niezapominajka5
15.05.02, 10:13
On ma tzw. "przeszłość", nie może się nią raczej pochwalić... Był złym
człowiekiem. Widzę, wiem, że teraz jest inny, zostały już tylko wspomnienia o
tym co było. Jest w trakcie rozwodu, ma kilkuletnie dziecko. Mówi, że mnie
kocha i chce ze mną spędzić resztę życia. Wierzę Mu. Jest starszy o kilka lat,
z ogromnym bagażem doświadczeń, przeważnie tych złych niestety... A ja - młoda,
świeża, dopiero wchodząca w prawdziwą dorosłość i dojrzałość, z czystym kontem.
Kocham Go bardzo. Ale boję się, że moje wątpliwości i strach, które wracają jak
ból nie leczonego zęba, zniszczą to uczucie. Boję się, że nie pozwolą mi się
nim cieszyć i w końcu wezmą nad nim górę. Rozum krzyczy "wycofaj się dopóki nie
jest za późno, pomyśl o sobie, bądź choć raz egoistką!". Ale serce ma inne
zdanie...
Jeżeli zdecyduję się na stały związek z Nim, wiele rzeczy będę musiała
zaakceptować, a przynajmniej nauczyć się je tolerować, znosić. Wiem, że nie
będzie łatwo... Moje wyobrażenie o małżeństwie, rodzinie, partnerstwie -
wszystko będę musiała przewartościować, zrezygnować z części moich marzeń,
planów. Ale będę z Nim...
Co wybrać? Posłuchać rozumu i poddać się "na starcie", poszukać związku, w
którym wszystko będzie jasne, proste, poukładane?... Pójść "na łatwiznę" dla
własnego dobra? Zdusić w sobie uczucie, spróbować zapomnieć?
Czy może kierować się TYLKO głosem serca i zlekceważyć wszystkie "przyziemne"
sygnały, dające znać, że będzie ciężko, może nawet bardzo ciężko... Że mogę
sobie z tym nie poradzić... Że codzienność z Nim może mnie przerosnąć.
Strach i wątpliwości dosłownie mnie obezwładniają. Wiem, że muszę podjąć jakąś
decyzję, im szybciej tym lepiej dla nas obojga.
Pomóżcie.