Donatien Alphonse François de Sade o kobietach

05.01.05, 18:48
Rozprawa hrabiego de Gernande’a o kobietach



Moi drodzy, możecie powiedzieć, że moje namiętności dają wam dość niewłaściwy
pogląd na mój sposób myślenia na temat kobiet, i oczywiście słuszne jest
wasze przekonanie, że bardziej nimi pogardzam niż ich nienawidzę. Wyobraźcie
sobie jednak, że właśnie wówczas, gdy kobieta związana jest ze mną więzami
małżeńskimi, moja odraza i niechęć do niej powinny rosnąć. Zanim przystąpię
do analizy tych uczuć, najpierw powinienem was zapytać, jakim prawem
utrzymujecie, na przykład, że małżonek zobowiązany jest uszczęśliwiać swą
małżonkę i na jakie prawo ośmiela się ona powoływać, by tego odeń wymagać.
Konieczność wzajemnego zapewniania sobie szczęścia może występować,
przyznacie, jedynie między dwiema istotami jednakowo wyposażonymi w zdolność
niszczenia, a zatem między dwiema istotami posiadającymi taką samą siłę. Taki
związek mógłby zaistnieć tylko wówczas, gdyby od razu doszło do zawarcia
paktu między tymi dwiema istotami, na mocy którego obie strony używałyby
względem siebie swych sił tylko w taki sposób, by wzajem sobie nie
zaszkodzić. Ale taka śmiechu warta umowa nijak nie mogłaby zaistnieć między
istotą silną i słabą. Na jakiej podstawie ta ostatnia wymagałaby od silnej,
by ją oszczędzała? A czyż nie byłoby głupotą ze strony silnego wchodzenie w
taki układ? Mogę zgodzić się na to, by nie robić użytku z mej siły wobec
kogoś, kto potrafi okazać się równie groźnym przeciwnikiem, z jakiego jednak
powodu miałbym się hamować wobec istoty, którą podporządkowała mi natura?
Odpowiecie mi, że z litości? Takie uczucie mogę żywić wyłącznie wobec kogoś,
kto jest do mnie podobny, a ponieważ ma ono charakter egoistyczny, to ujawni
się pod warunkiem, że osobnik, któremu je okażę, odpłaci mi tym samym. Jeśli
zaś nieustannie mam nad nim przewagę, to jego współczucie stanie się dla mnie
bezużyteczne, nigdy nie będę musiał go okupić najdrobniejszą ofiarą. Czyż nie
byłbym naiwny odczuwając litość wobec istoty, w której nigdy nie zdołałbym
jej wzbudzić? Czyż miałbym opłakiwać śmierć kurczaka, którego zarzyna się dla
mnie na obiad? To stworzenie, stojące znacznie niżej ode mnie, niczym ze mną
nie związane, nigdy nie będzie w stanie wzbudzić w mym sercu jakiegokolwiek
uczucia. Otóż związki żony i męża niczym się nie różnią od związku
zachodzącego między kurczakiem i mną. Oboje są domowymi zwierzętami,
z których należy robić użytek w sposób wskazany przez naturę, nie czyniąc
między nimi żadnej różnicy. Pytam was bowiem, moje panie, gdyby zamiarem
natury było stworzenie waszej płci dla szczęścia mojej i na odwrót, to czy
wówczas ta ślepa natura obdarzyłaby zarówno jedną, jak i drugą płeć tyloma
niedoskonałościami? Czy wyposażyłaby nas w tak poważne wady, że nieuchronnie
musiały z nich wyniknąć wzajemna odraza i niechęć? Aby nie szukać przykładów
zbyt daleko, znając moją konstytucję, powiedzcie mi, proszę, moje drogie,
jaką kobietę mógłbym uszczęśliwić? I na odwrót, jakiż mężczyzna doznałby
słodkiej rozkoszy z kobietą, nie posiadając gigantycznych narządów,
potrzebnych do jej zaspokojenia! Czy sądzicie, że zalety moralne
przedstawicielki tej płci mogą dla nas stanowić rekompensatę wad fizycznych?
Któryż rozumny człowiek, znający dogłębnie kobietę, nie wykrzyknie za
Eurypidesem: „Ten z bogów, który stworzył kobietę, może się chełpić
powołaniem do życia istoty najpodlejszej i najbardziej szkodliwej dla
mężczyzny”. Jeśli zatem zostało dowiedzione, że te dwie płcie pod żadnym
względem sobie nie odpowiadają, nieustannie wyrzekając na siebie, to
nieprawdą jest, że natura stworzyła je dla obopólnego szczęścia. Natura mogła
im dać pragnienie zbliżenia się do siebie w celu spłodzenia potomstwa,
bynajmniej jednak nie pragnienie połączenia się w zamiarze odnalezienia w
sobie wzajem szczęścia. Słaby, nie mając zatem żadnego konkretnego prawa, by
domagać się litości od silnego, nie potrafiąc sprzeciwiać się temu, że silny
znajduje szczęście jego kosztem, zmuszony został do uległości. Mimo iż
niepodobna osiągnąć wspólnie szczęścia, w interesie osobników obu płci leży
zapewnianie go sobie. Toteż słaby powinien zadowolić się tą odrobiną
szczęścia, jakiego zdoła doznać, będąc uległym, natomiast silny powinien
uzyskać szczęście dla siebie, stosując w tym celu taki rodzaj przymusu, na
jaki będzie miał ochotę, skoro zostało dowiedzione, że prawdziwego
zadowolenia może dostarczyć tylko użycie siły, zastosowanie zdolności
silnego, czyli całkowite uciemiężenie słabego. Nie mogąc zatem doznać
wspólnego szczęścia, kobieta osiągnie je w ślepym posłuszeństwie, a
mężczyzna – dzięki całkowitemu panowaniu. Ech! Gdyby zamiarem natury nie było
to, by jedna płeć panowała nad drugą…, dręczyła ją…, to czy wówczas nie
stworzyłaby ich równie silnymi? Czyniąc jedną płeć pod każdym względem gorszą
od drugiej, czyż tym samym wyraźnie nie pokazała, by zgodnie z jej wolą silny
korzystał
z praw, jakie mu dała? Im bardziej poszerzy on swą władzę, tym bardziej
unieszczęśliwi związaną z nim kobietę i tym lepiej spełni zamiary natury.
Jego postępowania nie należy bynajmniej oceniać w oparciu o skargi istoty
słabej. Tego rodzaju osąd byłby fałszywy, gdyż wydając go, polegalibyśmy
wyłącznie na opinii słabego. Czyny silnego należy osądzać na podstawie jego
siły, na podstawie jej zasięgu, a kiedy rezultaty tej siły dosięgną już
kobiety, wówczas należy zastanowić nad tym, czym ona jest i w jaki sposób
patrzyło na tę godną pogardy płeć trzy czwarte ludów tak w starożytności, jak
i za naszych czasów.

Cóż zatem widzę, przystępując z zimną krwią do tych rozważań? Widzę istotę
słabą, zawsze gorszą od mężczyzny, nieskończenie bardziej od niego
ograniczoną, głupszą, ukształtowaną w sposób odpychający, zupełnie przeciwny
takiemu, jaki może podobać się jej panu…, jaki powinien go rozkoszować,
istotę niedomagającą przez trzy czwarte życia, niezdolną do zaspokojenia męża
zawsze wówczas, gdy natura przygotowuje ją do wydania potomstwa, obdarzoną
usposobieniem ponurym, kłótliwym i władczym; tyrana, jeśli pozostawić jej
przywileje, istotę potulną i uniżoną, jeśli uczynić z niej niewolnicę, zawsze
jednak fałszywą, zawsze złą, zawsze niebezpieczną. A wreszcie istotę tak
zdeprawowaną, iż na synodzie w Mâcon bardzo poważnie się zastanawiano, i to
na kilku posiedzeniach, czy ta dziwaczna kreatura, tak różniąca się od
mężczyzny, jak on się różni od leśnej małpy, może rościć pretensje do miana
istoty ludzkiej i czy w rozumny sposób można jej przyznać taką godność. Czy
nie byłoby to wręcz epokowym błędem? A może nasi poprzednicy widzieli kobietę
w lepszym świetle? Czy Persowie, Medowie, Babilończycy, Grecy, Rzymianie
poważali tę ohydną płeć, z której my ośmielamy się dzisiaj czynić bóstwo? Nic
podobnego! Widzę, jak wszędzie jest ciemiężona, wszędzie bezwzględnie
odsuwana od spraw publicznych, wszędzie poniżana i więziona. Jednym słowem,
kobiety na ogół traktuje się jak zwierzęta, które wykorzystywane są do
zaspokojenia chwilowej potrzeby, a zaraz potem zamykane w pomieszczeniu dla
bydła. Zatrzymam się na chwilę w Rzymie; słyszę oto, jak Katon Mędrzec
krzyczy do mnie z dawnej stolicy świata: „Gdyby mężczyźni nie mieli kobiet,
obcowaliby jeszcze z bogami”. Słyszę rzymskiego cenzora, rozpoczynającego
przemowę tymi słowy: „Gdybyśmy mogli żyć bez kobiet, potrafilibyśmy zaznać
prawdziwego szczęścia”. Słyszę poetów, deklamujących w teatrach Grecji: „O
Jupiterze! Jakiż powód skłonił cię do stworzenia kobiet? Czy nie mogłeś
obdarzyć ludzkości istotą doskonalszą i mądrzejszą, taką zatem, która
pozwoliłaby nam uniknąć owej plagi?”. Widzę tychże samych Greków, mających tę
płeć w tak wielkiej pogardzie, iż potrzebne było prawo, by zmusić Spartanina
do płodzenia potomstwa, a jedną z kar, jakie stosowały te mądre republiki,
    • ed22 cd. 05.01.05, 18:51

      Słyszę rzymskiego cenzora, rozpoczynającego przemowę tymi słowy: „Gdybyśmy
      mogli żyć bez kobiet, potrafilibyśmy zaznać prawdziwego szczęścia”. Słyszę
      poetów, deklamujących w teatrach Grecji: „O Jupiterze! Jakiż powód skłonił cię
      do stworzenia kobiet? Czy nie mogłeś obdarzyć ludzkości istotą doskonalszą i
      mądrzejszą, taką zatem, która pozwoliłaby nam uniknąć owej plagi?”. Widzę
      tychże samych Greków, mających tę płeć w tak wielkiej pogardzie, iż potrzebne
      było prawo, by zmusić Spartanina do płodzenia potomstwa, a jedną z kar, jakie
      stosowały te mądre republiki, było skazywanie przestępcy na przebranie się za
      kobietę, czyli na przywdzianie szat istoty, którą uważano za najpodlejszą i
      godną najwyższej pogardy.

      Aby nie szukać przykładów w czasach zbyt odległych, zastanówmy się, jak dziś
      jeszcze widziana jest ta nędzna płeć na naszym globie. W jaki sposób jest
      traktowana. Widzę, jak w całej Azji jest więziona, jak niewolniczo służy tam
      barbarzyńskim zachciankom jakiegoś despoty, który dręcząc ją i katując,
      naigrywa się z jej cierpień. W Ameryce widzę lud żyjący w stanie naturalnym
      (Eskimosów), u których mężczyźni wyświadczają sobie wzajem wszelkie możliwe
      dobrodziejstwa, natomiast kobiety traktują z niewyobrażalną wprost surowością.
      W jednej części świata widzę je upokarzane i stręczone cudzoziemcom, w innej –
      używane jako pieniądz. W Afryce, gdzie z pewnością doznają największego
      upodlenia, widzę jak zatrudnione w charakterze zwierząt pociągowych uprawiają
      rolę, sieją, a swym mężom usługują wyłącznie na kolanach. Czy mogę powołać się
      na najnowsze odkrycia kapitana Cooka? Czy zachwycająca wyspa Otaiti, gdzie
      ciąża jest przestępstwem, za które niekiedy grozi śmierć matce, a niemal zawsze
      dziecku, ukaże mi szczęśliwsze kobiety? Na innych wyspach odkrytych przez tego
      żeglarza widzę, jak są bite, dręczone przez własne dzieci, a ich mężowie
      jeszcze bardziej je katują. Im lud żyje bliżej natury, tym bardziej przestrzega
      jej praw. Żona nie może mieć ze swym mężem innych związków niż niewolnik ze
      swym panem. Stanowczo nie ma ona żadnego prawa, by ubiegać się o słodsze.

      W każdym razie, moi drodzy, wszystkie ludy korzystały z najszerszych uprawnień
      w stosunku do kobiet, niekiedy nawet skazywały je na śmierć zaraz po ich
      przyjściu na świat, zachowując tylko niewielką liczbę, konieczną dla
      przedłużania gatunku. Arabowie, zwani Korysami, grzebali swe córki, gdy te
      osiągnęły siódmy rok życia, na górze nieopodal Mekki, ponieważ, jak mówili,
      równie nikczemna płeć niegodna jest oglądać świat. W królewskim seraju
      w Achem za samo podejrzenie o niewierność, za najmniejsze nieposłuszeństwo w
      dostarczaniu księciu rozkoszy lub nawet za obudzenie w nim odrazy, kobiety
      natychmiast skazywane są na najpotworniejsze męki, a ich katem jest sam król.
      Nad brzegami Gangesu mają one obowiązek składać w ofierze własne życie na
      prochach swych mężów jako bezużyteczne dla świata, skoro ich małżonkowie nie
      mogą się już nimi rozkoszować. Gdzie indziej znowu poluje się na nie jak na
      dzikie zwierzęta, a zaszczytem jest zabicie dużej ich liczby. W Egipcie składa
      się je w ofierze bogom. Na Formozie depcze się po nich, jeśli zajdą w ciążę.
      Prawa germańskie skazywały jedynie na dziesięć talarów grzywny tego, kto zabił
      cudzą żonę, uśmiercenie własnej żony albo dziwki nie było karane. Jednym
      słowem, wszędzie, powtarzam raz jeszcze, wszędzie widzę, jak kobiety są
      poniżane, maltretowane, wszędzie skazywane na magiczne praktyki kapłanów, na
      barbarzyństwo swych mężów albo na kaprysy libertynów. Najbardziej zaś dla nich
      nieszczęsne jest to, że im głębiej się je studiuje, im głębszej poddaje
      analizie, tym bardziej się przekonujemy, że zasługują za swój los. „Czy to
      możliwe, wykrzykną ich durni stronnicy, że przeciwnicy tej płci nie chcą
      otworzyć oczu na zasługi, jakich jest pełna? Dostrzeżcie, powiedzą z
      entuzjazmem, jej ujmującą troskę o nas w dzieciństwie, ich uprzejmość, gdy
      osiągamy wiek dojrzały, wszelką pomoc, jaką nam służą, gdy się starzejemy;
      jakże się o nas troszczą w chorobie, jak pocieszają w strapieniach; ileż
      delikatności wkładają
      w dopomaganie nam w nieszczęściach; ileż sztuki w odwracaniu, jeśli mogą,
      spadających na nas klęsk, ileż gorliwości w osuszaniu naszych łez… I nie
      cenicie, nie wielbicie istot tak doskonałych?… tak czułych przyjaciółek danych
      przez naturę?” Nie, nie cenię ich i nie wielbię, pozostaję twardy wobec
      złudzenia, a dzięki mądrości potrafię mu się oprzeć: we wszystkim, co
      wychwalacie, widzę tylko słabość, lęk i egoizm. Jeśli kobieta, tak jak wilczyca
      lub suka, karmi mlekiem swój owoc, to dlatego, że to wydzielanie, wywołane
      przez naturę, staje się nieodzowne dla jej zdrowia; jeśli jest nam ona
      użyteczna w rozmaitych niedolach, jakie właśnie odmalowaliśmy, to raczej z
      powodu swego temperamentu niż cnoty, z powodu dumy lub miłości własnej. Nie
      dziwmy się tym pobudkom: słabość jej organów czyni ją bardziej zdolną niż my do
      małodusznego uczucia litości, odruchowo, bez żadnej zasługi z jej strony,
      popycha ją ona do opłakiwania i kojenia zła, jakie widzi; a jej naturalne
      tchórzostwo skłania ją do okazywania silniejszemu od niej względów, jakich, jak
      czuje, sama wcześniej czy później będzie potrzebować. Ale żadnej w tym cnoty,
      żadnej bezinteresowności, przeciwnie, tylko to, co samolubne i odruchowe.
      Oburzającą niedorzecznością jest tworzenie cnoty z jej potrzeb i znajdowanie w
      jej głupocie, w jej lękach pobudek tych pięknych uczynków, w które w
      zaślepieniu naiwnie wierzymy; a ponieważ na swoje nieszczęście żyję wśród ludu
      tak jeszcze prymitywnego, iż nie mógł się on żywić tymi wielkimi zasadami…, iż
      nie ośmielił się dotąd obalić najśmieszniejszego z przesądów, to czyż miałbym
      się pozbawiać praw, jakie wobec tej płci przyznała mi natura! Miałbym się
      wyrzec wszelkich przyjemności, jakie z tych praw wynikają! Nie, nie, moi
      drodzy, to niesprawiedliwe. Jeśli zajdzie potrzeba, będę postępował skrycie,
      ale w tajemnicy wynagrodzę sobie absurdalne okowy, nałożone na mnie przez
      prawodawstwo, i będę traktował moją żonę tak, jak mi się spodoba…, zgodnie z
      zasadami, jakie odnajdę we wszystkich kodeksach świata, w moim sercu i w
      naturze.

      – Słowo daję, wuju – rzekł Bressac, który podczas całej przemowy bezustannie
      dowodził pewnemu ślicznemu chłopcu, którego rżnął w dupę, jak dalece aprobował
      maksymy dotyczące kobiet, jakie właśnie wygłosił Gernande – och! słowo daję,
      wierzę teraz, że nawrócenie cię jest niemożliwe.

      – Toteż nikomu tego nie polecam – odparł hrabia – drzewo jest zbyt stare, by je
      przesadzać: w moim wieku można zrobić kilka kolejnych kroków na drodze zła…,
      ale ani jednego na drodze dobra. Zresztą moje zasady i moje upodobania
      zapewniają mi szczęście; od dzieciństwa zawsze były jedyną podstawą mej postawy
      i mych czynów; być może pójdę dalej, czuję, że to możliwe; ale zawrócić – nie.
      Mam zbyt wiele odrazy do ludzkich przesądów, zbyt szczerze nienawidzę ich
      cywilizacji, cnót i bogów, bym w ich imię poświęcił me skłonności.




      Przełożył Bogdan Banasiak
















       Fragment powieści Markiza de Sade pt. La Nouvelle Justine, ou Les Malheurs de
      la vertu, opublikowanej prawdopodobnie w lipcu lub w sierpniu 1799 r. (choć
      wydanie było antydatowane na rok 1797). W wydaniu: Sade: Œuvres.
      Gallimard, „Bibliothèque de la Pléiade”, Paris 1995,
      t. II, s. 877–882. Tytuł pochodzi od tłumacza (przyp. tłum.).
    • Gość: alicja Re: Donatien Alphonse François de Sade o kobietac IP: *.dip.t-dialin.net 05.01.05, 18:56
      uwazam to za przeSade,
      • oleena Re: Donatien Alphonse François de Sade o kobietac 05.01.05, 19:03
        zwłaszcza jeśli chodzi o objetość :)
    • Gość: xy2 przede wszystkim za długie IP: .48.242.* / 80.51.176.* 05.01.05, 20:33
      nie da sie przeczytać tego do końca. lubie twoje wypowiedzi ale to jest
      grafomania.
      nie zamierzam z toba walczyc, ale moja propozycja jest taka- jak szczeście da
      ci sila fizyczna drugiej osoby ostań gejem
      • Gość: menel Re: przede wszystkim za długie IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 05.01.05, 20:51
        za długie tylko dla kobiety hehehe
        • Gość: xy2 tłumaczenie Leopold Stuff IP: .48.242.* / 80.51.176.* 05.01.05, 20:54
      • Gość: Juriiiii Re: przede wszystkim za długie IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 06.01.05, 01:05
        Gość portalu: xy2 napisał(a):

        > nie da sie przeczytać tego do końca. lubie twoje wypowiedzi ale to jest
        > grafomania.


        Czyje wypowiedzi lubisz, Markiza de Sade ? :)


        > nie zamierzam z toba walczyc,

        Z kim mianowicie nie zamierzasz wojować, z Markizem de Sade? :)



        ale moja propozycja jest taka- jak szczeście da
        > ci sila fizyczna drugiej osoby ostań gejem

        łot? :)
Pełna wersja