Gość: Niezapominajka
IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl
05.01.05, 16:15
W poniedzialek wieczor rozmawialam z moim przyjacielem przez telefon.
Powiedzialam mu wtedy ze sie okropnie zle czuje i ze przede mna chyba ciezka
noc bo jestem chora. Choc on dzwoni do mnie w zasadzie codziennie, no
powiedzmy 6 dni w tygodniu, wczoraj sie nie odezwal. Ok, rozumiem, nie mial
czasu, nie mial zadnej sprawy do mnie. Dzis mi napisal na gg ze dostal ode
mnie zyczenia swiateczne ( ha niech zyje poczta...) ze dzieki i tyle.
Czy ja mam wygorowane wymagania wzgledem niego ze jest mi przykro ze sie nie
zapytal nawet czy sie w koncu rozchorowalam czy mi przeszlo?
Ja odezwalabym sie nawet do dalszej kolezanki czy kolegi gdyby mi w rozmowie
powiedzieli ze sa chorzy, zeby spytac jak sie czuja.
A on? nie widzi takiej potrzeby, uwaza ze to w porzadku, w czym problem itd
itp. On sie dziwi ze mnie by bylo milo gdyby on spytal mnie jak sie czuje.
uwaza ze to moje pretensje i fochy. Dla mnie to oczywiste ze okazuje moim
bliskim ale i przyjaciolom jakas troske, przeciez mi na nich zalezy.
A on? Nie zalezy mu na tej przyjazni? Czasem napisze np jakiegos smsa kiedy
sie martwie, jak mam problem dzwoni czy zostawi jakas wiadomosc na gg a w
takich sytuacjach - olewa. Wiec jak mam rozumiec to jego zachowanie?