystarczajacych srodkow zarowno teraz jak i nie oczekujesz ich naglego przyplywu
      w najblizszej przyszlosci, moze sprobuj napisac taki list czy nawet opisac swoje
      doswiadczenia z zycia i jak ci twoj wyglad utrudnia czucie sie szczesliwa i
      osiaganie celow, a mysle ze pewnie masz duze szanse na pomoc (oczywiscie
      decydujac sie rowniez na upublicznienie swojej osoby - jednak to dziala tylko na
      bardzo krotko - te upublicznienie)
      :)
      pozdrowienia
      uszy do gory
    • Gość: Rene Czy tylko ladni maja prawo zyc? IP: *.cpe.net.cable.rogers.com 21.12.04, 01:19
      Ja jeszcze nigdy w zyciu nie spotkalam takiej osoby , ktora tak totalnie by sie
      krytykowala i nie akceptowala samej siebie. Wczoraj ogladalam program w
      telewizji. Mlody facet mial nie tylko bordowe przebarwienie na pol twarzy ale
      jeszcze to wszystko mu roslo, bylo strasznie wypukle i po prostu zagrazalo jego
      zyciu. Przeszedl mnostwo bolesnych i strasznie niebezpiecznych operacji(grozilo
      mu duze krwawienie) i efekt byl zaden, wszystko wracalo. Ludzie, ktorzy go nie
      znali patrzyli na niego dluzej niz na innych, ale nikt nie mowil takich
      strasznych rzeczy. Ludzie ktorzy go znali czy kochali zachowywali sie jak w
      stosunku do dazdego innego czlowieka. Mysle ze zbyt wiele poswiecasz uwagi
      temu co inni mowia , a moze po prostu widzisz wiecej niz faktycznie ma to
      miejsce. Oczywiscie masz racje ze ludziom ladnym zyje sie latwiej w
      spoleczenstwie nastawionym na piekno i urode zewnetrzna. Wszak ogromny przemysl
      kosmetyczny, chirurgii plastycznej itp. z tego zyje. Ale ty rowniez w miare
      mozliwosci moglabys tez z tego skorzystac. Przebarwienia na twarzy moze
      zlikwidowac dobry laser i oczywiscie spacjalista ktory umie sie tym poslugiwac.
      Zeby mozna wyprostowac w kazdym wieku. Totalnie brzydki nos tez mozna poprawic.
      Pewnie ze wszystko kosztuje ale powoli mozna zmienic to i tamto. Bylebys tylko
      nie wpadla w przesade. Kiedys mialam kolezanke, okaleczona na twarzy przez
      strasznie oparzenie. Miala przeszczepy ciala na brodzie, wykrzywione cale usta,
      blizny. Moja pierwsza reakcja to balam sie dluzej zatrzymywac wzrok na niej
      zeby nie pomyslala sobie ze te blizny mnie szokuja. I wiesz co w miare jak ja
      znalam ja naprawde przestalam widziec cokolwiek innego w jej twarzy niz w
      twarzach kazdego z nas.Ona wydala mi sie bardzo ladna. Pojecie ladny to
      nawiasem mowiac pojecie tak subiektywneze az praktycznie nierealne. Przestan
      sie przejmowac innymi,zaakceptuj siebie. Kazdy z nas ma cos co chcialby zmienic
      ale po co? Wypisz sobie rzeczy z ktorych czujesz sie zadowolona(niekoniecznie
      zwiazane z uroda).
    • Gość: potworek do Buki i innych IP: *.netcafe.waw.pl 21.12.04, 11:40
      Nie napisałam w pierwszym poście, że od dzieciństwa do 18 roku życai nosiłam
      aparaty ortodontyczne, najpierw ruchome, potem stały. Przez rok po zdjeciu
      miałąm całkiem możliwe zęby, potem zaczęły same "wracać" na swoje miejsce i
      zdają sie być coraz gorsze.
      2 razy poprawiałam sobie nos, nie był wielki ale garbaty i "perkaty" i krzywy
      jednocześnie. Rzeczywiscie, ze zbierania kasy na to zrobiłąm sobie cel w życiu
      i zaniedbałam inne sprawy, powtarzanie roku itp. ale nos wygladał nieżle tylko
      parę miesiecy po operacjach, był podniesiony ku górze
      , krótki potem stopniowo opadał, wydłuzał sie i przekrzywił sie wracajac na
      swoje miejsce.
      co do przebarwień i blizn- kupiłam piling za 200 zł którym... wypaliłam sobie
      nowe blizny na policzkach, gdzie mam delikatniejszą skórę.
      Jestem na swoją brzydotę skazana i już.
      Włosy?
      Sciełam, nie wiem po co, z ceikawosci i wygladam gorzej niż kiedykolwiek.
      Latem momentami przypominałam ludzi. Miałam dłuższe włosy które trochę dodawały
      mi urody i nie było mrozu, na którym moje przebarwienia czerwienieją i sinieją
      a ja wygladam ochydnie.
      CZy potwora znajdzie amatora?
      Znalazła, na krótko, ale była ciagle porówniwana do innych i to głowny powód
      samobójczych myśli. W dodatku on lubił pływać na basenie i chciał tam chodzić
      ze mną a ja nie mogę, przenigdy nie pójdę na basen. Ukrywam się pod maską
      pudru i korektora bez którego nie moze mnie zobaczyć nikt.

      • marta9991 Re: do Buki i innych 21.12.04, 12:34
        ale chyba możecie znaleźć inna wspólna pasję, gdzie puder moze byc na nosie i
        korektory?
      • Gość: Buka Re: do Buki i innych IP: *.aster.pl / *.aster.pl 21.12.04, 13:01
        Potworku, widze, że w gruncie rzeczy obie jesteśmy brzydulami ale jednoczesnie
        dzielnymi wojowniczkami..! Moze powinnysmy sie wspierać i zastapić sobie
        tamte "złe języki", które potrafią, z wrodzonego jakiegoś chamstwa, dokuczać
        nienajpiekniejszym kobietom... Tu, na forum, odkryłam duzo fajnych, życzliwych
        osób: szkoda, ze nie spotyka sie takich na ulicy i nie słyszy sie ich miłych
        słów. Chodzi tu o to, ze dostajemy zanizone komunikaty, bo ci, co potrafia
        bluznąć coś dziewczynie na ulicy, to właśnie agresywne gnojki /kojarza mi sie z
        piosenką Myslowitz: "Wieczorami chłopcy wychodza na ulice, szukaja czegos, co
        wypełni im czas, ..potem cos ze zagladaja w okna samochodów.. i patrzą na
        sukienki dziewczyn, które nie chca ich znać...' i czesto wtedy sobie na taka
        dziewczyne bluzgna, zeby sie skuliła, popłakała, i zeby jej tez było źle/.
        Kulturalni, normalni ludzie po prostu nie komentuja głosno czyjejs urody -
        przynajmniej w Polsce mężczyźni nie maja zwyczaju tak sobie mówic miłych rzeczy
        kobietom -to wielka szkoda!
        Normalni, mili faceci, powiedzcie czasem coś ciepłego nam, brzydulom! Nie
        bójcie sie, że sie do was przyczepimy i bedziecie musieli wstydzic sie przed
        kolegami takiej adoracji - mamy swój honor i potrafimy - lepiej niz ktokolwiek -
        wyczuć brak akceptacji. Ale jednoczesnie dobre słowo nas buduje i uskrzydla.
        Naprawde, jestem przekonana, że gdyby którys z was zaczął traktować "po
        książecu" wybraną brzydulę, miałby wkrótce obok autentyczna księżniczkę..! My
        znamy cene wyrzeczen zwiazanych z urodą, jestesmy przygotowane do walki o
        kazdą "piedź" atrakcyjnosci naszego ciała i...
        Ja mam juz 33 lata, wiec powiem, co widzę: Niektóre moje znajome, które były
        śliczne jak rusałki i wysmiewały sie ze mnie, czesto nie dbały o zachowanie
        swojego daru - urody, bo zbyt łatwo im ona przyszła i myslały, ze będzie
        wieczna. Teraz bardzo często sa otyłe, nie ruszaja się i nie uprawiają sportu,
        nie dbaja o zęby: mają próchnicę albo widoczne ubytki, czasem nawet latami
        hoduja grzybicę na paznokciach, bo nie nawykły wytrwale walczyc z
        przeciwnościami.
        Ja, gdy 13 lat temu zgubiłam 10 kg, do tej pory pilnuję się, zeby nie przytyć -
        to najtanszy sposób na uzyskanie jakiegos atutu - zgrabnej sylwetki. Mało
        kobiet majacych 33 lata waży mniej niz 50 kg, a ja nadal tak ważę. Nie mam też
        zmarszczek, bo gdy się miało w młodości tłustą cere, to ona później sie
        starzeje - to jedyne szczęście w nieszczęściu. Zęby tez mam zdrowe, własne - i
        aktualnie juz w miare naprostowane - chyba jednak ta moja droga ortodontka nie
        była najgorsza, bo zgryz mi sie nie odkształca i ogólnie - może być.
        Mysle, że brak nam wsparcia i dobrych informacji /oraz, oczywiscie, pieniedzy
        na poprawianie urody i ew. poprawianie tych poprawek, taka np. Cher ma
        pieniadze, dostep do najlepszych specjalistów - i ma efekty!../. Brak urody to
        problem taki sam, jak inne zyciowe braki i straty, i powinny byc grupy wsparcia
        dla brzydul. Problem w tym, ze kobiety b. często rywalizują i predzej którąś
        zdołuja niz jej dobrze doradzą, podbudują, szczerze pomoga. Ale na tym forum
        pojawiło sie parę fajnych dziewczyn i nienajgorszych facetów. Dziekuje im za
        ich wsparcie.
        Chciałabym, żebysmy obie mogły zobaczyc sie naprawdę na trzeźwo, zbudowac /jak
        juz radzono/ jakis realistyczny program naprawy - i z maniackim uporem walczyc
        o lepsze! Widze, ze obie mamy w tej walce dziwnego pecha - jakby los sie
        zawział, ze musimy byc brzydkie... W dodatku zorientowałam sie, że przeszłas
        jeszce więcej bólu ode mnie i tez nie ma dobrego skutku... Mnie tez w tym
        wszystkim najbardziej załamuje poczucie walenia głową w mur. Bezradność. Ale
        nie wolno w nia popadać, bo bedziemy jak te psy z doswiadczenia, które, zbyt
        długo nie mogac wyrwać sie z klatki i doswiadczajac bólu - w koncu popadły w
        apatie i nie dostrzegały nawet otwartych szeroko drzwi i mozliwosci wyjscia.
        Nie umierajmy za zycia, jak te psiaki. Pisze to tobie i jednak - sobie. Czy
        masz jeszcze trochę siły, żeby zakryc jakąs szmatą swoje rany i poczołgać sie
        dalej? I do czego my sie właściwie czołgamy: do miłosci czy do pieknosci? Co ty
        o tym sadzisz, jak to jest u ciebie?
    • Gość: Buka Grupa wsparcia IP: *.aster.pl / *.aster.pl 21.12.04, 15:07
      Mam propozycje przede wszystkim dla Potworka - jeśli chcesz, mozemy naprawdę
      wspólnie powalczyć. Byłoby łatwiej zbierac inf. o dobrych lekarzach, zabiegach,
      ostatecznie to nawet mogłybysmy chodzic do tego madrego, ciepłego psychologa, z
      którym spotkałam sie tylko 2 razy, ale gdybym miała do kogos znowu iśc - to
      tylko do niego. Mamy podobne problemy - gdyby jednej z nas udało sie coś
      rozwiązać, to przekazałybysmy sobie sposób, adres, itd. Jestem warszawianką i
      troche juz wiem o tutejszych zabiegach, klinikach. Zauważyłam tez, ze Marta9991
      zna warunki warszawskie i mogłaby nam cos opowiedzieć, dlatego i ją, i inne
      zyczliwe czy majace podobne kłopoty osoby prosiłabym o kontakt na adres
      piarina@wp.pl
      • alissa6 Re: Grupa wsparcia 21.12.04, 17:58
        powiem Ci jedno-jesli myslisz ze uroda daje szczescie to ja jestem najlepszym
        przykladem ze to gowno prawda.od najmlodszych lat bylam najpierw pieknym
        dzieckiem,potem urodziwa nastolatka-wygrywalam konkursy pieknosci,teraz pracuje
        w Anglii jako modelka.i co? i nic!facet ktorego kocham [przystojniak jakich
        malo]woli mniej rzucajace sie w oczy dziewczyny,faceci traktuja mnie jak
        trofeum lub lalke na jedna noc ewentualnie na kilka.nikogo nie obchodzi co
        czuje tylko jak wygladam,lacznie z moja matka.czasami mysle ze kocha mnie tylko
        dlatego ze moze sie mna chwalic.chorowalam na anorexie,czuje sie czasami
        naprawde jak zywa lalka.pomijam juz takie drobiazgi jak totalna niechec kobiet
        wobec mojej osoby[owszem wyjatki sie zdarzaja]i chamskie zaczepki facetow.i co?
        rzeczywiscie eden,nie?
        • Gość: Buka Re: Grupa wsparcia IP: *.aster.pl / *.aster.pl 21.12.04, 19:15
          Alissa, mam wrażenie, że prawie wszystkie dziś mamy z wyglądem - czujemy sie
          jak towary - pokupne lub nie, zawsze jakoś tak marnie, zawsze w swiadomości, ze
          nie mamy czegoś w życiu, nie wytrzymujemy tez napiecia emocjonalnego, jaki
          budzi sprawa urody, po prostu przez to wariujemy. Ja tez nic dzis nie jadłam,
          bo uznałam, ze moze jak zrzuce jeszcze ze 2 - 3 kilo i bede ważyć 45 - poczuję
          się lepiej. Tyle moge zrobić sama - nosa, niestety, sobie nie zoperuje - i
          wkurza mnie ten brak kontroli... Może to dlatego, ze jedyne ciepło i głebsze
          zainteresowanie, które do nas w zyciu przyszło, przyszło właśnie za sprawą
          urody - aprobata męzczyzny /u ciebie tez rodziny, przyjaciół, imponująca
          kariera zawodowa.../ wszystko oparło sie na tym, z natury kruchym, fundamencie.
          I jak tu sie nie bac, skoro co krok swiat nam pokazuje, ze liczy sie
          głównie "opakowanie"? Pewnie trzeba ze swieca szukać ludzi, którzy nas
          pokochają głęboko i nie rzucą jak niemodnej kreacji gdy będziemy stare albo gdy
          po prostu nie jest się pieknością /jak ja/- a przeciez marzy się o czyms takim,
          prawda?
          Ja, choc jestem brzydula, nie mam uprzedzenia do ładnych dziewczyn. Wiem, jak
          kobiety potrafią dokuczać ładniejszym od siebie - poniewaz mnie dokuczały z
          powodu mojego braku urody, znam ból bycia ofiarą takich jędz. Myslę, że
          generalnie to, co nie jest przeciętne / zbyt piekne, zbyt brzydkie/, pada
          ofiarą ludzkiej złości. Jak zawsze, najlepiej się mają przeciętniaczki. Jesli w
          dodatku są głupawe, to wręcz uwazaja,ze do nich należy świat. Pzdr. :)))
          • alissa6 Re: Grupa wsparcia 21.12.04, 19:34
            wiesz po prostu w pewnym momencie uroda staje sie pulapka-ciagle musisz cos
            poprawiac,chudnac,,ciagle masz wrazenie ze sie z kims scigasz.ja mysle ze to
            jest jakis substytut milosci,jakas uluda akceptacji,przez pierwsze 5 minut masz
            wrazenie ze swiat do ciebie nalezy,wszyscy sie zachwycaja,zabiegaja o
            ciebie,faceci za toba ganiaja.ale potem sie budzisz i widzisz ze to niczego nie
            zmienia-nie daje ci milosci,szczescia.pustka i nic wiecej.w dodatku to tak boli
            jak facet ktorego kochasz mowi ci ze woli byc z dziewczyna mniej efektowna bo
            nie znioslby ze ma ciagle konkurencje.i jeszcze jak trudno pogodzic sie z
            przemijaniem i uplywajacym czasem...eeeh...
            pozdro:))
          • Gość: urszula Re: Grupa wsparcia IP: *.dip.t-dialin.net 21.12.04, 19:43
            przepraszam z gory,
            nieczytalam wszystkich wypowiedzi.
            zastanowilo mnie to ze piszesz;
            dzis nic nie jadlam ,bo moze zzuce 2 kilo.
            czy to 45 kilo uwazasz za odpowiednia wage?
            nie daje wiary temu ze nie masz nic ladnego.
            moga to byc wlosy,oczy,nogi ! musi cos byc!
            zajmuje sie upiekszaniem ludzi od wielu lat.
            nie spotkalam osoby calkiem brzydkiej,
            te gazetowe pieknosci to tez praca charakteryzatorek.
            one w jeansach wygladaja przecietnie,
            jesli chodzi o te malo wazace kobiety ,to jest to nie ladne,
            same kosci,nie biez za przyklad modelek,one maja pieniadze ,slawe,
            i to jest tez powod ze mezczyzni je kochaja.
            ale czy to sa szczere uczucia?
            zadko kiedy.
            • Gość: Buka Re: Grupa wsparcia IP: *.aster.pl / *.aster.pl 22.12.04, 14:47
              Właściwie to nie jadłam ze zdenerwowania, bo ostatnio dużo rozmyślam i nie mam
              dobrych konkluzji. Ale z jedzeniem jest spoko, załozyłam kiedys, że przy moim
              wzroście waga ponizej 46 kg będzie szpecić a powyzej 50 będzie oznaka
              grubienia. Przeważnie ważę 48 - 49 kg. Dziś jadłam, wiec nie wpadam w
              anoreksję, ale dziekuje, że zyczliwie zwróciłas mi uwage, aby z odchudzaniem
              nie przesadzać! :)))
        • j_ar Re: Grupa wsparcia 24.12.04, 10:46
          co tez ty porownujesz? na glowe upadlas?
      • Gość: asd Re: Grupa wsparcia IP: *.upc-j.chello.nl 21.12.04, 20:45
        A ja ci Buka zazdroszcze, ze udalo ci sie schudnac. Przynajmniej cialo masz
        fajne. Ja nie moge schudnac za nic. Ilez ja sie nameczylam, tyle lat i nic.
        Boze, ciagle na diecie i efekty mizerne, nadal 20 kg nadwagi. Mozna sie
        zalamac.
        Poza tym nogi krzywe i grube w kostkach okropnie, no klody takie, biust przy
        calej nadwadze minimalny, caly tluszcz poszedl w nogi i wielgachny tylek z
        celulitisem jak byk. Gruszka jednym slowem. Tez mam kompleksy i ciagle sie
        zalamuje. Sporty uprawiam, po godzinie dziennie, co wyraznie niewiele daje, ale
        przeciez pracy nie rzuce, zeby 8 godzin cwiczyc na silowni.
        Reszta ciala tez nie za piekna. Nos kartoflisko wielgachne, male oczka, wielki
        podbrodek wisi, czolo niskie. Niektorzy brzydcy to przynajmniej jakis jeden
        szczegol maja fajny, jak nie twarz to nogi, jak nie nogi to biust, jak nie
        biust to zgrabny tyleczek. U mnie nic. No nie ma zywcem czego wyeksponowac,
        zeby inne makamenty ukryc. Ani jednego atutu najmizerniejszego, zeby chociaz
        ladna szyja albo uszy albo rece. Nic z tego. Wszystko paskudne i nieksztaltne.

        Z osobowoscia tez nie za bardzo, zeby chociaz blysnac tak intelektem, swiecic
        wewnetrznym pieknem charakteru, silna osobowoscia zaimponowac itp. No nic.
        Genow sie nie przeskoczy. Caly czas pracuje nad soba, przeczytalam tony ksiazek
        o pewnosci siebie, o poczuciu wlasnej wartosci, probuje, robie co moge,
        afirmacje, terapia, regresing, no co sie da. A tu wielkie g.. Charakter mam
        slaby, bardzo latwo ulegam wplywom, a piekna wewnetrznego jakos pies z kulawa
        noga nie dostrzegl, moze nie ma.
        No po prostu tzreba sie pogodzic z losem i tyle. Nie dala Bozia urody ani
        zadnych atutow, to nie dala. Taki los i juz. Nie mam sily sie szarpac i tracic
        nerwow, ze mnie nie adoruja i nie mam powodzenia. Nie to nie. Zrobilam co
        moglam, wiecej nie moge, bo kurde nie wychodzi. Nikomu sie nie podobam to sie
        nie podobam. Niech sie wypchaja. Zakochalam sie pare razy, ale na prozno.
        Szybko dano mi do zrozumienia we wszystkich przypadkach ze z tego nic nie
        bedzie, bo sie nie podobam i juz. Pare lat sie szarpalam z depresja, nie moglam
        zlapac pionu, wyjsc z lozka, nie cieszylo nic. Teraz zobojetnialam. Brzydota to
        kalectwo i nie ma sie co oszukiwac. Trzeba nauczyc sie z tym zyc jak z kazda
        inna ulomnoscia. Tak mysle.





        • Gość: Buka Re: Grupa wsparcia IP: *.aster.pl / *.aster.pl 21.12.04, 21:42
          Asd, w pewnym stopniu zgadzam sie z toba, ale nie we wszystkim, nie w
          rezygnacji - ale na wstepie chcę ci wyznać, że masz swietne poczucie humoru:
          jakąś desperacką autoironię, fantazję i stracenczośc, ale wesołą - cos fajnego!
          Ja natomiast raczej jestem rewolucjonistką i chciałabym zmieniać swiat na
          sprawiedliwszy, aby każdy miał swój kawałek tortu w tym zyciu, a nie: jedni
          fabryke Wedla, a drudzy pusty papierek bez cukierka... Właśnie niedawno
          ogladałam film "Sztuka latania" - o kalekiej dziewczynie, która miała
          pragnienia takie, jak wiekszość kobiet: poznać radosc seksu i czuc się jak
          księzniczka, jak aktorka PIERWSZOPLANOWA, a nie statystka w cudzym filmie...
          Strasznie chciałam, zeby jej przyjaciel, który znał jej piekne wnetrze,
          zdecydował sie na ten seks i zachował najlepiej, jak mozna... Chciałabym, żeby
          każdy dostał swój kawałek piekna, miłości i ważności - ale bywa inaczej, i tym,
          co maja, jest jeszcze więcej dane, a tym, co nie maja - odebrane nawet
          najdrobniejsze rzeczy.. Z niektórych nas los robi Hiobów i zmusza do patrzenia
          na kolejne świństwa, które wyczynia z ich życiem. Nigdy nie lubiłam Hioba i nie
          mam jego natury- gdy jest mi źle, to głośno desperuję, choćby tu - niech się
          wie, ze mnie sie to wszystko mocno nie podoba!..
          • Gość: morwa Re: Grupa wsparcia IP: *.dip.t-dialin.net 21.12.04, 21:54
            jednak mysle ze wizyta u psychologa ,jest w twoim przypadku niezbedna.
        • marta9991 Re: Grupa wsparcia 22.12.04, 09:33
          Droga asd, na nogi może Ci pomóc liposukcja,zajrzyj w Aleje Jerozolimskie do
          chirurga (przy restauracji kredens) i pogadaj o tym.
          jesli tłuszcz tam jest, a nie jest to budowa genetyczna mięścni, to pomoga
          zobaczysz.
          A co do osobowości, te trzeba cwiczyć tak jak pisałm nezzi w temacie osobowść.
          jesli posiadasz wiedzę, dużo czytasz, masz temat do rozmowy i dwa zdania do
          powiedzenia na dany temat, to już masz połowę sukcesu za sobą. Poczytaj ksiażkę
          Pervina "Osobowość", warto, tam jest sporo informacji na ten temat. Ponadto
          myślę, ze ta Twoja osobowsc ma głębokie korzenie i to nie o urodę chodzi, a
          raczej o coś z domu (podobnie jak u Buki), a najpewniej o twoją mamę. czy w tym
          temacie było wszystko ok? Niestety, ale najczęściej to nasze mamy psują naszą
          osobowość i jest to udowodnione naukowo (choc nie tylko one).
          • Gość: pacjentka nie ma rzeczy nie możliwych IP: 193.30.160.* 22.12.04, 15:43
            Najlepszy lekarz chirurgii plastycznej w Polsce to Pan Dr. Sankowski. przyjmuje
            w gabinecie przy Al. Jerozolimskich w Warszawie vis a vis dawnej IKEI w
            Warszawie. Nie pamiętam adresu ani telefonu ale byłam na konsultacji. Adres
            zanjdziecie w internecie! Powodzenia
        • vvaligora do Alicia6 26.12.04, 01:02
          widze Twoje poczucie braku bezpieczenstwa, bo wiesz ze zawsze znajdzie sie
          piekniejsza, mlodsza, bardziej seksowan, bo zrobilas z urody jedyna wartosc.

          Moja sasiadka ma przepiekna coreczke 10letnia (tylko!). Na ulicy pare razy
          zostala zatrzymana prze ludzie szukajacych piekne twarze. Obecnie jest modelka
          w Paryzu i wyobraz sobie ze kobieta pare 2+ raz od niej straszne patrza na nia
          z zazdroscia.

          Dam Ci rade - znajdz inna wartosc - nikt Cie nie bedzie traktowal jak lalke,
          jak na to nie pozwolisz.
      • marta9991 Re: Grupa wsparcia 22.12.04, 09:27
        Znam oczywiście warunki warszawskie, bo mieszkam od urodzenia, chociaż znam
        tylko te dwie kliniki, o których pisałam izdecydowanie odradzam Międzeszyn.
        Zresztą wygląda mi na to, ze Hania Bakuła tam własnie była i wiadomo co teraz
        ma. Facet prowadzi jeszcze gabinet na Pułąwskiej,więc też trzeba go unikać.

        Ale wpadłam na taki pomysł, może niezły (bo myślałam troszkę o was dziewczyny).
        Gdyby udac się do jakies dobrej gazety, np. Twojego Stylu. Tam mają cały sztab
        ludzi i znają cały sztab ludzi, lekarzy, kosmetyczek, chirurgów plastyków.
        Pogadac, oni napisaliby jakis artykuł na ten temat, alewzamian daliby Wam te
        wszystkie namiary i pomoc (myślę,ze może nawet gratis, bo todla nich marketing).
        Może zrobili zdjęcia na początku i po zmianach?
        Myślę, że nie odmówią pomocy,a troszkęznam to środowisko. jesli pomysł jest
        dobry i ktoś jest miły i ma problem, to moga pomóc z przyjemnością (choc
        wiadomo, zez marketingiem włącznie). Dostałybyscie tone dobrych kosmetyków i
        swietnych zabiegów.
        Jesli pomysł dobry, to chociaz spróbujcie do nich napisac.
        • feasibility Do Buki 22.12.04, 14:18
          Przeczytałam cały topic... Buka: szacunek. Ja nie będę tyle pisać bo nie za
          bardzo umiem ale to, co tu napisałaś... Chylę czoło.
          A przy okazji, wiecie może gdzie w Poznaniu można udać się po pomoc? Mam bardzo
          podobne problemy i ostatnio coraz częściej myślę o samobójstwie. Coraz mniej
          tych chwil normalności a coraz więcej ciemności...
          • nezzi Odwróćmy sytuację... 22.12.04, 14:40
            Dziewczyny a czy Wy spojrzałybyście życzliwie na brzydkiego mężczyznę?
            Podeszłybyście do niego i zaczęły rozmowę? Albo chociaż uśmiechnęłybyście się
            szczerze do niego w autobusie, metrze, knajpie czy na ulicy? Robicie to?
            • feasibility Re: Odwróćmy sytuację... 22.12.04, 14:44
              Hmmm, pewnie nie. Ale z drugiej strony mam specyficzny gust jeżeli chodzi o
              mężczyzn i wszyscy, z którymi się spotykałam byli uznawani za nie bardzo
              atrakcyjnych, a mnie bardzo się podobali.
              • nezzi Re: Odwróćmy sytuację... 22.12.04, 14:50
                feasibility napisała:

                > Hmmm, pewnie nie. Ale z drugiej strony mam specyficzny gust jeżeli chodzi o
                > mężczyzn i wszyscy, z którymi się spotykałam byli uznawani za nie bardzo
                > atrakcyjnych, a mnie bardzo się podobali.

                Otóż to...
                Sekret nie polega na tym, żeby być ładnym, ale żeby być takim dla kogoś...
                A poczucie niskiej wartości to po prostu spadek po otoczeniu... Na szczęście da
                się z tego wyleczyć.
            • Gość: Buka Re: Odwróćmy sytuację... IP: *.aster.pl / *.aster.pl 22.12.04, 15:06
              No jasne. Mój pierwszy chłopak był nieładny: niewysoki, tęgi, z dużą twarza z
              trądzikiem, perkatym nosem, piegami, ziemistą cerą - ale i tak sie w nim
              zakochałam, wzdychałam i marzyłam, bo miał dar pieknego gadania, i zmysłowy,
              niski głos.. To ja mu zaproponowałam wspólne bycie /zawsze zreszta to ja
              musiałam proponowac, bo mnie nikt nic nie proponował/. Mało? W dodatku on, gdy
              upewnił sie co do mojego oddania, ruszył /w tajemnicy, która szybko sie wydała/
              na dalsze podboje - zreszta i przy mnie ciagle ogladał sie za ślicznotkami,
              reagował po prostu jak kot na widok gołębia na parapecie - gotów był skoczyć na
              łeb na szyje, byle tylko zblizyc sie do slicznej panny...
              Mój mąż zaś jest naprawdę ładny: przyjemny brunecik sredniego wzrostu, z
              długimi rzęsami, rysy drobne i regularne, cera jak brzoskwinia, lekko falujące
              włoski, kształtny nosek, do tego rozważna acz krótka mowa i kulturalne
              obyczaje - nigdy przy tym nie zauważyłam, aby w moim towarzystwie ogladał sie
              za innymi kobietami. I jak tu sie w takim nie zakochac? Tez oczywiście ja sie
              musiałam o niego ubiegac - długo i w boleściach. Zawsze ubiegam sie jak
              natrętny petent o sympatię mężczyzn - brzydkich i ładnych zarówno!
              • nezzi Re: Odwróćmy sytuację... 22.12.04, 18:41
                Gość portalu: Buka napisał(a):

                Zawsze ubiegam sie jak
                > natrętny petent o sympatię mężczyzn - brzydkich i ładnych zarówno!

                Wiesz... a może po prostu nie dałaś im szansy na to...?

                Mam coraz silniejsze wrażenie, że problemem nie są mężczyźni i ich stosunek do
                Ciebie, ale nadmierny krytycyzm wobec siebie i otoczenia. Z tego co piszesz
                wynika, że Twój mąż to całkiem fajny człowiek, który Cię kocha. Myślisz, że
                gdyby było inaczej byłby z Tobą? Mąż nie był Twoim pierwszym partnerem...
                Zauważ, że u obu mężczyzn większy nacisk kładziesz na ich wady. Niby mają
                jakieś zalety, no ale... a to się ogladał za innymi, a to coś innego. Dlaczego?
                Czy oni nie mają prawa do błędu, do zwykłych ludzkich odruchów? Wymagasz od
                nich by byli idealni a przecież nikt taki nie jest. Ty również.
                • Gość: Buka Re: Odwróćmy sytuację... IP: *.aster.pl / *.aster.pl 22.12.04, 19:26
                  Nezzi, gdyby to było tylko oglądanie się... Czy to, że jestem brzydka, ma
                  oznaczac, ze mam sie godzic na bycie jedna z kilku czyichś partnerek?...
                  A co do męża, to zawsze twierdzę, ze jest fajny, tylko ze nie jestem pewna jego
                  miłości, bo, jak pisałam, nigdy nie okazywał entuzjazmu dla bycia ze mną: to ja
                  go namówiłam do spotykania sie, ja go tez pierwsza pocałowałam - czy wiesz, że
                  on wtedy tak sie spłoszył, ze odsunał sie na drugi brzeg ławki? Przyjemne, nie?
                  Ja mu sie oświadczyłam - zgodził sie na wszystko, ale z miną męczennika - tę
                  postawę widac też jak 2x2 na filmie ze ślubu: w czasie wygłaszania przysięgi ja
                  jestem rozanielona a on - ma śmierć w oczach! Kilka lat później zwlekał ze
                  sprowadzeniem się do mnie... Widząc, jak się męczy, zaproponowałam rozwód, bo
                  nie chcę nikogo niewolić i marnowac mu życia - za nic nie chciał sie zgodzic na
                  rozstanie, popadł tez w jakaś cichą desperację... Gdybyś jednak widział film z
                  naszego slubu, już po pierwszym ujęciu stwierdziłbys, ze nie jest to historia
                  Szczęsliwego Pana Młodego, tylko Biednej Zwierzyny w Potrzasku!... A złym /i
                  brzydkim!/ myśliwym jestem tu ja... Naprawdę nie widać, zeby kiedys w życiu
                  ktoś z męskiej płci o mnie zabiegał, marzył o zyciu ze mną i okazywał mi to...
                  • nezzi Re: Odwróćmy sytuację... 23.12.04, 17:09
                    Gość portalu: Buka napisał(a):

                    > Nezzi, gdyby to było tylko oglądanie się...

                    O nie... jak ja nieznoszę tego tekstu... :( Cokolwiek się powie, druga strona
                    znajdzie pięć milionów innych powodów żeby się poużalać. Wiesz co? Śmiem
                    twierdzić, że Tobie jest dobrze z taką sytuacją, czerpiesz z niej jakieś
                    korzyści (prawdopodobnie nieświadomie). Inaczej zmieniłabyś ją. Łatwiej jest
                    narzekać niż zrobić coś konstruktywnego, np. pójść do psychologa. Duma by
                    zabolała.

                    Czy to, że jestem brzydka, ma
                    > oznaczac, ze mam sie godzic na bycie jedna z kilku czyichś partnerek?...

                    To ciekawe, że się o to pytasz, bo nigdzie tak nie napisałam...


                    > A co do męża, to zawsze twierdzę, ze jest fajny, tylko ze nie jestem pewna
                    jego
                    >
                    > miłości,

                    A Ty go kochasz? Bo może jest tak, że nie chcesz z nim być i łatwiej Ci zwalić
                    winę na niego czy urodę niż przyznać się przed sobą, że wolałabyś się rozwieść.
                    Co Ty robisz dla Waszego związku?

                    bo, jak pisałam, nigdy nie okazywał entuzjazmu dla bycia ze mną: to ja
                    >
                    > go namówiłam do spotykania sie, ja go tez pierwsza pocałowałam - czy wiesz,
                    że
                    > on wtedy tak sie spłoszył, ze odsunał sie na drugi brzeg ławki? Przyjemne,
                    nie?
                    >
                    > Ja mu sie oświadczyłam - zgodził sie na wszystko, ale z miną męczennika - tę
                    > postawę widac też jak 2x2 na filmie ze ślubu: w czasie wygłaszania przysięgi
                    ja
                    >
                    > jestem rozanielona a on - ma śmierć w oczach! Kilka lat później zwlekał ze
                    > sprowadzeniem się do mnie...

                    A nie przyszło Ci do głowy, że może być bardzo nieśmiały? Że się bał, nie
                    dlatego, że jesteś brzydka, ale dlatego, że przerażała go odpowiedzialność?
                    Mężczyznom w naszym społeczeństwie jest bardzo trudno przyznać się do strachu.
                    Mają być silni i odpowiedzialni. Zainteresowałaś się kiedyś jego uczuciami
                    innymi niż podziwianie Ciebie?

                    Widząc, jak się męczy, zaproponowałam rozwód, bo
                    > nie chcę nikogo niewolić i marnowac mu życia - za nic nie chciał sie zgodzic
                    na
                    >
                    > rozstanie, popadł tez w jakaś cichą desperację..

                    To ciekawe, że nie chciał się zgodzić na rozstanie... Męczennik jakiś czy co? A
                    może ascezę uprawia? Tyle w życiu nagrzeszył, że przebywanie w zwiazku z Tobą
                    to jego pokuta... Ty naprawdę sądzisz, że on jest takim idiotą? Aż tak bardzo
                    nim gardzisz?


                    Gdybyś jednak widział film z
                    > naszego slubu, już po pierwszym ujęciu stwierdziłbys, ze nie jest to historia
                    > Szczęsliwego Pana Młodego, tylko Biednej Zwierzyny w Potrzasku!... A złym /i
                    > brzydkim!/ myśliwym jestem tu ja... Naprawdę nie widać, zeby kiedys w życiu
                    > ktoś z męskiej płci o mnie zabiegał, marzył o zyciu ze mną i okazywał mi
                    to...

                    A Ty okazujesz mu to?
                    • Gość: Buka Re: Odwróćmy sytuację... IP: *.aster.pl / *.aster.pl 23.12.04, 18:52
                      Opieprzasz mnie, Nezzi, moze to i zdrowo - rozważę więc, co piszesz: ZE NIBY JA
                      SAMA LUBUJĘ SIĘ W MOJEJ BRZYDOCIE? O, Bogowie! Co ten tu człowiek wypisuje!
                      Lubuje sie w widoku brazowych plam na mojej twarzy - juz pierwsze promienie
                      słońca wiosną napawaja mnie radosną nadzieją, że wkrótce bedę je mieć!.. Kocham
                      też wszystko krzywe i asymetryczne w mojej twarzy - wszak symetria jest
                      estetyką głupców! Czekam tez jak na koncert ulubionego zespołu na chamskie
                      odzywki na ulicy, w których rózni kolesie dogaduja mi z powodu wyglądu.. Tak,
                      na to czekam najbardziej...
                      Pisałam juz, ile robiłam, zeby poprawić wady - nieprawda, że nic nie robie.
                      Potworek tez zresztą robi. Robimy co możemy! Dajemy sie kroic, cierpimy ból...
                      Co do kochania męża i umiejetności okazywania akceptacji z mojej strony -
                      mylisz się, wcale nie jest tak, ze siedzę naburmuszona i czekam na jego owacje!
                      Ja b. czesto mówie mężowi, że jest ładny, co ma ładnego i jak bardzo to lubię -
                      ja sie czegos takiego nie moge doczekać, ale też rozumiem, ze on jest po prostu
                      małomówny. Czy niesmiały? Na terenie domu nie masz bardziej wszechwiedzacego
                      człowieka niz mój mąż, w pracy tez nie daje sobie w kasze dmuchać, ale z zyciem
                      towarzyskim istotnie ma kłopoty. Ma więc moze jakąś ... nieśmiałosć selektywną.
                      No i naprawdę ma nieco purytanski, meczenski i ascetyczny charakter: wikła sie
                      w różne zobowiazania nie przynoszące korzyści ani przyjemności, męczy się bez
                      sensu, uważa, że wiele rzeczy "musi" i "powinien", rzadko zdarza mu sie
                      powiedzieć "chcę, pragnę"..
                      A co do napadowej checi rozwodzenia się - we wszystkich znanych mi parach
                      małzeńskich ona sie czasem pojawia - niekoniecznie zwerbalizowana, ale w
                      myslach na pewno!
                      Zaś co do psychologów: Nawiedziłam kilkoro, generalnie twierdza, że nic mi nie
                      jest, tylko jeden, b. fajny, ordynował terapię, ale jest to droga sprawa a ja
                      nie mam tyle kasy, żeby miec i na aktywne zwalczanie brzydoty /kosmetologia
                      itp./ - i na terapię. Postawiłam więc na zwalczanie przyczyny - brzydoty, a nie
                      skutku - czestej depresji z jej powodu i złego samopoczucia psychicznego.
                      • nezzi Re: Odwróćmy sytuację... 24.12.04, 09:52
                        Gość portalu: Buka napisał(a):

                        > Opieprzasz mnie, Nezzi, moze to i zdrowo

                        Nie opieprzam Cię, tylko wyrażam swoją irytację. Ale jak chcesz wchodzić w rolę
                        ofiary, to proszę bardzo. Twój wybór.

                        - rozważę więc, co piszesz: ZE NIBY JA
                        >
                        > SAMA LUBUJĘ SIĘ W MOJEJ BRZYDOCIE?

                        Myślę, że umożliwia Ci ona osiąganie pewnych korzyści, np. daje Ci możliwość
                        narzekania, jest usprawiedliwieniem, wymówką przed wyjściem DO ludzi, przed
                        zrobieniem czegoś DLA nich.

                        O, Bogowie! Co ten tu człowiek wypisuje!
                        > Lubuje sie w widoku brazowych plam na mojej twarzy - juz pierwsze promienie
                        > słońca wiosną napawaja mnie radosną nadzieją, że wkrótce bedę je mieć!..
                        Kocham
                        >
                        > też wszystko krzywe i asymetryczne w mojej twarzy - wszak symetria jest
                        > estetyką głupców! Czekam tez jak na koncert ulubionego zespołu na chamskie
                        > odzywki na ulicy, w których rózni kolesie dogaduja mi z powodu wyglądu.. Tak,
                        > na to czekam najbardziej...

                        Zgadzam się czekasz na to. Z całą pewnością łatwiej jest być ofiarą, niż podjąć
                        wysiłek stania się silnym człowiekiem.

                        > Pisałam juz, ile robiłam, zeby poprawić wady - nieprawda, że nic nie robie.

                        A może robisz nie to co trzeba, skoro wysiłki (wierzę, że ogromne) nie dają
                        upragnionego efektu? Wszak dalej jest Ci źle ze sobą.

                        > Potworek tez zresztą robi. Robimy co możemy! Dajemy sie kroic, cierpimy ból...

                        Tak, jak słabo czujemy grunt pod nogami to szukamy sprzymierzeńców. Lepiej być
                        podwójną ofiarą niż przyjąć odpowiedzialność za siebie.

                        > Co do kochania męża i umiejetności okazywania akceptacji z mojej strony -
                        > mylisz się, wcale nie jest tak, ze siedzę naburmuszona i czekam na jego
                        owacje!
                        >
                        > Ja b. czesto mówie mężowi, że jest ładny, co ma ładnego i jak bardzo to
                        lubię -

                        A zapytałaś się go kiedyś jak się on czuje, gdy to słyszy? Zainteresowałaś się
                        kiedyś jego emocjami? Ale tak naprawdę, a nie w stylu: "co tam?".

                        >
                        > ja sie czegos takiego nie moge doczekać, ale też rozumiem, ze on jest po
                        prostu
                        >
                        > małomówny.

                        Wiesz co? Spróbuj sobie odpuścić na jakiś czas. Nie gadaj o tym, nie oczekuj.
                        Bo takie oczekiwanie (nawet milczące) jest wyczuwalne. Może to go blokuje? Może
                        czuje się stłumiony, ale boi się Ci to powiedzieć, bo przyjmujesz rolę ofiary,
                        a on nie chce Cię zranić? Pomyśl. Milczenie też jest formą odpowiedzi...

                        Czy niesmiały? Na terenie domu nie masz bardziej wszechwiedzacego
                        > człowieka niz mój mąż, w pracy tez nie daje sobie w kasze dmuchać, ale z
                        zyciem
                        >
                        > towarzyskim istotnie ma kłopoty.

                        Właśnie, to bardzo ważne co piszesz. Dlaczego ma problem z okazywaniem emocji
                        osobom bliskim? Co takiego wydarzyło się w jego życiu, że broni się przed nimi?
                        Czy w dzieciństwie okazywano mu, że jest kochany? Czy był akceptowany? Czy nie
                        obwinia się za coś? Dlaczego całą energię przerzucił na wysiłek intelektualny a
                        unika emocji? Dobrze by było zastanowić się nad tym brakiem równowagi.

                        Ma więc moze jakąś ... nieśmiałosć selektywną.

                        Tak, to możliwe. Zwykle dzieje się tak pod wpływem bolesnych przeżyć,
                        odtrącenia w dzieciństwie, obciążeniem nadmierną odpowiedzialnością, etc.

                        >
                        > No i naprawdę ma nieco purytanski, meczenski i ascetyczny charakter: wikła
                        sie
                        > w różne zobowiazania nie przynoszące korzyści ani przyjemności, męczy się bez
                        > sensu, uważa, że wiele rzeczy "musi" i "powinien", rzadko zdarza mu sie
                        > powiedzieć "chcę, pragnę"..

                        Buka i to właśnie powinno Cię zaniepokoić!!! To znaczy, że on wewnątrz bardzo
                        cierpi. Czuje się odpowiedzialny za innych ludzi. Nakłada na siebie
                        nieadekwatne wymagania i obowiązki: stąd to musi, powinien. On zabiega w ten
                        sposób o miłość. Myśli, że jak zrobi coś to na nią wreszcie zasłuży. Taki
                        mechanizm (musi, powinien, odrzucanie spontaniczności) powstaje u ludzi
                        obciążanych w dzieciństwie i wczesnej młodości nadmierną odpowiedzialnością
                        (nieadekwatną do wieku), u ludzi, którym nie okazywano uczuć bądź wręcz ich
                        odrzucano. Jeśli mi nie wierzysz poczytaj książki Karen Horney, np. "Nasze
                        wewnętrzne konflikty" lub pogadaj z psychologiem.

                        > A co do napadowej checi rozwodzenia się - we wszystkich znanych mi parach
                        > małzeńskich ona sie czasem pojawia - niekoniecznie zwerbalizowana, ale w
                        > myslach na pewno!

                        Tak. I nie czyniłam z tego zarzutu.

                        > Zaś co do psychologów: Nawiedziłam kilkoro, generalnie twierdza, że nic mi
                        nie
                        > jest, tylko jeden, b. fajny, ordynował terapię, ale jest to droga sprawa a ja
                        > nie mam tyle kasy, żeby miec i na aktywne zwalczanie brzydoty /kosmetologia
                        > itp./ - i na terapię. Postawiłam więc na zwalczanie przyczyny - brzydoty, a
                        nie
                        >
                        > skutku - czestej depresji z jej powodu i złego samopoczucia psychicznego.

                        Czy Twoje postępowanie Ci służy? Czy przynosi oczekiwane efekty? Czy czujesz
                        się lepiej? Bo jeśli nie, to może zwlaczasz skutki a nie przyczynę. Śmiem
                        twierdzić, że tak jest. Przyczyna tkwi w Twojej głowie. Brzydota jest tylko
                        efektem ubocznym.


                        • Gość: Buka Re: Odwróćmy sytuację... IP: *.aster.pl / *.aster.pl 25.12.04, 16:09
                          Wypozyczyłam na święta książke "6 filarów poczucia własnej wartości", zaczęłam
                          czytać - i stad tez wynika, ze to, co mamy w głowach na własny temat jest co
                          najmniej /a moze nawet bardziej?/ istotne od tego, co mamy na twarzach. Czyli
                          mw. tak jek Ty sugerujesz - przyczyna jest nie tylko w ciele, lecz i w
                          psyche... Spróbuję i z tym powalczyć, ale muszę dobrze wyczytac z tej ksiązki,
                          jak to się robi - na szczęście nie każą 100 razy przepisywać afirmacji.. Męża
                          jutro wyciągam w miasto i ratuje od poczucia powinnosci siedzenia przez 3 dni
                          przy stole i jedzenia, a więc robie cos dobrego dla ludzkości - w jego postaci!
                          • nezzi Re: Odwróćmy sytuację... 25.12.04, 16:25
                            :)))
                        • daimona nezzi, świetnie to ujęłaś 27.12.04, 21:43
                          zgadzam się z Toba w każdym słowie.
                  • daimona czy on jest bezwolna zwierzyną??? 27.12.04, 21:37
                    Jakieś bzdury teraz piszesz.
                    Ten facet po prostu jest niesmiały i ma problem z wyraźnym okazywaniem uczuc -
                    tylko i aż tyle.
                    Jestem przekonana, że Cię kocha.Nie wiem tylko, czy tak naprawdę Ty kochasz
                    Jego.Z Twoich wypowiedzi wynika bowiem, że cały czas myslisz o sobie - o swojej
                    "brzydocie", o tym, że "nikt Cię nie uwielbia", o tym, że wg. Ciebie "zmusiłaś
                    męża do poślubienia Ciebie" (a niby jak? za jaja go wzięłaś i do ołtarza? bo
                    sobie nie wyobrażam, jak można zmusić do ślubu dorosłego faceta bez jego
                    pragnienia i woli ku temu). Od biedy mozna na sztanaż "na ciąże" i tak bywa, ale
                    i tutaj również facet podejmuje decyzję, ze się na to zgadza.
                    Zajmij się czasem, zamiast sobą, swoim mężem. On też ma problemy.
                    • daimona i jeszcze jedno 27.12.04, 21:38
                      za Twego męża pewnie bym majatek oddała - wydaje się suuuper facetem - mimo że
                      nieśmiałym i zachamowanym.
                      • Gość: Buka Re: i jeszcze jedno IP: *.aster.pl / *.aster.pl 28.12.04, 10:53
                        Ja tez uwazam, że jest on facetem wartym uznania, i pewnie nawet nie chodzi
                        o "kocham - nie kocham", tylko o to, że mamy różne sposoby reagowania. Ja jak
                        kocham, wychodze za mąż, mam wielki dzień i wielkie nadzieje - po prostu kwitnę
                        i nie mysle o przeszkodach! Zapalam sie, świetuję! Pląsam i podskakuję! Mąż
                        raczej nigdy nie kwitnie, nie plasa i nie skacze, za to potrafi nie spac cała
                        noc trapiac sie jakims g.., albo panicznie oszczędzać przewidując najgorszy
                        obrót spraw, pietrzyc myslowe przeszkody.. Troche tego nie rozumiem, bo wydaje
                        mi się, ze np. jak ktos się żeni, to się cieszy, śmieje, tańczy, mknie w
                        podróż, z radością kupuje meble.. A mąż głównie sie obawia, zastanawia...Ot, co!
                        • nezzi Re: i jeszcze jedno 28.12.04, 13:26
                          Gość portalu: Buka napisał(a):

                          > Ja tez uwazam, że jest on facetem wartym uznania, i pewnie nawet nie chodzi
                          > o "kocham - nie kocham", tylko o to, że mamy różne sposoby reagowania. Ja jak
                          > kocham, wychodze za mąż, mam wielki dzień i wielkie nadzieje - po prostu
                          kwitnę
                          >
                          > i nie mysle o przeszkodach! Zapalam sie, świetuję! Pląsam i podskakuję! Mąż
                          > raczej nigdy nie kwitnie, nie plasa i nie skacze, za to potrafi nie spac cała
                          > noc trapiac sie jakims g.., albo panicznie oszczędzać przewidując najgorszy
                          > obrót spraw, pietrzyc myslowe przeszkody.. Troche tego nie rozumiem, bo
                          wydaje
                          > mi się, ze np. jak ktos się żeni, to się cieszy, śmieje, tańczy, mknie w
                          > podróż, z radością kupuje meble.. A mąż głównie sie obawia, zastanawia...Ot,
                          co
                          > !

                          Buka a co zrobiłaś żeby mu pomóc? Nigdy nie przyszło Ci do głowy, że on cierpi?
                          Czy człowiek szczęśliwy zachowuje się tak jak on? Piszesz o jego lękach, o
                          nieradzeniu sobie z emocjami, o stresie jaki przeżywa i co...? Być może to nie
                          Ty przede wszystkim potrzebujesz pomocy ale on...

                          Czy coś z tym zrobisz?
                          • Gość: Buka Re: i jeszcze jedno IP: *.aster.pl / *.aster.pl 28.12.04, 13:38
                            Już troche mi się udało tchnąć w niego wiecej życia, np. ostatnio kupił sobie
                            pomarańczową kurtkę sportową, a do tej pory nosił tylko praktyczne czernie i
                            inne ponuroty.. I mnie juz tez nie poucza o stosowności ciemnych ubrań...
    • Gość: ryb A moze wolisz... IP: *.cable.ubr06.croy.blueyonder.co.uk 21.12.04, 22:40
      Miec raka, byc downem, byc niewidoma...albo stacic dwoje dzieci z calej trojki
      ktora mialas? No pomysl troche...Co wolisz?

      Bo na brzydote jest lekarstwo...ale na glupote nie ma. Pisze tak, ba sam jestem
      brzydki...
      • Gość: al do ryb Re: A moze wolisz... IP: *.dip.t-dialin.net 21.12.04, 23:03
        wolisz byc w galarecie czy smazony?
        a moze po grecku?
        • Gość: ryb Re: A moze wolisz... IP: *.cable.ubr06.croy.blueyonder.co.uk 21.12.04, 23:17
          To wszystko zalezy od konsumenta. To nie ode mnie zalezy :)))
      • Gość: Buka