Gość: miszel
IP: 195.85.227.*
29.12.04, 08:54
Mam problem...Cały czas o tym myślę.Prosze o radę.
Sytuacja przedstawia się tak. Mam prawie 25 lat (hmm..za 2 maiesiące),
pracuję, kończę studia podyplomowe. Jestem z moim nazwijmy go X już prawie 8
lat. Mieszkaliśmy do tej pory osobno, ale on chciałby w kocu abyśmy
zamieszkali razem, cieszy się jak dziecko jak o tym mówi;)) Ja mieszkam z
mamą. Nie mam z nią dobrych relacji, tzn. są przeciętne..Ja za wszystko
płacę, czyli czynsz, światło, telefon, robię zakupy do domu, tzn. chemię i
jedzenie. Mama jest na emeryturze, dostaje około 1000 zł...ale niestety nie
dokłada się do niczego, i wiecznie nie ma pieniędzy...Męczy mnie ta
sytuacja, dlatego, ze wszystko spoczywa na moich barkach. Nie może być
sytuacji,że czegoś nie będzie w domu..bo awantura. Poza tym mama nie
zachowuje się w porządku, czepia się jak wracam późno (mimo ze mam tyle lat),
ze wydaje "swoje" pieniądze np. na wycieczki, na jakieś sprzęty do swojego
pokoju..ogólnie ma bardzo trudny charakter, ciągle poucza, moralizuje itp.
Uważa ze moim obowiązkiem jest ja utrzymywać, że ze wszystkiego może
swobodnie korzystać, ona i rodzeństwo, które np. ją odwiedzi. Są kłótnie o
tel., gdy oni przyjdą wydzwonią za niewiadomo ile..a ja musze za to płacić.
Były sytuacje, gdy starsza siostra poszła do pracy, a mama wzięła jej dziecko
do nas, jakieś jej brudne rzeczy do prania i zrobiła u nas pranie, zamiast u
niej. Nie jestem egoistką, wiem że im się mniej powodzi, ale....... mama po
prostu nie umie powiedzieć - nie - a oni to wykorzystują. Potrafi mi
powiedziec,ze nikt jej nie odwiedza - przeze mnie, bo się wstydzą z
czegokolwiek korzystać. A później dowiaduję się, ze druga siostra np.
spędziła u niej cały dzień na plotkach, ze brat był z dzieckiem....po co tak
oszukuje?? Ja nie zabraniam aby ja odwiedzali, to tez ich rodzinny dom, poza
tym nie będzie całe dni siedzieć sama w domu. ale czemu odwiedziny muszą się
wiązać z: praniem, prasowaniem, telefonowanie. Ona mnie szantażuje
emocjonalnie. Jest wiecznie nieszczęśliwa..mimo, ze jej zapewniam wsyztsko.
Psychicznie tego nie wytrzymuję, nie mogę kontrolować tego co robi w domu, bo
całe dnie jestem w pracy (jak przyjdę z pracy to ma pretensje ze z nią nie
siedzę i nie plotkuje )choć jestem padnięta po 12 godzinach pracy...
Wiecznie ktoś przychodzi do mnie o pożyczki...Kiedys chciałam od mamy
pożyczyć pieniądze aby zapłacić za angielski..Powiedziała, ze nie ma. A potem
dowiedziałam się, ze kupiła rower dla dziecka mojej siostry a tamta miała jej
oddać pieniądze w terminie późniejszym...Tylko dla mnie nie ma!??!
ogólnie czuje się wykorzystywana...Nikt inny jej nie pomaga, tylko ja....
Chciałabym zamieszkać sama, powiedziałam już mamie o tym przed świętami.
Powiedziałam, że e po nowym roku się przeprowadzam..Ale ona w tej chwili nie
dopuszcza do siebie myśli. Mógłby mój brat z żoną się do niej
wprowadzić...ale byli u nas na święta i ona stwierdziła: jak ty sobie to
wyobrażasz, ze ja będę w takim hałasie (małe dziecko) mieszkać i z synową....
Boję, się, ze ona sobie coś zrobi,z e sobie nie poradzi..nie wiem. Ze będzie
o mnie źle mówić do rodziny...
Nie stać mnie aby dwa domy utrzymywać, poza tym dlaczego tylko ja mam jej
pomagać. Ale jak jej to powiedzieć żeby nie było awantury..i płaczu..i żeby
mnie nie wyklęła...Bo jest naprawdę niezłą furiatką...
Czuję się cały czas winna....;(((
Moja mama jest naprawdę toksyczna: powiedziała do mojego X jak będę się
wyprowadzać to powie mi jedno, to co innym mówiła (mam 4 rodzeństwa) - że nie
ma już powrotu..Ja to wiem....Ale mi ciężko z taką świadomością..;(((
Doradzcie...Co robić???
Jak się uwolnić od poczucia winy i strachu..