czym zasłużyłam na brzydką twarz?nie chcę żyć

    • Gość: Rene Trzeba pokochac siebie IP: *.cpe.net.cable.rogers.com 22.12.04, 01:17
      Dziewczyny jak mozna sie zorientowac tu na forum chociazby kazda z nas ma
      jakies 'ale' co do swojej urody, zycia, milosci itp. Kazdy czlowiek chcialby
      cos zmienic, cos ulepszyc w swoim zyciu. Dziewczyna ktora zaczela ten watek,
      nazwala sie sama tak, ze nie chce tego nawet powtorzyc. Jesli czlowiek sam
      siebie nie lubi i nazywa sie tak brzydko to jak moze spodziewac sie ze inni
      beda go kochac i podziwiac? Mamy tylko jedno zycie i cieszmy sie nim poki jest.
      Inna dziewczyna Buka zauwazyla slusznie ze te jej "piekne" kolezanki sa dzis
      zaniedbane i wcale nie sa takie jak kiedys. Sama zas zadbana i pewna siebie
      moze byc dla nich wzorem. Inna jeszcze dziewczyna pisze ze jest takim
      dzisiejszym wzorem piekna, urody i..... rowniez ma klopoty. Takie jakie nie
      przyszlyby innym kobietom do glowy. Mysle, ze kazdy z nas potrzebuje milosci
      innych ludzi i dobrze jesli z domu wynosimy ten wspanialy bagaz milosci naszych
      rodzicow, ale nawet jesli tak nie jest sami mozemy uksztaltowac nasze zycie tak
      aby sie nim w pelni cieszyc. Zapewniam was ze wiele osob chcialoby znalezc sie
      na waszym miejscu. Cieszmy sie wiec zdrowiem, uroda(kazda z nas ma urode) i tym
      ze slonce swieci i ze oddychamy. A docinki osob niezyczliwych po prostu
      ignorujmy. NIE MOZEMY ZMIENIC SWIATA, ALE MOZEMY ZMIENIC SIEBIE I NASZE
      NASTAWIENIE DO NIEGO. Pozdrawiam .
      • Gość: Zuzanna Re: Trzeba pokochac siebie IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 22.12.04, 09:22
        wszystkim brzydulom proponuję eksperyment - wybierzcie się do centrum handlowego
        w piątek po południu i spróbujcie policzyć ile mijanych osób będzie miało
        idealne, symetryczne twarze, będzie ładnych, zgrabnych i ponętnych.

        Zapatrzone w pisma z nieprawdziwymi zdjęciami zapominacie naprawdę o tym, że
        miażdżąca większość kobiet nie jest wcale doskonała, co więcej - te ładne także
        nie są doskonałe.

        Mogłabym napisać to samo co potworek - mam krzywy nos, krzywe zęby, mały biust,
        a jednak przy tym wszystkim czuję się ładna, jestem pożądana i zaznałam sporo
        adoracji w swoim życiu - jest to moim zdaniem dowód, że nie w urodzie tkwi
        sekret powodzenia. Czytając posty Buki zastanawiam się jak to możliwe, że w
        ogóle ktoś na mnie spojrzał? Oczywiście, wszędzie się czyta, że mężczyźni
        reagują na bodźce wzrokowe, ale czy to oznacza, że reaguja tylko na modelki z
        gazet? Bzdura.

        Pozdrawia Niedoskonała Bogini
    • jane_the_ripper Re: czym zasłużyłam na brzydką twarz?nie chcę żyć 22.12.04, 12:02
      Powiem Ci, Potworku, pewną rzecz, którą powiedział mi mój psycholog - a to
      całkiem inteligentny facet - "pierwsze wrażenie bardzo się liczy - przez
      kilkadziesiąt pierwszych sekund. Potem w człowieku szuka się innych cech,
      takich jak ciekawy charakter, zainteresowania, podejście do życia. Wygląd
      naprawdę nic nie znaczy."
      Jeśli przestaniesz się nad sobą użalać, a weźmiesz się za siebie - nie mówię,
      że masz zbierać kasę na operację albo coś w ten ton. Po prostu zacznij rozwijać
      w sobie inne zalety, trwalsze niż uroda, która szybko i często bezpowrotnie
      mija. Uwierz, ona naprawde nie wystarczy do szczęścia.
      • Gość: Kinga K. Re: czym zasłużyłam na brzydką twarz?nie chcę żyć IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 23.12.04, 20:47
        A ja uważam, że błędem jest przypisywanie ludziom jakiegoś nadmiernego
        zainteresowania naszą osobą i wyglądem.
        Kto ma czas i ochotę, żeby godzinami analizować aparycję innych, kobiety! Ja
        nie jestem w stanie powiedzieć, kto był w co ubrany, faceci już w ogóle na
        takie rzeczy nie zwracają uwagi. Miałam koleżankę - przeciętnej urody, a może i
        brzydką - która była przekonana o swojej wielkiej urodzie i tak narzuciła je
        innym, że uchodziła za piękność. Nikt nie miał czasu się przyglądać, myśleć,
        facet patrzył "aha, zachowuje się jak piękność, tak o niej mówią, a więc jest
        piękna" i już. Największa uroda może zostać niedostrzeżona, gdy osoba jest
        zakompleksiona; omijamy ją wzrokiem, widzimy niepewność i nie zawracamy sobie
        już głowy resztą.
        Mnie się latami wydawało, że wszyscy zwracają na mnie uwagę i komentują, a g.
        prawda! Chciałam kiedyś to sprawdzić, przebrałam się w środku miasta - w
        Londynie - i nikt, nikt nie zwrócił na mnie uwagi, chociaż stałam w staniku :-)
        Osoba, która jest wartościowa, mądra, staje się piękna, tak się ją postrzega.
        Najpiękniejsza twarz brzydnie, gdy nic za nią nie stoi. I nie są to politycznie
        poprawne banały, ale rzeczywistość. Bo ludzie są leniwi, przyjmują rzeczy
        powierzchownie. Dlatego łatwo narzucić innym swoją urodę, nawet gdy jest ona
        wymyślona.
        Dajmy sobie spokój z tym egocentryzmem, to nie ma znaczenia.
        Ja tam nawet w miotle się zakocham, byle gadała do rzeczy. Ile razy spotykałam
        ludzi totalnie nie w moim typie, którzy potem wydawali mi się piękni. To jest
        b. subiektywne.
        Ludzie są zazwyczaj skupieni na sobie, komu się chce wchodzić w subtelności
        czyjegoś wyglądu? Naprawdę, o wiele ważniejsza jest inteligencja, poczucie
        humoru, wspólna wrażliwość albo podobne postrzeganie świata.
        Czy jesteście w stanie ocenić urodę Waszych bliskich lub przyjaciół? Ja nie,
        oni wszyscy wydają mi się piękni i śliczni :-)
        Czytałam kiedyś takie powiedzenie:
        Aż do dwudziestego roku życia nie zwracałem uwagi na to, coludzie o mnie myślą.
        Potem przejmowałem się ogromnie tym, co pomyślą o mnie sąsiedzi i bliscy.
        I nagle pewnego dnia po pięćdziesiątce stwierdziłem, że oni właściwie w ogóle o
        mnie nie myślą.
        :-)))
        Dziewczyny, cieszcie się życiem, zdrowiem, macie prawo czuć się piękne,
        natomiast uroda nie jest obowiązkiem i każdy ma prawo czasem wyglądać
        paskudnie :-)))))
    • brzydka.kobieta Re: czym zasłużyłam na brzydką twarz?nie chcę żyć 22.12.04, 12:35
      przecyztałam posta i jestem mocno poruszona. chyba chodzi o to by umiec zyc
      samemu ze sobą, zlewajac to, co myślą inni. Ludzie tak lubią czuć się lepiej od
      nas, co? My też lubimy. Proszę, nie zabijaj się. Życie ma wartość. Zawsze.
      Może... napisz co mnie, hm? może byś chciała. Pozdrawiam narazie.. k.
    • Gość: tesla Re: czym zasłużyłam na brzydką twarz?nie chcę żyć IP: *.toya.net.pl 22.12.04, 13:00
      Nie przejmuj się, nie wszystkie kobiety są piękne, nie wszystkie muszą być
      piękne. Myślę, że martwisz się że żaden mężczyzna nie będzie chciał na Ciebie
      spojrzeć, bo przecież nie tylko dla siebie żyjemy. Ale nie martw się ja też mam
      krzywe zęby, bardzo krzywe od dzieciństwa mi się krzywiły i nikt z tym nic nie
      zrobił, mimo to znalazł się ktoś kto pokochał mnie taką jaka jestem. Jest takie
      powiedzenie: "Każda potwora znajdzie swojego amatora". Myśl o sobie pozytywnie,
      a wszystko będzie dobrze.
    • hubkulik Re: czym zasłużyłam na brzydką twarz?nie chcę żyć 22.12.04, 15:59
      Moja rada: odkryj piekno w sobie (na poczatku bez lustra), albo chociaz w zyciu
      i ciesz sie nim. To, na czym sie koncentrujesz, wzrasta w Twoim zyciu.
      Twarz potrafi sie bardzo szybko zmieniac jak zmienia sie serce. Moze to byc
      kwestia jednej chwili.

      Pozdrawiam Hubert
      • verdana Re: czym zasłużyłam na brzydką twarz?nie chcę żyć 22.12.04, 18:08
        Pierwszy rok studziów - na roku dziewczyna - nie dość, że starsza od nas ze
        cztery lata, to jeszcze powiedzieć o niej "brzydka" to komplement.
        Twarz szara, cera brzydka, zęby krzywe, czoło tak wysokie, że mozna by
        zaryzykować twierdzenie o łysinie, włosy o nieokreślonym kolorze typu "włos,
        poczekaj chwilę, włos, poczekaj chwilę", oczka malutkie.
        Nie ma oczywiscie żadnego chłopaka, obok nas kręca się koledzy z roku, obok
        niej - nikt. Nie wyglada na przygnębioną, cóż, pewnie pogodziła się z losem.
        Oplotkowywałyśmy ją przez ponad semestr. Miła była wprawdzie, ale trzymała się
        tak troche z dystansem. Trudno się dziwić, taka brzydula. W koncu zaprosiła
        moja przyjaciółkę do domu, pożyczyć notatki.
        Przyjaciółka wraca, minę ma jakby ducha zobaczyła. Mówi - wchodzę do domu,
        otwiera super facet, prawie dwa metry, brunet, słowem młody bóg. Wchodzi
        brzydula i mówi - przedstawiam Ci mojego męża. Hm...
        Spotkałam teraz brzydulę - po dwudziestu paru latach. Myśmy utyły, zestarzały
        się, a ona pozostała taka sama. Brzydka, owszem, ale jak na pięćdziesiątkę
        świetnie się trzymająca. Popatrzałyśmy na siebie - teraz można by sądzić, ze
        była najładniejsza z nas.
        • Gość: Hubert Re: czym zasłużyłam na brzydką twarz?nie chcę żyć IP: *.chello.pl 23.12.04, 12:20
          Tez mi sie czasem wydaje, ze brzydota jest czasem uzywana przez niektore
          kobiety jako maska ochronna, by miec spokoj z facetami. Dla nich jeden, ten
          wlasciwy wystarczy. Maja gleboko gdzies to cale zamieszanie damsko - meskie. Po
          co tworzyc sobie tyle chaosu, skoro mozna miec wszystko w bardzo prosty sposob
          z tym jedynym, ktora ktory po prostu kocha i akceptuje ja taka jaka jest. Czego
          chciec wiecej?

          Pozdrawiam Hubert
    • marta9991 Re: czym zasłużyłam na brzydką twarz?nie chcę żyć 22.12.04, 19:27
      A w Waszych listach ciągle pojawia się watek mamy, zauważyłyście to?
      Kiedy mama ma niską samoocenę, to potem przekazuje ją również dziecku. I TAKA
      JEST PRAWDA.
      To mamy sa wszystkiemu winne, a nie faceci, czy cała reszta.
      Porozmawiajcie z nimi,moze Was przytulą w te święta i powiedzą coś miłego na
      Wasz temat.
      • Gość: Buka Re: czym zasłużyłam na brzydką twarz?nie chcę żyć IP: *.aster.pl / *.aster.pl 22.12.04, 19:38
        Jeśli dojście do porozumienia z matką jest jedynym ratunkiem na moje poczucie
        brzydoty - to kanał! Z moja matką mogę sie porozumieć mw. tak, jak Adaś
        Miauczynski ze swoja matką w "Dniu świra". On do niej: "Mamo, tracę poczucie
        sensu życia..." Ona: "Zjedz zupy!"; on: "Mamo, czy ty mnie kochsz?" "Kocham,
        kocham, a masło to trzeba skrobać, bo mocno zmrożone! Skrobać trzeba!" Jest
        jeszcze jeden dobry cytat na takie "duszoszczypatielne" rozmowy: "Pytałem
        matki, pytałem żony, a one na to: Włóż kalesony!" Kalesony, uuuuu!...
      • Gość: MULCHA Re: czym zasłużyłam na brzydką twarz?nie chcę żyć IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 23.12.04, 12:09
        Marta wam uleczy duszę, operację plastyczną przeprowadzi. Bowiem marta zna się
        na wszystkim.
        Po prostu Einstein. Co prawda bez matury, ale to nieistotne.
    • Gość: hania Re: czym zasłużyłam na brzydką twarz?nie chcę żyć IP: *.in-addr.btopenworld.com 23.12.04, 14:35
      Masz problem i proponuje zeby go jakos rozwiazac. Ja przez pol zycia chodzilam
      z twarza oszpecona znamionami,znajomi mi je liczyli i mowili ze takie urocze.
      A ja nienawidzilam tych wielkich gruzd i tego ze po kazdym lecie jest ich coraz
      wiecej; poza tym mialam i mam tlusta cere i tez nie chcialo mi sie zyc. Ale
      wiedzialam ze jak cos z tym nie zrobie to zwariuje, mimo ze dla znajomych i
      przyjaciol problemu nei bylo. Pieniadze oszczedzalam i od pewnego momentu
      systematycznie chodzilam do chirurga plastyka, ktory mi co sie da z twarzy
      powycinal. Nie jestem pieknoscia, ale lepiej sie z soba czuje teraz, bo choc
      potrafie patrzec bez obrzydzenia na wlasna twarz w lustrze i na zdjeciach. i
      nie zaluje ani zlotowki wydanej na zabiegi czy godziny bolu, kiedy sie wszystko
      goilo. W planie wyrownanie zebow: nie panikuje bo wiem ze jak mnie bedzie stac
      to to po prostu zrobie. Warto zrobic duzo zeby sie lepiej poczuc we wlasnej
      skorze.
      Zycze powodzenia.
      H
      • Gość: alanis DO BUKI przede wszystkim IP: *.adsl.green.ch 28.12.04, 16:56
        Buko, uwaznie przeczytalam cala dyskusje. Jak juz wiele osob Ci napisalo,
        jestes kims, z kim ma sie ochote dyskutowac i kto budzi mnostwo sympatii.
        CHcialabym miec dosyc czasu, aby podzielic sie z Toba wszyskim, co mi
        zainspirowalo te 160 postow, ale jako zywo, nie da rady. Noc by przegadac...
        Pare drobiazgow na poczatek: piszesz, ze "juz niemowleta dluzej zatrzymuja
        dluzej wzrok na ladnych buziach". Buko, skad wzielas taki intox???
        Dla niemowlecia nie ma roznicy miedzy glowa mamy a nadmuchanym balonikiem.
        Maluszki reaguja na cieplo, glos, smak mleka... i poczucie bezpieczenstwa lub
        fale zlosci dookola. Dla dziecka kanonem piekna sa jego wlasne uczucia. Kazdy
        wie, ze dziecko uczace sie mowic nie robi roznicy miedzy slowem "brzydki"
        i "zly" albo "ladny" i "kochany". Aksjomat, ale poczytaj Konrada Lorenza.
        Drobiazg (ha!) drugi to Twoje przebarwienia i (tu uklony dla Nezzi, mocna
        jestes!) Twoja Mama: Otoz przecytalam kiedys ksiazke paryskiego terapeuty
        Michela Odoul'a co sie zwala "Powiedz co Cie boli..." i traktowala o interakcji
        naszego umyslu i ciala. O tych wszystkich przypadkach kiedy podwija nam sie
        noga bo nie chcemy isc do jakiegos celu itd. Niesamowite, ale dzieki kilku
        stronom odkrylam o sobie wiecej niz po Jungu, nie dlatego ze nie lubie Junga,
        ale dlatego ze pan Odoul jest konkretny i rzeczowy...
        No wlasnie, do rzeczy: Opisal traktowane przez niego przypadki przebarwien
        skory opowiadajac historie zycia pacjentow. Bardzo streszczajac, skora jast tym
        co nas laczy i dzieli ze swiatem zewnerznym. Na zimno reagujemy gesia skorka,
        aby nastroszyc nieistniejace juz futro, w wielu jezykach istnieje idiom
        stosowany w nieprzyjemnych sytuacjach "to mnie przyprawia o pryszcze/egzeme".
        Kiedy skora traci normalna pigmentacje, to tak, jakby z glownego komputera
        (glowy) przyszla wiadomosc "slonce jest dla innych(ladnych), a nie dla mnie
        (brzyduli), moje przeznaczenie to pozostac w cieniu, niewidzialna, bo tak
        najmniej boli". Glupio zabrzmi, ale mysle ze sama sobie wypracowalas
        przebarwienia swoim wlasnym nastawieniem do swojej osoby i swojego ciala.
        Chociaz jestes subtelna i blyskotliwa dziewczyna i chcalabym miec taka
        przyjaciolke jak Ty.
        Mam kolege. Kolega w wieku lat 9ciu zostal zgwalcony przez jakiegos wloczege.
        Nie mogl o tym nigdy porozmawiac ze swoimi rodzicami. Niby nic sie nie
        zmienilo, ale dla siebie samego stal sie "tym-ktoremu-mozna-to-zrobic", kims
        niewartym szacunku. tlumil to przez dlugie lata, az jego skora zamienila sie w
        mape swiata w roznyh kolorach, od bialego do czarnego, przez rozmaite odcienie
        zolci i brazu. Wysiadl mu tez kregoslup, w koncu dzwigal to sam.
        Spotkal dziewczyne dla ktorej liczylo sie jego serce, przeszedl przez terapie i
        jego pigmentacja jest teraz najnormalniejsza w swiecie. Mozesz wierzyc albo
        nie, jakby co mam z nim kilka zdjec :-)
        Teraz z innej beczki dziegciu: Buko, wyobraz sobie, ze wygladasz tak, jak sobie
        wymarzylas. Co sie dzieje w twoich marzeniach? Mezczyzni rzucaja sie do twich
        stop? Kwiaty? Pierscionki? Samochody?....Byc moze. A teraz wyobraz sobie, o
        czym marzysz, kiedy juz jestes piekna i rozpieszczana kobieta. I na ile czasu
        starcza Ci Twoich marzen... o czymkolwiek innym niz o urodzie. I jak wygladaja
        stosunki z Twoja Mama kiedy jestes pieknoscia. Ona Cie kocha? Troszczy sie o
        Ciebie? Bo jestes ladna?
        Bullshit. Jestes inteligentna, wyobrazam sobie jak uprzejmie proponujesz
        rodzinie, zeby wlozyli swoje uczuca tam, gdzie sie nic nie przebarwi.
        A teraz chlopaki, ci z Harvardu, co rzucaja komentarze na ulicy: widza Cie i
        pogwizduja: "Oooo! Ale d..a!" A Ty? czujesz satysfakcje czy ten luj pozostaje
        jednak lujem?
        Nie pozwol decydowac o Twoim zyciu kretynowi spotkanemu na ulicy. Jestes
        modelka czy wrecz przeciwnie, nie zmieni to faktu, ze cham bedzie chamem a
        porzadny gosc porzadnym gosciem.
        Mam innego znajomego. Jest sparalizowany od 20tu lat. nie moze absolutnie nic
        sam zrobic, oddycha przez respirator. Wiesz, co robi ten facet? Codziennie
        dziekuje Bogu (Daje Ci ten przyklad, chociaz to nie moje zycie i nie wiem, kim
        bym byla na miejscu mojego znajomego) za zycie, ktore zostalo mu ofiarowane. Za
        to, ze moze pozwolic innym ludziom lepiej poznac siebie samych... Za to, ze
        widzac go, inni maja szanse A) zrobic jakis dobry uczynek, B) zastanowic sie
        nad tym jaki sens nadaja ich zyciu.
        Nie jest to wywod z cyklu "nie martw sie, inni maja gorzej". Kazdy potrafi byc
        nieszczesliwy i tupac nogami, bo niedobre Zycie nie dalo mu wymarzonej zabawki,
        np. kochajacych rodzicow, dobrej sytuacji materialnej, nogi, oka, wlosow...
        Tylko, ze...jesli zycie da Ci wszystkie zabawki, to pozbawi Cie satysfakcji
        zdobycia ich samemu. Kazdy brak jest szansa.
        Mysle, ze ty nie chcesz byc ladna. Mysle tez, ze juz Ci nie zalezy na czulosci
        Twojej mamy. Mysle, ze chcialabys moc spojrzec w oczy osobie, ktora sie z
        Ciebie smieje i moc jej wyjasnic, ze jej opinie sa wazne tylko dla niej samej i
        dla nikogo wiecej. Mysle, ze chcialabys dostrzec w ludziach cos, za co moglabys
        ich lubic, a nie szarpac sie przez cale zycie, aby oni dostrzegli w (na?) Tobie
        cos, za co moglabys sie czuc lubiana.
        Bardzo cieplo Cie pozdrawiam.
        Alanis.
        • Gość: Buka Re: DO BUKI przede wszystkim IP: *.aster.pl / *.aster.pl 29.12.04, 13:08
          Alanis, odpisuję po długich przemyśleniach, dlatego nie od razu... Hm,
          dziękuje, dotknełas paru ważnych spraw - tak trafnie zreszta, że zastanawiam
          sie, czy nie jesteś jasnowidzem - a tych sie boję!
          Lorenza znam tylko od strony gęsi, zaś o niemowlętach przeczytałam bodajze w
          Newsweeku czy innym pismie /ale nie w Super Expresie!/. Acha, chyba też u Bussa
          czy innych Wojciszke cos takiego też jest..
          Odoula przeczytam jak najszybciej, bo jestem pod wrażeniem tego, co piszesz,
          zwłaszcza, że to by sie zgadzało... Ja też nie mogę sie nadziwić mocy
          psychosomatyki ani tez zrozumiec tego i pogodzic z logiką. Naturą steruje wiec
          nie mechaniczny porządek, lecz duchowy i emocjonalny - to brzmi jak manifest
          romantyków, nie do wiary - a jednak..?! Znałam dziewczynę, która miała
          sparaliżowaną nogę od czasu, gdy jej chłopak wyjechał. Poza tym wydarzeniem nic
          sie nie działo: zadnego wypadku, choroby.. Ona tez nie histeryczka czy
          udawaczka. Stało sie samo i mimo woli!
          Co do skóry... Kurczę, to naprawde jakiś mój newralgiczny organ! Mam np. liczne
          alergie, które raz są, a raz ich nie ma. Zabrzmi to niewiarygodnie, ale gdy
          pracowałam w nielubianej pracy, miałam alergię na pewna substancje, która tam
          była - teraz, gdy tam nie pracuje, moge pływac w tej substancji i nic mi nie
          jest. Raz znów gdy strasznie nakłamałam /a nie mam tego w zwyczaju/ - dostałam
          pokrzywki na całym ciele: bąble od pięt po skóre głowy! Mogłabym mnozyc takie
          przykłady, ale nie chcę nudzić. W kazdym razie zauważyłam prostą zaleznoć
          pomiedzy tym, co czuje, a stanem mego zdrowia, zwłaszcza skóry.
          Co więcej i smutniej: obawiam sie, ze zalążki problemów ze skórą są zwiazane z
          negatywnym wpływem mojej matki i siostry - to brzmi byc moze jak "spiskowa
          teoria...", ale... Moja siostra ma córeczkę - 10 lat. Niedawno okazało sie, że
          dziewczynka cierpi na bielactwo skórne- NIKT w rodzinie naszej czy męża siostry
          nie miał tego typu schorzenia! Mała ma więc własną wersję tego, co ja: piętna
          skazy na urodzie, gorszości, braku. Jednoczesnie kojarzę sobie, że moja matka i
          siostra były bardzo złe, gdy sie wyprowadziłam i uniemozliwiłam im dokuczanie
          mi na temat mojej brzydoty i rozładowywanie na sobie ich frustracji.
          Wydaje mi się, że teraz "wzięły na warsztat" te małą - ona mnie po prostu
          zastąpiła w przyjmowaniu ich złych uczuć, w roli kozła ofiarnego. Tak to widzę:
          Z matką i siostrą jest coś nie tak / jungowski kompleks cienia/ -> znajdują
          ofiarę i męcza ja wmawiajac m. in. ze to z nia cos jest nie tak /projekcja/->
          młodsza i bardziej bezsilna ofiara, pragnac zachować wiarę w miłośc rodzinną,
          dobroć i racje siostry i matki /matki i babki/ uznaje, ze cos z nia jest nie
          tak -> po jakims czasie jej ciało sie do tego dostosowuje: pojawiaja sie zmiany
          skórne i b.widoczne /twarz!/ defekty... Moze tak być?
          Co by mi dała uroda? Mam jedno tylko proste marzenie: o flircie /nie mylić ze
          zdradą/. Chciałabym, zeby choc jeden raz w zyciu zwrócił na mnie uwage jakis
          męzczyzna, pierwszy do mnie podszedł i zagadał, zabiegał o mnie, zeby pierwszy
          raz w zyciu jakis męzczyzna zaprosił mnie na kawę, komplementował i szukał
          mojego towarzystwa... Mysle, że kazdej kobiecie nalezy sie choc jeden taki raz:
          zeby poczuła sie cenna, chciana, szukana i pożądana... Ja bym sie na 99%
          wycofała z tego, bo zakładam, że nie musiałby byc to mężczyzna na poważne
          zwiazki, mógłby to byc uroczy flirciarz, któremu sprawia przyjemność samo
          uwodzenie... A ja bym urosła z dumy, że jestem ponętna, fajna, warta czyichs
          zabiegów, czasu, przemyślanych strategii, wysiłku słownego.. Ech, marzenia!
          Oczywiście masz racje domyslajac się, że odpuściłam sobie zabiegi o dobre
          uczucia matki czy siostry - z suchych gałezi nie wycisnie sie soku, daremny
          trud. Żałuje tylko, ze ojciec, choć miał dla mnie dobre uczucia, był taki
          bierny, nie walczył o mnie - ale on i o siebie nie umiał zawalczyć...
          Co do lubienia ludzi - na szczęście zawsze miałam jakieś dobre relacje: a to
          fajną nauczycielkę, a to super - koleżankę, a to /aktualnie/ godną podziwu
          szefową, a to całkiem niezłego /suma sumarum!/ męża. Nie jestem chyba marudna w
          stosunku do innych, lubie wiele osób: bogatych i biednych, zaradnych i
          niezaradnych, z wieloma osobami gadam, np. wczoraj z bezdomnym o
          filmie "Pasja". Najgorsze relacje zdarzyły mi sie na terenie rodzinnego domu -
          niestety.
          I.. tez mi głupio, kiedy widzę, ze inni cierpia, maja poważne kłopoty
          zdrowotne, tylko ja w takiej sytuacji nie mysle, że sama mam sie uspokoic i nie
          desperować nad własna sprawą, tylko bym desperowała dodatkowo nad krzywda tego
          drugiego. I wszystko naprawiała. Cały świat, bo źle pomyślany...
          • Gość: alanis Re: DO BUKI przede wszystkim IP: *.adsl.green.ch 29.12.04, 15:22
            Gość portalu: Buka napisał(a):

            > sie, czy nie jesteś jasnowidzem - a tych sie boję!

            ---> nie jestem absolutnie jasnowidzem :-)) Tak samo jak i Ty naleze do rodziny
            szczesciarzy, ktorym zycie nie podalo wszystkiego na talerzu tylko pozwolilo
            samemu poszukac... pokombinowac...potrenowac. Jeszcze raz z uporem maniaka
            sobie powtorze, bo lubie: Najwiekszym prezentem jaki moze nam dac Zycie sa
            pragnienia. Tak jak najwiekszym prezentem dla zaglowki jest wiatr w zaglach, a
            nie kotwica i miejsce w przystani :-)
            Ciesze sie, ze nie machnelam sie na calej linii w moich dywagacjach.

            > Lorenza znam tylko od strony gęsi, zaś o niemowlętach przeczytałam bodajze w
            > Newsweeku czy innym pismie /ale nie w Super Expresie!/. Acha, chyba też u
            Bussa
            ---> Buss jest strasznie kochany. Gdzie on o tych niemowletach pisal? A Lorenza
            polecam "Regres spoleczenstwa", jest nie tylko o maluchach ale mnostwo takiego
            ciekawego. Ryczec ze smiechu tez mozna.
            >

            > Odoula przeczytam jak najszybciej, bo jestem pod wrażeniem tego, co piszesz,
            > zwłaszcza, że to by sie zgadzało... Ja też nie mogę sie nadziwić mocy
            > psychosomatyki ani tez zrozumiec tego i pogodzic z logiką. Naturą steruje
            wiec
            > nie mechaniczny porządek, lecz duchowy i emocjonalny - to brzmi jak manifest
            > romantyków, nie do wiary - a jednak..?!

            ---> Ja tez lubie odwieczne pytania metafizyczne :) Podyskutowac by z Lekshey
            moze... Cos/ktos na pewno steruje materia/energia/swiatlem/falami/kwarkami,
            wedlug calkiem fajnych regul. Jedyne, co wydaje mi sie pewnym, to ze absolutnie
            wszystko jest w interakcji, a pierwsze watpliwe, to mozliwosc ustalenia granicy
            miedzy energia a materia. Kiedy nasze synapsy przekaza sobie impuls zwany
            smutna mysla, nasza sluzowka wyprodukuje np. smarki (zeby bylo romantycznie).

            Wracajac do skory: dla mnie byla zawsze problemem nr.2. Numerem 1 byly migreny.
            Powody mozna porownyc do Twoich, niuansujac oczywiscie. I wiesz co? teraz
            bedzie smiesznie: mimo bardzo zlego stanu skory mialam spore powodzenie u
            facetow! Powod jest powalajacy: Kiedy przestawala mnie bolec glowa czulam sie
            taka szczesliwa, ze faceci nie widzieli prawdopodobnie nic oprocz usmiechu od
            ucha do ucha... Jak sie czytam i widze te paradoksy, to usmiecham sie pod
            wasem. Ale pisze od serca, Buko, nie ma tu nic zmyslonego.
            Rozumiem Twoje marzenia o ksieciu z bajki. Pasuja do Ciebie jak szklany
            pantofelek na stopke Kopciuszka. I jestem pewna, ze predzej czy pozniej
            pojedziesz na bal do palacu, ksiaze bedzie tanczyl tylko z toba a wszyscy
            goscie szeptac z podziwem.
            Bo pod twoja sukienka, w ktora ubrala Cie macocha i zle siostry, kryje sie
            ksiezniczka. Nigdy o tym nie zapomnij.
            Bardzo cieplo Cie pozdrawiam
            Alanis.
          • nezzi Re: DO BUKI przede wszystkim 29.12.04, 18:34
            Gość portalu: Buka napisał(a):


            >Moze tak być?

            Może...

            Bardzo mi żal tej dziewczynki... Jakie to smutne, że mała będzie przechodzić
            przez cały ten koszmar... Kolejna pretendentka do nerwicy za sprawą
            nieodpowiedzialnego, bdurnego zachowania osób, od których powinna otrzymać
            miłość i zaufanie.
            Buka... jesteś świadoma tego wszystkiego, prawda?

            Piszesz o ojcu... i o potrzebie bycia zauważoną przez mężczyznę... Dla małych
            dziewczynek to właśnie ojciec odgrywa rolę tego "pierwszego i najważniejszego"
            mężczyzny. Bardzo ważne jest by w odpowiednim momencie okazał zainteresowanie
            córką, aby ją wspierał, był "rycerzem", który w razie czego ją obroni. Jest to
            tak ważne, że w przyszłym życiu podświadomie wybieramy na swoich partnerów
            mężczyzn w jakimś stopniu podobnych do ojca.

            Psychosomatyka to nie czary-mary. Sama odczułam to na sobie. Bezsenność,
            kołatanie serca, rozmaite bóle, ba nawet niewyraźne widzenie... Wszystko znikło
            jak zaczęłam porządkować swoje emocje. Zresztą sama to widzisz po sobie.

            Dlatego tak ważne jest poznanie siebie, zrozumienie własnych emocji i przebiegu
            własnego życia.
        • kingakunowska Kochane!!! 29.12.04, 18:08
          Aha. A komentarzami dziadów ulicznych bym się nie przejmowała zupełnie. U
          Ciebie akurat ich teksty nałożyły się na kompleksy, ale uwierz, że każda, nawet
          super śliczna dziewczyna została kiedyś zjechana przez lumpa, który chyba do
          swojego robaka mówi, bo i tak nie wie, co się dzieje naokoło.
          Od cholery jest ludzi psychicznie chorych, cała armia świrów pałęta się po
          ulicach. Pamiętam, jak kiedyś facet wyśmiewał mnie w autobusie, że nie mam
          biustu, chociaż mam duży ;-)Innemu z kolei nie spodobał się mój nos i obwieścił
          na przystanku, że jestem cholerną żydówą etc. Inną razą zataczały się ze
          śmiechu dwie panienki, że mam legginsy pod spódnicą i tak dalej.
          Któraś z Was pisze, że jakiś snuj specjalnie się cofnął, żeby ją powiadomić o
          brzydocie. Każdej coś takiego się zdarzyło, bez względu na urodę. Mojej
          przyjaciółce menel udzielił komplementu na ruchomych schodach: z tyłu to pani
          jeszcze jakoś wygląd - powiedział - ale z przodu? Dziewczyna nie miała
          kompleksów, więc wybuchnęła śmiechem i tyle.
          Nie dajcie sobą manipulować przez jakichś wariatów i niedocofów tunelowych. Bo
          to tkwi w Waszych głowach, i jeśli kiedyś ktoś się cofnie na ulicy, by
          powiedzieć Wam komplement, wrócicie do domu zapłakane, że się z Was wyśmiewają
          i w ogóle żarty sobie robią.
          I powtarzam: nikt nie ma cholernego obowiązku być cały czas pięknym.
          Trzymajcie się dzielnie, róbcie swoje i olewajcie opinie innych. A już
          szczególnie nie dajcie się manipulować jakimś smętnym typom, co nie widzą dalej
          swojej butelki.
      • Gość: alanis DO BUKI przede wszystkim IP: *.adsl.green.ch 28.12.04, 17:00
        Buko, uwaznie przeczytalam cala dyskusje. Jak juz wiele osob Ci napisalo,
        jestes kims, z kim ma sie ochote dyskutowac i kto budzi mnostwo sympatii.
        CHcialabym miec dosyc czasu, aby podzielic sie z Toba wszyskim, co mi
        zainspirowalo te 160 postow, ale jako zywo, nie da rady. Noc by przegadac...
        Pare drobiazgow na poczatek: piszesz, ze "juz niemowleta dluzej zatrzymuja
        dluzej wzrok na ladnych buziach". Buko, skad wzielas taki intox???
        Dla niemowlecia nie ma roznicy miedzy glowa mamy a nadmuchanym balonikiem.
        Maluszki reaguja na cieplo, glos, smak mleka... i poczucie bezpieczenstwa lub
        fale zlosci dookola. Dla dziecka kanonem piekna sa jego wlasne uczucia. Kazdy
        wie, ze dziecko uczace sie mowic nie robi roznicy miedzy slowem "brzydki"
        i "zly" albo "ladny" i "kochany". Aksjomat, ale poczytaj Konrada Lorenza.
        • Gość: Tunia MÓJ PROBLEM JEST TROCHĘ INNY IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 28.12.04, 18:11
          lubię siebie:) naprawdę siebie lubię, mimo wszystkich moich wad (a mam kilka
          naprawdę paskudnych i widocznych)lubię swoje włosy, swoje oczy, usta, lubię
          siebie po prostu, mimo tego, że jestem obiektywnie brzydka. I dlatego nie mogę
          zrozumieć: czemu się ze mnie śmieją? śmiali się ze mnie zawsze tzn. mw od końca
          podstawówki. słyszałam tak chamskie epitety co do mojej brzydoty, że nie życzę
          najgorszemu wrogowi, żeby takie rzeczy go spotkały. Obraźliwe słowa słyszę do
          tej pory. znajomi pocieszają mnie, mówią że ludzie są głupi, ale chyba muszą
          mieć jakiś powód, skoro uczepili się właśnie MNIE? akceptuje siebie taką, jaką
          jestem, rodzice, przyjaciele, wszyscy otaczają mnie troską i mówią, że jestem
          ładna. CO Z TEGO? reszta ludzi ma inne zdanie. pomóżcie mi.
          • nom73 Re: MÓJ PROBLEM JEST TROCHĘ INNY 28.12.04, 18:29
            Gość portalu: Tunia napisał(a):

            > mieć jakiś powód, skoro uczepili się właśnie MNIE? akceptuje siebie taką, jaką
            > jestem, rodzice, przyjaciele, wszyscy otaczają mnie troską i mówią, że jestem
            > ładna. CO Z TEGO? reszta ludzi ma inne zdanie. pomóżcie mi.

            A zalezy Ci na opinii innych, czy na Twojej i Twoich bliskich?
            • Gość: tunia Re: MÓJ PROBLEM JEST TROCHĘ INNY IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 28.12.04, 18:42
              wiesz... nie przechodzi Ci przez myśl, że opinia moich bliskich jest
              subiektywna (żeby nie powiedzieć:kłamliwa), a opinia innych prawdziwa? eh...
              muszą mieć jakiś powód, że śmieją się właśnie ze mnie. i to nie w jednym
              środowisku, tylko w wielu różnych. a ja uważam że jestem przeciętna, ot co.
              • mloda48latka Re: MÓJ PROBLEM JEST TROCHĘ INNY 28.12.04, 22:11
                tak jak ktos napisal - w jakim wieku kobieta zaczyna byc brzydka
                Ja wiem ze patrze w lustro i na zdjecia i widze ze nie jestem ladna i juz teraz
                wszystko pojdzie wdol.
                wszystkich nas to czeka
                • Gość: tunia Re: MÓJ PROBLEM JEST TROCHĘ INNY IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 28.12.04, 22:36
                  ta... tylko że ja nie mam jeszcze 18 lat;(
              • nom73 Re: MÓJ PROBLEM JEST TROCHĘ INNY 28.12.04, 23:05
                Gość portalu: tunia napisał(a):

                > wiesz... nie przechodzi Ci przez myśl, że opinia moich bliskich jest
                > subiektywna (żeby nie powiedzieć:kłamliwa), a opinia innych prawdziwa? eh...

                piękno jest z założenia subiektywne, w czasach Rubensa inne ideały były w
                modzie. :-)

                > muszą mieć jakiś powód, że śmieją się właśnie ze mnie. i to nie w jednym
                > środowisku, tylko w wielu różnych. a ja uważam że jestem przeciętna, ot co.

                No ale mi chodziło, czy naprawdę zależy Ci na opinii obcych ludzi?
                Jakbym zaprzątał sobie głowę co o mnie pomysli jakiś przypadkowy człowiek na
                ulicy jak ide w podartych spodniach, to w zimie w trampkach bym chodził. :-)
                Co mnie obchodzi co ktoś obcy o mnie sobie pomysli i tak za 5 minut nie będzie
                o mnie nawet pamiętał.
                • Gość: tunia Re: MÓJ PROBLEM JEST TROCHĘ INNY IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 28.12.04, 23:31
                  hm... wiesz...gdyby to byli obcy ludzie to ok.
                  ale znajomi (nie przyjaciele) - na obozach, wycieczkach często mi dojeżdżali:(
                  no a ci znajomi mają znajomych... moje miasto nie jest takie duże. i ludzie
                  mają o mnie opinię, jaką mają. a może po prostu mają rację, tylko ja jestem
                  ślepa i się oszukuję:(
                  • nezzi Re: MÓJ PROBLEM JEST TROCHĘ INNY 28.12.04, 23:41
                    Lubię siebie ALE...
                    To lubisz siebie czy nie? Tunia?
                    Bo mam wrażenie, że jednak nie, skoro opinia innych obcych ludzi jest tak ważna.
                    Dlaczego?
                    • kadka Re: MÓJ PROBLEM JEST TROCHĘ INNY 28.12.04, 23:48
                      wszyscy tutaj tak pieknie idealizuja ze serce jest wazne itd, ale ciekawe co by
                      kazda z Was zrobila gdybyscie byly ponizej sredniej.

                      Moim zdaniem najlepsza odpowiedz dal ktos przytaczajac Buddyzm - ze sytuacja w
                      jakiej jestesmy ma jakis cel, polepszenie duszy. Ze nic nie jest z przypadku -
                      ani rodzice jakich mamy, ani wygla, ani ludzie z jakimi mamy do czenienia
                      Uzmyslowienie sobie ze wszystko jest nietrwale. Piekna kobieta moze wmig miec
                      twarz "spotworniona" przez jakis nieszczesliwy wypadek itd. Zycie jest krotkie,
                      poswiecmy je na rozwoj duchowy. Moze nie bedziesz miala partnera, ale napewno
                      mozesz dac milosc wielu innym potrzebujacej jej.

                      Znam kobiete, ktora poprzez rozne sytuacje(wmawianie jej przez obojga rodzicow
                      ze te "prywatne czesci" sa brzydkie. Nigdy nie miala meza, ani dzieci. Nigdy
                      partnera. Ale poswiecila sie zwierzetom - znalazla swoja pasje. Szukaj
                      szczescia tam, gdzie uroda nie gra roli zadnej.
                      • Gość: Buka Re: MÓJ PROBLEM JEST TROCHĘ INNY IP: *.aster.pl / *.aster.pl 29.12.04, 11:30
                        Tunia, nie słuchaj tego! Nie idź do klasztoru ani też nie poswiecaj sie w
                        całości zwierzętom! Walcz! Ja, Buka, 33 lata, często mam załamki z powodu urody
                        ale też wiem, ze najmilsze rzeczy przezyłam dzięki - tak trudno dla mnie
                        uzyskiwalnym: 1. Fajnym towarzystwie i wspólnej zabawie 2. Sympatii ludzkiej,
                        przyjaźni 3. Sympatii męskiej, adoracji, love.. Masz dopiero 17 lat, mądrą
                        główke /wnioskuje z postów/, miły charakter - i pewnie, tak jak mnie, uda ci
                        sie jednak doświadczyć ww. przeżyć - bardzo ludzkich i wzbogacajacych nasze
                        zycie. Seks też jest fajny /gdy z miłą osobą - na to zważaj../. Ergo: lepiej
                        isc do przodu i poznawać świat nawet kulejąc /czyli z marną urodą/ niż za młodu
                        zamknąć sie w pustelni, przyjąc pozycje kwiatu lotosu i czekać na oświecenie..
                        • Gość: Tunia Re: MÓJ PROBLEM JEST TROCHĘ INNY IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 29.12.04, 15:02
                          hehehe... niestety... klasztor to STANOWCZO nie dla mnie:) mam wiele
                          przyjaciół, niestety to głównie dziewczyny... podobałam się kilku facetom ale
                          hm... ja mam po prostu zjechaną opinię... ludzie się ze mnie śmieją... inni to
                          słyszą i w główce im się koduje, że trzeba mnie unikać:( nie uważam się za
                          ładną - mam dość oryginalny... rzekłabym, dyskusyjny typ urody... w każdym
                          razie akceptowałabym siebie bez problemu gdyby nie te wieczne, głupie przycinki
                          i opinia, jaką mam w środowisku... znam brzydsze osoby ode mnie, które nie są i
                          nie były publicznie poniżane... jak już pisałam... moje miasto nie jest małe,
                          ale jakoś tak jest, że młodzież się zna... eh... nie wiem co napisać jeszcze...
                          dziękuję Buka:* jesteś kochana:)
                          • Gość: glajda Re: MÓJ PROBLEM JEST TROCHĘ INNY IP: *.wmc.net.pl 29.12.04, 16:48
                            Myślę, Tuniu, ze Twoi szczeniakowaci znajomi uprawiaja "końskie zaloty". Skoro
                            podobałaś się kilku facetom, oznacza że masz w sobie to "coś", działasz na
                            mężczyzn, jesteś atrakcyjna. Młodzi mężczyźni też mają problem z poczuciem
                            własnej atrakcyjności i dlatego niekiedy tak beznadziejnie zachowują się.
                            Następnym razem zapytaj takiego prześmiewcę co go tak bardzo rozśmieszyło,
                            spokojnie wysłuchaj odpowiedzi a następnie zwróć uwagę towarzystwa na jego
                            braki. Na pewno coś znajdziesz, mało który nastolatek jest podobny do człowieka.
                            Te łby podgolone, uszyska odstające, oczka małe i nosy wielgachne, i trądzik
                            jako standard.
                            Pozdrawiam, A.
                            • Gość: Tunia Re: MÓJ PROBLEM JEST TROCHĘ INNY IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 29.12.04, 20:14
                              dzięki, A. (glajda)!:)
                              niestety, nie działam na mężczyzn, to wiem na pewno:) tych kilku (których mogę
                              policzyć na palcach jednej ręki) nie pałało do mnie jakimś głębszym uczuciem...
                              to byli tacy chłopcy, którzy zrobią wszystko żeby tylko MIEĆ dziewczynę,
                              nieważne jaką:) a inni... hm... zdarzały się takie sytuacje... np. gra w
                              butelkę, padło na mnie... i zdecydowane "fuj" i odmowa wykonania zadania ze
                              strony kolegi:( tak było często... wyzwiska, złośliwości... a dziś miałam
                              sen... kolega, który często mi ubliża śmiał się ze mnie przed całą szkołą...
                              nie wiem, co ja takiego w sobie mam okropnego:(
                              • Gość: inga Re: MÓJ PROBLEM JEST TROCHĘ INNY IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 29.12.04, 21:16
                                A ja na Twoim miejscu zastanowiłabym się nad tym w jakim środowisku się
                                obracasz. To jakaś banda troglodytów:((((
                                Czy naprawdę wokół Ciebie nie ma normalnych ludzi?
                                • Gość: tunia Re: MÓJ PROBLEM JEST TROCHĘ INNY IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 29.12.04, 23:04
                                  są. ale to jest środowisko "inteligenckie" młodzieży mego miasta:(
                              • Gość: glajda Re: MÓJ PROBLEM JEST TROCHĘ INNY IP: *.wmc.net.pl 29.12.04, 23:57
                                Gość portalu: Tunia napisał(a):

                                >> niestety, nie działam na mężczyzn, to wiem na pewno:) tych kilku (których
                                mogę
                                > policzyć na palcach jednej ręki)

                                *Czyli nieźle masz przecież dopiero 17 lat!

                                nie pałało do mnie jakimś głębszym uczuciem...

                                *Skąd wiesz?
                                >
                                > to byli tacy chłopcy, którzy zrobią wszystko żeby tylko MIEĆ dziewczynę,
                                > nieważne jaką:)

                                *Zobacz,z jaką pogardą wypowiadasz sie o nich. Dlaczego?

                                a inni... hm... zdarzały się takie sytuacje... np. gra w
                                > butelkę, padło na mnie... i zdecydowane "fuj" i odmowa wykonania zadania ze
                                > strony kolegi:(

                                *Zachował sie jak idiota. Być moze nim jest, a być może ten niepewny siebie
                                chłopczyk bał sie zadania. A być może jest troglodytą. Nazywasz go "kolegą".
                                Jak TERAZ wygladaja Wasze relacje?

                                tak było często... wyzwiska, złośliwości... a dziś miałam
                                > sen... kolega, który często mi ubliża śmiał się ze mnie przed całą szkołą...
                                > nie wiem, co ja takiego w sobie mam okropnego:(

                                *Myślę, ze należałoby zebrać kilku przyjaciół i nastukać owemu koledze.
                                I pytanie mam - czy jesteś brzydsza od Barbary Streisand?
                                Pozdrawiam, A.



                                • Gość: tunia Re: MÓJ PROBLEM JEST TROCHĘ INNY IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 01.01.05, 15:11
                                  od Barbry Streisand? um... chyba nie, no ale to jest moje zdanie... a mówiłam,
                                  że ja mam całkiem niezłe mniemanie o swoim wyglądzie, tylko inni nie pozwalają
                                  mi zapomnieć, jaka jestem brzydka itd...
                                  kolegi unikam, on mnie też, ale jeśli już z nim rozmawiam, to zachowuję się,
                                  jakby nic się nie stało... chociaż w środku wszystko się we mnie ściska:(
                                  ale jak już mówiłam... to nie była jedna sytuacja:( takich było kilka, jeśli
                                  nie więcej... zawsze udawałam, że tego nie słyszę, albo potrafiłam się zdobyć
                                  na jakieś ciche "przestań", albo płakałam... no cóż, taki mój los:(
                                  SZCZĘŚLIWEGO NOWEGO ROKU!:)
                                  • brzydulca Re: MÓJ PROBLEM JEST TROCHĘ INNY 02.01.05, 00:49
                                    a ja nie jestem specjalnie ladna czy brzydka (wedlug mnie), ale kobiety
                                    twierdza ze jestem b.ladna(tylko ze niesmiala) i zawsze typowano mnie na Miss
                                    klasy - ale ze strony dziewczyn. Chlopaki nie zwracali na mnie uwagi. Nie
                                    prosili do tanca.Tez nabawilam sie kompleksow. Dotad nie wejde do sklepu gdzie
                                    obsluguje mezczyzna.
                                    • Gość: tunia Re: MÓJ PROBLEM JEST TROCHĘ INNY IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 04.01.05, 20:03
                                      eh.. przeczytałam to wszystko, co tu napisałyście... całe 189 postów:) wiem
                                      teraz, że dla mnie problemem nie jest wygląd, tylko to, jak mnie inni traktują.
                                      A traktują czasem okrutnie - wyśmiewają, wyszydzają, albo po prostu ignorują...
                                      jestem bardzo towarzyska, niestety to te ładne dziewczyny skupiają całą uwagę
                                      moich kolegów... ja... hm... mogę sobie gadać, uśmiechać się, a oni tylko
                                      spojrzą, pośmieją się ze mnie i już wracają do NICH:( dlaczego? czy ktoś
                                      przeżył to co ja - był wyśmiewany w szkole i wśród 'znajomych'?
                                      • Gość: Buka Re: MÓJ PROBLEM JEST TROCHĘ INNY IP: *.aster.pl / *.aster.pl 04.01.05, 21:14
                                        Tunia, nie chce cie dołować, ale ja też będąc w twoim wieku jakos tak miałam:
                                        mnie się ciągnęło za włosy, rozpinało mi się stanik - potem była ganianka z
                                        piskiem i slalomami - nie powiem, że nie lubiłam tak polatać i poprzekomarzać
                                        się /byle do granic żatru - a to często szwankowało u moich kolegów/...
                                        Nie byłam znienawidzona przez chłopców, lubili mnie chyba, lecz... jakby to
                                        rzec? Kwiatki, marzycielskie mordki, westchnienia i kindersztubę zachowywali
                                        dla... często nudnych, napuszonych panienek, czasem strasznie głupich /ci
                                        inteligentni chłopcy tez potrafili ścielic sie do stóp jakiejs afektowanej
                                        nudziarze/.
                                        Doszłam do straszliwego wniosku, że moze bym się i mężczyznom wysoce nadawała,
                                        ale na pewno nie na oficjalną, godną i dostojną narzeczoną a kiedys matke ich
                                        dzieci. Zaangazowaliby mnie na pokatną kochankę, do pofiglowania, ganianki,
                                        swirostwa - wszystkiego, na co nie pozwala swiat dojrzałości. Ciekawi mnie, czy
                                        nie czujesz, ze jednak się chłopcom podobasz, tylko tak jakos ukradkowo i
                                        wstydliwie, nieoficjalnie..? /A oficjalnie - kazdy ubóstwia Kasię B.../
                                        • Gość: glajda Re: MÓJ PROBLEM JEST TROCHĘ INNY IP: *.wmc.net.pl 05.01.05, 10:05
                                          I właśnie te napuszone nudziary są po kilkunastu latach małż. porzucane dla
                                          takich fajnych babeczek jak Ty, Buka. Albo ich mężowie marzą o tym. POJEDŹ NA
                                          ZJAZD ABSOLWENTOW!!!
                                          • Gość: Buka Re: MÓJ PROBLEM JEST TROCHĘ INNY IP: *.aster.pl / *.aster.pl 05.01.05, 12:32
                                            Ha ha, Glajda, ale trafiłaś z tym zjazdem! Byłam, a jakże! - i, ku swemu
                                            wielkiemu zdumieniu, usłyszałam od kolegi, zabawnego, fajnego chłopaka - to on
                                            właśnie najbardziej mnie ganiał i skubał w pupę, lecz oficjalnie "chodził" z
                                            pewną "poważną" /czytaj - nudną, ograniczoną, konformistyczną/ panną - żebysmy
                                            opuscili ów zjazd i udali się we dwoje do innego lokalu... Zdębiałam! I nie
                                            skorzystałam: jest żonaty z tamtą panną, ma dzieci.. Ma co chciał.
    • Gość: a Re: czym zasłużyłam na brzydką twarz?nie chcę żyć IP: *.icpnet.pl 04.01.05, 22:19
      jenys jakbym czytala o sobie:(pod moim adresem tez padaly rozne tego typu
      odzywki i komentarze.A boli to dlatego,ze ludzie tak mowia,ze im
      przeszkadza,gdyby nie oni i ich zbedne komentarze czulybysmy sie swobodnie.Tez
      mam blizny przebarwienia i nie tylko.Boli mnie to,ze musze tak cierpiec
      psychicznie i wiem jak sie czujesz:(
      • Gość: asd Do Buki IP: *.upc-j.chello.nl 04.01.05, 23:51
        Buka, czy najwiekszym twoim problemem sa te plamy na twarzy? Przeciez
        dermatologia estetyczna poczynila ogromne postepy, nie ma na to rady?
        Ja tez zaliczam sie do brzydot, zreszta swoja historie opisalam pare postow
        wyzej.
        Przeczytalam twoje posty z zainteresowaniem i zrozumieniem rozpoznajac w nich
        swoja sytuacje. Wprawdzie dzieki Bogu plam na twarzy nie mam, ale mase roznych
        defektow, wystarczajaco paskudnych zeby zatruc zycie.
        Zeszlego lata znow powtorzylo sie to samo czarne scenario ( ja jak glupia co
        roku mysle i mam nadzieje, ze bedzie inaczej, lepiej, caly rok pracuje nad
        soba, staram sie inwestowac we "wnetrze". Brandona "6 filarow"czytuje od lat
        jak Biblie i cytaty juz znam na pamiec. Odchudzam sie ale zawsze jojo mnie
        dolapie i pare kilo jeszcze sie dolozy do tego co bylo przed. Frustracja total.
        Ale wracajac do ubieglego lata. Pojechalam do modnego kurortu z zupelnie
        przecietnie wygladajaca kuzynka, zainwestowalam w kosmetyki, ciuchy, fryzure
        itp. Bez przesady, ale najlepiej jak potrafilam. I znowu to samo. Do kuzynki
        ciagle ktos zagadal, zainteresowal sie, jakies znajomosci, podryw itp. A ja jak
        ta sierota ostatnia, zupelnie bez sensu. Przykro mi bylo strasznie patrzec jak
        faceci z niesmakiem i krytycyzmem na mnie patrza, jak widze w ich oczach lek i
        chec ucieczki gdzie pieprz rosnie, jak lituja sie nade mna i wyrazaja
        swoje "dobre" rady, ze przydaloby mi sie troche schudnac. Boze, przeciez ja sie
        ciagle odchudzam!!!
        No nie wiem, jak mozna sie pogodzic z tym problemem. Ciagle probuje i ciagle
        bryndza. W ogole nie widze pozytywnego rozwiazania z happy endem.

        • Gość: Buka Re: Do Buki IP: *.aster.pl / *.aster.pl 05.01.05, 12:19
          No widzisz, u mnie najgorsze są plamy - bez nich czułabym się w granicach normy
          a u ciebie - problem schudnięcia. Z plamami walka jest ciężka. Można sie ich
          podobno pozbyc, ale trzeba miec duuuże pieniadze. Może dlatego słynne modelki
          czy królowe brytyjskie nie maja plam... Parę razy nacięłam sie na rzekomo
          cudownych zabiegach.. Jest ponoć nowy zabieg - niepewny efekt i.. na tzw "Dzień
          dobry" - to 3000, plus koszta drogich kosmetyków do stosowania przez rok!
          Jedną z nielicznych fajnych rzeczy, które są w moim zyciu, jest praca -
          niestety, nisko płatna. Oszczędzam jak mogę, i czuję się jakbym miała skoczyc
          na bungiee, kiedy am wyłozyć kilka tysięcy na nie wiadomo co /dotychczas zawsze
          okazywało sie, że NA NIC!/. Przebarwienia są niezgłebione medycznie.
          Asd, ty, wbrew pozorom, masz większe szanse. Jak może pamietasz, ja też kiedyś
          ważyłam za dużo ale udało mi sie trwale schudnąć /od 13 lat ta sama,
          umiarkowana waga/. Znam osoby, które schudły - nie znam nikogo, kto zwalczył
          przebarwienia... Jeśli chcesz, napisz do mnie na adres mailowy /podałam wyżej/,
          to powiem ci, co się działo, gdy /w ciągu może pół roku!/schudłam trwale o 10
          kilo. Może coś z moich doświadczeń Ci się przyda?.. Pzdr. :)
          • Gość: Kinga K. Re: Do Buki IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 05.01.05, 16:34
            Wiesz co, przypomniało mi się coś. Poznałam ostatnio dziewczynę, która miała
            plamy i przebarwienia na twarzy, i to rozległe. Zauważyłam to po około 2
            godzinach wspólnej kolacji (były też inne osoby). Dziewczyna była miła, bardzo
            fajna, z twarzy przyjemna w sensie, że nie jakaś wredna. Patrzyłam na nią z
            przyjemnością, a ona pewnie, biedaczka, myślała, że gapię się ze względu na
            plamy i obśmiewam ją w duchu.
            A była naprawdę fajna i atrakcyjna, ale co miała w środku? Może była
            zakompleksiona i uważała, że nikt jej nie poderwie, a może uważała się za
            piękność? Kto ją wie? :-))))
          • Gość: asd Re: Do Buki IP: *.upc-j.chello.nl 05.01.05, 17:09
            Buka, u mnie to nie tylko problem schudniecia to powazne dysproporcje w budowie
            ciala. Caly tluszcz poszedl w dolna czesc ciala, tylek, uda, nogi bardzo grube,
            szczegolnie w kostkach i kolanach, a biust AA i waskie ramionka. Roznica jakies
            dwa numery - miedzy gorna czescia ciala a dolna. Nawet jak schudne, to i tak
            dysproporcje zostana, a wtedy juz tylko operacja plastyczna, co tez kosztuje
            ciezkie tysiace. Mnie rodzice bardzo zaniedbali w dziecinstwie, zostawili mnie
            wlasciwie samej sobie, do tego stopnia, ze juz w podstawowce mialam koronki na
            przednich zebach - oczywiscie okropne, akrylowe, najtansze i rozniace sie
            kolorem od reszty ze dwa odcienie. Cale liceum i studia nie usmiechalam sie ze
            wstydu i mialam straszne kompleksy. Dopiero jakies kilka lat temu jak zaczelam
            sama zarabiac to pierwsze co zrobilam to byly zeby. Niestety mimo ze wydalam ok
            8 tysiecy zlotych dentystka spaprala sprawe - sa roznice kolorystyczne na
            przodzie, nie mowiac juz o tym, ze wsadzila mi koronki na niezaleczone
            sprochniale zeby, co wydalo sie jak dostalam zapalenia okostnej i wylam z bolu.
            Wprawdzie zafundowalam sobie koronki porcelanowe na wkladach tytanowych, ale
            mimo wysokiej ceny tak nieudolnie zrobione, ze tytan przeswieca spod porcelany
            dajac sine zabarwienie w gornych dwojkach. No koszmar, tyle kasy. Co trafie na
            jakiegos dentyste to gorszy partacz. Tez mam wrazenie ze jakis zly los uwzial
            sie na mnie i nie pozwala doprowadzic do jako takiego porzadku.
            Chetnie przeczytam jak udalo ci sie trwale schudnac. Moglabyc podac jeszcze raz
            swoj email, bo jakos nie moge znalezc (komputer wolno laduje i sprawdzanie
            posta po poscie trwa strasznie dlugo).
            Dzieki i pozdrowienia :))


            • Gość: Buka Re: Do Buki IP: *.aster.pl / *.aster.pl 05.01.05, 20:12
              Mój mail: piarina@wp.pl
              Ciekawe, ze u mnie też matka /bo ona sprawowała domowe rządy/ nie była
              zainteresowana dbaniem o mnie: o zgryz, wysłanie na basen.. Co ciekawe, siostra
              przy lekkiej skoliozie latami miała opłacaną gimnastykę korekcyjną i
              cotygodniowe masaże... /A i tak sie garbi i nienawidzi ruchu! Wrrr!../
              Co do "specjalistów" to mam wrażenie, że ich "maestria" jest adekwatna do
              całości naszej słuzby zdrowia - żenada. Najlepsi u nas spece od urody w
              Brazylii czy Francji musieliby sie jeszcze dużo uczyć...
              • Gość: asd Re: Do Buki IP: *.upc-j.chello.nl 06.01.05, 01:21
                Jestem jedynaczka, a rodzice w ogole mnie olali, koncentrujac sie na
                zabranianiu wszystkiego i wiezieniu w domu. Mieli swoje sprawy, a ja, moj
                rozwoj, wyglad, potrzeby itp to w ogole sie nie liczylo i nikt ani sie tym nie
                interesowal, nie pytal, tematu nie bylo, a ja nawet nie wiedzialam, ze mam
                prawo miec jakies potrzeby dopoki nie wysciubilam nosa na studia. Chodzilo o to
                zebym byla cicho, nie zawracala gitary i nie sprawiala klopotow. Zastraszono
                mnie (tego nie rusz, tam nie chodz, tego nie wolno, bo straszne rzeczy sie
                stana) i nie pozwolono na normalne kontakty z rowiesnikami, zeby miec swiety
                spokoj. Nie wolno mi bylo nigdy nikogo zapraszac, kazdy byl zly. Jestem
                zaprzeczeniem stereotypow o jedynakach: ze maja wszystko co najlepsze, ze sa
                zepsuci, ze ich sie holubi, ze wszystko im sie nalezy itp. Mnie nie nalezalo
                sie nic, chodzilam ubrana jak ostatnia sierota, chyba ze uszylam sobie cos sama
                ze starego przescieradla ufarbowanego na modny kolor, albo przerobilam cos z
                szafy po babci nieboszczce. Ludzie zwracali uwage, ze jestem cudacznie i
                okropnie ubrana, ale matka zamiast mnie wziac do sklepu zebym wybrala sobie cos
                ladnego, tez to olala mowiac, ze jestem taka dziwaczka i juz.
                A i tak jak sie nieopatrznie przyznam, ze nie mam rodzenstwa to ludzie od razu
                mnie szufladkuja, klasyfikuja i "wiedza lepiej" jaka jestem. Sila stereotypu
                jest straszna i krzywdzaca.
                • Gość: Buka Re: Do Buki IP: *.aster.pl / *.aster.pl 06.01.05, 11:12
                  Oj, asd, są zbieżności, są! We mnie tez hodowano zakompleksioną bidulę bez
                  kręgosłupa, ale sie wyrwałam - dzięki ojcu. Nie potrafił przeciwstawic sie
                  metodom matki, ale załatwił mi oddzielne mieszkanie - i to wystarczyło, zebym
                  odzyskała własne życie! W przedstawieniu matki swiat tez był ogólnie
                  zagrażający, więc najlepiej siedzieć w domu! Ciuchy - po siostrze, a nawet po
                  ciotkach - urodzonych w latach piećdziesiatych /ja - w siedemdziesiatych/.
                  Niezłe! Człowiek tak wykreowany obrywa od rówieśników, bo tak sie składa, że
                  akurat w tym wieku strój i wyglad sa b. ważne. Potwierdzaja się więc słowa
                  matki: Inni cię zjedzą, siedźw domu i nie wadź nikomu /a przede wszystkim nic
                  nie chciej/! Ona tez zrobiła duzą karierę - naszym zadaniem było ją podziwiać,
                  słuzyć, uprzedzać życzenia i znosić najgorsze cięgi, gdy miała zły humor..
                  Kiedys przy jakimś przejawie mojej niezależnosci, zaczęła ubolewać, ze tyle lat
                  ma mnie podreką, a jeszcze nie udało sie jej mnie złamać!.. Że złamała juz tylu
                  ludzi, w pracy ma pełen posłuch.. tylko ja jej psuję statystykę.. I, wiesz, co,
                  asd? Do k... nedzy, takie dziewczyny jak my powinny sobie wytatuować na czole:
                  NIGDY NIE DAM SIĘ ZŁAMAĆ! Na złość bezdusznym czy głupim ludziom, których los
                  postawił blisko nas i to w kluczowej roli. Nie dać im tej satysfakcji. Być
                  ładną, lubianą przez fajnych ludzi i realizować NASZE pragnienia!
                  Prawdę mówiac, zasmuciłam sie przy twoim pierwszym poście, gdzie z humorem
                  swiadczacym o Twojej inteligencji i ciepłej osobowosci opisałaś swoje problemy
                  z wygladem, i zakończyłas to wyznaniem, że już się poddałaś... Asd, nie łam
                  się! To nawet brzmi jak zachęcający do boju okrzyk kibiców...
                  • Gość: asd Re: Do Buki IP: *.upc-j.chello.nl 11.01.05, 22:04
                    Buka, ty masz sile. Powiedz jak schudlas, bede wdzieczna bardzo.
            • wildorchid Re: Do Buki 17.01.05, 17:23
              a wiecie co mi psycholog[znajomy matki,gadalismy niezobowiazujaco,prywatnie]
              powiedzial?ze ludzie przebywaja ze mna tylko dlatego ze jestem piekna.ze mam
              okropny charakter,jestem egoistka,w ogole nic mnie nie interesuje oprocz mnie
              samej.i on sobie poczeka jak sobie poradze jak mi ta uroda przeminie.
              niezle,co?jestem w szoku:)
    • Gość: weronika Re: czym zasłużyłam na brzydką twarz?nie chcę żyć IP: *.wroclaw.cvx.ppp.tpnet.pl 05.01.05, 02:33
      BARDZO PORUSZYL MNIE TWOJ LIST

      chcialam dodac cos od siebie. pisze to po to zeby przekonac cie jak paru
      poprzednikow, ze pomIMO tego ze bardzo , ale to bardzoooo musisz w to nie
      wierzyc jest to problem psychiki a nie tylko wygladu. najlepsze co mozesz dla
      sibie zrobic to zglosic sie do dobrego psychologa. wlasciwie to swoim zdaniem
      nie masz przeciez nic do stracenia. prosze uwierz ze wzrok plata nam figle nie
      ma ludzi brzydkich , sa tylko ludzie maja mniej troszke urody , ale wtej chwili
      jestes dziewczyna ktora nie ma za wiele urody a czuje sie taka okropna przez
      nastawienie do samej siebie. PROSZE SPROBUJ!! JA SAMA SPROBOWALAM I BYLO TO
      NAJLEPSZE CO MOGLAM ZROBIC DLA SIEBIE I SWOJEGO ZYCIA , NAJLEPSZY KROK W MOIM
      ZYCIU , ZALUJE DZIS ZE TAK POZNO TO ZROBILAM , ZE TAK POZNO POSZLAM DO TEGO
      PSYCHOLOGA , JESTEM BARDZO SZCZESLIWA BO ODMIENIA TO POMALU MOJE ZYCIE. TEZ MAM
      24 LATA I TEZ MIALAM PROBLEM . SKARAJNIE ROZNY OD TWOJEGO . PROSZE UWIERZ ZE
      NIE PRZEZ BRAK URODY JESTES NIESZCZESLIWA , NIE O TO CI W ZYCIU CHODZI CHOC
      MYSLISZ ZE URODA WSZYSTKO BY ODMIENILA. MOJA HISTORIA JEST TAKA . JAK MOWILAM
      TEZ MAM 24 LATA TYLE ZE JESTEM UWAZANA ZA OSOBE BARDZO PIEKNA . WLASCIWIE
      WEDLUG INNYCH LUDZI NIE MA CZEGOS CO BYM MOGLA ZMIENIC W SWOIM CIELE BO
      WSZYSTKO JEST PIEKNE , MAM PIEKNA TWARZ I WSZYSTKO W NIEJ HARMONIJNE
      SYMETRYCZNE , PIEKNE WLOSY , CIALO , BIUST NOGI I WSZYSTKO POZOSTALE I
      CODZIENNIE SPOTYKAM SIE Z WYRAZAMI PODZIWU JAKA JESTEM PIEKNA. I BYLAM CALE
      ZYCIE BARDZO NIESZCZESLIWA !!!!! MALO TEGO ZE UWAZALAM SIE ZA BRZYDKA I CIAGLE
      MI SIE COS W SOBIE NIEPODOBALO MALO TEGO MILAM TAKIE DNI ZE UWAZALAM ZE NI
      JESTEM W OGOLE LADNA , TO BYLAM BARDZO SAMOTNA I SWIADOMA TEGO ZE TEN NIBY
      PODZIW ZE TA URODA JEST NICZYM . TRUDNO SOBIE WYOBRAZIC JAK MOZNA CZUC SIE
      SAMOTNYM I JAK GLEBOKO MOZNA ODCZUWAC SAMOTNOSC WSROD TYLU POCHWAL . BYLAM WIEC
      PIEKNA I BARDZO SAMOTNA , BARDZO NIESCZESLIWA, NIEZADOWOLONA Z SIEBIE I WCALE
      TA URODA NIC MI NIE DAWALA. DOPIERO U PSYCHOLOGA ODKRYLAM ZE ISTNIEJE TAKI
      STAN , TAKI PIEKNY STAN UMYSLU W KTORYM NIC NIE OBCHODZI CIE JAK POSTRZEGAJA
      CIE INNI , KIEDY ODKRYWASZ ZE JEDYNE CO CHCESZ W ZYCIU TO CZUC AKCEPTACJE I
      MILOSC DLA SIEBIE SAMEJ I ZE NIKT ANI NICZYJA MILOSC CI TEGO NIE ZASTAPI. KIEDY
      CZLOWIEK ZYJE W TAKIM STANIE SAM PIKNIEJE A DODATKOWO ODKRYWASZ ZE TO NIE URODA
      JEST PRZYCZYNA TWOJEGO BRAKU SZCZESCIA . BARDZO ZALUJE ZE NIE MOZNA BYC TERAZ
      GDZIES BLISKO CIEBIE BO BARDZO BYM CHCIALA CIE O TYM MOCNIEJ PRZEKONAC I BARDZO
      TEZ BYM CHCIALA POKAZAC CI FAKTYCZNIE JAK KAZDA KOBIETE MOZNA PIEKNIE UBRAC ,
      POMALOWAC , UCZESAC , NAUCZYC CHODZIC , USNMIECHAC SIE . PIEKNO TO RUCH TO
      SPOSOB BYCIA , SPOSOB MYSLENIA , TO GRACJA , SPOSOB MOWIENIA , ODCHYLANIA
      GLOWY , TO SMIECH I SKINIENIA REKA . TO ELEGANCJA BYCIA , - TO NIE TYLKO WALORY
      FIZYCZNE - A TO WSZYSTKO CO WYMIENILAM JEST DOSTEPNE DLA KAZDEGO , NIESTETY
      TRZEBA NAD TYM POPRACOWAC . PIEKNO TO TO W JAKI SPOSOB ZYJESZ WE WLASNYM
      CIELE . DODAM JESZCZE ZE W SZKOLE SREDNIEJ BYLAM BRZYDKIM KACZĄTKIEM I TAK TEZ
      BYLAM POSTRZEGANA , ZABAWNE JAK MOZNA W CZLOWIEKU UKRYC CALE PIEKNO I WSZYSTKIE
      WALORY FIZYCZNE . TO ZE ZNALEZLI SIE TACY OKRUTNI I ODRAZAJACY LUDZIE EZBY
      POWIEDZIEC COS TAKIEGO JAK OPISALAS TO NIE ZNACYZ NAPRAWDE ZE WSZYSCY SA TAK
      BEZNADZIEJNI. PROSZE , NIE DAJ SOBIE WMOWIC CZEGOS TAKIEGO. ZROB TO DLA SIBIE I
      NIE POZWOL ZEBY TACY IDIOCI POKIEROWALI TWOIM ZYCIEM I TWOIM SAMOPOCZUCIEM .
      ZNAJDZ PSYCHOLOGA - TYLKO DOBREGO I SPROBUJ JESZCZE RAZ UWIERZYC, PRZECIEZ NIC
      NIE STRACISZ
    • mosolka Re: czym zasłużyłam na brzydką twarz?nie chcę żyć 05.01.05, 10:55
      hej głowa do góry, przecież brzydota to nie koniec świata!!!! Liczy sie to co
      człowiek ma w środku. Jeśli cały dzień siedzisz i zadręczasz się
      swoja "brzydota" toteż ludzie Cię taką postrzegają. Uśmiechnij się trochę, olej
      tych wszystkich popieprzonych ludzi, którzy Ci dokuczją, to oni są BRZYDCY!!!
      Zacznij realizować swoje marzenia, znajdź sobie jakieś hobby a zobaczysz wtedy
      poznasz ludzi, którym nie będzie przeszkadzać ta twoja "brzydota". Oni będą
      widzieć fajną dziewuchę, która ma takie same zainteresować, która jest wesoła,
      sympatyczna.
      Nie wiem jak wyglądasz, chodzi mi o te blizny, ale jeśli rzeczywiście spędzaja
      Ci to sen z powiek to może byś pomyślala o operacji plastycznej (tylko chodzi
      mi o blizny, nic więcej, żadnym nosem i tym podobnym się nie martw).

      Zyczę Ci z całego serca, abyś wzięła los w swoje ręcę i zaczęła żyć pełnią
      życia.

      Pozdrowienia
      mosolka
      • Gość: Kinga K. Re: czym zasłużyłam na brzydką twarz?nie chcę żyć IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 05.01.05, 16:36
        I tak się wszystkie zestarzejemy he he hehe i wtedy się okaże, że nadzionko
        jest najważniejsze!
        • meg_83 Buka Słoneczko... 06.01.05, 13:44
          czy zastanawiałaś sie nad napisaniem książki?

          masz taki cudowny, wciągający sposób wysławiania się..

          szczerze podziwiam :)

          jestem pewna, że książka byla by niesamowicie poczytna,

          sama widzisz ile tu komentarzy do tego co piszesz

          Ksiażka opisująca Twoja historie mogla by dać ludziom do zrozumienia

          co sie tak naprawde liczy w życiu...

          cmok
          • Gość: Buka Re: Buka Słoneczko... IP: *.aster.pl / *.aster.pl 06.01.05, 16:20
            Ojejuniu... ale mi miło!.. Niech żyje to forum! Chyba nigdy w życiu nie
            spotkałam w tak krótkim czasie tylu fajnych ludzi!.. I to każdy niejako z
            mikołajowym workiem: darmowym, pełnym słodyczy... Wszystko dla Buki! Mniam!
            A teraz jeszcze ktoś dotknął mojego ważnego marzenia!.. Jako mała dziewczynka,
            pisałam pamiętniki. Obiecywałam sobie, że gdy dorosnę i wyjadę daleko /hm,
            oddaliłam sie dotychczas tylko kilkanascie kilometrów../ napiszę książke o
            dzieciństwie w dziwnych czasach, dziwnej rodzinie, miejscu pieknym i złym - i
            ta ksiażka zakończy się dobrze, gdyż uhonoruję w niej moja przyjaciółkę, pod
            wpływem której odważyłam sie utopić w rowie moje wściekle różowe, zimowe
            rajstopy!..
            To miała byc scena finałowa: motto: dla ratowania siebie trzeba czasem
            zaświecic w zimie gołymi łydkami, na przekór matce, w imię śmiechu, żywotności,
            niesforności, prawa do radosci.. Przedkładając zimno przyrodnicze nad rodzinną
            strupieszałość i zimno emocjonalne!
            Juz dawno mam w głowie taką opowieść, ale wydawało mi się, że to by nikogo nie
            obeszło i że zanim bym sie za to zabrała, powinnam poznać osobiscie smak happy
            endu. Ale nadal mam te pamiętniki - istny odjazd!: koniec PRL, świat
            prowincjonalnych notabli, dulskość i polskość, "biały domek na przedmieściu" w
            roli "pobielanego grobu", przed nim hamletyczna Buka - to niezły materiał!
            Mam tylko taki problem, że nie umiem pisać "do szuflady" - szybko się nudzę i
            tracę wiarę. Wydaje mi sie, że lepiej bym zrobiła myjac w tym czasie okno. Ale
            znów gdy ktos mnie zachęca i reaguje na to, co robię, to naprawdę udaje mi sie
            wiele. Drugi problem to mąż: okropnie przeszkadza w pracy twórczej: jeść chce,
            remontowac, pyta, gdzie zgubił skarpetkę, itd..
            Czy mozna pisać książkę w internecie, tak, zeby ludzie reagowali i zeby cała
            sprawa była żywa, realna?.. Może to by był sposób?
            Dziekuję Ci Meg za uwagę o książce! Bardzo mnie podbudowałaś! Dzięki!!! :)))))
            • masza10 Re: Buka Słoneczko... 06.01.05, 16:31
              buka - jest metoda. pisz bloga. nawet na portalu gazety jest na to miejsce.
              • meg_83 Re: Buka Słoneczko... 06.01.05, 20:06
                no wlasnie blog to tez swietny sposob,

                tylko nie zapomnij adresu podac :)

                zeby mozna bylo Cie komentarzami dopingowac w prowadzeniu zapiskow...

                pozdrowka serdeczne
                • meg_83 Re: Buka Słoneczko... 07.01.05, 13:45
                  i jeszcze jedno chcialam napisac,

                  ze nie moge za bardzo zrozumiec,

                  jak ktos o tak pieknej osobowosci,

                  jak mniemam z czytanych tu wypowiedzi,

                  moze uwazac sie za brzydkiego??

                  (to tylko takie retoryczne pytanie)

                  cmok
                  • Gość: Tunia ... IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 11.01.05, 20:25
                    Buka... problem w tym, że za mną nikt nie gania, nikt mi nie rozpina stanika...
                    chłopcy podrywają tylko te ładne dziewczyny... te najładniejsze odrobinę
                    bardziej nieśmiało, najbrzydsze - w ogóle. Gdyby nie to, że często z nimi gadam
                    (JA podchodzę oczywiście, a jakże?) to pewnie zauważyliby, że istnieję przy
                    okazji kolejnego głupiego komentarza... w dodatku w szkole jest kilkuosobowa
                    grupa, która się ze mnie śmieje... ze mnie, przy mnie, przy ludziach, których
                    znam... to nie jest najmilsze urozmaicenie życia... boże... za co? :(
                    • Gość: Tunia pomóżcie mi jakoś, bo ja... IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 11.01.05, 20:29
                      naprawdę już nie wiem, co robić:(
      • robsonabcde12345 Re: czym zasłużyłam na brzydką twarz?nie chcę żyć 16.01.19, 22:03
        Jesteś kretynką, wiesz o tym? Czy ty czytasz co tamta dziewczyna pisze? Ona me realny problem a ty jej piszesz: usmiechnij się, głowa do góry, posluchaj jak ptaszki ćwierkają??? Uwierz mi, jej nie ćwierkają. Jakby komuś ujebało obje nogi też byś mu powiedziała: "hoho ho cóż za cudowny dzień! Pora wstać i cieszyć sie życiem. Nie wiem , może jakieś hobby...bieganie?" ?
    • mahabharata Re: czym zasłużyłam na brzydką twarz?nie chcę żyć 12.01.05, 04:06
      popieram - co powiesz na ortodonte i chirurga kosmetycznego?
      Potem moze nie bedziesz miec powodow do narzekania///
      Powodzenia!
    • poziomeczka Re: czym zasłużyłam na brzydką twarz?nie chcę żyć 15.01.05, 00:19
      Przeczytajcie ten artykuł--> polki.pl/wiadomosc.html?
      wid=6497737&kat=2332&_err=4&tic ket=2936024410442201%2BdvoCLQw0 KFc0CBa%
      2BUj6dJEBVxQh0aHatB7Ifv2wDYhM74 559PLjNlQMmYwgfbYJBNEEF1eMKVitz qomtCrlQwzk0Z%
      2FI3mf0IPFzUbrJSvk%3D może poprawią wam się humorki :)
      • poziomeczka Re: czym zasłużyłam na brzydką twarz?nie chcę żyć 15.01.05, 00:21
        <a href=" polki.pl/wiadomosc.html?
        wid=6497737&kat=2332&_err=4&tic ket=2936024410442201%2BdvoCLQw0 KFc0CBa%
        2BUj6dJEBVxQh0aHatB7Ifv2wDYhM74 559PLjNlQMmYwgfbYJBNEEF1eMKVitz qomtCrlQwzk0Z%
        2FI3mf0IPFzUbrJSvk%3D ">Artykuł-"Piękno z defektem"</a>
        • poziomeczka Re: czym zasłużyłam na brzydką twarz?nie chcę żyć 15.01.05, 00:23
          <a href="
          polki.pl/wiadomosc.html?wid=6497737&kat=2332&_err=4&ticket=2936024410442201%2BdvoCLQw0KFc0CBa%2BUj6dJEBVxQh0aHatB7Ifv2wDYhM74559PLjNlQMmYwgfbYJBNEEF1eM
          KVitzqomtCrlQwzk0Z%2FI3mf0IPFzU brJSvk%3D ">Artykuł-"Piękno z defektem"</a>
          • nom73 <a href="http://tiny.pl" target="_blank">tiny.pl</a> - 15.01.05, 12:00
            poziomeczka napisała:

            > <a href="
            > polki.pl/wiadomosc.html?wid=649 7737&kat=2332&_err=4&ticket=293 6024410442201%
            2BdvoCLQw0KFc0CBa%2BUj6dJEBVxQh 0aHatB7Ifv2wDYhM74559PLjNlQMmYw gfbYJBNEEF1eM
            > KVitzqomtCrlQwzk0Z%2FI3mf0IPFzU brJSvk%3D ">Artykuł-"Piękno z defektem"<
            > ;/a>

            a nie lepiej napisac tak:
            tiny.pl/s2p
            • marybellows Re: & & #35; 60;a href="<a href="http://tiny.pl"" target=" 15.01.05, 18:26
              Przeczytałam. Wszystko to bardzo pieści ego: każda kobieta jest piękna,
              oryginalnośc w cenie... Taki artykuł dobrze się sprzedaje - wiele babek to
              łyknie jak ambrozję.
              Dzięki, Poziomeczko, że życzliwie podsuwasz tekst, który pociesza. Jednak mnie
              nie przekonuje. Powody:
              1. Właśnie przypominam nieco Meryl Streep. Moze kto inny uważałby, ze to super,
              ale - jej uroda nie jest w moim guście! Gdybym była mężczyzną, nie zakochałabym
              się w Meryl. Nie lubię spiczastych nosów jak dzioby drapieżnych ptaków,
              kościstych bród, wąskich ust. Nie cieszy to mojego oka. Wolałabym być banalnie
              ładna niz oryginalna. Może mam kiepski gust? - takie moje prawo. Niech
              oryginalną urodę wezmą te, które ją lubią... Ja chcę się sobie podobać.
              2. Jestem heteroseksualna i nie pociesza mnie wiadomość, że Barbie podobają się
              głównie męzczyznom, a "oryginalne" urody doceniają kobiety. Ja chcę się podobać
              męzczyznom, więc nadal wybieram Barbie, która i mnie się akurat podoba..
              3. Ciekawe, czy sama autorka artykułu wolałaby być popularnie ładna, czy mieć
              jakieś dysharmonie twarzy.. Stawiam na to pierwsze. Znałam dziennikarza: w
              pismie dla grubasków opiewał piękno kragłych kształtów, a całą rzecz komentował
              następująco: "Wstawiam kity dla kaszalotów!" Za pieniadze ksiądz się modli...
              • nezzi Re: & & & #35; 35; 60;a href="& & #35; 60;a href 15.01.05, 18:44
                widzę, że mama nadal Tobą rządzi

                Służy Ci to?
                • marybellows Re: & & & & #35; 35; 35; 60;a href="& 15.01.05, 18:47
                  Nie za bardzo. Cykliczne doły. Cyklofrenia jakaś albo hormony!..
                  • naiwnaspontaniczna buka, 15.01.05, 20:24
                    odbierz pocztę (ta na wp...):)
                    • marybellows Re: buka, 15.01.05, 22:39
                      Aha, to Tunia!!!
                      Już sprawdzam, a Ty zajrzyj na dalsze strony forum Psychologia - założyłam
                      przedwczoraj chyba wątek "Do Tuni o mobbingu" - ale ktoś się podszył pod Tunię
                      i wątek zmarł... Jeśli chcesz, to go ożywimy! Pzdr :)
                      • naiwnaspontaniczna ja też założyłam nowy 15.01.05, 23:37
                        o nieakceptacji:) dzięki za wszystko:***
    • robsonabcde12345 Re: czym zasłużyłam na brzydką twarz?nie chcę żyć 16.01.19, 21:58
      Ja Cie rozumiem...naprawdę. 6 lat wmaiwałem sobie, że wygląd nie ma znaczenia...wo końcu to kłamstwo udało mi się zamienić w prawdę. Nie czytaj wypocin tych idiotów, którzy bedą Ci bredzić , że jesteś ładna tylko nie dbasz o siebie, albo, że idx do kosmetyczki i sie usmiechnij, to będzie lepiej. Niestety nie będzie. Zwyczajnie zarabiaj pieniądze, zbieraj kasę, odkładaj każdy grosz, jedz suchy chleb i pij wodę z kranu ale oszczędzaj na chirurga plastycznego i to nie jednego, bo z Twojego opisu wynika, że sprawa jest poważna i jesteś naprawdę brzydka, a zatem potrzeba będzie wieeeelu poważnych zabiegów. Albo...po prostu naucz się żyć ze swoim przekleństwem i mów sobie to co ja przez 6 lat sobie mówiłem patrząc w lustro z rana: "wszyscy umrzemy kiedyś, ostatecznie i tak nic nie ma znaczenia. Sex jest przereklamowany, nie chce nikogo w moim zyciu, jestem sam i chuj, mam wyjebane w ten świat!" I wiesz, co ? Pomogło.
    • kod_matrixa Re: czym zasłużyłam na brzydką twarz?nie chcę żyć 27.01.19, 20:30
      Nie bierz tego jako jakiekolwiek kryterium. Najważniejszy jest INTELEKT także dla mężczyzn, zwłaszcza tych wartościowych.

      Wygląd bywa tylko pierwszym prymitywnym kryterium, które z czasem okazuje się absolutnie nie kluczowym!
    • mociek3212 Re: czym zasłużyłam na brzydką twarz?nie chcę żyć 13.04.19, 13:39
      Musisz wiedzieć, że całe życie będziesz samotna, nikt cię nie polubi, nawet gdy przeczytasz tysiąc najpiękniejszych książek, będziesz tryskać empatią i dobrem, nikt tego nie zauważy, samospełniające się proroctwo to suka, życie to suka, homo sapiens to zwierzęta a najwięcej genów dzieli z szympansami.
      • mociek3212 Re: czym zasłużyłam na brzydką twarz?nie chcę żyć 13.04.19, 13:41
        youtu.be/SaL_gRSskwY
        • kod_matrixa Re: czym zasłużyłam na brzydką twarz?nie chcę żyć 13.04.19, 14:05
          mociek3212 napisał(a):

          > youtu.be/SaL_gRSskwY



          Nie przesadzaj z tym, że nikt jej nie polubi i nie pokocha. Ludzie wartościowi istnieją, choć są mniejszością. Ale istnieją!

          Co do podobieństw szympansów i ludzi, to chyba nie ma w tym nic odkrywczego.

          Owszem normy społeczne to istotna kwestia, choć fatalna nazwa. Osobiście wolę określenie "pozytywne wzorce społeczne".

          Normy kojarzą się raczej z zachowaniami dominującymi i przeciętnymi.

          Szlachetne wzorce i cnoty należy pielęgnować, a normy społeczne (rozumiane jako zachowania przeciętne i prymitywne) wyrywać jak chwasty z korzeniami.
Inne wątki na temat:
Pełna wersja