Przyjazn....wartosci z niej plynace

15.05.02, 03:41
Moi Drodzy...czytajac wypowiedz na Forum w poscie pt:cos we mnie peklo
przyszedl mi pomysl na nowy temat ,a mianowicie PRZYJAZN...przez duze P
Jakze ona jest wazna w naszym zyciu,potrzebna...nie tylko ta damsko-meska ,ale
takze i tej samej plci,przyjazn Matki...itp itd....temat rzeka a wiec plynmy...
prosze wypowiedzcie sie.
    • Gość: Ewa Re: Przyjazn....wartosci z niej plynace IP: *.pik / *.pik-net.pl 15.05.02, 08:19
      Rozpocznę ten piękny temat, którego nie da się wyczerpać. Żeby doszło do
      przyjaźni między ludźmi, warunkiem koniecznym, ale nie wystarczającym, jest
      otwarcie się na tą drugą osobę. Muszę ją dopuścić do siebie i to bez stawiania
      jakichkolwiek ograniczeń. Wynika to z samego słowa "przyjaźń" - ktoś kto stoi
      przy mojej jaźni. Przyjaźń mieści się w miłości, ale nie jest nią do końca.
      Otworzenie się to jeszcze za mało, muszę być gotowa do akceptacji tej drugiej
      osoby taką, jaka ona jest. Stosunkowo łatwo przyjaźnić się z kimś mądrym,
      dobrym, bogatym, szlachetnym inaczej to wygląda, gdy mamy do czynienia z
      kimś "nieciekawym". A przecież taka przyjaźń też jest mozliwa. Zatem przyjaźń
      to decyzja ! Nie rodzi się ona "na pniu". Z uwagi na swoje wymogi, musi byc
      przemyślana. Skoro stawiam do dyspozycji siebie to jest i odwrotnie, ja będę
      czerpał z tej drugiej osoby. Nie jest więc obojętne kim ona jest, jako
      człowiek, a z drugiej strony czy mnie na to stać, aby jej działania, może nie
      zawsze słuszne, mnie nie zmieniły, bym czegoś nie stracił (moralnie) i czy mam
      siłę podjąć trud wzbogacenia tego drugiego człowieka. Te rozważania muszą
      poprzedzać każdą decyzję o przyjaźni. Dopiero gdy dokonam oceny mogę przyjąć i
      zarazem podjąć przyjaźń. Doskonale wiemy, że wiele wspólnie przeżytych lat,
      wiele wspólnych przeżyć nie zawsze prowadzi do zawiązania przyjaźni. A zatem
      jest ona czymś więcej niż przywiązaniem, ale czymś mniej niż miłość. Może tyle
      wystarczy tytułem rozpoczęcia tematu. Pozwolę sobie jeszcze do niego wrócić.
      Pozdrawiam Cię serdecznie.
      • gabi21 Re: Przyjazn....wartosci z niej plynace 15.05.02, 13:54
        Naturalnie ze mozna okreslic jakies wstepne reguly przyjazni,ale mysle ze jest
        ona uwarunkowana rowniez na jaki grunt padnie tzn jakie osoby laczy,jakie te
        osoby maja oczekiwania wobec siebie .Poza tym samo zycie ulozy scenariusz do
        rozwoju przyjazni ale wazne jest zeby miec Przyjaciol prawda?
        Ja patrze na moja Mame jest samotna ale ma przyjaciolki z okresu jeszcze
        dziecinstwa,mlodosci..wiadomo,ze w pewnych momentach zycia drogi sie
        rozchodza...ale o to chodzi,zeby pomimo wszystko ta Przyjazn przetrwala i ona
        u nich trwa i tj piekne jakze pouczajace.Te sedziwe poniekad panie maja
        wspolne tematy,spotykaja sie na kawce,pomagaja sobie wzajemnie,ciesza sie
        razem,smuca razem jakze tj piekne.
        I to jest dla mnie przyjazn ktora trwa ok 60 lat.
        B.lubie obserwwowac swoja Mame ...wiele sie od Niej ucze ...a najwazniejsze ze
        ucze sie jak wejsc w pewne etapy zycia...Ona mi toruje droge ja daze bo mam
        przyklad ..to tez jest przyjazn
        mam wspaniale uklady ze swoja corka...jest Ona moja najwieksza
        Przyjaciolka..czy to nie piekne?
        nie musimy daleko szukac...trzeba otworzyc swoje serce i zagladnac innym do
        serc prawda?

        pozdrawiam
    • majka14 Re: Przyjazn....wartosci z niej plynace 15.05.02, 09:21
      gabi21 napisał(a):
      > przyszedl mi pomysl na nowy temat ,a mianowicie PRZYJAZN...przez duze P
      ...nie tylko ta damsko-meska.

      Ale tylko damsko-męska jest prawdziwa, no i może między mężczyznami.
      Przyjaźni między kobietami nie ma i juz.

      • Gość: jamelia Re: Przyjazn....wartosci z niej plynace IP: 2.4.STABLE* / 10.201.56.* 15.05.02, 10:10
        Nie ma przyjaźni między kobietami??
        Ależ ja się nią żywię. Wspaniałe, inteligentne, mądre kobiety - swiat jest ich
        pełen. Dlaczego zamykać się na tak piękne doświadczenie.
        Moje przyjaźnie z kobietami trwają już kilka lat, od początku studiów. Razem
        przeżywałyśmy swoją dojrzałość kobiecą, współodczuwałyśmy miłości, radości,
        cierpienia, tęsknoty. Nie da się niektórych rzeczy wytłumaczyć mężczyźnie,
        nawet jeżeli jest bardzo blisko. Przynajmniej takiego nie spotkałam. Jeszcze ;-)
        Co nie znaczy, że nie można zaprzyjaźnić się z mężczyzną.
        Przyjaźń rodzi się niezależnie od płci, wieku, wrażliwości. Nagle okazuje się,
        że zaadpotowałeś obcego człowieka do swojej własnej rodziny.

        Wszystkim, wspaniałych przyjaciół
        jamelia
        • otryt Re: Przyjazn....wartosci z niej plynace 15.05.02, 10:16
          Gość portalu: jamelia napisał(a):


          > Przyjaźń rodzi się niezależnie od płci, wieku, wrażliwości. Nagle okazuje się,
          > że zaadpotowałeś obcego człowieka do swojej własnej rodziny.
          >
          > Wszystkim, wspaniałych przyjaciół
          > jamelia

          I ja tak uważam :-)))
          Pozdrawiam
          Otryt

        • majka14 Re: Przyjazn.... nie miedzy kobietami 15.05.02, 10:29
          Gość portalu: jamelia napisał(a):
          > Nie ma przyjaźni między kobietami?? >



          Nie ma.


          < Wspaniałe, inteligentne, mądre kobiety - swiat jest ich pełen.>


          To fakt, lecz nie ma to nic wspolnego z przyjaznia.



          > Moje przyjaźnie z kobietami trwają już kilka lat, od początku studiów
          Nie da się niektórych rzeczy wytłumaczyć mężczyźnie,
          Przynajmniej takiego nie spotkałam. Jeszcze ;->



          I to jest odpowiedź, nie spotkalaś jeszcze mężczyzny (spotkasz!),
          ktorego nazwiesz swym przyjacielem. Wowczas dzisiejsze przyjaciółki
          będą tylko koleżankami.



          • Gość: jamelia Re: Przyjazn.... nie miedzy kobietami IP: 2.4.STABLE* / 10.201.56.* 15.05.02, 10:38
            Droga Maju,
            źle mnie zrozumiałaś. Znam cudownych mężczyzn, którzy należą do grona moich
            przyjaciół. Wrażliwi, ciepli, czuli...i nie zaburzają bliskich kontaktów z
            moimi przyjaciółkami. Przeciwnie ich zdroworozsądkowa obecność pielęgnuje nasz
            związek, często hamuje naszą nadmierną uczuciowość.
            Nigdy jednak nie dostali głupawki, w najmniej oczekiwanym momencie ;-))

            Pozdrawiam,
            jamelia
            • Gość: Malwina Re: Przyjazn IP: *.abo.wanadoo.fr 15.05.02, 11:03
              a mi spadla na glowe zupelnie nieoczekiwanie przyjazn z dziewczyna z ktora nic rozsadnie nie powinno
              mnie laczyc (pochodzenie,edukacja, kultura, doswiadczenie zyciowe) jest to fantastyczna osoba, na
              ktora moge liczyc we wszystkim i zawsze. Odwaze sie powiedziec ze wiecej niz przyjaciolka, jest ona
              dla mnie siostra ktorej nie mialam.
              Nie spodziewalam sie ze w doroslym wieku mozna spotkac tak wierna i bezwarunkowa przyjazn.
              • Gość: jamelia Re: Przyjazn IP: 2.4.STABLE* / 10.201.56.* 15.05.02, 11:08
                pewnie z nieba?? ;-)
                spadła

                pozdrawiam
              • majka14 Re: Przyjazn 15.05.02, 11:15
                Gość portalu: Malwina napisał(a):
                < a mi spadla na glowe zupelnie nieoczekiwanie przyjazn z dziewczyna z ktora nic
                > rozsadnie nie powinno mnie laczyc>


                Malwinko, wybacz, ale czy przypadkiem obie nie jesteście samotne ??

                • Gość: Malwina Re: Przyjazn IP: *.abo.wanadoo.fr 15.05.02, 11:23
                  co ma piernik do wiatraka ?
                  rozumiem ze tu jest forum psychologia ale dlaczego zaraz stosowac metody psychoanalizy za trzy
                  grosze na uzytek gospodyn domowych ? wrrrrrr
                  • Gość: trzcina Re: Przyjazn IP: 212.244.186.* 15.05.02, 11:49

                    Oczywiście, przyjażń, która usiłuje być substytutem miłości i wygasa w chwili
                    wejścia w związek (poza okresem wczesnogodowym;),kiedy częstotliwośc kontaktów
                    może osłabnąć), przyjaźnią po prostu nie jest, jest koleżeństwem, nawet
                    bliskim, ale niczym więcej. Wiadomo, ze w samotności o kultywowanie przyjaźni
                    łatwiej, ale bycie z kimś nie wyklucza zaangażowania w związki nie-miłosne. I
                    w "zdrowym" byciu chyba nie powinno?
                    pzdr
                    t.
                  • gabi21 Re: Przyjazn 15.05.02, 11:55
                    wlasnie nawet i o to chodzi, ze jezeli z jakis wzgledow ktos jest samotny a
                    ma przyjaciol ...jest mu latwiej zyc
                    Wiadomo ze nie chcialam poruszac pseudo-przyjazni ale Przyjazni
                    no coz wynika z tego,ze jednak jest to dosc trudny temat a i te przyjaznie sa
                    moze nie takie do konca jak sie chce albo ludzie sie nie zastanawiaja do konca
                    nad sprawa Przyjazni.
                    Poruszylam ten tema bo jak wspomnialam nasunal mi sie przy czytaniu innych
                    postow...a w dzisiejszym swiecie psychologia i nie tylko powwraca do WARTOSCI
                    wlasnie przyjazni...b.czesto w wypowiedziach slyszy sie,ze trzeba mowic,trzeba
                    wyrzucic z siebie wszystkie zale smutki a i radosci rowniez i niezwykle wazna
                    sprawa jest Przyjaciel.
                    Naturalnie kazdy wiek czlowieka potrzebuje innych moze przyjazni
                    Zgadzam sie ze wspaniala sprawa jest mezczyzna Przyjaciel...ale nie zawsze i
                    wszystko moze nam On zastapic
                    w kazdym razie :-)pozdrawiam przyjaznie
                    • Gość: Ewa Re: Przyjazn IP: *.pik / *.pik-net.pl 15.05.02, 12:56
                      W mojej pierwszej wypowiedzi usiłowałam wskazać na konieczność dokonania
                      odpowiedzialnego wyboru przyjaciela. Możemy wszyscy posługiwać się przykładami
                      z własnego życia, ale ostatecznie zostajemy tylko w sferze opisu zdarzeń, a
                      umyka nam przyczyna takich, czy innych zachowań. Kiedy wiem, że z przyjaźnią
                      wiąże się w dużej mierze oddanie do dyspozycji siebie drugiej osobie, to
                      słusznym jest dokonanie wyboru takiej osoby, która współgra ze mną w zakresie
                      moich wartości fundamentalnych. W przyjaźni ważne jest by osoby były gotowe
                      wzajemnie dla siebie świadczyć szeroko rozumianą pomoc, czy wsparcie. Do tego
                      muszą się poznać i wzajemnie akceptować. Wcale nie muszą się we wszystkim
                      zgadzać. Wymagany jednak jest szacunek dla wartości uznawanych przez
                      przyjaciela. Przyjaźń to nie zagłąskanie siebie na wzajem. Czasem wiąże się z
                      drastycznym działaniem. Kiedy nie ma pewności, że ta druga osoba dała mi siebie
                      do dyspozycji, czyli, że mogę być jej pewna, często przyjaźń nie przetrwa tzw.
                      z serca płynących upomnień. W doborze przyjaciela ma znaczenie i płeć i wiek,
                      sfera zainteresowań itp. Z tego wszystkiego należy zdawać sobie sprawę, zanim
                      podejmie się trud, a zarazem radość przyjaźni. Pochopne decyzje często kończą
                      się zraniem drugiego człowieka, nawet wyrządzeniem mu krzywdy. A tego nam nie
                      wolno. Co innego koleżeństwo, które jak zawsze, zobowiązuje do lojalności, ale
                      odpowiedzialność jest znacznie mniejsza. Nie przesądzałabym czy lepsza jest
                      przyjaźń mężczyny z mężczyzną (tzw. męska przyjaźń), czy między kobietami, czy
                      mieszana. Jest to rzecz indywidualna. Co do tej ostatniej mam pewne
                      wątpliwości. Od początku podkreślam, że przyjaźń czerpie z miłości. Różnica
                      płci sprzyja prezrodzeniu się przyjaźni w miłość. Istnieje tu
                      niebezpieczeństwo, że jedna ze stron jest bardziej zaangażowana uczuciowo i
                      sytuacja może być dla niej trudna. Nie oznacza to jednak, że taka przyjaźń jest
                      niemożliwa. Jakie wartości płyną z przyjaźni ? Uczy ona odpowiedzialności za
                      drugiego człowieka. Mając przyjaciela nie tylko nie jestem sama, ale gotowa
                      służyć mu wtedy, gdy jest w potrzebie. Z drugiej strony czuję się
                      dowartościowana, że ktoś raz powierza mi siebie, a dwa ja jestem godna tego by
                      być dla kogoś ważną w jego życiu. To jest b.istotny aspekt, zwłaszcza gdy
                      zdarza nam się sądzić, że jesteśmy sami i nikomu niepotrzebni. Dalej przyjaźń
                      uczy nas rezygnacji z siebie dla drugiego człowieka. Ostatecznie wyzbywamy się
                      egoizmu. Uczy nas wychodzenia na przeciw oczekiwaniom przyjaciela. Ale także
                      pozwala nam na podzielenie się własnymi problemami tak, że niesiemy już je we
                      dwoje. Uczy więc wspólnoty życia i działania. Uczy nas podejmowania ryzykownych
                      decyzji, gdy tego wymaga dobro przyjaciela. Życie przecież to nieustanne
                      podejmowanie decyzji, a więc stajemy się silni i odważni. Przyjaźń to także
                      zobowiązanie do okreslonego stylu życia - mam przecież przyjaciela, którego nie
                      można rozczarować. I tak można mnożyć. Przyjaźń to przede wszystkim piękne
                      uczucie, należy je pielęgnować bo ono uczy nas zaufania do drugiego człowieka i
                      wiary w siebie, że jesteśmy jej warci. Pozdrawiam.
                      • Gość: Malwina Re: Przyjazn IP: *.abo.wanadoo.fr 15.05.02, 13:23
                        mam calkowicie odmienne zdanie w tej materii : o ile milosc wydaje mi sie uwarunkowana (kocham go
                        za lub mimo..., bo....) o tyle przyjazn jest bezwarunkowa i nie jest rezultatem swiadomego wyboru ani
                        ciezkiej pracy. Nie uwazam ze potrzeba do niej wspolnej wizji swiata, wspolnych celow, takiej samej
                        bazy i identycznej wizji. Trzeba porozumienia i zrozumienia. A to wynika z charakterow - albo kapujesz
                        albo nie. Moja przyjaciolka jest muzulmanka, ja agnostyczka, jej wychowanie w niezwykle skromnej
                        zeby nie powiedziec skrajnie biednej, wielodzietnej rodzinie analfabetow jest na antypodach mojego
                        (jedynaczka z tzw" inteligencji")
                        Jedynym mezczyzna jej zycia jest jej teraz byly maz.
                        A ja...lepiej nie mowic ...;-)
                        wcina koszerne zarcie i postuje (a ja sobie wlosy wyrywam z rozpaczy i razem sie z tego smiejemy)
                        Przez cale zycie wmawiano jej ze jest osoba podrzedna jako kobieta (ten diabelski islam w
                        prymitywnym wydaniu !) i ze jest genetycznie uwarunkowana do sprzatania i obslugiwania pana i
                        wladcy.
                        (o mnie nawet nie mowmy w tym rozdziale !)
                        Co tu mowic o wyborze i wspolnych fundamentach ?!
                        W praktyce wyglada to tak ze zaczyna zdanie a ja je koncze albo na odwrot. Czasem mowimy chorem
                        !
                        Jest tak samo zbuntowana jak ja, bije sie w zyciu jak ja, osiaga co chce z zaparciem, jest szczera jak
                        jasna woda i nie daje sie nabrac na moje : "wszystko w porzadku" bo z miejsca slyszy ze cos nie gra.
                        Mamy te sama wrazliwosc, podobny charakter , ot co.
                        Gdy zmienilam samochod zamiast sprzedac stary, dalam jej, zalozyla ksiazeczke mieszkaniowa dla
                        mojego dziecka na jego urodziny, gdy jestem chora sprzata mi mieszkanie i robi zakupy i posilki, gdy
                        jest w szpitalu biore jej dzieci do siebie itd itp
                        Poznalysmy sie w okresie gdy obydwie bylysmy "zaobraczkowane", teraz nie jestesmy, trwa ta
                        przyjazn od osmiu lat i cienia na niej nie ma.

                        Nie, nie jestesmy lesbijkami. :-)
                        • Gość: Ewa Re: Przyjazn IP: *.pik / *.pik-net.pl 15.05.02, 13:35
                          Myślę, że mnie nie zrozumiałaś. Nigdzie nie powiedziałam, że przyjaźń to zgoda
                          w poglądach. Przeciwnie, wspomniałam, że wiąże się ze współgarniem wartości
                          fundamentalnych, co absolotnie nie znaczy, że muszą być jednakowe. I właśnie
                          tak jest w Twoim przypadku. Nie sprowadzaj tych wartości jedynie do wiary.
                          Byłby to absurd. Co ma do rzeczy wyznanie, ale na pewno ważny jest wzajemny
                          szacunek. Przecież nie masz nic przeciwko temu, że jest muzułmanką, ale
                          sznujesz ją jako człowieka, jej szlachetność, dobroć. Czy tych wartości nie
                          można zaliczyć do fundamentalnych ? O zawrciu przyjaźni nie decyduje czas.
                          Wcześniej pisałam, że ludzie znają się latami a przyjaźni nie ma. Ale przyznasz
                          chyba, że decyzja o przyjaźni to nie zabawa ! myślę, że ostatecznie mówiłyśmy o
                          tym samym: przyjaźń przecież, jak piszesz, zmierza do dobra i radości Was obu.
                          Pozdrawiam.
                      • kwieto Re: Przyjazn 15.05.02, 13:57
                        No dobrze, ale czy w mysl tej definicji - akceptowanie drugiego czlowieka,
                        rezygnacja z egoizmu, otwarcie sie na drugiego czlowieka... czy tak nie powinna
                        wygladac KAZDA relacja z drugim czlowiekiem?

                        Mam ostatnio takie dziwne wrazenie, ze rozroznianie ludzi na "przyjaciol" i
                        "kolegow" traci troche pretensjonalnoscia...
                        • Gość: trzcina Rozróżniajmy, nie zlewajmy (w jedno) IP: 212.244.186.* 15.05.02, 15:15
                          kwieto napisał

                          > No dobrze, ale czy w mysl tej definicji - akceptowanie drugiego czlowieka,
                          > rezygnacja z egoizmu, otwarcie sie na drugiego czlowieka... czy tak nie powinna
                          >
                          > wygladac KAZDA relacja z drugim czlowiekiem?


                          Tak, tak powinna wyglądać, ale w mniejszym zakresie niż w przyjaźni. Dla
                          wszystkich nas na 100% nie starcza, po prostu. I nie przed wszystkimi chcemy czy
                          możemy sie w pełni otworzyć. Nawet nie ma takiej konieczności.


                          > Mam ostatnio takie dziwne wrazenie, ze rozroznianie ludzi na "przyjaciol" i
                          > "kolegow" traci troche pretensjonalnoscia...


                          Może uwazasz cały świat za przyjaciół, to i różnicy nie widzisz? ;)

                          Rozóżnienie to ma jednak sens.
                          Przyjaciele wpisują się wyraźniej w historię naszego życia. I "stoi" za nimi
                          historia, wspólnie spędzone lata, wspólne, wielorakie doświadczenia. "Dzielenie"
                          życia. Koleżeństwo dotyczy jego jednej, kilku sfer, przyjaźń - całokształtu. W
                          dużo większym stopniu niż w koleżeństwie, jest w przyjaźni wzajemne wspomaganie
                          się w rozwoju, wymiana nieustająca tego, co o nas stanowi.
                          Stąd też i na więcej przyjaciołom "pozwalamy", jeśli idzie o naszą prywatność i
                          więcej od nich możemy oczekiwać.

                          A te historie z rozróżnianiem, to głównie kwestia języka - jego zbylejaczenia - w
                          którym z wolna zacierają się granice między pojeciami rozdzielnymi do sich pór;)
                          Co widać i na innych wątkach.
                          Pozdrawiam
                          t.

                          • kwieto Re: Rozróżniajmy, nie zlewajmy (w jedno) 15.05.02, 16:02
                            Nie moge sie zgodzic, ze przyjazn jest bardziej bliska z powodu wspolnych
                            przezyc, dzielenia sie doswiadczeniami, i tak dalej.
                            Mam takich znajomych, ktorych uwazam za przyjaciol, mimo ze widuje sie z nimi
                            raz na pol roku, od wielkiego swieta - albo rzadziej...
                            Mam tez znajomych z ktorymi przebywam niemal ciagle, ale nie czuje takiej
                            wiezi, o jakiej mowisz.

                            Nie rozumiem tez, dlaczego kolegom mam wydzielac siebie racjami, a tylko
                            nielicznym osobom udzielac calosciowo? tak na prawde nikt chyba nie zna mnie ze
                            wszystkich stron. Nie dlatego, zebym siebie cenzurowal - po prostu nigdy nie
                            bylo az tak wielkiej plaszczyzny porozumienia. I bardzo dobrze! Nie
                            wytrzymalbym z druga osoba, ktora nie dosc, ze robi wszystko to co ja (praca,
                            hobby, pasje) to jeszcze ma na ten temat identyczne zdanie. Malwina wspomniala
                            o mowieniu "jednym glosem". Gdyby dotyczylo to wszystkich sfer zycia, byloby po
                            prostu nudne!

                            Aby wymieniac sie tym co mnie stanowi - tez nie potrzebuje przyjaciela. Moge
                            "wymieniac sie" ze sklepikarzem, ptakiem, trawa, drzewem... wszystko zalezy od
                            kontekstu, od sytuacji sytuacji. O wiele ciekawsze wiezi niz z najlepszym
                            przyjacielem mozna nawiazac z przygodnie poznanym w gorach czlowiekiem, z panem
                            ktorego pytasz o godzine... Czasem od zwyklego ptaka mozna sie nauczyc o wiele
                            wiecej niz od najlepszego przyjaciela! - wszystko zalezy od tego czy chcesz,
                            czy potrafisz sie otworzyc na tego ptaszka.

                            Nie potrafie swoich znajomych traktowac jak "prawdziwych przyjacol",
                            wyroznionych z jakiejs wiekszej masy. Nie czuje, zebym im specjalnie wiele
                            dawal, ani specjalnie wiele czerpal. A mimo to, wiezi sa naprawde ciekawe...
                            A rozmowy glebokie, dotyczace przemyslen, porad, wsparcia, owej wiezi - rodza
                            sie spontanicznie, i nikt tego nie traktuje jako akt "przyjazni" - takie rzeczy
                            po prostu sie dzieja, i jest to jak najbardziej naturalne...
                            • hookean Re: Rozróżniajmy, nie zlewajmy (w jedno) 15.05.02, 16:27
                              Jak zwał, tak zwał tą przyjaźń , krótko mówiąc dzielisz ludzi jedynie na
                              poznanych i obcych Ci ?
                            • Gość: trzcina Re: Rozróżniajmy, nie zlewajmy (w jedno) IP: 212.244.186.* 15.05.02, 16:51
                              kwieto napisał

                              > Nie moge sie zgodzic, ze przyjazn jest bardziej bliska z powodu wspolnych
                              > przezyc, dzielenia sie doswiadczeniami, i tak dalej.
                              > Mam takich znajomych, ktorych uwazam za przyjaciol, mimo ze widuje sie z nimi
                              > raz na pol roku, od wielkiego swieta - albo rzadziej...
                              > Mam tez znajomych z ktorymi przebywam niemal ciagle, ale nie czuje takiej
                              > wiezi, o jakiej mowisz.



                              To nie kwestia ilości spędzanego razem czasu, to oczywiste, ale więzi, o której
                              mówisz. No właśnie, sam też wprowadzasz takie rozróżnienie, jest więź, albo jej
                              nie ma. Ta więź, to co ? Jak ją nazwiesz?



                              A w c.d. masz rację, dzielić sie można wszystkim, całym sobą, ze wszystkimi, z
                              całym swiatem, tyle tylko, że w przyjaźni dokonuje się to inaczej, własnie dzięki
                              tej więzi, o której mówisz, której przyjaźnią nie (?) nazywasz, a która jednak
                              istnieje, niepodległa żadnym nazywalnym kryteriom, namacalnym ograniczeniom.
                              • kwieto Re: Rozróżniajmy, nie zlewajmy (w jedno) 15.05.02, 17:51
                                No ale jak inaczej? Owa wiez - alez ta wiez mozna nawiazac z kimkolwiek,
                                przechodniem na ulicy, dotrzec do niej w piec minut!
                                Ze sie nie zdarza? Owszem, bo to jest kwestia wyczulenia, a poza tym - tutaj
                                nic sie nie da na sile.

                                Chodzi mi o to, ze nie ma wlasciwie takich osob ktore moglbym okreslic jako
                                "szczegolnie bliskie memu sercu" Wszyscy sa z grubsza jednako bliscy. owszem,
                                jedni bardziej, drudzy mniej... ale nie ma takiej kategorii, ktora moglbym
                                odgrodzic od reszty i powiedziec "to sa moi przyjaciele".
                                • Gość: trzcina Kwieto, świata przyjaciel... IP: 212.244.186.* 15.05.02, 18:01

                                  Idę na spacer, to o tym pomyślę, jak cos wymyślę, to skrobnę...Bo ja wyróżniam
                                  taką kategorię, choć nie od długości trwania znajomości ona zależy.
                                  • kwieto Re: Kwieto, świata przyjaciel... 15.05.02, 18:06
                                    Ja sie czepiam, oczywiscie, ale fakt faktem, kiedys bardzo starannie dzielilem
                                    ludzi na "przyjaciol" i "znajomych". A teraz to jakos przeszlo, i czuje sie z
                                    tym o wiele lepiej niz gdy takie rozroznienie funkcjonowalo. Natomiast sek jest
                                    w tym, ze ono gdzies samo ucieklo, po prostu przestalem rozrozniac...
                                    • gabi21 Re: Kwieto, świata przyjaciel... 15.05.02, 18:45
                                      kwieto napisał(a):

                                      > . Natomiast sek jest
                                      >
                                      > w tym, ze ono gdzies samo ucieklo, po prostu przestalem rozrozniac...

                                      mysle,ze to wynika z doswiadczenia jakie nabrales w czasie zycia.
                                      Poza tym mysle,ze silniejsze wiezi przyjazni istnieja miedzy kobietami
                                      z racji roznorodnosci tematow,problemow..umiejetnosci otwarcia sie
                                      co za tym idzie umiejetnosci dzielenia sie swoimi myslami

                                      • kwieto Re: Kwieto, świata przyjaciel... 15.05.02, 19:13
                                        Alez ja sie dziele swoimi myslami! I nie potrzebuje do tego przyjaciol - moge
                                        sie dzielic z kazdym, kto ma na to ochote...
                                      • Gość: ida Gabi IP: *.csk.pl 15.05.02, 19:43
                                        gabi21 napisał(a):


                                        > Poza tym mysle,ze silniejsze wiezi przyjazni istnieja miedzy kobietami
                                        > z racji roznorodnosci tematow,problemow..umiejetnosci otwarcia sie
                                        > co za tym idzie umiejetnosci dzielenia sie swoimi myslami


                                        to ciekawe bo ja mam zupełnie inne wrażenia co do tej silności wiezi przyjazni
                                        między kobietami. Życie mi "brutalnie" pokazało, ża jak się nie odzywam (w
                                        znaczeniu -nie daje znaku życia)do koleżanki/przyjaciółki przez pół roku, to
                                        równie dobrze mogę ja sobie "darować" bo sie okazuje, że juz wypadłam z kręgu jej
                                        koleżanek/przyjaciółek.
                                        A i to dzielenie sie myslami i otwarcie się zbyt często rozumiane jest przez moje
                                        koleżanki jako opowiadanie sobie dokładnie wszystkiego, A takie "spowiadanie się"
                                        jest cholernie męczące, przynajmniej dla mnie. no i jak nie chcesz
                                        się "spowiadać" to nie jesteś jedną z nas.... koniec przyjaźni...
                        • roseanne Re: Przyjazn 15.05.02, 16:09
                          kwieto napisał(a):

                          >> Mam ostatnio takie dziwne wrazenie, ze rozroznianie ludzi na "przyjaciol" i
                          > "kolegow" traci troche pretensjonalnoscia...

                          dlaczego?
                          roznica, moim skromnym zdaniem, lezy w tym jaka ilosc zaufania wkladasz w relacje
                          z konkretna osoba i takie tam.
                          z kolega/zanka pojde do kina, posmieje sie z glupich zartow.
                          Ale poplakac to jednak wole z przyjaciolka.
                          • kwieto Re: Przyjazn 15.05.02, 16:18
                            A ja nie mam takiej hierarhii...
                            A w kazdym razie baaaardzo rozmyta...
                            A moze problem polega na tym, ze nie pamietam juz kiedy potrzebowalem sie komus
                            wyplakac?

                            Nie wiem...
                            • roseanne Re: Przyjazn 15.05.02, 16:25
                              nikt ci nie kaze plakac, to tylko tak w celu podparcia mojej arbumentacji.
                              ja hierarchie utrzymuje, bo - no coz taka juz jestem

                              a Kicia na to "mru mru"
                              • kwieto Pytanie o przyjazn. 15.05.02, 17:55
                                roseanne napisał(a):

                                > a Kicia na to "mru mru"

                                :")))

                                A swoja droga, czytajac ten watek, zaczynam dochodzic do wniosku, ze wiekszosc
                                traktuje przyjazn bardzo utylitarnie. Przyjaciel jest po to, by czuc czyjas
                                bliskosc, by sie zwierzac, by... brac...
                                Od razu kontruje riposte, ze przeciez przyjaciolom sie daje cos z siebie - zgoda,
                                ale nadal pozostaje aspekt "ja Ci daje, Ty mi dajesz"

                                Stad pytanie - czy przyjaciele sa bardziej potrzebni nam, czy my im?
                                • roseanne oni nam, my im 15.05.02, 17:58
                                  strasznie to zabrzmialo, jak zawieranie transakckji.
                                  kazdy daje ile chce, kazdy bierze ile potrzebuje
                                  • kwieto Re: oni nam, my im 15.05.02, 18:04
                                    No wlasnie nie jestem taki pewien, skoro przyjaciol traktujemy szczegolnie.
                                    Bo znaczy to ze jednym dajemy mniej a drugim wiecej, i nie jest to zalezne od
                                    okolicznosci (wiadomo ze listonoszowi dam z siebie mniej niz swojej partnerce,
                                    hihi), ale od naszej arbitralnej decyzji. I tych ktorzy daja wiecej traktujemy
                                    szczegolnie - w sumie dlaczego? Skoro dali tylko tyle ile chcieli?
                                    • gabi21 Re: oni nam, my im 15.05.02, 18:57
                                      W prawdziwej przyjazni obie strony odczuwaja podobna wymiane energii, podobna
                                      radosc z kontaktow ze soba. Przeegzaminuj przyjazn zadajac sobie takie
                                      pytania: Czy jestesmy wzajemnie zainteresowani swoimi sprawami? Czy ta
                                      przyjazn nas wzbogaca? Czy nasze kontakty sprawiaja nam radosc? Czy mamy
                                      podobne systemy wartosci - na tyle podobne, by sie sobie wzajemnie rewanzowac
                                      z obopolna satysfakcja? Czy nie boimy sie poruszac kontrowersyjnych tematow?
                                      Czy odpowiadamy bezposrednio i szczerze na swoje pytania. Czy przyjaznimy sie
                                      z wyboru, czy tylko z rozpedu, bo np. znamy sie od lat, ale tak naprawde to
                                      niewiele nas laczy poza tym, ze spedzamy ze soba regularnie niedzielne
                                      popoludnia?

                                      • kwieto Re: oni nam, my im 15.05.02, 19:12
                                        Ale wtedy twierdzaco musze odpowiedziec na te pytania w przypadku WSZYSTKICH
                                        moich znajomosci... no, moze bez tych, ktorych nieznosze, nielubie lub sa mi
                                        totalnie obojetni, a z ktorymi musze sie kontaktowac. Ale takich osob jest
                                        wokol mnie bardzo malo...
                                • Gość: dzonka Re: Pytanie o przyjazn. IP: *.kap.citynet.pl / *.kap.citynet.pl 15.05.02, 18:07
                                  a moja przyjaciolka ostatnio mi powiedziala "przyjazn to nie tylko dawanie,
                                  czasem trzeba cos wziasc"
                                  po dluzszym zastanowienie chyba musze jej przyznac racje i wyslac niezapominajke
                                  pozdr. Dz...
                                • gabi21 Re: Pytanie o przyjazn. 15.05.02, 18:51
                                  kwieto napisał(a):

                                  > >

                                  >
                                  >

                                  > ale nadal pozostaje aspekt "ja Ci daje, Ty mi dajesz"
                                  >
                                  > Stad pytanie - czy przyjaciele sa bardziej potrzebni nam, czy my im?
                                  z przyjaciolmi przezywa sie tez i mile chwile,to nie chodzi o kogos do kogo
                                  wyplakuje sie w rekaw czy szuka aplauzu


                                  • kwieto Re: Pytanie o przyjazn. 15.05.02, 19:14
                                    A ze znajomymi sie milych chwil nie przezywa? Usiluje uchwycic roznice...
                                    • trzcina o różnicy 15.05.02, 19:51
                                      kwieto :

                                      "Usiluje uchwycic roznice..."


                                      Połaziłam,pomyślałam. Wymyśliłam, genialnie;), że Ty masz inaczej, ja inaczej - o
                                      kategoriach mówiąc i ich rozróżnianiu. Chociaż... co i rusz o przyjaciołach
                                      napomykasz - kategoria znikła, na języku zostało?

                                      A róznica jest. W przyjaźni jest, jak w miłości - wybranie i odnalezienie się
                                      wzajemne i to od wszelkich innych znajomości, koleżeństw, ludzi w górach i
                                      ptaszków ją odróżnia. I to się czuje, to się wie. Jak wtedy, kiedy kochasz. Bo
                                      przecież możesz kochać wszystkich i kochać - przecież inaczej - kogoś jedynego.

                                      t.


    • Gość: Martyna Re: Przyjazn....wartosci z niej plynace IP: 204.186.88.* 15.05.02, 19:28

      Juz chyba wszystko zostalo napisane co tylko bylo mozna napisac ale ja dodam,
      ze przyjazn miesci sie w milosci ale czasami jak to bywa w moim przypadku
      milosc miesci sie w przyjazni, ale nie jest to rodzaj romantycznej milosci
      tylko rodzaj milosci, ktora istnieje miedzy rodzenstwem.
      I zdarza mi sie , ze jak moj przyjaciel przegnie i zaczyna grac mi na nerwach
      ja czasami zartuje: o Boze jestes taki okropny a ja wciaz Cie kocham ale
      czesto on mowi mi, ze mnie kocha calkiem powaznie i ja mowie i czuje to samo.

      Niestety teraz dzieli nas bardzo daleka odleglosc i boje sie , zebysmy nie
      stracili przyjazni wiec chyba zaraz do niego zadzwonie.
    • hookean Przyjaciel 15.05.02, 19:30
      Cały problem w tym, co dla kogo jest już przyjaźnią. Najogólniej przyjacielem
      może być nawet "poznana” osoba, do której czujemy ogólnie sympatię
      dzięki "jakimś tam" wzajemnym relacjom. Kontakty te naturalnie mogą mieć
      miejsce w przeszłości i pozostać jeno w naszej pamięci, tak ja ów przyjaciel.
      • Gość: dodo Re: Przyjaciel IP: 209.226.65.* 15.05.02, 19:38
        sie zupelnie prywatnie przyznam, ze moim jedynym przyjacielem jest moj maz.
        takim prawdziwym, sprawdzonym, niezawodnym, dla ktorego i ja pojde jeszcze raz
        i jeszcze raz przez gory, morze, pustynie itd.
        i mysle sobie, ze to niekoniecznie dlatego, ze on taki super i lepszy niz
        dziesiatki innych ludzi jakich w zyciu spotykam ale glownie dlatego, ze tyle
        juz czasu pracujemy oboje nad "pokojowym wspolistnieniem". sila rzeczy, on ma
        przewage nad innymi w znajomosci mnie i ja mam przewage nad innymi w znajomosci
        jego.
        i moze to tez jest jakis opis przyjazni - czas spedzony razem i czas poswiecony
        na wzajemne "rozpoznawanie przeciwnika". trudno sie przeciez przyjaznic(!)
        z kims, kogo zna sie dwa tygodnie...
        • hookean Re: Przyjaciel 15.05.02, 19:53
          Jakość tej przyjaźni wynika głównie z tego jakie są te osoby, równie dobrze
          danych dwoje ludzi może się bardziej do siebie zbliżyć w ciągu dwóch tygodni,
          niz dwoje innych przez rok znajomości, bo czasem ważniejsze od czasu znajomości
          jest, KTO się z KIM spotkał.
          Natomiast bez watpienia "trafiona" znajomość z czasem może osiągnąć pułap, nie
          osiągalny przez jakiekolwiek najbardziej nawet szczere i otwarte "10 minutowe"
          poznania.
          • hookean Re: i jeszcze o Przyjacielu 15.05.02, 20:02
            Dla mnie jego główna zaletą, która odróżnia go od całej reszty "przyjaciół"
            jest to, że nie musze się z nim od początku zapoznawać, by "na zawołanie"
            rozumiał on mój sposób myślenia i to, co czuję. Głęboka przyjaźń przyśpiesza( w
            sposób satysfakcjonujący mnie) często wzajemne porozumienie się w kwestii
            trapiących mnie dylematów.
        • gabi21 Re:to :Dodo 15.05.02, 20:25
          slicznie to okreslilas naturalnie ze maz/zona powinni byc przyjaciolmi
          ale...czasami jak sie wszystko sypie na leb na szyje to.....????
          wowczas jest jeszcze ktos nam potrzebny
    • dalla Re: Przyjazn....wartosci z niej plynace 15.05.02, 20:00
      Mam jedna jedyna przyjaciolke od 11 lat. Wiem, ze moge do niej zadzwonic w
      srodku nocy, wyplakac sie, poradzic, gadac godzinami, albo milczec rownie
      dlugo. I ona ma to u mnie... I pelne zaufanie. Czesto nie musimy nic mowic a i
      tak wiemy, o co chodzi. I tysiac innych rzeczy, nawet nie chce probowac
      wymieniac wszystkiego.

      Roznica m-dzy przyjacielem a znajomymi jest dla mnie oczywista. Brakuje mi
      natomiast okreslenia na..... no wlasnie: wiecej niz znajomi czy koledzy. Mam
      kilka "prawie - przyjaciolek" i z kazda rozumiem sie rewelacyjnie na innej
      plaszczyznie. Wiecej niz kolezanki, ale prawdziwa przyjaciolke mam jedna. Na
      "wlasny uzytek" posiadam 3 pojecia: najlepsza przyjaciolka/przyjaciel,
      przyjaciele, znajomi, ale to nie oddaje do konca moich relacji z ludzmi....
      • Gość: dodo czas i odleglosc IP: 209.226.65.* 15.05.02, 20:17
        a ja sie upieram przy kwestii czasu :-)
        bo jednak nie wyobrazam sobie nawet nazwania przyjaznia znajomosci krotszej niz
        kilka lat - bez tych sprawdzianow, ktorym sie wzajemnie poddalismy, bez tych
        konfliktow, ktore jednak udalo sie rozwiazac, bez tych kompromisow, ktore po
        rowno nas nie zaspokajaja itd.
        do tego dochodzi kwestia odleglosci.
        wiem, wiem - listy, telefon, internet i dobra wola duzo moga ale jednak...
        pamietacie przyslowie niedzwiedzie?
        no wlasnie, a jak mam np. pomoc na odleglosc przyjaciolce(?) z polski, ktora ma
        klopoty z opieka nad matka-staruszka cierpiaca na alzhaimera? nawet 100 kg
        mojej dobrej woli niewiele tu pomoze, bo mnie tam po prostu nie ma i jeszcze
        chwile byc nie moze wiec cala moja deklaracja o przyjazni bierze w leb.
        i prosze mi tu nie pisac o sile dobrych mysli albo o wsparciu finansowym - to
        sa namiastki.
        dlatego ciagle gdy mysle o przyjacielu, to mysle o ojcu moich dzieci, o tym
        moim kompanie na dobre i zle, ktory w kazdym miejscu i o kazdej porze... bom
        wszedzie czastke mej duszy...
        sami wiecie...:-)
        • novia Re: czas i odleglosc 15.05.02, 20:30
          Pozwol, ze dodam. Przyjaznie buduje sie przez cale zycie. Nie znaczy to wcale,
          ze majac lat dwadziesia mamy 10 przyjaciol, a w wieku 70lat mamy ich juz 40-tu.
          Kto jest przyjacielem lub kto nim moze stac sie- to nic innego jak zebranie w
          kandydacie doswiadczen, ktore wspolnie tworzymy. On tworzy nas, my jego. Moze
          mowie zbyt oglednie, ale ja tak to czuje.
          novia
      • novia Re: Przyjazn 15.05.02, 20:23
        Tak wiele powiedzieliscie juz o przyjazni a raczej o wartosciach, pozwole sobie
        jednak dorzuc i cos od siebie-choc raczej o jej istnieniu. Mam kilku cudownych
        przyjaciol. Licze ich na palcach jednej dloni. Sa moim skarbem. Roznica miedzy
        moimi znajomymi (tych mam naprawde duzo) a przyjaciolmi polega na tym, ze dla
        przyjaciol zdolna jestem zrobic bardzo duzo, dla znajomych znacznie mniej.
        Bywaly okresy, kiedy przez kilka miesiecy nie rozmawialam z nimi. Jedna
        przyjazn-dzis znajomosc nie wytrzymala proby czasu, inne wciaz kontynuuje.
        Jestem szczesliwa, ze istnieja ludzie, ktorym moge zaufac, do ktorych moge
        zwrocic sie po pomoc lub rade, z ktorymi moge zwyczajnie posmiac sie i
        poplakac. Dzwonimy jednak do siebie niezbyt czesto. Szanujemy swoj czas. Kazdy
        z nas musi funkcjonowac w rzeczywistosci (praca, rodzina, dzieci), wypelniac
        codzienne obowiazki, staramy sie wiec nie przeszkadzac sobie, a raczej
        dopelniac wzajemnie. Ilekroc umowimy sie na spotkanie cieszymy sie na mysl o
        nim jak male dzieci (jak male dziewczynki czy chlopcy- mam przyjaciol obydwu
        plci).I zawsze, naprawde zawsze moge na nich liczyc, tak jak oni moga liczyc na
        mnie. Moze to niewiele, ale ja jestem bardzo szczesliwa z posiadania
        przyjaciol. Sama mysl, ze gdzies sa i od czasu do czasu mysla o mnie napawa
        mnie ogromna radoscia. Nie musze wymieniac werbalnie uczuc, wiem jednak, iz
        myslimy podobnie.
        Zauwazylam, ze probujecie definiowac relacje. Nigdy nie traktowalam bliskich
        ludzi jako kandydatow do tej czy innej grupy. Przyjaciol po prostu kocham,
        zanjomych nie. To wszystko.
        novia
    • ta_mar_ta Re: Przyjazn....wartosci z niej plynace 15.05.02, 22:52
      Proszę opiszcie, jak rodziły sie Wasze przyjaźnie.
      Przecież kiedyś poznaliście przyjaciół po raz pierwszy, czy TO iskrzyło od
      razu? Jak (po czym) rozpoznaliście, że to jest TO ?

      Uwaga, u mnie iskrzy :)))
      Ta_
    • Gość: DundeeGi Re: Przyjazn....wartosci z niej plynace IP: *.syd.connect.com.au / 210.9.62.* 16.05.02, 00:46
      Przyjazn i przyjaciol docenilam dopiero zagranica. Widze jak nielatwo jest mi
      znalezc przyjaciol. Pisalam o tym w watku na Forum Kobieta.
      Moi przyjaciele w Polsce pozostana zawsze dla mnie najlepsi, choc nasze wiezi
      nie sa juz tak bliskie - odleglosc robi swoje.
      Brakuje mi kogos takiego tutaj.

      Pozdrawiam

      D.G.
      • gabi21 Re: Przyjazn....wartosci z niej plynace 16.05.02, 03:52
        Gość portalu: DundeeGi napisał(a):

        > Przyjazn i przyjaciol docenilam dopiero zagranica. Widze jak nielatwo jest mi
        > znalezc przyjaciol. Pisalam o tym w watku na Forum Kobieta.
        > Moi przyjaciele w Polsce pozostana zawsze dla mnie najlepsi, choc nasze wiezi
        > nie sa juz tak bliskie - odleglosc robi swoje.
        > Brakuje mi kogos takiego tutaj.
        >
        No wiec z tychze samych powodow zaczelam ten temat o przyjazni.
        Mieszkam rowniez za granica owszem mam znajomych /mam przyjaciolke/ale te
        przyjaznie polskie sa inne z nimi sie wzrastalo to bylo cudowne.
        Tak samo jak Ty moje kontakty sie rozluznily ale staram sie od czasu do czasu
        dawac sygnal ,ze pamietam,jestem,mysle
        pozdrawiam G


        • Gość: DundeeGi Re: Przyjazn....wartosci z niej plynace- Gabi IP: *.syd.connect.com.au / 210.9.62.* 16.05.02, 08:07
          Ja tez staram sie byc w kontakcie i dzieki Internetowi jest to praktycznie co
          dzien. Nic jednak nie zastapi wspolnych wypadow do pubu, na zakupy, itd. Czasem
          chce sie tylko pogadac a telefon nie wystarcza.
          Jak dlugo jestes zagranica? ja 1,5 roku

          Pozdrowienia z oz
          • Gość: Malwina Re: Przyjazn....wartosci z niej plynace- IP: *.abo.wanadoo.fr 16.05.02, 10:38
            zaden z moich znajomych nie usiadzie za kierownica o polnocy bo mam pane w okolicach Tulonu. Moja
            przyjaciolka - tak.
            Najblizsza rodzina nie pozyczy jej pieniedzy - ja tak (a nie mam !)
            I zadna z nas nie wazy : czy jest rowno. Bo jak by nie bylo, zawsze jest rowno.
            Nigdy nie czujemy wzajemnego zobowiazania. Dziwne.
          • gabi21 Re: Przyjazn....wartosci z niej plynace- Gabi 16.05.02, 12:36
            Gość portalu: DundeeGi napisał(a):


            > Jak dlugo jestes zagranica? ja 1,5 roku
            >
            > Pozdrowienia z oz

            Hi...jestem 17 lat :-) i dlugo i krotko
            pozdrawiam
    • cisia Re: Przyjazn....jak ją zbudować i utrzymać??!! 17.05.02, 14:06
      Witam,
      Postanowiłam napisać, bo mam wielki problem. Nie wiem za bardzo od czego zacząć
      ale spróbuje. Jestem osobą, ktora lubi ludzi, towarzystwo, nie lubie być sama -
      a moj problem jest taki ze mimo tego ze ciagnie mnie do ludzi i chcialabym miec
      jak najwiecej przyjaciol to nie mam w zasadzie nikogo. Mam meza. Poza tym tak
      naprawde nikogo. Są oczywiscie kolezanki z ktorym utrzymuje jakis tam kontakt
      ale nie mam prawdziwych przyjaciol, ani jednego. Poza mezem, nie mam zadnej
      osoby z ktora moglabym pogadac o wszystkim, o zmartwieniach, radosciach, nie
      mam komu sie wyzalic jesli mam jakis problem. Wyzalam sie mezowi ale przeciez
      nie ow szystkim mozna pogadac z facetem, poza tym facet zupelnie inaczej
      podchodzi do pewnych spraw, a niektore sa dla niego po prostu blache choc ja
      sie przejmuje. Potrzebuje bratniej duszy, kobiety przyjaciolki. Mialam do
      niedawna "przyjaciolke" ale zerwalam z nia kontakt gdyz zrobila mi swinstwo.
      Ale tak naprawde to nie byla prawdziwa przyjazn, nie o wszystkim moglam z nia
      pogadac bo wiedzialam ze bedzie to odpowiednio skomentowane, zinterpretowane i
      przekazane dalej. To bylo dziwne ale bylo. Teraz nie ma nic. Jakis czas pozniej
      skonczyla sie nastepna tzw "przyjazn" - wszystko bylo ok, super sie
      rozumialysmy- przynajmniej tak mi sie wydawalo- ale pewnego dnia za pozno
      przeczytalam sms'a wyslanego poprzedniego dnia, odrazu zadzwonilam ale bylo juz
      za pozno (sms nie dotyczyl niczego waznego)- zostalam posadzona o lekcewazenie,
      olewanie itd itp. Skonczylo sie choc staralam sie. Ostatnio jakis czas temu
      poznalam dziewczyne- od poczatku bardzo dobrze nam sie gadalo, szybko sie
      zaprzyjaznilysmy i rownie szybko sie rozstalysmy. Bardzo duzo jej pomoglam w
      problemach z chlopakiem i nie tylko. Potem zazartowalam z jakies glupoty co
      zostalo zle odebrane i obrazila sie. Tak naprawde do konca nie wiedzialam o co
      chodzi, dopiero jak zapytalam o przyczyne rozluznienia kontaktow powiedziala.
      Tym razem mozna powiedziec ze ja zawinilam ale tak naprawde to nie byl powod do
      obrazenia, tak naprawde to ja czuje sie troche wykorzystana. Ale coz.
      Zmierzam do tego ze ostatnio z przerazeniem odkrylam ze w zasadzie nie mam
      nikogo i wszyscy ode mnie uciekaja. Staram sie byc dobra, uczynna, nie wadzic
      nikomu. Co mam robic? Nie rozumiem co robie zle. Dlaczego tak sie dzieje?
      Dlaczego inni maja krag przyjaciol na ktorych moga zawsze liczyc, a ja nie
      potrafie nikogo przy sobie zatrzymac. Nie wiem. Czuje sie z tym bardzo zle. Mam
      dosc.
      • dundee_girl Re: Przyjazn....jak ją zbudować i utrzymać??!! 18.05.02, 12:22
        Nie martw sie,nie jestes sama. Moj maz tez w zasadzie jest moja "przyjaciolka".
        Smutne jest to ze jak pisalam wczesniej z wiekiem coraz trudniej jest
        nawiazywac nowe znajomosci, mam na mysli przyjaznie, bo zawsze cos sie znajdzie
        po drodze a to ze jestes szczuplejsza, czy o faceta, pieniadze, ciuchy
        cokolwiek.

        Pozdrawiam
    • kamfora Przyjaciele 17.05.02, 23:58


      "Zycze ci, abys mial czlowieka, ktory cie nie sprzeda nawet wtedy,
      gdy bedzie mogl dobrze na tym zarobic. Abys mogl spokojnie isc
      obok niego nie bojac sie, ze cie zepchnie z drogi. Abys mogl go
      spokojnie puscic przed soba wiedzac, ze ci nie zatarasuje przejscia.
      Abys mogl go zostawic poza soba bez strachu, ze ci wbije noz w plecy.
      - Abys mial czlowieka, ktory za te lojalnosc wobec ciebie nie zagarnie
      ci twojej wolnosci, twojego czasu - ciebie samego.
      Zycze ci, zebys nie sprzedal swojego przyjaciela nawet wtedy, gdy
      bedziesz mogl na nim dobrze zarobic. Abys go nie zepchnal w przepasc,
      abys mu nie tarasowal drogi, abys mu nie wbil noza w plecy - abys za
      te lojalnosc wobec niego nie zazadal wylacznego miejsca w jego zyciu,
      w jego myslach, w jego czasie. - Abys go nie chcial zagarnac dla
      siebie, jako swoja wlasnosc."

      M.M.

      (cytat, moj ulubiony)
      • kwieto Re: Przyjaciele 18.05.02, 00:05
        Ja sie znowu czepiam, ale czy tak nie nalezaloby postepowac w stosunku do
        KAZDEGO czlowieka? Ze jak, jednych moge "sprzedawac", a innych nie? To ja mam
        gdzies takich przyjaciol...
        • kamfora Re: Przyjaciele 18.05.02, 00:10
          kwieto napisał(a):

          > Ja sie znowu czepiam, ale czy tak nie nalezaloby postepowac w stosunku do
          > KAZDEGO czlowieka? Ze jak, jednych moge "sprzedawac", a innych nie? To ja mam
          > gdzies takich przyjaciol...

          Sie wie, Kwieto, ze POWINNO ;-)
          • kwieto Re: Przyjaciele 18.05.02, 00:13
            No a to tak trudno nie wbijac innym noza w plecy, i sie rozpychac, czy
            wykozystywac innych ludzi - ze jak tego nie robie, to juz sie moge puszyc, ze
            jestem tego szczesliwca ktorego nie stlamsilem przyjacielem? Marna wizje swiata
            mial autor tego cytatu...
            • kamfora Re: Przyjaciele 18.05.02, 00:17
              kwieto napisał(a):

              > No a to tak trudno nie wbijac innym noza w plecy, i sie rozpychac, czy
              > wykozystywac innych ludzi - ze jak tego nie robie, to juz sie moge puszyc, ze
              > jestem tego szczesliwca ktorego nie stlamsilem przyjacielem? Marna wizje swiata
              >
              > mial autor tego cytatu...

              No tak - to znaczy, ze ubiegasz sie tylko o takie stanowisko, o ktore nikt sie
              nie ubiega?
              To znaczy, ze nie starasz sie sprzedac z zyskiem (ktos zarabia - musi ktos
              stracic)

              I tak dalej. Przeciez nie chodzi o doslownosc...
              • kwieto Re: Przyjaciele 18.05.02, 00:28
                O przepraszam. Ubieganie sie o to samo stanowisko to nie jest wbijanie noza w
                plecy. Jest konkurencja, wybrany zostanie lepszy, i to jest uczciwe
                rozwiazanie. Nie jest to rozpychanie sie lokciami, bo nie stosuje nieuczciwych
                taktyk - skladam swoje papiery i mam dokladnie takie same szanse jak inni.

                Rowniez stwierdzenie ze "ktos zarabia - ktos musi stracic" jest w duzym stopniu
                falszywe. Slynny przyklad wymiany handlowej Anglia-Portugalia i handel winem i
                suknem. Zakladajac, ze np. w Anglii wyprodukowanie sukna jest tanie a wina
                drogie, a w Portugalii odwrotnie - to jesli beda ze soba handlowac tymi wlasnie
                towarami - oba kraje zyskaja.
                To jest zreszta pierwsza rzecz, ktorej Cie ucza na jakimkolwiek kursie
                negocjacji handlowych - przelamac stereotyp "wygrany-przegrany" i starac sie
                doprowadzic do sytuacji "wygrany-wygrany".
                Przeciez jesli kupujesz cos w sklepie i jestes z tego zakupu zadowolona - nie
                czujesz sie przegrana a raczej wygrana? Sprzedawca tez zamienil towar na
                pieniadze, wiec rowniez czuje sie wygrany... Wiec kto tutaj traci?
                • Gość: kamfora Re: Przyjaciele IP: *.icpnet.pl / *.icpnet.pl 18.05.02, 00:41

                  Masz racje Kwieto, co do tego, jak byc powinno.

                  Zycze Ci, zeby zawsze bylo tak, jak powinno.

                  Nie wszystkim sie udaje.

                  Dobranoc.
    • Gość: Krystian Re: Przyjazn....wartosci z niej plynace IP: *.tpnet.pl / *.katowice.cvx.ppp.tpnet.pl 23.05.02, 18:18
      Tak czytam wasze wypowiedzi i nie moge sie nadziwic. O czym wy mowicie???

      >W mojej pierwszej wypowiedzi usiłowałam wskazać na konieczność dokonania
      >odpowiedzialnego wyboru przyjaciela

      Ha! To jet przyjazn? A powiedz mi, co cie sklonilo do tego, ze deydujesz sie
      wybrac przyjaciela? Jestes samotna? Potrzebujesz wsparcia? Wybierasz sobie
      osobe, na ktora zawsze bedziesz mogla liczyc. Nastepnie starasz sie byc dla
      tej osoby jak najlepszym przyjacielem, pomagasz jej, wspierasz, spedzasz czas.
      I oczekujesz od niej za to tego samego. I dziwisz sie, jezeli ten przyjaciel
      nie jest taki sam dla ciebie. Pytasz sie go tyle ode mnie otrzymales, zawsze
      mozesz na mnie liczyc, a ty mi nigdy nie pomogles. Dlaczego?
      A dlaczego zdecydowales sie na posiadanie przyjaciela? Jezeli ty komus
      pomagasz to tylko dlatego, ze robisz to we wlasnym interesie, np chcesz zdobyc
      jego/jej milosc/przyjazn.

      Czy to jest normalne, zeby byc emocjonalnie uzaleznionym od drugiej osoby?

      "Kiedy nie uzyskasz aprobaty i jesteś ignorowany, doświadczasz samotności tak
      nieznosnej, że czolgasz się do ludzi i zebrzesz o przynoszacy ulge narkotyk
      zwany wsparciem, dodawaniem otuchy, odwagi.
      A jeśli nie mogą oni dostarczyc narkotyku, przestaja mnie interesowac."

      Wtedy na "przyjaciela" patrzymy pod katem, czy moge cos od niego dostac, czy
      on mnie wesprze, kiedy bede tego potrzebowac. Dlatego "inwestujemy" w niego
      poswiecajac mu czas, pomagajac mu ale caly czas robimy to tylko dlatego, ze
      sami bedziemy tego potrzebowac.

      Czy nie lepiej wiec nie byc do nikogo przywiazanym emocjonalnie? Jezeli nie
      bedziemy nikogo potrzebowac to dopiero wtedy sami bedziemy mogli
      bezinteresowanie kochac.
      • kamfora Re: Przyjazn....wartosci z niej plynace 23.05.02, 19:08
        Gość portalu: Krystian napisał(a):

        > Tak czytam wasze wypowiedzi i nie moge sie nadziwic. O czym wy mowicie???

        Prawde mowiac - takie same odczucia mam w stosunku do Twojej wypowiedzi ;-)

        > Czy to jest normalne, zeby byc emocjonalnie uzaleznionym od drugiej osoby?

        A co to jest normalnosc?


        > Czy nie lepiej wiec nie byc do nikogo przywiazanym emocjonalnie? Jezeli nie
        > bedziemy nikogo potrzebowac to dopiero wtedy sami bedziemy mogli
        > bezinteresowanie kochac.

        Co to znaczy "bezinteresownie"?

Inne wątki na temat:
Pełna wersja